Dodaj do ulubionych

wywar gorzelniany

26.09.05, 16:03
Ostanio obok mnie ruszyla gorzelnia i pedza tam rozne rzeczy
wysokoprocentowe:-)
Moi sasiedzi twierdza, ze wywar gorzelniany ktory powstaje w czasie
destylacji jest doskonalym nawozem na trawniki i rabaty kwiatowe.
Odbieraja "wywar" beczkowozem majacym chyba ze 3000 l i pozniej rozlewaja po
lakach i polach.
Czy ktos z Panstwa juz taka metode stosowal?
I czy mozecie napisac o co w tym wywarze biega?
Obserwuj wątek
    • q.bek Re: wywar gorzelniany 27.09.05, 09:58
      Nike gdzie jestes?
      • q.bek Re: wywar gorzelniany 29.09.05, 10:58
        Jesli na Nike nie mozna liczyc to moze na Pogotowie Ogrodnicze:-)
        • tram_ktos Re: wywar gorzelniany 29.09.05, 22:48
          Pewnie to są jakieś wytłoczyny z ziemniaków czy zboża.
          Spróbuj i zobacz, jak po tym rośliny się poczują.
      • nnike Re: wywar gorzelniany 30.09.05, 01:00
        q.bek napisał:

        > Nike gdzie jestes?

        Popijałam ten produkt gorzelniany ;)
    • nnike Jupi!!! 30.09.05, 01:02
      www.raportrolny.pl/?str=1&id_a=1682
      Znów wiem coś nowego ;)
      • q.bek Re: Jupi!!! 30.09.05, 08:29
        Ciekawe jest w tym to, ze mozna wywar gorzelniany uzywac jako pasze dla bydla
        co posrednio oznacza iz czlowiek jest nim takze karmiony a na to by podlewac
        kwiatki potrzebne jest zezwolenie?!?
        • antares777 Re: Jupi!!! 03.10.05, 11:29
          Coś musi być na rzeczy ;):)))))))))

          Hej!

          Mam osobiste wspomnienia z czasów, które (mam nadzieję) już nie wrócą, kiedy to
          człek stawał przed comiesięcznym dylematem: pół basa albo tytka landrynek dla
          dziecka :(
          Wybierało się dziecko, a pół basa najrektykowaniuchniejszej zamieniało na 5
          litrów księżycowej :)

          I jam się tym parał, a robiłem to z wszelkimi szykanami, by produkt był
          możliwie najwyższej marki.
          A więc, najpierw robiłem z największym namaszczeniem wino wytrawne (wypadałoby
          nazwać to zacierem, ale po przeczytaniu stosownego wątku w "Ogrodach", z
          czystym sumieniem tak właśnie TOTO teraz nazywam): gronowe, jabłkowe, wiśniowe,
          czereśniowe, śliwkowe, jeżynowe, malinowe, porzeczkowe różnej barwy. Miałem
          ochotę na cebulowe, bo naonczas cebula była niezwykle słodka (nawet słodsza od
          szynki), ale ktoś mnie odwiódł od tego pomysłu, a potem przyczyna moich zmagań
          z alembikiem, z powodów czysto politycznych, wygasła. Gdy wino
          przestawało "chodzić" (a szyjkę gąsiora zatykałem - zamiast szmatką - szczelnym
          korkiem, zaopatrzonym w szklano-wodny gulgulator) i odstało się przez tydzień,
          następował proces zlewania i odcedzania "treści istotnej" od
          nieistotnego "syfu" (bardzo przydatna okazywała się tetrowa pielucha, wyłudzona
          od dziecięcia za wspomniane wyżej cukierki). Istotna treść, jako
          najbardziej "istotna" dla sprawy, wędrowała do dalszej przeróbki, którą
          symbolicznie tutaj określę jako "termiczną", a syf utylizowałem w sposób równie
          oczywisty co i prostacki - przez wywalenie na kompost.

          Luuuudzie! Co się wtedy działo!!!

          Najbardziej mi było żal sierpówek, bo siedziały na okolicznych gałęziach ze
          smętnie zwieszonymi dziobami i posuchą pod językiem - czekając grzecznie na swą
          kolej - podczas gdy reszta tałatajstwa, wśród którego przodowały wszelkie
          krukowate, obżerała się tym cuchnącym syfem do nieprzytomności (to właściwe
          słowo).

          Pomachiwajki
          Stary zgred

          P.S. Nieskromnie się przechwalę: znajomi mlaskali i mówili że dobre i
          że "Pliska" przy tym nie kuca ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka