bigbrada
29.05.02, 08:27
Superexpress 29.05.2002
Pluł na mnie
Przed wyjazdem na mistrzostwa świata był jednym z najbardziej krytykowanych
piłkarzy reprezentacji Polski.
Pojawiały się nawet opinie, że Adam Matysek nie zasłużył na wyjazd do Korei.
- Każdy ma prawo mówić co myśli - stwierdza nasz reprezentacyjny bramkarz. -
Jestem na mistrzostwach i czuję się z tego powodu dumny, cieszę się z każdego
dnia w Korei. Zasłużyłem na to powołanie, skoro zabrał mnie trener Engel.
- Czy odetchnął pan już od kłopotów w Polsce?
- Ostatnio miałem trudne dni. Kontuzja, poźniej kłopoty ze znalezieniem klubu,
wszyscy to pamiętają. To się może zdarzyć każdemu. Z tym, że ja miałem jeszcze
trudniej niż przeciętny piłkarz. Cały czas trwała na mnie nagonka. Obrażał mnie
ten głupek Jan Tomaszewski, któremu zwyczajnie brakuje inteligencji.
- Jest pan pewien, że właśnie tak chce nazwać "człowieka, który zatrzymał
Anglię"?
- Jestem pewien, proszę to dokładnie zapisać. Nie wiem, dlaczego mnie tak
niszczył. Dosłownie na każdym kroku. Przy każdej swojej wypowiedzi poruszał
moje nazwisko. Prowadził ohydną grę. Nastawiał całą Polskę przeciwko mnie. Nie
znam innego tak głupiego i złego człowieka jak Tomaszewski. Cieszę się, że
przed tą nagonką nie ugiął się trener i zabrał mnie jednak na mistrzostwa.
- Miał pan chwile zwątpienia?
- To wszystko kosztowało mnie sporo nerwów, ale nie traciłem nadziei, że karta
się odwróci. Los okazał się sprawiedliwy.
- Jerzy Engel mówił przed Mundialem, że jest pan trzecim bramkarzem. Jeszcze
niedawno miał pan ambicje, by być pierwszym. Odpowiada panu taka rola?
- A dlaczego nie? Przecież ktoś musi być trzeci. Akceptuję sytuację, w jakiej
się znalazłem. A ambicje to ja mam nadal.
- Czuje się pan gorszy od Jerzego Dudka?
- Jurek ma swoje plusy, ja mam swoje. Nie będę oceniał mojego rywala i
przyjaciela, bo nawet mi nie wypada. Ale za nim przemawia choćby fakt, że
występuje w wielkim Liverpoolu.
- Pan też mógł walczyć o miejsce w wielkiej drużynie - Bayerze Leverkusen.
- Gdybym mógł wcześniej przewidzieć, co się stanie, że odniosę kontuzję i będę
musiał szukać klubu za wszelką cenę, to może przedłużyłbym kontrakt z Bayerem.
Miałbym wielkie pieniądze i siedział sobie spokojnie na ławce rezerwowych. Na
pewno nie plułby na mnie wtedy Tomaszewski. Ale ja nie mogłem przewidzieć, że
doznam kontuzji. Zrezygnowałem ze spokojnego ciepełka tylko po to, aby grać w
reprezentacji. Gdybym tego nie zrobił, nie przyjechałbym na mistrzostwa. Tego
jestem pewien i dlatego niczego nie żałuję.
- Koreańczycy są pewni, że pokonają Polskę 4 czerwca. Po sparingu z mistrzem
kraju jeszcze się w tym przekonaniu utwierdzili. Na łamach gazet drwiono
zwłaszcza z polskich obrońców. Rywale zmobilizowali was w ten sposób?
- Rozmawiamy o tym między sobą. Niech sobie Koreańczycy gadają co chcą.
Zapewniam was, że są w sporym błędzie. Może i dobrze. Im bliżej rozpoczęcia
Mundialu, tym gra psychologiczna staje się coraz większa. My czujemy się w
Korei coraz pewniej. Spodziewałem się jakichś fatalnych warunków
atmosferycznych, nieprzyjaznego klimatu, a tu wszystko gra. Czwartego czerwca
będziemy w najlepszej formie i dopiero wtedy rywale zobaczą, na co nas stać.
- Kto wygra te mistrzostwa?
- Ktoś z piątki: Argentyna, Włochy, Hiszpania, Brazylia, Francja.
- A Niemcy?
- Sądząc po ich ostatnich meczach sparingowych, twierdzę, że nie wyjdą z grupy.
- Chwileczkę, przecież reprezentacja Polski też w ostatnich sparingach wypadała
bardzo słabo. Wtedy mówiliście, że wszystkie drużyny szykują formę dopiero na
mistrzostwa.
- Oba zespoły są mniej więcej na tym samym pułapie. Tylko kierunek jest inny.
Niemcy staczają się, a my idziemy górę.