Gość: Jaś
IP: *.216-194-21-103.nyc.ny.metconnect.net
09.06.02, 05:16
Leno prowadzi najbardziej wpływowy talk show w USA nadawany z Los Angeles.
W piatek jego goscmi byli Bibby i Webber .
Publicznosc przyjęła ich owacyjnie, Webber był tym mile rozczarowany.
Leno nazywał ich "true champions". Aluzja niezbyt trudna do odczytania.
Webber powiedział, żeby mogli wygrać "Everything should be right. The Moon,
the stars. Somethimes you get frustrated by..." "podpowiedz innego goscia
pewnego aktora: "officials" .
Wtedy Webber powiedział: "On to powiedział, nie ja" ,"I love you, if anybody
can say it, you can say it". A Bibby poklepał aktora po ramieniu.
Leno:" Nawet Ralph Nader chce oficjalnego potraktowania sprawy sedziowania."
Bibby odpowiedział, że zbyt dużo nie może powiedzieć, ale każdy widział co sie
zdarzyło.
Wtedy aktor powiedział, że oni (zawodnicy) nie mogą nic powiedzieć, bo czekają
ich kary od NBA i ciężki przyszły rok z sedziami. A Nader powinien zająć sie
też poprzednimi latami, bo wiele tego było.
Po tym była owacja publicznosci (w L.A.!).
Leno :"Nawet Phil Jackson powiedział, że zasłużyliscie na zwyciestwo"
Webber:" Trudno uwierzyć w cokolwiek, co on mówi.(...)
Wielcy trenerzy mówią co chcą i kiedy chcą. Dlatego gdy on nas
komplementuje...To nie w stylu Lakers, żeby komplementować kogoś innego."
Leno :"Jackson znany jest z 'mind game thing' "(...)
Webber: " On czasem mówi rzeczy, po to, żeby "get to us" (nie wiem jak to
przetłumaczyć, chodzi o trash talk) . My wiemy w jakim celu to mówi i nie
dajemy sie. Smiejemy sie z tego w szatni."
Webber to bardzo miły facet. Nie w nim żadnej zawisci, ani wybujałego ego. To
on jest liderem zespołu, ale bynajmniej nie boi sie, że ktoś może go przyćmić.
Bardzo zabiega o to, żeby Bibby został w Kings i bynajmniej nie sugeruje swojej
głównej roli.
Nieprzychylni Webberowi komentatorzy próbowali sugerować, że to Bibby stał sie
liderem (bo rzucił decydujące pkty w paru meczach), ale każdy normalny
obserwator widzi, że tak naprawdę to Webber jest liderem. Jeżeli już lidera
wybierać, bo Kings to swietny wyrównany zespół. Panuje w nim swietna atmosfera,
a niektórzy chyba próbowali ją zepsuć, pytając wprost Bibby'go, czy czuje sie
liderem (np. Tolbert, który ciągle ma o coś pretensje do Webbera, może z
zawisci, że taki ładny i Tyra Banks jest jego dziewczyną? :-) )
PS:
Znawcy, którzy twierdzą, że to tylko ja i Nader (dobre towarzystwo) mówimy o
oszustwie, powinni oglądać coś wiecej, niż fragmenty niektórych meczów i czytać
wiecej niż doniesienia polskiej prasy o NBA.
A tak naprawdę to NBA wygląda na jakąś faszystowską organizacje, w której ani
zawodnik, ani trener nie mogą sie swobodnie wypowiadać po meczu, choć
konferencje prasowe są obowiązkowe.
Przypomina mi sie komuna i jej wolnosci.