Gość: duch olabogi
IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl
16.12.03, 09:20
Skuteczny pomysłodawca zmniejszenia ligi, Zbigniew Boniek, szydzi z
przeciwników jego metody podnoszenia poziomu polskiego futbolu, którzy ligę
czternastozespołową uznają za kadłubową i domagają się przywrócenia
ekstraklasy przystającej do średnich europejskich standardów, na poziomie 16
zespołów. Boniek wszystko wie lepiej, więc pyta: ,16 drużyn, a dlaczego nie
40?"
Trzymając się Bońkowego toku rozumowania wypadałoby odpowiedzieć, że sam
fakt, iż to właśnie on mówi o 40 zespołach jest wystarczającym powodem, by
ten pomysł odrzucić. Nie wiem tylko czy kpina, jako broń obosieczna, jest
dobrym argumentem na wszystko... Były selekcjoner swoją wiedzą w zakresie
metod szkoleniowych już się wykazał na reprezentacyjnym podwórku, może więc w
sprawach czysto futbolowych - nie mam tu na myśli biznesów, jakie wokół piłki
są do zrobienia - lepiej go trzymać z dala nie tylko od kadry, ale i od ligi.
Bo ta po reformie, która tak się Bońkowi spodobała, wygląda żałośnie.
Przy obecnym systemie ligowym kibice, by zobaczyć swoją drużynę, zaczęli
masowo chodzić na treningi. Inna możliwość zobaczenia Szymkowiaka czy
Żurawskiego, to przypadkowe spotkanie na ulicach Krakowa. A mecze? Jest ich
tak mało, że trzeba się poważnie zastanowić po co się tyle trenuje, skoro
grać nie ma z kim. Trener Henryk Kasperczak od chwili powrotu do Polski nie
może wyjść ,z podziwu" dla systemu rozgrywek, w którym najmniej miejsca
poświęca się walce o ligowe punkty. Gdy cała piłkarska Europa gra, nad Wisłą
mecz stał się świętem długo wyczekiwanym i jakoś to nie przeszkadza ani
władzom, ani sędziom, ani wielu działaczom. Można by dojść do wniosku, że
całemu temu towarzystwu liga jest najmniej do szczęścia potrzebna. Ale w
takim razie po co cały ten sztab oficjeli? Może rzeczywiście po to, by mogli
podpisywać ważne umowy, potem bez pytania zmieniać ich warunki, znów coś tam
renegocjować i na koniec ogłosić, że kluby to darmozjady, które żyją tylko z
efektów ciężkiej pracy futbolowych biznesmenów. Tylko czy ci biznesmeni,
menedżerowie byliby potrzebni, gdyby nie było klubów i tych ciągle
reformowanych - z myślą o tym jak podzielić ,tort" reklamowy w jak
najmniejszym gronie - lig?
Prezes Michał Listkiewicz, który zachowuje się w każdej spornej sytuacji
niczym ,przyczajony tygrysek, ukryty smoczek" ogłosił: nie od dziś wiadomo,
że jestem za powiększeniem ligi. Słuchając tych słów można w nie wierzyć, gdy
zapomni się za czyjej kadencji ligę zmniejszono. Listkiewicz wówczas też
był ,za", chociaż u niego ,za i przeciw" brzmi zwykle jakoś anemicznie,
dziwnie podobnie. Za to w każdej sytuacji można później powiedzieć, że ta czy
inna decyzja nie zależała przecież od prezesa. Nie zmienia to faktu, że ta
marna, 14-zespołowa liga jest jeszcze marniejsza przez takie decyzje jak
podarowanie w niej miejsca prezesowi Wojciechowi Szymańskiemu z Nowego Dworu.
Prezent dostał za uczciwość, chociaż nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwałby
tej uczciwości nieskazitelną... Tak jak Świtu nie można nazwać drużyną
ekstraklasy, chyba że się chce tę ligę do reszty ośmieszyć.
Czy można stworzyć solidną ligę przez nakazy? Działanie w myśl, iż dziś ligę
zmniejszamy, jutro zwiększamy, a pojutrze się zobaczy - nikomu i niczemu nie
służy. Ale związek lubi się bawić w taką gierkę, bo to łatwiejsze od
rzetelnej reorganizacji. Niemoc, dla której usprawiedliwieniem ma być bieda,
nigdy nie zostanie przełamana, bo w każdej lidze są duże dysproporcje. A im
liga bogatsza, tym te dysproporcje większe, więc niech PZPN nie zrzuca
wszystkiego na brak pieniędzy.
Pamiętając o tym, że każda decyzja o zmniejszeniu ligi miała u nas następstwo
w jej przywracaniu do stanu poprzedniego, a nawet powiększaniu, myślę, że
dobrze byłoby gdybyśmy zarówno nie wychodzili przed szereg, jak i sami nie
spychali się na margines futbolu. Nawet jeśli ktoś kocha skrajności, to nie
znaczy, że od razu musi mieć decydujący głos w sprawach, które toczą się
normalnym tokiem w wielu innych krajach - patrz ligi w krajach podobnych do
naszego. My nie musimy się na siłę wyróżniać w myśl zasady: niech mówią o nas
dobrze lub źle, byle tylko mówili.
Janusz KOZIOŁ - Gazeta Krakowska