Dodaj do ulubionych

Skalpelem w otyłość

22.04.10, 11:27
Trzeba być na prawdę ociężałym umysłowo żeby wybrać taką drogę. Na utratę wagi
jest tylko jeden sposób. Nie ma fizycznie takiej możliwości aby kontrolowana
dieta zawiodła. Podkreślam kontrolowana. Prosta zasada: kalorie spożyte -
kalorie spalone. Spalasz więcej niż spożywasz - musisz stracić na wadze. To że
ludzie nie potrafią liczyć kalorii to już inna sprawa. Liczą porcję która de
facto ma 200g jako 100g, bo tak na oko wygląda. Trzeba parę razy rzeczywiście
tę porcję zważyć żeby później poprawnie ocenić jej kaloryczność. Nie wspominam
już o konieczności przyjmowania odpowiedniej ilości protein w diecie, czy o
takich sprawach jak siłownia czy kardio.
Obserwuj wątek
    • katarzynasyta Re: Skalpelem w otyłość 22.04.10, 12:08
      ociężałym na pewno, ale czy umysłowo, tu się z Tobą nie zgodzę... mój tata 30
      lat zmagał się z nadwagą, wszelkiego typu diety przynosiły odwrotny rezultat, aż
      w kulminacyjnym momencie ważył 140 kg przy wzroście 170... założyli mu opaskę na
      żołądek. 1,5 roku po zabiegu ważył 74 kg, opaskę poluzowali i waga utrzymała
      się. na dzień dzisiejszy przestały mu drętwieć nogi, bo kręgosłup jest mniej
      obciążony, a leki na cukier i na ciśnienie zwyczajnie w świecie odstawił. mieści
      się w ubrania dostępne w każdym sklepie, ale co najważniejsze dzięki temu
      zabiegowi wyrobił w sobie zupełnie inne nawyki żywieniowe, które wcześniej były
      mu obce. także ja uważam, że w skrajnych przypadkach te zabiegi są całkiem na
      tak. nie mówię tu o sytuacjach, gdy ktoś chce 10 kg zrzucić...
    • bimota Re: Skalpelem w otyłość 22.04.10, 12:48
      Raczej nie potrafia sie powstrzymac od zarcia... To nalog. Przy jednoczesnej
      niecheci do sportu efekty sa jakie sa...
      • joasia33 Re: Skalpelem w otyłość 22.04.10, 13:03
        Najmądrzejsi w całej wsi...
        Guzik wiecie, ale pluć jadem każdy gotów od razu.;/
        • bimota Re: Skalpelem w otyłość 22.04.10, 17:05
          Jakiego jadu ??

          A... przepraszam... wiadomo, ze tluszcz powstaje z powietrza i wody... ;)
    • positum Naprawdę tak trudno schudnąć? 22.04.10, 15:11
      Mam takiego znajomego, który niedawno ważył 220 kg i doszedł do etapu, w którym padły mu kolana i jedyną perspektywą stało się łóżko i powolna śmierć. Teraz koleś waży 110 kg i chudnie. Robi sobie codziennie wiadro zupy z pokrzyw i innej zieleniny i je tylko to.

      Każdy może schudnąć - w Auschwitz nie było grubasów, dlatego te wszystkie teorie "ja nie mogę, bo mam zły metabolizm" są żałosne.

      Osobiście wybrałem inną metodę wziętą z zaleceń żydowskich i chińskich mędrców: poszczę zupełnie (pijąc tylko wodę) raz w tygodniu i efekt jest taki, że co miesiąc ubywało mi 4 kg aż doszedłem do swojej idealnej wagi i dalej nie chudnę. Czuję się dzięki temu świetnie, zniknęły mi alergie, nie tykają mnie żadne choroby i przybyło masę energii. I jak doskonale smakują wszystkie potrawy!

      Jak sobie pomyślę, że ktoś kładzie się pod nóż skazując na długotrwałe cierpienie i komplikacje z bolesną śmiercią włącznie (rany tkanki tłuszczowej są wyjątkowo paskudne i niegojące), to nie wiem czy płakać, czy się śmiać z głupoty ludzkiej. Jeśli ktoś tył latami i chce schudnąć w ciągu kilku godzin, to wierzy w św. Mikołaja. W wieku powyżej lat 8 taka wiara jest umysłowym zaburzeniem.

      Nasi przodkowie częściej głodowali niż jedli do syta i do takiej sytuacji jesteśmy genetycznie predestynowani. Dlatego jednodniowa głodówka jest łatwa i przyjemna. Tylko dlaczego tak trudno to zrozumieć większości otyłych? Bo nie chcą schudnąć - wolą czekać na cud!

      Wybujała miłość własna to największy wróg człowieka i powód wszelkich nałogów.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka