Przy lekturze kilku toczących się jednocześnie wątków wydało mi się, że trochę nam się rozchwiało rozumienie, co to jest nauka. Proponuję więc chwilę zastanowienia nad specyfiką poznania naukowego w odróżnieniu od innych form poznania. Nie jestem filozofem czy metodologiem nauki, więc proszę poniższe amatorskie rojenia potraktować
cum grano salis i przedstawić kontrę.
Nie każde poznawanie świata jest naukowe. Jeśli ktoś na przykład
- dowie się, jak rozróżniać psa od kota po tym, czy szczeka czy miauczy, albo
- skojarzy ciemniejące niebo z nadchodzącym deszczem, albo
- nauczy się, że czasem naciśnięcie hamulca zapobiega wypadkowi,
to zwiększy swoją wiedzę o świecie w sposób całkiem nienaukowy. Jesteśmy wyposażeni w aparat poznawczy o skutecznym choć ograniczonym działaniu, opartym o ,,intuicję''. Jego stosowanie nie ma niczego wspólnego z nauką, a polega raczej na rozszerzaniu zakresu ,,oczywistości''.
Nauka zaczyna się tam, gdzie zawodzi ,,oczywistość''. Każda dyscyplina naukowa ma swoje ,,kryterium prawdy'', czyli ustaloną i nie opartą na intuicji metodę odróżniania prawdy od fałszu: dla nauk przyrodniczych jest to zgodność z eksperymentem lub obserwacją, dla matematyki ścisłe rozumowanie bez dziur logicznych, dla socjologii badanie statystyczne, itp. To kryterium ma nie być związane z tradycyjnym rozumieniem, ani z żadną ,,świętą księgą'', ani z autorytetem. Powinno być obiektywne, to znaczy powinno każdemu dawać podobne wyniki