Dodaj do ulubionych

Zgaduj-zgadula dla reformator& & #35; 972;w nauki polskiej

IP: *.ppp.uno.edu 20.08.04, 03:11
Należy przeczytać poniższy tekst i odpowiedzieć na pytania.

„ ..... the hero somewhere in the future is asked by a wealthy entrepreneur,
who believes that science has progressed too quickly what he should do to
retard this progress. The hero answers:

- You could set up a foundation, with an annual endowment of thirty million
dollars. Research workers in need of funds could apply for grants, if they
could make a convincing case. Have ten comities each composed of twelve
scientists, appointed to pass on these applications. Take the most active
scientists out of the laboratory and make them members of these
committees. ....First of all, the best scientists would be removed from their
laboratories and kept busy on committees passing on applications for funds.
Secondly the scientific workers in need of funds would concentrate on
problems which were considered promising and were pretty certain to lead to
publishable results. ....By going after the obvious pretty soon science would
dry out. Science would become something like a parlor game. ....There would
be fashions. Those who followed the fashions would get grants. Those who
wouldn’t would not. „

1. Kto to napisał i kiedy?
2. Kto to ostatnio przypomniał i przy jakiej okazji?

Pozdrawiam przy okazji: „Ligę Publicystόw”, „Kosciόł Wiary w Impact
Factor”, „Unię Zdobywcόw Grantow”, „Towarzystwo Miłosnikow Turystyki
Konferencyjnej” i całą resztę.

Carmen S.
Obserwuj wątek
    • khmara Re: Zgaduj-zgadula dla reformator& & & #35; 35; 20.08.04, 10:33
      Nie mam pojęcia, kto to napisał.

      Problem w tym, że poza KBN w Polsce istnieje całe mnóstwo innych absorbujących
      zajęć dla najwybitniejszych uczonych. Będąc najwybitniejszym uczonym w Polsce na
      państwowym etacie na macierzystej uczelni, można jednocześnie:

      pracować na pięciu innych etatach na innych państwowych i prywatnych uczelniach,
      być dyrektorem instytutu, dziekanem, rektorem, ministrem, posłem, członkiem
      komitetu doradczego przy ministrze, premierze, prezydencie,
      być właścicielem, rektorem prywatnej uczelni,
      być członkiem Państwowej Komisji Akredytacyjnej, Centralnej Komisji d/s Tytułu i
      Stopnia Naukowego, Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

      Więcej w tej chwili sobie nie przypominam, ale w naszym kraju istnieje wiele
      sposobów na powstrzymanie naukowców od pracy naukowej. Nikomu też nie radzę
      pisania rozprawy habilitacyjnej na temat, który nie jest oczywisty (CK).


    • Gość: Carmen S. Odpowiedz IP: *.ppp.uno.edu 31.08.04, 06:26
      Poniewaz nikt nie odpowiedzial, nikt nie dostanie nagrody „Zdechlego Karalucha”
      ufundowanej przeze mnie dla reformatorow nauki polskiej.

      Zamieszczony cytat jest autorstwa Leo Szilarda z roku 1948 ! Przypomnial go
      ostatnio Allen Bard z okazji wreczenia mu Medalu Priestleya, a calosc cytuje za
      C and E News nr 14 z roku 2002.

      Al Bard mowi dalej ze niektorzy juz teraz spedzaja 70% swojego czasu zbierajac
      pieniadze na badania. Moja obserwacja daje jeszcze gorszy wynik, niektorzy juz
      nie maja czasu na nic innego jak tylko zbieranie pieniedzy.

      Polecam to uwadze wszystkich goracoglowych reformatorow, ktorzy chca polska
      nauke pchnac w kierunku grantologii. Zdaje sobie jednak niestety sprawe ze moj
      glos jest wolaniem na puszczy. „Liga Publicystow” juz szykuje nowe rankingi,
      konkursy i teleturnieje. Takich jak ostatni zacytowany przez GW „Miliony dla
      mlodych mozgow". Glupota tego pomyslu az bije po oczach, szczesliwi ci co sa
      slepi.

      Argumenty ze na grantach opiera sie nauka amerykanska mnie nie przekonuja. Po
      pierwsze prowadzi to do rezultatow jak widac a po drugie to bogatemu diabel
      dziecko kolysze. Ameryka sobie wczesniej czy pozniej sobie z tym poradzi, a w
      Polsce to bedzie ostatni gwozdz do trumny.

      Jezeli ja mam prowadzic badania naukowe za pieniadze ktore zdobede, to na psu
      na bude mi uniwersytet. Zakladam firme i kontraktuje od rzadu badania.
      Zatrudnie sobie laborantow, ktorzy beda bardziej wydajni niz rozpolitykowani
      doktoranci. Napisze z tego raport a rzad sobie bedzie mogl skserowac i
      publikowac tyle razy ile chce. Nie mam rady wydzialu, administracji z jej
      haraczem (overhead), komisji stopni naukowych, nie uzeram sie ze studentami,
      nie musze w terminie pisac jakies dziwacznej habilitacji - tytuly mi
      niepotrzebne. A uniwersytet ? Niech sobie zatrudnia wykladowcow, ktorzy beda
      klepac wciaz te same wyklady z nieswojejego skryptu. Tak zreszta juz sie dzieje
      w szkolach ekonomicznych i wiekszosci humanistycznych. I niech sie tam
      habilituja tyle razy ze wizytowke beda wysylac frachtem ladowym. Ja mam swoja
      firme i co zrobie to moje. Moze tak byc ? No bo nie mozna zjesc ciastka i go
      miec.

      Carmen S.
      • khmara Re: Odpowiedz 31.08.04, 22:31
        Gość portalu: Carmen S. napisał(a):

        > A uniwersytet ? Niech sobie zatrudnia wykladowcow, ktorzy beda
        > klepac wciaz te same wyklady z nieswojejego skryptu. I niech sie tam
        > habilituja tyle razy ze wizytowke beda wysylac frachtem ladowym.

        To nie jest argument przeciwko postulowanej grantologii, to jest bardzo celny
        opis obecnej sytuacji na polskich uniwersytetach, akademiach, uczelniach
        technicznych. Obecnie 3/4 wszystkich nakładów na badania naukowe w Polsce idzie
        na tzw. badania własne i statutowe jednostek. Na granty - mniej niż 1/4.
        Wszystko byłoby cudnie, gdyby... Badania własne i statutowe to coś w rodzaju
        czarnej dziury, która wsysa środki często poza jakąkolwiek kontrolą. Pieniędzy
        na badania dramatycznie brakuje, a mimo to nie ma żadnych przepisów regulujących
        sposób ich wydawania. Niektóre uczelnie dzielą te pieniądze organizując jakiś
        konkurs, w innych plan wydatków zatwierdzany jest przez rady naukowe, ale nie
        jest to ani wymóg, ani reguła. Często decyzję o przydziale funduszy na badania
        podejmuje jednoosobowo dyrektor instytutu i jak kogoś nie lubi, to mu pieniędzy
        nie da. Sytuacje, w których z pieniędzy na badania kupowany jest komputer dla
        wnuka profesora, nie są wcale rzadkością. Profesor komputera nie używa, pisze
        tylko ręcznie, a przepisywanie zleca sekretarce, asystentom, doktorantom. Za te
        pieniądze kwitnie też bogate życie towarzyskie utytułowionej kadry i turystyka
        konferencyjna. To się fachowo nazywa współpraca międzynarodowa, tylko że ta
        współpraca absolutnie nie skutkuje żadnymi wymiernymi rezultatami. A pieniędzy
        notorycznie brakuje nie tylko na prenumeratę czasopism, ale nawet na zakup
        pojedynczych egzemplarzy skryptów dla studentów do biblioteki. Czy gerontokracja
        tytularna jest lepsza od grantologii?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka