Dodaj do ulubionych

Ewolucja raz jeszcze - prosba o argumenty

20.05.05, 15:52
Z gory przepraszam jesli tem byl juz gdzies walkowany, ale nie moglam znalezc
zadnego watku z tym pytaniem. Ja mam wyksztalcenie humanistyczne, ale wierze
w ewolucje (moze i sa jakies luki w tej teorii, ale mniejsze nie w innych
teoriach) ale nie potrafie odpowiedziec moim znajomym kreacjonistom na
nastepujace pytanie:

Jesli zmiany odbywaly sie na zasadzie: przetrwa ten, kto ma organy troche
lepiej dostosowane do przetrwania, to byl to proces bardzo powolny. Wiec jak
np. powstalo oko, albo inne skomplikowane organy? Skoro istnialy organizmy
bez oczu, to jak nagle pojawily sie zwierzeta z oczami?

Jeszcze raz, sorry, jesli to jest pytanie glupie, ale szukam na nie
odpowiedzi w internecie i nie moge nic sensownego znalezc, a nie chce, zeby
mnie kreacjonisci zagonili w kat.
Obserwuj wątek
    • arcykr Re: Ewolucja raz jeszcze - prosba o argumenty 20.05.05, 16:12
      Niektórzy tłumaczą to tzw. zapożyczeniem ewolucyjnym.
    • abprall Re: Ewolucja raz jeszcze - prosba o argumenty 20.05.05, 16:29
      przyjrzyj sie rycinie...przyjemnych refleksji zycze....
      www.primatis.de/bilder/grafik/evolution.gif

      -----------------
      pieprzone cywile


    • onlyoner Re: Ewolucja raz jeszcze - prosba o argumenty 20.05.05, 18:53
      >Jesli zmiany odbywaly sie na zasadzie: przetrwa ten, kto ma organy troche
      >lepiej dostosowane do przetrwania, to byl to proces bardzo powolny

      Rzecz nie w przetrwaniu a w dochowaniu się płodnego potomstwa. Przecież nie
      wszystkie organizmy które dziś obserwujemy są idealnie przystosowane do
      przetrwania w środowisku w którym żyją...

      >Skoro istnialy organizmy bez oczu, to jak nagle pojawily sie zwierzeta z
      >oczami?

      Nagle ? Wolne żarty, skad masz takie rewelacje ?

      Lepiej poczytaj tutaj:
      www.ewolucja.org/d3.html
    • Gość: pak Re: Ewolucja raz jeszcze - prosba o argumenty IP: 82.177.83.* 20.05.05, 19:57
      Zobacz np tutaj:
      www.pbs.org/wgbh/evolution/library/01/1/l_011_01.html
      www.origins.tv/darwin/eyes.htm#Overview
      Musze szczerze przyznac, iz uwazam, ze TE to jedna z wiekszych pomylek, ale
      wciaz jeszcze pokutuje w niektorych kregach. Stad bogaztwo informacji w
      internecie. Jeden uwaza, ze bylo tak, drugi wierzy, ze inaczej, inny jest
      prawie pewny, ze jeszcze nie wie, ale skoro jest jakos musialo sie stac...
      Milej lektury.
      • Gość: godiva1 Re: Ewolucja raz jeszcze - prosba o argumenty IP: 12.149.106.* 20.05.05, 20:43
        Dzieki, ten artykul z z PBS to dokladnie to o co mi chodzilo.
    • europitek Re: Ewolucja raz jeszcze - prosba o argumenty 20.05.05, 20:14
      W kwestii oka patrz tez: R. Dawkins "Szczyt nieprawdopodobienstwa".(dawno
      czytalem i nie jestem pewien czy nie przekrecilem tytulu).
      Wiara w ewolucje jest bez sensu, tak samo jak w tabliczke mnozenia.
    • rs_gazeta_forum Re: Ewolucja raz jeszcze - prosba o argumenty 20.05.05, 20:43
      Oko wyewoluowało niezależnie kilkadziesiąt razy co najmniej w różnych grupach
      zwierząt. Grupach, bo akurat ewolucja oka nie służy do klasyfikacji, więc
      zapewne raz jest to choćby pojedynczy gatunek, a raz inna (szersza) jednostka
      systematyczna.
      Przy ewolucji różnych oczu można zauważyć wykorzystanie wielu możliwych planów
      budowy oka - zarówno soczewki, jak i lustra - nie było jednej reguły powstawania.

      Ze względu na konieczność korzystania przez oko z praw optyki łatwo (:-))) jest
      sporządzić programy komputerowe, symulujące ewolucję oka, i biologowie szybko
      spróbowali to zrobić.
      A robi się to mniej więcej tak:
      - wychodzimy od prostej ścianki, program komputerowy zakłada jej przenikalność
      dla promieni świetlnych (tak jest w przyrodzie ze skórą),
      - w ściance są elementy - zakończenia nerwów - które uznajemy za czułe na
      światło (tak jest przecież w Twojej skórze),
      - losowo pozwalamy drobinom tej ścianki zajmować "nieco inne" pozycje w stosunku
      do sąsiadów - projektanci programu starali się te zmiany zrobić bardzo małe -
      tworząc w ten sposób "potomstwo" (tu właśnie jest wielka rola komputera).
      Tworzymy w ten sposób np. 1000 potomków w pierwszym pokoleniu.
      - z tych 1000 wybieramy 10, u których zmiany poszły w kierunku, który pozwala
      promieniom lepiej się skupić, a sensorom lepiej je odebrać.
      - dla wybranej 10 powtarzamy proces tworzenia 1000 potomków i wyboru z nich 10
      "trochę lepiej przystosowanych" - i tak dużo razy.

      Okazało się, ku zaskoczeniu twórców pierwszych programów (Finowie chyba
      zaczęli), że wystarczyło bodajże 10 tys. pokoleń, a powstała struktura zaczęła
      do złudzenia przypominać znane nam oko.
      10 tys. pokoleń to nawet dla organizmów rodzących się raz na 10 lat daje
      zaledwie 100 tys. lat - to okres w stosunku do czasu ewolucji przypominający
      "mgnienie oka" :-).
      Oczywiście z jednej strony mamy aparat fizyczny do skupiania promieni
      słonecznych, z drugiej potrzeba wykształcić odpowiednie "oprogramowanie" w
      mózgu, by te zmiany przetworzyć - ale "kreacjoniści" nie czepiają się tego,
      tylko samego oka, więc póki co...

      Należy pamiętać o tym, że ewolucja zakłada 2 etapy:
      - przypadkowe zmiany w potomstwie,
      - absolutnie nieprzypadkowe kumulowanie się zmian korzystniejszych dla przetrwania.
      A w przypadku "oka" już nawet czułość na to, czy Słońce świeci na nas
      bezpośrednio, czy nie, pozwala na przykład stwierdzić obecność czegoś innego w
      pobliżu - i uciekać na wszelki wypadek.

      Ja tak się mądrzę, a w rzeczywistości odtwarzam, co mi zostało po lekturach
      książek np. Richarda Dawkinsa - we "Wspinaczce na szczyt nieprawdopodobieństwa"
      (Prószyński i S-ka) omawia w sposób bardzo poglądowy (i na pewno zrozumiały nie
      tylko dla humanistów) właśnie powstawanie oczu i wiele innych fascynujących
      tworów ewolucji - polecam.
      • Gość: pak Re: Ewolucja raz jeszcze - prosba o argumenty IP: 82.177.83.* 20.05.05, 23:39
        Oczywiscie mozna rownierz napisac program, ktory pokaze jak, na przestrzeni
        dziejow, z golarki otrzymujemy helikopter a z suszarki do wlosow odrzutowiec.
        Ktos powiedzial: “Tell a man that there are 300 billion stars in the universe
        and he’ll believe you. Tell him a bench has wet paint on it and he’ll have to
        touch to be sure.”
        Mozna by to sparafrazowac i porownac do tych, ktorzy wierza w takie wlasnie
        powstawanie oka z plamki na skorze. A mamy juz 21 wiek...
        • onlyoner Re: Ewolucja raz jeszcze - prosba o argumenty 21.05.05, 15:16
          Nie da rady bo golarki się nie rozmnażają i nie zdobywają pożywienia -
          jednak gdyby się rozmnażały a ich potomstwo byłoby troszkę inne od rodziców,
          to i owszem, można by taki program napisać.
          Ksiądz na religii kiedyś rzucił nam podobny "przykład" : "no to weźże wsadź
          jakiego kota do klatki, poczekaj 1000 000 lat i zobacz jaki z niego tygrys
          się zrobi ! Hahaha !"
          Od tamtej chwili moje podejście do katechezy zmieniło się zdecydowanie.
          • mikronezja Re: Ewolucja raz jeszcze - prosba o argumenty 21.05.05, 16:43
            O jednej tylko rzeczy księżulo zapomniał (pewnie przez brak doświadczenia w
            temacie), że do ewoluowania potrzebne jest mieszanie genów od różnych
            osobników. Ewolucja nie zmienia istniejących osobników tylko produkuje nowe,
            zmienione.
    • t0g Droga Godivo: z kreacjonistami najlepiej po... 21.05.05, 20:33
      ...prostu NIE dyskutowac.

      Bardzo mi sie podobalo, co powiedzialas o teorii ewolucji: ma wady, ale jaka teoria jest bez wad?

      Kreacjonisci sa szkoleni w erystyce, tzn. sztuce dyskutowania niekonicznie w taki sposob, by
      udowodnic swoja racje merytoryczna - ale tak, by przekonac osoby obserwujae dyskusje o tym, ze sie
      ma racje.

      Dlatego najlepiej im powiedziec: wy wiecie swoje, a ja wiem swoje i od.....cie sie.

      Kreacjonisci sa w wiekszosci wypadkow osobami duzo mniej mniej atrakcyjnymi intelektualnie, niz
      przecietny intelektualista - zaden umysl spetany fundamentalizmem jakiegokolwiek gatunku nie jest
      wart obcowania z. (ladna angilska konstrukcja mi sie udala, nie?).

      Kreacjonisci sa fundamentalistami, a staraja sie odwrocic kota ogonem i zrobic sztywnych
      fundamentalistow z osob akceptujacych teorie ewolucji, mowiac, ze ta teoria stala sie ich "religia".

      Papiez Jan Pawel II nie widzial zasadniczych sprzecznosci miedzy religia a teoria ewolucji. Oczywscie
      kreacjonistom ten argument zupelnie nie przeszkadza. Fanatyk jest zawsze "plus catolique que le
      Pape". Zawsze bedzie wiedzial lepiej od papieza. Furda tam Papieza! Od Pana Boga nawet bedzie
      wiedzial lepiej.

      Kreacjonisci powinni zaoferowac Panu Bogu specjalne korepetycje - zeby mial szanse sie od nich
      dowiedziec, jak odbylo sie stworzenie swiata i zycia.
      • abstrakt2003 Re: Droga Godivo: z kreacjonistami najlepiej po.. 21.05.05, 21:29
        Kreacja nie musi przeczyć ewolucji.
        Jeśli uznamy ewolucję za narzędzie w ręku Boga to doprowadzimy do sytuacji w
        której ewolucja jest mechanizmem kreacji.
      • Gość: pak Re: Droga Godivo: z kreacjonistami najlepiej po.. IP: 82.177.83.* 21.05.05, 22:06
        t0g czy ty czytujesz swoje posty? Masz jakis problem emocjonalny?
        Jezeli tak to to forum nie jest dla ciebie. Jest takie poswiecone psychologii.
        Mysle, ze powinienes skorzystac.
        > Kreacjonisci sa w wiekszosci wypadkow osobami duzo mniej mniej atrakcyjnymi
        int
        > elektualnie, niz
        > przecietny intelektualista - zaden umysl spetany fundamentalizmem jakiegokolw
        > iek gatunku nie jest
        > wart obcowania z. (ladna angilska konstrukcja mi sie udala, nie?).

        Maxwell, Newton, Faraday, Pasteur i tysiace innych... straszni nudziaze i
        intelektualnie cofnieci. Jezeli ty reprezentujesz o wiekszym IQ to czas
        odwrocic skale.
        Wpadnij tu, moze ci ktos pomoze forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=210.
      • Gość: Szydło Tego postu mi brakowało. Erystyka - to jest to!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.05.05, 01:06
        Dzięki Ci "t0g". Proszę dopowiedz jak nazwać człowieka uprawiającego erystykę -
        erystyk? A może inaczej?
        • abprall Re: Tego postu mi brakowało. Erystyka - to jest t 22.05.05, 01:21
          erystyteles....

          -------------------
          pieprzone cywile
          • bonobo44 agonista 22.05.05, 16:01
            preforma antagonisty 8)

      • europitek Re: Droga Godivo: z kreacjonistami najlepiej po.. 22.05.05, 08:38
        Podczas wojny armia jest nieodzowna, w czas pokoju jest ciezarem.
        Nie traktuj dyskusji jak walki, a umiejetnosci i nawyki erystyczne Twojego
        oponenta stana sie dla niego problemem.
        Nie przejmuj sie publicznoscia - dyskusja ma satysfakcjonowac Ciebie, a nie
        ewentualnych sluchaczy.
        Nie boj sie bycia fundamentalista, bo po trosze wszystcy jestesmy tacy.
        Nie przezywaj tak mocno niewiedzy innych dyskutantow - tak naprawde nie jest
        wazne czego oni nie wiedza, wazne jest co Ty wiesz.
      • vacia Re: to Bóg stworzył człowieka tOg 22.05.05, 14:08
        t0g napisał:
        .
        >> Dlatego najlepiej im powiedziec: wy wiecie swoje, a ja wiem swoje i
        od.....cie sie.

        Gdybyś miał rację to nie bałbyś się dyskusji z kreacjonistami, sypałbyś
        argumentami jak z rękawa, ale tak zasłaniasz się papieżem wtedy kiedy jest Ci
        to na rękę. Po prostu czujesz, że nie masz racji.
        A może byś spróbował go naśladować w wierze skoro jest dla Ciebie autorytetem.
        Naukowiec nie boi się prawdy i nie ucieka od dyskusji i nie poniża osób o
        innych poglądach.
        Naukowiec ceni prawdę zarówno w swojej dziedzinie którą sie zajmuje jak i we
        wszystkich pozostałych dziedzinach nauki i życia.


        • Gość: Szydło Vacia postępujesz jak typowy erystyk IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.05.05, 14:18
          Nie oddzielasz wiary od wyników badań naukowych. Skoro wierzysz w stworzenie
          człowieka przez boga, to OK. Ale badania naukowe wykazują coś zupełnie innego.
          • Gość: Tom Re: Vacia postępujesz jak typowy erystyk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.05, 14:36
            A ja myślałem, że badania naukowe ani nie potwierdzają ani nie wylkuczają
            stworzenia. Wszystko jednak zależy, od tego w jaki sposób rozumiemy
            pojęcie "stworzony przez Boga". Zarówno naukowców jak i kreacjonistów łączy
            jedno - poszukiwanie faktów, które miałyby zaprzeczyć temu co mówi druga
            strona. Może to co napisałem bardziej dotyczy kreacjonistów, choć i po stronie
            naukowców można znaleźć kilku takich co to uważają się za wszechwiedzących i to
            oni mają rację. Dobrą książką, która może służyć dialogowi pomiędzy skłuconymi
            stronami może być książka "Dylematy ewolucji" napisana przez Hellera i
            Życińskiego. Polecam zwłaszcza artykuły prof. Hellera z tej książki i mam
            nadzieję, że coś one zmienią w Państwa oglądzie sytuacji.
            pozdrawiam.
            • Gość: scept89 cele naukowcow vs. innych IP: *.ljcrf.edu 23.05.05, 05:51
              Tom napisał(a):
              > Zarówno naukowców jak i kreacjonistów łączy
              > jedno - poszukiwanie faktów, które miałyby zaprzeczyć temu co mówi druga
              > strona.

              Moze obnize poziom tej dyskusji ale Ty tak powaznie obie strony na tej samej
              plaszczyznie stawiasz?

              Kreacjonisci mlodoziemscy (biblijni literalisci ktorych w Stanach na kopy)
              "WIEDZA" ze Ziemia ma 6 tys. lat i nie ma takich naukowych faktow ktore bylyby
              ich w stanie przekonac inaczej -> zbiorowa konspiracja naukowcow/naukowcow
              totalne zacmienie kiedy o wszystko dotykajace wiek Ziemi/Wszechswiata/biologii
              chodzi. Zalosny debilizm.

              Staroziemcy/zwolennicy inteligent design bawia sie w "god of the gaps" ->
              ilekroc jest jakas dziura w ewolucji tyle razy mozesz sie spodziewac stwierdzen
              w stylu:
              ewolucja odpornosci na antybiotyki, OK
              malpa -> czlowiek/wieloryby/oko/uklad krzepniecia krwi -> Palec Bozy.
              To bardzo wygodny "program badawczy" ktory ani niczego nie przewiduje (Palec
              Bozy zakladany jest a priori) ani zadnych wyjasnien obserwowalnych zjawisk nie
              proponuje. (wczoraj spadl deszcz -> wola boza, dzisiaj nie spadl -> wola boza).
              Zauwaz iz np. z kazdym nowo zsekwencjonowanym genomem dziur jakby ubywalo.

              Wreszcie katolicy/co swietlejsi protestanci zdecydowali na pewnym etapie iz
              antyracjonalizm/kwestionowanie faktow naukowych jest bezproduktywne i
              zdecydowali sie zaadoptowac ewolucje jako taki dodatkowy mlotek w torbie
              Wielkiego Konstruktora.

              W podobny sposob mozna twierdzic:
              Ksiezyc krazy wokol Ziemi z woli bozej dzieki boskiemu niewatpliwie narzedziu
              grawitacji.

              Przynajmniej jest to (ewolucja narzedzie boskie) spojne z idea Stworcy
              Wszystkiego no i pozwala pracowac katolickim naukowcom bez schizofrenicznego
              rozszczepu ale przyznasz iz zalicznie wszelkich obserwowalnych zjawisk
              fizycznych/biologicznych jako dziela Wielkiego Stworcy (WS) z samej definicji WS
              wynika.

              Dodatkowo katolicka akceptacja ewolucji nie rozciaga sie na poziom
              ponad-zwierzecy, to znaczy ewolucyjne powstanie mozgu malpy tak ale od ludzkiej
              duszy (cokolwiek by to pojecie mialo wspolczesnie oznaczac) mamy Wielkiego
              Neurologa (dodatkowo neurologa-dualiste) co to wylacznie nam ja wszczepil.
              Wszelkie badania stwierdzajace iz ludzkie zachowania maja odpowiedniki u
              zwiarzat/zero dowodow na neurologiczny dualizm (materialna i ponad-materialna
              komponenta ludzkiego umyslu) jakos tak umiarkowanie sie z tym twierdzeniem zgadzaja.
              • Gość: Tom Re: cele naukowcow vs. innych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.05, 16:32
                > Moze obnize poziom tej dyskusji ale Ty tak powaznie obie strony na tej samej
                > plaszczyznie stawiasz?

                Nie, ja tylko uważam, że obie strony powinny ze sobą dyskutować (a nie uprawiać
                apologię). Niestety jak dotąd zauważyłem tylko tyle, że naukowcy odnoszą się do
                problemu z pobłażaniem i lekkim przymróżeniem oka, przez co kreacjoniści
                postrzegają naukowców jako uważających się za wszystkowiedzących. Tak jednak
                nie jest, i tu chyba każdy naukowiec przyzna mi rację. Krótko: rozmawiajcie, a
                nie obrzucajcie się inwektywami. Mój znajomy powiedział kiedyś, że najlepszym
                sposobem na dyskusje z kreacjonistami jest brak dyskusji. Na krótszą metę to
                może i zadziałałoby, ale po jakimś czasie kreacjoniści milczenie zaczęliby
                postrzegać jako aprobatę. A tego chyba naukowcy nie chcą.

                > Kreacjonisci mlodoziemscy (biblijni literalisci ktorych w Stanach na kopy)
                > "WIEDZA" ze Ziemia ma 6 tys. lat i nie ma takich naukowych faktow ktore bylyby
                > ich w stanie przekonac inaczej -> zbiorowa konspiracja naukowcow/naukowcow
                > totalne zacmienie kiedy o wszystko dotykajace wiek Ziemi/Wszechswiata/biologii
                > chodzi. Zalosny debilizm.

                Ja bym ich nawet nie nazwał kreacjonistami tylko zwykłymi oszołomami. Z takimi
                się nie da dyskutować.

                > Staroziemcy/zwolennicy inteligent design bawia sie w "god of the gaps" ->
                > ilekroc jest jakas dziura w ewolucji tyle razy mozesz sie spodziewac
                stwierdzen
                > w stylu:
                > ewolucja odpornosci na antybiotyki, OK
                > malpa -> czlowiek/wieloryby/oko/uklad krzepniecia krwi -> Palec Bozy.
                > To bardzo wygodny "program badawczy" ktory ani niczego nie przewiduje (Palec
                > Bozy zakladany jest a priori) ani zadnych wyjasnien obserwowalnych zjawisk nie
                > proponuje. (wczoraj spadl deszcz -> wola boza, dzisiaj nie spadl -> wol
                > a boza).
                > Zauwaz iz np. z kazdym nowo zsekwencjonowanym genomem dziur jakby ubywalo.

                Czytałem, że ten kto wymyślił, iż za powstanie układów nieredukowalnie
                złożonych był odpowiedzialny inteligentny projektant, nie miał na celu obalenia
                teorii ewolucji. Po prostu pokazał, że można na to spojrzeć z innej strony. Nb.
                wcale nie uważa on inteligentnego projektanta za Boga, po prostu uznał, że nie
                wszystkie procesy rządzące ewolucją znamy i być może są dodatkowe czynniki,
                których jeszcze nie znamy, czynniki całkowicie naturalne, fizyczne, których
                określenie wyeliminuje pojęcie "inteligent design" a zastąpi innym, bardziej
                adekwatnym.

                > Wreszcie katolicy/co swietlejsi protestanci zdecydowali na pewnym etapie iz
                > antyracjonalizm/kwestionowanie faktow naukowych jest bezproduktywne i
                > zdecydowali sie zaadoptowac ewolucje jako taki dodatkowy mlotek w torbie
                > Wielkiego Konstruktora.
                >
                > W podobny sposob mozna twierdzic:
                > Ksiezyc krazy wokol Ziemi z woli bozej dzieki boskiemu niewatpliwie narzedziu
                > grawitacji.
                >
                > Przynajmniej jest to (ewolucja narzedzie boskie) spojne z idea Stworcy
                > Wszystkiego no i pozwala pracowac katolickim naukowcom bez schizofrenicznego
                > rozszczepu ale przyznasz iz zalicznie wszelkich obserwowalnych zjawisk
                > fizycznych/biologicznych jako dziela Wielkiego Stworcy (WS) z samej definicji
                W
                > S
                > wynika.

                No i co co w tym złego? Nic.

                > Dodatkowo katolicka akceptacja ewolucji nie rozciaga sie na poziom
                > ponad-zwierzecy, to znaczy ewolucyjne powstanie mozgu malpy tak ale od
                ludzkiej
                > duszy (cokolwiek by to pojecie mialo wspolczesnie oznaczac) mamy Wielkiego
                > Neurologa (dodatkowo neurologa-dualiste) co to wylacznie nam ja wszczepil.

                Wybacz, ale tego trochę nie kapuję, tzn. napisałeś to trochę niegramatycznie i
                ciężko się w tym połapać. Jeśli uważasz, że nie tylko ludzie posiadają duszę,
                ale i zwierzęta to niestety się ośmieszasz, bo naukowiec nie może zakładać
                istnienia duszy (w duszę się wierzy). Z punktu istnienia nauki dusza nie
                istnieje, bo jej się nie da stwierdzić ani zbadać. Chyba, że miałeś na myśli
                coś innego.

                > Wszelkie badania stwierdzajace iz ludzkie zachowania maja odpowiedniki u
                > zwiarzat/zero dowodow na neurologiczny dualizm (materialna i ponad-materialna
                > komponenta ludzkiego umyslu) jakos tak umiarkowanie sie z tym twierdzeniem
                zgad
                > zaja.

                Wybacz, ale tu już się zupełnie pogubiłem. Jeszcze raz powtórzę: żadne badania
                naukowe nie udowodnią istnienia duszy.

                pozdrawiam
                • Gość: pak Re: cele naukowcow vs. innych IP: 82.177.83.* 23.05.05, 18:40
                  "Z punktu istnienia nauki dusza nieistnieje, bo jej się nie da stwierdzić ani
                  zbadać"

                  Mamy juz kandydata do Nobla 2006. Rozwin troche i udowodnij naukowo prawdziwosc
                  tego stwierdzenia.
                  • europitek Re: cele naukowcow vs. innych 23.05.05, 19:30
                    A jesli "dusza" istnieje i daje sie opisac przy pomocy naukowych metod ?
                    Jesli Jezus z Nazaretu dal jej opis przy pomocy dostepnego w jego czasach
                    aparatu pojeciowego i wystarczy dokonac odpowiedniej translacji na jezyk wiedzy
                    nam wspolczesnej, by otrzymac opis zjawiska empirycznie weryfikowalnego ?
                    • Gość: Tom Re: cele naukowcow vs. innych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.05, 21:18
                      Wydaje mi się, że nidy nie będzie takiego aparatu pojęciowego, przy którym
                      moglibyśmy dać definicję duszy jedną a zadowalającą wszystkich. Po prostu
                      pozostaje nam "dwumyślenie"...
                      • europitek Re: cele naukowcow vs. innych 23.05.05, 22:04
                        Gość portalu: Tom napisał(a):

                        > Wydaje mi się, że nidy nie będzie takiego aparatu pojęciowego, przy którym
                        > moglibyśmy dać definicję duszy jedną a zadowalającą wszystkich. Po prostu
                        > pozostaje nam "dwumyślenie"...

                        Masz racje, ze wszystkich sie nie zadowoli ... i nie ma takiej potrzeby. Nie
                        musi to jednak wynikac z istoty zjawiska, lecz moze byc skutkiem roznych
                        jezykow jego opisu. Zauwaz, ze religie uzywaja aparatu pojeciowego wlasciwego
                        ich tworcom i odpowiadajacego (zakladam) poziomowi wiedzy sprzed np. 2000 lat.
                        Ludzie bezwyjatkowo trzymajcy sie takiego archaicznego jezyka maja powazne
                        klopoty z opisaniem zjawisk, ktore byly nieznane w chwili tworzenia tego jezyka.
                        Przykladem translacji moze byc przetlumaczenie na "nasze" wizji biblijnego
                        proroka Ezechiela przez niemiecko-amerykanskiego specjaliste od budowy rakiet
                        E.Blumricha. Na podstawie "wizji" udalo mu sie stworzyc ogolny obraz statku
                        powietrznego. Ewentualnie mozna tez przywolac podreczniki do historii filozofii
                        starozynej, ktorych autorzy probuja przetlumaczyc na zrozumialy dla nas jezyk
                        to, co pisali wybitni filozofowie Starozytnosci (np. troj-jednio-byt).
                        Moim zdaniem jestes przesadnym pesymista w kwestii "nigdy nie bedzie" - on juz
                        jest.
                        • Gość: Tom Re: cele naukowcow vs. innych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.05, 22:07
                          No dobra, to czym jest dusza??? Dawaj, poczytam sobie :)))
                          • Gość: Tom Re: cele naukowcow vs. innych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.05, 22:31
                            Właśnie poczytałem sobie kilka paragrafów z Katechizmu Kościoła Katolickiego.
                            Polecam te od 362.

                            Czego się tam możemy dowiedzieć? Przytoczę akapit 363: "Pojęcie dusza często
                            oznacza w Piśmie świętym życie ludzkie lub całą osobę ludzką. Oznacza także to
                            wszystko, co w człowieku jest najbardziej wewnętrzne i najwartościowsze; to co
                            sprawia, że człowiek jest w sposób najbardziej szczególny obrazem Boga:
                            <<dusza>> oznacza zasadę duchową w człowieku."

                            Jak widać nawet KK trudno jest podać dokładną definicję duszy, a przynajmniej
                            definicję "ponad podziałami".
                            • europitek Re: cele naukowcow vs. innych 23.05.05, 23:26
                              Nie o wszystkim jestem sklonny rozprawiac publicznie (jesli w ogole).

                              Koscielne (teologiczne) definicje sa wlasnie przykladem "starozytnego" jezyka,
                              ktory wymaga translacji na "nasz". Sa one czesto metne, poniewaz obracaja sie
                              w "zakletym kregu" pojec, ktorych zasobu nie moga powiekszyc (z definicji jest
                              to zakazane). Najczesciej tez bez konca probuja cos opowiedziec, uzywajac
                              roznych kombinacji slow-kluczy, ktorych znaczenia nie rozumieja w takim
                              stopniu, jak zalozyciele (o ile w ogole rozumieja). Przeciez to co zacytowales,
                              to jest przyklad tego, co XX-wieczny teolog mysli o tym, co mysleli ludzie
                              zyjacy 2000 lat temu.
                              Jesli poczytasz starozytnych filozofow, to tez zauwazysz, ze ich jezyk jest dla
                              nas metny, a momentami wrecz belkotliwy. I bynajmniej nie znaczy to, ze mamy
                              ich lekcewazyc.


                              • Gość: Tom Re: cele naukowcow vs. innych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.05, 11:28
                                > Nie o wszystkim jestem sklonny rozprawiac publicznie (jesli w ogole).

                                To tak jakbyś powiedział "wiem, ale nie powiem", ja w życiu trochę teologów
                                katolickich poczytałem i, jak sie pewnie domyślasz, wcale nie jestem z tego
                                wszystkiego mądrzejszy, bo to teolog to inny pogląd, byleby pasował on do
                                powszechnie przyjętych definicji. Dla mnie te poglądy i definicje mają raczej
                                na celu przybliżenie pojęcia, a nie wyjaśnienie go, bo w pełni wyjaśnić się
                                tego nie da. Można powiedzieć tak: "dusza jest boską częścią budującą
                                człowieka" - jest to zdanie teologicznie poprawne, ale co z tego, skoro zmusza
                                do dalszych wyjaśnień: co oznacza, że jest boską częścią? w jakim
                                sensie "buduje"? itd. Aż chciałoby się powiedzieć "oto wielka tajemnica
                                wiary"...
                                >
                                > Koscielne (teologiczne) definicje sa wlasnie przykladem "starozytnego"
                                jezyka,
                                > ktory wymaga translacji na "nasz". Sa one czesto metne, poniewaz obracaja sie
                                > w "zakletym kregu" pojec, ktorych zasobu nie moga powiekszyc (z definicji
                                jest
                                > to zakazane). Najczesciej tez bez konca probuja cos opowiedziec, uzywajac
                                > roznych kombinacji slow-kluczy, ktorych znaczenia nie rozumieja w takim
                                > stopniu, jak zalozyciele (o ile w ogole rozumieja). Przeciez to co
                                zacytowales,
                                >
                                > to jest przyklad tego, co XX-wieczny teolog mysli o tym, co mysleli ludzie
                                > zyjacy 2000 lat temu.
                                > Jesli poczytasz starozytnych filozofow, to tez zauwazysz, ze ich jezyk jest
                                dla
                                >
                                > nas metny, a momentami wrecz belkotliwy. I bynajmniej nie znaczy to, ze mamy
                                > ich lekcewazyc.

                                Piszesz, że wymaga przetłumaczenia na nasz, a czemuż to? Jakich słów chcesz
                                użyć, by opisać duchowe życie człowieka? Jakiego języka? Przypomniało mi się,
                                jak byłem na oazie młodzieży (młodzież w wieku gimnazjalnym i
                                ponadgimnazjalnym). Pewnie zgodzisz się, że młodzież operuje o wiele prostrzym
                                językiem niż teolodzy. I jakie hasła tam padały? "Bóg mnie kocha." "On jest
                                moim ojcem" "Jezus jest moim panem i przyjacielem." "Abba Ojcze" itp. Do tego
                                sporo piosenek z gatunku "Barka" "Bóg nie umarł, Jezus żyje!" itd. itp. Proste
                                słowa, nie wymagające jakiegoś szczególnego wysiłku ze strony szarych komórek,
                                nie zmuszające do dyskursów teologicznych, które na takich spotkaniach nawet
                                nie mają miejsca - wszystko tu jest jasne i klarowne, wystarczy tylko wierzyć.
                                Być może młodzież chcąc nie chcąc wyznaje zasadę Wiitgensteina, który
                                powiedział "O czym nie można mówić o tym trzeba milczeć"...
                                • europitek Re: cele naukowcow vs. innych 24.05.05, 15:08
                                  Gość portalu: Tom napisał(a):

                                  > Dla mnie te poglądy i definicje mają raczej na celu przybliżenie pojęcia, a
                                  > nie wyjaśnienie go, bo w pełni wyjaśnić się tego nie da.

                                  Jesli probowac zwyklej transliteracji z jezyka teologii na jezyk nauki (czy
                                  nawet jezyk potoczny), to rzeczywiscie nic nie wyjasnisz, ale mnie chodzi o
                                  tranlacje, czyli przetlumaczenie. Proste przeniesienie slowa-symbolu z jednego
                                  jezyka do drugiego nic nie daje, jesli nie idzie za nim przetlumaczenie
                                  znaczenia, czyli wyrazenia go pojeciami wlasciwymi dla jezyka, na ktory
                                  dokonujemy tlumaczenia. Przywolany przeze mnie przyklad wyjasnienia wizji
                                  Ezechiela mial za zadanie pokazac, o co mi chodzi - nie nalezy slow jednego
                                  jezyka transliterowac do drugiego. Nie jest wykluczone, ze niedlugo ktos
                                  przetlumaczy nam mit o potopie (wystepujacy w wielu systemach religijnych) na
                                  opis powstania Morza Czarnego lub konsekwencje wybuchu Santorynu.

                                  > Piszesz, że wymaga przetłumaczenia na nasz, a czemuż to? Jakich słów chcesz
                                  > użyć, by opisać duchowe życie człowieka? Jakiego języka?

                                  Dlatego, ze istniejace opisy starozytnych sa dla nas niezrozumiale, bo myslimy
                                  przy uzyciu innego aparatu pojeciowego niz oni, poniewaz inna jest nasza wiedza
                                  o swiecie (w tym o nas samych). Zycie duchowe czlowieka jest juz od dawna
                                  opisywane przez rozne dyscypliny nauki, ktore stworzyly wlasne jezyki opisu,
                                  czesto trudne do zrozumienia dla przedstawicieli innych specjalnosci. Brakuje
                                  natomiast czegos, co nazwalbym "wspolnym mianownikiem".
                                  Kwintesencja calej sprawy jest odpowiedz na pytanie, czym jest czlowiek (i nie
                                  tylko czlowiek). Czy jest wylacznie kawalkiem zorganizowanej materii
                                  organiczej, czy tez zachodza w nim rowniez procesy innego rodzaju, niz tylko
                                  biochemiczne. Definitywne rozstrzygniecie tej kwestii jest trudne nie tylko ze
                                  wzgledu na klopoty poznawcze, lecz rowniez z powodu naszego mniemania o sobie.

                                  Religie pokazuja, że ich tworcy mieli "uzasadnione podejrzenia", co do "natury"
                                  czlowieka, lecz sposob w jaki to wyrazali nie pasuje do naszego aparatu
                                  pojeciowego. Nie oznacza to wcale, iz byli oni nieomylni lub posiedli
                                  w "cudowny" sposob jakas "boska" wiedze. Twierdze natomiast, ze
                                  swoje "uzasadnione podejrzenia" wyrazili w owczas jedynie mozliwy sposob i
                                  zapewne, gdyby zyli w naszych czasach uczyniliby to w inny (zrozumialy dla nas)
                                  sposob. Tylko wtedy - prawdopodobnie - nie byloby tych religii.

                                  Jak juz wczesniej pisalem, nie o wszystkim jestem gotow dyskutowac publicznie.
                                  Dla wlasnej wygody mozesz przyjac, ze nic nie wiem, a tylko wymadrzam sie, by
                                  sprawic wrazenie na publice lub podniesc sobie samoocene.:)
                                  • Gość: Tom Re: cele naukowcow vs. innych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.05, 19:52
                                    Źle Cię zrozumiałem, myślałem, że chodzi Ci o przetłumaczenie z języka teologii
                                    na język nauki, a nie z języków starożytnych na nam współczesne. Mea maxima
                                    culpa :)

                                    Zycie duchowe czlowieka jest juz od dawna
                                    > opisywane przez rozne dyscypliny nauki, ktore stworzyly wlasne jezyki opisu,
                                    > czesto trudne do zrozumienia dla przedstawicieli innych specjalnosci. Brakuje
                                    > natomiast czegos, co nazwalbym "wspolnym mianownikiem".

                                    Jakie nauki masz na myśli? Jeśli będziesz chciał znaleźć wspólny mianownik
                                    między teologią a neurobiologią, czy też genetyką (słyszałem, że niedawno
                                    odkryto gen, który może odpowiadać za przeżycia mistyczne), to obawiam się, że
                                    go nie znajdziesz. Z kolei jeśli weźmiesz pod uwagę ogół nauk humanistycznych
                                    (nie wiem co zrobić z psychologią), to tam wspólnych mianowników znajdziesz
                                    dużo, możliwe, że równie dużo co rozbieżności.

                                    > Religie pokazuja, że ich tworcy mieli "uzasadnione podejrzenia", co
                                    do "natury"
                                    >
                                    > czlowieka, lecz sposob w jaki to wyrazali nie pasuje do naszego aparatu
                                    > pojeciowego. Nie oznacza to wcale, iz byli oni nieomylni lub posiedli
                                    > w "cudowny" sposob jakas "boska" wiedze. Twierdze natomiast, ze
                                    > swoje "uzasadnione podejrzenia" wyrazili w owczas jedynie mozliwy sposob i
                                    > zapewne, gdyby zyli w naszych czasach uczyniliby to w inny (zrozumialy dla
                                    nas)
                                    >
                                    > sposob. Tylko wtedy - prawdopodobnie - nie byloby tych religii.

                                    To o czym piszesz nie dotyczy tylko religii. Poczytaj sobie kapitalną
                                    książkę "Historia prawdy" Fernandeza-Armesto. Dowiesz się jak różne kultury
                                    (niektóre przetrwały do teraz) podchodziły do pojęcia prawdy, jak dużą rolę
                                    odgrywały wyrocznie itp. Religia jest pojęciem bardzo szerokim, można
                                    powiedzieć, że to taki worek, do którego niektórzy wrzucają nawet
                                    ewolucjonizm :)
                                    To, co jest w tym wszystkim najbardziej interesujące sprowadza się do pytania:
                                    jak różne cywilizacje niezależnie od siebie wykształciły pojęcie bóstwa? Czyżby
                                    jednak miały ze sobą kontakt?

                                    > Jak juz wczesniej pisalem, nie o wszystkim jestem gotow dyskutowac
                                    publicznie.
                                    > Dla wlasnej wygody mozesz przyjac, ze nic nie wiem, a tylko wymadrzam sie, by
                                    > sprawic wrazenie na publice lub podniesc sobie samoocene.:)

                                    Nie przyjmuję niczego dla własnej wygody, nie twierdzę, że się wymądrzasz,
                                    musze jednak przyznać, że jestem bardzo tym zaintrygowany :)))
                                    • europitek Re: cele naukowcow vs. innych 25.05.05, 00:29
                                      Gość portalu: Tom napisał(a):

                                      Alez nie. Zrozumiales mnie dobrze. Chodzilo mi o probe przetlumaczenia
                                      niektorych (!) postulatow religii na jezyk nauki.

                                      W przypadku "wspolnego mianownika" sprawa jest prosta: chodzi o
                                      interdyscyplinarne polaczenie wynikow prac badawczych nauk przyrodniczych i
                                      humanistycznych (a byc moze i scislych). Nie chodzi tu oczywiscie o jakies
                                      zlanie w jedno tych dydcyplin, lecz o wzajemne wykorzystywanie wynikow i
                                      zrozumienie sensu tego, co robia "koledzy zza miedzy", o umiejetnosc czytania
                                      tekstow napisanych w jezykach innych dyscyplin lub tez wypracowanie jakiegos
                                      nowego esperanto. Od wielu lat "grzebie" w roznych dziedzinach i widze
                                      powszechny brak zrozumienia specjalistow dla istoty wiedzy z innych dziedzin.
                                      Czasami mam ochote odbierac "tytuly".

                                      Co piszesz o "prawdzie", jest prawda, ale ja wypowiadam sie tu tylko o religii,
                                      bo taki byl "zadany temat".

                                      > To, co jest w tym wszystkim najbardziej interesujące sprowadza się do
                                      > pytania: jak różne cywilizacje niezależnie od siebie wykształciły pojęcie
                                      > bóstwa? Czyżby jednak miały ze sobą kontakt?

                                      Rozszerze to pytanie: jak rozne cywilizacje niezaleznie od siebie wyksztalcily
                                      takie same pojecia i dokonaly tych samych odkryc ?
                                      Odpowiem pytaniem: a w jaki sposob niezaleznie od siebie w wielu miejscach na
                                      swiecie ludzie wymyslili rolnictwo, rachube czasu, pismo, liczenie itd.? A w
                                      jaki sposob dwoch maturzystow w miastach oddalonych od siebie o np. 500 km
                                      rozwiazuje to samo zadanie w ten sam sposob i otrzymuje ten sam wynik ?
                                      Czy to znaczy, ze MUSZA od siebie sciagac ?
                                      Podobienstwa w mysleniu i dzialaniu sa rzecza normalna - tak powinno byc, a
                                      gdyby nie bylo, to wtedy bym sie zaczal zastanawiać dlaczego. Jestesmy do
                                      siebie nawzajem podobni nie tylko pod wzgledem fizycznym, ale tez i psychicznym.
                                      (Wszak naukowo ustalono, ze wszystcy jestesmy "dziecmi" jednej kobiety. :) )
                                      A konkretnie. Powszechne wystepowanie pojecia "bostwa" - nie nalezy jednak
                                      zapominac o roznicach miedzy konkretnymi "bostwami" - wynika z chadzania
                                      ludzkich mysli podobnymi drogami. Ja rozumiem religie jako probe wyjasnienia
                                      tej czesci rzeczywistosci, o ktorej nie mamy dostatecznej wiedzy, by zrozumiec
                                      sposob jej funkcjonowania. Tworzenie "bostw" jest naturalna konsekwencja braku
                                      wiedzy o sposobie funkcjonowania swiata - zauwaz, ze to one rzadza swiatem, a
                                      nie on nimi. Ich istnienie jest doskonala baza do wyjasniania rzeczy nieznanych.
                                      To co wyzej napisalem o wystepowaniu analogii (czasami wrecz homologii) w
                                      mysleniu i dzialaniu ludzi jest chyba wystarczajacym wyjasnieniem. Mozna to
                                      oczywiscie wykazac analizujac szczegolowo konkretne przypadki.
                                      Nalezy tez pamietac, ze czasami zapozyczenia z innych kultur mialy
                                      bezsprzecznie miejsce, lecz nie sa one jedynym sposobem powstawania takich
                                      samych bytow w roznych miejscach i czasach.(Ameryke odkryto wiele razy. :) )
                                      • Gość: Tom Re: cele naukowcow vs. innych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.05, 13:49
                                        > W przypadku "wspolnego mianownika" sprawa jest prosta: chodzi o
                                        > interdyscyplinarne polaczenie wynikow prac badawczych nauk przyrodniczych i
                                        > humanistycznych (a byc moze i scislych). Nie chodzi tu oczywiscie o jakies
                                        > zlanie w jedno tych dydcyplin, lecz o wzajemne wykorzystywanie wynikow i
                                        > zrozumienie sensu tego, co robia "koledzy zza miedzy", o umiejetnosc czytania
                                        > tekstow napisanych w jezykach innych dyscyplin lub tez wypracowanie jakiegos
                                        > nowego esperanto. Od wielu lat "grzebie" w roznych dziedzinach i widze
                                        > powszechny brak zrozumienia specjalistow dla istoty wiedzy z innych dziedzin.
                                        > Czasami mam ochote odbierac "tytuly".

                                        No coż ja też marzę o wilsonowskiej konsiliencji i jestem wręcz przekonany, że
                                        jest to możliwe, tylko, ze to i tak nie ma nic wspólnego z religią, która co
                                        prawda ma wiele wspólnego z naukami humanistycznymi; Karol Wojtyła zanim został
                                        papieżem napisał wiele prac z zakresu etyki z "Osobą i czynem" na czele, ale w
                                        tych pracach ledwo ociera się o religię, w przeciwnym wypadku należałoby nazwać
                                        te prace teologicznymi. Teologia w zasadzie nawet nie jast nauką, choć świadczy
                                        o tym sama nazwa. Jedyne co naukowe w teologii, to posługiwanie się logiką przy
                                        wyjaśnianiu pojęć i zjawisk, które ani nie istnieją ani nie zachodzą
                                        w "naukowej" rzeczywistości. Nawet dzisiaj nauka nie jest w stanie stwierdzić,
                                        czy Chrystus zmartwychwstał, czy nie, znowu pozostaje nam wiara, że coś takiego
                                        się wydarzyło. Tak sobie pomyślałem, że gdyby udało nam się skonstruować
                                        wehikuł czasu, to wysłałbym w tamte czasy Dawkinsa - ciekawe co by nam
                                        powiedział po powrocie... :)

                                        > Rozszerze to pytanie: jak rozne cywilizacje niezaleznie od siebie
                                        wyksztalcily
                                        > takie same pojecia i dokonaly tych samych odkryc ?
                                        > Odpowiem pytaniem: a w jaki sposob niezaleznie od siebie w wielu miejscach na
                                        > swiecie ludzie wymyslili rolnictwo, rachube czasu, pismo, liczenie itd.? A w
                                        > jaki sposob dwoch maturzystow w miastach oddalonych od siebie o np. 500 km
                                        > rozwiazuje to samo zadanie w ten sam sposob i otrzymuje ten sam wynik ?
                                        > Czy to znaczy, ze MUSZA od siebie sciagac ?

                                        Wybacz, ale rolnictwo, rachuba czasu mają sie nijak do religii. Dlatego, że te
                                        pierwsze rozwinęły się w wyniku utylitarnych potrzeb człowieka. Zauważ, że
                                        Eskimosi z dalekiej północy niczego nie uprawiają (bo nie mają gdzie), a żywią
                                        się jedynie mięsem, ew. jakimiś dzikimi owocami i ziołami, aswoje wierzenia
                                        mają. Zadam w tym momencie myślę, że dosyć prowokacyjne pytanie: czy człowiek
                                        stworzyłby matematykę, gdyby nie miał czego co liczyć albo mierzyć? Matematyka
                                        jest jedna. Gdyby istniała matematyka I i matematyka II i każdy z tych uczniów
                                        uczyłby się innej, to pewnie wyniki mieliby też inne. Zresztą w różnych
                                        częściach świata ludzie posługują się różnymi jednostkami długości, wagi itp.
                                        Oczywiście istotą tego wszystkiego jest wypracowanie pewnego "technicznego"
                                        języka z jak najbardziej matematycznym trzonem, który pozwoli nam podać długość
                                        polskiej ulicy w metrach, a angielskiej w jardach. Tylko co to ma wspólnego z
                                        religią???

                                        > A konkretnie. Powszechne wystepowanie pojecia "bostwa" - nie nalezy jednak
                                        > zapominac o roznicach miedzy konkretnymi "bostwami" - wynika z chadzania
                                        > ludzkich mysli podobnymi drogami. Ja rozumiem religie jako probe wyjasnienia
                                        > tej czesci rzeczywistosci, o ktorej nie mamy dostatecznej wiedzy, by
                                        zrozumiec
                                        > sposob jej funkcjonowania. Tworzenie "bostw" jest naturalna konsekwencja
                                        braku
                                        > wiedzy o sposobie funkcjonowania swiata - zauwaz, ze to one rzadza swiatem, a
                                        > nie on nimi. Ich istnienie jest doskonala baza do wyjasniania rzeczy
                                        nieznanych

                                        Tutaj mnie zupełnie nie przekonujesz... Jeśli uwarzasz że religia zastępuje
                                        brak lub niedostateczną wiedzę w jakiejś sferze naszego życia, to po co...

                                        ... Egipcjanie czcili faraona jak boga, skoro był on tylko człowiekiem?
                                        ... czcili Ra (Re) - boga Słońce, Atuma - boga zachodzącego Słońca, skoro
                                        umieli podzielić już cykl gwiezdny na rok (365,25 dnia), po co im te bóstwa
                                        były?
                                        ... chrześcijanie od nie całych 2000 lat wierzą w zmartwychwstanie Chrystusa,
                                        które pokazuje to, że kiedyś też wszyscy zmartwychwstaną? Chrześcijanie
                                        doskonale zdają sobie sprawę, że po śmierci ciało się rozkłada, to czego nie
                                        wiedzą?
                                        Przykładów można mnożyć, być może Twoja teza jest prawdziwa dla wyjaśnienia
                                        prapoczątków wszelkich religii (być może), ale nie wyjaśnia religijności ludzi
                                        współczesnych, a tym bardziej nie wyjaśnia postępowania dzisiejszych
                                        fanatycznych kreacjonistów.
                                        • europitek Re: cele naukowcow vs. innych 25.05.05, 20:13

                                          1. Masz racje w kwestii zwiazku religii ze "wspolnym mianownikiem", chyba nie
                                          twierdzilem, ze jest inaczej - cala ta sprawa to taki watek poboczny, ktory
                                          wyplynal troche samoistnie.

                                          2. Widze, ze nie zrozumiales paraleli. Moja intencja bylo pokazanie, ze takie
                                          same byty moga powstac niezaleznie od siebie, nawet wtedy, gdy ich
                                          wspolna "baza" jest bardzo odlegla lub wydaje sie jej nie byc. I nie ma
                                          znaczenia, czy chodzi o cos czego przyczyna sa "utylitarne" potrzeby czlowieka
                                          albo "nieutylitarne" (domyslam sie, ze chodzi o duchowe). Przyczyna podobienstw
                                          jest podobienstwo ludzi i sytuacji w jakich sie znajduja, a dotyczy to zarowno
                                          rolnictwa, jak i religii. Mowiac wprost: religie sa wszedzie, bowiem wszedzie
                                          ludzie stykali sie ze zjawiskami, ktorych natury nie potrafili wyjasnic przy
                                          pomocy posiadanej wiedzy.

                                          > Zadam w tym momencie myślę, że dosyć prowokacyjne pytanie: czy człowiek
                                          > stworzyłby matematykę, gdyby nie miał co liczyć albo mierzyć?

                                          Odpowiem tak (niemniej prowokacyjnie - mam nadzieje):
                                          W amazonskiej puszczy mieszka plemie tuziemcow, ktorzy praktykuja liczenie do
                                          2, czyli mozna powiedziec, ze nie stworzyli zadnej matematyki. Co ciekawe,
                                          proby nauczenia ich arytmetyki na poziomie liczb przekraczajacych 2 spelzly -
                                          mimo kilku miesiecy na to poswieconych oraz ich checi zrozumienia "sprawy" - na
                                          niczym. (Probowano uczyc doroslych). Trudno raczej zakladac, ze wynika to z
                                          braku przedmiotow do policzenia (ta puszcza to duuuzy las :) ).

                                          Fakt, iz matematyka - i wiele innych dyscyplin - jest jedna wcale mnie nie
                                          dziwi, a wrecz odwrotnie - jest prosta konsekwencja tego, ze zyjemy w
                                          jednorodnym swiecie. Jesli taki swiat badamy, w dodatku przy uzyciu
                                          zunifikowanego narzedzia, to co dziwnego w tym, ze otrzymujemy jednolity
                                          i "jedynie sluszny" jego obraz. Swiadczy to o adekwatnosci naszych konwencji
                                          badawczych.
                                          Calkiem tez nie moge odrzucic, ze badacz probujacy stworzyc matematyke od
                                          podstaw, a dysponujacy roznym od naszego narzedziem, wymysli inna matematyke
                                          dla tej samej rzeczywistosci. Na przyklad, gdyby tym badaczem byl slon, albo
                                          delfin.

                                          3. Nie stosuj swoich dzisiejszych miar do oceny motywow i sposobu myslenia
                                          ludzi, ktorzy zyli np. 5000 lat temu w zupelnie innej rzeczywistosci. Nie
                                          stosuj transliteracji, tylko translacje - odstaw na chwile na bok caly swoj XX-
                                          wieczny bagaz wiedzy o swiecie i sprobuj spojrzec na otaczajaca Cie
                                          rzeczywistosc "oczami" czlowieka, ktory dopiero za 1000 lat wymysli ulamki
                                          zwykle. Tylko w ten sposob bedziesz mogl uzyskac pelna odpowiedz na postawione
                                          pytania.
                                          a) W wielu starozytnych cywilizacjach "boskosc" byla atrybutem pozycji
                                          spolecznej (wladzy), szczegolnie jest to widoczne w przypadku systemow wladzy
                                          absolutnej, poniewaz wladze ta legitymizuje i wzmacnia jej "nieomylnosc". W
                                          dzisiejszych czasach tez istnieje tendencja do idealizowania "wladcow" i innych
                                          wybitnych jednostek, bo jest to spolecznie uzyteczne.
                                          b) Po co starozytni Egipcjanie
                                          >... czcili Ra (Re) - boga Słońce, Atuma - boga zachodzącego Słońca, skoro
                                          umieli podzielić już cykl gwiezdny na rok (365,25 dnia), po co im te bóstwa
                                          były?<
                                          Chociazby po to, by uzyskac odpowiedz na pytanie, dlaczego rok ma 365,25 dnia.
                                          A takze, by "wyjasnic" sobie nature wielu innych niezrozumialych dla nich
                                          zjawisk (np. co "napedza" ciala niebieskie)
                                          c) Ludzie nie wiedza czym jest czlowiek, a maja "uzasadnione podejrzenie", ze
                                          jest czyms wiecej niz kawalkiem miesa przyczepionego do kosci. Starali i
                                          staraja sie nadal zrozumiec czym jest to "cos wiecej", czego nauka nie potrafi
                                          im jasno opisac. Podswiadomie czuja, ze "to cos" w nich jest, lecz nie potrafia
                                          tego w racjonalny i wystarczajacy sposob zinterpretowac przy uzyciu posiadanej
                                          wiedzy. Jezus z Nazaretu mowi, ze wie czym jest "to cos", wie o "tego czegos"
                                          potencjalnej niesmiertelnosci i jak osiagnac realna niesmiertelnosc. Co jest
                                          lepsze byt czy niebyt ? Zycie czy smierc ? Jesli nauka znajdzie powszechnie
                                          dostepne "lekarstwo" na smierc ze starosci, to swiatynie opustoszeja.

                                          4. W swietle powyzszego chyba jest rowniez jasne skad sie bierze religijnosc
                                          ludzi wspolczesnych. Na wszelki przypadek oswiadczam, ze nie posiadam w swoim
                                          genomie zadnego genu religijnosci. Moze jestem mutantem, jak inne piteki.

                                          5. Nie staram sie stworzyc "jednolitej teorii wszystkiego", ktora odpowie na
                                          wszystkie pytania juz zadane i te, ktore powstana w przyszlosci, a jedynie
                                          staram sie wyjasnic niektore aspekty pewnych zjawisk. Moja "recepta na religie"
                                          ma wlasnie wyjasniac ich powstawanie.
                                          Odbieram kreacjonizm jako probe "pogodzenia" dwoch, sprzecznych za soba,
                                          sposobow opisania pewnej czesci rzeczywistosci - probe zaadaptowania i
                                          zaadoptowania ewolucji przez religie. Ta ostatnia, jak kazdy system
                                          filozoficzny probuje blokowac rozpowszechnianie wrogich idei, a w przypadku
                                          porazki w tym wzgledzie stara sie wroga "oswoic", proponujac mu pewien
                                          kompromis. W tym sensie mozna powiedziec, ze kreacjonizm jest dowodem
                                          zwyciestwa ewolucjonizmu w pierwszym starciu z religia.

                                          6. Wycieczka Dawkinsa 2000 lat wstecz zapewne zaowocowalaby szybkim rozwojem
                                          memetyki i juz z tego powodu warto sprobowac.
                                          • Gość: Tom Re: cele naukowcow vs. innych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.05, 23:35
                                            1. Ok, to w takim razie skoro niewyjaśnione zjawiska tłumaczono działalnością
                                            boga lub bogów, to dlaczego się do nich modlono? Dlaczego nie wystarczyło im (i
                                            nie wystarcza nadal) proste rozwiązanie niewyjaśnionego zjawiska? Skoro już
                                            wiemy, że to Ra odpowiada za wędrówkę Słońca po niebie, 365,25 dni w roku, to
                                            po co jeszcze twierdzić, że faraonowie są jego synami (w starożytnym Egipcie
                                            bogowie byli istotami z krwi i kości, przynajmniej na początku), że po śmierci
                                            staną przed jego obliczem? I po co ta cała mitologia, na zasadzie jeden bóg z
                                            drugim ma dziecko, bogowie się mordują, bogowie się wskrzeszają itp. Ozyrys
                                            najpierw był panem ziemi, a po wskrzeszeniu stał się panem krainy umarłych. Dla
                                            nauki coś takiego jak kraina umarłych nawet nie istnieje, to jakie
                                            niewyjaśnione zjawisko tłumaczy Ozyrys po wskrzeszeniu. Zobacz, piszę o
                                            wierzeniach ludzi sprzed ok. 5000 lat. Chyba za bardzo generalizujesz.

                                            2. Co do tych Indian, to pewnie jakieś wierzenia mają, mimo iż matematyka jest
                                            im obca...

                                            3. Jezus z Nazaretu mowi, ze wie czym jest "to cos", wie o "tego czegos"
                                            > potencjalnej niesmiertelnosci i jak osiagnac realna niesmiertelnosc. Co jest
                                            > lepsze byt czy niebyt ? Zycie czy smierc ? Jesli nauka znajdzie powszechnie
                                            > dostepne "lekarstwo" na smierc ze starosci, to swiatynie opustoszeja.

                                            Hahahaha, tu mnie ubawiłeś, czy Ty w ogóle zaglądałeś to Biblii? Czy Ty wiesz
                                            co mówił Jesus? Wybacz, ale powiało od twoich słów dyletantyzmem, a ja nie będę
                                            tutaj prowadził lekcji znajomości Nowego Testamentu... To ostatnie zdanie jest
                                            bardzo prorocze, pozwól, żze ja też się zabawię w profetę: prędzej ludzkość
                                            wyginie niż znajdzie wspomniane "lekarstwo".

                                            4. Odbieram kreacjonizm jako probe "pogodzenia" dwoch, sprzecznych za soba,
                                            > sposobow opisania pewnej czesci rzeczywistosci - probe zaadaptowania i
                                            > zaadoptowania ewolucji przez religie. Ta ostatnia, jak kazdy system
                                            > filozoficzny probuje blokowac rozpowszechnianie wrogich idei, a w przypadku
                                            > porazki w tym wzgledzie stara sie wroga "oswoic", proponujac mu pewien
                                            > kompromis. W tym sensie mozna powiedziec, ze kreacjonizm jest dowodem
                                            > zwyciestwa ewolucjonizmu w pierwszym starciu z religia.

                                            No to źle to odbierasz. Wciąż mieszasz ze sabą te 2 płaszczyzny myśleniowe i w
                                            takich okolicznościach ta dyskusja do niczego nie doprowawadzi.

                                            • europitek Re: cele naukowcow vs. innych 26.05.05, 17:16

                                              1. Przeczytaj jeszcze raz moj poprzedni post - tam znajdziesz wyjasnienie
                                              poruszanych kwestii (potrzeby istnienia bogow i boskosci wladcow). Modlitwa
                                              jest forma proszalna.

                                              2. Pewnie ci Indianie maja i to nie tylko wierzenia, ale cale mnostwo innych
                                              rzeczy - matematyki jednak nie.

                                              3. Bardzo mi odpowiada twoja rezygnacja z nauczania znajomosci Nowego
                                              Testamentu. Ja pisze to, co uwazam za sluszne, a nie to co ktos uwaza, a ze
                                              moja opinia jest taka a nie inna, to oczywiscie wylacznie moja wina (lub
                                              zasluga) i nie bede sie jej wypieral.

                                              4. Jestes w glebokim bledzie uwazajac, ze "ta dyskuscja do niczego nie
                                              doprowadzi", bowiem kazda ma jakies konsekwencje dla dyskutantow i publiki - ta
                                              rowniez. I one juz sa widoczne.
                  • Gość: Tom Re: cele naukowcow vs. innych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.05, 21:15
                    > Mamy juz kandydata do Nobla 2006. Rozwin troche i udowodnij naukowo
                    prawdziwosc
                    >
                    > tego stwierdzenia.

                    Może w ten sposób - pojęcie duszy, podobnie jak pojęcia: Trójca
                    Przenajświętrza, łaska uświęcająca, czyściec itp. należą do kręgu pojęć,
                    którymi operują ludzie wierzący (wymieniając te akurat pojęcia mam na myśli
                    katolików), aby opisać to w co wierzą i co nie jest związane ze światem danym
                    zmysłowo, czy może najlepszym określeniem będzie tu doczesność. Wymaganie
                    oppisania tych pojęć przez pryzmat analizy naukowej, przy pomocy logiki jest
                    błędem metodologicznym. Przytoczę tu słowa pieśni kościelnej, które chyba
                    najlepiej pokazuje w czym tkwi to nieporozumienie: "Tego myśl ludzka nigdy nie
                    obejmie, lecz serca z wiarą pojmują zupełnie."

                    Dla naukowca dusza jest jedynie pojęciem, które można jakoś zdefiniować, ale ta
                    definicja w żaden sposób nie przystaje do poznawalnej rzeczywistości. Najlepiej
                    by było, gdyby naukowcy w ogóle nie posługiwali się tym pojęciem i w ten sposób
                    uniknie się konfliktów. No jeszcze są "świadkowie", którzy twierdzą, jakoby to
                    widzieli duszę w postaci chmurki unoszącej się nad martwym ciałem, a najlepiej
                    jak ta chmurka waży 21 gramów :) Tego typu rewelacje rzeczywiście mogą kierować
                    uwagę naukowców na "te sprawy" i tak sie też dzieje, jednak na szczęście nie
                    udało się tego nikomu potwierdzić, że to właśnie o duszę chodzi, bo to wiarę
                    uczyniłoby faktem, a wówczas ile ważyłby Bóg???

                    A, i jeszcze rzebyśmy się dobrze zrozumieli: w tym poście naukowców rozumiem
                    jako empirystów: fizyków, chemików, biologów itd. Pojęcie duszy u humanistów
                    funkcjonuje i ma się dobrze.
                    • Gość: pea Re: cele naukowcow vs. innych IP: 195.136.246.* 25.05.05, 11:21
                      > A, i jeszcze rzebyśmy się dobrze zrozumieli: w tym poście naukowców rozumiem
                      > jako empirystów: fizyków, chemików, biologów itd. Pojęcie duszy u humanistów
                      > funkcjonuje i ma się dobrze.
                      no to Cię zmartwię: wśród psychologów, filozofów, antropologów których znam (a
                      trochę ich znam - mam na myśli młodych doktorów, doktorantów i praktyków) słowo
                      "dusza" wywołuje tylko usmiech politowania :) na szczęście :)
                      • Gość: Tom Re: cele naukowcow vs. innych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.05, 14:09
                        > no to Cię zmartwię: wśród psychologów, filozofów, antropologów których znam (a
                        > trochę ich znam - mam na myśli młodych doktorów, doktorantów i praktyków)
                        słowo
                        > "dusza" wywołuje tylko usmiech politowania :) na szczęście :)

                        Ja też ich trochę znam i mogę powiedzieć coś zupełnie innego. Na szczęście.
                • Gość: scept89 Re: cele naukowcow vs. innych IP: *.ljcrf.edu 23.05.05, 20:47
                  Tom napisał(a):
                  > Nie, ja tylko uważam, że obie strony powinny ze sobą dyskutować

                  o sprawach naukowych rozstrzyga sie w jeden sposob -> publikujac badania w
                  renomanym czasopismie. To co ja, Ty czy kreacjonista jakowys w codziennej
                  gazecie pisuje niczego doprawdy nie zmienia.

                  > > Kreacjonisci mlodoziemscy
                  > Ja bym ich nawet nie nazwał kreacjonistami tylko zwykłymi oszołomami. Z takimi
                  > się nie da dyskutować.

                  Jak widzisz istnieja granice dyskusji.

                  > Czytałem, że ten kto wymyślił, iż za powstanie układów nieredukowalnie
                  > złożonych był odpowiedzialny inteligentny projektant, nie miał na celu
                  >obalenia teorii ewolucji

                  Mowisz o Behe? Rzuc okiem na to odpowiedzi naukowcow:
                  www.talkorigins.org/faqs/behe.html
                  Sami zwolennicy ID odkryli iz nie-redukowalne uklady sa redukowalne. Poza tym
                  Behe jesli sie nie myle cudownie entuzjastyczne wstepy do ksiazczyn innych
                  kreacjonistow pisywal bynajmniej nie protestujac przeciwko jakimkolwiek
                  bzduractwom w nich zawartych. Cos w stylu "nie popieram faszyzmu ale Geobels
                  swietne rzeczy o wyzszosci rasy aryjskiej pisze". Brak boga w jego projekcie
                  jawi sie bardziej jako dymna zaslona.

                  > niewszystkie procesy rządzące ewolucją znamy i być może są dodatkowe czynniki,
                  > których jeszcze nie znamy, czynniki całkowicie naturalne, fizyczne, których
                  > określenie wyeliminuje pojęcie "inteligent design" a zastąpi innym, bardziej
                  > adekwatnym.
                  ewolucjonisci/genetycy tna sie na miecze co dotego jak dokladnie ewolucja
                  pracuje. Nikt przy zdrowych zmyslach nie uwaza iz wszystko nam wiadomo, dziur
                  nie ma, kazda hipoteza zostala/moze byc potwierdzona doswiadczalne. Wszystko to
                  rozni sie jakosciowo od rozwazan czy nie-naturalistyczne wyjasnienia sa konieczne.
                  A priori nauka nie moze byc uprawiana jesli bawimy sie w zakladanie iz np "masa
                  elektronu inteligentnie zostala ustalona". Nie-naturalistyczne "wyjasnienia" to
                  taki wytrych -> pioruny gniewem bozym tez kiedys wyjasniano, teraz jakies
                  zakamarki biochemi/bakteryjne witki probuje sie w ten sam kaftan "wyjasnien"
                  wciskac.

                  >zalicznie wszelkich obserwowalnych zjawisk fizycznych/biologicznych jako dziela
                  >Wielkiego Stworcy (WS) z samej definicji WS wynika.
                  >
                  > No i co co w tym złego? Nic.

                  Nic tez to nie wnosi do nauki.

                  re: dusza/umysl
                  Materialistyczna/naturalistyczna koncepcja ludzkiego umyslu nie zaklada
                  istnienia niczego poza mozgiem. Umysl jest "produktem" mozgu, mozg jest wynikiem
                  ewolucji. Aby uscislic: przy zalozeniu (zdecydowanie ulomnej) analogii:
                  mozg = komputer
                  umysl = hardware + software

                  Dualizm zaklada iz poza fizycznym mozgiem istnieje "cos" co jest niematerialne
                  co w jakowys sposob z mozgiem oddzialywuje. To "cos" odpowiada za nasze wyzsze
                  uczucia/IQ i diabli wiedza co jeszcze.

                  Tu moge sie mylic (nie studiuje dziel Kosciola na codzien) ale jesli mnie pamiec
                  nie myli to pewne ludzkie cechy (np. zdolnosc rozrozniania pomiedzy dobrem a
                  zlem) nie sa przez katolikow uznawane jako wywodzace sie ze swiata zwiarzat a za
                  ceche nadana nam przez boga.
                  Tyle ze malpy np. maja poczucie sprawiedliwosci -> jesli za wykonanie sztuczki
                  malpa A dostaje banana a malpa B mniej pozadany plasterek bodajze ogorka to
                  wkrotce malpa B rzuca eksperyment w diably i odmawia wspolpracy. Jesli malpa B
                  zawsze dostawala ogorka a nie banana i nie widzi co dostala malpa A to malpa B
                  jest malpa szczesliwa zdolna do wspolpracy ;-).


                  >żadne badania naukowe nie udowodnią istnienia duszy.
                  Zalezy jak dusze definiujesz (btw teolodzy sa wybitnie sprawni jesli o
                  przedefiniowania chodzi). Jesli jednak zwolennicy "hipotezy duszy" twierdza iz
                  jedynie dusza poczucie sprawiedliwosci zawiera (przydalby sie jakis teolog na
                  forum) to powyzsze doswiadczenie obala ta hipoteze, chyba ze dla rownowagi
                  wyposazymy malpy w dusze.
                  Neuroscience pewnie tradycjonalna dusze z wielu ponoc w nia wbudowanych cech
                  obedrze.
                  • Gość: Tom Re: cele naukowcow vs. innych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.05, 21:58
                    > Tom napisał(a):
                    > > Nie, ja tylko uważam, że obie strony powinny ze sobą dyskutować
                    >
                    > o sprawach naukowych rozstrzyga sie w jeden sposob -> publikujac badania w
                    > renomanym czasopismie. To co ja, Ty czy kreacjonista jakowys w codziennej
                    > gazecie pisuje niczego doprawdy nie zmienia.

                    Nie domagam się dysputy w renomowanych czasopismach, bo nie na to są one,
                    przydałaby się jednak dyskusja na łamach jakiegokolwiek pisma, niech
                    przynajmniej szersze grono osób wie o istnieniu takiego problemu, w końcu
                    dotyczy on nie tylko zainteresowanych stron, ale też całe rzesze wiernych,
                    którzy o tych sprawach nie mają zbyt dużego pojęcia.

                    > > > Kreacjonisci mlodoziemscy
                    > > Ja bym ich nawet nie nazwał kreacjonistami tylko zwykłymi oszołomami. Z t
                    > akimi
                    > > się nie da dyskutować.
                    >
                    > Jak widzisz istnieja granice dyskusji.
                    >
                    > > Czytałem, że ten kto wymyślił, iż za powstanie układów nieredukowalnie
                    > > złożonych był odpowiedzialny inteligentny projektant, nie miał na celu
                    > >obalenia teorii ewolucji
                    >
                    > Mowisz o Behe? Rzuc okiem na to odpowiedzi naukowcow:
                    > www.talkorigins.org/faqs/behe.html
                    > Sami zwolennicy ID odkryli iz nie-redukowalne uklady sa redukowalne. Poza tym
                    > Behe jesli sie nie myle cudownie entuzjastyczne wstepy do ksiazczyn innych
                    > kreacjonistow pisywal bynajmniej nie protestujac przeciwko jakimkolwiek
                    > bzduractwom w nich zawartych. Cos w stylu "nie popieram faszyzmu ale Geobels
                    > swietne rzeczy o wyzszosci rasy aryjskiej pisze". Brak boga w jego projekcie
                    > jawi sie bardziej jako dymna zaslona.

                    Jak widzę, tutaj masz więcej do powiedzenia, ja się oparłem o artykuł z bodaj
                    2001 roku (niestety nie mam go u siebie) i aż sam się zdziwiłem, że to tak
                    wygląda, a jednak nie, no cóż...
                    >
                    > > niewszystkie procesy rządzące ewolucją znamy i być może są dodatkowe czyn
                    > niki,
                    > > których jeszcze nie znamy, czynniki całkowicie naturalne, fizyczne, który
                    > ch
                    > > określenie wyeliminuje pojęcie "inteligent design" a zastąpi innym, bardz
                    > iej
                    > > adekwatnym.
                    > ewolucjonisci/genetycy tna sie na miecze co dotego jak dokladnie ewolucja
                    > pracuje. Nikt przy zdrowych zmyslach nie uwaza iz wszystko nam wiadomo, dziur
                    > nie ma, kazda hipoteza zostala/moze byc potwierdzona doswiadczalne. Wszystko
                    to
                    > rozni sie jakosciowo od rozwazan czy nie-naturalistyczne wyjasnienia sa
                    koniecz
                    > ne.
                    > A priori nauka nie moze byc uprawiana jesli bawimy sie w zakladanie iz
                    np "masa
                    > elektronu inteligentnie zostala ustalona". Nie-naturalistyczne "wyjasnienia"
                    to
                    > taki wytrych -> pioruny gniewem bozym tez kiedys wyjasniano, teraz jakies
                    > zakamarki biochemi/bakteryjne witki probuje sie w ten sam kaftan "wyjasnien"
                    > wciskac.

                    Oczywiście zgadzam się z Tobą, tylko nie pisz "ewolucja pracuje", ok?? :) Z
                    drugiej strony nie możesz zabronić ludziom interpretować różnych zjawisk, jak
                    choćby wspomnianego pioruna, przez ingerencję bożą. Gdyby ludzie patrzyli na to
                    tylko w ten sposób, to świadczyłoby o ciemnocie, ale jeśli ktoś zachwyci się
                    np. tęczą jako "upuszczoną wstążką Pana Boga", to dlaczego go zaraz besztać???
                    >
                    > >zalicznie wszelkich obserwowalnych zjawisk fizycznych/biologicznych jako d
                    > ziela
                    > >Wielkiego Stworcy (WS) z samej definicji WS wynika.
                    > >
                    > > No i co co w tym złego? Nic.
                    >
                    > Nic tez to nie wnosi do nauki.
                    >
                    > re: dusza/umysl
                    > Materialistyczna/naturalistyczna koncepcja ludzkiego umyslu nie zaklada
                    > istnienia niczego poza mozgiem. Umysl jest "produktem" mozgu, mozg jest
                    wynikie
                    > m
                    > ewolucji. Aby uscislic: przy zalozeniu (zdecydowanie ulomnej) analogii:
                    > mozg = komputer
                    > umysl = hardware + software
                    >
                    > Dualizm zaklada iz poza fizycznym mozgiem istnieje "cos" co jest niematerialne
                    > co w jakowys sposob z mozgiem oddzialywuje. To "cos" odpowiada za nasze wyzsze
                    > uczucia/IQ i diabli wiedza co jeszcze.
                    >
                    > Tu moge sie mylic (nie studiuje dziel Kosciola na codzien) ale jesli mnie
                    pamie
                    > c
                    > nie myli to pewne ludzkie cechy (np. zdolnosc rozrozniania pomiedzy dobrem a
                    > zlem) nie sa przez katolikow uznawane jako wywodzace sie ze swiata zwiarzat a
                    z
                    > a
                    > ceche nadana nam przez boga.

                    katolicy i nie tylko uważają, że istnieje sumienie i moralna ocena dokonywanych
                    wyborów. Poza tym ludzie chyba mają więcej przykładów na problemy z moralną
                    oceną różnych zachowań. Mam tu na myśli eutanazję, aborcję czy choćby zwyczajne
                    zrywanie kwiatków na łące. Czyżbyś proponował zwolnić wszystkich etyków i zająć
                    się baczniejszą obserwacją świata zwierząt na zasadzie "co robią zwierzęta to
                    my też możemy"??

                    > Tyle ze malpy np. maja poczucie sprawiedliwosci -> jesli za wykonanie sztuc
                    > zki
                    > malpa A dostaje banana a malpa B mniej pozadany plasterek bodajze ogorka to
                    > wkrotce malpa B rzuca eksperyment w diably i odmawia wspolpracy. Jesli malpa B
                    > zawsze dostawala ogorka a nie banana i nie widzi co dostala malpa A to malpa B
                    > jest malpa szczesliwa zdolna do wspolpracy ;-).

                    czego oczy nie widzą tego sercu nie żal :))))

                    >
                    >
                    > >żadne badania naukowe nie udowodnią istnienia duszy.
                    > Zalezy jak dusze definiujesz (btw teolodzy sa wybitnie sprawni jesli o
                    > przedefiniowania chodzi). Jesli jednak zwolennicy "hipotezy duszy" twierdza iz
                    > jedynie dusza poczucie sprawiedliwosci zawiera (przydalby sie jakis teolog na
                    > forum) to powyzsze doswiadczenie obala ta hipoteze, chyba ze dla rownowagi
                    > wyposazymy malpy w dusze.
                    > Neuroscience pewnie tradycjonalna dusze z wielu ponoc w nia wbudowanych cech
                    > obedrze.

                    I niech to zrobi, prawdziwie wierzącemu to i tak nie zaszkodzi.
                    • Gość: scept89 Re: cele naukowcow vs. innych IP: *.ljcrf.edu 24.05.05, 07:54
                      Tom napisał(a):
                      > Nie domagam się dysputy w renomowanych czasopismach, bo nie na to są one,
                      > przydałaby się jednak dyskusja na łamach jakiegokolwiek pisma, niech
                      > przynajmniej szersze grono osób wie o istnieniu takiego problemu, w końcu
                      > dotyczy on nie tylko zainteresowanych stron, ale też całe rzesze wiernych,
                      > którzy o tych sprawach nie mają zbyt dużego pojęcia.

                      Wszystko zalezy kto po obu stronach wystepuje i co chce osiagnac. Dawkins jest
                      np wojujacym ateista. Zderzanie go z wyedukowanym w ewolucji przedstawicielem
                      Kosciola chyba nie spowoduje nawrocen ani w jedna ani w druga strone.

                      >tylko nie pisz "ewolucja pracuje", ok?? :)
                      Za duzo czytania: "evolution works/does not work that way" ...

                      >jeśli ktoś zachwyci się
                      > np. tęczą jako "upuszczoną wstążką Pana Boga", to dlaczego go zaraz besztać???
                      nie ma po co kogokolwiek besztac. Kaufman pisal o religi jako o poezji (tzn ze
                      mozna traktowac wypowiedzi religijne w podobny sposob jak np "Romeo kocha
                      Julie". Tak dlugo jak traktujemy tego typu stwierdzenia wlasnie poetycko nie mam
                      nic przeciwko "Ziemia przypomina wielki rozpalony placek".

                      > katolicy i nie tylko uważają, że istnieje sumienie i moralna ocena
                      >dokonywanych wyborów.
                      etyczna/moralna ocena zachowan nie jest bynajmniej ateista obca.

                      >Czyżbyś proponował zwolnić wszystkich etyków i zająć
                      > się baczniejszą obserwacją świata zwierząt na zasadzie "co robią zwierzęta to
                      > my też możemy"??

                      Jak to ktos juz dawno zauwazyl to jak jest nie oznacza ze tak ma byc. Znajdz
                      kogos kto proponuje iz gwalty/zabojstwa obserwowalne wsrod zwierzat sa OK u
                      ludzi. Mysle ze nie ma takich poza zakladami psychiatrycznymi.

                      To o co chodzilo mi w doszukiwaniu sie zwierzecych podstaw naszego zachowania to
                      kurczaca sie wlasciwa jedynie gatunkowi ludzkiemu dziedzina zachowan. Pisalem
                      juz o poczuciu sprawiedliwosci wsrod malp. Pare innych przykladow:
                      Jesli np. prostytucja wystepuje u pingwinow (a wystepuje) to trudno argumentowac
                      iz jest to zachowanie typowo ludzkie ktore to rozpustnicy sobie wymyslili.
                      Podobnie homoseksualizm np wsrod kaczek, sloni i dziesiatek innych gatunkow nie
                      wystepuje poniewaz hedonistycznie nastawiony kaczor postanowil zakazanych owocow
                      z innym kaczorem posmakowac tylko dlatego ze w jakis sposob mozg tego kaczora
                      rozpoznaje inne kaczory (zamiast kaczek) jako obiekty plciowe.
                      Podobnie to czy pewne gatunki voles (rodzaj gryzonia, chyba nornica) tworza pary
                      na cale zycie czy tez zmieniaja partnerow zalezy od genow (receptor wazopresyny
                      V1a) a nie od tego jak dany playboy-vole kocha zycie pelne seksualnych przygod z
                      mlodziutkimi samiczkami.
                      www.bio.davidson.edu/Courses/genomics/2004/Parker/fidelity.html
                      Nie oznacza to 100% redukcjonizmu w ktorym nijakiej kontroli nad czynami my
                      ludzie nie mamy. Chodzi jedynie o biologiczna predestynacje wielu zachowan ktore
                      to czestokroc w powszechnej opinii sa "wyborem".

                      • Gość: Tom Re: cele naukowcow vs. innych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.05, 12:13
                        Pozwól, że pokuszę się o małe podsumowanie dotychczasowej dyskusji, którą
                        prowadzą w obrębie całego wątku; dołączę przy tym kilka ogólniejszych
                        spostrzerzeń. Mam nadzieję na ciąg dalszy.

                        1. Są wierzący i niewierzący, są też naukowcy i nienaukowcy. Wśród naukowców
                        odsetek niewierzących jest stosunkowo wysoki z jednej bardzo prostej przyczyny:
                        naukowcy z racji swego zawodu, są zobligowani do przedstawiania faktów, które
                        łącznie tworzą spójną całość (a przynajmniej powinny) i są powiązane licznymi
                        łańcuchami przyczynowo-skutkowymi. Jeśli ograniczymy się wyłącznie do tej
                        całości, to Bóg nam wcale nie jest potrzebny, zwłaszcza naukowcom,
                        którzy "siedzą w swej pracy po uszy" i nią żyją. Problem w tym, że właśnie ci
                        naukowcy chcą mieć też dużo do powiedzenia w sprawach religii, nie zdając sobie
                        sprawy ze swojego dyletantyzmu. Mój serdeczny kolega, który codziennie chodzi
                        do kościoła i nawet przyjmuje komunię uparcie twierdzi, że Bóg nie stworzył
                        człowieka, tylko, że człowiek powstał wyłącznie w procesie ewolucji, podobnie
                        jak każdy inny organizm na Ziemi. Zgoda, tylko po co on chodzi do komunii???
                        Oto jest pytanie!

                        2. Największy konflikt na linii naukowcy - kreacjoniści (mam tu na myśli takich
                        kreacjonistów jak Heller albo Życiński) jest wywołany sporem pomiędzy
                        pojęciem "dziania się" a "stwarzania". Naukowcy widzą tylko dzianie się, zaś
                        kreacjoniści rozpatrują dzianie się przez pryzmat ciągłego stwarzania. Tego
                        naukowcy zrozumieć nie potrafią, kreacjoniści nie potrafią im tego do końca
                        wyjaśnić i tak w kółko. Oj, chyba jeszcze długo się to kółko potoczy. Swoją
                        drogą, ciekawe, czy Hellerowi, który postuluje zniesie tegoż izolacjonizmu
                        metodologicznego, uda się coś wskórać. Na dzień dzisiejszy szczrze w to wątpię.

                        3. Odnosząc się do ostatniej części postu scepta89: już sobie wyobrażam listę
                        grzechów, które przestały być grzechami, bo mają one biologiczne
                        predestynacje... Ciekawe jak długa byłaby ta lista.
                        • Gość: scept89 grzechy a raczej cechy dusz IP: *.ljcrf.edu 25.05.05, 04:28
                          Tom napisał(a):
                          > 3. Odnosząc się do ostatniej części postu scepta89: już sobie wyobrażam listę
                          > grzechów, które przestały być grzechami, bo mają one biologiczne
                          > predestynacje... Ciekawe jak długa byłaby ta lista.

                          Pewnikiem w boczna uliczke sam sie wpedzilem. Otoz chodzilo mi glownie o
                          przyklady (znow te malpy o instynktownym poczuciu "sprawiedliwosci") iz to co
                          (przyznaje, nie czytam Katechizmu i byc moze bzdury plote tym stwierdzeniem)
                          czescia skladowa duszy przez Stworce czlowiekowi jedynie wszczepiona tylko jest
                          takze u zwierzat. Jesli takowe cechy psychiczne/zdolnosci/zachowania sa u
                          zwierzat to prosciej tlumaczyc iz od zwierzat/naszych praprzodkow je nabylismy
                          niz od Stworcy.

                          Co do listy "grzechow" wygladajacych jak nie-grzechy oczyma biologa to mozna
                          albo uznac iz psychologiczna teoria czlowieka wylozona w Bibli i interpretowana
                          wspolczesnie jest ostatecznym osiagnieciem ktorego tykac nie wolno albo uznac iz
                          tak jak np. astronomia / geologia nie zgadza sie z biblijnym opisem stworzenia
                          tak i neuroscience/biologia cos tam wspolczesnie jednak odkrywaja istotnego i o
                          istocie naszego umyslu mowiacego i ze nalezy owe odkrycia brac pod uwage a nie
                          cytatami z Bibli sie oslaniac.


                          • Gość: Tom Re: grzechy a raczej cechy dusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.05, 14:05
                            > Pewnikiem w boczna uliczke sam sie wpedzilem. Otoz chodzilo mi glownie o
                            > przyklady (znow te malpy o instynktownym poczuciu "sprawiedliwosci") iz to co
                            > (przyznaje, nie czytam Katechizmu i byc moze bzdury plote tym stwierdzeniem)
                            > czescia skladowa duszy przez Stworce czlowiekowi jedynie wszczepiona tylko
                            jest
                            > takze u zwierzat. Jesli takowe cechy psychiczne/zdolnosci/zachowania sa u
                            > zwierzat to prosciej tlumaczyc iz od zwierzat/naszych praprzodkow je nabylismy
                            > niz od Stworcy.

                            DUSZA NIE MA NIC WSPÓLNEGO Z LUDZKĄ PSYCHIKĄ ANI Z ZACHOWANIEM!!!!!
                            (przepraszam, że krzyczę)

                            Jak ktoś jest niedobrym człowiekim, nie żałuje tego, nie wierzy w Boga to po
                            śmierci, zgodnie z nauczaniem Kościoła jego dusza idzie do piekła. Już się
                            chyba prościej nie da.

                            > Co do listy "grzechow" wygladajacych jak nie-grzechy oczyma biologa to mozna
                            > albo uznac iz psychologiczna teoria czlowieka wylozona w Bibli i
                            interpretowana
                            > wspolczesnie jest ostatecznym osiagnieciem ktorego tykac nie wolno albo uznac
                            i

                            Odpowiadam cały czas z punktu widzenia chrześcijanina: przeczytaj sobie 2
                            przykazania miłości, które dał na JCh. Zgadzasz się z nimi - jest OK, nie -
                            twoja sprawa. Daj mi przykład jakich psychologicznych teorii człowieka z Biblii
                            to pogadamy.
                            • Gość: scept89 Re: grzechy a raczej cechy dusz IP: *.ljcrf.edu 25.05.05, 21:08
                              Tom napisał(a):
                              > DUSZA NIE MA NIC WSPÓLNEGO Z LUDZKĄ PSYCHIKĄ ANI Z ZACHOWANIEM!

                              moze zamiast toporami rzucac poczytajmy autorytety:
                              www.newadvent.org/cathen/14153a.htm
                              Zwroc owage na pierwsza linijke: Soul Greek psyche. Porownaj pochodzenie slowa
                              psych-ologia

                              oraz:
                              "The soul may be defined as the ultimate internal principle by which we think,
                              feel, and will, and by which our bodies are animated."
                              Dorzucmy jeszcze
                              www.newadvent.org/cathen/05749a.htm

                              Oczywiscie mozesz usiec w stwierdzenia ze dusza to taka bateria od laptopa bez
                              ktorej w/w laptop zadnej kalkulacji nie wykona ale cos mi sie zdaje ze przez
                              wieki rozumiano to inaczej i nie o tym Encyklopedia Katolicka mowi.

                              >Daj mi przykład jakich psychologicznych teorii człowieka z Biblii
                              Uwazasz ze Biblia nic o naturze zachowan ludzkich nie mowi? Tu masz np teorie
                              snow proroczych:
                              www.newadvent.org/cathen/05154a.htm
                              • Gość: Tom Re: grzechy a raczej cechy dusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.05, 12:59
                                1. Nie interesuje mnie w tym momencie etymologia pojęcia "dusza", a jedynie to,
                                co ono oznacza dla chrześcijanina. Zgadzam się, że jest wiele interpretacji
                                tego pojęcia, czasem są one bardzo różne, wydawać by się mogło, że nawet
                                sprzeczne (patrz św. Tomasz). Różnica pomiędzy duszą a psychiką jest jednak
                                zasadnicza, choćby w tym, że po śmierci do nieba/piekła/czyśćca idzie dusza, a
                                nie psychika, za którą odpowiada jak najbardziej "cielesny" mózg. Psychologów
                                nazywa się "lekarzami duszy", ale sensu "psyche", duszę, o której ja tutaj
                                mówię leczy się u spowiedzi...

                                2. Nawet na myśl by mi nie przyszło, żeby porównać duszę do baterii od laptopa.
                                Natomiast pszyszła mi namyśl inna, może bardziej odpowiednia analogia: wyobraź
                                sobie papier, na którym się drukuje faktury, są to 2 złączone ze sobą kartki.
                                Wierzchnia jest biała (oryginał), a dolna z reguły różowa (kopia). W czasie
                                drukowania wszystko, co zostanie zapisane na oryginale odbije się również na
                                kopii. Jak się pewnie domyślasz oryginał to ciało, a kopia to dusza, jedno i
                                drugie tworzą całość, nie używamy słowa oryginał, jeśli nie będziemy mieli w
                                domyśle kopii i na odwrót. jeśli oryginał zostanie zniszczony (śmierć), to
                                kopia, która została idzie do odpowiedniego segregatora :)

                                3. Co do snów proroczych, ok. w Biblii jest wiele przypadków snów proroczych,
                                np. Józefowi we śnie ukazał się anioł, który mu powiedział, żeby we trójkę
                                uciekali do Egiptu, no i uciekli, starotestamentowi prorocy mieli objawienia,
                                że nadejdzie zbawiciel, wg chrześcijan tym zbawicielem jest Jezus, a wg Żydów
                                ten zbawiceil jeszcze się nie narodził. Pytanie tylko, gdzie się w Biblii
                                zastaniawiają nad psychologicznymi mechanizmami tych snów?
                                • Gość: scept89 dusza raz jeszcze IP: *.ljcrf.edu 27.05.05, 11:35
                                  ad 1: jesli kazdy katolik wlasna wersje duszy podaje ktora to tylko w zapewne
                                  jednym sie pokrywa (dusza niesmiertelna) to ciezko o czymkolwiek gadac. Prywatne
                                  to wtedy sa poglady a nie doktryna.

                                  ad 2:
                                  dusza jako kalka psyche -> sa "drobne" problemy z tymze zapisywaniem.

                                  - blastula nie ma zycia psychicznego dlatego tez dusza takowej pewnie nieskazona
                                  zapisem w zaswiatach wedruje (bez duszy chyba nie jest sie czlowiekiem, no a
                                  skoro w/g Kosciola jest sie takim to dusza zygoty widac musi istniec). Jak
                                  wyglada zycie pozagrobowe duszy niezapisanej?

                                  - jesli np. genialny Noblista zachoruje na Altzheimera to czy zapis z duszy jest
                                  wymazywany wraz z postepem choroby czy tez nie?

                                  przejdzmy do zabawniejszych przypadkow:

                                  - monozygotyczne blizniaki -> jedna dusza co to sie wraz z zarodkiem rozdwoila?

                                  - ludzie-chimery -> dwie dusze swietnie sobie w macicy koegzystowaly az tu naraz
                                  zlaly sie zarodki. Czy osobnik-chimera jest dwuduszny czy jednoduszny?

                                  --Jesli dwuduszny i mozg pochodzi z komorek blizniaka A, to jak to sie dzieje ze
                                  dusza B spokojnie sobie zawartosc psychyki A kopiuje?
                                  • europitek Re: dusza raz jeszcze 27.05.05, 12:13
                                    Dwudusznosc, to jest to ... Kapitalne.
                      • arcykr Re: cele naukowcow vs. innych 24.05.05, 14:10
                        Gość portalu: scept89 napisał(a):

                        Kaufman pisal o religi jako o poezji (tzn ze
                        > mozna traktowac wypowiedzi religijne w podobny sposob jak np "Romeo kocha
                        > Julie". Tak dlugo jak traktujemy tego typu stwierdzenia wlasnie poetycko nie ma
                        > nic przeciwko "Ziemia przypomina wielki rozpalony placek".
                        Moim zdaniem to wcale nie jest stwierdzenie religijne.
                        • Gość: Tom Re: cele naukowcow vs. innych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.05, 14:17
                          tak to właśnie wygląda, niestety, naukowcy mają swoje, naukowe zdanie na tematy
                          religijne i choć częsciowa zmiana tego sposobu myślenia przypomina zawracanie
                          biegu rzeki...
                          • europitek Re: cele naukowcow vs. innych 24.05.05, 15:25
                            "Eksterminacja" kreacjonistow nie jest dobrym rozwiazaniem, bo choc generalnie
                            bladza, to wywoluja pewien niepokoj wsrod zadowolonych z siebie przedstawicieli
                            wspolczesnej nauki. Wyszukujac argumenty na rzecz swoich koncepcji czasami -
                            moze przypadkiem - zwracaja uwage na istotne sprawy, czego przyklady mozna
                            znalezc rowniez na tym forum.
                            • Gość: Tom Re: cele naukowcow vs. innych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.05, 19:05
                              > "Eksterminacja" kreacjonistow nie jest dobrym rozwiazaniem, bo choc
                              generalnie
                              > bladza, to wywoluja pewien niepokoj wsrod zadowolonych z siebie
                              przedstawicieli
                              >
                              > wspolczesnej nauki. Wyszukujac argumenty na rzecz swoich koncepcji czasami -
                              > moze przypadkiem - zwracaja uwage na istotne sprawy, czego przyklady mozna
                              > znalezc rowniez na tym forum.

                              tak, tak, tak, i jeszcze raz tak, tylko trzeba pamiętać, że są kreacjoniści i
                              kreacjoniści, jednym chwała za chęć dialogu, a tych drugich po prostu mi żal.
        • t0g Bóg stworzył człowieka tOg : Laskawa Pani, 23.05.05, 04:47
          A gdzie ja w swoim poscie powiedzialem, ze NIE stworzyl, prosze mi pokazac?

          Dla ludzi wychowanych na bajkach i katechizmach obrazkowych - i takich, ktorzy
          nie sa w stanie wzniesc sie ponad ten poziom - "stworzenie" musi polegac na
          tym, ze: (a) nie bylo czlowieka, (b) pojawia sie znikad Pan Bog, czyli starszy
          jegomosc z broda w bialej powloczystej szacie, robi jakies gesty rekami i
          wypowiada slowa: "Czlowieku, stan sie!" (c) w rozblysku swiatla (ewentualnie, z
          towarzyszeniem pewnych efektow akustycznych) pojawia sie goly Adam i wstydliwie
          zakrywa reka przyrodzenie.

          Wiec faktycznie, jesli ktos potrafi sobie "stworzenie" tylko tak sobie
          wyobrazic, to i dla mnie, i dla tego kogos dyskusja jest raczej strata czasu.

          Ewolucja nie jest sprzeczna z wiara w Boga i to jasno powiedzial nie kto inny,
          tylko Papiez Jan Pawel II.

          Ewolucja to tylko SPOSOB, w jaki to sie odbylo.

          Ja cos podejrzewam, ze Laskawa Pani nie jest wyznania rzymsko-katolickiego.
          Prawdopodobnie wiec nie dojdziemy ze soba do porozumienia.

          Z Uszanowaniem, t0g
          • vacia Re: Bóg stworzył człowieka 23.05.05, 20:08
            t0g napisał:
            >
            > Ewolucja nie jest sprzeczna z wiara w Boga i to jasno powiedzial nie kto inny,
            > tylko Papiez Jan Pawel II.>
            > Ewolucja to tylko SPOSOB, w jaki to sie odbylo.

            Pana kolega po fachu fizyk Robert Andrews Millikan, który otrzymał w 1923 r
            nagrodę Nobla tak się wypowiedział na temat ewolucji:
            "Załosną rzeczą jest to, iż mamy naukowców, którzy usiłują udowodnić ewolucję,
            której żaden naukowiec nigdy nie będzie w stanie udowodnić"



            >
            >
            • t0g Lakawa Pani Vaciu: prosze o inteligentniejsze... 23.05.05, 22:21
              ...argumenty.

              Millikan. laureat Nobla, powiedzial jedno osiemdziesiat lat temu, a STU
              amerykanskich noblistow powiedzialo ostatnio cos dokladnie odwrotnego, w liscie
              napisanym w kontekscie wysilkow wprowadzania kreacjonizmu do szkol
              amerykanskich w szatkach "naukowej teorii". Niech sobie Pani laskawie poszuka
              w Webie, jesli Pani chce dokladnie poznac tresc tego listu.

              Zatem Millikan zostal przeglosowany w stosunku 100:1. Ponadto, mnie sie bardzo
              nie podoba Pani kompletny brak szacunku do zmarlego Papieza Jana Pawla II. Joko
              katolik, ODMAWIAM wszelkiej dalszej dyskusji z Pania.

              Z Uszanowaniam, t0g
              • Gość: pak Re: Lakawa Pani Vaciu: prosze o inteligentniejsze IP: 82.177.83.* 23.05.05, 22:51
                Jak definiuje sie nauke? Wszyscy tu mowimy o nauce; uwzywamy skrotu myslowego
                typu, ze "z naukowego punktu widzenia...", etc.
                Jak wiec definiuje sie owa naukowosc?
                Co myslicie o takiej definicji? en.wikipedia.org/wiki/Science
                • t0g Pak, w Pani Vaci bedziesz mial doskonala partner- 23.05.05, 23:20
                  ...ke do dyskusji.

                  Ja jako szanujacy sie naukowiec w dziedzinie nauk przyrodniczych o zjawiskach
                  NADPRZYRODZONYCH dyskutowac nie mam zamiaru. Moze jakis telog by sie lepiej
                  nadawal dla Ciebie jako partner do rozmowy?
                  • Gość: pak Re: Pak, w Pani Vaci bedziesz mial doskonala part IP: 82.177.83.* 24.05.05, 07:24
                    A czy jak gdzies deklaruje chec rozmowy z szanujacym sie naukowcem t0g? Nie
                    przypominam sobie.
                    • t0g Re: Pak, w Pani Vaci bedziesz mial doskonala part 24.05.05, 10:03
                      Gość portalu: pak napisał(a):

                      > A czy jak gdzies deklaruje chec rozmowy z szanujacym sie naukowcem t0g? Nie
                      > przypominam sobie.

                      To co, to ja niby zaczalem dialog z Laskawym Panem w tym watku?! Prosze spojrzec
                      na posty, kto zaczal...
              • vacia Re: spotkała mnie przykrość od tOga 24.05.05, 12:30
                t0g napisał:

                Ponadto, mnie sie bardzo
                > nie podoba Pani kompletny brak szacunku do zmarlego Papieza Jana Pawla II.
                Joko> katolik, ODMAWIAM wszelkiej dalszej dyskusji z Pania.
                > > Z Uszanowaniam, t0g

                Oczywiście,że nie musimy dalej dyskutować, lubię dużą kulturę w rozmowie a tego
                w rozmowie z Panem, nie odczuwam, dlatego ten poprzedni mój post był krótki
                gdyż zamierzałam skończyć nim z Panem rozmowę.
                Sprostuję tylko Pana kłamstwo na mój temat, mam nadzieję, że będzie z Pana
                strony w stosunku do mnie ostatnie i to mnie pociesza.
                Otóż szanuję Papieża Jana Pawła II, natomiast Pan daje dowody braku szacunku do
                niego. Żeby szanować drugiego człowieka nie trzeba koniecznie byc katolikiem.
                Mieczysław Maliński, absolwent teologii, który poznał papieża w 1940 roku i był
                blisko niego tak o nim napisał:
                "On kochał każdego człowieka bez względu na wiarę i kolor skóry. Ta jego dobroć
                i tolerancja ciągnęła nas w górę, chciał niuporządkowany świat scalić w jedną
                rodzinę"
                Aż wstyd, że niektórzy zwolennicy papieża nie naśladują jego postępowania,
                natomiast naśladują go w tym co dobre ludzie innych wyznań.
                Obłuda oprócz agresji to jest coś czego najbardziej nie znosze na świecie.
                Żegnam Pana.
                Niepotrzebnie Pan pisze do mnie z uszanowaniem skoro naleznego szacunku mi Pan
                nie okazał.
                Takie puste pozbawione tresci słowo.


                • Gość: pak Re: spotkała mnie przykrość od tOga IP: 82.177.83.* 24.05.05, 19:59
                  Vaciu, czy nie rozumiesz, ze t0g nie chcial? Czy gdyby twoj mozg byl produktem
                  losowego procesu, jak to jest w przypadku szanujacego sie naukowca nauk
                  przyrodniczych t0g'a, czy moglby ktos mowic o jakiejs zamierzonej zniewadze
                  albo zlosliwosci?
                  Umysly ewolucjonistow sa kontrolowane przez nieco inne procesy i o tym trzeba
                  pamietac. Nie nalezy tu mowic o zamiarach a jedynie o znanej w DSP i IT regule -
                  SISO, gdyz pasuje tu znakomicie. Bycie krewnym szympansa do czegos zobowiazuje.
                  • vacia Re: spotkała mnie przykrość od tOga 25.05.05, 07:50
                    Gość portalu: pak napisał(a):

                    > Vaciu, czy nie rozumiesz, ze t0g nie chcial?

                    Już się na niego nie gniewam, bo tOg mimo swojej kariery naukowej nie rozumie
                    wielu podstawowych rzeczy. Ale Tobie dziękuję za wsparcie :-)
                    Jeśli człowiek zdobywa rozległą wiedzę obojętnie w jakiej dziedzinie a
                    jednocześnie zaniedbuje swój rozwój duchowy ,( który to rozwój duchowy
                    następuje w wyniku czytania Biblii i wprowadzania zawartych tam szlachetnych
                    zasad moralnych w życie ) to brakuje takiemu człowiekowi prawdziwej mądrości,
                    tak jakby miał wszystkie elementy puzzle a nie potrafił ich złożyć do kupy.
                    Miły Paku jestem Ci wdzięczna bo Twoje posty pocieszają moją wrażliwą duszę.
      • Gość: Ja(j) obrzydliwości t0g po francusku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.05, 16:24
        t0g napisał: t0g napisał:

        > [...] Fanatyk jest zawsze "plus
        > catolique que le
        > Pape". Zawsze bedzie wiedzial lepiej od papieza. Furda tam Papieza! Od Pana Bo
        > ga nawet bedzie
        > wiedzial lepiej.

        a vacia mu na to z grubej rury ni w 5 ni w 9:

        > [...] zasłaniasz się papieżem wtedy kiedy jest Ci
        > to na rękę. Po prostu czujesz, że nie masz racji.
        > A może byś spróbował go naśladować w wierze skoro jest dla
        > Ciebie autorytetem.

        No i widzisz t0g, z vacią się po fransusku nie da. Nie zrozumie, swoje dorobi,
        a ty zbierzesz yoby na swoją siwą głowę, posądzony o bezeceństwa
        najprzemyślniejsze. Byś po polsku napisał nie miałbyś klopotów.
        Czym sie,
        Ja(j)
      • dokowski Żadna erystyka kreacjonistom nie może pomóc 24.05.05, 11:47
        t0g napisał:

        > Kreacjonisci sa szkoleni w erystyce, tzn. sztuce dyskutowania niekonicznie
        > w taki sposob, by udowodnic swoja racje merytoryczna - ale tak, by przekonac
        > osoby obserwujae dyskusje o tym, ze sie ma racje.

        Argumenty i kontrargumenty kreacjonistów są tak głupie i żałosne, że nawet
        powierzchowna znajomość biologii i paleontologii pozwala zbijać ich argumenty
        ze śmiechem.
        • pravvdziwystarywjarus Re: Żadna erystyka kreacjonistom nie może pomóc 27.05.05, 12:27
          A jak zabraknie im argumentow ad rem, to przechodza
          do ataku ad personam, jak np. niejaki Jan Lewandowski,
          przed ktorym ostrzegam, bo to kawal chama!
    • t0g Droga Lady Godivo: cos dla Ciebie. 24.05.05, 07:25
      Wlasnie dostalem w poczcie nowy numer (czerwcowy) "Scientific American". Zaczalem, jak zwykle, od
      lektury stalego felietonu ktory pod szylem "Skeptic" pisujetam niejaki Michael Shermera.

      Felieton akurat dotyczy teorii spiskowych, ktore jak grzyby po deszczu pojawily sie po 11 wrzesnia
      2001. Ale jest tam jedno zdanie, ktore mowi o pewnym ogolnym zjawisku i wskazuje na pewien
      wspolny mianowniik w spiskowych teoriach, kreacjonizmie i paru jeszcze innych rzeczach:

      "The mistaken belief that a handful of unexplained anomalies can undermine a well-established theory
      lies at the heart of all conspiratorial thinking (as well as creationism, Holocaust denial, and the various
      crank theories of physics)."

      Moje tlumaczenie (na wypadek, jesli ktos nie lubi mowy Dzemojadow i Jankesow):

      "Bledna wiara w to, ze garsc nie znajdujacych wytlumaczenia anomalii moze podwazyc dobrze
      ugruntowana teorie, lezy u podloza wszelkiego rodzaju 'spiskowego myslenia' (jak rowniez
      kreacjonizmu, nowych "porabanych" teorii w fizycze, czy tez zaprzeczania, ze Holocaust w ogole sie
      wydarzyl)."

      Wydaje mi sie, ze jest to bardzo trafne spostrzezenie i mozna je przytaczac w dyskusjach (choc, jak
      powtarzam, moim zdaniem to najlepiej od dyskusji z kreacjonistami w ogole sie uchylac i raczej
      pozostawic spor wlasnemu biegowi - nie mam zadnych watpliwosci, ze "mechanizmy demokratyczne"
      rozstrzygna go nie po mysli kreacjonistow, tzn. zdecydowana wiekszosc wyksztalconych ludzi bedzie
      uznawac teorie ewolucji, ktora - co wazne - nie jest na dodatek w zaden sposob sprzeczna z wiara w
      Boga).

      Pozdrowienia, t0g
    • dokowski Wyjaśnia to Dawkins w książce "Ślepy zegarmistrz" 24.05.05, 11:40
      godiva1 napisała:

      > przetrwa ten, kto ma organy troche lepiej dostosowane do przetrwania

      i od razu zapominasz, co piszesz.

      > Skoro istnialy organizmy
      > bez oczu, to jak nagle pojawily sie zwierzeta z oczami?

      Nie pojawiły się "nagle", ale po organizmach z oczami byle jakimi pojawiły się
      organizmy z oczami "trochę lepiej dostosowanymi". Jak widzisz odpowiedzi na
      Twoje pytania są zawarte w Twoich wypowiedziach bardzo blisko - wystarczy tylko
      je skojarzyć.

      Nic w ewolucji nie następuje "nagle", chyba że w efekcie epidemii wymrze cała
      populacja, a jej resztki utworzą nowy gatunek - to najszybszy sposób ewolucji,
      ale jak rozumiem, nie jest on przedmiotem Twoich rozmyślań. Zresztą W "Ślepym
      zegarmistrzu" Dawkins też o nim nie wspomina, gdyż jego książka ma na celu
      wyjaśnić w jaki sposób powolne i niewielkie zmiany ewolucyjne prowadzą do
      powstania skomplikowanych narządów. Jego argumenty sprowadzają się niemal do
      czytsej matematyki - milion pokoleń może właściwie dowolnie zmienić każdy
      narząd, nawet jeśli zmiany są mikroskopijne - to tylko kwestia umiejętności
      wyobrażenia sobie ewolucyjnej skali czasu.
    • Gość: tleix Re: Ewolucja raz jeszcze - prosba o argumenty IP: 195.47.201.* 24.05.05, 12:38
      Ewolucja = mutacja? Tak pojmuję ewolucję. Oczywiście nie taka mutacja jak
      przeszły Żółwie Ninja:) ale taka na poziomie embrionalnym.
    • von-koza Kwestia czasu 24.05.05, 13:50
      Co do oka, o które się pytasz, to sprawa jest w miarę prosta. Już dosyć
      prymitywne jednokomórkowe organizmy reaguja na światło. U wilokomórkowych część
      komórek reagująca na światło zaczęła powoli "przestawiać" się głównie na tą
      funkcję. Tak w dużym uproszczeniu powstał narząd zwany okiem, powoli doskonaląc
      swoje funkcjonowanie, przechodząc w coraz to bardziej zaawansowane i w
      zalezności od potrzeb danego organizmu "warianty".
      Co zaś się tyczy ewolucji w ogóle, to trzeba ją zrozumieć w odniesienu do
      perspektywy czasu. Trudno sobie wyobrazić taki szmat czasu jak tysiąc (dla
      pojedyńczego człowieka), a co dopiero milion czy miliard lat. Istotne jest
      również to, jaki jest czas życia pojedyńczego osobnika i jego zdolność do
      reprodukcji w okreslonym odcinku tegoż czasu. Czy wiesz ile pokoleń bakterii
      (przy optymalnych warunkach) może zaistnieć w ciągu godziny? A wciągu dni czy
      lat? A przecież to własnie te prymitywne, krótkożyjące organizmy wzięły na
      siebie największy "ciężar" ewolucji (inna sprawa, ze miały też najlepsze dla
      tego procesu warunki - ostra, mutoogenna penetracja promieniami UV) Po prostu
      ewolucji nigdzie się nie spieszy, tworzy niezliczone ilości wariantów, wybiera
      najlepsze nie liczac się ze stratami i tak dalej. Jak się na to patrzy przez
      pryzmat świadomości człowieka, to rzeczywiście nie ma sensu - że niby tam
      jakiejś rybie "wyrosły" od razu nogi :)
      A tak w ogóle jeśli Cię naprawdę interesuje ten tamat to rzeczywiście najlepiej
      sięgnąć do literatury i to zaczynając od tej na szczeblu powszechnej edukacji
      (np. podręczniki z liceum), gdzie jest to wyjaśnione w miarę przyystępny sposób.
      Inna sprawa, że są pytania, na które nikt nie zna pewnej na 100% odopwiedzi,
      ale to jest chyba w tym wszystkim najciekawsze :)

      Pozdrawiam,
      von-koza
    • Gość: inna Re: Ewolucja raz jeszcze - prosba o argumenty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.05.05, 16:46
      Poczytaj sobie Hoimara von Ditfurtha po tej lekturze argumentów z pewnością ci
      argumentów nie zabraknie. Życzę miłej lektury, miejscami trudne ale warto.
    • miroslaw_krupinski Re: Ewolucja raz jeszcze - prosba o argumenty 26.05.05, 16:18
      W "River out of Eden" Dawkinsa jest to prosto wyjasnione.
      Najprostsze oko to kilka komorek, ktore reaguja na swiatlo,
      na zasadzie "jest silne swiatlo, albo go nie ma".
      Dalej mamy wiecej komorek, bardziej czulych, reagujacych
      na rozne natezenie swiatla, wreszcie prymitywne owadzie
      oczy rozpoznajace prioste ksztalty, az do oka ptasiego i dalej
      ludzkiego, a wiec rozpoznajacego kolory...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka