Dodaj do ulubionych

"przy zonie"

10.06.05, 09:07
hej
nie wiem czy byl juz taki temat, w kazdym razie nie znalazlam. jesli sie
powtarzam - przepraszam.
Czestym zjawiskeim jest mezczyzna-naukowiec podozujacy po swiecie z
zona-nienaukowcem. Czy czesto spotykacie odwrotna sytuacje? Co w sytuacji gdy
to kobieta zajmuje sie nauka, facet nie, a w jego zawodzie trudno szukac pracy
gdzies poza Polska?
Obserwuj wątek
    • kot.behemot Re: "przy zonie" 10.06.05, 09:56
      > Co w sytuacji gdy
      > to kobieta zajmuje sie nauka, facet nie, a w jego zawodzie trudno szukac pracy
      > gdzies poza Polska?

      A co ma być? Zapewne pierze, gotuje, sprząta, bo nauka to zajęcie na cały etat.
      A nawet półtora. :)
    • bromboosia Re: "przy zonie" 10.06.05, 11:50
      noooo.... coz...wlasnie to przerabiam. Ja siedze w labie, a on - hmm pewnie
      jeszcze spi, a moze umyl naczynia, zrobil zakupy albo oglada TV. Narazie trwa
      to tydzien i predzej czy pozniej bedzie musialo sie zmienic bo moznaby tak
      zwiariowac a przeciez nie o to chodzi. Na dodatek mi tez ciezko sie skupic na
      pracy i juz z pewnoscia nie siedze tutaj tyle ile siedzialam zanim "niemaz"
      przyjechal zeby "zyc przy niezonie". Ciezko jest i tyle, a moze byc jeszcze
      gorzej. Jak ktos ma jakies pomysly jak pomoc tej drugiej osobie sie
      zaaklimatyzoac i znalezc "cos dla siebie" zeby nie byc tylko dodatkiem
      do "naukowca"... fajnie by bylo uslyszec jak Wy sobie to zorganizowaliscie!
      • ex-rak Re: "przy zonie" 10.06.05, 11:57
        Moze au pair?

        Bylo tu takie jedno ogloszenie.


        P.S. Nie traktowac mnie powaznie, robie schizofreniczna biblioteke.
        Behemot wie czym to grozi.
        • ex-rak Re: "przy zonie" 10.06.05, 13:14
          Dobra teraz bardziej powaznie.

          Nas ten problem tez dopadal. Poniewaz moja zona jest chemikiem, wiec poprosilem
          mojego profesora czy nie mogla by brac udzialu w pracach na ''pol-etatu'' jako
          woluntariusz. Bartek szedl do szkoly, a moja malzonka w tym czasie robila
          syntezy polproduktow w duzych projektach syntetycznych np. rapamycyna, lub
          syntetyzowala zwiazki biologicznie czynne, zamowione przez uniwersytecki
          szpital.


          • bromboosia Re: "przy zonie" 10.06.05, 13:33
            no to mieliscie troche szczescia. W moim przypadku to ja jestem naukowcem, a
            moj niemaz...absolwentem szeroko pojetego "zarzadzania". Problem w tym, ze
            przez najblizsze kilka lat bedziemy mieszkac w Szwecji, a tutaj taki zawod bez
            znajomosci szwedzkiego jest ciezki do zdobycia. W labie go wiec nie zatrudnie,
            choc obserwujac umiejetnosci niektorych nowoprzyjetych, to mysle ze mialby
            spore szanse :-) Tak czy siak. Zostaje nam zawsze nurkowanie, ktorego jest
            insturktorem... :-) trzymajcie kciuki i jak macie jakies pomysly - ozloce
            kazdego!
            • matya Re: "przy zonie" 10.06.05, 13:41
              o rany, Bromboosia, to podobnie u mnie. z tym ze moj niemaz nie jest
              instruktorem zadnych sporow eksteremalnych i poza "szeroko pojetym
              zarzaadzaniem" nic wiecej nie robil...
          • matya Re: "przy zonie" 10.06.05, 13:36
            no ale ex-raku, taka sytuacja jak Twoja jest znacznie czesciej obserwowana i,
            rzeklabym, spolecznie akceptowana: mezczyzna zajmuje sie nauka a kobieta przy
            mezu. ale mi chodzi o odwrona. pytam, bo wczoraj mialam bardzo nieprzyjemna
            rozmowe telefoniczna z moim Kochanie. ja jestem teraz na posdocu w Szwecji a on
            zostal w Lodzi. i nie odrzucam myli zeby na dluzej lub na zawsze wyjechac z
            Polski, jest to do przemyslenia. Jednak on sobie nie wyobraza takiej sytacji...
            • true_blue Re: "przy zonie" 10.06.05, 14:12
              Ale przeciez moze cos studiowac, prawda? Moze moglby jakos doksztalcic sie w
              czyms unijnym? Zastanowcie sie nad taka opcja.
              Jak ja bym chciala byc w Lodzi....
              Natomiast jesli chodzi o sytuacje czesciej obserwowane to poki co moze tak jest,
              ale poniewaz coraz czesciej kobiety maja bardzo sprecyzowane plany co do swojej
              pracy chyba bedzie wypracowac jakis model rodziny z pracujaca zona :-)
              Pozdr.
            • ex-rak Re: "przy zonie" 10.06.05, 15:50
              Co Wy z ta spoleczna akceptacja?

              To tylko bycie na ''bezrobotnym'', zajmowanie sie domem, a nie pedofilia czy
              handel narkotykami.

              Kobieta moze, to czemu facet nie.

              Szwecja ma chyba otwarty rynek pracy dla Polakow, wiec moze byc instruktorem
              nurkowania, moze zaczac szukac czegos zwiazanego ze swoim kierunkiem np. jakis
              staz, woluntariat, aby zdobyc doswiadczenie i szlifowac komunikowanie. Kursy
              szwedzkiego tez dobry pomysl. Granie na gieldzie w Sztokholmie to nastepna
              propozycja. Bardzo rozrywajaca. Uniwersytecki klub tenisowy? Wspinanie skalkowe?

              U mnie to przypadek, ze ja mam prace, a zona wlasna firme. Rownie dobrze
              mogloby byc odwrotnie. Wyjezdzalbym sobie kilka razy do roku w Himalaje i tam
              pisal forumowe epopeje.
              • bromboosia Re: "przy zonie" 10.06.05, 16:19
                nie chce byz rozumiania w ten sposob ze narzekam i nie widze zadnych
                mozliwosci. Jest ich sporo chocby te, ktore wymienil ex-rak. To nie tak, ze
                sytuacja jest beznadziejna, tylko ze trzeba sie w niej odnalezc. Jest tez
                oczywiscie kwestia finansowa, bo ja bardzo sie ciesze jesli moj facet robi co
                lubi i niech sie rozwija w czym chce i jak chce, ale za tym ida pieniadze.
                Wiem, ze najpierw trzeba je wlozyc w edukacje, zeby potem zbierac owoce, tylko
                jak to zrobic zyjac we dwojke z jednej pensji doktoranckiej w kraju o
                najwyzszych podatkach i pieciokrotnie wiekszych cenach niz w POlsce?? Poprostu
                na dluzsza mete trzeba znalesc nie tylko "zajecie" zeby nie siedziec w domu,
                ale takze prace i pieniazki. Anyway - wlasciwie to chyba zawsze sie cos
                znajdzie, tylko trzeba szukac i miec pomysly - wlasnie dlatego pytam Was.
                Milego weekendu jade do domu pomoc tluc kotlety na obiad :-)
                • ex-rak Re: "przy zonie" 10.06.05, 18:18
                  No cale szczescie. A juz sie przerazilem, ze to o kondycje psychiczna i
                  poczucie meskosci twojego, sprowadzonego do roli tluczka do schabowych
                  kotletow, meza chodzi. Uff, oddycham z ulga.

                  To moze doktoracik w jakies deficytowej dziedzinie?
              • matya Re: "przy zonie" 10.06.05, 17:30
                eeech, dzis jestem w zdecydowanie pesymistycznym nastroju, rozwalila mnie
                psychicznie ta wczorajsza rozmowa...
                • koekast Re: "przy zonie" 10.06.05, 17:49
                  Trzeba kombinowac zeby zona/maz nie dostali kota (sorry behemot ;) )siedzac
                  sami
                  w domu - lekko nie jest, ale jakas nadzieja i pomysly zawsze sa.
                  Zycie w dwie osoby z jednej pensji postdokowej nie pozwala na luksusy,
                  ale jakos sie wyzyc da, prawda?
                  Mozna sobie ustalic jakis dlugoterminowy plan, w razie czego plan B
                  i go realizowac.
                  A co do tego Twojego chlopaka matya to niech sie zastanowi
                  np gdzie moze sie lepiej rozwijac. No chyba, ze w PL ma jakies naprawde
                  fantastyczne warunki... Ale i tak sie powinien zastanowic co jest
                  najwazniejsze...
    • staua A moze 10.06.05, 18:13
      sprobowac na poczatek dowiedziec sie o jakis wolontariat przy ambasadzie lub osrodku polskim? A
      moze w jakiejs miedzynarodowej firmie, albo w strukturach unijnych?
    • czajek76 Re: "przy zonie" 11.06.05, 00:17
      Jedno tylko powiem - nie rozstawajcie sie na dluzej niz kilka miesiecy.
      Chocbyscie mieli klepac biede. Takie zwiazki wytrzymuja bardzo rzadko, wiem to
      z doswiadczenia (cudzego na szczescie).
      My mielismy trudna decyzje do podjecia - moja zonka zrezygnowala z pracy i
      kariery w Polsce i pojechala w nieznane. Bylo to ogromne poswiecenie z jej
      strony i na poczatku byla bardzo sfrustrowana, mimo (a moze wlasnie dlatego) ze
      nie pokazywala tego po sobie.
      Malzonek musi sie zajac czyms konstruktywnym - na poczatek najlepiej nauka
      narzecza tubylcow. Ale potem stopniowo trzeba myslec o zajeciu. Mysle ze
      pierwsze pare miesiecy mozna sobie dac na luz, a potem myslec o znalezieniu
      pracy (sugestie Stauy jak najbardziej trafne). Niestety - prawda jest tak ze
      trzeba ciezko pracowac i praktycznie budowac swoja kariere od zera. Niektorym
      to nie pasi, ale takie jest zycie - w koncu widzialy galy co braly ;)

      Na koniec pochwale sie moja Zonka - po okolo miesiacu od otrzymania pozwolenia
      (7 miesiecy od przyjazdu) i po wyslaniu 99 cv dostala prace w swoim zawodzie :)
      Pracuje w biurze rachunkowym i jest bardzo zadowolona. Nie wspominajac ze
      dochod nam sie podwoil :)))
      • staua Re: "przy zonie" 11.06.05, 03:02
        Gratulacje dla Marge :-)
        I to jest wlasnie dobry przyklad. Trzeba przede wszystkim zaczac sie aktywnie rozgladac, szukac
        czegos, co bedzie interesujace, na pewno sie uda!
        Czajek, a propos, przeczytalam Twoj post w watku o powrocie (tym ktory byl na poczatkowej stronie
        forum), bardzo mi sie podoba Twoj punkt widzenia, szczegolnie to, ze American Dream to nie musi
        koniecznie byc zdobywanie dobr materialnych (jak sie czesto imigrantom wydaje), a realizacja swoich
        marzen! (to tak na marginesie, ale na Polonii nie pisze z zasady, a chcialam Ci pokibicowac)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka