Dodaj do ulubionych

Stan nauki - obsmiałem się jak norka

16.12.05, 00:27
Różności się czyta, różności się widzi. Wykładowcy widzą, jak coraz gorsze
tumany przychodzą na studia, a dziekani każą obniżać poziom. Nauczyciele
widzą, że współcześni "maturzyści" nie mieliby szansy na maturze sprzed 20
lat. Przeczytać można, że nie dałoby się po prostu wznowić dzisiaj programu
Apollo, bo ludzie znający odpowiednie procedury cieszą się zasłużoną
emeryturą. Promy kosmiczne, zaprojektowane 30 lat temu, sypią się, a
"inżynierowie" nie potrafią zaprojektować piankowej izolacji termicznej, żeby
nie odpadała. Dzisiaj znowu zrobiło mi się wesoło:
www.cnn.com/2005/TECH/space/12/15/silver.dart/index.html
"Sheerin's Silver Dart program is separate from his Canadian Arrow effort to
use a proven V2 rocket design to build a three-person rocket ship for
suborbital flights."
Buuhahaha. Von Braun siedzi gdzieś na chmurce razem z sobie współczesnymi
naukowcami i inżynierami i się zastanawia, do czego ta "cywilizacja" dąży. Ja
też się zastanawiam, do czego doprowadzi zastąpienie inteligencji i solidnego
wykształcenia naukowców "komputeryzacją", różnymi tam "good manufacturing
practices" i podobnym voodoo.
Obserwuj wątek
    • Gość: popiera Re: Stan nauki - obsmiałem się jak norka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.05, 01:25
      Do zasranej całki trzeba prymusa. równań różniczkowych, to nawet na olimpiadach
      się nie rusza, a o tych cząstkowych to już nawet ci wykładowcy nic nie wiedzą
      (no, przesadzam - pamiętają standardowy problem studzenia pręta, a ci z
      elektryki - długiego druta, to już koniec - resztę tego typu zagadnień
      rozwiązują górale... w swej tęgiej pale).

      Jeszcze bym coś rzekł, ale zima idzie...
      • europitek Re: Stan nauki - obsmiałem się jak norka 16.12.05, 04:28
        "Pocieszę" Was - tak jest nie tylko z matematyką, jak piszecie. Nauki
        humanistyczne też potrafią człeka zadziwić.
        • zy.wa.go Ekonomiści też sa dobrzy 16.12.05, 12:34
          To jest poczatek habilitacji prof. dr-a hab Andrzeja Szplita z Akademii
          Swietokrzyskiej w Kielcach. Pełni on funkcję zastepcy dyr. Inst. Zarzadzania ds
          nauki. Ta habilitacja podobno wzbudziła duze zainteresowanie fachowców
          (ekonomistów) i nie była polityczna.

          >>Vorwort
          Die Beschluesse und Materialien des XI. Parteitages der SED, des X. Parteitages
          der PVAP sowie des XXVII. Parteitages der KPdSU verdeutlichen erneut; Der
          Hauptweg der weiteren Gestaltung der sozialistischen Gesellschaft ist
          gekennzeichnet von der Einheit von Wirtschafts- und Sozialpolitik. Von der
          Beherrschung dieses Wechselvarhaeltisses und der sich insbesondere aus der
          revolutionären Entwicklung der Produktivkräfte ergebenden wachsenden
          Komplexität des volkswirtschaftlichen Reproduktionsprozcese hängt es ab, in
          welchem Masse die Ziele, zur weiteren Erhöhung des materiellen und geistig-
          kulturellen Lebensniveaue der Bevölkerung auf der Grundlage eines
          kontinuierlichen und hohen Wirtschaftswachstums erreicht werden können.
          Die Wohnungspolitik ist ein wesentlicher Bestandteil der Sozialpolitik des
          sozialistischen Staates. Wohnungsbeduerfnisse auf sozialistische Weise zu
          befriedigen und sozialistische Wohnverhältnisse zu schaffen heißt gleichermaßen
          auch, gesellschaftliche Bedingungen zu gestalten.<<

          A można to przetłumaczyć następująco:

          „Przedmowa. Postanowienia i materiały XI zjazdu SED, X zjazdu PZPR jak również
          XXVII zjazdu KPZR dobitnie przypominają (ponawiają):
          Główna droga (sposób) dalszego kształtowania socjalistycznego społeczeństwa
          jest scharakteryzowana przez jedność polityki gospodarczej i socjalnej. Od
          opanowania tych zmieniających się stosunków i wynikłej z otrzymywanego w
          szczególności z rewolucyjnego rozwoju sił produkcyjnych rosnącej złożoności
          ludowo –gospodarczych (spółdzielczych) procesów reprodukcyjnych zależy w jakim
          zakresie mogą zostać osiągnięte cele dalszego wzrostu materialnego i duchowo
          kulturalnego poziomu życia ludności na bazie ciągłego i wysokiego wzrostu
          gospodarczego.
          Polityka mieszkaniowa jest jedną z istotniejszych części składowych polityki
          socjalnej socjalistycznego państwa. Zaspakajać na socjalistyczny sposób
          potrzeby mieszkaniowe i tworzyć socjalistyczne stosunki mieszkaniowe oznacza
          również tworzyć [odpowiednie] warunki społeczne.”

          A to jest życiorys Pana profesora zamieszczony w książce "Leksykon
          Przedsiębiorcy", której był redaktorem naukowym.

          Szplit Andrzej odgrywa poważną rolę wśród grona współczesnych ekonomistów i
          > działaczy zajmujących się problematyką organizacji i zarządzania.
          > Urodził się 3 listopada 1942 r. W Kielcach w rodzinie inteligenckiej. Tutaj
          > wychowywał się i ukończył szkołę średnią.

          W 1984 r. Odbył 5 miesięczny staż naukowy w Uniwersytecie w Lipsku, gdzie
          > napisał „Studium o finansach w budownictwie”. Praca ta zrodziła się
          > pod
          > wpływem niedoskonałości zarządzania mieszkalnictwem w systemie nakazowo-
          > rozdzielczym i była wstępem do przygotowywanej ogólnej teorii efektywności i
          > rozwoju tego działu gospodarki.
          > Dzięki znajomości języków obcych i dużemu dorobkowi naukowemu otrzymał
          > stypendium habilitacyjne w Hochschule fuer Oekonomie w Berlinie, gdzie
          > powstała obszerna praca habilitacyjna pod charakterystycznym dla tego okresu
          > tytułem: „Porównywalne badania efektywności inwestycji mieszkalnictwa w
          > krajach europejskich”. Był pierwszym Polakiem, który na tej berlińskiej
          > uczelni zdobył tytuł doktora habilitowanego nauk ekonomicznych.
          > Andrzej Szplit w pracy habilitacyjnej wykazał nie tylko ogrom erudycji i
          > zdolności pisarskich, ale również dowiódł, że jest ekonomistą samodzielnym i
          > zwolennikiem efektywnej gospodarki rynkowej. Przeciwstawiając się przeżytkom
          > centralnego zarządzania i planowania opowiedział się za rozwojem własności
          > prywatnej w budownictwie, zarówno w mieście jak i na wsi.
          > W czasie pobytu na stażu i stypendium habilitacyjnym w Niemczech wykładał na
          > Uniwersytecie w Lipsku, w Hochschule fuer Oekonomie w Berlinie i Hochschule
          > fuer Technik und Wirtschaft w Mittweidzie.

          Jest optymistą i ma duże poczucie humoru. Dla przedsiębiorczych rodaków
          w
          > warunkach gospodarki rynkowej upatruje ogromne możliwości rozwoju.


      • maksimum Stan nauki - obsmiałem się jak norka POLSKA vs USA 16.12.05, 18:59
        Gość portalu: popiera napisał(a):

        > Do zasranej całki trzeba prymusa. równań różniczkowych, to nawet na
        >olimpiadach się nie rusza,

        W szkolach srednich w USA robia to uczniowie 16-17 letni.
        • Gość: zenon Re: Stan nauki - obsmiałem się jak norka POLSKA v IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.12.05, 23:32
          > > Do zasranej całki trzeba prymusa. równań różniczkowych, to nawet na
          > >olimpiadach się nie rusza,
          >
          > W szkolach srednich w USA robia to uczniowie 16-17 letni.

          Wątpię w to - chyba że jakieś trywialne przypadki - liniowe jednej zmiennej,
          itp.

          Analizy funkcji zespolonej nie wykładało się i nie wykłada prawie wcale (w
          Polsce), a to przecież podstawa dla każdego konstruktora.
          Pewnie to jest przyczyną tych potworków: 'samochody' - syrenka, warszawa,
          maluch; samolocik iryda, czołgi zabawki (twardy to 1/8 'realnego' czołgu).
          • stefan4 Re: Stan nauki - obsmiałem się jak norka POLSKA v 19.12.05, 02:00
            > Do zasranej całki trzeba prymusa. równań różniczkowych, to nawet na
            > olimpiadach się nie rusza,

            > W szkolach srednich w USA robia to uczniowie 16-17 letni.

            zenon:
            > Wątpię w to - chyba że jakieś trywialne przypadki - liniowe jednej zmiennej,
            > itp.

            Nawet tyle w USA nie ma, chyba że w jakiejś szkole dla wyjątkowych geniuszy.
            Nie mogę wykluczyć, że takie szkoły tam istnieją. Zwykły absolwent
            amerykańskiej szkoły średniej (high school) zapisujący się na studia na kierunek
            informatyki; ma poważne trudności z pojęciem funkcji (np. nie daje sobie
            wytłumaczyć, że
            f(x) =df= x+1 i
            g(y) =df= y+1
            to ta sama funkcja); nie potrafi podstawić znanego wyrażenia do znanego wzoru za
            znaną zmienną (np. wiekszość z nich można dobić zadaniem
            ,,jeśli f(x) =df= x^2+x+1 to ile to jest f(f(x))?'');
            nigdy nie widział dowodu żadnego twierdzenia itp. Całki i równania różniczkowe
            Amerykanie pozostawiają chińskim imigrantom.

            - Stefan

            www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
            • Gość: sceptyk Miedzynarodowe testy - czy ktos cos wie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.05, 02:24
              Pare lat temu czytalem o tescie z matematyki przeprowadzonym wsrod uczniow
              losowo (z tego co pamietam) wybranych szkol srednich w dwudziestu kilku
              panstwach. Najlepsi byli chyba uczniowie finscy i wegierscy; polscy znalezli
              sie gdzies w srodku "peletonu", jednak za uczniami amerykanskimi.

              Czy ktos moze pamieta cos wiecej na temat tego testu (i podobnych)
              • maksimum Re: Miedzynarodowe testy - czy ktos cos wie? 19.12.05, 04:37
                Gość portalu: sceptyk napisał(a):

                > Pare lat temu czytalem o tescie z matematyki przeprowadzonym wsrod uczniow
                > losowo (z tego co pamietam) wybranych szkol srednich w dwudziestu kilku
                > panstwach. Najlepsi byli chyba uczniowie finscy i wegierscy; polscy znalezli
                > sie gdzies w srodku "peletonu", jednak za uczniami amerykanskimi.
                >
                > Czy ktos moze pamieta cos wiecej na temat tego testu (i podobnych)

                Szkolnictwow USA jest bardzo zroznicowane,ale zdecydowanie na duzo wyzszym
                poziomie niz w EU.
                Przecietny 17-letni uczen w Stuyvesant High School zagina studenta Polit
                Warszawskiej jak chce i kiedy chce.
                www.stuy.edu/about/
              • stefan4 Re: Miedzynarodowe testy - czy ktos cos wie? 19.12.05, 13:04
                sceptyk:
                > Pare lat temu czytalem o tescie z matematyki przeprowadzonym wsrod uczniow
                > losowo (z tego co pamietam) wybranych szkol srednich w dwudziestu kilku
                > panstwach. Najlepsi byli chyba uczniowie finscy i wegierscy; polscy znalezli
                > sie gdzies w srodku "peletonu", jednak za uczniami amerykanskimi.
                >
                > Czy ktos moze pamieta cos wiecej na temat tego testu (i podobnych)

                Niestety nie wiem nic o takich testach. Wątpie również w możliwość ich
                rzetelnego przeprowadzenia wg jakichś sensownych kryteriów, to jest przecież
                sprawa silnie polityczna.

                W mojej opinii opieram się tylko na tym, co rzuciło mi się o oczy w czasie
                dwuletniego nauczania na uniwersytecie stanowym na Middle Weście. Zwyczajnie
                rozglądajac się wokół, człowiek spostrzega pewne różnice; np.
                (1) w USA jest więcej murzynów niż w Polsce;
                (2) stan wiedzy o świecie (o zagranicy) jest wśród Amerykanów niższy niż wśród
                Polaków;
                (3) przygotowanie matematyczne absolwentów amerykańskich high schools jest
                gorsze niż polskich liceów ogólnokształcących i techników;
                (4) znajomość języków obcych wśród rodowitych Amerykanów (nie imigrantów) jest
                słabsza niż wśród Polaków (niektórzy rodowici Amerykanie trochę znają hiszpański);
                (5) w USA jest znacznie więcej osób o monstrualnej otyłości niż w Polsce.
                Uporządkowałem te przypadkowe obserwacje wg ,,siły rzucania się w oczy''. To
                znaczy bardziej mi się rzuciło w oczy, że Amerykanie nic nie wiedzą o świecie
                niż że Amerykanie nie znają matematyki. Ale bardziej się rzuciło, że nie znają
                matematyki, niż że nie znają jezyków.

                Powtarzam, że to jest tylko moje osobiste wrażenie; tyle że potwierdzone przez
                kilku innych polskich wykładowców na amerykańskich uniwersytetach. Ale nie stoi
                za nim żadne systematyczne badanie.

                - Stefan

                www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                • stefan4 Re: Miedzynarodowe testy - czy ktos cos wie? 19.12.05, 13:14
                  stefan4:
                  > W mojej opinii opieram się tylko na tym, co rzuciło mi się o oczy w czasie
                  > dwuletniego nauczania na uniwersytecie stanowym na Middle Weście.

                  Coś dzisiaj wszędzie wtykam dodatkowe ,,l''. Oczywiście chodzi o MIDWEST.
                  Przepraszam.

                  - Stefan

                  www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                  • europitek Re: Miedzynarodowe testy - czy ktos cos wie? 19.12.05, 14:05
                    Zdaje się, że Maksimum, jak zwykle "idąc na maksa", potwierdza opinię o
                    "chińskiej specjalności", pisząc, o tych 30% w klasie jego dziecka (post trochę
                    niżej). Nie zauważył, że ta wielkość pokazuje ogromną nadreprezentację
                    Chińczyków w tej szkole - no chyba, że jest ich w USA jakieś 70-80 milionów.
                    • maksimum NADREPREZENTACJA CHINCZYKOW NA MAKSA 20.12.05, 02:55
                      europitek napisał:

                      > Zdaje się, że Maksimum, jak zwykle "idąc na maksa", potwierdza opinię o
                      > "chińskiej specjalności", pisząc, o tych 30% w klasie jego dziecka (post
                      trochę
                      > niżej). Nie zauważył, że ta wielkość pokazuje ogromną nadreprezentację
                      > Chińczyków w tej szkole - no chyba, że jest ich w USA jakieś 70-80 milionów.

                      Na Florydzie ich bardzo niewielu widzialem i az sie zdziwilem,ze znalazlem
                      chinska restauracje.W San Diego tez ich jak ze swieca szukac.
                      Ale w NYC jest ich cala kupa.Mozna smialo powiedziec nadreprezentacja.
                      Wsrod rolnikow amerykanskich tez jest malo chinskiego pochodzenia,wiec stawiam
                      na to ze nadreprezentuja swoja rase w NYC i SF.
                      W Pensylwanii nie widzialem do tej pory ani jednego,ale widocznie nie mialem
                      szczescia i ja bardziej jezdze w ta Pensylwanie,gdzie byl "Deer Hunter" krecony.
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15&w=32957442&a=33348345
            • maksimum Stan nauki - obsmiałem się jak norka POLSKA v USA 19.12.05, 04:24
              stefan4 napisał:

              > > Do zasranej całki trzeba prymusa. równań różniczkowych, to nawet na
              > > olimpiadach się nie rusza,
              >
              > > W szkolach srednich w USA robia to uczniowie 16-17 letni.
              >
              > zenon:
              > > Wątpię w to - chyba że jakieś trywialne przypadki - liniowe jednej zmienn
              > ej, itp.

              Pojecia nie masz o szkolnictwie w USA.
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=427&w=4419965
              Juz w podstawowce zaczyna sie selekcja.Najlepsze dzieci,a jest to zazwyczaj
              jeden najlepszy uczen w klasie idzie w polowie roku na egzamin i zalapuje sie
              albo nie do specjalnych klas dla uzdolnionych.
              Moja corka jest w takiej klasie w podstawowce.
              Moj syn zostal wlasnie przyjety to jednej z najlepszych J.H. w NYC a mozesz
              mnie wierzyc ,ze selekcja jest tu bardzo ostra.O przyjeciu do J.H. decyduja
              wyniki z testow z podstawowki.
              Nie dosc,ze jest w klasie muzycznej,to jego klasa jest najlepsza w szkole.
              Juz w J.H. jest podzial na trzy kierunki nauczania:
              1-Scisle matematyczna
              2-Global(prawo,bankowosc itd)
              3-Art
              Podstawowy program jest taki sam w kazdym z tych kierunkow,ale w (1) jest
              wiecej matematyki.W kazdym kierunku sa klasy muzyczne.
              Na 9 klas jest po 3 w kazdym kierunku i z tych trzech jedna jest muzyczna.
              W klasie muzycznej cala klasa jest orkiestra.Syn w podstawowce gral na perkusji
              a teraz w J.H. gra na trabce.
              W klasa nie muzycznych ,zamiast muzyki maja inne przedmioty.
              Do H.S. trzeba juz zdawac egzaminy-TAKA JEST KONKURENCJA.
              Na podstawie wynikow egzaminow student jest kierowany do szkoly na jego
              poziomie.
              Oczywiscie wpisuje sie 1-st,2-nd,3-rd choice,a odpowiedz dostaje sie zgodna z
              wynikiem egzaminow.

              > Nawet tyle w USA nie ma, chyba że w jakiejś szkole dla wyjątkowych geniuszy.

              Tu 11 letnie dzieci w J.H. juz sa posegregowane.
              Nie ma tej przypadkowosci,ktora byla jeszcze kilka lat temu.

              > Nie mogę wykluczyć, że takie szkoły tam istnieją.

              To nawet madrze z Twojej strony.

              > Zwykły absolwent
              > amerykańskiej szkoły średniej (high school) zapisujący się na studia na
              kierunek
              > informatyki; ma poważne trudności z pojęciem funkcji (np. nie daje sobie
              > wytłumaczyć, że
              > f(x) =df= x+1 i
              > g(y) =df= y+1
              > to ta sama funkcja); nie potrafi podstawić znanego wyrażenia do znanego wzoru
              >za znaną zmienną (np. wiekszość z nich można dobić zadaniem
              > ,,jeśli f(x) =df= x^2+x+1 to ile to jest f(f(x))?'');

              A kiedy ostatni raz miales do czynienia z normalnym uczniem szkoly sredniej np
              w NYC ?
              Zalozmy,ze wykluczysz polskie getta w NYC.

              > nigdy nie widział dowodu żadnego twierdzenia itp. Całki i równania
              >różniczkowe Amerykanie pozostawiają chińskim imigrantom.

              W tej klasie ,w ktorej jest syn,jest tylko 30% Chinczykow,a zdecydowana
              wiekszosc to biali.
              Pojecie o amerykanskim szkolnictwie masz mniej wiecej sprzed 20 lat.

              > - Stefan
    • maksimum Stan nauki - obsmiałem się jak norka W POLSCE 16.12.05, 17:44
      kot.behemot napisał:

      > Różności się czyta, różności się widzi. Wykładowcy widzą, jak coraz gorsze
      > tumany przychodzą na studia, a dziekani każą obniżać poziom.

      A moze pojdziesz krok dalej i wytlumaczysz DLACZEGO tak sie dzieje?
      Przy oficjalnym bezrobociu 18%,gdyby sie tym tumanom nie pozwolilo studiowac,to
      bezrobocie wzrosloby do 25% ,a ze to sa mlodzi i nie bardzo myslacy ludzie,to
      pozostawieni poza uczelniami zaczeliby rozruchy wywolywac.

      > Nauczyciele
      > widzą, że współcześni "maturzyści" nie mieliby szansy na maturze sprzed 20
      > lat.

      Caly czas piszesz o Polsce,gdzie w ciagu kilku lat ilosc studentow wzrosla
      ponad 3-krotnie.
      Wiadomo,ze jak ilosc studentow rosnie,to poziom musi sie obnizac dramatycznie.
      To zjawisko naglego wzrostu studentow nie dotyczy USA,lecz POLSKI.
      Nauka w USA ma sie lepiej niz kiedykolwiek przedtem.

      > Przeczytać można, że nie dałoby się po prostu wznowić dzisiaj programu
      > Apollo, bo ludzie znający odpowiednie procedury cieszą się zasłużoną
      > emeryturą.

      Tu to juz sam przerosles swoja glupote.
      Podaj mnie jeden powod,dla ktorego mianoby wznawiac program Apollo???
      Bylo ,minelo i odeszlo do historii.
      To bylo zrobione wielkimi kosztami dla szpanu,zeby ludzi podniesc na duchu i
      tak samo robia to teraz Chinczycy.
      Czy jesli kolo zostalo wynalezione raz,to trzeba je jeszcze raz wynajdowac?


      > Promy kosmiczne, zaprojektowane 30 lat temu, sypią się, a
      > "inżynierowie" nie potrafią zaprojektować piankowej izolacji termicznej, żeby
      > nie odpadała.

      Jeden lot starym promem kosztuje 500 mln doll. i sa one bez sensu,bo nic nowego
      nie wnosza do nauki.
      A moze Ty zaplac za te loty,to wtedy i pianka sie znajdzie i prom bedzie
      inaczej wygladal.
      To sa ogromne pieniadza,ktorych rozsadny prezydentnie chce wydawac,ale kupe
      ludzi usadowilo sie wygodnie w NASA i chcialoby doic mleczna krowe,czyli takich
      jak ja podatnikow.

      > Dzisiaj znowu zrobiło mi się wesoło:
      > www.cnn.com/2005/TECH/space/12/15/silver.dart/index.html
      > "Sheerin's Silver Dart program is separate from his Canadian Arrow effort to
      > use a proven V2 rocket design to build a three-person rocket ship for
      > suborbital flights."
      > Buuhahaha. Von Braun siedzi gdzieś na chmurce razem z sobie współczesnymi
      > naukowcami i inżynierami i się zastanawia, do czego ta "cywilizacja" dąży. Ja
      > też się zastanawiam, do czego doprowadzi zastąpienie inteligencji i solidnego
      > wykształcenia naukowców "komputeryzacją", różnymi tam "good manufacturing
      > practices" i podobnym voodoo.

      Zupelnie nie zrozumiales o co chodzi.
      To jest prywatna grupa,ktora chce sie zajac wozeniem klientow w kosmos za
      pieniadze.
      To niech sobie ich woza,ale nie za pieniadze amerykanskiego podatnika.
      • kot.behemot Re: Stan nauki - obsmiałem się jak norka W POLSCE 16.12.05, 20:23
        > Tu to juz sam przerosles swoja glupote.
        > Podaj mnie jeden powod,dla ktorego mianoby wznawiac program Apollo???

        Naucz się 1. pisać z elementarnym respektem, 2. poprawnym językiem ("podaj
        mnie"), to może znajdę powód, żeby z Tobą podyskutować.
        • maksimum Re: Stan nauki - obsmiałem się jak norka W POLSCE 17.12.05, 02:32
          kot.behemot napisał:

          > > Tu to juz sam przerosles swoja glupote.
          > > Podaj mnie jeden powod,dla ktorego mianoby wznawiac program Apollo???
          >
          > Naucz się 1. pisać z elementarnym respektem,

          A gdzie twoj respekt do nauki amerykanskiej,ktora zgarnia noble jak chce i
          kiedy chce.
          I jak Ci to przyszlo do glowy by porownywac poziom nauki amerykanskiej z
          polska??

          > 2. poprawnym językiem ("podaj
          > mnie"), to może znajdę powód, żeby z Tobą podyskutować.

          Podaj Mnie?
          I dyskusja zaczyna sie i konczy na podawaniu faktow,a nie prywatnych wyduman na
          temat poziomu nauki amerykanskiej.
          • maksimum HUNTER COLLEGE H.S. I STUYVESANT H.S. XAVERIAN H.S 19.12.05, 04:58
            en.wikipedia.org/wiki/Hunter_College_High_School
            Hunter College H.S. jest niewielka jak na amerykanskie stosunkibo uczy sie tu
            tylko 1.000 uczniow.
            Ale Stuyvesant H.S. ma juz 3.000 uczniow o bardzo wysokim poziomie.
            www.stuy.edu/about/
            I to sa szkoly publiczne.
            Xaverian H.S. jest szkola prywatna ktora funduje schoolarships dla najlepszych
            uczniow min. w tej J.H. w ktorej jest teraz moj syn.
            www.xaverian.org/about/about.asp
            Tez oczywiscie trzeba zdawac egzamin ,ale jesli zda sie na odpowiednim poziomie
            to nauka jest bezplatna,inaczej kosztuje 8 tys rocznie.
            Nie musicie sie absolutnie przejmowac poziomem szkolnictwa w USA,bo zmiany
            jakie ja widze w ciagu ostatnich kilku lat sa oszalamiajace.
            Zaczal je wprowadzac burmistrz Giuliani a teraz jeszcze wieksze zmiany
            nastapily za M.Bloomberga.
            Chyba dopiero od dwoch lat nie sklada sie osobiscie podan do J.H. lecz wysyla
            je poczta do district office i tam wg testow z podstawowki sa uczniowie
            przydzielani do odpowiednich szkol.
            Oczywiscie wszystkie wyniki testow z KAZDEJ szkoly sa na internecie.
            Tego w Polsce dlugo jeszcze nie bedzie.
            A do dobrego H.S. to sie tu ciezej dostac niz na najlepsza uczelnie w Polsce.
            • europitek Re: Troche dziegciu w beczce miodu ... 19.12.05, 15:10
              Zauważ, że opisujesz sytuację w metropolii - Nowy Jork.
              Twój opis pokazuje system ukierunkowany na wyłapywanie najzdolniejszych i
              najpracowitszych, a nie na podnoszenie poziomu ogółu uczniów. To jest bardzo
              "amerykański" model - konkurencja od pierwszych lat życia załatwi wszystko.
              Poza tym, skoro jest tak dobrze, to po diabła Ameryce tysiące wykładowców i
              specjalistów wykształconych poza jej granicami - przecież zatrudniając ich rzuca
              kłody pod nogi swoim geniuszom.
              • Gość: Carmen S. Re: Troche dziegciu w beczce miodu ... IP: *.lr.centurytel.net 19.12.05, 18:03
                Ja ci powiem jedno europitku, bedac tu w US nie jestem w stanie wspolpracowac z
                Polakami. Po prostu nie da sie, a w szczegolnosci z tymi w Polsce i tymi co
                przyjezdzaja tu na krotkie pobyty. Ich przekonanie o wlasnej genialnosci i
                glupocie Amerykanow zabija wszelkie kanaly komunikacyjne. Facet z akcentem
                jakby ktos rzucal groch o sciane zaczyna udowadniac jak dobrze w Polsce uczy
                sie jezykow, inny z uniwersytetu ktory ma wyposarzenie jak zwykly powiatowy w
                Stanach dowodzi ze jest bardzo slawny bo 500 lat temu zjadl tam obiad Kopernik,
                kolejny probuje odpytywac miejscowych gdzie lezy Naklo bo rzecz jasna to
                centrum cywilizacji ludzkiej, nastepny ma mine Prometeusza bo zaprosili go
                Amerykanie ktorzy jak sie nalezy domyslac bez jego oswieconych rad pomarli by w
                trzy tygodnie z glodu i tak dalej i tak dalej.
                • stefan4 Re: Troche dziegciu w beczce miodu ... 19.12.05, 19:48
                  Carmen S.:
                  > Ja ci powiem jedno europitku, bedac tu w US nie jestem w stanie wspolpracowac
                  > z Polakami. Po prostu nie da sie, a w szczegolnosci z tymi w Polsce i tymi co
                  > przyjezdzaja tu na krotkie pobyty. Ich przekonanie o wlasnej genialnosci i
                  > glupocie Amerykanow zabija wszelkie kanaly komunikacyjne.

                  Strasznie uogólniasz, więc niech i mnie będzie wolno. Pojechałem do Ameryki
                  pełen skromności i tremy, czy się sprawdzę w tym wspaniałym kraju. Wróciłem nie
                  tyle przekonany o własnej genialności co o cienkości warstwy wykształcenia w
                  USA. Podkreślam: jadąc do Ameryki miałem w głowie nieprawdziwy jej obraz, ale
                  nieprawdziwy w drugą stronę; miałem ją za kraj oświecony, kulturalny, postępowy
                  i wolny. Coś takiego jak Europa Zachodnia tylko bardziej. Dopiero tam zmienił
                  mi się pogląd pod wpływem różnych bolesnych rozczarowań.

                  Carmen S.:
                  > Facet z akcentem jakby ktos rzucal groch o sciane zaczyna udowadniac jak
                  > dobrze w Polsce uczy sie jezykow

                  Ten facet ma i tak lepszy akcent angielski niż otaczający go Amerykanie w
                  jakimkolwiek języku obcym (nieangielskim).

                  Do mnie studenci nie mieli pretensji, że mówię jak grochem o ścianę, tylko że
                  nie mam akcentu z Midwestu. Trochę to prowincjonalne, nie? Taką samą pretensję
                  mieli do faceta, który przyjechał z Kanady
                  • europitek Re: Troche dziegciu w beczce miodu ... 19.12.05, 21:41
                    Aż przeczytałem własny post, czego zazwyczaj nie robię. Czy rzeczywiście Carmen
                    noe mogł zrozumieć "tych sztychów, co tam stoją"? Czy ja coś pisałem o jakiejs
                    genialności kogokolwiek i miałem to w domyśle? A może odezwał się w nim
                    (Carmenie) kompleks "oblężonej twierdzy"?
                    Zgadzam się w kwestii językowej - sam spotykałem doktorantów-lingwistów, którzy
                    swój wyuczony język kaleczyli wytrwale, ale tytuły uzyskiwali skutecznie. Ale
                    również spotykałem ludzi, którzy dukali po angielsku i nie przeszkadzało im to w
                    byciu ekspertami w swojej dziedzinie. Carmen ma pecha, że trafił na jakiś
                    zadufków, a nie np. faceta, który był autorem pracy prawie dwa lata przewodzącej
                    na liście najczęściej cytowanych na świecie (jest taki Polak w Stanach -
                    biologia). Mnie nie chodzi o to, by się tu licytować, gdyz uważam to za
                    niecelowe - lepiej się nie emocjonować w tak błahych sprawach.
                    Domyślam się zasłużyłem sobie na ripostę stwierdzeniem, iż opisany przez
                    Maksimuma system szkolnictwa nastawiony jest na prymusów, a nie na wysoki poziom
                    ogółu. I z całą - przyrodzoną mi bezczelnością - będę twierdził, że jest on
                    naturalną konsekwencją amerykańskiej "kultury zwycięzców", w której liczą się
                    tylko ci "naj".
                    Szkoda też, że Carmen nie spróbował odpowiedzieć na moje pytanie, po czorta
                    Amerykanom ci wszyscy obcokrajowcy. Czyżby nie chciał obrazić nas piszac, że
                    jest to forma pomocy dla krajów niedorozwiniętych (nie tylko o Polskę chodzi)?
                    • Gość: Carmen Sandiego Re: Troche dziegciu w beczce miodu ... IP: 64.91.14.* 19.12.05, 21:54
                      Mily panie Stefanie i europiteku czas przejsc od slow do czynow.

                      Czas nalozyc na USA embargo na import i eksport hi-tech. Napiszmy sobie swoje
                      lepsze Windows, zrobmy lepszy internet a nawet opracujmy polska klawiature
                      ktora bedzie wreszczie miala ą,ę,ż,ź, czy co tam trzeba. Nie bedziemy latac
                      Boeingiem a do Aerobusu przyczepimy silniki Turbostroj. No i przyda sie wlasna
                      viagra, na wypadek gdyby jednak jakies Murzynki do Polski zawitaly. Czas
                      wyrzucic z bibliotek amerykanskie czasopisma i monografie naukowe, bo to
                      lektura dobra dla Micky Mouse. Jezeli chodzi o czytanie i publikowanie w nich
                      to ich bojkot przez polskich uczonych istnieje juz dawno co mozna stwierdzic
                      otwierajac ktorekolwiek. I oczywiscie nie nalezy nigdy do USA wiecej jezdzic,
                      bo w koncu czego od idiotow mozna sie nauczyc, a jak cos chca sie nauczyc od
                      nas to niech sie sami wpierw naucza polskiego. Wspolpracowac za to bedziemy z
                      uniwersytetem Ulan Bator, o ktorego poziomie swiadczy sam fakt ze jego dyplomy
                      uznajemy w przeciwienstwie do dyplomow jakiegostam Harvarda.

                      No i odpowiadam na pytanie po co Amerykanom ci wszyscy obcokrajowcy. Po nic
                      mili panstwo, nikt ich wolami nie ciagnie wrecz przeciwnie, o czym moze
                      przekonac krotka wizyta na ul. Pieknej.
                      • stefan4 Re: Troche dziegciu w beczce miodu ... 19.12.05, 22:16
                        Carmen Sandiego:
                        > No i odpowiadam na pytanie po co Amerykanom ci wszyscy obcokrajowcy. Po nic
                        > mili panstwo, nikt ich wolami nie ciagnie wrecz przeciwnie, o czym moze
                        > przekonac krotka wizyta na ul. Pieknej.

                        Aż sprawdziłem na planie i upewniłem się: w Gdańsku nie ma takiej ulicy.
                        Czyżbyś miał na myśli jakieś inne miasto?

                        - Stefan

                        www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                        • europitek Re: Troche dziegciu w beczce miodu ... 19.12.05, 23:03
                          No cóż Stefanie. Bądź mężczyzną i przyjmij "z godnośćią" okrutną prawdę, że
                          pracowałeś w Stanach jedynie dzięki amerykańskiemu programowi pomocy
                          humanitarnej dla reszty świata. Nie dziw się więc, iż miałeś słabych studentów,
                          przecież nikt rozsądny nie powierzyl by Ci pieczy nad zwykłymi (czytaj:
                          genialnymi) studentami, bos mogł ich "popsuć". Byłeś na Uniwersytecie Specjalnym
                          dla Studentów Specjalnej Troski, a nie zauważyłeś tego, bo daleko Ci było (i
                          jest) do lokalnego poziomu geniuszu.

                          Carmen, Ty chyba nie masz pojęcia o niuansach komputerologii, jeśli twierdzisz,
                          że ktoś może napisać swoje Windowsy. I nie chodzi tu tylko o ewentualne patenty,
                          które ich bronią, ale rownież o prawa autorskie. Gdyby ktoś napisał swoje własne
                          Windowsy, to do końca życia nie wyszedłby z sali sądowej, bo Microsoft miałby
                          1000000 powodów, by ciągać go po sądach.
                          • stefan4 Re: Troche dziegciu w beczce miodu ... 20.12.05, 00:08
                            europitek:
                            > Carmen, Ty chyba nie masz pojęcia o niuansach komputerologii, jeśli
                            > twierdzisz, że ktoś może napisać swoje Windowsy.

                            Napisać to może mógłby, trudniej sprzedać. Bo to coraz mniej jest kwestia
                            jakości produktu a coraz bardziej marketingu. Tymczasem pisanie takiego systemu
                            nie ma żadnej wartości badawczej, wyłącznie handlową. Więc jeśli się nie ma
                            sprzedać, to się nie da zrobić.

                            - Stefan

                            www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                            • europitek Re: Troche dziegciu w beczce miodu ... 20.12.05, 01:39
                              O to właśnie mi chodziło, ale w pośpiechu nie napisałem.
                        • maksimum Re: Troche dziegciu w beczce miodu ...PIEKNA 20.12.05, 02:36
                          stefan4 napisał:

                          > Aż sprawdziłem na planie i upewniłem się: w Gdańsku nie ma takiej ulicy.
                          > Czyżbyś miał na myśli jakieś inne miasto?

                          A moze na Pieknej mieszkala piekna miss understood ?
                          Pozdrowiles ja ode mnie?
                  • maksimum Troche dziegciu w beczce miodu ...MISS UNDERSTOOD 19.12.05, 22:34
                    stefan4 napisał:

                    > Do mnie studenci nie mieli pretensji, że mówię jak grochem o ścianę, tylko że
                    > nie mam akcentu z Midwestu. Trochę to prowincjonalne, nie? Taką samą
                    pretensję
                    > mieli do faceta, który przyjechał z Kanady
              • maksimum GENERALNIE CHODZI O WCZESNA SELEKCJE. 19.12.05, 22:09
                europitek napisał:

                > Zauważ, że opisujesz sytuację w metropolii - Nowy Jork.
                > Twój opis pokazuje system ukierunkowany na wyłapywanie najzdolniejszych i
                > najpracowitszych, a nie na podnoszenie poziomu ogółu uczniów.

                Chodzi o wczesna selekcje,by zdolni ze zdolnymi mogli konkurowac w jednej klasie
                a nie obojac sie z malo zdolnymi w klasie mocno mieszanej.
                Podnosi to poziom wszystkich,bo ci sredni tez musza miedzy soba konkurowac w
                J.H. o wejscie do lepszej H.S.
                Jak wyeliminujesz selekcje,co zrobiono w EU,to masz pokolenie niemot bez checi
                do zycia.

                > To jest bardzo
                > "amerykański" model - konkurencja od pierwszych lat życia załatwi wszystko.
                > Poza tym, skoro jest tak dobrze, to po diabła Ameryce tysiące wykładowców i
                > specjalistów wykształconych poza jej granicami - przecież zatrudniając ich
                >rzuca kłody pod nogi swoim geniuszom.

                Dalszy ciag wolnej konkurencji.
                Zeby "ceny" wykladowcow utrzymac na jak najnizszym poziomie,pozwala sie
                zagraniczniakom konkurowac z tubylcami.Kiedys to sie nazywalo"drenaz mozgow".
                To chyba normalne,ze czym mniej wykladowcow tym wieksza maja sile przetargowa.
                • europitek Re: Generalnie chodzi o wczesną selekcję. 19.12.05, 22:41
                  A więc w imię podtrzymania idei powszechnej konkurencji (tu wśród naukowców)
                  sprowadza się do USA "niemoty pozbawione chęci życia", by stanowiły przeciwwagę
                  dla "rozgarniętych i tryskających energią" tuziemców. Ciekawe. Czy to znaczy, że
                  np. europejskie niemoty są jakościowo równe amerykańskim prymusom? Chyba tak, bo
                  inaczej nie byloby konkurencji.
                  Patrzcie, czego robi się w imię ideałów kapitalizmu. Jestem pod wrażeniem ...
    • Gość: B.T., Zabrze Myslę, że najlepszym miernikiem poziomu nauczania IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.12.05, 13:20
      są końcowe efekty celów nauczania (dydaktyki). A tymi celami jest, ogólnie
      biorąc, poziom życia mieszkańców i wartość pozytywnego oddziaławania na inne
      społeczności.

      Tu porównanie St. Zjedn. z Polską to bardzo blado wychodzi po stronie Polskiej.
      • europitek Re: Myslę, że najlepszym miernikiem poziomu naucz 19.12.05, 15:26
        A co rozumiesz pod pojęciem "poziom życia mieszkańców"? A także "wartość
        pozytywnego oddziaływania na inne społeczności"?
        Nie są to pytania retoryczne, bo doświadczenia z tego forum pokazują,ze
        dyskutanci mają bardzo różne punkty widzenia. Jeśli trudno będzie Ci rzucić
        jakąś definicję, to chociaż daj jakiś opis, bo same hasła to dla mnie coś zbyt
        mało konkretnego, a wolę nie zgadywać.
      • maksimum WARTOSC POZYTYWNEGO ODDZIALYWANIA NA INNE SPOLECZN 19.12.05, 22:02
        Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):

        > są końcowe efekty celów nauczania (dydaktyki). A tymi celami jest, ogólnie
        > biorąc, poziom życia mieszkańców i wartość pozytywnego oddziaławania na inne
        > społeczności.

        Dokladnie tak! Nic dodac,nic ujac.

        > Tu porównanie St. Zjedn. z Polską to bardzo blado wychodzi po stronie
        Polskiej.
        • maksimum NA KONIEC WYKLADU BYLO ZAWSZE PYTANIE:ZROZUMIANO? 20.12.05, 05:16
          i cala sala odpowiadala jak jeden maz chorem:understood.
          A ta najlepsza odpowiadala najglosniej i dlatego zyskala przezwisko wsrod
          kolegow :"miss understood".
          Ja nawet mysle,ze moglbys sie z nia ozenic i staly pobyt przez to uzyskac,ze o
          doskonaleniu akcentu nie wspomne.
          Od kiedy Bush przyszedl do wladzy,zaczeto zwalczac obcokrajowcow o lewackich
          pogladach,to musialbys troche kucnac ze swoja opinia nt Iraku i samego
          prezydenta Busha.
          Ja sie nigdy nie krylem z tym,ze Clinton to glupek,ale i specjalnie nie
          musialem,bo na koniec kadencji on sam to udowodnil.
          • Gość: MACIEJ NAJBEZPIECZNIEJSZE MIASTA W USA IP: *.nycmny.east.verizon.net 21.12.05, 23:07
            www.citymayors.com/society/uscities_safest.html
            Mam nadzieje Stefan,ze nie uczyles w Detroit lub Chicago.
            W NYC mozesz noca chodzic po calym miescie.
            • Gość: MACIEJ POJECHALES STEFAN NA SWIETA DO MISS UNDERSTOOD? IP: *.nycmny.east.verizon.net 25.12.05, 19:06
              Ja mysle,ze znajomosc jest do uratowania.
    • Gość: mzungu bo jedyna nauka jaka sie dzis rozwija to IP: *.nsw.bigpond.net.au 26.12.05, 01:50
      spekulacja i "doradztwo" finansowe
      • bylu.bylu Dlaczego nie ma danych o naukowcach? 29.12.05, 16:40
        Czy może mi ktos powiedzieć, dlaczego w bazie polskich uczonych "nauka polska"
        (www.opi.org.pl) brakuje danych tak wielu pracowników uczelni? A dane
        niektórych znikaja z tej bazy? Czy ktos zna jakakolwiek baze danych o naszych
        naukowcach, szczególnie z nauk humanistycznych i społecznych?
    • Gość: you-know-who kanadyjscy studenci IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 29.12.05, 22:29
      z mojego uniwersytetu, mowie o studentach roznych nauk od fizyki i chemii
      po nauki srodowiskowe, nienawidza bo nie rozumieja wielu rzeczy, np. tw. Taylora,
      w zwiazku z czym wielu wykladowcow stara sie utrzymac odpowiednio niski poziom
      by ich nie odstraszyc. udaje im sie to, i wszyscy odchodza zadowoleni :-)
      ja dopiero zaczalem uczyc, wiec nie wiem jak zostane przez studentow oceniony -
      mysle ze bardzo surowo.

      myske ze nie ma co sie tematem zanadto ekscytowac - w usa tez pracowalem, mialem
      nawet dzieci w podstawowce i w high school w zeszlym roku, i oczekujac slabego
      poziomu w porownaniu ze EU (szwecja) bylem bardzo milo zaskoczony!
      w eu nie stosuje sie niemal systemu streaming, gdzie przedmioty wykladane sa
      w rownoleglych strumieniach: jeden bardziej podstawowy, inny zaawansowany.
      eu szkola jest bowiem zasadniczo inna niz amerykanska: na krotkiej przerwie
      ucznowie biegna do nastepnej klasy, w ktorej zasiada z innymi uczniami niz
      godzine wczesniej. przez to jest w eu mnostwo marnotrawienia zdolnosci uczniow,
      ktorzy sie po prostu nudza na smierc, bo pani musi sie dostosowac a nawet skupic
      na slabszych uczniach, zamiast skierowac ich do nizszego poziomu, gdzie nie
      czuliby sie tak zestresowani.

      pamietajmy ze na tym forum nie pisuje statystyczna probka spoleczenstwa
      polskiego, wiec trudno cos ogolnego z postow wysnuc. polskie szkolnictwo srednie
      (lata 70te) bylo dosc srednie, wyzsze (l. 80te) bylo jednak nieco "wyzsze"
      niz amerykanskie: po pierwsze mat-fiz bylo wykladane duzo intensywniej niz
      typowo w stanach, poza tym przez 5 lat, a nie 4. wynik: polacy zwykle
      rzeczywiscie byli lepiej wyksztalceni i potrafili sie dosatc na studia
      doktoranckie bijac konkurencje amerykanska/chinska.

      na koniec, potwierdzam ze w toronto, gdzie czesto bywa ze >30% uczniow to
      azjaci, dziala zasada nieoznaczonosci akcent-metamatyka/nauka.
      chniczycy dziela sie towarzysko na fajnych (cool) i niemrawych, do drugiej grupy
      (zdominowanej przez autorytatywnych rodzicow) nalezy ich znaczna wiekszosc.


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka