Moja teoria czasu

16.05.06, 02:45
Głównym założeniem jakie czynię jest że teoria ewolucji jest prawdziwa. Nie
odrzucam istnienia Boga (albo bogów), ale przyjmuję, że jeżeli istnieje to
nie wyróżnia on wcale człowieka spośród innych stworzeń. Gdybym tak założył
to byłby to przejaw antropocentrycznej pychy. Jeśli np. istniałby myślący
dinozaur to dlaczego Wszechmogący w swojej łasce miałby nie obdarzyć go
duszą? Posunę się nawet dalej i zapytam: dlaczego nie miałby wysłać jakiegoś
gadziego Chrystusa, żeby odkupił grzechy dinozaurów? Być może niektórzy
uznają takie stwierdzenie za przesadę, ale to będzie właśnie przykład braku
elastyczności, która jest potrzebna do szukania prawdy o świecie.

Według mojej teorii, ewolucja jest głowną zasadą istnienia. Ogranicza się ona
nie tylko do życia na Ziemi. Ewolucja jest wszędzie i zawsze. Wszechświat
ciągle ewoluuje ku bardziej złożonym formom. Najpierw był Big Bang,
potem ewolucja mikroświata - przetrwały najlepiej przystosowane cząstki i
pola fizyczne. Oczywiście, przed Big Bangiem moła być ewolucja wszechświatów,
a przetrwały te o odpowiednich stałych fizycznych. Potem była ewolucja
kosmicznych struktur, aż powstały galaktyki gwiazdy i planety. Na planetach
nastąpiła ewolucja chemiczna i powstało życie. Dalej mamy ewolucję
biologiczną. Powstał m.in. człowiek, który stworzył grunt dla ewolucji
technologicznej i kulturalnej.

Według mojej teorii ludzkość już niedługo zginie, a zastąpią ją roboty.
Większość ludzi boi się nawet wyobrazić sobie taki scenariusz, ale to bardzo
prawdopodobne. Kiedyś na Ziemi panowały wielkie gady, tzw. dinozaury. Ale one
musiały wiginąć bo były za głupie żeby przetrwać uderzenie asteroidy, a nawet
gdyby jakimś cudem im się udało to i tak człowiek by je wytępił. Po prostu
człowiek jest na wyższym etapie ewolucji. Niestety podobny los jak dinozaury
czeka wkrótce istoty ludzkie.Może nie zastąpią nas roboty, tylko np.
genetycznie zmodyfikowane rośliny albo zwierzęta albo telepatyczne mutanty.
To nie jest najistotniejsze meritum jest że historia człowieka niedługo się
skończy, bo po prostu nie będzie człowieka. Wyprą go potężniejsi
spadkobiercy. Być może zabrzmi to złowieszczo, ale człowiek jest dinozaurem
naszych czasów.

A co na końcu ewolucji i czasu? Na końcu będzie istota doskonała, która może
nawet w pełni zapanuje nad czasem i przestrzenią. Może to będzie właśnie Bóg.
W ten sposób przyczyna ewolucji stałaby się jej końcem. Stwórca Wszechświata
i koniec jego ewolucji, istota nieskończenie szybko mogąca znaleźć się w
każdym punkcie czasoprzestrzeni, więc będąca wszędzie i zawsze, "Panteus". Z
drugiej strony być może istnienie doskonałej istoty jest niemożliwe, a wtedy
linia świata Wszechświata nie byłaby zamknięta.

Sami powiedzcie co o tym myślicie. Ja uważam, że moja teoria wymaga
rozwinięcia, a może nawet pewnych poprawek. I dlatego będę ją rozwijał. Ale
przyznacie, że moje argumenty trzymają się kupy. Poza tym jestem otwarty na
wszelkie sugestie i konstruktywną krytykę.
    • vharia Re: Moja teoria czasu 16.05.06, 12:34
      Brzmi ciekawie, ale podrzucę Ci jeden temat do przemyśleń:

      krukuu napisał:
      > A co na końcu ewolucji i czasu? Na końcu będzie istota doskonała,

      Wiadomo, ze ewolucja nie biegnie "liniowo" czyli od najprostszego do najbardziej
      złozonego (tu jednocześnie moje załozenie, ze istota doskonała to obiekt
      najbardziej złozony, być może sie mylę...:) )
      Chodzi mi o teorię "katastrof". Mianowicie organizmy żyja w pewnych warunkach,
      specjalizuja sie, ich poziom przystosowania do danych warunków systematycznie
      wzrasta. Kosztem jest stopniowa utrata elastyczności, czyli tolerancji dla
      zmian. Swoiste uzależnienie od konkretnych warunków, inaczej mówiac. Realia na
      Ziemi są takie, że warunki zmieniają się co jakiś czas (a to meteoryt, a to
      zlodowacenie, a to efekt cieplarniany). Co się wtedy dzieje z najbardziej
      wyspecjalizowanymi? Masowo giną. Przeżyją organizmy najmniej skomplikowane,
      pierwotne, rzec by można. I po ustabilizowaniu się warunków zaczną się
      specjalizować.
      Teraz pytanie: czy to nie uniemożliwi dojścia "do końca" czyli do ideału?
      No i skoro specjalizacja dotyczy przystosowań do warunków środowiska (li tylko),
      to czy taka presja selekcyjna wystarczy, aby powstał twór idealny?
      Wreszcie: ewolucja przebiega na poziomie gatunków, a najmniej populacji:
      czylimusiłby powstać cały zbiór identycznych, idealnych osobników- czyli
      gatunek/populacja bez jakiejkolwiek zmienności (i bez tożsamości również).
    • dokowski Ewolucja nie jest tym, co Ci się zdaje 16.05.06, 15:46
      krukuu napisał:

      > ewolucja jest głowną zasadą istnienia. Ogranicza się ona
      > nie tylko do życia na Ziemi. Ewolucja jest wszędzie i zawsze. Wszechświat
      > ciągle ewoluuje ku bardziej złożonym formom. Najpierw był Big Bang,
      > potem ewolucja mikroświata - przetrwały najlepiej przystosowane cząstki

      Przetrwanmie najlepiej przystosowanych jest skutkiem ewolucji, czyli procesu
      wymagającego oddziaływania i rozmnażania trwałych genów i różnorodnych ich
      alleli. Cząstki nie mają w sobie genów.

      Ewolucja oczywiście nie może być wszędzie ani zawsze, pojawia się tylko tam,
      gdzie istnieje długowieczny, stabilny i rozmażający się nośnik informacji,
      który koduje cechy fenotypowe wpływające na szybkość rozmnażania się tych
      nośników. Paradygmat wolucjonizmu jest dla ludzkości paradygmatem historycznie
      najmłodszym i najtrudniejszym do przyswojenia, jest dla ludzkiej inteligencji
      wyzwaniem o wiele trudniejszym niż paradygmat fizyki kwantowej z jej
      nieokreślonością, losowością i spontanicznością.

      Mikroświat nie może ewoluować, to kompletne pomieszanie ppojęć.

      Aby móc powiedzieć, że Wszechświat ewoluuje, musielibyśmy rozumieć historię
      tysięcy pokoleń następujących po sobie Wszechświatów. Chcąc mówić o ewolucji
      gwiazd, musielibyśmy znać tysięce pokoleń supernowych, które są matkami i
      córkami kolejnych supernowych. Kiedy fizycy mówią o ewolucji gwiazd, to używają
      tego słowa wyłącznie w charakterze poetyckiej przenośni i nigdy nie wspominają
      w tym kontekście o ewolucji organizmów żywych, gdyż ta ewolucja nie ma z tamtą
      nic wspólnego.

      Ewolucja nie zmierza do wzrostu złożoności form. Najwyższym osiągnięciem
      ewolucji są bakterie, rozumieją to dzisiaj już chyba wszyscy genetycy.
      Osobiście jestem przekonany (tak rozumiem odkrycia Margulis), że organizmy
      wielokomórkowe są, tak jak pierwsze eukarionty, tylko fenotypem rozszerzonym (a
      więc mówiąc prościej "sztucznym" środowiskiem) zbudowanym przez bakterie po to,
      żeby zapewnić baktriom bezpieczeństwo i stabilne środowiska życia. Wszystko to
      co robimy ma na celu zachowanie w zdrowiu i nieśmiertelności nasze bakterie.
      Rozmnażamy nasze ciała i ciała innych zwierząt i roślin tylko po to, żeby
      poprawiać jakość życia naszych nieśmiertelnych bakterii.

      Nasze ciała są dla naszych bakterii jakby rajskimi megamiastami, które ewoluują
      cały czas z jednej strony w kierunku coraz większego komfortu życia naszych
      bakterii symbiotycznych, z drugiej strony w kierunku coraz lepszej obrony przed
      najeźdźcami, czyli bakteriami, które chcą zająć miejsce naszych bakterii
      symbiotycznych.

      To oczywiście jest tylko jedno z wielu możliwych punktów widzenia zgodnych z
      paradygmatem ewolucjonizmu - taki przykład myślenia w tych kategoriach. To co
      napisałeś o ewolucji Wszechświata jest kompletnie sprzeczne z tym, czym jest
      ewolucja.

      Aby nie być tylko polemistą, ale także dyskutantem, podam swój pogląd na czas,
      ale chyba ten post jest już zbyt długi.
    • dokowski A to moja teoria czasu 16.05.06, 15:47
      Czas jest czymś, co w matematyce nazywamy dobrym porządkiem. Jedno z
      fundamentalnych twierdzeń matematyki mówi, że każdy zbiór można dobrze
      uporządkować. To jest dla mnie ważna wskazówka, że czas jest tworem umysłu -
      jest dobrym porządkiem narzuconym zdarzeniom przez matematyczną naturę naszego
      umysłu. To ciekawe, że Kant doszedł do podobnego wniosku na podstawie zupełnie
      innych przesłanek. Dzisiaj zarówno fizyka kwantowa jak i teoria względności
      potwierdzają, że czas rozumiany jako dobry porządek z zbiorze gęstym nie
      istnieje realnie.

      Czas ma kierunek, wyznaczony przez prawa fizyki kwantowej. Funkcje falowe są
      teraźniejszością, przeszłością są zdarzenia, czyli tzw. kolapsy funkcji
      falowych. Kierunek od przeszłości w teraźniejszość wyznaczony jest przez parę:
      funkcja falowa i jej kolaps. Przyszłość nie istnieje, przyszłość jest
      wyznaczona przez obliczenia prawdopodobieństwa kolapsu funkcji falowej, jest
      tworem czysto matematycznym, ale poza tym jest bardziej podobna do przeszłości
      niż do teraźniejszości.

      Pamiętając o teorii względności (każdy obserwator ma swój Wszechświat) możemy
      stwierdzić, że przeszłość składa się ze spontanicznych zdarzeń, którym nasz
      umysł nadaje dobry porządek, teraźniejszość to zbiór wszystkich funkcji
      falowych (wszystkich bozonów i fermionów tworzących razem jedną wspólną funkcję
      falową Wszechświata), a przyszłość to wymyślona przez matematyków
      czasoprzestrzeń z ciągłymi liniami życia ciał, której matematycy zwykle nie
      próbują wcale dobrze uporządkować.

      Jeżeli przeszłość nazwiemy prawdziwą czasoprzestrzenią (która jest zbiorem
      dyskretnym), to przyszłość możemy nazwać ciągłym modelem czasoprzestrzeni.
      Upływ czasu polega na stałym powiększaniu się zbioru zwanego przeszłością,
      zbiór ten powiększa się w taki sposób, że do jego brzegu doklejany jest kolejny
      brzeg. Podmiot poznawczy zawsze znajduje się blisko teraźniejszości i każde
      zdarzenie po pewnym czasie subiektywnie oddala się od podmiotu w głąb
      przeszłości, przykrywane przez kolejne przezroczyste nawarstwienia nowej
      przeszłości. Jeżeli zdarzenie wyobrazić sobie jako ziarenko piasku, to
      narastanie przeszłości można porównać do sypania piasku równomiernie na całą
      powierzchnię piasku.

      Czas jest tak samo ziarnisty jak ten sypiący się piasek. Kwant czasu utożsamiam
      z ziarnkiem piasku w takim samym stopniu jak utożsamiam z nim kwant
      przestrzeni. Kwant czasu mogę też porównać do tej właśnie „chwili”, gdy nowe
      ziarnko przeszłości osiada na przeszłości.

      Kluczem mojej koncepcji czasu jest fundamentalna nieokreśloność przyszłości,
      wynikająca z praw fizyki kwantowej. Przeszłość jest zbiorem realnie
      istniejącym, jest zbiorem materialnych faktów, które tworzą statyczny z natury
      zbiór. Realnie istnieje też zbiór wszystkich funkcji falowych Wszechświata,
      który jest brzegiem zbioru zwanego przeszłością. Pojęcie obserwatora lub
      podmiotu jest pojęciem, które ma sens tylko w odniesieniu do zbioru zwanego
      teraźniejszością.

      Ważne jest też, że pomimo iż zdarzenia powstają wskutek spontanicznego kolapsu
      funkcji falowej, to w przeszłości gromadzą się same zdarzenia, nie pozostaje w
      przeszłości żaden inny relikt funkcji falowych. Obserwator tworzący w
      przeszłości linie życia łączy arbitralnie sąsiednie zdarzenia tworząc tym samym
      subiektywny czas, przestrzeń i związki przyczynowo skutkowe, które niejako
      zastępują funkcje falowe. W przeszłości nie mogą więc istnieć żadni
      obserwatorzy.

      Subiektywny fizyczny czas dla każdego fizycznego obserwatora płynie tak, jakby
      znajdował się on na czubku coraz dłuższej strzałki. Wyobrażanie sobie, że
      obserwator porusza się wzdłuż istniejącej wcześniej linii jest źródłem wielu
      błędów, jest prawdopodobnie główną przyczyną niemożliwości sformułowania
      kwantowej teorii Czasoprzestrzeni (grawitacji).W przyszłości nie ma żadnej
      linii, ani niczego z tej prostej przyczyny, że przyszłość w ogóle nie istnieje
    • Gość: makumba Re: Moja teoria czasu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.06, 21:09
      > A co na końcu ewolucji i czasu? Na końcu będzie istota doskonała, która może
      > nawet w pełni zapanuje nad czasem i przestrzenią. Może to będzie właśnie Bóg.
      > W ten sposób przyczyna ewolucji stałaby się jej końcem. Stwórca Wszechświata
      > i koniec jego ewolucji, istota nieskończenie szybko mogąca znaleźć się w
      > każdym punkcie czasoprzestrzeni, więc będąca wszędzie i zawsze, "Panteus". Z
      > drugiej strony być może istnienie doskonałej istoty jest niemożliwe, a wtedy
      > linia świata Wszechświata nie byłaby zamknięta.

      Doskonała? W jakim sensie?
      Dla mnie przykładowo taki topór jest doskonały (w swojej klasie) - prostota,
      bezawaryjność, absolutnie czysta forma, no i ten brzęk - jakże piękny dźwięk...

      Jeżeli chodzi o żywą istotę, która jest nieskończenie bardziej skomplikowana,
      to nie jesteśmy w stanie opracować dobrego kryterium -
      małpa może prawidłowo oceniać ludzi?
      Nie podskoczysz wyżej swojej...
      • dokowski Jeszcze lepszym przykładem są kamienne narzędzia 17.05.06, 12:15
        Gość portalu: makumba napisał(a):

        > Dla mnie przykładowo taki topór jest doskonały (w swojej klasie) - prostota,
        > bezawaryjność, absolutnie czysta forma, no i ten brzęk - jakże piękny

        Do legendy przeszedł już jeden z żyjących archeologów, zapomniałem nazwiska,
        który przez wiele lat się uczył, aż się nauczył łupać kamienie niemal tak
        sprawnie, jak robił to człowiek pierwotny. Od tej pory jego przyjaciele golą
        się tylko ostrzami, które on produkuje. Dobrze odłupany kawałek właściwego
        kamienia ma ostrze maksymalnie ostre z punktu widzenia praw fizyki - fizycy
        oglądali prez mikroskopy elektronowe jego ostrza i stwierdzili, że nie da się
        już uzyskać ostrzejszych dla tej klasy składu chemicznego materiału. Najlepsze
        metalowe ostrza produkowane przez przemysł są w takim powiększeniu widoczne
        przez mikroskop jako niesłychanie toporne (nie obrażając topora) - wyglądają
        jak pociąg w porównaniu z zapałką (od czasu kiedy o tym czytałem mogła sie już
        ta proporcja nieco zmniejszyć, ale nie sądzę, żeby dużo)
    • llukiz Moja teoria samochodu 16.05.06, 22:03
      Samochodem się fajnie jeździ i produkują coraz lepsze samochody...
      A teraz z innej beczki

      > Jeśli np. istniałby myślący
      > dinozaur to dlaczego Wszechmogący w swojej łasce miałby nie obdarzyć go
      > duszą?

      a co to za różnica czy go obdarzy czy go nie obdarzy duszą? I co rozumiesz pod
      pojęciem "myślący"?
    • rs_gazeta_forum Re: Moja teoria czasu 17.05.06, 00:06
      krukuu napisał:
      > Głównym założeniem jakie czynię jest że teoria ewolucji jest prawdziwa.

      Dobry początek.

      > Według mojej teorii, ewolucja jest głowną zasadą istnienia. Ogranicza się ona
      > nie tylko do życia na Ziemi. Ewolucja jest wszędzie i zawsze. Wszechświat
      > ciągle ewoluuje ku bardziej złożonym formom. ...

      Ale koniec już niedobry, bo zdradza kompletne pomieszanie pojęć.
      Ewolucja w sensie biologicznym nie ma nic wspólnego ze zmianami wśród materii
      nieożywionej. Tłumaczył to wyżej Dokowski, ale robił to zbyt mętnie jak dla mnie.
      Teoria ewolucji w sensie biologicznym zakłada istnienie czynnika, który podlega
      nieustannemu kopiowaniu, w którym to procesie dochodzi losowo do błędów
      (kopiowania). Część (bardzo niewielka) tych błędów okazuje się w sensie
      ułatwienia kopiowania korzystna dla nośnika, stąd taki nośnik jest kopiowany
      częściej i wypiera tym samym bardziej wierne oryginałowi kopie.
      Tym czynnikiem fizycznym najogólniej jest DNA (a nie bakterie Dokowskiego - on
      to zresztą dobrze wie, musiał być zmęczony). Długie nici DNA ze względu na
      możliwości samodzielnego tworzenia białek dzielimy na kawałki - geny. Genów jako
      takich jest wiele, kolejne ułatwienia ich kopiowania doprowadziły do powstania i
      bakterii, i organizmów wielokomórkowych, do których (i bakterii i
      wielokomórkowców) zresztą nie należy ograniczać efektów działania genów - ich
      przetrwaniu i rozmnażaniu sprzyjają też choćby nasze domy, które też są w końcu
      efektem takiej, a nie innej struktury cząstek tworzących geny.

      Natomiast Wszechświat zmienia się, nie ewoluuje.
      Samo to, że mieszasz te pojęcia, świadczy, że używanie w dobrej przecież wierze
      tego określenia przez ludzi rozumiejących, że to tylko ozdobnik stylistyczny (ja
      też to robię, niestety), jest bardzo ryzykowne, gdyż może komuś pomieszać w głowie.
      Nb. niektóre jego cząstki wydają się niezmienne i wieczne, choć to podlega
      badaniom (np. protony).

      P.S.
      > Kiedyś na Ziemi panowały wielkie gady, tzw. dinozaury. Ale one
      > musiały wiginąć bo były za głupie żeby przetrwać uderzenie asteroidy, a nawet
      > gdyby jakimś cudem im się udało to i tak człowiek by je wytępił.

      Gdyby dinozaurom udało się przetrwać, człowiek wg wszelkiego prawdopodobieństwa
      nie miałby szans na wyewoluowanie, a już na pewno nie do dzisiejszej postaci.
      Nb. do bardzo niedawna człowiek, jak dinozaury, też nie miał szans na
      przetrwanie podobnego impaktu, jaki miał miejsce 65 mln lat temu.
      • llukiz A propos ewolucji... 17.05.06, 00:30
        To proponuję ten link, bo mam wrażenie nie wszycsy wiedzą co oznacza to słowo, a
        dokładnie, iż ma wiele różnych znaczeń.
        pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_ewolucji
        • rs_gazeta_forum Re: A propos ewolucji... 17.05.06, 02:04
          Masz rację, ma wiele znaczeń, zanadto uprościłem to tłumaczenie, przepraszam,
          natomiast problemem w poście inicjującym wyraźnie jest mieszanie tych znaczeń.
      • dokowski Małe sprostowanie 17.05.06, 12:02
        rs_gazeta_forum napisał:

        > zbyt mętnie jak dla mnie

        Czy pojęcia genów i alleli uważasz za mętne? To chyba wynik słabego ich
        rozumienia. Nie można zrozumieć ewolucji bez rozumienia tych pojęć. Jasne i
        precyzyjne wypowiedzi o ewolucji muszą zawierać te pojęcia, bez nich wywód jest
        mętny. Nie ma przed tym ucieczki.

        > czynnika, który podlega nieustannemu kopiowaniu, w którym to procesie
        > dochodzi losowo do błędów

        Błędy kopiowania nie tylko, że są niepotrzebne, ale wręcz szkodzą ewolucji.
        Ideałem ewolucji jest bezbłędne kopiowanie, aby wszystkie nowe cechy były bez
        zmian dziedziczone i miały dość czasu, aby sprawdzić się w konkurencji z innymi
        cechami. Błędy w kopiowaniu mogą popsuć wspaniałą innowację, która przegra nie
        dlatego, że została odrzucona przez selekcję naturalną, ale dlatego, że
        została "zapomniana" przez ewolucję w wyniku błędnego kopiowania.

        Warunkiem koniecznym ewolucji jest bezbłędne kopiowanie. Nawet, jeśli ten ideał
        nie jest urzeczywistniony i niektóre kopie zawierają błędy, to te kopie jakby
        odpadają na starcie w ewolucyjnym wyścigu, ponieważ po prostu nie uczestniczą w
        rywalizacji. Dopiero ich bezbłędni potomkowie mogą wystartować w kolejnym
        wyścigu, aby pokazać swoją wyższość.

        Aby ułatwić zrozumienie konieczności bezbłędnego kopiowania, odwołam się do
        prostej analogii. Wyobraźmy sobie ewolucję klubów bokserskich {A, B, C,...),
        gdzie odpowiednikiem genów są tajne podręczniki technik walki. Wyobraź sobie,
        że jeden z klubów (A) odkrył nowy rodzaj ciosu bokserskiego, który omija
        wszystkie zasłony przeciwnika i go nokautuje. Klub ten szybko się bogaci i
        dzieli na dwa {A1, A2}, podczas gdy inne kluby się nie dzielą. Wyobraź sobie,
        że sekretarz klubu A, przepisując swój tajny podręcznik w celu zrobienia dwóch
        kopii (dla A1 i A2 a więc i dla siebie, gdyż stary egzemplarz się zniszczył od
        ciągłego używania), popełnił błąd i źle przepisał akurat ten fragment o tym
        nowym ciosie. Kluby A1 i A2 uczą się więc źle nowego ciosu i okazuje się, że
        nie jest on wcale skuteczny. Wiedza o nowym ciosie ginie. To jest oczywiście
        przykład fikcyjny, taka ewolucja klubów jest niemożliwa, niemniej przykład ten
        doskonale obrazuje znaczenie błędów kopiowania.

        (Śmieszne dzisiaj się wydaje to, że kiedyś sam Dawkins nie rozumiał, dlaczego
        na poziomie memów ewolucja nie jest możliwa).

        Bakterie są szczytowym osiągnięciem ewolucji właśnie dlatego, że ich DNA jest
        najstabilniejszym rodzajem DNA w świecie i bakterie popełniają najmniej błędów.

        Drugim warunkiem niekoniecznym, ale prawie koniecznym ewolucji są innowacje.
        Bez nich ewolucja wielu cech by się po pewnym skończonym czasie zatrzymała lub
        oscylowała wg cykli mniej lub bardziej skomplikowanych, ale stałych lub
        zależnych od zmian w środowisku, np. klimatu. Tylko niewiele kombinacji cech
        daje chaotyczne interakcje, które mogą stymulować jakąś ewolucję mimo braku
        innowacji.

        Jednak wielu ludzi nie rozumie, że innowacje pojawiają się najczęściej nie w
        postaci nowych alleli, ale w postaci nowej kombinacji starych alleli. To
        właśnie taka kombinacja genów zwykle jest zapisem nowej innowacji. Bardzo
        rzadko błędy kopiowania lub inne losowe mutacje są źródłem innowacji. Dla celów
        zrozumienia, czym jest ewolucja, najlepiej w ogóle pominąć błędy i mutacje,
        gdyż myślenie o nich jest źródłem błędów i nieporozumień.

        Jeżeli ktoś nie rozumie fundamentów ewolucji, nie rozumie, że istotą ewolucji
        jest bezbłędność kopiowania i brak mutacji, ten nie będzie w stanie zrozumieć
        bardziej złożonych zagadnień realnej ewolucji.

        Innowacyjność jest zakodowana w genach wszystkich organizmów.
        Najprymitywniejsze organizmy bezpłciowe spotykają się od czasu do czasu,
        porównują między sobą swoje geny, naprawiają błędy i wymieniają między sobą
        niektóre geny. Robiły to samo miliardy lat temu, kiedy alleli różnych genów
        było o wiele więcej niż dzisiaj. Dzisiaj organizmy żywe znają o wiele więcej
        metod pozyskiwania nowych alleli i tworzenia nowych kombinacji – do tego celu
        używane są np. wirusy, a prawdopodobnie zostały do tego celu „wynalezione”
        kiedyś przez bakterie.

        Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że kiedyś cały ten węgiel, który teraz jest
        zakopany w głębi ziemi w postaci węgla, ropy i gazu, był częścią biosfery -
        organicznej zupy pełnej życia beztlenowego. W porównaniu z tamtymi czasami
        dzisiejsza powierzchnia Ziemi jest niemal pozbawiona życia, które kiedyś
        pleniło się grubą warstwą. Największym niszczycielem życia był tlen. Ta
        najstraszliwsza trucizna w historii życia na Ziemi niemal zupełnie zniszczyła
        życie, które ją wydalało w postaci zanieczyszczenia środowiska.

        A wcześniej było jeszcze ciekawiej z punktu widzenia różnorodności genów i
        alleli. Zanim wymyślono DNA, geny były kodowane w postaci RNA, który jest
        związkiem nietrwałym i kopiuje się z błędami. W świecie RNA ewolucja była
        praktycznie niemożliwa, dopóki nie zostało wynalezione DNA. Wynalazek DNA miał
        ten skutek, że możliwe stało się kopiowanie genów bez błędów. Po raz pierwszy w
        dziejach Ziemi "kluby bokserskie" były w stanie zapamiętać wymyślone przez
        siebie sztuczki i wyeliminować z rynku słabszych konkurentów. Ogromna pierwotna
        różnorodność genów i ich alleli drastycznie się wtedy zmniejszyła po raz
        pierwszy.

        Dopiero w tak długiej perspektywie widać wyraźnie, na czym polega ewolucja w
        praktyce. Otóż efektem ewolucji z punktu widzenia DNA jest zmniejszanie się
        różnorodności aktywnych genów i alleli, gdyż mniej udane i przegrywające
        kombinacje stale są usuwane z Ziemi poprzez wymieranie w wyniku odrzucania nie
        tylko przez selekcję naturalną, ale także w wyniku doboru płciowego, "głupoty"
        pasożytów i innych mechanizmów ewolucji. Pomimo tego, światowe zasoby DNA są
        nadal praktycznie nieograniczone i nadal mamy przed sobą praktycznie
        nieskończoną różnorodność możliwości innowacji i ewolucji.

        Błędy i mutacje są niepotrzebne, tylko przeszkadzają i spowalniają ewolucję.
        Nowe gatunki powstają w wyniki symbiogenezy.

        > Tym czynnikiem fizycznym najogólniej jest DNA (a nie bakterie Dokowskiego

        Aaa... po prostu nie chciało ci się przeczytać mojego postu, pewnie i tego nie
        przeczytałeś
        • Gość: swoj Re: Małe sprostowanie IP: *.dip.t-dialin.net 17.05.06, 12:40
          cyt:
          W kosmosie jest wiele zywych istnien, ale nie sa to istoty z krwi i kosci. Sondy
          nic nie znajda. Kazdy znas moze odbyc podróz pozacielesna, niektórzy nazywaja to
          wychodzeniem z ciala i kazdy z nas kiedys taka podróz odbedzie przez tzw.
          tunel, bo kazdy z nas jest czescia wszechswiata.
          Zadne ciala materialne nie moga zbadac wszechswiata poniewaz nie sa w stanie
          przekroczyc granicznej predkosci C (predkosci swiatla), ale istoty duchowe to
          potrafia. Kwanty swiatla sa na pograniczu tych dwóch swiatów, ale w swiecie
          interduchowym sa najwolniejszymi cialami.
          Materia to tylko malenki pierwiastek wszechswiata, istoty, która przybrala
          bardziej logiczna(fizyczna) postac która mozna zdefiniowac, reszta wszechswiata
          to niezdefiniowana i niepojeta postac istoty duchowej.
          (Na Googlach mozna znalesc troche faktów)
          Kazdy z nas moze odbyc taka podróz i zwiedzic Marsa lub Saturna i moze tam
          dotrzec w ulamkach sekund za darmo ale do tego trzeba dojrzec.
          Ludzkosc dobiero raczkuje, a zadna religia ani tez zadna filozofia nie moze
          pojac tego fenomenu, ale to zycie duchowe we wszechswiecie to fakt!
          • llukiz Re: Małe sprostowanie 17.05.06, 12:45
            fajna teoria, może nawet prawdziwa, tylko gdzie dowody? Komuś albo czemuś
            musiało bardzo zależeć by nie dało się tego udowodnić. Pytanie dlaczeo?
          • dokowski Czy ta sekta to ten tajemniczy scjentyzm? 17.05.06, 16:19

        • rs_gazeta_forum Re: Małe sprostowanie 18.05.06, 01:16
          Zbyt mętne, bo za długie, a to z tego choćby powodu, że dajesz takie wtręty o
          bakteriach jako o najwyższych coś tam, co by to stopniowanie nie znaczyło.
          Stąd, przyznaję, zbytnio się nie wczytywałem.

          Ten już przeczytałem, choć być może nie z taką uwagą, na jaką zasługuje.
          To oczywiście bardzo ciekawe, co prawisz.
          Przykład z klubem i kopiowaniem przepisu jednak musisz zmodyfikować, bo w
          obecnej postaci jest przeinaczeniem tego, co napisałem, i ktoś czytając mógłby
          zrozumieć, że twierdzę, że błąd w kopiowaniu jest korzystny na ogół.
          Rozumiem z Twojego wywodu, że pierwotna różnorodność alleli, o jakiej
          wspominasz, oczywiście nie została otrzymana w wyniku ewolucji.

          P.S.1
          > (Śmieszne dzisiaj się wydaje to, że kiedyś sam Dawkins nie rozumiał, dlaczego
          > na poziomie memów ewolucja nie jest możliwa).

          By nie rozwijać wątku w różne strony - może gdzieś już pisałeś na ten temat?

          P.S.2
          > Najprymitywniejsze organizmy bezpłciowe spotykają się od czasu do czasu,
          > porównują między sobą swoje geny, naprawiają błędy i wymieniają między sobą
          > niektóre geny.

          Człowiek uczy się do końca życia. Czy pamiętasz, skąd zaczerpnąłeś te
          informacje? Z chęcią przeczytam o tym mechaniźmie.
          • dokowski W świecie RNA też można mówić o ewolucji 18.05.06, 10:06
            rs_gazeta_forum napisał:

            > Rozumiem z Twojego wywodu, że pierwotna różnorodność alleli, o jakiej
            > wspominasz, oczywiście nie została otrzymana w wyniku ewolucji.

            Jednak nawet, jeśli użyć tego słowa, to byłaby to ewolucja jakby niższej
            jakości - selekcja nieprowadząca do trwałych efektów takich jak selekcja
            darwinowska

            > może gdzieś już pisałeś na ten temat?

            Chyba jeszcze nigdzie nie rozwijałem krytyki hipotezy ewolucji memów.

            > Człowiek uczy się do końca życia. Czy pamiętasz, skąd zaczerpnąłeś te
            > informacje? Z chęcią przeczytam o tym mechaniźmie.

            Niestety, przychodzi mi do głowy kilkanaście tytułów książek. Pierwsze co mi
            przyszło do głowy to "Światełko mydlniczki", ale nie wiem dlaczego.
            • rs_gazeta_forum Re: W świecie RNA też można mówić o ewolucji 18.05.06, 18:51
              > Niestety, przychodzi mi do głowy kilkanaście tytułów książek. Pierwsze co mi
              > przyszło do głowy to "Światełko mydlniczki", ale nie wiem dlaczego.

              Też nie wiem.
    • kontra59 Re: Moja teoria czasu 18.05.06, 23:38
      > to byłby to przejaw antropocentrycznej pychy. Jeśli np. istniałby myślący
      Antropocentryzm to akurat nie jest pycha tylko wszystko co masz! Jeżeli
      odejdziesz od antropocentryzmu to znikniesz - i w cale nie dlatego, że pojawiła
      sie wyższa forma bo jak poznać tą wyższość? Chyba na zasadzie, że jak coś
      istnieje to jest lepsze od tego co nie istnieje czyli typowe bredzenie teorii
      ewolucji. Przeżywa lepiej przystosowany :) Tautologie, w najlepszym wypadku
      masło mnaślane. A tak poza tym to dinozaury wcale nie wyginęły, lecz, zgodnie z
      teorią ewolucji którą tak cenisz, płynnie zmieniły sie w .... ptaki.
Pełna wersja