Dodaj do ulubionych

przestrzeń a próżnia

27.09.06, 21:36
Czy istnieje w fizyce rozróżnienie między przestrzenią a próżnią (pustką)
kosmiczną? No bo tak - grawitacja potrafi uwięzić światło i zakrzywić
przestrzeń; a co z pustką? Czy pustka to przestrzeń? Czy może
przestrzeń "unosi" się w próżni? Czy pustka to NIC a przestrzeń to COŚ? Czy
przestrzeń to jakaś wielkość fizyczna? W sumie chyba zmierzalna...A próżnia?
Obserwuj wątek
    • bonobo44 Re: przestrzeń a próżnia 28.09.06, 22:00
      tak istnieje - przestrzeń obejmuje zarówno próżnię jak i "pełnię" czyli materię
      i energię (promienistą)... innymi słowy w przestrzeni wszystko to, co nie jest
      materią-energią może zostać uznane za próżnię...
      • kapitalizm1 Re: przestrzeń a próżnia 28.09.06, 22:17
        bonobo44 napisał:

        > tak istnieje - przestrzeń obejmuje zarówno próżnię jak i "pełnię" czyli
        materię
        >
        > i energię (promienistą)... innymi słowy w przestrzeni wszystko to, co nie
        jest
        > materią-energią może zostać uznane za próżnię...



        - wszystko co nie jest materia/energia?......

        a co to takiego?

        czy istnieje cos co nie jest materia/energia?


        mysl?
        • bonobo44 Re: przestrzeń a próżnia 29.09.06, 17:48
          no, wiesz... dopóki mi nie pokażesz kwantu oddziaływania grawitacji,
          uzasadnione jest mniemanie, że grawitacja to tylko zakrzywienie
          czasoprzestrzeni... obecne są w niej kwanty innych oddziaływań i oddziałujących
          cząstek... jednak nie oznacza to, że wypełniają one przestrzeń bez reszty...
          definicja przestrzeni jako relacji jest dobra gdy w m-ce "relacji" da się
          wstawić "oddziaływanie", a właściwie akt pojedynczego zdarzenia-oddziaływania...
          a z grawitacją mamy tu pewien taki mały problemik... tak mały jak nie wykryty
          dotąd grawiton...

          w istocie również skłaniam się do opisu rzeczywiostości poprzez zdarzenia i
          relacje między nimi... jest tylko ten mały szkopuł...
          jednym ze sposobów jest... odrzucenie grawitacji... być może uprawnione, skoro
          relacje (oddziaływania) grawitacyjne są tożsame z samą geometrią
          czasoprzestrzeni...
          • alsor Re: przestrzeń a próżnia 29.09.06, 19:05
            > no, wiesz... dopóki mi nie pokażesz kwantu oddziaływania grawitacji,
            > uzasadnione jest mniemanie, że grawitacja to tylko zakrzywienie
            > czasoprzestrzeni... obecne są w niej kwanty innych oddziaływań i oddziałujących
            >
            > cząstek... jednak nie oznacza to, że wypełniają one przestrzeń bez reszty...
            > definicja przestrzeni jako relacji jest dobra gdy w m-ce "relacji" da się
            > wstawić "oddziaływanie", a właściwie akt pojedynczego zdarzenia-oddziaływania..
            > .
            > a z grawitacją mamy tu pewien taki mały problemik... tak mały jak nie wykryty
            > dotąd grawiton...
            >
            > w istocie również skłaniam się do opisu rzeczywiostości poprzez zdarzenia i
            > relacje między nimi... jest tylko ten mały szkopuł...
            > jednym ze sposobów jest... odrzucenie grawitacji... być może uprawnione, skoro
            > relacje (oddziaływania) grawitacyjne są tożsame z samą geometrią
            > czasoprzestrzeni...

            To nie jest tak.
            Nikt nie twierdzi, że grawitacja to zakrzywienie przestrzeni.
            Jest powiedziane tylko tyle, że masa zakrzywia czasoprzestrzeń,
            ale ta krzywizna nie generuje grawitacji, czyli nie występuje tu
            oddziaływanie między tą krzywizną a masą.

            Wyobraźmy sobie taką zakrzywioną czasoprzestrzeń wokół masy,
            teraz obok umieszczamy próbkę, ta powinna stoczyć się po tej krzywiźnie
            w dół, ale jeśli grawitacja to ta krzywizna, i nic więcej,
            to wtedy próbka nawet nie drgnie, gdyż kierunki góra-dół wyznacza
            sama grawitacja (potencjały), a jej już tu nie ma - jest tylko statyczna,
            zakrzywiona hiperpowierzchnia = czasoprzestrzeń.
            Geometria nie generuje sił.

            W równaniach Einsteina występuje stara forma
            newtonowskiego oddziaływania grawitacyjnego (natychmiastowego):
            potencjał pola grawitacyjnego: V(r) = GM(r)/r,
            ...później z tego potencjału wynika krzywizna czasoprzestrzeni.

            Samego mechanizmu oddziaływania grawitacyjnego nikt do tej pory nie wyjaśnił,
            a takie bezpośrednie przekazywanie siły na odległość nie jest raczej możliwe.

            Należy też pamiętać o tym, że czasoprzestrzeń nie jest
            jakąś sumą czasu i przestrzeni, i dlatego nie ma mowy
            o zakrzywieniu czasu lub przestrzeni - takie zakrzywienie nie ma sensu.
            • bonobo44 Re: przestrzeń a próżnia 29.09.06, 19:49
              alsor napisał:

              > To nie jest tak.
              > Nikt nie twierdzi, że grawitacja to zakrzywienie przestrzeni.
              > Jest powiedziane tylko tyle, że masa zakrzywia czasoprzestrzeń,
              > ale ta krzywizna nie generuje grawitacji, czyli nie występuje tu
              > oddziaływanie między tą krzywizną a masą.

              Kiedy właśnie jest tak... w równaniach E. geometria czasoprzestrzeni porównana
              jest z rozkładem mas. Lewa strona równa się prawej a prawa lewej, bez jakiegoś
              wyróżnienia semantycznego. Pola spełniające te równania to rozwiązania tak
              postawionego idealnie symetrycznie problemu. (Chociaż istnieją też spełniające
              je rozwiązania bezmasowe.) W szczególności zakrzywiona czasoprzestrzeń działa
              na cząstkę próbną DOKŁADNIE tak samo jak masa, która mogłaby to zakrzywienie
              wywołać, a którą jakimś cudem byśmy z niej wyciągnęli, pozostawiając wywołane
              nią zakrzywienie.

              > Wyobraźmy sobie taką zakrzywioną czasoprzestrzeń wokół masy,
              > teraz obok umieszczamy próbkę, ta powinna stoczyć się po tej krzywiźnie
              > w dół, ale jeśli grawitacja to ta krzywizna, i nic więcej,
              > to wtedy próbka nawet nie drgnie, gdyż kierunki góra-dół wyznacza

              Dokładnie... w czasoprzestrzeni żadna cząstka ani drgnie, gdyż reprezentuje ją
              solidna struna rozciągnięta wzdłuż pełnej geodezyjnej opisującej linię życia
              cząstki... cząstka-"kuleczka" w ruchu jaką widzimy jest jedynie przecięciem
              przestrzennopodobnym owej cząstki czasoprzestrzennej w danej chwili czasu...

              > sama grawitacja (potencjały), a jej już tu nie ma - jest tylko statyczna,
              > zakrzywiona hiperpowierzchnia = czasoprzestrzeń.
              > Geometria nie generuje sił.

              moim zdaniem przyśpieszenie (a więc siła) działająca na cząstkę próbną jest
              RÓWNOWAŻNA z przyciąganiem grawitacyjnym, a to ostatnie wynika z krzywizny
              czasoprzestrzeni...
              cząstka próbna porusza się w czasoprzestrzeni po (a właściwie leży na)
              geodezyjnych (wzdłuż całej ich długosci) i nie ma pojęcia co zakrzywiło
              czasoprzestrzeń... ona sobie tam leży, wpisując się w pokręconą geometrię
              czasoprzestrzeni dokładnie tak, jakby działały na nią siły grawitacyjne
              wywołane przez masy, które w taki właśnie sposób zakrzywiłyby ową
              czasoprzestrzeń - przy tym krzywa ta nie "wystaje" ponad tę geometrię ani na
              jotę...

              > W równaniach Einsteina występuje stara forma
              > newtonowskiego oddziaływania grawitacyjnego (natychmiastowego):
              > potencjał pola grawitacyjnego: V(r) = GM(r)/r,
              > ...później z tego potencjału wynika krzywizna czasoprzestrzeni.
              >
              > Samego mechanizmu oddziaływania grawitacyjnego nikt do tej pory nie wyjaśnił,
              > a takie bezpośrednie przekazywanie siły na odległość nie jest raczej możliwe.

              sam powiedziałeś, że to nie jest siła...
              wg mnie E. wyjaśnił to właśnie w ten sposób... utożsamiajac grawitację z
              geometrią... dlatego właśnie nie ma potrzeby "przekazywania" tej "siły"...
              w obrazie tym nie jest też potrzebny żaden elementarny nośnik związanego z nią
              oddziaływania...

              > Należy też pamiętać o tym, że czasoprzestrzeń nie jest
              > jakąś sumą czasu i przestrzeni, i dlatego nie ma mowy
              > o zakrzywieniu czasu lub przestrzeni - takie zakrzywienie nie ma sensu.


              dokładnie tak... dlatego w czasoprzestrzeni nie powinniśmy w ogóle mówić o
              ruchu cząstek próbnych w przestrzeni, tylko analizować wzajemne konfiguracje
              ich pełnych 4-wymiarowych fizycznych reprezentantów... i to w zakrzywionej
              rozmaitości 4D!

              niestety, cała kosmologia startuje od przekreślenia idei E. na samym wstępie i
              wyróznia krzywe czasopodobne sklejajace się w ciągły czas kosmologiczny
              opisujac ewoluującą rozmaitość lokalnie przestrzennopodobną i przynajmniej z
              grubsza tylko 3D...
              nic dziwnego, że otrzymuje się z grubsza rzecz biorąc model Newtona z
              zakrzywioną przestrzenią w m-ce jego płaskiej...
              • alsor Re: przestrzeń a próżnia 29.09.06, 20:27
                > Dokładnie... w czasoprzestrzeni żadna cząstka ani drgnie, gdyż reprezentuje ją
                > solidna struna rozciągnięta wzdłuż pełnej geodezyjnej opisującej linię życia
                > cząstki... cząstka-"kuleczka" w ruchu jaką widzimy jest jedynie przecięciem
                > przestrzennopodobnym owej cząstki czasoprzestrzennej w danej chwili czasu...

                Rzeczywiście - w czasoprzestrzeni foton będzie tą linią geodezyjną,
                której długość to chyba czas...

                Ale pozostaje problem powstawania/zmiany tej krzywizny czasoprzestrzeni,
                są tu dwie możliwości:
                1. krzywizna jest całkowicie statyczna (sztywna)
                2. krzywizna jest ciągle odnawiana (słabnie, ale masa ją regeneruje)
                • bonobo44 Re: przestrzeń a próżnia 29.09.06, 20:43
                  alsor napisał:


                  > Ale pozostaje problem powstawania/zmiany tej krzywizny czasoprzestrzeni,
                  > są tu dwie możliwości:
                  > 1. krzywizna jest całkowicie statyczna (sztywna)

                  tak to chyba wynik a z OTW...

                  > 2. krzywizna jest ciągle odnawiana (słabnie, ale masa ją regeneruje)

                  niemożliwe... gdyby tak było, to oznaczałoby istnienie jakichkolwiek procesów w
                  czasie absolutnym... bo no bo inaczej wzdłuż jednej osi czasopodohbnej
                  regeneracja by musiała występowac w odmienny sposób niż w innej...
                  wg mnie masy są statycznie rozciągnięte w czasoprzestrzeni - ich przecięcie
                  przestrzennopodobne odbywa się z grubsza w poprzek tych rozciągniętych tworów
                  tak, aby to dawało sensowny obraz kulistych obiektów przestrzennych i tak aby
                  ich masa przestrzenna od przecięcia do przecięcia nie ulegała zmianie...
                  iodbywa się to skutecznie dzięki temu, że wszystkie duze masy złożone są z
                  przecinanych zgodnie z regułami kwantowymi trajektorii geodezyjnych związanych
                  w te masy cząstek elementarnych...

                  nie ma potrzeby czegokolwiek tu odświeżać... w odróznieniu od wizji S.Kinga nie
                  przychodzą żadne Langholliery i nie pożerają czasu... każda chwila w każdym
                  przestrzennopodobnym przecięciu jest równie świeża, jędrna, niezapomniana i
                  wiecznotrwała... to całe nasze wieczne niebo i/lub... piekło...

                  pytanie: jak kwanty moderują ten stabilny obraz - otóż wg mnie zdarzenia
                  kwantowe mają zdolność do rozrzucania nas (naszych dokładnych powielonych
                  kopii) po wszystkich możliwych do osiągnięcia z poziomu takiego danego
                  zdarzenia czasoprzestrzeniach tego typu (OTWowskiego)... być może i tu m-ce na
                  naszą wolną wolę, ta ostatnia potrafi w jakiś niezrozumiały sposób moderować
                  liczebność takich osiągalnych dla istot zdolnych do podejmowania decyzji (np.
                  wszystkich zwierząt wyższych(?)) - czasoprzestrzeni... jak jednak miałoby to
                  być możliwe? nie mam bladego pojęcia...
                  • nowak11 Re: przestrzeń a próżnia 29.09.06, 20:50
                    Rozumiem pytanie, bo sam je zadałem:) ale z odpowiedzi niewiele kapuję. Mój
                    pomysł jest taki: być może w Kosmosie istnieją obszary pustki, których nie
                    trzeba pokonywać (tylko przestrzeń jest do przebycia). Więc być może Kosmos
                    można przemierzać szybciej niż nam się wydaje???
                    • bonobo44 Re: przestrzeń a próżnia 29.09.06, 23:58
                      nowak11 napisał:

                      > Rozumiem pytanie, bo sam je zadałem:) ale z odpowiedzi niewiele kapuję. Mój
                      > pomysł jest taki: być może w Kosmosie istnieją obszary pustki, których nie
                      > trzeba pokonywać (tylko przestrzeń jest do przebycia). Więc być może Kosmos
                      > można przemierzać szybciej niż nam się wydaje???

                      rozumiesz najwyraźniej pustkę jako hiperprzestrzenną nicość poza rozmaitością
                      naszej czasoprzestrzeni... w takim ujęciu być może masz rację... można sobie
                      wyobrazić istnienie takich "mostów-tuneli" hiperprzestrzennych sklejających
                      odległe obszary tej rozmaitości lub nawet sklejające odległe obszary
                      różnych "odległych" w tej hiperprzestrzeni rozmaitości
                      czasoprzestrzennopodobnych (OTWowatych)... podróż przez takie rozsądnej jakości
                      tunele byłaby zapewne mocno podobna do słynnych sekwencji ze "Stargate"...
                      inny problem to to, że nie potrafilibyśmy ich raczej tworzyć... moglibyśmy je
                      jedynie odkrywać (jako naturalne fenomeny wpisane w strukturę multiwersum)...
                  • alsor Re: przestrzeń a próżnia 29.09.06, 21:42
                    > niemożliwe... gdyby tak było, to oznaczałoby istnienie jakichkolwiek procesów w
                    > czasie absolutnym...

                    Ten czas absolutny nie byłby przypadkiem czasem
                    dla naszego czasu, czyli nasz czas zmienia się
                    w tym absolutnym czasie... to jakaś makabra.

                    > każda chwila w każdym
                    > przestrzennopodobnym przecięciu jest równie świeża, jędrna, niezapomniana i
                    > wiecznotrwała... to całe nasze wieczne niebo i/lub... piekło...

                    To zaczy tylko tyle, że czasu nie ma.

                    > pytanie: jak kwanty moderują ten stabilny obraz - otóż wg mnie zdarzenia
                    > kwantowe mają zdolność do rozrzucania nas (naszych dokładnych powielonych
                    > kopii) po wszystkich możliwych do osiągnięcia z poziomu takiego danego
                    > zdarzenia czasoprzestrzeniach tego typu (OTWowskiego)... być może i tu m-ce na
                    > naszą wolną wolę, ta ostatnia potrafi w jakiś niezrozumiały sposób moderować
                    > liczebność takich osiągalnych dla istot zdolnych do podejmowania decyzji (np.
                    > wszystkich zwierząt wyższych(?)) - czasoprzestrzeni... jak jednak miałoby to
                    > być możliwe? nie mam bladego pojęcia..

                    Jest to raczej dość złożony problem...
                    w tej chwili mogę jedynie powiedzieć tak:

                    Raczej nie wyróżniłbym człowieka jako jedynego nosiciela
                    inteligencji i świadomości, która wg mnie jest pewnego
                    rodzaju złudzeniem (podobnie jak emocje i ta wolna wola) -
                    krótko mówiąc - jest to wyróżniony i ciągły proces umysłowy,
                    scalający, czy integrujący zgromadzoną wiedzę z doświadczeniem...

                    Maszyny wkrótce to opanują... i nie będzie to wcale sztuczna świadomość,
                    ...no i jasne jest też, że człowiek z tego powodu nic nie straci,
                    a nawet przeciwnie.
                    • bonobo44 Re: przestrzeń a próżnia 29.09.06, 23:44
                      alsor napisał:

                      > Ten czas absolutny nie byłby przypadkiem czasem
                      > dla naszego czasu, czyli nasz czas zmienia się
                      > w tym absolutnym czasie... to jakaś makabra.

                      poniekąd... jak wszystko co najzupełniej przypadkowo wyłania się z chaosu 8-(
                      ten absolutny czas nie zmienia się w czasie (nie ma takich cudów), on miota się
                      po rozmaitości czasoprzestrzennej w tańcu linii czasopodobnych...
                      rozwidla się, gdyż przeskakujemy w każdym momencie do wielu podobnych
                      rozmaitości naraz... ale to tylko nasz punkt widzenia... tak naprawdę wygląda
                      to znowu jako stabilna bryła multiwersum posklejana z rozmaitości
                      czasoprzestrzennych tak gęsto poprzeplatanych ze sobą możliuwymi przejściami,
                      ze już zupełnie nie wiadomo, gdzie kończy się jedna rozmaitość
                      czasopzrestrzennopodobna, a gdzie zaczyna jakaś odrębna... w takim tworze każda
                      najbardziej chaotyczna trajektoria jest do pomyślenia...
                      postrzegamy tylko te, w których mamy w miarę stabilne historie osobnicze...
                      inne to ślepe zaułki kończące się przerwaniem ciągłości strumienia świadomości
                      ze wszystkimi tego konsekwencjami...
                      innymi słowy zawsze istnieje podklasa trajektorii, w których odczuwamy ciągłość
                      naszej tożsamości, chociaż jest ona praktycznie miary zero w multiwersum...
                      to nie jest kwestia szczęścia... takie po prostu też są...odbicie w stronę
                      obłędu i chaosu kończy się jednym i drugim - nie ma w nim dłużej m-ca na
                      podmiot analizujący... zresztą warto zauważyć, że nasz świat wcale nie jest tak
                      do końca spójny... wiele sąsiednich świadomości pogrąża się wokół nas w chaosie
                      obłędu... całe populacje zwierząt trafiają do chaotycznego piekła, które im
                      stwarzamy... dla nich rzeczywistość rozpada się w feerii niepojętych
                      chaotycznych sekwencji ich piekielnego życia i przerażająco surrealistycznej
                      hekatombie nagłej śmierci w piekielnych nieludzkich cierpieniach...
                      a to wszystko w tym ponoć "najlepszym z możliwych swiatów"...

                      8-(
                      8-(
                      8-(
                    • bonobo44 Re: przestrzeń a próżnia 29.09.06, 23:49
                      alsor napisał:

                      > Maszyny wkrótce to opanują... i nie będzie to wcale sztuczna świadomość,
                      > ...no i jasne jest też, że człowiek z tego powodu nic nie straci,
                      > a nawet przeciwnie.

                      w nich cała nasza nadzieja? obyś miał rację...

                      chociaż wizja Terminatora 2 nie daje mi jednak spokoju...

                      ale być może dla AI bedziemy równie cenni jak słonie dla nas...
                      bez nich, bez bonobo i pieśni humbaków świat nie będzie już dłużej nigdy taki
                      sam...

                      dla AI odejście w niebyt ludzi mogłoby stanowić równie niepowetowaną stratę...
              • lola10.10 Re: przestrzeń a próżnia 06.10.06, 17:50
                Kochany Bonobusiu!
                Nie jestem pewna, czy cokolwiek z tego, co tu piszecie rozumiem, ale jestem
                zachwycona Twoim mysleniem o grawitacji! Powaznie.

                > ... w czasoprzestrzeni żadna cząstka ani drgnie, gdyż reprezentuje ją
                > solidna struna rozciągnięta wzdłuż pełnej geodezyjnej opisującej linię życia
                > cząstki... cząstka-"kuleczka" w ruchu jaką widzimy jest jedynie przecięciem
                > przestrzennopodobnym owej cząstki czasoprzestrzennej w danej chwili czasu...
                Och, miod na moje serce!

                > moim zdaniem przyśpieszenie (a więc siła) działająca na cząstkę próbną jest
                > RÓWNOWAŻNA z przyciąganiem grawitacyjnym, a to ostatnie wynika z krzywizny
                > czasoprzestrzeni...
                > cząstka próbna porusza się w czasoprzestrzeni po (a właściwie leży na)
                > geodezyjnych (wzdłuż całej ich długosci) i nie ma pojęcia co zakrzywiło
                > czasoprzestrzeń... ona sobie tam leży, wpisując się w pokręconą geometrię
                > czasoprzestrzeni dokładnie tak, jakby działały na nią siły grawitacyjne
                > wywołane przez masy, które w taki właśnie sposób zakrzywiłyby ową
                > czasoprzestrzeń - przy tym krzywa ta nie "wystaje" ponad tę geometrię ani na
                > jotę...
                Och tak! Przy czym te geodezyjne zmieniaja swoja krzywizne na podobienstwo
                skrecanej gumki recepturki ( to przyklad w wielgachnym przyblizeniu). Kwantowe
                skoki zachodza przy pelnych skretach takiej gumki, na przyklad kiedy z postaci,
                ktora mozemy zapisa jako 2 pi r, a r = 1 czyli 2 pi 1 do postaci 4 pi 1/2. W
                taki mniej wiecej sposob zmienia sie krzywizna tych geodezyjnych.
                > moim zdaniem przyśpieszenie (a więc siła) działająca na cząstkę próbną jest
                > RÓWNOWAŻNA z przyciąganiem grawitacyjnym, a to ostatnie wynika z krzywizny
                > czasoprzestrzeni...
                No wlasnie. Jesli energia calkowita takiej "czastki probnej" jest rozsmarowana
                na takiej strunie-geodezyjnej o geometrii 2 pi 1, to jesli dwie takie "czastki
                probne" wpadna na siebie, to zwiekszy sie ich energia calkowita, ale nastapi
                przyspieszenie, bo taka nowo powstala struna-geodezyjna, na ktorej rozsmarowana
                jest energia calkowita sparowanych dwoch "czastek probnych", zwinie sie na
                przyklad do stanu o geometrii na przykad 4 pi 1/2, A to bu znaczylo,ze
                przyspieszenie jest zwiazane z przyrostem energii z jednoczesna zmiana
                krzywizny - geometrii czasoprzestrzeni zajmowanej przez taki obiekcik struno-
                geodezyjną.

                > cząstka próbna porusza się w czasoprzestrzeni po (a właściwie leży na)
                > geodezyjnych (wzdłuż całej ich długosci) i nie ma pojęcia co zakrzywiło
                > czasoprzestrzeń...
                Nawet nie ma pojęcia co zakrzywiło jej wlasna czasoprzestrzeń...
                A ja wiem, co ja zakrzywilo. Rownowaznosc jej energii calkowitej z geometria
                jej struny-geodezyjnej. Taka struna o postaci 2 pi r (r -1) ma krzywizne zerowa.
                (Na przyklad dla fotonu jako czastki probnej c = 2 pi 1)

                pozdrawiam
                lola
                • lola10.10 Re: przestrzeń a próżnia 06.10.06, 18:58
                  > Nawet nie ma pojęcia co zakrzywiło jej wlasna czasoprzestrzeń...
                  > A ja wiem, co ja zakrzywilo. Rownowaznosc jej energii calkowitej z geometria
                  > jej struny-geodezyjnej. Taka struna o postaci 2 pi r (r -1) ma krzywizne
                  zerowa
                  Błąd: oczywiscie nie r-1 tylko r=1, ale ja mam starą klawiaturę ze znakami
                  nieadekwatnymi do tego, co spod nich wychodzi :-)
          • kapitalizm1 Re: przestrzeń a próżnia 29.09.06, 21:01
            bonobo44 napisał:

            > no, wiesz... dopóki mi nie pokażesz kwantu oddziaływania grawitacji,
            > uzasadnione jest mniemanie, że grawitacja to tylko zakrzywienie
            > czasoprzestrzeni...


            - grawitacja [ciezkosc] jest energia i jako taka jest stanem materii, niczym
            wiecej,

            'czasoprzestrzen' jest abstrakcja matematyczna, a nie istniejacym w
            rzeczywistosci zjawiskiem fizycznym,

            zakrzywienie 'czasoprzestrzeni' jest...ano...jest to 'zakrzywienie' abstrakcji
            matematycznej,

            polaczenie dwoch pojec relacji (czasu - czyli ruchu materii i przestrzeni -
            czyli polozenia materii) niekoniecznie daje nam nowe, trzecie logiczne pojecie,

            tak jak np. polaczenie pojecia 'grubosc' z pojeciem 'malzenstwo' nie tworzy
            nowego pojecia 'grubosciomalzenstwo',

            na marginesie, znowu zapominasz, ze czas i przestrzen sa tylko pojeciami
            relacji, a nie istniejacymi bytami fizycznymi, i jako takie oczywiscie nie moga
            ulegac zadnemu zakrzywieniu, ktore to zjawisko moze dotyczyc tylko materii.

            • bonobo44 Re: przestrzeń a próżnia 29.09.06, 23:31
              kapitalizm1 napisał:


              > na marginesie, znowu zapominasz, ze czas i przestrzen sa tylko pojeciami
              > relacji, a nie istniejacymi bytami fizycznymi, i jako takie oczywiscie nie
              > moga ulegac zadnemu zakrzywieniu, ktore to zjawisko moze dotyczyc tylko
              materii.


              no tak... zasadniczo są to jednak relacje takie, które poprawnie wpisują się w
              takie wytworzone przez nas abstrakcje matematyczne, jak przestrzeń spleciona z
              czasem, które na dodatek nauczyliśmy się postrzegać w tym ich kontekście jako
              ich fizyczne odpowiedniki... jesteśmy bytami, w których zasadę działania
              wpisana jest "zmiana", a przynajmniej jej wrażenie czy iluzja... jesteśmy
              niczym więcej tylko czytnikami na wielkim kompakcie wszechświata? na dodatek z
              nieustannym kwantowym zmieniaczem płyt, hi!hi!
              • kapitalizm1 Re: przestrzeń a próżnia 30.09.06, 00:13

                bonobo44 napisał:


                no tak... zasadniczo są to jednak relacje takie, które poprawnie wpisują się w
                takie wytworzone przez nas abstrakcje matematyczne, jak przestrzeń spleciona z
                czasem, które na dodatek nauczyliśmy się postrzegać w tym ich kontekście jako
                ich fizyczne odpowiedniki...


                - sorry, ale to jest zupelny belkot,

                jakie relacje wpisuja sie w abstrakcje matematyczne?

                przestrzen spleciona z czasem?

                co ma czas do przestrzeni (?) - kompletnie nic.
              • lajkonik521 Re: przestrzeń a próżnia 30.09.06, 09:41
                Drogi Bonobiaku,
                Mam ciągle wątpliwości co do splotu przestrzeni z czasem, przy którym tak się
                upierasz. Nie chcę cię nawracać, wyłuszczę tylko na czym wątpliwość polega -
                moze mnie doświecisz.

                Rzeczywiście to co "oglądamy" zdaje się wskazywać na wspominany przez ciebie
                splot - im dalej "patrzymy" tym starsze obiekty widzimy. Przesytrzeń splata się
                z czasem.

                Jeśli nasi bracia żyją na odległej planecie i "patrzą" w naszym kierunku, to
                widzą nas na drzewach z drągami w rękach, a nie na obecnym etapie naszego
                rozwoju. Im też w procesie "patrzenia" czas splata się z przestrzenią.

                Podróż do "ogladanych" planet nie jest mozliwa, bowiem ogladane przez nas i
                przez nich planety "NIE SĄ", ale "BYŁY". Odwiedziny "ogladanych" planet
                wymagałyby pokonania (powiedzmy) 1 mln lat swietlnych ORAZ 1 mln lat wstecz -
                Ale w cyasopryestryeni si nie lata!

                Zarówno my jak i nasi bracia wiemy, ze co innego się "ogląda" a co innego
                "JEST". Oni zyją w AKTUALNEJ PRZESTRZENIi my żyjemy w AKTUALNEJ PRZESTRZENI.
                AKTUALNEJ PRZESTRZENI się "NIE OGLADA", bo nie mamy narzędzia przekazujacego
                informację z nieskończoną predkością - jesteśmy skazani na oczy i anteny radiowe.

                Między nami (w rzeczywistej przestrzeni) i braćmi (w rzeczywistej przestrzeni)
                jest mnóstwo obiektów (takrze w rzeczywistej przestrzeni). Rzeczywista
                przestrzeń - niewykrzywiona splątanym z nia czasem - rozciąga się od nas
                (aktualnych) do braci (aktualnych). I choc jej nie ogladamy (a dokładniej nie
                ogladamy obiektów w niej zawieszonyvch), to ona JEST. Nieskażona czasem. Trzeba
                tylko, z braku odpowiedniego narzędzia, zamknać oczy, nie "ogladać" i poznawać
                te rzeczywistość narzędziami teoretycznymi poki nic lepszego sie nie wykombinuje.

                Podsumowujac, czy twoje splatanie przestrzeni i czasu nie wynika tylko i
                wyłącznie stąd, ze skazani jesteśmy na ogladanie wszechswiata, z wszelkimi
                konsekwencjami dotyczącymi opóźnienia obrazu?

                Lajkonix
                No to już czuję jak mnie wpuszczasz w maliny.
                • bonobo44 MULTIversum a UNIversum 01.10.06, 09:20
                  lajkonik521 napisał:

                  <<to co "oglądamy" zdaje się wskazywać na wspominany przez ciebie
                  splot - im dalej "patrzymy" tym starsze obiekty widzimy. Przesytrzeń splata się
                  z czasem.>>

                  <<czy twoje [to nie tylko moje ;] splatanie przestrzeni i czasu nie wynika
                  tylko i wyłącznie stąd, ze skazani jesteśmy na ogladanie wszechswiata, z
                  wszelkimi konsekwencjami dotyczącymi opóźnienia obrazu?>>

                  dobre pytanie, które zawiera od razu odpowiedź (a zasadniczo 2 alternatywne
                  wykluczajace się odpowiedzi 8)
                  ten splot to nie tylko ta zasada... kluczowa tu jest jej ilościowa realizacja...
                  a ta ostatnia ujmuje to w jezyku TW Einsteina w taki sposób, że oto NIE
                  ISTNIEJE nic takiego, jak JEDNA "AKTUALNA PRZESTRZEŃ"... po prostu nie
                  istnieje, albo inaczej:
                  dla każdego istnieje INNA aktualna przestrzeń... jako "zjawisko" (coś co nam
                  się jawi) czysto subiektywne (nawet nie intersubiektywne) nie może ona być
                  niczym obiektywnym...
                  a zatem dla każdego owo "opóźneinie" obrazu jest inne (mimnimalnie inne, gdy
                  osoby te "stoją" obok w zakrzywionej czasoprzestrzeni (OTW),
                  nieco bardziej gdy idą w różnych kierunkach (widoczne już w gruncie rzeczy w
                  STW)...


                  <<Zarówno my jak i nasi bracia wiemy, ze co innego się "ogląda" a co innego
                  "JEST". Oni zyją w AKTUALNEJ PRZESTRZENIi my żyjemy w AKTUALNEJ PRZESTRZENI.
                  AKTUALNEJ PRZESTRZENI się "NIE OGLADA", bo nie mamy narzędzia przekazujacego
                  informację z nieskończoną predkością - jesteśmy skazani na oczy i anteny
                  radiowe.>>

                  możemy tak uznać od biedy (i zabieg taki w istocie czyniony jest w standardowym
                  modelu kosmologicznym), ale nawet tam obowiązuje to tylko lokalnie i jedynie w
                  wielkim przybliżeniu, a załamuje się zupełnie (po przejściu gładkim) od jednego
                  regionu względnie wypłaszczonej krzywizny do innego...


                  <<Między nami (w rzeczywistej przestrzeni) i braćmi (w rzeczywistej przestrzeni)
                  jest mnóstwo obiektów (takrze w rzeczywistej przestrzeni). Rzeczywista
                  przestrzeń - niewykrzywiona splątanym z nia czasem - rozciąga się od nas
                  (aktualnych) do braci (aktualnych). I choc jej nie ogladamy (a dokładniej nie
                  ogladamy obiektów w niej zawieszonyvch), to ona JEST. Nieskażona czasem.>>

                  RZECZYWISTA istniejąca przestrzeń to tzw. CZASOprzestrzeń... a dokładniej
                  geometryczny splot wszystkich istniejących czasoprzestrzeni (po
                  polsku 'światów' - 'UNIversa' w językach anglosaskich), zwany obecnie coraz
                  powszechniej 'MULTIversum' (po polsku 'WSZECHświat' - sygnum od zawsze obecne w
                  językach słowiańskich jakby w oczekiwaniu na pełny desygnat zrodzony na
                  przełomie 2-go i 3-go tysiąclecia n.e.)


                  podkreślam - chociaż buntują się tu nasze zmysły... pełną konsekwencją Teorii
                  Względności W jest nieobecność izolowanego czasu i izolowanej przestrzeni
                  (pojedynczego świata), a zatem istnienie "NIERUCHOMEGO" absolutu
                  czasoprzestrzeni (pojedynczego świata wraz z CAŁĄ jego ewolucją)...

                  podobnie pełną konsekwencją Mechaniki Kwantowej jest nieobecność jednej
                  izolowanej czasoprzestrzeni (Świata), a zatem istnienie "NIERUCHOMEGO" absolutu
                  pełnego wszechświata (Multiversum) obejmującego wszystkie dajace się w nim
                  wyróżnić, a realnie istniejące dla zamieszkujących je miriadów gatunków istot
                  postrzegających i analizuhjących rzeczywistość na multum sposobów analogicznych
                  i nie z naszymi, nawet jeśli nie potrafią one ogarnąć postrzeganiem naszego,
                  dokłądnie tak samo jak i my tych ich światów...
                  • kapitalizm1 Re: MULTIversum a UNIversum 02.10.06, 05:23
                    RZECZYWISTA istniejąca przestrzeń to tzw. CZASOprzestrzeń... a dokładniej
                    geometryczny splot wszystkich istniejących czasoprzestrzeni (po
                    polsku 'światów' - 'UNIversa' w językach anglosaskich), zwany obecnie coraz
                    powszechniej 'MULTIversum' (po polsku 'WSZECHświat' - sygnum od zawsze obecne w
                    językach słowiańskich jakby w oczekiwaniu na pełny desygnat zrodzony na
                    przełomie 2-go i 3-go tysiąclecia n.e.)


                    - pare sprostowan,

                    Multiverse (a nie 'multiversum') to WIELO-swiat, a nie WSZECH-swiat,

                    pojecie to powstalo po tym jak wydzialy filozofii i logiki wskazywaly na blad w
                    uzywaniu slowa Wszechswiat w znaczeniu WIELO-swiat,

                    ten wybieg lingwistyczny fizykow teoretykow rowniez nie na wiele sie zdaje,
                    gdyz w dalszym ciagu nie moga oni przeskoczyc Aksjomatu Istnienia - czyli
                    wszystko co istnieje jest we Wszechswiecie,

                    Multiverse niczego tu nie zmienia, no chyba, ze poszczegolne obszary
                    Wszechswiata (calego swiata) podzielimy na jakies umowne, odrebne czesci i
                    bedziemy je nazywac Nasz Swiat (np. nasza Galaktyka) - tylko wtedy moglibysmy
                    mowic o istnieniu Wielu-swiatow,

                    ale nie o to chyba chodzi,

                    inna twoja niescislosc to operowanie pojeciem czas i przestrzen, sa to pojecia
                    relacji materi, i tylko do tych relacji te pojecia sie odnosza,

                    czas to relacja ruchu materii, nie ma ruchu - nie ma pojecia czasu,

                    przestrzen to relacja polozenia materii, nie ma roznicy polozenia - nie ma
                    pojecia przestrzeni.
                    • bonobo44 Re: multiverSE vs. multiverSUM 8-) 02.10.06, 17:32
                      jak

                      universe vs. universum

                      et:Multiversum
                      es:Multiverso
                      fr:Multivers
                      nl:Multiversum
                      pl:Wieloświat
                      pt:Multiverso
                      sv:Multiversum
                      otheruniverses.quickseek.com/

                      jak widzisz multiversum dominuje... 8)

                      'wszechświat' to moja prywatna propozycja w opozycji do 'jednoświat' 8)
                      przyznasz że dziwne to ostatnie by było...
                      jeśli zatem 'wszechświat' ma oznaczać 'universe'
                      to multiverse
                      to powinien być 'multiwszechświat' co też brzmi dziko, a 'wieloświat' niewiele
                      lepiej (niczym jakiś wieloszczet, hi!hi!)

                      po co?

                      skoro mamy gotowe słowa wpisujące się tu jak znalazł

                      'świat'= 'universe'
                      'wszechświat'= 'multiverse'

                      co od dawna i nie tylko z przekory lansuję, pomimo przyjmującej się (niestety)
                      opcji wieloświatowej...
                      • kapitalizm1 Re: multiverSE vs. multiverSUM 8-) 02.10.06, 18:47
                        - kombinujesz troche jak kon pod gore - ale niech ci bedzie,

                        tylko skad wziales ten Multiversum (?), z niemieckiego, szweckiego czy innego
                        egzotycznego jezyka,

                        a mowiles o jezykach anglosaskich,


                        > 'wszechświat' to moja prywatna propozycja ....

                        - czyzby?

                        a ja myslalem, ze zawsze w j. polskim bylo Wszechswiat...hmmm


                        > 'świat'= 'universe'

                        - nie,

                        'swiat' = world,

                        'universe' = 'wszechswiat'


                        > 'wszechświat'= 'multiverse'

                        - nie,

                        'wszechswiat' = 'universe'

                        'multiverse' = wielosc wszechswiatow - czyli fantazja niektorych tzw nalkowcuf,

                        poza tym twoj link nie wskazuje na uzywanie slowa 'multiversum'.


                        • bonobo44 Re: 'wszech' to nie 'uni' 8-) 02.10.06, 20:48
                          kapitalizm1 napisał:

                          > - kombinujesz troche jak kon pod gore - ale niech ci bedzie,
                          >
                          > tylko skad wziales ten Multiversum (?), z niemieckiego, szweckiego czy innego
                          > egzotycznego jezyka,

                          szwedzki to nie taki znów egzotyczny język, nie mówiąc o niemieckim...
                          szczerze mówiąc narzuca mi się przez analog z łacińskim universum...
                          stąd też takie rozpowszechnienie w świecie...

                          > a mowiles o jezykach anglosaskich,

                          no tak, w istocie - mówiłem...


                          > > 'wszechświat' to moja prywatna propozycja ....
                          >
                          > - czyzby?
                          > a ja myslalem, ze zawsze w j. polskim bylo Wszechswiat...hmmm


                          jako stare sygnum dla tego nowego desygnatu - uważam, ze to mój autorski w
                          pełni nowatorski ;-) pomysł...

                          > > 'świat'= 'universe'
                          >
                          > - nie,
                          >
                          > 'swiat' = world,

                          nie... 'world' oznacza świat typu ziemskiego - planetę...
                          w tym sensie polskie 'świat' to słowo o wiele bardziej wieloznaczne...

                          > 'wszechswiat' = 'universe'

                          tak było do tej pory - przedrostek 'uni' znaczy 'jeden' 'unikalny'...
                          czas to zmienić... 'wszech' to nie 'uni'

                          > 'multiverse' = wielosc wszechswiatow - czyli fantazja niektorych tzw nalkowcuf

                          hmmm... "fantazja" - powiadasz?
                          dziwna to fantazja, która opanowała umysły ca. połowy fizyków kwantowych na
                          całym świecie, nie licząc rzecz jasna tego naszego zaścianka i... Madagaskaru...


                          > poza tym twoj link nie wskazuje na uzywanie slowa 'multiversum'.

                          wskazuje na rozpowszechnienie (niemiecki, holenderski, szwedzki, ale także...
                          łacina) - i jako taki mógłby swobodnie wejść do esperanto:

                          et:Multiversum es:Multiverso fr:Multivers he:יקום מקביל nl:Multiversum
                          pl:Wieloświat pt:Multiverso sv:Multiversum
                          • kapitalizm1 Re: 'wszech' to nie 'uni' 8-) 02.10.06, 23:40
                            bonobo44 napisał:

                            > szwedzki to nie taki znów egzotyczny język, nie mówiąc o niemieckim...


                            - w kosmologii, fizyce, matematyce (i ogolnie w calej nauce) sa to jezyki
                            egzotyczne,


                            > szczerze mówiąc narzuca mi się przez analog z łacińskim universum...
                            > stąd też takie rozpowszechnienie w świecie...

                            - nie ma takiego rozpowszechnienia,

                            'universum' to stara, istniejaca od tysiacleci lacinska nazwa Wszechswiata,

                            od ok. 200 lat lacina nie jest juz jezykiem nauki i obowiazuje ang wersja
                            Universe (Wszechswiat), ktora to fizycy teoretycy (tzw nalkofcy) ostatnio
                            probuja przerobic na 'Multiverse' - sugerujac istnienie wielu Wszechswiatow,





                            > nie... 'world' oznacza świat typu ziemskiego - planetę...
                            w tym sensie polskie 'świat' to słowo o wiele bardziej wieloznaczne...


                            - nie, 'world' to jest swiat, rowniez w sensie ziemskim albo np. swiat poetow,
                            biznesu czy polityki,

                            ale w astronomii nigdy nie jest w sensie 'universe',

                            a wiec Universe to Wszechswiat, a World to Swiat,



                            > 'wszechswiat' = 'universe'

                            tak było do tej pory - przedrostek 'uni' znaczy 'jeden' 'unikalny'...
                            czas to zmienić... 'wszech' to nie 'uni'

                            - alez ci sie chlopie placza jezyki i tlumaczenia,

                            'uni' to jest 'wszech' w jez. angielskim, a nie jeden, unikalny...

                            nawet w jezyku polskim 'uni-wersalny' nie oznacza 'uni-kalny' czy 'jeden',


                            > hmmm... "fantazja" - powiadasz?
                            > dziwna to fantazja, która opanowała umysły ca. połowy fizyków kwantowych na
                            > całym świecie, nie licząc rzecz jasna tego naszego zaścianka i...
                            Madagaskaru..


                            - napisalem "fantazja", gdyz jest to kontrowersyjna hipoteza oparta na innej
                            hipotezie ktora sama w sobie jest filozoficznie (logicznie) fundamentalnie
                            bledna, nie moze istniec wiecej niz jeden "zbior wszystkich zbiorow",



                            > > poza tym twoj link nie wskazuje na uzywanie slowa 'multiversum'.
                            >
                            > wskazuje na rozpowszechnienie (niemiecki, holenderski, szwedzki, ale także...
                            > łacina) - i jako taki mógłby swobodnie wejść do esperanto:
                            >


                            - to sobie na niego kliknij i sprawdz,

                            a potem daj mi znac gdzie to tam jest.



                            • bonobo44 "UNIverse" znaczy "JEDEN świat" 8-) 03.10.06, 10:13
                              kapitalizm1 napisał:

                              > - nie, 'world' to jest swiat, rowniez w sensie ziemskim albo np. swiat
                              > poetow, biznesu czy polityki

                              tys prowda...

                              > ale w astronomii nigdy nie jest w sensie 'universe',

                              ale polski 'świat' w odróżnieniu od zachodnich MOŻE być i celowość tego
                              postuluję...

                              > - alez ci sie chlopie placza jezyki i tlumaczenia,
                              > 'uni' to jest 'wszech' w jez. angielskim, a nie jeden, unikalny...

                              taaak... skoro TY tak twierdzisz...
                              bacz jednak na rzeczywistość INTERsubiektywną
                              a nie li tylko SUbiektywną:

                              <<UNI- w złożeniach: jedno-; jeden; pojedynczy.
                              Etym. - łac. unus 'jeden'>>
                              [słownik Kopalińskiego]


                              > nawet w jezyku polskim 'uni-wersalny' nie oznacza 'uni-kalny' czy 'jeden',


                              'uni-wersalny' istotnie nie oznacza 'uni-kalny' ('uni-kalny' znaczy to,
                              co znaczy, czyli 'rzadki' i wręcz 'niepowtarzalny' z uwagi na owo 'uni-',
                              podobnie jak 'uni-a' znaczy 'jedność')
                              ale już 'jeden' i owszem:
                              'uniwersalny' to bowiem tyleż, co 'JEDEN (przepis) na wszystko'
                              cosik misiem widzi, że taki własnie proponujesz, hi!hi!


                              > - napisalem "fantazja", gdyz jest to kontrowersyjna hipoteza oparta na innej
                              > hipotezie ktora sama w sobie jest filozoficznie (logicznie) fundamentalnie
                              > bledna

                              taAAAak... skoro TY tak twierdzisz...
                              bacz jednak na rzeczywistość INTERsubiektywną
                              a nie li tylko SUbiektywną 8-)

                              > nie moze istniec wiecej niz jeden "zbior wszystkich zbiorow"

                              nooo... sam widzisz...
                              dlatego właśnie 'wszechświat' to wprost idealne sygnum na 'wszystkie światy
                              (równoległe)'

                              to nasze sygnum gwałtownie nam ekspandowało łostatnimi czasy...
                              'wieloświat' niczego nie tłumaczy... niewielka część 'multiversum'
                              może być już wieloświatem (np. dwu-, czy czterdzistucztero-światem)
                              tymczasem 'multiversum' jest dokładnie (!) 'WSZECH-światem'...

                              > - to sobie na niego kliknij i sprawdz,
                              > a potem daj mi znac gdzie to tam jest.


                              dlaczego sam sobie nie klikniesz? użyj opcji 'Find(on this page)'
                              i wpisz 'multiversum' jeśli masz z tym jakowyś problem... w końcu to Twój
                              problem nie mój... jeśli tak jak wyżej sobie jednak radzisz z wyławianiem
                              wszystkich informacji, to dłużej już mnie nie dziwi ten Twój konserwatyzm
                              i zupełny brak otwarcia na żywy, rozwijający się język... także w warstwie
                              znaczeniowej starych terminów...
                    • nowak11 Re: MULTIversum a UNIversum 02.10.06, 23:23
                      Napisałeś: "...przestrzeń to relacja położenia materii, nie ma różnicy
                      położenia - nie ma pojęcia przestrzeni...". Ładnie to brzmi, ale o jaką materię
                      chodzi? O planety, samochody, ołówki, bakterie, mikroby, atomy, elektrony...? A
                      co z kulką? - Czy między jej środkiem a powierzchnią jest jakaś przestrzeń?
                      Pewnie, że jest: więc moim zdaniem przestrzeń NA PEWNO jest tam gdzie jest
                      materia. Ale co w sytuacji gdy materii nie ma? Czy tam nie ma przestrzeni? A
                      kto ma to stwierdzić? Obserwator? Skoro on się pojawia to jest i materia, co
                      nie? Czyli co? Czy bez człowieka (obserwatora) nie byłoby przestrzeni, materii,
                      czasu... Nie byłoby Wszechświata?
                      A tak przy okazji - wszech-, czyli wszystek, cały; analogicznie do
                      wszechwładzy, wszechwiedzy itp.
                      • kapitalizm1 Re: MULTIversum a UNIversum 02.10.06, 23:55
                        nowak11 napisał:

                        > Napisałeś: "...przestrzeń to relacja położenia materii, nie ma różnicy
                        > położenia - nie ma pojęcia przestrzeni...". Ładnie to brzmi, ale o jaką
                        materię
                        >
                        > chodzi? O planety, samochody, ołówki, bakterie, mikroby, atomy, elektrony...?
                        A
                        >
                        > co z kulką? - Czy między jej środkiem a powierzchnią jest jakaś przestrzeń?
                        > Pewnie, że jest: więc moim zdaniem przestrzeń NA PEWNO jest tam gdzie jest
                        > materia. Ale co w sytuacji gdy materii nie ma? Czy tam nie ma przestrzeni? A
                        > kto ma to stwierdzić? Obserwator? Skoro on się pojawia to jest i materia, co
                        > nie? Czyli co? Czy bez człowieka (obserwatora) nie byłoby przestrzeni,
                        materii,
                        >
                        > czasu... Nie byłoby Wszechświata?
                        > A tak przy okazji - wszech-, czyli wszystek, cały; analogicznie do
                        > wszechwładzy, wszechwiedzy itp.

                        - dobrze kumasz,

                        tam gdzie jest materia (wszelka) tam musi istniec przestrzen, gdyz nigdy nie
                        istnieje pojedynczy element tej materii,

                        ale teoretycznie rozwazajac to gdyby byla tylko jedna, pojedyncza czesc
                        materii, to przestrzen by nie istniala,

                        bo przestrzen to jest relacja jaka tylko moze miec wielosc materi, a nie
                        jednosc,

                        w sytuacji gdy materii nie ma - to tez oczywiscie przestrzen nie istnieje -
                        przestrzen to relacja (polozenie) zachodzaca pomiedzy MATERIA,

                        tak jak czas to relacja (ruch) jaka zachodzi pomiedzy MATERIA,

                        nowak11 napisał:

                        A
                        kto ma to stwierdzić? Obserwator? Skoro on się pojawia to jest i materia, co
                        nie? Czyli co? Czy bez człowieka (obserwatora) nie byłoby przestrzeni, materii,
                        czasu... Nie byłoby Wszechświata?

                        - tak, gdyby nie bylo Wszechswiata (materii), to oczywiscie nie mogloby byc
                        czlowieka, ani zadnej innej swiadomosci (np. Boga),

                        swiadomosc aby byla swiadomoscia musi byc swiadoma CZEGOS! - to COS musi juz
                        istniec.

                      • bonobo44 Re: 'świat' i WSZECHświat' 03.10.06, 10:31
                        nowak11 napisał:

                        > A tak przy okazji - wszech-, czyli wszystek, cały; analogicznie do
                        > wszechwładzy, wszechwiedzy itp.


                        Dokładnie tak!
                        Angole nie mają tego szczęścia jak my - nie znają pojęcia 'WSZECHświat'
                        mają tu kolawe 'JEDNOświat' dlatego zastępują je rónie kulawym 'WIELOświat'...
                        które nie oddaje istotnego znaczenia tego terminu... i to ani w języku polskim
                        ani w angielskim...
                        my jednak tego problemu wcale nie musimy mieć... bo no bo mamy przecież nasze
                        najzupełniej naturalne i w pełni adekwatne: 'świat' i WSZECHświat'!

                        powinniśmy się radować, że nasi słowiańscy przodkowie potrafili antycypować
                        prawdziwą naturę rzeczywistości i to na długo przed romanami, germanami i
                        anglosasami, a nie wymyślac kwadratowe jaja po to żeby zawrócić do uboższych w
                        warstwie semantycznej schematów myślenia... po co? po to, by cofnąć się wstecz
                        w rozwoju naszego pięknego i bogatego języka?

                        8-)bonobo44
                        • kapitalizm1 Re: 'świat' i WSZECHświat' 03.10.06, 18:04
                          bonobo44 napisał:




                          > Angole nie mają tego szczęścia jak my - nie znają pojęcia 'WSZECHświat'
                          > mają tu kolawe 'JEDNOświat'

                          dlatego zastępują je rónie kulawym 'WIELOświat'...
                          > które nie oddaje istotnego znaczenia tego terminu... i to ani w języku
                          polskim
                          > ani w angielskim...
                          > my jednak tego problemu wcale nie musimy mieć... bo no bo mamy przecież nasze
                          > najzupełniej naturalne i w pełni adekwatne: 'świat' i WSZECHświat'!
                          >
                          > powinniśmy się radować, że nasi słowiańscy przodkowie potrafili antycypować
                          > prawdziwą naturę rzeczywistości i to na długo przed romanami, germanami i
                          > anglosasami, a nie wymyślac kwadratowe jaja po to żeby zawrócić do uboższych
                          w
                          > warstwie semantycznej schematów myślenia... po co? po to, by cofnąć się
                          wstecz
                          > w rozwoju naszego pięknego i bogatego języka?


                          - niestety tu tez sie mylisz,

                          angole maja 'Universe', i ta nazwa jest najbardziej adekwatna do
                          faktu "jedynosci" Swiata, niedwuznacznie sugerujaca istnienie jednego "wszech-
                          swiata", absolutnie wykluczajaca jakies inne swiaty,

                          moze juz czas by zmienic w jez. polskim ta stara nazwe 'Wszechswiat'
                          na 'Uniwers'?

                          nie wiem, bo znaczenie jest takie same...tylko ten polski przedrostek "wszech-"
                          brzmi przestarzale, podobnie jak nie mowimy juz 'wszechnica' tylko z
                          angielska 'uniwersytet',

                          j. angielski jest najbogatszym jezykiem na swiecie (ma najwieksza ilosc slow) i
                          min. dlatego jest jezykiem nauki, techniki, kultury, biznesu i... ulicy ... we
                          wszystkich zakatkach swiata,



                          >... bo no bo mamy przecież nasze
                          > najzupełniej naturalne i w pełni adekwatne: 'świat' i WSZECHświat'!

                          - tak jak anglicy maja 'world' i 'Universe'...chyba lepiej oddajacy roznice
                          pomiedzy swiatem i wszech-swiatem,



                          > mają tu kolawe 'JEDNOświat' dlatego zastępują je rónie kulawym 'WIELOświat'...


                          - 'multiverse' (wieloswiat) jest tylko nowinka tzw. nalkofcuf, a nie
                          powszechnym trendem jezykowym,

                          a Universe (jednoswiat) wcale nie jest kolawe - wrecz odrotnie, mowi o
                          jedynosci SWIATA - nie ma innego wszechswiata, jest tylko jeden!

                          • bonobo44 Re: Może być tylko JEDEN ? ;-) 03.10.06, 18:34
                            Widzę, że jesteś osobą głęboko wierzącą i wyznającą ten tradycyjny
                            światopogląd...
                            czy jest Twoim zdaniem jednak w porządku, że na bazie swojej prywatnej wiary
                            usiłujesz innym narzucać wyznawane przez siebie wymagania co do uznawanych
                            równie powszechnie za możliwe innych desygnatów znaczeń językowych, niż to
                            przyjmowano dotychczas?

                            powiedz mi też - bo no bo jestem tego niezwykle ciekawe z socjologicznego
                            punktu widzenia bonobo - jakie też miejsce w tej Twojej (i nie tylko Twojej)
                            konserwatywnej wizji Wszechświata zajmuje komputer kwantowy?
                            • kapitalizm1 Re: Może być tylko JEDEN ? ;-) 04.10.06, 01:00
                              bonobo44 napisał:

                              > Widzę, że jesteś osobą głęboko wierzącą i wyznającą ten tradycyjny
                              > światopogląd...
                              > czy jest Twoim zdaniem jednak w porządku, że na bazie swojej prywatnej wiary
                              > usiłujesz innym narzucać wyznawane przez siebie wymagania co do uznawanych
                              > równie powszechnie za możliwe innych desygnatów znaczeń językowych, niż to
                              > przyjmowano dotychczas?
                              >
                              > powiedz mi też - bo no bo jestem tego niezwykle ciekawe z socjologicznego
                              > punktu widzenia bonobo - jakie też miejsce w tej Twojej (i nie tylko Twojej)
                              > konserwatywnej wizji Wszechświata zajmuje komputer kwantowy?
                              >


                              - dokladnie odwrotnie,

                              nie jestem osoba wierzaca, szczegolnie w istnienie Wszechswiata (jako calosci
                              istniejacej materii/energii) - ja WIEM, ze on istnieje,

                              wynika to z logiki,

                              natomiast ludzie wierzacy w Boga/ow czy inne mistycyzmy ciagle poszukuja
                              tego "innego", moze lepszego, cudownego, niedopoznania, objawionego w innym
                              wymiarze, czasie i przestrzeni SWIATA,

                              tzw. "poza-Swiata"

                              ludzie prosci i niewyksztalceni nazywaja ta wizje "rajem", "niebem", a ludzie
                              oczytani, szczegolnie tzw. nalkofcy z wydzialow fizyki teoretycznej (jakos tak
                              sie sklada, ze na tych wydzialach laduja sami wierzacy w Boga dziwacy, umiejacy
                              dobrze liczyc, bujacy w oblokach) nazywaja te wizje np. "4..7..11...56 wymiarem
                              w czasoprzestrzeni Alfa",

                              prawda, ze brzmi mniej religijnie?

                              ale sens ma ten sam - wiara w cuda,


                              sorry, ale jestem ateista i w cuda nie wierze,


                              co do komputera kwantowego jest eksperymentem laboratoryjnym i nie bardzo wiem
                              co on ma wspolnego z nasza dyskusja?

                              czy chodzi ci o to, ze taki komputer moglby byc szybszy od tradycyjnych? i co z
                              tego ma wynikac, przeciez to nic nie zmienia,

                              czytaj za Wikipedia:

                              >...Komputer kwantowy, mimo że wykorzystywałby inne właściwości fizyczne niż
                              klasyczne komputery, nie umożliwiałby rozwiązywania nowej klasy problemów.
                              Każdy problem rozwiązywalny przez komputer kwantowy może zostać rozwiązany
                              przez komputer klasyczny. Jednak dzięki specyficznym własnościom komputerów
                              kwantowych pewne problemy można byłoby rozwiązać znacznie szybciej (klasycznym
                              przykładem jest tutaj algorytm faktoryzacji Shora), co w praktyce znacznie
                              poszerzyłoby zakres problemów do jakich mogą być użyte komputery....>


                              MYSL KRYTYCZNIE,

                              nie wszystkie nowinki maja wartosc.

                              • alsor nie może być tylko JEDEN 04.10.06, 06:52
                                Jak wytłumaczyć zjawisko interferencji
                                pojedyńczego elektronu po przejściu
                                jednocześnie przez dwie szczeliny:

                                en.wikipedia.org/wiki/Double_slit
                                skąd ten elektron wie, że obie szczeliny są otwarte i nie obserwowane?

                                Ten elektron istnieje... ale gdzie on jest gdy nie patrzymy?

                                www.thekeyboard.org.uk/Quantum mechanics.htm
                                • lola10.10 Re: nie może być tylko JEDEN 06.10.06, 18:24
                                  alsor napisał:

                                  > Jak wytłumaczyć zjawisko interferencji
                                  > pojedyńczego elektronu po przejściu
                                  > jednocześnie przez dwie szczeliny:
                                  >
                                  > en.wikipedia.org/wiki/Double_slit
                                  > skąd ten elektron wie, że obie szczeliny są otwarte i nie obserwowane?
                                  >
                                  > Ten elektron istnieje... ale gdzie on jest gdy nie patrzymy?
                                  >
                                  > www.thekeyboard.org.uk/Quantum mechanics.htm

                                  No wlasnie!
                                  Bo foton nie jest wylacznie czastka punktowa, nie jest tez czastka albo falą,
                                  ale jest nawet czyms wiecej niz struna-geodezyjna, o ktorej pisal Bonobus.
                                  Foton w czasoprzestrzeni 4D albo raczej 5D jest sfera. Taka sfera ma swoj
                                  wlasny czas rzeczywisty T = 1, a rozprasza sie w czasoprzestrzeni naszego
                                  JEDNOSWIATA, ktora ma swoj wlasny czas rzeczywisty t. Jest czyms, co kiedys
                                  nazwalam GRAWITOREM czyli tworem czsoprzestrzennym, ktorego energia jest
                                  zwiazana z geometria jego czasoprzestrzeni.

                                  pozdrawiam
                                  lola
                                  • lajkonik521 Re: nie może być tylko JEDEN 06.10.06, 19:12
                                    lola10.10 napisała:

                                    > alsor napisał:
                                    >
                                    > > Jak wytłumaczyć zjawisko interferencji
                                    > > pojedyńczego elektronu po przejściu
                                    > > jednocześnie przez dwie szczeliny:
                                    > >
                                    > > en.wikipedia.org/wiki/Double_slit
                                    > > skąd ten elektron wie, że obie szczeliny są otwarte i nie obserwowane?
                                    > >
                                    > > Ten elektron istnieje... ale gdzie on jest gdy nie patrzymy?
                                    > >
                                    > > www.thekeyboard.org.uk/Quantum mechanics.htm
                                    >
                                    > No wlasnie!
                                    > Bo foton nie jest wylacznie czastka punktowa, nie jest tez czastka albo falą,
                                    > ale jest nawet czyms wiecej niz struna-geodezyjna, o ktorej pisal Bonobus.
                                    > Foton w czasoprzestrzeni 4D albo raczej 5D jest sfera. Taka sfera ma swoj
                                    > wlasny czas rzeczywisty T = 1, a rozprasza sie w czasoprzestrzeni naszego
                                    > JEDNOSWIATA, ktora ma swoj wlasny czas rzeczywisty t. Jest czyms, co kiedys
                                    > nazwalam GRAWITOREM czyli tworem czsoprzestrzennym, ktorego energia jest
                                    > zwiazana z geometria jego czasoprzestrzeni.
                                    >
                                    > pozdrawiam
                                    > lola

                                    O kurcze, z tego wnoszę, ze światło moze latać na skróty, a nie koniecznie
                                    wyłącznie w naszej 3-wymiarowej rzeczywistości. W sferycznym wszechswiecie
                                    mogłoby zatem latać po cięciwie a nie jak ja się uparłem - po łuku.

                                    A tak na marginesie, cześć lolka, miło cię znowu widzieć w gosciach u bonobona.

                                    Lajkonix
                                    panta rei - wszystko w plynie
                                    • lola10.10 Re: nie może być tylko JEDEN 06.10.06, 19:32
                                      lajkonik521 napisał:
                                      > A tak na marginesie, cześć lolka, miło cię znowu widzieć w gosciach u
                                      bonobona.
                                      >
                                      >
                                      > Lajkonix
                                      > panta rei - wszystko w plynie

                                      Witaj Lajkoniku!
                                      Milo mi zawsze, kiedy wracam i Was zastaje, moich faworytnych bohaterow: Ciebie
                                      i Bonobusia.

                                      > O kurcze, z tego wnoszę, ze światło moze latać na skróty, a nie koniecznie
                                      > wyłącznie w naszej 3-wymiarowej rzeczywistości. W sferycznym wszechswiecie
                                      > mogłoby zatem latać po cięciwie a nie jak ja się uparłem - po łuku.

                                      Skad ten wniosek, że po cięciwie?
                                      • lajkonik521 Re: nie może być tylko JEDEN 06.10.06, 20:23
                                        lola10.10 napisała:

                                        > lajkonik521 napisał:
                                        > > A tak na marginesie, cześć lolka, miło cię znowu widzieć w gosciach u
                                        > bonobona.
                                        > >
                                        > >
                                        > > Lajkonix
                                        > > panta rei - wszystko w plynie
                                        >
                                        > Witaj Lajkoniku!
                                        > Milo mi zawsze, kiedy wracam i Was zastaje, moich faworytnych bohaterow: Ciebie
                                        >
                                        > i Bonobusia.
                                        >
                                        > > O kurcze, z tego wnoszę, ze światło moze latać na skróty, a nie konieczni
                                        > e
                                        > > wyłącznie w naszej 3-wymiarowej rzeczywistości. W sferycznym wszechswieci
                                        > e
                                        > > mogłoby zatem latać po cięciwie a nie jak ja się uparłem - po łuku.
                                        >
                                        > Skad ten wniosek, że po cięciwie?

                                        Lola, ano stąd, ze wiesz iz jestem fundamentalista sferykiem.
                                        Jeśli na naszej wszechswiatowej 3-d sferze jakaś gwiazdka wypuści 4-d babelka
                                        fotonowego, to on (ten bąbelek) rozchodzi się nie tylko w naszej 3-d przestrzeni
                                        - po sferze, ale także poza sferę.

                                        W uproszczeniu jeśli okrąg (sfera 1-d) miałby być wszechswiatem (sobie narysuj)
                                        i punkcik na tym okręgu (dziubnij ołówkiem) wybąbliłby babelka- fotonka (narysuj
                                        dookoła punkcika malutki okrążek 1-d), to powiększajac ten okrażek zamiata on
                                        każdy punkt 1-d okregu wszechswiata. W ten sposób 1-d sferyczny foton widziany
                                        jest w 2-d wszechswiecie (przeciecia 1-d okregu fotona i 1-d okregu
                                        wszechswiata). Jeśli foton wystarczajaco się powiększy to zamiecie każdy punkt
                                        okregu wszechświata. Dotrze nawet do punktu wszechswiata, który jest
                                        przeciwległy pierwotnemu punktowi w którym ten foton powstał.

                                        Allllle, .... 1-d okregowy foton zamiata takze wnętrze okregu wszechswiata. Nie?
                                        I dociera do punktu przeciwległego na skuchę w przestrzeni 2-d - niekoniecznie
                                        po okregu. Tak wiec moze dolecieć do tego samego przeciwległego punktu nie po
                                        łuku 1-d okręgu wszechswiata, ale także cięciwie tego okregu.

                                        Per analogiam, w naszym 3-d sferycznym wszechswiecie swiatło rozprzestrzenia się
                                        nie tylko w przestrzeni 3-d ale takze na skuchę - poprzez czwart wymiar.

                                        Narysować - nie narysuję. Moze bonobo by umiał, ma takie podługowate i
                                        pozaostrzane paluchy.

                                        Czym się, lolka.

                                        Lajkonix
                                        Panta rei - wszystko w płynie

                                        PS. Jak widzisz ciagle choruję na sferę.
                                        • lola10.10 Re: nie może być tylko JEDEN 06.10.06, 20:42
                                          > PS. Jak widzisz ciagle choruję na sferę.

                                          Acha. Teraz rozumiem, wszystko jasne.
                                          Ta choroba jest zarazliwa, ale nie jest przenoszona droga plciowa,lecz raczej
                                          w "wyzszych wymioarach".
                                          Dobranoc. Milych snow. Dzis spadam. Moze odwiedze Was wkrotce.
                                          Lola
                              • bonobo44 Dlaczego Qomputer jest SZYBSZY? 04.10.06, 12:26
                                kapitalizm1 napisał:

                                <<nie jestem osoba wierzaca, szczegolnie w istnienie Wszechswiata (jako calosci
                                istniejacej materii/energii) - ja WIEM, ze on istnieje>>

                                ale Twoje "WIEM" różni się od "WIEM" innych ludzi...
                                i to dramatycznie o całe regiony Wszechświata, które lekce sobie negujesz
                                jako niezgodne z Twoim o nim wyobrażeniem...
                                to czego nie widzisz i nie możesz zobaczyć, tego wg Ciebie zwyczajnie nie
                                ma?...
                                lekką ręką wyrzucasz z bytu jego ca. 99,99999999999999999999999999999999999999%
                                (ilość dziewiatek jest tu niewątpliwie skończona, ale i tak nie zmieściłaby się
                                w obrębie długości postu dopuszczanego systemem forum GW ;-)


                                <<natomiast ludzie wierzacy w Boga/ow czy inne mistycyzmy ciagle poszukuja
                                tego "innego", moze lepszego, cudownego, niedopoznania, objawionego w innym
                                wymiarze, czasie i przestrzeni SWIATA,tzw. "poza-Swiata">>

                                kiedy te inne światy są "po sąsiedzku" nader podobne do naszego,
                                acz im dalej w las-multiversum, to na ogół dowolnie różne od naszego... mogą
                                być zarówno dowolnie "lepsze" jak i "gorsze" z naszegu punktu osadzenia w
                                multiversum wszechświata...

                                <<"4..7..11...56 wymiarem w czasoprzestrzeni Alfa">>

                                mylisz tu wymiary typu wymiarów teorii strun z tzw. "innymi wymiarami" czyli
                                światami "równoległymi"...
                                te pierwsze nie mają nic wspólnego z wszechświatem-multiwersum i ograniczają
                                się do opisu pojedynczego świata-universum...

                                <<sens ma ten sam - wiara w cuda>>

                                wiarą w cuda jest wg Ciebie próba dokonania spójnego opisu rzeczywistości?
                                tzn. co? że rzeczywistość daje się w ogóle w miarę spójnie opisać, to cud?
                                jeśli to chciałes powiedzieć, to w pełni zgadzam się z Tobą...

                                <<jestem ateista i w cuda nie wierze>>

                                nawet takie jak powyższy? a co tu ma do tego teizm?

                                <<co do komputera kwantowego jest eksperymentem laboratoryjnym i nie bardzo
                                wiem co on ma wspolnego z nasza dyskusja?
                                czy chodzi ci o to, ze taki komputer moglby byc szybszy od tradycyjnych? i co z
                                tego ma wynikac, przeciez to nic nie zmienia>>

                                a zastanawiasz się dlaczego taki qomputer JEST SZYBSZY?
                                otóż dlatego, że dokonuje operacji RÓWNOLEGŁYCH w ciele fizycznym obejmującym
                                całą sieć identycznych komputerów z równoległych pobliskich światów
                                wystarczająco z nim lokalnie spójnych (koherentnych)...
                                to tak jakbyś do jakiegoś obliczenia przekraczającego wiek naszego świata-
                                uniwersum zaprzągł w sieci 24x365x15 mld komputerów klasycznych... obliczenia
                                te potrwają... godzinę!

                                coś takiego NIE JEST MOŻLIWE bez istnienia niewyobrażalnie wielu światów
                                MULTIversum...


                                <<czytaj za Wikipedia:
                                >...Komputer kwantowy, mimo że wykorzystywałby inne właściwości fizyczne niż
                                klasyczne komputery, nie umożliwiałby rozwiązywania nowej klasy problemów.
                                Każdy problem rozwiązywalny przez komputer kwantowy może zostać rozwiązany
                                przez komputer klasyczny....>>

                                nie może, nawet teoretycznie... jeśli czas jego rozwiązania przekracza czas
                                fizycznie dostępny... tzn. wiek naszego świata...

                                <<MYSL KRYTYCZNIE>>

                                właśnie...

                                <<nie wszystkie nowinki maja wartosc.>>

                                tzn. ta "nowinka" jest dla Ciebie bezwartościowa?
                                czy nie dlatego, że godzi w Twój światopogląd?
                                i czy aby nie dlatego, że tym gorzej dla wszystkiego, co weń godzi?
                                • lajkonik521 Re: Dlaczego Qomputer jest SZYBSZY? 05.10.06, 19:35
                                  W ten sposób wrzuciłeś bonobona - materialistę fizykalistę, oraz mnie -
                                  katola-religianta, do wspólnego worka. Nie wiem jak bonobo, ale mi tam takie
                                  towarzystwo odpowieda.
                                  Ale tobie się dziwię... Jak ty znalazłeś te trzecią drogę, chopie?

                                  Lajkonix
                                  panta rei - wszystko w płynie

                                  PS. (Dokowski?)
                                  • kapitalizm1 Re: Dlaczego Qomputer jest SZYBSZY? 05.10.06, 21:16
                                    lajkonik521 napisał:

                                    > W ten sposób wrzuciłeś bonobona - materialistę fizykalistę, oraz mnie -
                                    > katola-religianta, do wspólnego worka. Nie wiem jak bonobo, ale mi tam takie
                                    > towarzystwo odpowieda.
                                    > Ale tobie się dziwię... Jak ty znalazłeś te trzecią drogę, chopie?
                                    >
                                    > Lajkonix
                                    > panta rei - wszystko w płynie
                                    >
                                    > PS. (Dokowski?)



                                    - racjonalne myslenie.
                                    • bonobo44 racjonalne myslenie 06.10.06, 18:58
                                      kapitalizm1 napisał:

                                      > - racjonalne myslenie.

                                      racjonalne? powiedziałbym raczej - głęboko irracjonalne w obliczu obserwowanych
                                      faktów fizycznych...

                                      jest to myślenie dokładnie następującego typu:
                                      jeśli jakieś fakty przemawiają p-ko MOJEJ racji (stąd racjonalność ;-)
                                      która jest przecież NAJMOJSZA (czyli najbardziej racjonalna z racjonalnych ;-)
                                      to tym gorzej dla tychże faktów...
                      • lola10.10 Re: MULTIversum a UNIversum 06.10.06, 18:09
                        nowak11 napisał:

                        > Napisałeś: "...przestrzeń to relacja położenia materii, nie ma różnicy
                        > położenia - nie ma pojęcia przestrzeni...". Ładnie to brzmi, ale o jaką
                        materię
                        >
                        > chodzi? O planety, samochody, ołówki, bakterie, mikroby, atomy, elektrony...?
                        A
                        >
                        > co z kulką? - Czy między jej środkiem a powierzchnią jest jakaś przestrzeń?
                        > Pewnie, że jest: więc moim zdaniem przestrzeń NA PEWNO jest tam gdzie jest
                        > materia. Ale co w sytuacji gdy materii nie ma? Czy tam nie ma przestrzeni? A
                        > kto ma to stwierdzić? Obserwator? Skoro on się pojawia to jest i materia, co
                        > nie? Czyli co? Czy bez człowieka (obserwatora) nie byłoby przestrzeni,
                        materii,
                        >
                        > czasu... Nie byłoby Wszechświata?
                        > A tak przy okazji - wszech-, czyli wszystek, cały; analogicznie do
                        > wszechwładzy, wszechwiedzy itp.

                        A moze jest tak, ze tam gdzie materia jest czasoprzestrzen czyli ze materia
                        zajmuje ... no i wytycza w jakims sensie daną czasoprzestrzen i to o pewnej
                        danej krzywiznie (ale zawsze dodatniej - jak kazda kula czy nawet pilka do
                        rugby), a to, co wokol materii to przestrzen bez CZASO i o innej krzywiznie
                        (ale zawsze ujemnej)?
                        Tak tylko pytam.
                  • lajkonik521 Re: MULTIversum a UNIversum 04.10.06, 21:18
                    bonobo44 napisał:


                    > dobre pytanie, które zawiera od razu odpowiedź (a zasadniczo 2 alternatywne
                    > wykluczajace się odpowiedzi 8)
                    > ten splot to nie tylko ta zasada... kluczowa tu jest jej ilościowa realizacja..
                    > .
                    > a ta ostatnia ujmuje to w jezyku TW Einsteina w taki sposób, że oto NIE
                    > ISTNIEJE nic takiego, jak JEDNA "AKTUALNA PRZESTRZEŃ"... po prostu nie
                    > istnieje, albo inaczej:
                    > dla każdego istnieje INNA aktualna przestrzeń... jako "zjawisko" (coś co nam
                    > się jawi) czysto subiektywne (nawet nie intersubiektywne) nie może ona być
                    > niczym obiektywnym...
                    > a zatem dla każdego owo "opóźneinie" obrazu jest inne (mimnimalnie inne, gdy
                    > osoby te "stoją" obok w zakrzywionej czasoprzestrzeni (OTW),
                    > nieco bardziej gdy idą w różnych kierunkach (widoczne już w gruncie rzeczy w
                    > STW)...

                    Dzięks, bonobo, z opóźnieniem. Komp mi wysiadł.
                    To chyba potwierdza moje intuicyjne rozumienie natury rzeczy. Pamiętasz naszą
                    rozmowę kiedyś, kiedyś...? Wspominałem, ze każdy bonobon ma niejako to siedzenia
                    przyczepiony swój własny balon przestrzenny, który oglada. Utargowaliśmy do
                    płatka róży ze wzgledu na twoja romantyczną naturę (i ciemne wieki po BB).
                    Powiem ci, ze ja ciągle tkwię w tym zabobonie i jakoś mi to wystarcza, zeby nie
                    zwariować w tym ruskim cyrku. Od czasu do czasu potrzebuję tylko leciutkiego
                    wsparcia jak to twoje powyzej. Dzięks, bonobo.


                    > możemy tak uznać od biedy (i zabieg taki w istocie czyniony jest w standardowym
                    > modelu kosmologicznym), ale nawet tam obowiązuje to tylko lokalnie i jedynie w
                    > wielkim przybliżeniu, a załamuje się zupełnie (po przejściu gładkim) od jednego
                    > regionu względnie wypłaszczonej krzywizny do innego...

                    No więc to też jest w miarę pocieszajace. Jednak ciągle się obawiam, czy STW nie
                    opisuje raczej tej widzianej rzeczywistości. Np. Czy te cyrki z ukladami
                    odniesienia oraz ze skróceniami i innymi dyjabłami nie są konsekwencją
                    przyjęcia, ze zyjemy w swiecie jaki WIDZIMY. Dałbyś trochę komentarza na ten
                    temat zrozumiałym językiem i bez wpuszczania w maliny, co? Bonobku....




                    > RZECZYWISTA istniejąca przestrzeń to tzw. CZASOprzestrzeń... a dokładniej

                    OK. Wszystko co ISTNIEJE jest rzeczywiste. Ja też rozumiem, ze nasza ISTNIEJĄCA
                    rzeczywiście przestrzeń (3-d), jest zanurzona w rzeczywiście ISTNIEJĄCEJ
                    CZASOprzestrzeni (4-d). W przestrzeni 3-d umiemy się PORUSZAĆ, a przestrzeń 4-d
                    raczej tylko OGLADAMY poprzez opóźnione zdjęcia przestrzeni 3-d. Mocno blądzę.
                    Wiem, ze zaczniesz, ze tak jest, ale pod koniec odwrócisz bonobona ogonem.


                    >
                    > podkreślam - chociaż buntują się tu nasze zmysły... pełną konsekwencją Teorii
                    > Względności W jest nieobecność izolowanego czasu i izolowanej przestrzeni
                    > (pojedynczego świata), a zatem istnienie "NIERUCHOMEGO" absolutu
                    > czasoprzestrzeni (pojedynczego świata wraz z CAŁĄ jego ewolucją)...
                    >
                    > podobnie pełną konsekwencją Mechaniki Kwantowej jest nieobecność jednej
                    > izolowanej czasoprzestrzeni (Świata), a zatem istnienie "NIERUCHOMEGO" absolutu
                    >
                    > pełnego wszechświata (Multiversum) obejmującego wszystkie dajace się w nim
                    > wyróżnić, a realnie istniejące dla zamieszkujących je miriadów gatunków istot
                    > postrzegających i analizuhjących rzeczywistość na multum sposobów analogicznych
                    >
                    > i nie z naszymi, nawet jeśli nie potrafią one ogarnąć postrzeganiem naszego,
                    > dokłądnie tak samo jak i my tych ich światów...

                    No ok, bonobo, ale jakby to wszystko razem wzięte rotowało, to też klapa?

                    Pozdry,

                    Lajkonix
                    panta rei - wszystko w płynie
                    • bonobo44 Re: rotująca przestrzeń UNIversum 06.10.06, 16:48
                      > ale jakby to wszystko razem wzięte rotowało, to też klapa?

                      "wszystko razem" nie może... czasoprzestrzeń (nie mówiąc o multiwersum) nie ma
                      jak rotować - rotacja to obrotowy ruch przestrzenny w czasie...

                      rotować może więc wszystko, co znajduje się w przestrzeni - jest to zwyczajny
                      ruch w czasie... jeśli będzie to dostatecznie symetryczne (w symetrii
                      obrotowej), to nawet nie powinno odbić się znacząco na ogólnej (średniej)
                      krzywiźnie stowarzyszonej z "zakręconą" w ten sposób materią przestrzeni...
                      w cygarze czasoprzestrzeni (w poglądowym obrazku 2d-placka przestrzeni
                      ewoluującej w czasie) linie materialne wszystkich gromad galaktyk ułożą się
                      wówczas w ciągłe linie o przekroju takiej gromady z grubsza spiralne
                      współosiowe z osią cygara... oczywiście owe grube linie spiralne same będą
                      złożone z cieńszych linii spiralnych poszczególnych galaktyk splecionych w
                      warkocz danej gromady... podobnie każda linia galaktyczna rozpadnie się na
                      pojedyncze włosy gwiazd z ich układami planetarnymi... a owe układy...
                      • lajkonik521 Re: rotująca przestrzeń UNIversum 06.10.06, 19:22
                        bonobo44 napisał:

                        > > ale jakby to wszystko razem wzięte rotowało, to też klapa?
                        >
                        > "wszystko razem" nie może... czasoprzestrzeń (nie mówiąc o multiwersum) nie ma
                        > jak rotować - rotacja to obrotowy ruch przestrzenny w czasie...
                        >
                        > rotować może więc wszystko, co znajduje się w przestrzeni - jest to zwyczajny
                        > ruch w czasie... jeśli będzie to dostatecznie symetryczne (w symetrii
                        > obrotowej), to nawet nie powinno odbić się znacząco na ogólnej (średniej)
                        > krzywiźnie stowarzyszonej z "zakręconą" w ten sposób materią przestrzeni...
                        > w cygarze czasoprzestrzeni (w poglądowym obrazku 2d-placka przestrzeni
                        > ewoluującej w czasie) linie materialne wszystkich gromad galaktyk ułożą się
                        > wówczas w ciągłe linie o przekroju takiej gromady z grubsza spiralne
                        > współosiowe z osią cygara... oczywiście owe grube linie spiralne same będą
                        > złożone z cieńszych linii spiralnych poszczególnych galaktyk splecionych w
                        > warkocz danej gromady... podobnie każda linia galaktyczna rozpadnie się na
                        > pojedyncze włosy gwiazd z ich układami planetarnymi... a owe układy...

                        Tu mnie zmartwileś, bonobonie. Ale raczej tego się spodziewałem, ze ten numer
                        nie przejdzie. Ta rotacja była jedynym wytłumaczeniem cycków przestrzennych. Ale
                        odkąd wynalazłem SCOP (Straszliwą Czarną Osobliwość Powybuchową), to mogę się z
                        ta rotacją rozstać bez większego żalu.

                        Ciagle jednak tłucze mi się po wyobraźni wątpliwość:
                        Generalnie ruch rotacyjny jest wszechpanujacy. Co się zapada to rotuje. Jeśli na
                        końcu końców pozostaną już tylko dwie NRWSOCD (Niewątpliwie Rotujace Wzgędem
                        Siebie Oblrzymie Czarne Dziury) i zapadną się na siebie to ruch obrotowy
                        wyparuje? Powstała stąd osobliwość przestanie rotować? I tyle energii kinetyczne
                        w diabły na darmo się zmarnuje? Radź, bonobonie.

                        Lajkonix
                        panta rei - wszystko w płynie
                        • bonobo44 Re: rotująca przestrzeń UNIversum 06.10.06, 20:52
                          > Ta rotacja była jedynym wytłumaczeniem cycków przestrzennych

                          nie... przecież piszę wyraźnie, że wg mnie rotacja wyróżnionej podrozmaitości
                          przestrzennej rozmaitosci czasoprzestrzennej jest jak najbardziej możliwa...
                          w zalezności od dość przy tym dowolnego wyboru osi czasu jej opis będzie nieco
                          inaczej zdeformowany, ale nadal pozostanie ona wirującą rozmaitością
                          przestrzenną i to niezależnie od tego, czy z cyckami czy płaska jak sam
                          Apollin ;)

                          to, co jest niemożliwe to rotacja samego czaso-przestrzennego cygara (przy
                          redukcji dla celów poglądowych 3 wymiarów przestrzennopodobnych do 2-ch
                          przekroju cygara), a nie materii w jego przekroju,
                          a ponieważ materia określa także geometrię podrozmaitosci przestrzennopodobnej,
                          to możliwe jest wirowanie i tej podrozmaitości, obserwowane wraz z upływem
                          czasu wzdłuż osi cygara... wirujące cycki przyjmowałyby przy tym kształt boków
                          ślimaka morskiego sfotografowanego podczas ruchu do przodu ruchem śrubowym...
                          jedna taka klatka przestrzenna to zredukowany obraz 2-wymiarowego modelu Twojej
                          3-wymiarowej sfery z cyckami... (sferę, a właściwie kulę zastępuje tu zupełnie
                          nie wyrośnięty placek o zerowej grubości z rozwałkowanymi amebowato brzegami)...
                          • bonobo44 Re: rotująca przestrzeń UNIversum 06.10.06, 20:57
                            tzn. wróć - cobym nie został znów opacznie zrozumiany - nic nie wiruje w
                            obrębie cygara, a jedynie przemieszczajac sie wzdłuż jego osi ma się prawidłowe
                            wrażenie że wszystko wokół nas wiruje...
                            dany przekrój cygara jest niezmienny, ale następny już lekko przesunięty
                            średnio o infinitezymalną część radiana (jednak sam w sobie równie niezmienny
                            jak poprzedni i wszystkie inne)...
                            • bonobo44 Re: rotująca przestrzeń UNIversum 06.10.06, 23:30
                              oczyuwiscie zasadniczo nic nie zmieni i poglądowa redukcja pełenego cygara do
                              pustego, tzn. zaprezentowanie wymiarów przestrzennych przez okrąg na przekroju
                              cygara...ztaem z liniowymi wypustkami (włoskami) w miejsce cycków... dostaniesz
                              wtedy model sferyczny,którego jesteś wyznawcą... hmmm... powoli zaczynam sobie
                              przypominac nasze poprzednie dyskusje... było tam tyeż cos o kształtowaniu
                              pełnego cygara pustą sferą przemieszczającą się wzdłuz osi czasu... też
                              poprawny dajacy sie łatwo wyobrazić model czasoprzestrzeni... z 2-wymiarową
                              sferyczną reprezentacją pełnej sfery 3-wymiarowej...
                              8)
                              • lajkonik521 Re: przestrzeń UNIversum 07.10.06, 11:30
                                Są cztery sprawy, bonobonie:

                                1. Widziałeś jak PF podskoczyło w rankingu? Moje graty...

                                2. Cieszę się że pamięć ci powoli wraca, jeszcze bedą z ciebie ludzie.

                                3. Zdaje się, ze mamy podobne wyobrażenia. Jeśli ja bym moją rozdymajacą sie (a
                                w dalekiej przyszłości - zapadajacą się) sferę przesuwał tak, by jej srodek
                                plynął po prostej, to ona z pewnością utworzyłaby twoje cygaro. No, ok. Allle...
                                Ja jestem wyznawcą promienistego czasu - promień sfery jest osią czasu, i to
                                każdy (jeśli ci się nie podoba ta promienistosć, to rozpłaszcz tę sferę. Wówczas
                                promienie, prostopadłe do rozklapionej powierzchni sfery, utworzą normalny
                                wymiar). Wzrost promienia - to wzrost czasu.
                                W związku z powyższym nie widzę za bardzo interpretacji dla długiej osi cygara.
                                Sfera się wzdłuż niej przesuwa raczej tak tylko dla yay. Nie bonobo, chyba
                                promień wystarczajaco tłumaczy tzw. "upływ" czasu - a raczej nasz upływ w
                                wymiarze czasu. No i dlatego póki co nie mogę się przechrzcić na cygarystę. Choć
                                nic nie jest wykluczone. Kiedyś nawet myslałem o modelu w którym wszechświat
                                fizyczny jak gumka recepturka jest nasuwany na kulę (albo na cygaro), od jej
                                jakiegoś punktu, naciągany dalej aż staje się równikiem takiej kuli i dalej do
                                przeciwległego punktu. Oglądając to cudo z zewnątrz, rzeczywiście trudno nie
                                założyć, ze ogladamy wszechswiat jednocześnie w każdej fazie jego istnienia od
                                BB do BC. No ale choc trochę badxmy ludźmi ... nakażmy sobie ogladać rzeczy PO
                                KOLEI.

                                4. To MULTIversum, to niegłupia sprawa. Może ona uratuje rotację naszego UNIversum?

                                Pozdry,

                                Lajkonix
                                panta - rei - wszystko w płynie
                                • bonobo44 Współrzędne sferyczne dla sferycznego UNIversum 07.10.06, 19:24
                                  lajkonik521 napisał:

                                  > Ja jestem wyznawcą promienistego czasu - promień sfery jest osią czasu, i to
                                  > każdy (jeśli ci się nie podoba ta promienistosć, to rozpłaszcz tę sferę.
                                  > Wówczas promienie, prostopadłe do rozklapionej powierzchni sfery, utworzą
                                  > normalny wymiar). Wzrost promienia - to wzrost czasu.

                                  wiesz - to cygaro to powstaje w wyniku wizualizacji w zwyczajnej kartezjańskiej
                                  przestrzeni 4-wymiarowej (lub raczej jej modelu ze zmniejszoną liczbą wymiarów
                                  przestrzennych)...

                                  Twoja sferada sie ściśle opisać w tzw. sferycznym (biegunowym) układzie
                                  współrzędnych, w których czas utożsamiasz z promieniem r a wymiary przestrzenne
                                  z kątowymi fi, teta...
                                  myślałes o tym?

                                  ich związki z kartezjańskimi są banalne:

                                  w 2-ch wymiarach:

                                  x = r cos(fi)
                                  y = r sin(fi)

                                  r=(x^2+y^2)
                                  fi=arctg(y/x)

                                  w 3-ch wymiarach:

                                  x = r cos(fi)sin(teta)
                                  y = r sin(fi)sin(teta)
                                  z = r cos(teta)

                                  r=(x^2+y^2+z^2)
                                  fi=arctg(y/x)
                                  teta=arctg{[(x^2+y^2)^(1/2)]/z}

                                  i analogicznie w 4-ch wymiarach...


                                  wg mnie to powinien być "naturalny" i wręcz wymarzony układ współrzędnych
                                  każdego sferysty...
                                  • lajkonik521 Re: Współrzędne sferyczne dla sferycznego UNIvers 07.10.06, 20:01
                                    bonobo44 napisał:

                                    > lajkonik521 napisał:
                                    >
                                    > > Ja jestem wyznawcą promienistego czasu - promień sfery jest osią czasu, i
                                    > to
                                    > > każdy (jeśli ci się nie podoba ta promienistosć, to rozpłaszcz tę sferę.
                                    > > Wówczas promienie, prostopadłe do rozklapionej powierzchni sfery, utworzą
                                    >
                                    > > normalny wymiar). Wzrost promienia - to wzrost czasu.
                                    >
                                    > wiesz - to cygaro to powstaje w wyniku wizualizacji w zwyczajnej kartezjańskiej
                                    >
                                    > przestrzeni 4-wymiarowej (lub raczej jej modelu ze zmniejszoną liczbą wymiarów
                                    > przestrzennych)...
                                    >
                                    > Twoja sferada sie ściśle opisać w tzw. sferycznym (biegunowym) układzie
                                    > współrzędnych, w których czas utożsamiasz z promieniem r a wymiary przestrzenne
                                    >
                                    > z kątowymi fi, teta...
                                    > myślałes o tym?
                                    >
                                    > ich związki z kartezjańskimi są banalne:
                                    >
                                    > w 2-ch wymiarach:
                                    >
                                    > x = r cos(fi)
                                    > y = r sin(fi)
                                    >
                                    > r=(x^2+y^2)
                                    > fi=arctg(y/x)
                                    >
                                    > w 3-ch wymiarach:
                                    >
                                    > x = r cos(fi)sin(teta)
                                    > y = r sin(fi)sin(teta)
                                    > z = r cos(teta)
                                    >
                                    > r=(x^2+y^2+z^2)
                                    > fi=arctg(y/x)
                                    > teta=arctg{[(x^2+y^2)^(1/2)]/z}
                                    >
                                    > i analogicznie w 4-ch wymiarach...
                                    >
                                    >
                                    > wg mnie to powinien być "naturalny" i wręcz wymarzony układ współrzędnych
                                    > każdego sferysty...

                                    Dzięks, bonobo. Trochę o tym myslałem. Komplikacja polega jednak na tym, ze tak
                                    o naszej sferze mogł mysleć jej zewnetrzny obserwator. Który widzi jej centrum.
                                    Kapujesz? To jest tak jakby wszystkie wymiary (przestrzenne i czasowy przecinały
                                    się w początku ukladu w centrum sfery. No chyba się nie mylę, nie? W każdym
                                    razie nie widać w sposób jawny wymiarów przestrzennych samej sfery.

                                    Nie spotkałem jednak dotąd sformalizowanego modelu opisujacego sferę jakby z
                                    punktu obserwacyjnego położonego na niej.

                                    Kurcze, moze wystarczy początek ukladu biegunowego przenieść na sferę i
                                    "pokompinować" z transformacją zmiennych? Chyba zarażę tym jakiegoś matematyka,
                                    bo ja juz jestem za stary na takie numery... Wszak, bonobonie, jestem
                                    fanatykiem, ale przecież nie aż takim!

                                    Pozdry

                                    Lajkonix
                                  • lajkonik521 Re: Drobna korekta 07.10.06, 20:05
                                    bonobo44 napisał:


                                    > w 2-ch wymiarach:
                                    >
                                    > x = r cos(fi)
                                    > y = r sin(fi)
                                    >
                                    > r=(x^2+y^2)
                                    > fi=arctg(y/x)
                                    >
                                    > w 3-ch wymiarach:
                                    >
                                    > x = r cos(fi)sin(teta)
                                    > y = r sin(fi)sin(teta)
                                    > z = r cos(teta)
                                    >
                                    > r=(x^2+y^2+z^2)
                                    > fi=arctg(y/x)
                                    > teta=arctg{[(x^2+y^2)^(1/2)]/z}

                                    We wzorach kwadratowych pewnie jest r^2. Ale to wiadomo. Tylko tak dla
                                    formalnosci. Zeby jakiś oszołom nie zrobił z tego afery.

                                    Lajkonix
                                    • bonobo44 Re: Drobna korekta 07.10.06, 20:26
                                      > We wzorach kwadratowych pewnie jest r^2. Ale to wiadomo. Tylko tak dla
                                      > formalnosci. Zeby jakiś oszołom nie zrobił z tego afery.

                                      si! miało być ^(1/2)...
                    • bonobo44 Czy zyjemy w swiecie jaki WIDZIMY ? 06.10.06, 17:12
                      lajkonik521 napisał:

                      > Czy te cyrki z ukladami
                      > odniesienia oraz ze skróceniami i innymi dyjabłami nie są konsekwencją
                      > przyjęcia, ze zyjemy w swiecie jaki WIDZIMY (...)?

                      wg mnie i tak i nie... zaleznie od tego, jak rozumieć Twoje pytanie:
                      tak, bo żyjemy w tym świecie, który widzimy...
                      nie, bo to nie tylko dlatego tak on wygląda, że my go tak widzimy, tylko
                      dlatego go tak (z grubsza - jak wierzymy - poprawnie) potrafimy opisać
                      (obliczyć), że on tak działa, jak w konsekwencji (ale tylko z grubsza) dla nas
                      wygląda...

                      wszystko cały czas rozbija się o ten podstawowy wskaźnik oglądalności, jakim
                      jest prędkość światła... gdyby była ona "po ludzku" zmienna, to nie musiałbym
                      bonobonić w kółko Macieju w klawisze na ten sam temat...
                      wszyscy byliby zadowoleni, a świat mógłby sobie spokojnie wyglądać DOKŁADNIE
                      tak, jak byśmy go postrzegali... (dla nietoperzy oglądających wszystko
                      dźwiękiem nie ma sprawy...)

                      tak jednak nie jest... światło to nie dźwięk, a przestrzeń kosmiczna to nie
                      powietrze...
                      coby utrzymać jego stała prędkość, gdy je ścigamy, musimy skrócić przestrzeń
                      jaką jesteśmy w stanie pokonać w jednostce czasu albo wydłużyć tę jednostkę, a
                      wg Einsteina należy zrobić jedno i drugie... dopóki wszyscy siedzimy na
                      wspólnej różanej łące bąbla przestrzennego wszystko jest cacy... ale nie daj
                      Bóg, jeśli Bóg jest, co daj Bóg, ktoś z nas wskoczy do jakiejś rakiety to dla
                      niego TA SAMA czasoprzestrzeń tak się pognie, że wróci on na tę łąkę młodszzy
                      od własnych dzieci... a to nie jest normalne... i dowodzi własnie tego, że czas
                      i przestrzeń, chociaż są realnie obliczalne (bo wszystkie te efekty możemy
                      wykalkulować z tej banalnej zasady c=const.), to nie są one zdroworozsądkowo
                      oglądalne...
                    • bonobo44 Re: MULTIversum a UNIversum 06.10.06, 17:23
                      <<W przestrzeni 3-d umiemy się PORUSZAĆ, a przestrzeń 4-d
                      raczej tylko OGLADAMY poprzez opóźnione zdjęcia przestrzeni 3-d.>>

                      "raczej"? - tak...

                      << Mocno blądzę.[?]>>

                      raczej nie...

                      odstępstwo oglądanego kształtu historii wszechświata od jej rzeczywistego
                      kształtu jest dla tych tu hominidów zgromadzonych zusammen do kupy na tej tu
                      łące-planecie pomijalne... i pozostanie takie przynajmniej tak długo, dopóki
                      nie zaczną fizycznie wyścibiać siebie wraz z nosem dużo dużo dalej poza ten
                      swój grajdołek...
                      później - znając hominidów posapujacego gatunku - może dochodzić do wojen
                      między odległymi w czasie (tyż!) i przestrzeni ich ugrupowaniami o realny
                      kształt oglądanej rzeczywistości...

                      ale to już nie będzie zmartwienie ani
                      8)bonobo44
                      ani żadnego innego bonobo...
                      bo no bo żadnych bonob już do tego czasu zwyczajnie nie będzie 8(
                      już wy o to zadbacie, najrostomilsi ludkowie)
                • bonobo44 Jeszcze o "aktualności" przestrzeni i jej oglądzie 01.10.06, 10:00
                  lajkonik521 napisał:

                  > czy twoje splatanie przestrzeni i czasu nie wynika tylko i
                  > wyłącznie stąd, ze skazani jesteśmy na ogladanie wszechswiata, z wszelkimi
                  > konsekwencjami dotyczącymi opóźnienia obrazu?

                  > my żyjemy w AKTUALNEJ PRZESTRZENI.
                  > AKTUALNEJ PRZESTRZENI się "NIE OGLADA",

                  owszem i zawężonej w swej aktualności do bezpośredniego naszego otoczenia
                  (możemy żyć i jako ssaki ssać i zdobywać pożywienie na multum innych sposobów)
                  dzięki takim własnościom owego otoczenia spełnieonym z niezauważalnym dla nas
                  odstępstwem)

                  globalnie byłoby tak wówczas gdyby prędkość światła była prędkością jak inne...
                  jest inaczej - ona "grzęźnie" w strukturze czasopzrestrzennej w zdumiewajacy
                  sposób mówiący, że owa struktura nie jest absolutem złożonym z absolutnej
                  przestrzeni zmieniającej się w równomiernie "upływającym" dla wszystkich
                  czasie...

                  to ta stałość c mierzona w każdym układzie - w pociągu, na motorówce, na koniu,
                  w rakiecie, piechotą i "na stojąco" - to nie tylko jakiś tam banalny wynik
                  eksperymentu - to ona zachwiała całą zdroworozsądkową AKTUALNOŚCIĄ przestrzeni
                  niezależnej od nośnika informacji o niej... czasoprzestrzeń, w której
                  colkolwiek rozchodzi się w taki sposób musi mieć i MA zupełnie niesamowite
                  własności geometryczne... jedną z nich jest zupełny brak możliwości wskazania
                  JEDNEGO AKTUALNEGO jej przecięcia dla zawieszonych w niej linii życia
                  obserwatorów... linie te można przeciąć całym pękiem RÓWNIE UPRAWNIONYCH
                  AKTUALNOŚCI... im dalej od nas tym większe będzie wzajemne przesunięcie w czasie
                  (przedział czasu) obejmujący taki pęk zdarzeń możliwych do przyjęcia
                  za "równoczesne" z naszą subiektywnie odczuwaną chwilą...

                  w naszym bezpośrednim otoczeniu w naszym odczuciu wszystko jest w ruchu,
                  a to znaczy, że już dla każdego takiego obiektu w ruchu czas płynie nieco
                  inaczej... tzn. "chwila bieżąca" ma już lokalnie skończoną szerokość
                  skończonego przedziału na matematycznej osi czasu... a im dalej w las świata,
                  tym więcej w nim drzew i tym bardziej ten margines staje się "odjazdowy",
                  zwłaszcza że już nie tylkio drzewa są okrągłe, także sam las staje się coraz
                  bardziej zakręcony i to dosłownie...
                  • nowak11 Re: Jeszcze o "aktualności" przestrzeni i jej ogl 01.10.06, 19:54
                    Wiem, że jesteście fizykami i rozmawiacie na poziomie dla mnie niepojętym:).
                    Gdzieś tu padło stwierdzenie, że oglądamy wszechświat z konsekwencjami
                    opóźnienia obrazu. Zgoda, ale my WIEMY o tym; i moim zdaniem z tej wiedzy bardzo
                    wiele wynika. Od wątpliwości w to, co widzimy, po żądzę zmienienia tego stanu
                    rzeczy. Nasze myśli nie są "opóźnione";ich nie spowalnia prędkość światła. To
                    trochę tak jak z błyskawicą - najpierw widzimy błysk, a dopiero potem słyszymy
                    grzmot. Czy można najpierw dowiedzieć się czegoś o Syriuszu, a dopiero potem to
                    zobaczyć?
                    • bonobo44 Re: Jeszcze o "aktualności" przestrzeni... 03.10.06, 19:24
                      nowak11 napisał:

                      > Wiem, że jesteście fizykami i rozmawiacie na poziomie dla mnie niepojętym:).
                      > Gdzieś tu padło stwierdzenie, że oglądamy wszechświat z konsekwencjami
                      > opóźnienia obrazu. Zgoda, ale my WIEMY o tym

                      kiedy tak naprawdę, to my nic podobnego nie wiemy... nie możemy...
                      moglibyśmy piowiedzieć, że to wiemy, gdyby to za piośrednictwem czego oglądamy
                      zachowywało się przyzwoicie, tzn. prędkość nośnik ainformacji zmieniałaby się w
                      zależności od tego, czy ją obserwujemy z chodnika czy z samochodu...
                      a ona się NIE ZMIENIA... światło wyrzucone przez reflektory naszego samochodu
                      ma DOKĄŁDNEI taką samą prędkość dla nas jak i dla pieszego, chociaż poruszamy
                      się sto km/godz. szybciej w keirunku w którym je wysyłamy, a na zdrowy rozum
                      powinna być dla nas o te 100 km/godz. mniejsza... ponieważ ten nasz "zdrowy
                      rozum" jest tu o kant d. roztrzaść, to także całe nasze zdroworozsądkowe
                      myślenie o istnieniu jakiegoś uniwersalnego dla wszystkich (zarówno TU jak i)
                      TERAZ jest funta kłaków nie warte...
                      właśnie dlatego żadne TERAZ obiektywnie nie istnieje poza bezpośrednim naszym
                      otoczeniem w czasie i przestrzeni... to jedynie czysto subiektywny aspekt
                      obiektywnie istniejącej (we WSZECHświecie-multiversum) czasoprzestrzeni
                      postrzeganego przez nas świata...

                      > Nasze myśli nie są "opóźnione";ich nie spowalnia prędkość światła.

                      To co niby wg Ciebie "widzimy" tymi naszymi myślami? Jaki obraz świata?
                      Jak sobie potrafisz wyobrazić przestrzeń w czasie, w których coś takiego jest
                      możliwe: niezależnie od tego jak i gdzie poruszasz się swoją nową lukstorpedą,
                      wszystkie kaczki*) drepcą w niej z tą samą metodycznie mechaniczną prędkością
                      44 cm na 4 sekundy... nawet te uciekające przed samochodem, którym jedziesz...
                      lub w którym stoisz... gorzej ty jedziesz, ja stoję... dla mnie i dla Ciebie
                      kaczki poruszają się 11 cm/s i za ni c.....ę tego nie jesteś w stanie ich
                      dogonić, choćbyś wciskał pedał swojej rakiety szos do oporu... (???)
                      naprawdę uważasz, że to niczego nie komplikuje?

                      pomyśl...czy to przypadkiem nie oznacza, że czas i przestrzeń są niczym z gumy
                      i naciągają się to w tę to we wtę, w zależności od tego, kto i z jakiego
                      miejsca na nie patrzy (a dokładniej: jak się w nich porusza)?

                      są jak te mapy turystyczne głębokiego socrealizmu, które ponoć jakiś dużurny
                      oficer WSI "zatwierdzał" do użytku publicznego, dowolnie uprzednio deformując
                      ich rozciągliwą matrycę w imię... bezpieczeństwa publicznego i zachowania
                      tajemnicy państwowej o odległości z Komańczy do Cisnej...

                      tyle samo mniej więcej, co ówcześni turyści o bieszczadzkich szlakach, możemy i
                      my dziś powiedzieć o zasadniczej "wierności" tego naszego "oglądania myślami"
                      przestrzeni świata... gorzej w zasadzie możliwe było, że oficer się spił i nie
                      dopełnił swoich obowiązków... ten zwany rzeczywistością pozostaje stale trzeźwy
                      i z ZASADY nim rzadzącej nie jesteśmy w stanie powiedzieć ani nawet pomyśleć
                      niemal NIC sensownego o pełnym zbiorze zdarzeń równoczesnych z tym, w którym
                      docierasz do kropki na końcu tego zdania.
                      --
                      *) kaczki to najmodniejszy dzisiaj symbol semantycznego nadużycia... łatwiej je
                      sobie wyobrazić niż fotony, a też są zasadniczo - jak i one - ani czerwone ani
                      niebieskie, tylko średnio... żółte...
                      ponadto dzisiaj nawet gdyby kaczki wykwakwakały, że są uosobieniem światła i
                      wszystkiego co najświatlejsze w rzeczywistości powszechnej, to i tak nikt by
                      ich dzisiaj nie zagdakał, nawet mimo tego, że wszyscy widzą, że są ubabrane w
                      błocie aż po same dzioby...

                      • nowak11 Re: Jeszcze o "aktualności" przestrzeni... 03.10.06, 21:07
                        He he... Chodziłem po Bieszczadach w latach 80. i rzeczywiście prawie nic się z
                        mapami nie zgadzało. Raz chcieliśmy dojść do schroniska chyba "Jaworzec", a
                        trafiliśmy do bazy studenckiej Tworylne...Ale to zupełnie inna historia:))).
                        Nie no - czegoś tu nie rozumiem; mówicie, że tak naprawdę gwiazdę oddaloną od
                        nas o 2 lata świetlne widzimy w jej stanie sprzed dwóch lat. Jej teraz (no tak,
                        ale co to znaczy teraz?) może już tam nie być... A ja mówię, że ja się na ten
                        obraz nie nabieram, bo wiem, że jest on sprzed dwóch lat. Ale może, kurczę,
                        zmniejszmy skalę i odległości; będzie prościej (przynajmniej dla mnie:)) Słońce
                        jest od nas oddalone o ok. 8 minut świetlnych. Wysyłamy na jego orbitę jednego
                        z braci K. a drugi pozostaje na Ziemi; synchronizujemy zegarki - jest 8.00
                        czasu warszawskiego. O 8.30 Słońce nagle znika (zeżarł je jakiś anihilator z
                        PO). Brat na orbicie słonecznej jest w szoku, ale ten w Warszawie jeszcze o
                        niczym nie wie, dowie się za osiem minut - o 8.38, czy tak? (Tak przy okazji -
                        co najpierw przestanie do Ziemi docierać? - Ciepło? Grawitacja? Światło?). No.
                        I teraz wygląda to tak, że brat na Ziemi przez osiem minut będzie żył w
                        złudzeniu, że Słońce istnieje nadal - grzeje, przyciąga i świeci... Będzie je
                        widział na niebie! Jak pozbyć się tego złudzenia? Jak wcześniej wysłać
                        informację? Telepatycznie? "Podprzestrzennie"? I chyba na tym polega nasz
                        problem... A ja chciałem jeszcze tylko powiedzieć, że brat na Ziemi mógł
                        spodziewać się takiego stanu rzeczy (ci z PO są nieobliczalni:)) i byc może do
                        końca nie wierzy temu co widzi... I w tym ujęciu myśl nie jest opóźniona o te
                        osiem minut. My WIEMY, że tak naprawdę widzimy Słońce sprzed ośmiu minut. Czyli
                        lecąc w jego kierunku niejako lecimy w przeszłość. I będąc już na jego orbicie,
                        i doświadczając jego zgaśnięcia o 8.30 jesteśmy w stanie przewidzieć co się
                        wydarzy na Ziemi za osiem minut, czyli w przyszłości. A więc myślą podróżujemy
                        w czasie w przyszłość;))) Nie, sam zaczynam się gubić w tym co napisałem:))).
                        Idę spać. Narka!
                        • nowak11 Re: Jeszcze o "aktualności" przestrzeni... 03.10.06, 21:11
                          Ale jak zsynchronizować zegarki?!
                        • bonobo44 Re: Jeszcze o "aktualności" przestrzeni... 04.10.06, 10:03
                          Napisałem wcześniej, ze czas i przestrzeń to nie są jakieś byty absolutne
                          i uniwersalne. Wbrew potocznej opinii, że "czas przecież nie jest z gumy"
                          zachowują się one właśnie tak, jakby były wykoanane z tego tworzywa.
                          Dlatego właśnie może istnieć w nich (nie cokolwiek a) najszybszy możliwy
                          nośnik informacji, który dla każdego ma tę samą prędkość - to fenomen,
                          którego też uparcie wielu ludzi "nie zauważa" w swoich zdroworozsądkowych
                          dociekaniach.

                          Jeśli dla nas stłoczonych na tym pyłku w skali wszechświata ma to znaczenie
                          jedynie dla naszego systemu telekomunikacji i GPS, to przestanie tak być,
                          gdy zaczniemy zdecydownie zakażać tą chorobą roznoszoną drogą płciową
                          całą Galaktykę i następne.

                          Dla nas na tym wspólnym pyłku zwanym Ziemią, przestrzeń i czas w skali
                          Wszechświata wydają się być z grubsza jednorodne i z grubsza dobrze określone.
                          Dlatego możemy próbować budować coś takiego jak czasopodobne geodezyjne łączące
                          się dla nas w "czas uniwersalny", ale dla mieszkańców Andromedy, będzie on już
                          znacznie inny, a dla mieszkańców wszystkich czerwieniejących na naszym
                          horyzoncie zdarzeń galaktyk już totalnie różny (zwłaszcza dla tych z różnych
                          stron nieba).

                          I o tym tu mówimy...

                          Zatem w tej naszej skali możemy spać spokojnie niczym ślepa pleśń na
                          kamieniu... niezauważalne odstępstwa od "normalnej" rzeczywistości
                          uwzględnią w swoich projektach inżynierowie-projektanci wspomagani przez
                          relatywistycznych fizyków.
                          A światło z każdego "kierunku" przyniesie nam niezbyt zadawalającą, ale w miarę
                          wiarygodnie wspólną intersubiektywnie dla myślącej pleśni zamieszkującej ten
                          nasz glob informację o "przebiegu" historii postrzeganego wszechświata...
                          możemy się przy tym strzelić o miliard do 10 mld lat w naszej skali, ale to już
                          wina braku koniecznej... stereometrycznej bazy naszego widzenia...
                          (to przy precyzowaniu pomiaru odległości /i czasu/ na jej bazie odezwie
                          się "ból głowy" związany z nierealnością czasu absolutnego...
                          takie bazy będa jednak musiały mieć rozpiętości międzygalaktyczne, zatem ich
                          stworzenie w dającej sie antycypować przyszłości wydaje się dziś /w dobie
                          globalizmu ;-/ stać pod ogromnym znakiem zapytania...)
                          i posługiwania się niepewnymi elementami kalibracyjnymi (pulsarami, nowymi i
                          supernowymi, które wszak nie są identyczne)...
                          • lajkonik521 Re: Jeszcze o "aktualności" wymiaru czasowego 05.10.06, 19:11
                            bonobo44 napisał:

                            > Napisałem wcześniej, ze czas i przestrzeń to nie są jakieś byty absolutne
                            > i uniwersalne. Wbrew potocznej opinii, że "czas przecież nie jest z gumy"
                            > zachowują się one właśnie tak, jakby były wykoanane z tego tworzywa.

                            No to ja należę raczej to tej potocznej opinii.

                            Mam wymiar liniowy i mam drogę odkladaną na tym wymiarze liniowym. droga moze
                            być dłuższa lub krótsza i nikt temu się nie dziwi. W odniesieniu do wymiaru
                            liniowego nikt nie pyta czy jest dłuższy czy krótszy.

                            Mam też wymiar czasowy i czas. Chyba nie wypada pytać czy wymiar czasowy jest
                            dłuższy czy krótszy, nie? Ale czas - "droga" przebyta wzdłuż osi czasu z
                            powodzeniem moze być krótsza lub dłuższa.

                            Zatem gdy mowimy o *wymiarach* przestrzennych, to mowmy równolegle o *wymiarze*
                            czasowym (nie o czasie - jako odcinku na osi/wymiarze czasowym). Moze wymiary te
                            są z gumy - przestrzeń się zakrzywia w obliczu masy to i wymiar czasowy moze się
                            nieco zagiąć. Ale zagiecie przestrzeni nie oznacza jeszcze że coś tamtędy leci.
                            Podobnie - jeśli zagiety jest wymiar czasu to jeszcze nie oznacza, ze
                            komukolwiek na tym zagieciu się dłuży.

                            Tak jak długość drogi w wymiarze przestrzennym zależy od predkości pokonywania
                            wymiaru pzrestrzennego, tak czas zależy od predkości poruszania się po osi czasu.

                            Ot, tak naplotłem.

                            Lajkonix
                            panta rei - wszystko w plynie







                            > Dlatego właśnie może istnieć w nich (nie cokolwiek a) najszybszy możliwy
                            > nośnik informacji, który dla każdego ma tę samą prędkość - to fenomen,
                            > którego też uparcie wielu ludzi "nie zauważa" w swoich zdroworozsądkowych
                            > dociekaniach.
                            >
                            > Jeśli dla nas stłoczonych na tym pyłku w skali wszechświata ma to znaczenie
                            > jedynie dla naszego systemu telekomunikacji i GPS, to przestanie tak być,
                            > gdy zaczniemy zdecydownie zakażać tą chorobą roznoszoną drogą płciową
                            > całą Galaktykę i następne.
                            >
                            > Dla nas na tym wspólnym pyłku zwanym Ziemią, przestrzeń i czas w skali
                            > Wszechświata wydają się być z grubsza jednorodne i z grubsza dobrze określone.
                            > Dlatego możemy próbować budować coś takiego jak czasopodobne geodezyjne łączące
                            >
                            > się dla nas w "czas uniwersalny", ale dla mieszkańców Andromedy, będzie on już
                            > znacznie inny, a dla mieszkańców wszystkich czerwieniejących na naszym
                            > horyzoncie zdarzeń galaktyk już totalnie różny (zwłaszcza dla tych z różnych
                            > stron nieba).
                            >
                            > I o tym tu mówimy...
                            >
                            > Zatem w tej naszej skali możemy spać spokojnie niczym ślepa pleśń na
                            > kamieniu... niezauważalne odstępstwa od "normalnej" rzeczywistości
                            > uwzględnią w swoich projektach inżynierowie-projektanci wspomagani przez
                            > relatywistycznych fizyków.
                            > A światło z każdego "kierunku" przyniesie nam niezbyt zadawalającą, ale w miarę
                            >
                            > wiarygodnie wspólną intersubiektywnie dla myślącej pleśni zamieszkującej ten
                            > nasz glob informację o "przebiegu" historii postrzeganego wszechświata...
                            > możemy się przy tym strzelić o miliard do 10 mld lat w naszej skali, ale to już
                            >
                            > wina braku koniecznej... stereometrycznej bazy naszego widzenia...
                            > (to przy precyzowaniu pomiaru odległości /i czasu/ na jej bazie odezwie
                            > się "ból głowy" związany z nierealnością czasu absolutnego...
                            > takie bazy będa jednak musiały mieć rozpiętości międzygalaktyczne, zatem ich
                            > stworzenie w dającej sie antycypować przyszłości wydaje się dziś /w dobie
                            > globalizmu ;-/ stać pod ogromnym znakiem zapytania...)
                            > i posługiwania się niepewnymi elementami kalibracyjnymi (pulsarami, nowymi i
                            > supernowymi, które wszak nie są identyczne)...
                            >
                            • bonobo44 Re: Jeszcze o "aktualności" wymiaru czasowego 05.10.06, 19:42
                              > Ale zagiecie przestrzeni nie oznacza jeszcze że coś tamtędy leci.
                              > Podobnie - jeśli zagiety jest wymiar czasu to jeszcze nie oznacza, ze
                              > komukolwiek na tym zagieciu się dłuży.

                              a i owszem... "dłuży się" lub "króci"... zawieszonym tam fotonom...
                              a dokładniej to one same "dłużą się" lub "krócą", a te wydłużone w pzrecinki
                              drobinki, których linie życia gałek ocznych wydłużają się wraz znimi jak
                              wydłużone wypukłości na rowkach boków 4-wymiarowego ślimaka morskiego
                              odnotowują ten fakt, przecinając się z owymi fotonami w nieco innych miejscach
                              czasoprzestrzeni niż by to wynikało z ich myślowego oglądu tego, co "powinno
                              być" "aktualne"...
                              • lajkonik521 Re: Jeszcze o "aktualności" wymiaru czasowego 05.10.06, 19:56
                                bonobo44 napisał:

                                > > Ale zagiecie przestrzeni nie oznacza jeszcze że coś tamtędy leci.
                                > > Podobnie - jeśli zagiety jest wymiar czasu to jeszcze nie oznacza, ze
                                > > komukolwiek na tym zagieciu się dłuży.
                                >
                                > a i owszem... "dłuży się" lub "króci"... zawieszonym tam fotonom...
                                > a dokładniej to one same "dłużą się" lub "krócą", a te wydłużone w pzrecinki
                                > drobinki, których linie życia gałek ocznych wydłużają się wraz znimi jak
                                > wydłużone wypukłości na rowkach boków 4-wymiarowego ślimaka morskiego
                                > odnotowują ten fakt, przecinając się z owymi fotonami w nieco innych miejscach
                                > czasoprzestrzeni niż by to wynikało z ich myślowego oglądu tego, co "powinno
                                > być" "aktualne"...

                                He, he... Jak se tam wetkłeś coś tak małego jak foton, to se myślisz, ze nic nie
                                wetkłeś, bonobonie.

                                Mi chodzi o to, ze póki wymiar czasu jest zagiety, to jeszcze nie znaczy, ze tam
                                czas jest inny - będzie jak ktoś tam przybędzie.

                                To tak jak z kretą drogą z W-wy do K-kowa. Nikomu ta kretość nie wadzi, póki się
                                nie przejedzie.

                                Podsumowujac - co innego wymiar czasowy (oś), a co innego czas (godzina). Wymiar
                                czasowy jest odpowiednikiem wymiarów przestrzennych. A czas odpowiednikiem
                                przebytej drogi. Dlatego nie lubię złozenia czaso-przestrzeń. Wolałbym
                                czaso-droga lub wymczas-przestrzeń.

                                Tymczasem potocznie często się mowi "czas" zarówno na oś jak i na odcinek tej
                                osi. Takiego niedbalstwa w wymiarach przestrzennych się nie spotyka.

                                Lajkonix
                                • bonobo44 Re: Jeszcze o "aktualności" wymiaru czasowego 06.10.06, 18:28
                                  lajkonik521 napisał:

                                  > Mi chodzi o to, ze póki wymiar czasu jest zagiety, to jeszcze nie znaczy, ze
                                  > tam czas jest inny - będzie jak ktoś tam przybędzie.

                                  > To tak jak z kretą drogą z W-wy do K-kowa. Nikomu ta kretość nie wadzi, póki
                                  > się nie przejedzie.


                                  to nie tak... kręta droga będzie istnieć jeszcze długo po tym, gdy już
                                  ktokolwiek przestanie z niej korzystać...
                                  jednak dla każdego, kto zechce ją oglądać z góry, czy z boku śpiesząc się
                                  gdzieś tam subświetlnym środkiem lokomocji będzie ona istnieć nieco inaczej
                                  (szybciej lub wolniej zarastać zielskiem i erodować, a także w nieco innym
                                  kształcie - mniej lub bardziej skróconym/wydłużonym)

                                  > Mi chodzi o to, ze póki wymiar czasu jest zagiety, to jeszcze nie znaczy, ze
                                  > tam czas jest inny - będzie jak ktoś tam przybędzie.

                                  czs dla różnych obserwatorów jest inny nie dlatego, że jest "zagięty", ale
                                  dflatego, ze istnieje znaczna dowolność w wyborze krzywych czasopodobnych na
                                  rozmaitości czasoprzestrzennej... ta dowolność wynika z tego, że dla każdego
                                  obserwatora w innym ruchu owa czasoprzestrzeń jawi się mu w innym zróżnicowaniu:
                                  czas zyskuje kosztem przestrzeni i na odwrót...
                                  interwały czsoprzestrzenne pozostaną stałe między punktami czasoprzestrzeni,
                                  ale ich składowe, tzn. interwały czasowe i przerstrzenne będą się rózniły w
                                  zależnosci od punktu siedzenia... a o to nam tu chodzi.... przestrzeń puchnie i
                                  nadyma się kosztem czasu w dowolny sposób w ramach dostępnej objętości
                                  czasoprzestrzeni w zależności od tego, kto, skąd i kiedy prowadzi opis...
                                  z tego z kolei wynika, że nie sposób wskazać tylko JEDNEJ "tej samej" chwili
                                  dla 2 różnych obserwatorów, podobnie jak i nie sposób wskazać współdzielonej
                                  przez nich w takiej chwili JEDNEJ tylko (!) przestrzeni...
                                  owszem - można to zrobić, ale w sposób dalece niejednoznaczny... tak dalece, że
                                  w skrajnych wypadkach praktycznie dowolny...

                                  będąc na Ziemi możemy w skali wszechświata ustalić wspólne dla nas krzywe
                                  czasopodobne na jego geometrii... ale będą one już zupełnie inne dla delikwenta
                                  wystawiającego głowę ponad horyzont zdarzeń czarnej dziury paręset parseków
                                  opodal nas...
                                  • lajkonik521 Re: Jeszcze o "aktualności" wymiaru czasowego 06.10.06, 19:06
                                    bonobo44 napisał:

                                    > to nie tak... kręta droga będzie istnieć jeszcze długo po tym, gdy już
                                    > ktokolwiek przestanie z niej korzystać...
                                    > jednak dla każdego, kto zechce ją oglądać z góry, czy z boku śpiesząc się
                                    > gdzieś tam subświetlnym środkiem lokomocji będzie ona istnieć nieco inaczej
                                    > (szybciej lub wolniej zarastać zielskiem i erodować, a także w nieco innym
                                    > kształcie - mniej lub bardziej skróconym/wydłużonym)

                                    No ok. bonobonie. Widzę już to. Wszak oglądając z dala czarna dziurę bedziemy
                                    widzieć delikwenta zbilzającego się do jej horyzontu (w nieskończoność się
                                    delikwent zbliza). Jakby czas tam wyhamowywał. Do zera. Właściwie to czarna
                                    dziura powinna być oblepiona takimi obrazkami delikwentów (śmieci i gruzu)
                                    poprzylepionych na sferze horyzontu. Kurcze, to dlaczego jej nie widać? To tak
                                    na marginesie.


                                    > czs dla różnych obserwatorów jest inny nie dlatego, że jest "zagięty", ale
                                    > dflatego, ze istnieje znaczna dowolność w wyborze krzywych czasopodobnych na
                                    > rozmaitości czasoprzestrzennej... ta dowolność wynika z tego, że dla każdego
                                    > obserwatora w innym ruchu owa czasoprzestrzeń jawi się mu w innym zróżnicowaniu
                                    > :
                                    > czas zyskuje kosztem przestrzeni i na odwrót...

                                    To mi się mieści w moich wyobrażeniach. Przecież cycki na sferze mogą się
                                    wygłabiać i wgłabiać wyłącznie w kierunku wymiaru czasowego! A w szczególności w
                                    kierunku centrum sfery - gdzie moze być ukryta SCOP (Straszliwa Czarna
                                    Osobliwość Powybuchowa).



                                    > interwały czsoprzestrzenne pozostaną stałe między punktami czasoprzestrzeni,
                                    > ale ich składowe, tzn. interwały czasowe i przerstrzenne będą się rózniły w
                                    > zależnosci od punktu siedzenia... a o to nam tu chodzi.... przestrzeń puchnie i
                                    >
                                    > nadyma się kosztem czasu w dowolny sposób w ramach dostępnej objętości
                                    > czasoprzestrzeni w zależności od tego, kto, skąd i kiedy prowadzi opis...

                                    No.


                                    > z tego z kolei wynika, że nie sposób wskazać tylko JEDNEJ "tej samej" chwili
                                    > dla 2 różnych obserwatorów, podobnie jak i nie sposób wskazać współdzielonej
                                    > przez nich w takiej chwili JEDNEJ tylko (!) przestrzeni...
                                    > owszem - można to zrobić, ale w sposób dalece niejednoznaczny... tak dalece, że
                                    >
                                    > w skrajnych wypadkach praktycznie dowolny...

                                    Tu mnie załamałeś bonobo. Czy chcesz twierdzić, ze mieszkańcy planety na Alfa
                                    Centauri naliczyli 5 mld lat od BB, podczas gdy my liczymy 13,7 mld? Chciałbyś
                                    powiedzieć, ze BB wywalił w jednym kierunku bardziej, a w innym jeszcze bardziej?

                                    Mi chodzi o to, ze nasi przyjaciele z Alfa C gdzieś naprawdę SĄ, mimo że widzimy
                                    ich obraz sprzed tysięcy lat. Podobnie my JESTEŚMY, mimo, ze oni widzą nasz
                                    obraz sprzed tysięcy lat. Zatem my i oni SĄ. A ty mi burzysz ten piękny obraz i
                                    twierdzisz, ze nie ma tej samej chwili dla nich i dla nas? Mógłbyś bonobo trochę
                                    jaśniej? No tak jak nie przymierzając muzykowi, albo malarzowi?


                                    > będąc na Ziemi możemy w skali wszechświata ustalić wspólne dla nas krzywe
                                    > czasopodobne na jego geometrii... ale będą one już zupełnie inne dla delikwenta
                                    >
                                    > wystawiającego głowę ponad horyzont zdarzeń czarnej dziury paręset parseków
                                    > opodal nas...
                                    >
                                    No mimo zrozumienia tego delikwenta, nie mogę sobie poukladać tego
                                    sygnalizowanego przez ciebie braku jednoczesnosci.

                                    Pozdry

                                    Lajkonix
                                    panta rei - wszystko w płynie
                                    • lola10.10 Re: Jeszcze o "aktualności" wymiaru czasowego 06.10.06, 19:54
                                      lajkonik521 napisał:

                                      > bonobo44 napisał:
                                      >
                                      > > to nie tak... kręta droga będzie istnieć jeszcze długo po tym, gdy już
                                      > > ktokolwiek przestanie z niej korzystać...
                                      > > jednak dla każdego, kto zechce ją oglądać z góry, czy z boku śpiesząc się
                                      > > gdzieś tam subświetlnym środkiem lokomocji będzie ona istnieć nieco inacz
                                      > ej
                                      > > (szybciej lub wolniej zarastać zielskiem i erodować, a także w nieco inny
                                      > m
                                      > > kształcie - mniej lub bardziej skróconym/wydłużonym)
                                      >
                                      > No ok. bonobonie. Widzę już to. Wszak oglądając z dala czarna dziurę bedziemy
                                      > widzieć delikwenta zbilzającego się do jej horyzontu (w nieskończoność się
                                      > delikwent zbliza). Jakby czas tam wyhamowywał. Do zera. Właściwie to czarna
                                      > dziura powinna być oblepiona takimi obrazkami delikwentów (śmieci i gruzu)
                                      > poprzylepionych na sferze horyzontu. Kurcze, to dlaczego jej nie widać? To tak
                                      > na marginesie.
                                      Ojej, Lajkoniku, pod wplywem tego, co tu napisałeś zobaczylam oczyma wyobrazni
                                      naszą galaktykę jako zbior "delikwentów (śmieci i gruzu) poprzylepionych na
                                      sferze horyzontu" i jeszcze innych odpadkow rozłażących się do tego po
                                      spiralnych ramionach. No a w środku czarna dziura!

                                      > > będąc na Ziemi możemy w skali wszechświata ustalić wspólne dla nas krzywe
                                      > > czasopodobne na jego geometrii... ale będą one już zupełnie inne dla deli
                                      > kwenta
                                      > >
                                      > > wystawiającego głowę ponad horyzont zdarzeń czarnej dziury paręset parsek
                                      > ów
                                      > > opodal nas...
                                      > >
                                      > No mimo zrozumienia tego delikwenta, nie mogę sobie poukladać tego
                                      > sygnalizowanego przez ciebie braku jednoczesnosci.
                                      >
                                      > Pozdry
                                      >
                                      > Lajkonix
                                      > panta rei - wszystko w płynie

                                      Lajkoniku,
                                      a na Ziemi mamy jednoczesnosc czasu czy nie mamy? Pozorną raczej, bo jesteśmy
                                      podzieleni na strefy czasowe. To wzgledne, prawda? - czas na powierzchni Ziemi.
                                      Zostal zroznicowany wzgledem polozenia coponiektorych poludnikow. Ale
                                      moglibysmy wprowadzic rewolucyjna zmiane tego samego czasu na calej powierzchni
                                      jedneczesnie ustalajac dla wszystkich punktow na powierzchni dany moment T = 0.
                                      (taki wariacki pomysl juz kiedys zaistnial. I kto wie, moze jesli staniemy sie
                                      globalna wioska, to dla uproszczenia wielu roznych procedur taki system
                                      zostanie kiedys wprowadzony).
                                      Wtedy czas dla wszystkich miejsc-pumktow na Ziemi bylby taki sam. Ale tak nie
                                      jest, bo istniejący podział czasu uwzględnia w jakiś sposb krzywiznę
                                      powierzchni Ziemi. Ten rewolucyjny już by nie uwzględniał. CZas upływałby w
                                      jednym i drugim systemie tak samo (z takimi samymi podziałkami). Ale w tym
                                      drugim systemie - rewolucyjnym, w przypadku podrożowania z A do B, czas
                                      pokonywania danej odległości względem jego upływu globalnego by się pokrywały.
                                      To wszystko kwestia "umowna" czyli bardzo, bardzo względna.

                                      pozdrawiam
                                      lola
                                      Lola
                                      • lajkonik521 Re: Jeszcze o "aktualności" wymiaru czasowego 06.10.06, 20:42
                                        lola10.10 napisała:

                                        > lajkonik521 napisał:
                                        >
                                        > > bonobo44 napisał:
                                        > >
                                        > > > to nie tak... kręta droga będzie istnieć jeszcze długo po tym, gdy
                                        > już
                                        > > > ktokolwiek przestanie z niej korzystać...
                                        > > > jednak dla każdego, kto zechce ją oglądać z góry, czy z boku śpiesz
                                        > ąc się
                                        > > > gdzieś tam subświetlnym środkiem lokomocji będzie ona istnieć nieco
                                        > inacz
                                        > > ej
                                        > > > (szybciej lub wolniej zarastać zielskiem i erodować, a także w niec
                                        > o inny
                                        > > m
                                        > > > kształcie - mniej lub bardziej skróconym/wydłużonym)
                                        > >
                                        > > No ok. bonobonie. Widzę już to. Wszak oglądając z dala czarna dziurę bedz
                                        > iemy
                                        > > widzieć delikwenta zbilzającego się do jej horyzontu (w nieskończoność si
                                        > ę
                                        > > delikwent zbliza). Jakby czas tam wyhamowywał. Do zera. Właściwie to czar
                                        > na
                                        > > dziura powinna być oblepiona takimi obrazkami delikwentów (śmieci i gruzu
                                        > )
                                        > > poprzylepionych na sferze horyzontu. Kurcze, to dlaczego jej nie widać? T
                                        > o tak
                                        > > na marginesie.
                                        > Ojej, Lajkoniku, pod wplywem tego, co tu napisałeś zobaczylam oczyma wyobrazni
                                        >
                                        > naszą galaktykę jako zbior "delikwentów (śmieci i gruzu) poprzylepionych na
                                        > sferze horyzontu" i jeszcze innych odpadkow rozłażących się do tego po
                                        > spiralnych ramionach. No a w środku czarna dziura!

                                        No malutka chwylunia, lolka. Ja nie naposałem "ponaprzylepianych na galaktyce",
                                        tylko "ponaprzylepianych na horyzoncie"! Czarnej dziury!

                                        Taki pomysł stąd, ze facet zblizajacy się do horyzontu zdarzeń obserwowany jest
                                        przez nas jako granicznie spowalniający. Obserwujemy, ze w swoim spowolnieniu w
                                        drodze do horyzontu prawie się juz zatrzymuje. Zwalnia i nigdy nie przekroczy
                                        horyzontu zdarzeń.

                                        (Z punktu widzenia faceta spadajacego na CD nie zauważa on nawet, ze przekroczył
                                        horyzont zdarzeń - zasuwa dale do centrum CD bez zmrużenia oka).

                                        Jeśli zatem z ziemi ogladamy delikwentów, smieci i gruz spadajace na CD które to
                                        obiekty przez miliardy lat dążą w granicy tylko do horyzontu zdarzeń, to tych
                                        obrazków powinno się tam juz nieźle ponalepiać, nie? I stąd moja wątpliwość -
                                        dlaczego nie ogladamu czarnych dziur jako obiektów o wielkosci horyzontu zdarzeń
                                        oblepionych tym gruzem z miliardów lat?

                                        No, chyba, ze czegoś znowu nie rozumiem.

                                        Lajkonix
                                        panta rei - wszystko w płynie


                                        > Lajkoniku,
                                        > a na Ziemi mamy jednoczesnosc czasu czy nie mamy? Pozorną raczej, bo jesteśmy
                                        > podzieleni na strefy czasowe. To wzgledne, prawda? - czas na powierzchni Ziemi.
                                        >
                                        > Zostal zroznicowany wzgledem polozenia coponiektorych poludnikow. Ale
                                        > moglibysmy wprowadzic rewolucyjna zmiane tego samego czasu na calej powierzchni

                                        No, Lolka, ale nie wmówisz mi że jak ja piję teraz piwko, to na drugiej pułkuli
                                        czy na innym dowolnym poludniku nie ma kogokolwiek, kto w czasie tego piwka by
                                        nie istniał! Ja sie nie speram o to, ze on moze mieć na zegarku inną godzinę.
                                        Chodzi mi tylko o to, ze ze mną WSPÓŁISTNIEJE.



                                        > jedneczesnie ustalajac dla wszystkich punktow na powierzchni dany moment T = 0.
                                        >
                                        > (taki wariacki pomysl juz kiedys zaistnial. I kto wie, moze jesli staniemy sie
                                        > globalna wioska, to dla uproszczenia wielu roznych procedur taki system
                                        > zostanie kiedys wprowadzony).
                                        > Wtedy czas dla wszystkich miejsc-pumktow na Ziemi bylby taki sam. Ale tak nie
                                        > jest, bo istniejący podział czasu uwzględnia w jakiś sposb krzywiznę
                                        > powierzchni Ziemi. Ten rewolucyjny już by nie uwzględniał. CZas upływałby w
                                        > jednym i drugim systemie tak samo (z takimi samymi podziałkami). Ale w tym
                                        > drugim systemie - rewolucyjnym, w przypadku podrożowania z A do B, czas
                                        > pokonywania danej odległości względem jego upływu globalnego by się pokrywały.
                                        >
                                        > To wszystko kwestia "umowna" czyli bardzo, bardzo względna.
                                        >
                                        > pozdrawiam
                                        > lola
                                        > Lola

                                        Choroba, czy cię kiedy napisałem z małej litery. Jeśli tak to sorka, chyba tylko
                                        z rozpędu.

                                        Lajkonix
                                        panta rei - wszystko w plynie
                                    • bonobo44 Re: Jeszcze o "aktualności" wymiaru czasowego 06.10.06, 20:38
                                      <<Tu mnie załamałeś bonobo. Czy chcesz twierdzić, ze mieszkańcy planety na Alfa
                                      Centauri naliczyli 5 mld lat od BB, podczas gdy my liczymy 13,7 mld?>>

                                      no jeśli oni naliczyli 5 mld lat, a Ty uparłeś się, zeby tę chwilę, w której
                                      oni to naliczyli zaliczyć do naszej teraźniejszości, bo no bo akurat tak Ci się
                                      chlasnęło przez czasoprzestrzeń...

                                      <<Chciałbyś
                                      powiedzieć, ze BB wywalił w jednym kierunku bardziej, a w innym jeszcze
                                      bardziej?>>

                                      dokładnie! WYWALIŁ 8,7 mld lat temu bardziej w naszym kierunku, niż na ich
                                      perymetrze czasowym... pamiętaj, że nie masz żadnego sposobu aby dobrać
                                      zakładaną przez siebie jednoznaczną "równoczesność" (ów placek w przekroju
                                      cygara czasoprzestrzennego możesz otrzymać na dziesiątki dziesiątki sposobów,
                                      byleś tylko za bardzo nie ciachnął wzdłuż jego osi, bo otrzymasz totalny chaos
                                      zdarzeń, a z każdego hominida zrobisz ślimaka morskiego długiego na
                                      75x365x3600x300000 km, za to żyjącego od 1/3 do 3 ns w zależności od kierunku
                                      czasu w poprzek czy wzdłuż ciała takiego hominida-płaszczaka)

                                      ten cały sensowny dobór podyktowany jest tym, aby w redukcji do przestrzeni
                                      obiekty w naszym sąsiedztwie zachowywały się z grubsza tak jak to obserwujemy...
                                      np. kule ziemska i inne były "porządnymi" kulami poruszającymi się po porządnie
                                      eliptycznych, a nie absurdalnie powyciąganych w jakimś kierunku orbitach)

                                      jakoś tak konstruuje się te czasopodobne krzywe geodezyjne czasu uniwersalnego
                                      w odniesieniu do Ziemi i naszej Galaktyki (na zewnątrz od nich)...
                                      dla innej planety w innej galaktyce oddalającej się od naszej z v=0.999c
                                      rozkład tych geodezyjnych "na zewnątrz" nalezy jednak wybrać inaczej, bo w
                                      przeciwnym razie orbita Ziemi wydłuży się niepomiernie (np. 1000-krotnie) w
                                      jednym kierunku i to wraz (w korealcji) z orbitami pozostałych planet...

                                      UWAGA!
                                      takie mam przynajmniej wrażenie... gdy nie podzielasz tych moich intuicji -
                                      zapomnij o nich... równie dobrze mogę się mylić... nie znam na tyle dobrze OTW,
                                      aby się jakoś zdecydownie jednoznacznie przy tym upierać...
                                      a większość tego, co na ten temat ostatnio napisałem z taką pewną pewnością
                                      siebie, to bardziej moje własne spekulacje na temat TW niż poparte koniecznymi
                                      w tej materii, rzetelnymi studiami wnioski...
                                      • lajkonik521 Re: Jeszcze o "aktualności" wymiaru czasowego 07.10.06, 11:35
                                        bonobo44 napisał:

                                        > UWAGA!
                                        > takie mam przynajmniej wrażenie... gdy nie podzielasz tych moich intuicji -
                                        > zapomnij o nich... równie dobrze mogę się mylić... nie znam na tyle dobrze OTW,
                                        > aby się jakoś zdecydownie jednoznacznie przy tym upierać...
                                        > a większość tego, co na ten temat ostatnio napisałem z taką pewną pewnością
                                        > siebie, to bardziej moje własne spekulacje na temat TW niż poparte koniecznymi
                                        > w tej materii, rzetelnymi studiami wnioski...

                                        Ok, bonobonie, nie kryguj się. W razie wpadki, całą wine biore na siebie. A
                                        Jakby Nobel, to się podzielę. Sami wiemy, ze tu chodzi bardziej o Pogranicze niz
                                        o fizykę.

                                        Pozdry,

                                        Lajkonix
                                        panta rei - wszystko w płynie
    • kapitalizm1 Re: Dlaczego Qomputer jest SZYBSZY? 04.10.06, 21:13


      wersja oczyszczona:


      bonobo44 napisał:

      > kapitalizm1 napisał:
      >
      > <<nie jestem osoba wierzaca, szczegolnie w istnienie Wszechswiata (jako
      > calosci
      > istniejacej materii/energii) - ja WIEM, ze on istnieje>>
      >
      > ale Twoje "WIEM" różni się od "WIEM" innych ludzi...

      - uwazasz, ze inni nie wiedza tego!!??


      > i to dramatycznie o całe regiony Wszechświata, które lekce sobie negujesz
      > jako niezgodne z Twoim o nim wyobrażeniem...
      > to czego nie widzisz i nie możesz zobaczyć, tego wg Ciebie zwyczajnie nie
      > ma?...
      > lekką ręką wyrzucasz z bytu jego ca.
      99,99999999999999999999999999999999999999%


      - odwrotnie, ja zaliczam do Wszechswiata wszystko co ISTNIEJE,

      to ty (i inni mistycy) wyrzucaja poza Wszechswiat (tworzac nawe
      sasiedzkie "swiaty") wszystko czego nie rozumieja w danaj chwili,

      cos jak przedkopernikowski ziemiocentryzm,


      > <<"4..7..11...56 wymiarem w czasoprzestrzeni Alfa">>
      >
      > mylisz tu wymiary typu wymiarów teorii strun z tzw. "innymi wymiarami" czyli
      > światami "równoległymi"...
      > te pierwsze nie mają nic wspólnego z wszechświatem-multiwersum i ograniczają
      > się do opisu pojedynczego świata-universum...


      - to byla parodia na ich (nalkofcuf) nazewnictwo, ktora kazdy ksiadz potrafi
      strecic krotko w jednym slowie.... "poza-swiaty",


      > <<sens ma ten sam - wiara w cuda>>
      >
      > wiarą w cuda jest wg Ciebie próba dokonania spójnego opisu rzeczywistości?
      > tzn. co? że rzeczywistość daje się w ogóle w miarę spójnie opisać, to cud?
      > jeśli to chciałes powiedzieć, to w pełni zgadzam się z Tobą...


      - nie, wiara w cuda jest kazda proba odrzucenia rzeczywistosci,

      czyli nie opisuje sie rzeczywistosci "nierzeczywistoscia", nie mozna opisac
      faktow Wszechswiata za pomoca czegos "spoza" sumy tego co istnieje,

      tak jak nie mozna opisac swiadomosci (i jej studiowac) za pomoca nieswiadomosci,

      jak tej sprzecznosci nie zrozumiesz to nie jestem w stanie ci pomoc - no bo jak?

      jezeli Wszechswiat to suma tego co istnieje, to oczywiscie fantazja mistyczna
      jest rozmowa o "czyms" (o czym jezeli to nie istnieje? - bo jezeli istnie to
      jest czescia Wszecswiata) "spoza-swiata",

      ja jestem ateista i w "poza swiaty", czy cuda nie wierze,

      ja wiem, ze SWIAT istnieje bo ja istnieje, mam swiadomosc, ze materia istnieje
      przed jakakolwiek swiadomoscia (w tym moja) - a wiec zadnego stworzenia Swiata,
      ani zadnego "pozaswiat' nie bylo/ma, chocby nie wiem jak naukowo by go nie
      nazwac,

      pamietaj, ze Big-Bang byl na poczatku zartem jakim zrobili kolegom fizycy-
      teoretycy,



      >
      > a zastanawiasz się dlaczego taki qomputer JEST SZYBSZY?
      > otóż dlatego, że dokonuje operacji RÓWNOLEGŁYCH w ciele fizycznym obejmującym
      > całą sieć identycznych komputerów z równoległych pobliskich światów
      > wystarczająco z nim lokalnie spójnych (koherentnych)...

      - jakich "innych" swiatow?

      z innych galaktyk?

      bo w "pozaswiaty" juz ci mowilem, ze nie wierze (nawet w rownolegle czy bardzo,
      bardzo bliziutkie),


      > to tak jakbyś do jakiegoś obliczenia przekraczającego wiek naszego świata-
      > uniwersum zaprzągł w sieci 24x365x15 mld komputerów klasycznych... obliczenia
      > te potrwają... godzinę!


      - godzine? a czemu tak dlugo?

      poza tym mowiac o wieku naszego swiata, co masz na mysli?

      nasza Galaktyke?

      bo Wszechswiat to WSZYSTKO co istnieje!


      > coś takiego NIE JEST MOŻLIWE bez istnienia niewyobrażalnie wielu światów
      > MULTIversum...


      - tak, masz racje, a latanie czlowieka w powietrzu jest niemozliwe bez
      istnienia Diabla i niewyobrazalnych mocy Przestworzy (tak mowili 'naukowcy' w
      XVIw),

      no coz kazda epoka ma swoich kaznodzieji,


      >
      > nie może, nawet teoretycznie... jeśli czas jego rozwiązania przekracza czas
      > fizycznie dostępny... tzn. wiek naszego świata...

      - napisz do Wikipedii,

      a co jak wstawisz w swoja odpowiedz fakt wiecznego istnienia Wszechswiata
      (pamietaj materia nigdy nie powstaje, zmienia tylko swoj stan) - czy wtedy tez
      teoretycznie nie bedzie wystarczajaco duzo czasu do rozwiazania tego problemu?


      > tzn. ta "nowinka" jest dla Ciebie bezwartościowa?
      > czy nie dlatego, że godzi w Twój światopogląd?
      > i czy aby nie dlatego, że tym gorzej dla wszystkiego, co weń godzi?


      - nie, "nowinka" nazwalem wszelkie hipotezy i spekulacje o 'pozaswiatach',

      ta 'nowinka' jest kluczem wszystkich religii swiata, rowniez tych naukowcow co
      sie wstydza swojej wiary (slusznie zreszta)i siedza na cieplych panstwowych
      posadkach wydzialow fizyki teoretycznej - wiedzac, ze ich rewelacje nigdy nie
      beda mogly byc definitywnie odrzucone (no bo jak zaprzeczysz NIEistnienie Boga,
      czy NIEistnienie "rownoleglych swiatow"? - good luck!) tak jak i wszystkich
      teistow religiantow,

      nie pisze tego aby sie z toba klocic, tylko chce zwrocic ci uwage na fundamenty
      nauki, na filozoficzna strone pewnych sprzecznosci dzisiejszych "oszolomow"
      nauki,

      jesli cie interesuje obiektywne podejscie do swiata (w tym nauki) to moge ci
      podac odpowiednie linki,

      na poczatek moze ten:

      en.wikipedia.org/wiki/Objectivism_(Ayn_Rand)
      • bonobo44 Multiversum to "suma tego co istnieje" 06.10.06, 18:54
        kapitalizm1 napisał:

        > nie opisuje sie rzeczywistosci "nierzeczywistoscia", nie mozna opisac
        > faktow Wszechswiata za pomoca czegos "spoza" sumy tego co istnieje


        ależ zgoda:
        wszechświat czyli multiversum, to właśnie "suma tego co istnieje"
        tzn. suma wszystkich rzeczywiście istniejących światów, czyli universów
        (wg Ciebie ta suma ogranicza się do jednego bezpośrednio doświadczanego przez
        Ciebie uniwersum, a wg przeważającej powoli większości fizyków kwantowych,
        nie ogranicza się nawet do tych pośrednio doświadczanych przez nas universów...
        doświadczanych pośrednio, bo no bo przez lokalne interferencje z tym "naszym"
        bezpośrednio doświadczanym)

        czyż wyrzucasz poza obręb wszechświata wszystkie katastrofy na drugiej półkuli
        tylko dlatego, że nie doświadczyłeś ich bezpośrednio, a tylko za pomocą
        pośredniego przekazu elektromagnetycznego?
        • kapitalizm1 Re: Multiversum to "suma tego co istnieje" 06.10.06, 23:48
          bonobo44 napisał:



          ależ zgoda:
          wszechświat czyli multiversum, to właśnie "suma tego co istnieje"
          tzn. suma wszystkich rzeczywiście istniejących światów, czyli universów
          (wg Ciebie ta suma ogranicza się do jednego bezpośrednio doświadczanego przez
          Ciebie uniwersum, a wg przeważającej powoli większości fizyków kwantowych,
          nie ogranicza się nawet do tych pośrednio doświadczanych przez nas universów...
          doświadczanych pośrednio, bo no bo przez lokalne interferencje z tym "naszym"
          bezpośrednio doświadczanym)

          - alez w tym jest zawarta cala nasza wiedza, w naszym doswiadczeniu!

          to nie ma znaczenia czy dany obiekt mozemy dotknac, zabaczyc, powachac,
          uslyszec albo skosztowac, bezposrednio czy posrednio (za pomoca odpowiednich
          urzadzen) - my musimy go jakos doswiadczyc,

          cala wiedze jaka posiadamy jest pozyskiwana przez nasze 5 zmyslow, informacja
          jaka otrzymujemy ta droga jest analizowana przez nasz rozum, wnioski sa
          wyciagane (czasem bledne - jak z tymi 'poza swiatami' czy 'rownoleglymi
          swiatami'),

          wiedze o katastrofie na drugiej polkuli (czy odleglej czesci Wszechswiata)
          musimy jakos doswiadczyc, np. ogladajac naszymi oczami w TV i wnioskujac, ze te
          miliony kolorowych punkcikow na ekranie to efekt dzialania fal radiowych, a nie
          niewytlumaczalny 'cud', czy zjawisko z innej kuli, rownoleglego swiata itp

          tak samo jest z obserwacja jakis odleglych zjawisk w kosmosie, urzadzenia
          (specjalnie wyprodukowane do tych celow) przekazuja nam jakis sygnal...a my,
          czy naukowcy...wnioskuja co to JEST! - nie ma tu zadnych 'cudow',



          >...czyż wyrzucasz poza obręb wszechświata wszystkie katastrofy na drugiej
          półkuli
          tylko dlatego, że nie doświadczyłeś ich bezpośrednio, a tylko za pomocą
          pośredniego przekazu elektromagnetycznego?

          - rozumie, ze w tej analogii kula ziemska jest tym "wszechswiatem",

          wiec to nie ja wyrzucam poza ta 'kule' zjawisko spostrzezone na drugim koncu ,
          tylko ty mowiac, ze ta katastrofa w Mozambiku jaka widzimy w TV musi byc na
          innej kuli (te twoje 'inne' swiaty, multiversy), to ty sugerujesz, ze tak
          dziwne zjawisko nie moze zaistniec we Wszechswiecie (naszej kuli ziemskiej w
          twej analogii) tylko w innym swiecie (poza nasza kula ziemska),

          upraszczajac jeszcze bardziej, np. ogladajac podmuchy wiatru przez okno, ja go
          nie doswiadczam bezposrednio zadnym z moich zmyslow, ja wnioskuje o jego
          istnieniu ogladajac (zmysl wzroku - bezposrednie doswiadczenie) efekty
          dzialania tego wiatru (ruszajace sie liscie, o ktorych WIEM, ze same sie tak
          nie ruszaja, itd),

          tak samo np. z jakims obiektem/zjawiskiem we Wszechswiecie - mozemy wnioskowac
          o jego istnieniu z efektow jego oddzialywania na inne obiekty/zjawiska JUZ nam
          znane,

          kluczem tu jest "obiekty/zjawiska juz nam znane",

          we Wszechswiecie wciaz odkrywamy i bedziemy odkrywac wciaz nowe
          obiekty/zjawiska ta sama metoda i kazdy obiekt/zjawisko ma swoja tozsamosc
          (jest takie, a nie inne w tych samych warunkach i w tym samym czasie) - stare
          Arystotelesowe A = A,

          wszystko we Wszechswiecie podlega tej samej zasadzie - ma swoja tozsamosc,

          rowniez te jeszcze nie poznane formy czy stany materii/energii, nie ma co sie
          podniecac faktem, ze na poziomie kwantowym (straszliwie malym) jakies zjawiska
          odbywaja sie straszliwie szybko, tak szybko, ze dzisiejsi naukowcy dysponujacy
          przestarzalymi urzadzeniami (relatywnie mowiac), oslupieli i glosza
          tzw. "zasade nieoznaczonosci" - jest ona nieoznaczona tylko dla nich,

          w przyrodzie nie ma nic nieoznaczonego (cos co by bylo trwale nieoznaczalne),
          jest to tylko kwestia czasu i odpowiednich narzedzi, tak jak i zreszta nie ma
          nic we Wszechswiecie co by bylo trwale niepoznawalne,

          za jakis czas gdy technologicznie osiagniemy mozliwosc obserwacji swiata np.
          milion razy mniejszego od poziomu dzisiejszych kwantow, zapewne tez znajda sie
          naukowcy gloszacy: "to juz koniec, nic mniejszego byc nie moze" i "dzieja sie
          tu zjawiska nieprzwidywalne i przeczace calej naszej dotychczasowej wiedzy",

          zapominajac, ze byl juz kiedys taki "Kapitalizm1" co im mowil:

          ... Sorry, Ale Cudow Nie Ma.
          • kapitalizm1 Re: Multiversum to "suma tego co istnieje" 07.10.06, 02:08

            poczytaj inne moje uwagi na ten temat, moze to ci dac cos do myslenia:

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=46852305&a=49861313
            • bonobo44 O prawie do odrzucenia materialności multiversum 07.10.06, 21:03
              sorry za niejaką obcesowość moich poprzednich postów...
              masz w końcu pełne prawo do światopoglądowego odrzucenia multiversum
              (w końcu niekwantowa większość fizyków nadal tak do tego podchodzi, tzn. jak do
              jeża - bo no bo kto to widział coby jeż miał mieć więcej niż JEDEN kolec 8-)...

              podobnie jak Lajkonik ma prawo do światopoglądowego postrzegania multiversum
              jako czegoś tylko "potencjalnego" (w końcu większość kwantowców do niedawna tak
              do tego podchodziła)...
              sam chwilami wolę sobie wyobrażać to tylko w kategoriach potencjalności...
              ale wtedy przypominam sobie, że to przecież zwyczajny przejaw megalomańskiego
              antropocentryzmu, z którego wynika przywiązanie już chyba homo erectus do
              zawyżania roli i WYJĄTKOWEGO znaczenia swego ego... i przywołuję się do
              porządku jak na bonobo przystało, mówiąc sobie - panisco jesteś a takie
              małostkowe wybory tobą kierują, jak typowym sapioncym z ukontentowania nad tom
              swojom wyjontkowościom...

              NIA MA POWODÓW do wyróżnienia któregokolwiek z multum uniwersów w tkaninie
              multiwersum... wg mnie wyjątkowe bo no bo jedyne i wszech jest samo multiwersum
              czyli wszechświat w nowym szerszym rozumieniu tego słowa...
              to twór splątany niciami interferencyjnych połączeń fotonów dużo ciaśniej nawet
              niż klasyczna czasoprzestrzeń Einsteina oplątana jest klasycznymi trajektoriami
              tychże...
              • kapitalizm1 Re: O prawie do odrzucenia materialności multiver 07.10.06, 21:26

                bonobo44 napisał:


                sorry za niejaką obcesowość moich poprzednich postów...
                masz w końcu pełne prawo do światopoglądowego odrzucenia multiversum
                (w końcu niekwantowa większość fizyków nadal tak do tego podchodzi, tzn. jak do
                jeża - bo no bo kto to widział coby jeż miał mieć więcej niż JEDEN kolec 8-)...


                - a ty dalej swoje,

                przeciez to wlasnie ty odrzucasz (wymyslajac "inne" swiaty) wszystko co jest
                troche zbyt male albo trudne do obserwacji dzisiejszymi przyrzadami,


                >..podobnie jak Lajkonik ma prawo do światopoglądowego postrzegania multiversum
                jako czegoś tylko "potencjalnego" (w końcu większość kwantowców do niedawna tak
                do tego podchodziła)...
                sam chwilami wolę sobie wyobrażać to tylko w kategoriach potencjalności...


                - ta potencjalnosc jest na zasadzie.. co by bylo gdyby...

                a wiec co by bylo gdyby...materia nie byla materia, logika byla brakiem logiki,
                nauka byla wiara, Wszechswiat nie bylby Wszech-, albo czarne bylo biale,
                kobieta byla mezczyzna, ptak kamieniem, woda krzeslem, a ExtraUltraMultiverse
                stalby sie WSZECHSWIATEM,

                mozna i tak,

                ale to nie jest nauka, tylko Science Fiction.
        • ciekawski11 Re: Multiversum 07.10.06, 10:41
          bonobo44 napisał:

          >...
          > ależ zgoda:
          > wszechświat czyli multiversum, to właśnie "suma tego co istnieje"
          > tzn. suma wszystkich rzeczywiście istniejących światów, czyli universów
          > (wg Ciebie ta suma ogranicza się do jednego bezpośrednio doświadczanego przez
          > Ciebie uniwersum, a wg przeważającej powoli większości fizyków kwantowych,
          > nie ogranicza się nawet do tych pośrednio doświadczanych przez nas
          universów...
          > doświadczanych pośrednio, bo no bo przez lokalne interferencje z tym "naszym"
          > bezpośrednio doświadczanym)
          >...

          To ciekawe i mniej więcej zgodne z tym do czego sam doszedłem.
          Proszę o więcej informacji na temat tych "interferencji", może jakieś linki?

          Pozdrawiam.
          • bonobo44 Re: Multiversum 07.10.06, 21:07
            ciekawski11 napisał:

            > To ciekawe i mniej więcej zgodne z tym do czego sam doszedłem.
            > Proszę o więcej informacji na temat tych "interferencji", może jakieś linki?
            >
            > Pozdrawiam.

            również pozdrawiam...
            link jest ciągle przypięty w stopkach moich postów:
            • lola10.10 Re: Multiversum 08.10.06, 21:50
              Ale dlaczego Prósz... zwleka tak ztym wydaniem? Przecież nie z tego powodu, że
              mu się nie opłaca? O co chodzi?
              Zadziwiona
              lola
              • bonobo44 Re: Multiversum 11.10.06, 14:58
                lola10.10 napisała:

                > Ale dlaczego Prósz... zwleka tak ztym wydaniem? Przecież nie z tego powodu,
                > że mu się nie opłaca? O co chodzi?
                > Zadziwiona
                > lola

                sam się dziwię...
                albo chodzi o preferencje redaktora-ssaka-naczelnego
                albo - gdy nie wiemy o co chodzi... - o tantiemy dla autora...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka