nowey777
04.08.07, 23:14
W poprzednim wątku dałem namiary na naukowców otwarcie odrzucających
neodarwinowską wizję ewolucji. Naukowcy ci podważają pomysł ,iż mutacje
odcedzane przez naturalną selekcje były w stanie doprowadzić do złożonośći
życia.
Naukowcy zsenkwencjonowali już niemała liczbe genomów. Jak się okazało już
nie między szympansem,a człowiekiem,ale nawet między człowiekiem a myszą
istnieją małe genetyczne różnice w sekwencjach kodujących! Poczatkowo się tym
faktem zachwycano i traktowano go jako mocny dowód na pokrewieństwo
ewolucyjne między szympansem a człowiekiem, czy człowiekiem i myszą. Niestety
owy czar prysł. Już wcześniej wielu uczonych zauważało,że owe podobieństwa
genetyczne są nieadekwatne do różnic fenotypowych, a więc np. 95%towe
podobieństwo pomiędzy szympansem i człowiekiem nie może wyjaśniać róznic
fenotypowych pomiędzy tymi dwoma organizmami! Przepisu na człowieka zaczęto
więc szukać gdzie indziej. Jak się okazało chyba się znalazł w owych 99%ach
genomu zwanym do niedawna "śmieciowym DNA". Zauważono,że w tych obszarach
zachodzi pewien rodzaj transkrypcji, a przy okazji odkryto wiele nieznanych
dotąd cząsteczek RNA, które biorą istotny udział w regulacji aktywności
genów. Takie RNA (jak np. interferencyjny RNA) mogą w różny (jeszcze
niezbadany) sposób wpływać na ekspresje genów podczas rozwoju płodowego.
Zastosowań tego RNA może być bez liku! Jak się szacuje takich regulatorowych
genów kodujących regulatorowe RNA jest tyle samo, co genów kodujących białka.
A niektórzy sa zdania,że dwa razy więcej!
Poniżej artykuł obrazujący w jakie zwątpienie popada świat nauki ewolucyjnej.
Już niedługo nastapi całkowite wyplemienie tego chwasty na polu nauki, jakim
jest prymitywny neodarwinizm!
Newsweek
30/07 23.07.2007
Darwin do poprawki
Nawet teoria ewolucji podlega prawom ewolucji. W świetle najnowszych badań
wiedza Karola Darwina o pochodzeniu gatunków okazuje się dalece niepełna.
Gdy minister Mirosław Orzechowski i Maciej Giertych w kabaretowym stylu
atakowali niedawno teorię ewolucji, mało kto spodziewał się, że dzieło
podważania ustaleń Karola Darwina podejmą także naukowcy z najbardziej
renomowanych światowych uniwersytetów. Z tą tylko różnicą, że Giertych i
Orzechowski marzą o teorii, która nie miałaby nic wspólnego z biologią,
natomiast współcześni badacze chcą idee Darwina dopasować do biologicznych
odkryć z ostatnich lat.
Teoria Darwina budziła kontrowersje od momentu jej powstania. Żadne inne
dzieło naukowe nie miało tylu krytyków. Jego praca "O powstawaniu gatunków"
opublikowana w 1859 r. wywołała powszechną wściekłość i zgrozę, bo zaliczyła
homo sapiens do świata zwierząt. Uderzała zarazem w wiarę, że nasze
pojawienie się na Ziemi miało szczególny sens, że zostało z góry zaplanowane.
Darwinowi świat milionów różnorodnych organizmów jawił się jako rezultat
długiej historii całkowicie przypadkowych zdarzeń. Ślepy, bezrozumny i
automatyczny proces ewolucji przekształcał jednokomórkowe organizmy w formy
coraz bardziej skomplikowane. Po 4,5 mld lat od powstania Ziemi po
bakteriach, ukwiałach i dinozaurach pojawiły się pierwsze ssaki, a na końcu
człowiek.
Działanie przypadku w stosunku do organizmów żywych Darwin wyobrażał sobie
tak: "Ponieważ zawsze rodzi się więcej osobników, niż może przeżyć, następuje
walka o przetrwanie... Osobniki posiadające jakąkolwiek chociażby drobną
przewagę nad innymi będą miały największe widoki przeżycia i pozostawienia
potomstwa. Z kolei wszelka zmiana szkodliwa musi ulec zagładzie. Utrzymywanie
się różnic korzystnych i zagładę szkodliwych nazwałem doborem naturalnym.
Dobór naturalny promuje więc te cechy, które zwiększają szanse przeżycia w
danym środowisku".
------------------------------------------------------------------------------
--
------------------------------------------------------------------------------
--
Darwin nie miał jednak pojęcia, jaki wewnętrzny mechanizm może być
odpowiedzialny za dziedziczenie. Geny zostały odkryte już po napisaniu przez
niego dzieła o ewolucji gatunków. Niemiecki chemik pracujący w Tybindze,
Johann Miescher, zauważył mianowicie w 1869 r., że pewien materiał pobrany z
ludzkich komórek nie jest białkiem. Nazwał go nukleiną. Dzisiaj substancja ta
nosi nazwę DNA, czyli kwasu dezoksyrybonukleinowego. W 1953 r. Francis Crick
i James Watson odkryli jego podwójną spiralę i domyślili się, na czym polega
mechanizm dziedziczenia - jedna z nici spirali przechodzi do następnego
pokolenia jako zapis cech któregoś z rodziców.
Współcześni biolodzy są zgodni, że wszystkie organizmy na Ziemi są ze sobą
spokrewnione, ponieważ wywodzą się od wspólnego przodka. Problemem jest
natomiast wytłumaczenie, w jaki sposób pojawiały się nowe formy, nowe
gatunki. Jak powstało skrzydło na plecach zwierzęcia, które go przedtem nie
miało? W jaki sposób rybie wyrosły nogi, by jako płaz zaczęła wędrować po
lądzie? Czy w każdym z takich procesów rzeczywiście pojawiały się przypadkiem
nowe geny, przynosząc nieoczekiwaną receptę na skrzydło lub ramię? Bo według
teorii ewolucji, jakiej uczono nas w szkole, każda cecha fizyczna czy rodzaj
zachowań powinny być zapisane, jak w recepcie, w osobnych genach.
Majsterkowanie przy DNA
Darwin pojawianie się nowych form organizmów żywych, nowej architektury ich
ciał i wszelkich innych zmian tłumaczył przypadkiem. Jego idea została
rozwinięta w latach 40. i 50. ubiegłego wieku jako syntetyczna teoria
ewolucji. Największą rolę w tworzeniu nowych gatunków przypisano w niej
przypadkowym mutacjom w DNA, które miałyby prowadzić do powstawania nowych
genów i nowych gatunków zwierząt. Ale odkrycia ostatnich lat wskazują na
zupełnie inny mechanizm ewolucji. Przypadkowe mutacje genów zdarzają się, to
prawda. Ale to nie one są głównym motorem zmian w świecie żywym.
Na teorię Darwina nowe światło rzuca ewolucja rozwoju, w skrócie evo-devo (z
ang. evolution of development). To nowa dziedzina, która bada rozwój
embrionalny u różnych gatunków. Jeszcze do niedawna badacze zajmowali się
głównie tym, jak geny przechodzą z jednego pokolenia do drugiego. Natomiast
jak programują budowę nowego organizmu, jak wygląda rozkład ich zajęć w
czasie kilku miesięcy rozwoju płodu i jak ze sobą współpracują - pozostawało
tajemnicą. Tymczasem właśnie ten okres jest wspaniałym polem dla twórczego
działania genów. Grudka substancji setki razy mniejsza od główki szpilki
podlega wówczas milionom przemian, zanim z odrobiny bezkształtnej plazmy
wyłoni się mały człowiek, słoń albo tygrys.
Darwin do poprawki
Nawet teoria ewolucji podlega prawom ewolucji. W świetle najnowszych badań
wiedza Karola Darwina o pochodzeniu gatunków okazuje się dalece niepełna.
Jak się dziś wydaje, właśnie ten ignorowany przez teorię ewolucji proces
rozwoju embrionalnego jest główną siłą kształtującą historię życia na Ziemi.
Na etapie "życia ukrytego" - w skorupie jaja czy w macicy - może dochodzić do
rewelacyjnych wynalazków. Kilkanaście lat temu francuski biolog, prof. Fran?
ois Jacob, laureat Nagrody Nobla, przekonywał, że ewolucja działa jak
majsterkowicz-amator. Z tego, co ma akurat pod ręką, z kawałków starego DNA
tworzy nowe konstrukcje. Ostatnie odkrycia potwierdzają intuicję prof.
Jacoba.
Dziób postępu
------------------------------------------------------------------------------
--
------------------------------------------------------------------------------
--
Badacze evo-devo stwierdzili, że do powstania nowych gatunków ptasich nie
potrzeba wcale nowych genów. Wystarczy, że te, które w nich już istnieją,
popracują trochę dłużej lub krócej niż przedtem. O takim właśnie mechanizmie
ewolucji świadczą opublikowane w ubiegłym roku badania naukowców z Harvard
Medical School. Grupa pod kierownictwem dr. Cliffa Tabina postanowiła
sprawdzić, jak na wyspach Galapagos, odizolowanych od stałego lądu bezkre