Dodaj do ulubionych

Internet w czasach sesji

    • Gość: anonim Re: Internet w czasach sesji IP: *.eastwest.com.pl 05.02.08, 20:58
      17 pozycji, nie kazda jets przeciez punktowana, a zaliczyć trzeba.
    • Gość: anonim Re: Internet w czasach sesji IP: *.eastwest.com.pl 05.02.08, 21:05
      Chcesz karte? Po co. Policz sobie sam:
      www.fcm.put.poznan.pl/platon/studia/planyStudiow/specjalnosc/ZM/ZM,OZP/ZM

      semestr 9, kazda komorka w tabelce ECTS przy semestrze 9, która nie ma minusa oznacza odpowiednio zaliczenie albo projekt z cwiczen wykladow lub laboratoriow. Policz sobie niedowiarku.
    • Gość: gosc Re: Internet w czasach sesji IP: *.baa.pppool.de 05.02.08, 21:06
      jako ze teraz skonczlam studia humanistyczne i cos na temat plagiatow powiedziec moge - po pierwsze, nie zadawajcie studentom tematow, ktore sa oklepane, czy to w internecie czy inn ych recenzjach, publikacjach czy esejach wydanych na papierze.. a po drugie - w stanach na przyklad za plagiat wylatuje sie z uczelni z wilczym biletem. i takie rozwiazanie nalezaloby rozwazyc. pozdr.
    • Gość: anonim Re: Internet w czasach sesji IP: *.eastwest.com.pl 05.02.08, 21:07
      www.fcm.put.poznan.pl/platon/studia/planyStudiow/specjalnosc/ZM/DM,OZP

      to jest poprawny link. Tamten to zaoczne ale też mają 17 do zaliczenia
    • Gość: Gość Re: Internet w czasach sesji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.08, 21:14
      Moge skomentować dyskusję tylko w naukach ścisłych.
      1) Mimo rozwoju nauki każdy student musi sam otworzyć dawno wywalone drzwi, gdyż inaczej nic nie będzie rozumiał. Tak było w Domach Życia w Starożytnym Egipcie i tak będzie zawsze. Jeśli tego nie zrobi, skazuje się sam na niedorozwój połączeń neuronów w mózgu. To, że dla wszystkich prac semestralnych i domowych istnieją od wieków rozwiązania nie ma nic do rzeczy.
      2) Załóżmy, że przeciętny wydział ma 200 studentów i uczciwie prowadzone są na nim prace naukowe na wytarczającym poziomie. Dla ilu studentów starczy ciekawych tematów prac magisterskich (dyplomowych). Każdy może po zastanowieniu się stwierdzić, że dla nie więcej niż 10 rocznie. Reszta musi być nudna i całkowicie wtórna, ale patrz p. 1. Aby dostać ciekawy temat trzeba się wcześniej wykazać przed ewentualnym opiekunem, albo znaleźć go samemu.
      3)Niestety, obecnie mimo drastycznego ograniczenia czasu nauki mamy wyjątkowy okres, kiedy ilość wiedzy do opanowania wzrosła. Dawniej mimo przyrostu wiedzy można było jej część skompresować dzięki bardziej nowoczesnemu ujęciu, chociaż wymagało to wyższej kultury naukowej studentów. Teraz, ze względu na masowość matury, jest to niemożliwe. Przyrost wiedzy wynika z tego, iżz można już dość powszechnie stosować podejścia związane z metodami obliczeniowymi, które są dość trudne (nie mylić ze "znajomością komputera"). Tak więc nakładają się tu dwa czynniki powodujące, że zdolność studentów do wykonywania ciekawych prac stale maleje.
      4) Jedyny chyba naturalny sposób, w jaki ewolucja to rozwiążę, to powstanie kilku (nie więcej) uczelni elitarnych i degrengolada reszty.
    • Gość: catseatpeople Re: Internet w czasach sesji IP: *.kalisz.mm.pl 05.02.08, 21:25
      do myszek
      widac ze wg ciebie humanistyka to duperele, nawet nie potrafisz skladnie pisac w ojczystym jezyku
    • Gość: kopiuj wklej Re: Internet w czasach sesji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.08, 21:43
      praca w kwadrans przy komputerze czy przez tydzień w bibliotece - wybór należy do ciebie.
    • Gość: Jaroslaw Zielinski Re: Internet w czasach sesji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.08, 21:50
      A ja uwazam, ze pace pisemne powinny byc, zarowno semestralne jak i magisterskie/licencjackie. Wierze w to, bo sam je zadaje, sprawdzam.

      Owszem, sa plagiaty. Jest tez wiele innych bledow w nich. Bardzo czesto z tego powodu, ze ewidentnie studenci malo czytaja a jeszcze mniej - dziela naukowe. Ale likwidowac z tego powodu prace to tak jakby likwidowac drogi, bo sa na nich wypadki, a ludzie przechodza na czerwonym swietle.

      Mysle, ze studia, a zwlaszcza studia humanistyczne, powinny takze uczyc pisac, wyszukiwac informacje, formulowac mysli. A to daja prace, pisanie prac.

      Wiec mzoe lepiej nie wylewac dziecka razem z kapiela? :-)
    • Gość: Rili Re: Internet w czasach sesji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.08, 22:28
      Poruszony przez Państwa temat jest mi bliski: zadaję i sprawdzam prace, chociaż staram się to robić jak najrzadziej.
      Dlaczego? Uważam, że studia wyższe (które, podkreślam, nie są obowiązkowe) mają dawać swoim absolwentom wykształcenie, czyli pewną konkretną, potwierdzoną dyplomem, wiedzę. Rzeczą nauczycieli akademickich jest tę wiedzę przekazać i niestety egzekwować.
      Uważam, że pisanie prac ma głęboki sens, ale tylko wtedy, jeśli student chce je pisać - jeśli widzi sens spędzania czasu w czytelni, jeśli czuje potrzebę pogłębiania swojej wiedzy także poprzez szukanie informacji w internecie. Jeżeli zależy mu na jego własnym intelektualnym rozwoju. Ale jeśli praca ma być bezładną kompilacją fragmentów, posklejanych byle jak, to ja już wolę studenta przepytać. Bo nie wszystki hasła w Wikipedii (którą zresztą cenię jako inicjatywę) są dobrze opracowane.
      Dlatego wybieram metodę egzaminów ustnych, bo tam dużo rzadziej mam wrażenie, że ktoś obraża moją inteligencję.
      I podoba mi się amerykański sposób karania plagiatorów. Tym bardziej, że prześladuje mnie ostatnio wizja tłumu "absolwentów", legitymujących się dyplomami różnych "uczelni". Dyplomami wydanymi zresztą na podstawie kupionych prac magisterskich. A jak sobie wyobrażę takiego lekarza, to mi się słabo robi.
      Wyższe studia nie są obowiązkowe - a tak zwany papier jest potrzebny w coraz mniejszej ilości miejsc. Idzcie, Drodzy Studenci, do pracy, zamiast nas i siebie oszukiwać.
    • Gość: Wiedźmin Re: Internet w czasach sesji IP: *.adsl.inetia.pl 05.02.08, 22:31
      Dorzucę i ja swoje. Ze szkołami wyższymi i nauczaniem w nich miałem do czynienia krótko, bo zaledwie 3 lata. Jedną ze szkół była prywatna o profilu "zarządzanie". Wykładowca zalecił pisanie planu marketingowego i omawianie go na ćwiczeniach. I tu szok: pierwsze pytanie studentów było "na ile stron ?". Moja odpowiedź: "Nie wiem, bo na to nie ma recepty". I znowu: "na ile stron ?". w końcu ktoś wykrztusił, że zwykle zlecający pracę określa, że na piątkę praca powinna mieć 10 stron. Studenci byli bardzo zawiedzeni, gdy im powiedziałem, że pracę oceniam wg jej zawartości, a nie ilości stron. Do tego dochodziło nagminne ściąganie z internetu. Gdy takiego delikwenta złapałem, to od razu wstawiałem dwóję i kazałem zaliczać cały materiał. Oczywiście wg studentów byłem zły i niedobry, ale gdy powiedziałem, że gdy się komuś nie podoba, to może iść do dziekana lub rektora, to już odważnych nie było. Zajęcia miałem tylko w semestrze zimowym, więc szkoła nie dała mi szansy, by najbardziej opornych przeczołgać do oporu. Zrobiłem tyle, ile uznałem za stosowne, a skoro szkoła chce wypuszczać matołów, to jej sprawa. Wniosek z tego taki: Zachowania studentów często są pochodną ich traktowania przez szkołę. Jeżeli wymaga się pracy na 10 stron bez sprawdzania jej treści..... Chyba nie wymaga to komentarza.
    • Gość: sic Re: Internet w czasach sesji IP: *.adsl.inetia.pl 05.02.08, 23:24
      "Nie wiem, czy studenci oddający takie prace zakładają kretynizm osoby pracę sprawdzającą, (...)" - owszem, uczą się tego w liceum (niektórzy nawet wcześniej). Można ściągnąć pracę na żywca z internetu i dostać za to ocenę celującą, więc trudno oczekiwać, że ktoś, komu taka akcja się udała, zacznie pracować samodzielnie.
    • Gość: as Re: Internet w czasach sesji IP: *.adsl.inetia.pl 05.02.08, 23:47
      Mój znajomy studiuje, niestety, na wyższej krakowskiej uczelni. Ledwo zdał maturę...chyba z litości... Miał na semestr pracę napisać. Przyszedł do mnie i pyta czy mam jakieś materiały. Dałam mu kilka książek. Przyszedł za parę godzin, by zwrócić mi ksiażki. Powiedział, że zeskanował artykuł, podpisał się pod nim i ładnie oprawił. Byłam naiwna wierząc, że poniesie za to jakieś konsewkencje. "Nie jestem głupi, nie będę tego przecież pisał". Dostał 5, o czym mnie z satysfakcją poinformował. Widać ja jestem głupia ;). Niech i już tak będzie. Może sobie napisać nawet doktorat w ten sposób. Jeśli potrafi potem spojrzeć w lustro...niech mu będzie. Mi wystarczy fakt, że moja nauka, moje prace są tylko moje. A satysfakcja i świadomość, że jednak, mimo wszytsko należę do pewnej elity...uf. :)
      Pozdrowienia
    • Gość: anonim Re: Internet w czasach sesji IP: *.eastwest.com.pl 05.02.08, 23:54
      Na koncu on bedzie dyrektorem za 6tys na reke bez wiedzy i nikt go o takową nie zapyta a Ty bedziesz sie uczyc i uczyc czytac i czytac i na koncu on Cie do pracy bedzie przyjmowac. Paradoksalne i przebarwione ale w kilku przypadkach juz prawdziwe.
    • Gość: pwl Re: Internet w czasach sesji IP: *.acn.waw.pl 06.02.08, 00:41
      Nie bardzo rozumiem problem. Dla mnie rozwiązanie jest proste, chociaż drastyczne. Jeżeli praca jest pracą zaliczeniową, np. semestralną, to należy wziąć wszystkie plagiaty, uwalić osobników na amen (bez możliwości poprawki), do tego zgłosić ich na komisję dyscyplinarną z wnioskiem o relegowanie z uczelni. Gwarantuję, że po kilku takich spektakularnych akcjach "zaradnym" studentom odechce się zrzynania prac z sieci, a koszty rozwiązań alternatywnych (czyli mozolne przerabianie pracy tak, aby sprawdzający się nie połapał bądź zamówienie pracy u jakiegoś "murzyna") przekroczą po prostu energię wymaganą na napisanie pracy.

      Takie postępowanie będzie miało dwa pozytywne skutki:
      1) wyeliminuje plagę zerżniętych z netu prac i oduczy studentów praktyki rodem z liceum pt. "zrzynamy co się da"
      2) wyeliminuje też prowadzących stawiających nierealne żądania bądź zadających zbyt trudne/hermetyczne prace zaliczeniowe, gdyż jeśli wszyscy studenci (a nie tylko ci "frajerzy" którzy nie chcą zerżnąć pracy z sieci) będą musieli pracę sami napisać, to szybko wywrą presję na prowadzącym, który zadaje prace za trudne, ew. władze uczelni zainteresują się, czemu z danego przedmiotu nie zdaje np. 80%.

      Podsumowując takie rozwiązanie ma same zalety - eliminuje bowiem zarówno nieuczciwych studentów, jak i nierzetelnych prowadzących. A na status quo obecnie cierpią najbardziej porządni studenci, którzy piszą mozolnie wszystkie prace samodzielnie, nawet jak są one trudne, żmudne i wymagające nieproporcjonalnie dużego nakładu pracy.
    • Gość: Żaczek ;) Re: Internet w czasach sesji IP: *.dnet.pl 06.02.08, 01:14
      Problem ten jest wynikiem lansowania konieczności studiowania wyciągania jakichś wysokich odsetków ludzi po studiach, dla facetów w pewnej części ucieczka przed wojskiem no i jeszcze raz myślenia w stylu "bo teraz nic nie zrobisz bez papieru" a teraz każdy będzie szlochał i aj waj szalom co sie dzieje, że taki poziom prac jest na uczelniach.
      A tu nie ma sie co oszukiwać na uczelnie idzie od groma ludzi którzy sie znaleźć tam nie powinni mamy ewidentną nadprodukcje mgrów gdzie ludzi z takim wykształceniem w takiej ilości nie trzeba (co innego rozsądnie rozwiązane szkolnictwo średnie przede wszystkim techniczne/zawodowe bo jak wiadomo po LO to jedynie studia).
      Jojczenie, że niski poziom jest spoko tylko fajnie jakby zauważono przyczynę czyli to, że pewnie 1/2 obecnych studentów zamiast się "edukować" lepiej by zrobiła pracując. No, ale przy opinii mówiącej, że studia a po nich to jeno złote góry daleko nie zajedziemy.
    • Gość: mat.te Re: Internet w czasach sesji IP: *.wsiz.rzeszow.pl 06.02.08, 09:42
      moi studenci z Nigerii czy Indii robią podobnie (oczywiście nie wszyscy). z Europy raczej nie, ale to są głównie Erasmusy i Sokratesy...

      dlaczego tak robią? bo często się udaje i nie widzą w tym nic złego. kary nie są surowe. na jednej uczelni, na której pracowałem było tak, że za drugie copy&paste było wydalenie z uczelni. po jednym takim przypadku liczba plagiatów spadła drastycznie...
    • Gość: studentka Re: Internet w czasach sesji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.08, 09:54
      Jestem na studiach związanych z finansami (na dwóch kierunkach), z typowymi referatami jeszcze się niespotkałam. Są tzw.projekty.

      Dla mnie jest to rewelacja. Dlaczego ? Bo mogę się wykazać. Mogę pokazać, że wiem więcej niż powinnam. Mogę pokazać, że temat mnie interesuje. Mogę się sprawdzić. Mogę zrobić coś samodzielnie albo popracować w grupie.

      Pisanie takich projektów rozwija nie tylko pod względem umiejętności pisania. Rozwija umiejętność samodzielnej pracy lub pracy w grupie ( w zależności od projektów). Uczy dobrej organizacji własnej pracy (projekt trzeba oddać w terminie). W zależności od projektu może rozwijać umiejętności analityczne, wnioskowania, itp.

      Własne napisanie takiego projektu daje mnóstwo satysfakcji, zwłaszcza gdy będzie on wysoko oceniony. Inną stroną jest fakt, iż są projekty, którymi można się pochwalić na rozmowie w sprawie praktyk...

      Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ściągnęłabym sobie taki projekt z internetu. To byłoby nie fair wobec mnie samej.

      Ale jak każda sprawa, tak i ta ma dwie strony. Dlaczego studenci decydują sie na ściąganie prac??

      Pomijam grupę tych studentów, którzy na studiach są z przypadku, a nie z powołania.

      Doktorant (lub inny prowadzący) przychodzący na zajęcia i od progu patrzący z pogardą na studentów. Jego przekonanie, że jest lepszy bo ma swój tytuł i to on jest prowadzącym. Ja mam do niego szacunek i do tego, że musiał coś zrobić żeby mieć ten tytuł. Więc dlaczego ja nie mogę liczyć na szacunek z jego strony ??

      Prowadzący przychodzi na zajęcia i praktycznie nie przekazuje nam żadnej wiedzy. Jego zajęcia są mało ciekawe. Wyświetla slajdy i czyta to co na nich jest napisane. Równie dobrze mogłabym przeczytać je sobie sama. Dodam, że informacje na slajdach nie są jego dziełem. Jest to kopia książki. Inny prowadzący całe zajęcia mówi nie wiadomo o czym (napewno nie o temacie zajęć). Co mi po takich zajęciach, skoro po nich i tak muszę spędzić czas nad książką i opracować sama temat, bo prowadzący tego nie zrobił. Zamiast spędzić ten czas na lekturze dodatkowych książek, ja tracę go na naprawianie błędów prowadzącego, który nieprzekazał mi podstawowej wiedzy.
      Przepraszam za określenie, ale prowadzący najnormalniej w świecie nas (studentów) "olewa".

      A co do projektów, referatów, itp. Niektórzy prowadzący nie mają jasnego systemu oceniania. Dostaje sie ocenę nie wiadomo za co. Osoby, które włożą więcej pracy w swój projekt zostają ocenione tak samo jak osoby, które zrobiły go żeby był. Czy nie należałoby promować tych lepszych projektów żeby pokazać, że warto popracować więcej ?? W rozumieniu prowadzących nie, bo oni nia mają czasu zastanawiać się kto włożył więcej pracy w projekt. Albo czasami nie mają nawet czasu żeby je sprawdzić...

      Patrząc na powyższe sytuacje, wcale nie dziwi mnie fakt, że studenci wolą ściągnąć sobie pracę (nie popieram tego). Ale dlaczego oni mają być fair wobec prowadzącego, który ich "olewa" i nie jest w stanie wykrzesać chociaż odrobiny szacunku w stosunku do studenta (jakby nie patrzeć student to też człowiek). Poza tym po co się wysilać skoro nie wiadomo na jakiej podstawie taki projekt zostanie oceniony. A nawet jeżeli student siś wysili to i tak nie zostanie to docenione...


      Ja zdecydowanie nie popieram ściągania prac, ale jestem w stanie zrozumieć innych studentów, którzy to robią...
    • Gość: mreck Re: Internet w czasach sesji IP: 89.174.178.* 06.02.08, 10:00
      ta. zadałem sobie trud wymyslenia niebanalnych tematów (dwa równoległe lata po setce studentów)
      przyszło mi to sprawdzać tuz przed sesja.
      drugi raz juz tego nie zrobię.
      nie dość, ze 90% powinienem był uwalić, to nie stać mnie czasowo na poswiecenie godziny na kazdą pracę.
      w końcu nie mam w mózgu wyszukiwarki, zeby kazdą frazę sprawdzić.
      proszę policzyć: dwieście godzin! i żeby to były tylko te zajęcia.
      i wymyslcie proszę 200 niebanalnych tematów!
      Jezeli miałbym pracować rosadnie to wyobrazam sobie to tak:
      mam grupke 30, 40 osób z którymi wspólnie poszukuję wiedzy. dla reszty jestem wstanie zapewnic tylko wykład.
    • Gość: Wiedźmin Re: Internet w czasach sesji IP: *.adsl.inetia.pl 06.02.08, 10:02
      Do pwl:
      To nie jest takie proste - rozmawiałem wtedy z dziekanem i była mowa o karach typu wywieszenie nazwisk, obniżenie jakiejś oceny, ale ani słowa o wyrzuceniu z uczelni. To jest takie równanie: student = pieniądze, a jaki głupi by je wyrzucał. W tej szkole wyrzuca się za uparte niepłacenie za studia. Zgadzam się , że takich delikwentów powinno sie bez litości wyrzucać, ale jest co jest.
    • Gość: doktorant Re: Internet w czasach sesji IP: *.chello.pl 06.02.08, 10:48
      ech
      nie wiem jak z pisaniem prac

      ale jak raz na kolokwium kazalem studentom zastosowac banalnie prosta teorie krazenia elit Pareto
      w praktyce - na przykladzie rewolucji bolszewickiej
      podajac im wszystkie PIEC grup do tego niezbadnych
      (a mechanizm mieli znany - omawiany i w lektorze zadanej)

      to mi polowa powiedziala ze to za trodne i nie pisza...

      bylem bardzo rozczarowany
      bo to znaczy ze ci ludzie po prostu nie mysla...


      zadawanie prac to po prostu strata czasu, a referaty, to oszustwo - ja sie nie musialbym przygotowywac i nikt procz referujacego by nic z tego nie mial

      za to metoda odpytywania w trakcie zajec zmusza ich do zapoznania sie z lektora ;>
      duzo lepsze od kolokwiow i prac zaliczeniowych
    • Gość: politolog Re: Internet w czasach sesji IP: *.icpnet.pl 06.02.08, 10:59
      Głównym problemem jest zbytnie upowszechnienie studiów wyższych w Polsce (tak!), a co za tym idzie - dewauluacja tytułu magistra. Być może proces boloński spowoduje, że część tych, którzy na studia idą tylko po papierek, poprzestanie na licencjacie, a dalej pójdą ci, którzy rzeczywiście chcą się czegoś nauczyć.
    • Gość: badacz49 Re: Internet w czasach sesji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.08, 11:05
      Do jakuba:

      Masz świętą rację. Jesteś osobą piszącą prace, a więc najlepiej wiesz, jak rynek wygląda. Za to tutaj wypowiadają się ludzie, dla których jest to czarna magia. Nie wiedzą, co to znaczy profesjonalnie pisać prace naukowe. Chcą drakońskich rozwiązań, nie patrząc na realia, ani na powody zlecenia prac. A więc, oceniają sytuacje, nie mając o niej zielonego pojęcia. Stąd takie krzywdzące oceny. Ja sam piszę (choć tylko w jednym serwisie), i gwarantuję, że nie jest to praca ani łatwa, ani prosta. Wprost przeciwnie. Tylko, żeby oceniać ten rynek, trzeba o nim coś wiedzieć, a nie tylko bazować na obiegowych opiniach.


      P.S. Serwis "L." znam, choć tylko dwa razy z nimi współpracowałem, oczywiście, jako autor. Jestem zadowolony.
    • Gość: michael Re: Internet w czasach sesji IP: *.adsl.inetia.pl 06.02.08, 11:19
      Uwielbiam wykladowce, co nie ma godzinki na sprawdzenie pracy semestralnej.
      Student poswieca kilkaset godzin pracy, a taki buc dyplomowany nie ma godzinki by przeczytac (o tym ze w. wspomnianemu bucowi wydaje sie, ze ocena pracy ma polegac wylacznie na stwierdzeniu stopnia plagiataryzacji nawet nie bede komentowac)
    • Gość: Konstanty 52 Re: Internet w czasach sesji IP: *.adm.uni.wroc.pl 06.02.08, 11:25
      Przeczytałem całą tę dyskusję i, bardzo mi przykro, ale sedna problemu dotknął tylko "wiedźmin". Jeśli on, po trzech latach pracy zaledwie, rozumie, o co chodzi, a reszta niezupełnie, to... Chyba się tu "cuzamen do kupy" oszukujemy troszeczkę. Podsumujmy:
      1. Oszustwem jest nagle wspaniale rozbudowane polskie szkolnictwo wyższe - nie ma w nim ani dostatecznej liczby nauczycieli, ani nawet sal ćwiczeniowych.
      2. Oszustwem jest wiara, że młodzi ludzie przychodzą po wiedzę - oni przychodzą po dyplom, a to róznica.
      3. Oszustwem jest mówienie, że uczelnie walczą z plagiatami i w ogóle oszustwami - one z oszustów żyją, więc ich hołubią.

      Uczyć zacząłem (na uczelni) w 1982 i - z przerwami - uczę do dzisiaj. Ponieważ mam charakter prymusa (to taka cholerna skaza), zwykle byłem dobrze przygotowany, wykład był oryginalny, tematy prac pisemnych własne i też raczej oryginalne.

      Przerwy w nauczaniu, o których wspomniałem, biorą się stąd, że takie podejście do nauczania docenia 10% studentów i nie więcej chyba niż 10% pracowników uczelni, w tym 0% przełożonych, którzy każdego potencjalnie wyrzuconego postrzegają pars pro toto - ino dutki, panocku, cłowieka nii.

      Kiedy stawiałem dwóję ordynarnie ściągającemu na kolokwium, wklejającemu całe strony z Internetu czy po prostu leniwemu durniowi - problem był, ale ze mną (choć nie przesadzałem z liczba karanych). Problem ten załatwiano w białych rękawiczkach - proszono o "wyrozumienie" (ukłony, "wyrozumiony profesorze z UJ"...), a przy najbliższej okazji kończono współpracę...
      Pracuję w mieście 600-tysięcznym, więc szkół wyższych nie brakuje, ale serca juz do tej roboty mam coraz mniej. Tym bardziej, że pamiętam, co mi odpowiedziały koleżanki z uniwersytetu w Helsinkach na pytanie: "jak się u was postępuje ze ściągającym?". Otóż długo ze sobą konferowały w swym ugrofińskim narzeczu, aż w końcu ustaliły, że pamiętają: tak, był taki przypadek cztery lata wcześniej - student wyleciał i dano mu szansę powrotu na uczelnię po bodaj dwóch latach karencji. No ale to byli prości Finowie, im by nie przyszło do głowy szukać przyczyn gdzieś poza nim (poczynając od przynudzającego wykładowcy, a kończąc na trudnym dzieciństwie).

      Na koniec tylko jedna uwaga do piszących tu "studentów": prace - przede wszystkim te na studiach - pisze się mniej dla oceny, a bardziej dla siebie; "trening czyni mistrza", repetitio est mater studiorum itd. Jak nie poćwiczycie mówienia rzeczy nieodkrywczych może, ale WŁASNYMI SŁOWAMI, to do konca życia będziecie jak troglodyci: postękujący równoważnikami zdań, bez sensu, bez gramatycznej zgodności przypadków i bez szacunku dla ortografii. Przesadzam? No to popatrzcie wyżej, na własne wpisy. Nic nie widzicie? No właśnie.
    • Gość: buczyk Re: Internet w czasach sesji IP: 193.24.14.* 06.02.08, 11:44
      Rok temu ukończyłam studia i przyznam, że nie raz w ich trakcie miałam ochotę ściągać z różnych źródeł, najprościej przecież na skróty. Zapewne winni są w tej kwestii wszyscy-ja, uczelnia, brak czasu (bo praca, bo dziecko, poprostu BO), wyniesione wartości z poprzednich szkół, złe dostosowanie programu nauczania do ilości zajęć, etc. Niemniej jednak, bez względu na przeciwności, zawsze mogłam liczyć na swoich wykładowców i nauczycieli, poprostu miałam do nich szczęście. Zawsze pomagali tym, któży tej pomocy potrzebowali i chcieli. Miałam belfrów z powołania i z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że przez nich i dla nich nigdy nie warto było ściągać-po co gryźć rękę, która karmi. Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka