Dodaj do ulubionych

Nowe oko w kosmosie

30.06.08, 08:59
Brawo! Owszem jestem pod wrażeniem osiągnięć lotów bezzałogowych i
tu dokonano najbardziej spektakularnych wyczynów w dalszych
przestrzeniach Układu Słonecznego, za relatywnie znacznie mniejsze
pieniądze. Szkoda pieniędzy na wystrzeliwanie kosmicznych,
załogowych fajerwerków, z których jest minimalny pożytek.
Proponuję: rozwijać badania bezzałogowe a oszczędzone pieniądze
przeznaczyć na badania nowych napędów rakiet,
bo na paliwie chemicznym to daleko nie polecimy.
Obserwuj wątek
    • grundol1 Re: Nowe oko w kosmosie 30.06.08, 09:52
      toja3003 napisał:
      > bo na paliwie chemicznym to daleko nie polecimy.
      A gdzie Ty chcesz lecieć? Bo na paliwie chemicznym zwiedziliśmy już większość
      układu słonecznego.
      • toja3003 go gwiazd chciałbym ale 30.06.08, 09:59
        według zasady: zejdźmy na Ziemię, inaczej nigdy nie polecimy do
        gwiazd.

        Sądzę, że dotychczasowe programy z a ł o g o w y c h
        badań kosmicznych były bardzo kosztowne a
        przyniosły znikome efekty. Program Apollo kosztował
        ok. 30 miliardów (starych!) dolarów i "zaowocował"
        jedynie setką kilogramów księżycowych kamieni.
        Czy trzeba tak ryzykować ludzkie życie i wydawać tak wielkie
        pieniądze dla tak minimalnych osiągnieć?
        Zresztą podobne cele Rosjanie osiągneli
        bezzałogowymi i znacznie tańszymi Łunochodami.

        Co takiego może zrobić człowiek na Marsie czego nie mogłaby wykonać
        zdalnie sterowana grupa robotów? I niby taniej? Za ile konkretnie?
        • sirpietros Re: go gwiazd chciałbym ale 30.06.08, 11:36
          Tu nie chodzi o koszta..Co to da, ze zaoszczedzimy kilka mld$ skoro jestesmy
          'uwiezini' w ukladzie slonecznym i i tak nigdzie dalej nigdy nie polecimy?
          • wiaka Przez krótkie "mignięcie" 30.06.08, 13:23
            Przede wszystkim jestesmy uwięzieni w czasie. Gdyby nie
            to "więzienie" moglibyśmy mysleć o lotach dalszych niż układ
            słoneczny. Niestety, człowiek jest kategorią historyczną; pojawił
            się na Ziemi relatywnie późno, kilkaset milionów lat później niż
            np. żyjące współcześnie krokodyle i zniknie z Ziemi znacznie
            wcześniej niż wystąpi potrzeba ewakuacji z planety. W skali
            historyczno - astronomicznej jesteśmy na Ziemi tylko przez
            krókie "mignięcie", co nie znaczy, że nie warto podejmować tak
            ambitnych zadań jak penetracja Kosmosu, również osobowa.
            • asteroida2 Re: Przez krótkie "mignięcie" 30.06.08, 13:31
              Nie widzę żadnych obiektywnych powodów dla których Człowiek nie miałby zatrzymać
              swojego biologicznego starzenia, tak aby loty trwające tysiące lat nie stanowiły
              dla niego problemu. Może to tym się należy zająć, skoro to jedyne co stoi nam na
              przeszkodzie w rozprzestrzenieniu się w kosmos?
              • jack79 Re: Przez krótkie "mignięcie" 30.06.08, 15:14
                > Nie widzę żadnych obiektywnych powodów dla których Człowiek nie
                miałby zatrzyma
                > ć
                > swojego biologicznego starzenia, tak aby loty trwające tysiące lat
                nie stanowił
                > y
                > dla niego problemu. Może to tym się należy zająć, skoro to jedyne
                co stoi nam n
                > a
                > przeszkodzie w rozprzestrzenieniu się w kosmos?

                jedyne?
                dałbys się zamknąc na 1000 lat w metalowej puszcze i przez ten
                tysiąc lat nie zobczyć morza, nieba ani trawy?

                dozywocie w najcięższym więzieniu to pikuś w piorównaniu z taką
                męczarnią
                • asteroida2 Re: Przez krótkie "mignięcie" 30.06.08, 15:20
                  > jedyne?
                  > dałbys się zamknąc na 1000 lat w metalowej puszcze i przez ten
                  > tysiąc lat nie zobczyć morza, nieba ani trawy?

                  A od czego są wirtualne rzeczywistości?

                  Poza tym, myślę że po paru tysiącach lat mieszkania na Ziemi, oglądając morze,
                  niebo i trawę, perspektywa obejrzenia innego świata mogłaby mnie przekonać do
                  podróży.
                  • jack79 Re: Przez krótkie "mignięcie" 30.06.08, 16:28

                    > A od czego są wirtualne rzeczywistości?
                    >
                    > Poza tym, myślę że po paru tysiącach lat mieszkania na Ziemi,
                    oglądając morze,
                    > niebo i trawę, perspektywa obejrzenia innego świata mogłaby mnie
                    przekonać do
                    > podróży.

                    jesli będziemy mieli do dyspozycji wirtualną rzeczywistośc tym
                    bardziej nie potrzebna nam podróż do nowego świata bo sami sobie
                    nowy swiat stworzymy
                    ładniejszy i ciekawszy od tego do którego 1000 lat drogi nas dzieli
                    w dodatku wyjdzie taniej i bezpieczniej
                    no i można zrezygnowac z nowego świata a będąc od 100 lat w drodze
                    cięzko byłoby powiedzieć "zmieniłem zdanie - wracam" :)
                    • asteroida2 Re: Przez krótkie "mignięcie" 30.06.08, 17:36
                      > jesli będziemy mieli do dyspozycji wirtualną rzeczywistośc tym
                      > bardziej nie potrzebna nam podróż do nowego świata bo sami sobie
                      > nowy swiat stworzymy

                      Myślę że 99% populacji tę propozycję może uznać za lepszą.

                      Ale przyszłość cywilizacji nie będzie wtedy zależała od tych 99%, tylko od tego
                      1% wariatów, którzy jednak wyruszą w kosmos, zamiast zawijać się w kokon
                      wirtualnych rzeczywistości i spędzać tam czas na nicnierobieniu.
                      • pokrecony_oliver Re: Przez krótkie "mignięcie" 01.07.08, 09:17
                        Może lepiej zacząć od podzielenia problemu pytaniami "po co" i "jak".
                        Po co mamy zdobywać kosmos:
                        - poznanie niezbadanego
                        - zdobyć nowe źródła surowców
                        - żeby ocalić ludzkość w przypadku zagłady planety
                        - ekspansja bez ograniczeń

                        Problem tylko jak pokonać te wielkie odległości:
                        - lot z prędkością zbliżoną do prędkości światła, dzięki czemu czas na
                        pokładzie będzie płynął wolniej
                        - hibernacja
                        - statek kosmiczny gdzie ludzie będą żyć jak na Ziemi (rodząc się i
                        umierając).
                        - Ograniczyć podróże do układu słonecznego i nie porywać się na inne.
                        Da się zrealizować trzy ostatnie punkt "po co" i częściowo pierwszy.

                        Krytyka:
                        - Lot z prędkością bliską prędkości światła to ekstremalne wyzwanie
                        nawet dla pisarzy sf. Statek należało by przyśpieszyć wielkim akceleratorem bo na pokład nie można wsiąść wystarczającej ilości
                        paliwa, nawet jeśli miała by to być antymateria. Problem ze wszystkimi drobinkami unoszącymi się w komosie, które mogą rozwalić statek
                        podczas kolizji. I największy problem jak później wyhamować?
                        - Hibernacja - może da się zrobić bez uszczerbku dla zdrowia.
                        - Taki statek był by ciekawym rozwiązaniem. Musiał by być olbrzymi,
                        więc do budowy należało by użyć surowców dostępnych w kosmosie
                        (Księżyc, asteroidy, planetoidy). Problem robocizny da się rozwiązać
                        robotami.

                        Jakieś inne pomysły albo krytyka?
                        • heathen777 Re: Przez krótkie "mignięcie" 01.07.08, 10:47
                          pokrecony_oliver napisał:


                          > Problem tylko jak pokonać te wielkie odległości:
                          > - lot z prędkością zbliżoną do prędkości światła, dzięki czemu czas na pokładzie będzie płynął wolniej

                          Czas na pokładzie nie będzie płynął wolniej, przynajmniej w sensie biologicznym, w sensie poczucia upływu czasu. Zresztą wskazówki zegara też nie będą wolniej się poruszały ;) Natomiast zaistnieje tzw. dylatacja czasowa jeśli ów czas równolegle będzie mierzony przez obserwatora. Innymi słowy, jeśli uwzględnimy jakiś punkt odniesienia.
                          • pokrecony_oliver Re: Przez krótkie "mignięcie" 01.07.08, 17:20
                            > Czas na pokładzie nie będzie płynął wolniej, przynajmniej w sensie
                            biologicznym
                            > , w sensie poczucia upływu czasu. Zresztą wskazówki zegara też nie
                            będą wolniej
                            > się poruszały ;) Natomiast zaistnieje tzw. dylatacja czasowa jeśli
                            ów czas rów
                            > nolegle będzie mierzony przez obserwatora. Innymi słowy, jeśli
                            uwzględnimy jaki
                            > ś punkt odniesienia.

                            Coś Ci się poplątało. Czas biegnie wolniej dla obserwatora w pojeździe
                            poruszającym się z prędkością bliską prędkości światła, biologiczny i
                            w zegarze. Efekt dla obserwatora pozostającego w spoczynku (układzie
                            który nie doznał przyśpieszenia), patrz paradoks bliźniąt.
                            Z odległością jest tak samo, odległość którą ma do pokonania statek
                            zmaleje, patrz skrócenie Lorentza.

                            W tej kwestii spodziewałem się bardziej krytycznego komentarza. Np.
                            jakby się uprzeć i popuścić wodze fantazji to można
                            załadować wystarczającą ilość paliwa. Tylko, że masa statku do masy
                            paliwa była by porostu śmieszna.
                            • asteroida2 Re: Przez krótkie "mignięcie" 01.07.08, 18:17
                              > W tej kwestii spodziewałem się bardziej krytycznego komentarza. Np.
                              > jakby się uprzeć i popuścić wodze fantazji to można
                              > załadować wystarczającą ilość paliwa. Tylko, że masa statku do masy
                              > paliwa była by porostu śmieszna.

                              A bo to paliwa mamy za mało? Jowisz w dużym procencie składa się z wodoru, który
                              świetnie nadaje się na paliwo fuzyjne. Wystarczy tylko wydobyć go z tej studni
                              grawitacyjnej i voila: zrobienie statku w którym 99% masy to paliwo, staje się
                              całkiem realne.
                        • brat_barnaba Re: Przez krótkie "mignięcie" 01.07.08, 13:06
                          pokrecony_oliver napisał:
                          > Jakieś inne pomysły albo krytyka?

                          Po co krytyka, ten projekt sam się wali pod ciężarem własnej
                          absurdalności.
                          • pokrecony_oliver Re: Przez krótkie "mignięcie" 01.07.08, 17:22
                            Więcej niż 640kb pamięci dla każdego też było niedawno absurdem.
                            • brat_barnaba Re: Przez krótkie "mignięcie" 02.07.08, 19:26
                              Żartujesz porównując barierę 640 kB ze zbliżeniem szybkości
                              fizycznego obiektu do prędkości światła w próżni. Przekroczenia 640
                              kB nie ograniczały żadne fizyczne zasady, a tylko technologia.
                              Osiągnięcie v=c jest mało prawdopodobne choćby z powodu E=mc2.
                              • pokrecony_oliver Re: Przez krótkie "mignięcie" 03.07.08, 17:25
                                Suuuupperrr.
                                Czy ja coś pisałem o v=c? Pisałem o prędkości bardzo zbliżonej do
                                prędkości światła.
                                E=mc2 to równanie na równoważność materii i energii, a nie ograniczenie
                                prędkości. W STW to podstawowy element, że prędkość światła jest zawsze
                                stała względem obserwatora, stwierdzony doświadczalnie i z niczego nie
                                wyprowadzony.
                                Gdybyś zażyczył sobie 4GB RAM w 1980 to byś zapłacił 25 milionów zielonych, o koszta chodzi.
                                • jack79 Re: Przez krótkie "mignięcie" 04.07.08, 11:06
                                  jesteś zwolennikiem nieograniczonego rozwoju?
                                  czyli człowiek prędzej czy później będzie dysponował energia
                                  wszystkich gwiazd we wszechświecie bo ludzkośc ciągle bedzie szła
                                  naprzód a pokonanie każdej bariery jest tylko kwestia czasu?
                                  jak dla mnie jest oczywistym że nie
                                  jak dla mnie nasze zdolności kończą się na kolonizacji układu
                                  słonecznego i to jest zupełny maks ze względu na szeroko pojmowana
                                  ekonomie i nasze możliwości
                                  każda załogowa eskapada poza układ słoneczy jest niestety podobna do
                                  fundamentalizmu islamskiego bo jej koszt i końcowe efekty tak dalece
                                  się rozmijają
                                  zreszta....ropa idzie na 150 dolców
                                  na świat zaczyna padać strach związany z mozliwymi niedoborami
                                  energii a my tu o podróżach do gwiazd rozmawiamy :)
                                  • pokrecony_oliver Re: Przez krótkie "mignięcie" 04.07.08, 11:32
                                    Może tak, może nie. "Zwolennik" to raczej bardzo nieodpowiednie słowo, porostu lubię gdybać.
                                    Budowa dowolnie wielkiego statku kosmicznego może się urzeczywistnić
                                    dzięki koncepcji maszyny von Neumanna. Wystarczy wysłać na Księżyc
                                    albo pas asteroidów robota ze zdolnością samoreplikownia się i prace
                                    wydobywcze, konstrukcyjne zaczną się posuwać tempem eksponencjalnym.
                                    Podróż do innych układów słonecznych może być nie najgorszym
                                    rozwiązaniem na naszą destrukcyjną naturę. Wysyłasz ekspedycję i już
                                    wiadomo, że nigdy ich nikt nie zobaczy, tym samym nie zagrozi
                                    im totalna wojna, która mogła by wygubić ludzkość.
                                    Może duże odległości i ograniczenie prędkości do c, to taki bardzo
                                    pozytywny aspekt naszej rzeczywistości, pozwalający na separację cywilizacji o wysokim stopniu rozwoju, które mogły by przy
                                    użyciu super broni się szybko wyniszczyć.
                                    • jack79 Kolonizacja kosmou niemożliwa - dowód :) 04.07.08, 11:50
                                      maszyna von Neumanna jest w zasadzie dowodem na to że podróże
                                      miedzygwiezdne nie sa mozliwe i nigdy nie beda miały miejsca

                                      najpierw wyjaśnijmy jedną kwestię:
                                      w kosmosie jesli obserwujemy jakieś zjawisko to ze względu na jego
                                      rozmiary czas trwania to zajwisko nie jest jednorazowe
                                      obserwujemy błyski gamma a nie błysk gamma
                                      obserwujemy supernowe a nie super nową
                                      w związku z tym uważam za prawidłowe założenie (wręcz jest to mój
                                      dogmat) że jeśli powstała na ziemi cywilizacja techniczna to gdzieś
                                      kiedys powstały już takie cywilizacje i jeszcze wiele takich
                                      powstanie
                                      kłócenie sie że tak nie jest bedzie dokładnie tym samym co założenie
                                      fukcjonujące w średniowieczu ze ziemia jest centrum wszechświata -
                                      bo i z punktu widzneia inteligentnych istot faktycznie centrum
                                      wszechświata by była - uważam to za absurd

                                      więc jak juz sam sobie :)udowodniłem że cywilizacje techniczne są we
                                      wszechświecie powtarzalne tak jak wszystkie inne zjawiska to dodając
                                      do tego maszyne von Neumanna okazuje sie że ze wzgledu na czas
                                      istnienia naszej galaktyki nie mieliśmy sie prawa na naszej planecie
                                      pojawić poniewaz powinna ona zostać już dawno skolonizowana...
                                      zakładając prędkośc ekspansji pierwszej cywilizacji na poziomie
                                      0,001c (a więc bardzo niedużo) nasza galaktyka powinna zostac
                                      skolonizowana w czasie około 100mln lat a więc bardzo szybko...

                                      skoro tak sie nie stało to oznacza to że stosunek odległości
                                      miedzygwiezdnych do ilości energii dostepnej dla cywilizacji
                                      technicznej jest zbyt duzy i tych cywilizacji nie było po prostu
                                      stac na taka kolonizację, być moze na jeden pojedyńczy zryw, ale
                                      ilośc energii za mała do wzbudznei reakcji łańcuchowej
                                      gdyby odległości miedzygwiezdne były np. 1000-razy mniejsze wtedy
                                      ilość energii potrzebnej do podróży i czas jej trwania byłby
                                      mniejszy i nasza galaktyka mogłabybyc zasiedlona przez nas a raczej
                                      przez naszych poprzedników i my już bysmy sie nie pojawili
                                      przez analogie do bomby atomoej reakcja łańcuchowa mogłaby zajść...

                                      skoro tak sie nie stało do tej pory to znaczy że tak sie już nie
                                      stanie :)
                                      • pokrecony_oliver Re: Kolonizacja kosmou niemożliwa - dowód :) 04.07.08, 13:01
                                        > ...w związku z tym uważam za prawidłowe założenie (wręcz jest to
                                        mój
                                        > dogmat) że jeśli powstała na ziemi cywilizacja techniczna to
                                        gdzieś
                                        > kiedys powstały już takie cywilizacje i jeszcze wiele takich
                                        > powstanie...

                                        Całkiem możliwe, ale dowodu nie zaczyna się od dogmatu.

                                        > .....zakładając prędkośc ekspansji pierwszej cywilizacji na
                                        poziomie
                                        > 0,001c (a więc bardzo niedużo) nasza galaktyka powinna zostac
                                        > skolonizowana w czasie około 100mln lat a więc bardzo szybko..

                                        Nawet zakładając, że to możliwe, pozostaje pytanie po co by to mieli
                                        robić? Maszyny von Neumanna wysyła się po to żeby wykonały pewną
                                        pracę, w końcowej fazie ich części mogą zostać użyte do zakończenia
                                        projektu, tym samym się wyeliminują. Istoty inteligentne tym
                                        się różnią od trawy która rozprzestrzenia się gdzie tylko może, że
                                        jak
                                        mają gdzieś sprzyjające warunki i brak motywów do dalszej ekspansji
                                        to
                                        tego nie robią. To co napędza dzisiejszą ekspansję to wojny,
                                        militarne
                                        i ekonomiczne.
                                        Cywilizacja która od 100 milionów lat dysonuje zaawansowaną
                                        technologią, jest porostu nie do ogarnięcia tym samym, jej motywy do
                                        dalszej ekspansji lub jej braku nie da się zrozumieć. Obecnie
                                        pisarze
                                        SF mają problem z tym co będzie za 50 lat.

                                        > ...ilośc energii za mała do wzbudznei reakcji łańcuchowej
                                        > gdyby odległości miedzygwiezdne były np. 1000-razy mniejsze wtedy
                                        > ilość energii potrzebnej do podróży i czas jej trwania byłby
                                        > mniejszy i nasza galaktyka mogłabybyc zasiedlona...

                                        Pierwsza zasada dynamiki Newtona. Teoretycznie w kosmosie dla wielu
                                        przypadków, można podróżować między dowolnymi odległościami
                                        praktycznie bez stary energii, a dla wszystkich jeśli założymy
                                        powrót
                                        do punktu wyjścia.
                                        Energia potrzebna do skolonizowania galaktyki związana jest z
                                        wydostaniem się ze studni pola grawitacyjnego na drodze do celu.
                                        Dobierając odpowiednio trajektorię wspomagając się polem
                                        grawitacyjnym
                                        różnych obiektów, da się w miarę tanio opuścić galaktykę.
                                        • jack79 Re: Kolonizacja kosmou niemożliwa - dowód :) 04.07.08, 13:17
                                          > Całkiem możliwe, ale dowodu nie zaczyna się od dogmatu.

                                          ale wpierw "wyprowadziłem" mój dogmat i dopiro póxniej go używałem:)

                                          > Nawet zakładając, że to możliwe, pozostaje pytanie po co by to
                                          mieli
                                          > robić?

                                          a po co koloniści płyneli do nowych światów?
                                          dokładnie po to samo :)

                                          > Istoty inteligentne tym
                                          > się różnią od trawy która rozprzestrzenia się gdzie tylko może, że
                                          > jak
                                          > mają gdzieś sprzyjające warunki i brak motywów do dalszej
                                          ekspansji
                                          > to
                                          > tego nie robią.

                                          ok, zgadzam się
                                          więc choćby z tego powodu podbój kosmosu nigdy nie stanie się faktem
                                          ja mówiłem tylko o sytuacji w której podbój kosmosu staje się
                                          wartościa sama w sobie (ot taka umysłowa dewiacja) i dana
                                          cywilizacja z uporem próbuej sie w kosmosie rozprzestrzeniać


                                          > Cywilizacja która od 100 milionów lat dysonuje zaawansowaną
                                          > technologią, jest porostu nie do ogarnięcia tym samym, jej motywy
                                          do
                                          > dalszej ekspansji lub jej braku nie da się zrozumieć.

                                          równiez się zgadzam - kolejny dowód na to że kolonizacja nie będzie
                                          miała miejsca
                                          wogóle dużo można ich wymienić
                                          ja wymieniałem ograniczenie "ostateczne" które zatrzyma taką
                                          cywilizacje która będzie do tego dążyć z uporem i wszystkimi
                                          dostępnymi środkami

                                          > Pierwsza zasada dynamiki Newtona. Teoretycznie w kosmosie dla
                                          wielu
                                          > przypadków, można podróżować między dowolnymi odległościami
                                          > praktycznie bez stary energii

                                          niestety nie da sie bez starty energii wyrwac ze studni
                                          grawitacyjnej a później rozpedzić kosmolotu jak również go
                                          zachamować....

                                          > Dobierając odpowiednio trajektorię wspomagając się polem
                                          > grawitacyjnym
                                          > różnych obiektów, da się w miarę tanio opuścić galaktykę.

                                          tanio? :)
                                          pojecie bardzo względne
                                          ja uważam że bardzo drogo jest wynieśc 1 kg złomu na orbitę
                                          okołoziemską, a Ty piszesz że tanio jest opuścic galaktykę - musisz
                                          być bardzo bogatym człowiekiem :)
                                          tak powazniej używając dużej częsci potencjału całej ludzkości
                                          jesteśmy być moze w stanie wysłać jeden załogowy kosmolot do
                                          najbliższych gwiazd w ciągu tego stulecia, a kolega pisze o tanim
                                          opuszczaniu galaktyki...
                                          • pokrecony_oliver Re: Kolonizacja kosmou niemożliwa - dowód :) 04.07.08, 16:00
                                            > a po co koloniści płyneli do nowych światów?
                                            > dokładnie po to samo :)

                                            Po złoto, sławę, pieniądze, władzę.... Inkowie natomiast sobie
                                            odpuścili takie dalekie eskapady w naszym kierunku i nie tylko oni.
                                            Porostu ludzie muszą mieć powód do ekspansji ale mogą ją też sobie
                                            odpuścić jak im się nie chce.

                                            > niestety nie da sie bez starty energii wyrwac ze studni
                                            > grawitacyjnej a później rozpedzić kosmolotu jak również go
                                            > zachamować....

                                            Wystarczy, że punkt docelowy będzie w takiej samej studni.
                                            Wyobraź sobie olbrzymią sprężynę przytwierdzoną do planety. Naciągasz
                                            ja razem ze statkiem i puszczasz. Masa planety jest nie porównywalnie
                                            większa z masą statku, więc energia jej przekazana będzie bliska zeru.
                                            Na planecie docelowej (o takiej samej masie jak pierwsza planeta)
                                            umieszczasz taką samą sprężynę na której wyhamowuje dolatujący statek
                                            naciągając ją.

                                            > ja uważam że bardzo drogo jest wynieśc 1 kg złomu na orbitę
                                            > okołoziemską, a Ty piszesz że tanio jest opuścic galaktykę - musisz
                                            > być bardzo bogatym człowiekiem :)

                                            Przecież wcześniej była mowa o tym jak obniżyć koszta dowolnego
                                            szalonego przedsięwzięcia.
                                      • asteroida2 Re: Kolonizacja kosmou niemożliwa - dowód :) 04.07.08, 13:43
                                        > więc jak juz sam sobie :)udowodniłem (...)

                                        Niestety nie jesteś pierwszy. Wyprowadziłeś coś co już jest znane w literaturze
                                        jako paradoks Fermiego. Dotychczas nie jest on rozwiązany, ale całkiem
                                        wyczerpujący przegląd potencjalnych wyjaśnień masz w polskiej Wikipedii:

                                        pl.wikipedia.org/wiki/Paradoks_Fermiego
                                        • jack79 Re: Kolonizacja kosmou niemożliwa - dowód :) 04.07.08, 17:29
                                          dzięki za link
                                          w tych ich rożważaniach brakuje im zasady o której napisałem
                                          wcześniej, a która dałaby im pewnośc co do początkowego założenia
                                          zasada jack79 brzmi mniej więcej tak :)

                                          "każde bez wyjątku zjawisko które udało się zaobserwować zachodziło
                                          w przesżłości i bedzie zachodzić w przyszłości"
                                          czy coś w tym stylu

                                          dodam że żadna z znanych nam zasad które rządzą wszechświatem nie
                                          jest poparta tak wielką ilością badań i doświadczeń :)
                                          • madcio Re: Kolonizacja kosmou niemożliwa - dowód :) 04.07.08, 20:04
                                            > "każde bez wyjątku zjawisko które udało się zaobserwować zachodziło
                                            > w przesżłości i bedzie zachodzić w przyszłości"
                                            No i co? Nigdzie tu nie ma o obowiązku kolonizacji przez obcych naszej planety.
                                            Można rozprawiać na temat przyczyn, ale ani to nie dowodzi nieistnienia
                                            kosmitów, ani też niemożliwości ekspansji.
                                          • asteroida2 Re: Kolonizacja kosmou niemożliwa - dowód :) 05.07.08, 10:48
                                            > "każde bez wyjątku zjawisko które udało się zaobserwować zachodziło
                                            > w przesżłości i bedzie zachodzić w przyszłości"
                                            > czy coś w tym stylu
                                            >
                                            > dodam że żadna z znanych nam zasad które rządzą wszechświatem nie
                                            > jest poparta tak wielką ilością badań i doświadczeń :)

                                            Znów nie jesteś pierwszy :D

                                            To jest po prostu wniosek z zasady kopernikańskiej:

                                            pl.wikipedia.org/wiki/Zasada_kopernika%C5%84ska
                        • asteroida2 Re: Przez krótkie "mignięcie" 01.07.08, 13:24
                          > Może lepiej zacząć od podzielenia problemu pytaniami "po co" i
                          > "jak". Po co mamy zdobywać kosmos:

                          Przede wszystkim:
                          - aby inni nie zrobili tego przed nami

                          Wyobraź sobie, że komunistyczna Korea Północna nagle zaczyna kolonizować
                          sąsiednie układy. Co robi wtedy reszta świata? Stoi z boku i zastanawia się "po co"?

                          Jeśli tylko możliwość zdobywania kosmosu zaistnieje, to wszyscy chcący się
                          liczyć natychmiast z niej skorzystają. Chodzi po prostu o konkurencję.

                          > Problem tylko jak pokonać te wielkie odległości:
                          > - hibernacja
                          > - statek kosmiczny gdzie ludzie będą żyć jak na Ziemi

                          To są pomysły z czasów Zimnej Wojny, gdy myślano że za chwilę fizycy rozwiążą
                          problemy energetyczne takich lotów i trzeba coś na gwałt wymyśleć. Okazało się
                          że nie rozwiązali i teraz musimy podejść do problemu zupełnie inaczej.

                          Wygląda na to, że na gwałtowne przełomy w fizyce nie mamy co liczyć, więc
                          jeszcze w tym półwieczu w kosmos nie wyruszymy. Tymczasem rozpracowaliśmy ludzki
                          genom, pracujemy nad proteomem i mamy już pierwsze pomysły na ingerowanie w
                          mechanochemiczne procesy zachodzące w naszych komórkach. Każdy proces
                          biologiczny jest na tym poziomie po prostu programem i w ciągu kilkudziesięciu
                          lat możemy opracować techniki przeprogramowywania większości z nich. Kwestie
                          starzenia sie, chorób, sposobu zasilania organizmu czy rozmnażania się będą
                          podlegały wtedy naszej kontroli, a nie narzuconym nam przez biologię
                          ograniczeniom. Gdy bedziemy mogli dostosować swoje ciała do warunków jakie
                          panują poza Ziemią, opuszczanie Ziemi zacznie mieć sens.
                          • pokrecony_oliver Re: Przez krótkie "mignięcie" 01.07.08, 17:37
                            To bardzo ciekawa wizja, ale jak zwykle istnieje wiele pytań czemu
                            mamy to robić. Starzenie i śmierć jednak czemuś służą, może jest to
                            nieuniknione i próba przedłużenia życia skończy się wyhodowaniem
                            nowotworów u ochotników. Na pewno jest to niezbędny mechanizm
                            ewolucji, przedłużając życie spowolnimy ewolucję albo nawet
                            zatrzymamy. Ewolucja będzie procesem który my będziemy musieli
                            kontrolować.
                            Nasze mózgi są ograniczone, co się stanie z pamięcią i psychiką
                            człowieka który żyje 300lat? Będzie pamiętać dzieciństwo? Będzie się w
                            stanie nauczyć czegoś nowego?
                            Można by jeszcze poruszyć temat AI. Komputery cały czas ewoluują i nie
                            widać granicy która by mogła by to ograniczyć. Co gdyby świadomość jednostki przenieść do komputera. Poco posiadać ciało i martwić się o
                            starość? Wtedy na pewno zaistnieje możliwość nieograniczonego rozwoju
                            jednostki, tylko co na koniec otrzymamy? Boga? Bo taka jednostka może
                            się udoskonalać w postępie geometrycznym. To wszystko do tego zmierza,
                            człowiek chce być bogiem w swoim dążeniu do poznania. Może wszyscy
                            mamy nierówno pod sufitem.

                            • asteroida2 Re: Przez krótkie "mignięcie" 01.07.08, 18:15
                              > To bardzo ciekawa wizja, ale jak zwykle istnieje wiele pytań czemu
                              > mamy to robić.

                              Ponieważ taka jest nasza natura. Jeśli coś jest możliwe, to znajdzie się ktoś
                              kto to zrobi.

                              > Starzenie i śmierć jednak czemuś służą, może jest to
                              > nieuniknione i próba przedłużenia życia skończy się wyhodowaniem
                              > nowotworów u ochotników.

                              To bardzo możliwe. Nowotwory to nieunikniony efekt błędów w "programie".
                              Będziemy po prostu musieli umieć na bieżąco je usuwać.

                              > Na pewno jest to niezbędny mechanizm
                              > ewolucji, przedłużając życie spowolnimy ewolucję albo nawet
                              > zatrzymamy.

                              A po co komu ewolucja? To może fajny mechanizm z punktu widzenia gatunku, ale z
                              punktu widzenia osobników to zwykła zbrodnia.

                              > Wtedy na pewno zaistnieje możliwość nieograniczonego rozwoju
                              > jednostki, tylko co na koniec otrzymamy?

                              Otzymamy istotę postludzką. To że ktoś jest nieśmiertelny, potrafi żyć w każdych
                              warunkach zasilany jakimiś reaktorami, przeskakiwać przestrzeń przez jakieś
                              wormhole i jeszcze powielać się w dowolnej liczbie kopii to nie znaczy że jest
                              Bogiem. Znaczy tylko że potrafi więcej niż my - niespecjalnie zaawansowane małpy
                              które dopiero co nauczyły się korzystać z narzędzi.

                              > Boga? Bo taka jednostka może się udoskonalać w postępie
                              > geometrycznym. To wszystko do tego zmierza,
                              > człowiek chce być bogiem w swoim dążeniu do poznania.

                              No cóż - żeby dojść do technologicznej osobliwości, musielibyśmy jakoś ominąć
                              problemy związane ze zdobywaniem zasobów. Bo jak do tej pory pochłaniamy coraz
                              więcej nieodnawialnych - co przy postępie geometrycznym daleko nas nie zaprowadzi.

                              > Może wszyscy mamy nierówno pod sufitem.

                              A według czyich kryteriów?

                              Jeśli rozprzestrzenimy się na galaktykę, pochłaniając wszystkie zasoby na jakie
                              natrafimy, to będzie to świadczyło to tym że jesteśmy wspaniale rozwijającą się
                              cywilizacją, czy raczej że jesteśmy jakąś kosmiczną chorobą?
                              • pokrecony_oliver Re: Przez krótkie "mignięcie" 01.07.08, 18:55
                                > To że ktoś jest nieśmiertelny, potrafi żyć w każdyc
                                > h
                                > warunkach zasilany jakimiś reaktorami, przeskakiwać przestrzeń
                                przez jakieś
                                > wormhole i jeszcze powielać się w dowolnej liczbie kopii to nie
                                znaczy że jest
                                > Bogiem.

                                Np. taki Zeus, był nieśmiertelny, nie potrafił zrobić reaktora, nie
                                miał pojęcia o wormholach, powielał się w ludzki sposób, uwodząc
                                ludzkie kobiety, jedyne na co go było stać to walnąć piorunem i był
                                bogiem. Wszytko zależy od tego co jak tego boga zdefiniujemy.
                                Ktoś kto jest nieśmiertelny, nie podlega otoczeniu, ma praktycznie
                                nieograniczoną kontrolę nad nim, zasługuje na to miano.

                                > A po co komu ewolucja? To może fajny mechanizm z punktu widzenia
                                gatunku, ale z
                                > punktu widzenia osobników to zwykła zbrodnia.

                                Tak sobie ostatnio dumałem, ale śmierć to właściwie nic złego. "Zło"
                                bierze się z cierpienia, a osoba martwa nie cierpi tylko bliscy.
                                Gdyby starać się zdefiniować po co żyjemy, to tylko po to żeby
                                być szczęśliwym. Gdyby założyć, że warto żyć jeśli jest w naszym
                                życiu więcej szczęścia niż cierpienia to można by się porwać na
                                wniosek, że unicestwienie całej ludzkości w wyniku jakiegoś
                                wielkiego wybuchu przysporzy ludzkości jedynie korzyści.
                                Gdzie w tym myśleniu ukryty jest błąd?

                                > No cóż - żeby dojść do technologicznej osobliwości, musielibyśmy
                                jakoś ominąć
                                > problemy związane ze zdobywaniem zasobów. Bo jak do tej pory
                                pochłaniamy coraz
                                > więcej nieodnawialnych - co przy postępie geometrycznym daleko nas
                                nie zaprowad
                                > zi.

                                Wszechświat jest pełen zasobów. Jak na razie to postęp geometryczny
                                ma szansę się zrealizować przez komputery. Do tego nie potrzeba
                                wielkich zasobów.
                                Jeśli chodzi o całą resztę to myślę, że fuzja może być nie
                                najgorszym rozwiązaniem. Poczekajmy i zobaczymy co da ITER.

                                > Jeśli rozprzestrzenimy się na galaktykę, pochłaniając wszystkie
                                zasoby na jakie
                                > natrafimy, to będzie to świadczyło to tym że jesteśmy wspaniale
                                rozwijającą się
                                > cywilizacją, czy raczej że jesteśmy jakąś kosmiczną chorobą?

                                Czy to nas uszczęśliwi? Rynek działa tak, że jak czegoś jest za dużo
                                to traci na wartości. Może się tak stać z człowiekiem i to nie tylko
                                w Chinach.
                                • asteroida2 Re: Przez krótkie "mignięcie" 01.07.08, 20:35
                                  > Wszytko zależy od tego co jak tego boga zdefiniujemy.

                                  A tak. To kwestia semantyki.

                                  > Tak sobie ostatnio dumałem, ale śmierć to właściwie nic złego. "Zło"
                                  > bierze się z cierpienia, a osoba martwa nie cierpi tylko bliscy.
                                  > Gdyby starać się zdefiniować po co żyjemy, to tylko po to żeby
                                  > być szczęśliwym. Gdyby założyć, że warto żyć jeśli jest w naszym
                                  > życiu więcej szczęścia niż cierpienia to można by się porwać na
                                  > wniosek, że unicestwienie całej ludzkości w wyniku jakiegoś
                                  > wielkiego wybuchu przysporzy ludzkości jedynie korzyści.
                                  > Gdzie w tym myśleniu ukryty jest błąd?

                                  W założeniu że zło jest czymś obiektywnym.

                                  Zło dotyczy każdej istoty z osobna. Jeśli mnie unicestwisz, wyrządzisz mi zło,
                                  niezależnie od tego co osiągniesz poza tym. I niezależnie od "korzyści
                                  przysporzonych ludzkości", to będzie to, z mojego punku widzenia, zło.

                                  > Wszechświat jest pełen zasobów. Jak na razie to postęp geometryczny
                                  > ma szansę się zrealizować przez komputery. Do tego nie potrzeba
                                  > wielkich zasobów.

                                  Potrzeba energii. Właśnie wkraczamy w erę gdy energia zużywana przez komputery
                                  zaczyna stanowić widoczny procent całego naszego zużycia energii. A przy
                                  geometrycznym wzroście, za kilkadziesiąt lat będzie stanowiła najistotniejszy
                                  procent.

                                  > Czy to nas uszczęśliwi? Rynek działa tak, że jak czegoś jest za dużo
                                  > to traci na wartości. Może się tak stać z człowiekiem i to nie tylko
                                  > w Chinach.

                                  Żeby się uszczęśliwić wystarczy że wszczepisz sobie elektrodę w mózg w
                                  odpowiednie miejsce. Możesz w ten sposób uszczęśliwić sporą część populacji. Ale
                                  zawsze znajdą się tacy którzy uznają to za niemoralne i zabronią tego,
                                  rezygnując z tego szczęścia po to żeby np. podbijać galaktykę. I to oni będą
                                  potem stanowić cywilizację - reszta zostanie zapomniana.
                                  • pokrecony_oliver Re: Przez krótkie "mignięcie" 02.07.08, 02:00
                                    > Zło dotyczy każdej istoty z osobna. Jeśli mnie unicestwisz,
                                    wyrządzisz mi zło,
                                    > niezależnie od tego co osiągniesz poza tym. I niezależnie od
                                    "korzyści
                                    > przysporzonych ludzkości", to będzie to, z mojego punku widzenia,
                                    zło.

                                    Nie przekonuje mnie to. Ktoś może uznać, że na świecie jest więcej
                                    cierpienia niż szczęścia i unicestwić ludzkość aby bilans był jak
                                    najbardziej korzystny. Chodzi mi o to gdzie w tym rozumowaniu jest
                                    błąd? Wola człowieka i jego poglądy mają się nijak do tego. Dzieci
                                    traktujemy jako ubezwłasnowolnione istoty dla ich dobra. Gdyby wziąć
                                    pod uwagę jakąś wszechmocną istotę to ona by też na nas tak patrzyła.

                                    > Potrzeba energii. Właśnie wkraczamy w erę gdy energia zużywana przez
                                    komputery
                                    > zaczyna stanowić widoczny procent całego naszego zużycia energii. A
                                    przy
                                    > geometrycznym wzroście, za kilkadziesiąt lat będzie stanowiła
                                    najistotniejszy
                                    > procent.

                                    Poczekajmy na wyniki z eksperymentu ITER. Jak nie wypali to będziemy
                                    mogli się martwić. Pozostaną jeszcze prędkie reaktory jądrowe.

                                    > Żeby się uszczęśliwić wystarczy że wszczepisz sobie elektrodę w mózg
                                    w
                                    > odpowiednie miejsce.

                                    To bardziej złożony problem. Ośrodek szczęścia to tylko jeden z wielu
                                    takich, mózg podzielony jest na różne strefy które współzawodniczą ze
                                    sobą. Wygrana jakieś strefy daje szczęście. Jak jedną elektrodą
                                    zaspokoić je wszystkie? Sporo z nich opiera się na świadomości i
                                    twardej logice, to nie przejdzie, człowiek z elektrodą w głowie
                                    pozostanie nieszczęśliwy.
                                    Coś jak narkoman na zbyt długim odlocie.
                                    Człowiek szczęśliwy to taki który posiada harmonię między tymi
                                    strefami, dlatego potrzebujemy poznania bo to część naszej natury
                                    wymagającej zaspokojenia.
                                    • asteroida2 Re: Przez krótkie "mignięcie" 02.07.08, 10:54
                                      > Nie przekonuje mnie to. Ktoś może uznać, że na świecie jest więcej
                                      > cierpienia niż szczęścia i unicestwić ludzkość aby bilans był jak
                                      > najbardziej korzystny.

                                      To czemu ludzie nie popełniają masowo samobójstw? Jeśli dla większości ludzi
                                      "bilans jest korzystny", to jak dla całej ludzkości może być niekorzystny?

                                      > Chodzi mi o to gdzie w tym rozumowaniu jest błąd?

                                      W tym że "ktoś może tak uznać"? Nie ma błędu.
                                      W tym że istnieje obiektywny "bilans cierpienia i szczęścia" - błąd jest
                                      oczywisty. W zależności od tego jakie sobie przyjmiesz arbitralne założenia co
                                      do wartości różnych poziomów szczęścia i cierpienia i sposobu ich dodawania -
                                      możesz dostać każdy możliwy wynik. Który z tych wyników jest prawdziwy?

                                      Jeśli "wszechmocna istota" ma jakieś swoje kryteria których nie znasz, nie masz
                                      żadnych danych żeby określić jaka będzie jej ocena. Oczywiście że może uznać że
                                      unicestwienie całej ludzkości jest czymś pozytywnym.

                                      > To bardziej złożony problem. Ośrodek szczęścia to tylko jeden z
                                      > wielu takich, mózg podzielony jest na różne strefy które
                                      > współzawodniczą ze sobą. Wygrana jakieś strefy daje szczęście.

                                      To dosyć kontrowersyjna teoria szczęścia. Co to jest "wygrana jakiejś strefy"?

                                      > Jak jedną elektrodą zaspokoić je wszystkie?

                                      To weź tysiąc elektrod. Nie widzę problemu.

                                      > Sporo z nich opiera się na świadomości i twardej logice, to nie
                                      > przejdzie, człowiek z elektrodą w głowie pozostanie nieszczęśliwy.
                                      > Coś jak narkoman na zbyt długim odlocie.

                                      Narkoman "na odlocie" jest bardzo szczęśliwy. Problem w tym, że odlot kiedyś się
                                      kończy.

                                      > Człowiek szczęśliwy to taki który posiada harmonię między tymi
                                      > strefami, dlatego potrzebujemy poznania bo to część naszej natury
                                      > wymagającej zaspokojenia

                                      To jak w końcu. Jedna strefa ma wygrywać, czy ma być harmonia?

                                      Szczęście to zbiór dosyć prostych mechanizmów wymuszających na ludziach robienie
                                      konkretnych rzeczy. Gdy te rzeczy udają się - jesteś szczęśliwy. Gdy się nie
                                      udają - jesteś nieszczęśliwy.
                                      Te mechanizmy często bardzo łatwo dają się oszukać (najlepszy przykład - środki
                                      antykoncepcyjne). A pełne przejęcie nad nimi kontroli oznaczać będzie życie w
                                      ciągłym szczęściu. I automatycznie - koniec ludzkości (a przynajmniej tej części
                                      która z tego skorzysta).
                                      • pokrecony_oliver Re: Przez krótkie "mignięcie" 02.07.08, 16:57
                                        > To czemu ludzie nie popełniają masowo samobójstw?

                                        Bo może mają złudne nadzieje. Przeprowadzono taki eksperyment ze
                                        szczurami, wrzucano je do wody i sprawdzano jak długo mogą pływać,
                                        po pewnym czasie tonęły. Kiedy jednemu na chwilę pozwolono się
                                        wydostać, utonął po wielokrotnie dłuższym czasie.
                                        W kinach akurat jest dobry film pod ten temat "Zdarzenie".
                                        Ale uważam, że to błędna myśl, wiem nawet dlaczego, ale ciekaw
                                        jestem co inni o tym myślą.

                                        > W zależności od tego jakie sobie przyjmiesz arbitralne założenia
                                        co
                                        > do wartości różnych poziomów szczęścia i cierpienia i sposobu ich
                                        dodawania -
                                        > możesz dostać każdy możliwy wynik. Który z tych wyników jest
                                        prawdziwy?

                                        Szczęście posiada hierarchię i na dodatek jest powiązane ze
                                        świadomością. Ona utrudnia oszukiwanie.

                                        > To dosyć kontrowersyjna teoria szczęścia. Co to jest "wygrana
                                        jakiejś strefy"?

                                        Np część mózgu odpowiedzialna za głód wygrywa z tą odpowiedzialną za
                                        zmęczenie. Raczej nie jest to kontrowersyjne i dość dobrze poznane.

                                        > To weź tysiąc elektrod. Nie widzę problemu.

                                        A co z problemem, że mam 1000 elektrod w głowie i mam świadomość, że
                                        moje szczęście jest sztuczne?

                                        > Narkoman "na odlocie" jest bardzo szczęśliwy. Problem w tym, że
                                        odlot kiedyś si
                                        > ę
                                        > kończy.

                                        Niektórych stać na dłłługie odloty i jakoś szczęśliwi nie są.

                                        > To jak w końcu. Jedna strefa ma wygrywać, czy ma być harmonia?

                                        Tak jak w piłce nożnej, jak drużyna przegrywa wszystkie mecze to
                                        jest porażka, jak od czasu do czasu wygra to ma z tego wielką
                                        satysfakcję. Ta która zawsze by wygrywała po pewnym czasie już
                                        się nie cieszy tak z wygranych.

                                        > Szczęście to zbiór dosyć prostych mechanizmów wymuszających na
                                        ludziach robieni
                                        > e
                                        > konkretnych rzeczy. Gdy te rzeczy udają się - jesteś szczęśliwy.
                                        Gdy się nie
                                        > udają - jesteś nieszczęśliwy.

                                        Wszystko jest złożone z prostych rzeczy, ale to jest złożone z
                                        bardzo dużej ilości prostych rzeczy. To czy jesteś szczęśliwy z
                                        sukcesu zależy od wysiłku włożonego, ilości wcześniejszych porażek,
                                        znaczenia, unikalności sukcesu... Tym zarządza świadomość.

                                        > Te mechanizmy często bardzo łatwo dają się oszukać (najlepszy
                                        przykład - środki
                                        > antykoncepcyjne).

                                        Żadna rewelacja, taki Onan miał już dawno temu podobną metodę -
                                        stosunek przerywany tylko dlatego, że człowiek to takie zwierze
                                        któremu ciągle się chce...

                                        > A pełne przejęcie nad nimi kontroli oznaczać będzie życie w
                                        > ciągłym szczęściu. I automatycznie - koniec ludzkości (a
                                        przynajmniej tej częśc
                                        > i
                                        > która z tego skorzysta).

                                        Ale o to właśnie chodzi, o Pełne Szczęście. Dla mnie tego nie da
                                        się zrobić elektorami jak długo będę mieć świadomość, że to tylko
                                        elektroda.
                                        • asteroida2 Re: Przez krótkie "mignięcie" 03.07.08, 11:07
                                          > > To czemu ludzie nie popełniają masowo samobójstw?
                                          > Bo może mają złudne nadzieje.

                                          A czy sa jakiekolwiek dane świadczące o tym że te nadzieje są złudne?

                                          > Szczęście posiada hierarchię i na dodatek jest powiązane ze
                                          > świadomością. Ona utrudnia oszukiwanie.

                                          A co ma hierarchia do bilansu?

                                          Wczoraj pracowałem przez kilka godzin (coś nieprzyjemnego), zjadłem dobry obiad
                                          (coś przyjemnego), byłem u dentysty (coś nieprzyjemnego), obejrzałem fajny film
                                          (coś przyjemnego) i jeszcze uderzyłem się młotkiem w palec (coś nieprzyjemnego).

                                          Czy możesz mi powiedzieć czy mój "bilans szczęścia i cierpienia" tego dnia był
                                          dodatni czy ujemny?

                                          > A co z problemem, że mam 1000 elektrod w głowie i mam świadomość,
                                          > że moje szczęście jest sztuczne?

                                          A gdy twoje szczęście wynika z tego że żenisz się z kobietą w której jesteś
                                          zakochany - czyli jest nagrodą przyznawaną przez geny za realizowanie planu
                                          powielenia ich w postaci jak najlepszych potomków - to czy to szczęście jest
                                          prawdziwe czy sztuczne?

                                          Przecież to jest czysto arbitralny podział. Na pewnym poziomie wszystko jest
                                          "sztuczne".

                                          > Ale o to właśnie chodzi, o Pełne Szczęście. Dla mnie tego nie da
                                          > się zrobić elektorami jak długo będę mieć świadomość, że to tylko
                                          > elektroda.

                                          Chcesz powiedzieć że seks przestaje Ci sprawiać przyjemność jeśli masz
                                          świadomość że twoja partnerka kobieta bierze pigułki? Bo skoro zdajesz sobie
                                          sprawę z jego bezcelowości, to czym to się różni od wszczepionych elektrod?
                                          • pokrecony_oliver Re: Przez krótkie "mignięcie" 03.07.08, 14:02
                                            > A czy sa jakiekolwiek dane świadczące o tym że te nadzieje są
                                            złudne?

                                            To też napisałem "może". Tego dowiedzieć się nie jesteśmy w stanie.

                                            > Czy możesz mi powiedzieć czy mój "bilans szczęścia i cierpienia"
                                            tego
                                            dnia był
                                            > dodatni czy ujemny?

                                            W sumie to zaspokoiłeś dolną część piramidy potrzeb. Co do filmu to
                                            nie wiem gdzie go wpasować bo nie wiem jakiego typu to był film. Ja
                                            bym uznał ten dzień za szczęśliwy, pracowałeś - (to jest szczęście
                                            połączone z odrobiną cierpienia), w końcu odwaliłeś robotę i możesz
                                            być dumy. Dentysta to samo, już nie musisz się tak martwić o zęby bo
                                            fachowiec o nie zadbał. A młotek to naprawdę małe piwo.

                                            Teraz weźmy dzień z życia mieszkańca 3 świata. Od dziecka
                                            wykorzystywany, seksualnie, zmuszany do pracy ponad siły, 0 zabawek,
                                            strach, głód. Nich jeszcze pochodzi z Liberii gdzie służył podczas
                                            wojny domowej od 10 roku życia w oddziałach pacyfikujących wioski.
                                            Teraz musi żyć ze świadomością tego co robił.
                                            Ile to innych osób w tych krajach wstaje rano i dobry dzień to taki w
                                            którym udało im się przeżyć. Tam ludności jest więcej niż w naszym
                                            cywilizowanym świecie.

                                            > A gdy twoje szczęście wynika z tego że żenisz się z kobietą w której
                                            jesteś
                                            > zakochany - czyli jest nagrodą przyznawaną przez geny za
                                            realizowanie
                                            planu
                                            > powielenia ich w postaci jak najlepszych potomków - to czy to
                                            szczęście
                                            jest
                                            > prawdziwe czy sztuczne?

                                            Jestem w pełni świadomy po co się żenię. Nikt mnie nie oszukuje bo to
                                            jest część życia którą znam i akceptuje.

                                            > Przecież to jest czysto arbitralny podział. Na pewnym poziomie
                                            wszystko
                                            jest
                                            > "sztuczne".

                                            Sztuczne jest coś co uchodzi za coś czym nie jest.

                                            > Chcesz powiedzieć że seks przestaje Ci sprawiać przyjemność jeśli
                                            masz
                                            > świadomość że twoja partnerka kobieta bierze pigułki?

                                            Seks jest z dolnej partii piramidy potrzeb która nie wymaga
                                            świadomości do szczęścia. Jednak seks bez miłości jest inny. Poza tym
                                            jak ktoś nie chce mieć dzieci to jest to tylko na rękę.
                                            Gorzej z potrzebami które dają szczęście po przez prawdziwe
                                            zrealizowanie celu. Gdybyś uprawiał seks po to żeby mieć dzieci z
                                            partnerką która cały czas bez twojej wiedzy bierze tabletki, to nie
                                            było by to źródłem szczęścia gdybyś się dowiedział.
                                            Seks nie jest naprawdę dobrym przykładem, to bardzo prymitywna
                                            potrzeba. Dała by szczęście radość z wygranego meczu drożyny
                                            gdybyś wiedział, że kupili ten mecz? Elektroda by pomogła?
                                            • asteroida2 Re: Przez krótkie "mignięcie" 03.07.08, 15:15
                                              > W sumie to zaspokoiłeś dolną część piramidy potrzeb. Co do filmu to
                                              > nie wiem gdzie go wpasować bo nie wiem jakiego typu to był film. Ja
                                              > bym uznał ten dzień za szczęśliwy, pracowałeś - (to jest szczęście
                                              > połączone z odrobiną cierpienia), w końcu odwaliłeś robotę i możesz
                                              > być dumy. Dentysta to samo, już nie musisz się tak martwić o zęby bo
                                              > fachowiec o nie zadbał. A młotek to naprawdę małe piwo.

                                              Widzisz. Wszystko to jest czystym teoretyzowaniem. Nie znając moich pragnień,
                                              nie wiesz jak istotne były dla mnie poszczególne te zdarzenia. Tobie może się
                                              wydawać że dzień był lekko na plus, ktoś inny oceni go na niesamowicie udany,
                                              ktoś inny na lekko na minus - i wszystkie te opinie będą równie sensowne.

                                              > Teraz weźmy dzień z życia mieszkańca 3 świata. Od dziecka
                                              > wykorzystywany, seksualnie, zmuszany do pracy ponad siły, 0 zabawek,
                                              > strach, głód. Nich jeszcze pochodzi z Liberii gdzie służył podczas
                                              > wojny domowej od 10 roku życia w oddziałach pacyfikujących wioski.
                                              > Teraz musi żyć ze świadomością tego co robił.
                                              > Ile to innych osób w tych krajach wstaje rano i dobry dzień to taki w
                                              > którym udało im się przeżyć. Tam ludności jest więcej niż w naszym
                                              > cywilizowanym świecie.

                                              Wysnuwasz teorię, że poziom życia człowieka przekłada się na jego szczeście. To
                                              jest sensowna naukowa teoria, którą można zweryfikować. Została zweryfikowana i
                                              okazała się całkowicie nieprawdziwa. Nie istnieje korelacja pomiędzy poziomem
                                              zamożności kraju a zadowoleniem jego obywateli. Jest na ten temat sporo badań.

                                              Wszystko dlatego, że człowiek jest takim dziwnym zwierzęciem które do
                                              wszystkiego się przyzwyczaja. To samo ciasne mieszkanie może być koszmarną
                                              klitką dla kogoś kto przyzywczaił się do dużego domu i spełnieniem marzeń dla
                                              kogoś kto spędził młodość w slumsach.

                                              Mieszkańcy 3 świata biorą udział w wojnach, chorują na epidemie i głodują, ale
                                              jednocześnie nawiązują prawdziwe przyjaźnie, wygrywają z wrogiem, zakochują się,
                                              zakładają rodziny i okazuje się, że są szczęśliwi. Często znacznie bardziej od
                                              rozpieszczonych mieszkańców zachodu, szczególnie tych samotnych albo
                                              zestresowanych możliwością utraty pracy.

                                              Każda _poprawa_ warunków jest przyjemna, a każde pogorszenie - nieprzyjemne. Ale
                                              jeśli warunki się nie zmieniają, to człowiek jest zwykle lekko niezadowolony - i
                                              to niezależnie od tego czy jest właścicielem międzynarodowej korporacji, czy
                                              właścicielem jednej krowy.

                                              > Jestem w pełni świadomy po co się żenię. Nikt mnie nie oszukuje bo to
                                              > jest część życia którą znam i akceptuje.

                                              Ktoś inny może zaakceptować elektrody w mózgu. To jest kwestia wyboru. Nie są
                                              one "bardziej sztuczne" od endorfin wydzielanych przez organizm w obecności
                                              ukochanej osoby.

                                              > Seks nie jest naprawdę dobrym przykładem, to bardzo prymitywna
                                              > potrzeba. Dała by szczęście radość z wygranego meczu drożyny
                                              > gdybyś wiedział, że kupili ten mecz? Elektroda by pomogła?

                                              Mając elektrodę, w ogóle nie zaprzątałbym sobie głowy takimi głupotami jak mecz.
                                              Realizując potrzeby dające więcej satysfakcji możesz przecież zapomnieć o tych
                                              mniej ważnych. Dla studiów w innym mieście można zrezygnować ze spotkań z
                                              podwórkowymi przyjaciółmi, wybierając większą satysfakcję. Jeśli elektrody będą
                                              dawać największą możliwą satysfakcję, będziesz mógł dla nich zrezygnować ze
                                              wszystkiego innego.
                                              • pokrecony_oliver Re: Przez krótkie "mignięcie" 03.07.08, 17:09
                                                > Widzisz. Wszystko to jest czystym teoretyzowaniem. Nie znając
                                                moich
                                                pragnień,
                                                > nie wiesz jak istotne były dla mnie poszczególne te zdarzenia.

                                                Nazwanie dyskusji na temat pracy umysłu teoretyzowaniem to absurd
                                                sam
                                                w sobie. Przecież obiekt który podlega dyskusji jest w niej
                                                wykorzystany i może poznać drugi obiekt tylko na podstawie do siebie
                                                samego. Na tej samej zasadzie istnieje problem czemu ślepcowi nie da
                                                się wytłumaczyć czym jest kolor.

                                                Jak to jest, że w Polsce na jak pytanie "jak się masz?" odpowiedz
                                                jest "do dup.." a w USA "fine, fine, everything is ok, thanks", a
                                                gość może być właśnie po próbie samobójczej. To inna rasa? Coś z
                                                nimi
                                                jest nie tak? Tak się nauczyli oficjalnie oceniać dzień, ale
                                                podświadomie może to być coś innego. Tak się składa, że ludzie
                                                wszędzie są podobni.

                                                > Wysnuwasz teorię, że poziom życia człowieka przekłada się na jego
                                                szczeście.

                                                Nie wysnułem teorii o poziomie życia i jego jakości, tylko o życiu w
                                                strasznych warunkach. Indianin żyjący w prymitywnej kulturze może
                                                być bardziej szczęśliwy niż milioner w wysokorozwiniętym kraju, ale
                                                żadne nie będzie nigdy szczęśliwy jak się mu zniszczy wszystkie
                                                podstawowe prawa i odbierze całą dolną część piramidy potrzeb.

                                                > Mieszkańcy 3 świata biorą udział w wojnach, chorują na epidemie i
                                                głodują, ale
                                                > jednocześnie nawiązują prawdziwe przyjaźnie, wygrywają z wrogiem,
                                                zakochują się
                                                > ,
                                                > zakładają rodziny i okazuje się, że są szczęśliwi.

                                                Tak, tłumacz sobie tym to, że się wykorzystuje kraje 3 świata dla
                                                ich
                                                dobra. Głodnym, chorym i z ciągle bojących się o swoje życie ludziom
                                                tłumacz jakie to szczęście, że nie wpadli w sidła wygodnego życia,
                                                bo
                                                o takich pisałem.

                                                > Wszystko dlatego, że człowiek jest takim dziwnym zwierzęciem które
                                                do
                                                > wszystkiego się przyzwyczaja. To samo ciasne mieszkanie może być
                                                koszmarną
                                                > klitką dla kogoś kto przyzywczaił się do dużego domu i spełnieniem
                                                marzeń dla
                                                > kogoś kto spędził młodość w slumsach.

                                                Do luksusu nie wszyscy się przyzwyczajają. Zależy czego w nim
                                                poszukiwali. Ci którzy chcą posiadać by być lepszymi od innych się
                                                przyzwyczajają, albo ci których nie nauczono tego cenić. Przecież
                                                niektórzy całe życie potrafią się cieszyć z np. kryształowego wazonu
                                                po babci.

                                                > Ktoś inny może zaakceptować elektrody w mózgu. To jest kwestia
                                                wyboru. Nie są
                                                > one "bardziej sztuczne" od endorfin wydzielanych przez organizm w
                                                obecności
                                                > ukochanej osoby.

                                                W krześle też byś się zakochał jakby na jego widok podawano
                                                endorfinę? Człowiek to nie prymitywny organizm, żeby to tak
                                                traktować. Sama świadomość, że to krzesło a nie piękna kobieta na to
                                                by nie pozwoliło. Pewno byś się czół dobrze, ale to nie było by to.

                                                > Realizując potrzeby dające więcej satysfakcji możesz przecież
                                                zapomnieć o tych
                                                > mniej ważnych.

                                                Tak na zawołanie zapomnieć? Zignorować, logikę? Utonąć w kłamstwie?
                                                Może dla królika w laboratorium to możliwe, ale nie dla człowieka.
                                                Nawet jeśli poczucie prawdy to tylko kolejny ośrodek w mózgu to
                                                jednak jak złamać logikę? Jak oszukać samą świadomość i gdzie w nią
                                                wpiąć elektrodę jak nawet nie wiadomo czym ona jest? Przecież to
                                                wysoki poziom tego zjawiska czyni nas ludźmi. To może coś
                                                prostszego,
                                                lobotomia i już świat stanie się przyjaźniejszy, a codzienne
                                                jedzenie
                                                zaspokoi nasze wszystkie potrzeby.
                                                Elektrodami porostu uśmiercisz człowieczeństwo, zabijesz człowieka i
                                                zostawisz proste zwierzę. Pijak kiedy wypije obniża swój poziom
                                                świadomości do maksimum. To zwierzę w nim jest szczęśliwe a nie
                                                człowiek.
                                                • asteroida2 Re: Przez krótkie "mignięcie" 03.07.08, 18:26
                                                  > Nazwanie dyskusji na temat pracy umysłu teoretyzowaniem to absurd
                                                  > sam w sobie. Przecież obiekt który podlega dyskusji jest w niej
                                                  > wykorzystany i może poznać drugi obiekt tylko na podstawie do siebie
                                                  > samego.

                                                  Tymniemniej zakładanie że ktoś inny myśli dokładnie tak samo jak ty, do niczego
                                                  nie prowadzi. Nie wszyscy lubią szpinak i nie możesz zakładać że wszyscy będą
                                                  szczęśliwi jak go bedą jedli - nawet jeśli sam lubisz.

                                                  > Jak to jest, że w Polsce na jak pytanie "jak się masz?" odpowiedz
                                                  > jest "do dup.." a w USA "fine, fine, everything is ok, thanks", a
                                                  > gość może być właśnie po próbie samobójczej. To inna rasa? Coś z
                                                  > nimi
                                                  > jest nie tak? Tak się nauczyli oficjalnie oceniać dzień, ale
                                                  > podświadomie może to być coś innego. Tak się składa, że ludzie
                                                  > wszędzie są podobni.

                                                  Sam zauważyłeś że nie ma to wiele wspólnego z tym co odczuwają. To jest kwestia
                                                  czysto kulturowa, bez związku ze szczęściem.

                                                  > Nie wysnułem teorii o poziomie życia i jego jakości, tylko o życiu w
                                                  > strasznych warunkach. Indianin żyjący w prymitywnej kulturze może
                                                  > być bardziej szczęśliwy niż milioner w wysokorozwiniętym kraju, ale
                                                  > żadne nie będzie nigdy szczęśliwy jak się mu zniszczy wszystkie
                                                  > podstawowe prawa i odbierze całą dolną część piramidy potrzeb.

                                                  O ile te prawa wcześniej miał. Zanim ludzie wynaleźli prawa, też czasem byli
                                                  szczęśliwi a czasem nieszczęśliwi. W twojej teorii powinni być cały czas
                                                  nieszczęśliwi z powodu ich braku.

                                                  > Tak, tłumacz sobie tym to, że się wykorzystuje kraje 3 świata dla
                                                  > ich dobra. Głodnym, chorym i z ciągle bojących się o swoje życie
                                                  > ludziom tłumacz jakie to szczęście, że nie wpadli w sidła
                                                  > wygodnego życia, bo o takich pisałem.

                                                  Zastanawiałem się czy dołączyć do poprzedniej wypowiedzi disclaimer, ale w końcu
                                                  zrezygnowałem, uznając że jest tak oczywisty że nie warto. Najwyraźniej się
                                                  myliłem, więc dołączam teraz:

                                                  To o czym mówię w żadnej mierze nie usprawiedliwia żadnych działań szkodzących
                                                  ludziom trzeciego świata. Dostarczając broń do rejonów konfliktu ponosi się
                                                  odpowiedzialność za wszystkich którzy przy jej pomocy zostaną zabici.
                                                  Wykorzystując czyjąć trudną sytuację dla własnego zysku popełnia się zbrodnię.
                                                  Również bezczynność wobec czyjegoś cierpienia jest zbrodnią, jeśli mamy
                                                  możliwość zapobieżenia mu.

                                                  Jednocześnie patrzenie na inne narody przez pryzmat ambicji i pragnień bogatego
                                                  europejczyka jest ignorancją i lekceważeniem ich potrzeb. Ludzie wychowani w
                                                  innych warunkach o innych rzeczach marzą i inne rzeczy sprawiają im przyjemność.
                                                  Należy sobie z tego zdawać sprawę.

                                                  Przykładem mogą być fabryki w Chinach, w których ludzie pracują po 14 godzin na
                                                  dobę, bez żadnych gwarancji socjalnych i opieki medycznej. Sporo ludzi z zachodu
                                                  widzi w tym zbrodnie i najchętniej kazałaby je wszystkie pozamykać - radośnie
                                                  ignorując fakt że ta praca jest często awansem społecznym dla tamtejszych ludzi,
                                                  pozwalającym im np. posłać dzieci do szkół. Bez fabryk wróciliby na swoje role i
                                                  połowa umarłaby z głodu przy przyszłorocznej suszy. Ale co z tego? Dla bogatego
                                                  dzieciaka z Europy warunki w fabryce są złe, więc fabryka jest zła.

                                                  > Do luksusu nie wszyscy się przyzwyczajają.

                                                  Wszyscy. Możesz się oszukiwać że tak nie jest, ale doświadczenia potwierdzają to
                                                  jednoznacznie.

                                                  > Zależy czego w nim poszukiwali. Ci którzy chcą posiadać by być
                                                  > lepszymi od innych się przyzwyczajają, albo ci których nie
                                                  > nauczono tego cenić.

                                                  To jest myślenie życzeniowe. Skąd niby miałaby się brać ta różnica?
                                                  Każdy osiągnięty etap satysfakcjonuje na chwilę - a potem włącza się mechanizm
                                                  motywujący do dalszych działań. Można człowieka nauczyć żeby tego nie robił, ale
                                                  nie można zabić w nim jego instynktów.

                                                  > Przecież niektórzy całe życie potrafią się cieszyć z np.
                                                  > kryształowego wazonu po babci.

                                                  Równie mocno cieszyliby się z glinianej miski po babci. To nie ma nic wspólnego
                                                  z luksusem.

                                                  > W krześle też byś się zakochał jakby na jego widok podawano
                                                  > endorfinę? Człowiek to nie prymitywny organizm, żeby to tak
                                                  > traktować. Sama świadomość, że to krzesło a nie piękna kobieta na to
                                                  > by nie pozwoliło. Pewno byś się czół dobrze, ale to nie było by to.

                                                  Niestety, doświadczenia pokazują że pod tym względem człowiek to jest prymitywny
                                                  organizm. Oczywiście "miłość do krzesła" mogłaby zostać łatwo zabita przez ocenę
                                                  otoczenia (bo nasze oceny bardzo zależą od ocen innych) - ale to samo dotyczy
                                                  miłości do kobiety.

                                                  > Elektrodami porostu uśmiercisz człowieczeństwo, zabijesz człowieka
                                                  > i zostawisz proste zwierzę. Pijak kiedy wypije obniża swój poziom
                                                  > świadomości do maksimum. To zwierzę w nim jest szczęśliwe a nie
                                                  > człowiek.

                                                  Oczywiście że tak. Dokładnie o tym mówię. Co więcej - osiągnięcie "pełnego
                                                  szczęścia" zawsze tego człowieka w nim zabije. Bo człowiek po prostu nie jest
                                                  stworzony do czegoś takiego. Wszystko co czyni człowieka człowiekiem, opiera się
                                                  na tym że musi on coś robić żeby być szczęśliwy. Gdy już nie musi - nie jest
                                                  nawet zwierzęciem. Jest "istotę szczęśliwą", która nie ma najmniejszych szans
                                                  przetrwać w przyrodzie.
                                                  • pokrecony_oliver Re: Przez krótkie "mignięcie" 04.07.08, 03:50
                                                    > Tymniemniej zakładanie że ktoś inny myśli dokładnie tak samo jak
                                                    ty,
                                                    do niczego
                                                    > nie prowadzi. Nie wszyscy lubią szpinak i nie możesz zakładać że
                                                    wszyscy będą
                                                    > szczęśliwi jak go bedą jedli - nawet jeśli sam lubisz.

                                                    Nie rób na siłę z siebie nieodgadnionego indywidualisty. To tylko
                                                    poza, ludzie pod wieloma względami kierują się tymi samymi uczuciami
                                                    i
                                                    pobudkami bez względu na poziom intelektualny. Praca i dentysta
                                                    bardzo
                                                    dobrze pod to podlegają. Policja potrafi sporządzić portret
                                                    psychologiczny na podstawie niewielu danych i mają o tego naukowe
                                                    powody.
                                                    Ja nie zakładam, że wszyscy lubią szpinak ale, że wszyscy lubią
                                                    smaczne rzeczy, taka drobna różnica.

                                                    > Sam zauważyłeś że nie ma to wiele wspólnego z tym co odczuwają. To
                                                    jest kwestia
                                                    > czysto kulturowa, bez związku ze szczęściem.

                                                    Tylko napisałem, że ludzie przyjmują różne pozy, a odczuwają tak
                                                    samo.
                                                    Kultura ma duże znaczenie ze szczęściem bo kształtuje system
                                                    wartości.
                                                    Stracić zęba u dentysty lub podczas inicjacji plemiennej, pomimo
                                                    takiego samego fizycznego skutku w tym drugim przypadku daje większą
                                                    radość.

                                                    > O ile te prawa wcześniej miał. Zanim ludzie wynaleźli prawa, też
                                                    czasem byli
                                                    > szczęśliwi a czasem nieszczęśliwi. W twojej teorii powinni być
                                                    cały
                                                    czas
                                                    > nieszczęśliwi z powodu ich braku.

                                                    Prawa do pełnego brzucha nie trzeba wynajdować, prawa do
                                                    nietykalności
                                                    cielesnej tak samo, itd....

                                                    > Dla bogatego
                                                    > dzieciaka z Europy warunki w fabryce są złe, więc fabryka jest
                                                    zła.

                                                    A co powiesz na temat pracy dzieci w Indiach, po 15 abo i więcej
                                                    godzin. W Zamkniętych pomieszczeniach, w pozycji zniekształcającej
                                                    im
                                                    kończyny, smrodzie, brudzie i głodzie.

                                                    > To jest myślenie życzeniowe. Skąd niby miałaby się brać ta
                                                    różnica?
                                                    > Każdy osiągnięty etap satysfakcjonuje na chwilę - a potem włącza
                                                    się
                                                    mechanizm
                                                    > motywujący do dalszych działań. Można człowieka nauczyć żeby tego
                                                    nie robił, al
                                                    > e
                                                    > nie można zabić w nim jego instynktów.

                                                    Ciekawe, bo ja widziałem ludzi którzy potrafią się cieszyć ciągle z
                                                    tego samego. Możliwe, że nie pojąłeś do końca mechanizmu wartości.
                                                    Weźmy taki przykład obraz domku i starca przesiadującego na
                                                    werandzie,
                                                    albo nauki buddyzmu. Naucz się cenić co posiadasz i nie pragnij
                                                    nieosiągalnego. Proste.

                                                    > Równie mocno cieszyliby się z glinianej miski po babci. To nie ma
                                                    nic wspólnego
                                                    > z luksusem.

                                                    Albo rolls-roycea za unikatowość, markę, legendę i solidność.

                                                    > Niestety, doświadczenia pokazują że pod tym względem człowiek to
                                                    jest prymitywn
                                                    > y
                                                    > organizm.

                                                    Widocznie mamy pod tym względem odmienne doświadczenia.

                                                    > Oczywiście że tak. Dokładnie o tym mówię. Co więcej - osiągnięcie
                                                    "pełnego
                                                    > szczęścia" zawsze tego człowieka w nim zabije. Bo człowiek po
                                                    prostu
                                                    nie jest
                                                    > stworzony do czegoś takiego. Wszystko co czyni człowieka
                                                    człowiekiem, opiera si
                                                    > ę
                                                    > na tym że musi on coś robić żeby być szczęśliwy. Gdy już nie musi
                                                    -
                                                    nie jest
                                                    > nawet zwierzęciem. Jest "istotę szczęśliwą", która nie ma
                                                    najmniejszych szans
                                                    > przetrwać w przyrodzie.

                                                    Właśnie nie dokładnie o tym piszesz, proponujesz, że szczęście pełne
                                                    da się uzyskać elektrodami. Ja natomiast uważam, że świadomości tym
                                                    nie zaspokoisz, jedynie ją zabijesz zostawiając w człowieku zwierzę.
                                                    Niby to samo a jednak różnica wielka, bo wiąże się ze szczęściem
                                                    samej
                                                    świadomości nie do osiągnięcia oszustwem. To taki dziwny fenomen z
                                                    definicji poszukujący prawdy, mogący dominować nad wszystkimi innymi
                                                    potrzebami i będący jednocześnie sednem tego co nazywamy
                                                    człowiekiem.

                                                  • asteroida2 Re: Przez krótkie "mignięcie" 05.07.08, 10:41
                                                    > Ja nie zakładam, że wszyscy lubią szpinak ale, że wszyscy lubią
                                                    > smaczne rzeczy, taka drobna różnica.

                                                    Nie w tym rzecz. To oczywiste że ludzie lubią podobne rzeczy. Ty jednak idziesz
                                                    dalej - twierdzisz że istnieje wspólny "bilans" dla wszystkich i że jesteś w
                                                    stanie go oszacować. Tu dopiero się nie zgadzamy - bo ja twierdzę że zależy to
                                                    od danych do których nie masz dostępu.

                                                    > Stracić zęba u dentysty lub podczas inicjacji plemiennej, pomimo
                                                    > takiego samego fizycznego skutku w tym drugim przypadku daje
                                                    > większą radość.

                                                    Dokładnie tak. A ty oceniłbyś to według swojego "bilansu" na minus, po prostu
                                                    dlatego że przeciętnie ludzie nie lubią wyrywania zębów.

                                                    > Prawa do pełnego brzucha nie trzeba wynajdować, prawa do
                                                    > nietykalności cielesnej tak samo, itd....

                                                    Powiedz to innym kulturom. Zastanowiłeś się czemu muzułmanki w Europie nie
                                                    rezygnują masowo ze swojej wiary? Obserwuje się wręcz coś przeciwnego - mimo że
                                                    Islam ewidentnie odbiera im wiele praw, to jakoś nie czują się z tego powodu
                                                    nieszczęśliwe. Sprawa jest po prostu bardziej skomplikowana niż ci się wydaje.

                                                    > A co powiesz na temat pracy dzieci w Indiach, po 15 abo i więcej
                                                    > godzin. W Zamkniętych pomieszczeniach, w pozycji zniekształcającej
                                                    > im kończyny, smrodzie, brudzie i głodzie.

                                                    Jakieś źródła? Potrafisz wskazać te fabryki? Bo dziennikarze wymyślają takie
                                                    historyjki dosyć powszechnie, w zależności od tego na co jest moda. Prawda jest
                                                    taka że niewolnictwo istnieje też w Europie i jest zupełnie osobnym tematem. Tu
                                                    mówimy o wpływie bogactwa na szczęście.

                                                    > Ciekawe, bo ja widziałem ludzi którzy potrafią się cieszyć ciągle z
                                                    > tego samego. Możliwe, że nie pojąłeś do końca mechanizmu wartości.
                                                    > Weźmy taki przykład obraz domku i starca przesiadującego na
                                                    > werandzie, albo nauki buddyzmu.

                                                    Możliwe że nie pojąłem. Bo nawet najbardziej leniwi ludzie jakich poznałem,
                                                    zawsze mieli jakieś ambicje. Jeśli nie związane z większym domem czy samochodem,
                                                    to związane z własnymi dziećmi, pomaganiem innym ludziom, tworzeniem jakiejś
                                                    sztuki itp. Żaden nie "cieszył się tym co ma", o ile tylko był w stanie
                                                    cokolwiek robić.

                                                    > Naucz się cenić co posiadasz i nie pragnij nieosiągalnego. Proste.

                                                    Proste, ale całkowicie sprzeczne z ludzką naturą.

                                                    > Właśnie nie dokładnie o tym piszesz, proponujesz, że szczęście pełne
                                                    > da się uzyskać elektrodami. Ja natomiast uważam, że świadomości tym
                                                    > nie zaspokoisz, jedynie ją zabijesz zostawiając w człowieku zwierzę.
                                                    > Niby to samo a jednak różnica wielka, bo wiąże się ze szczęściem
                                                    > samej
                                                    > świadomości nie do osiągnięcia oszustwem. To taki dziwny fenomen z
                                                    > definicji poszukujący prawdy, mogący dominować nad wszystkimi innymi
                                                    > potrzebami i będący jednocześnie sednem tego co nazywamy
                                                    > człowiekiem.

                                                    Rozejrzyj się dookoła siebie. Spójrz na 90% ludzi pracujących w nudnych
                                                    zawodach, pijących piwo, oglądających mecze, oglądających telenowele i
                                                    chodzących na dyskoteki. I powiedz mi że oni są szczęśliwi tylko gdy "poszukują
                                                    prawdy" i "spełniają swoje wyższe potrzeby".

                                                    To wszystko są teorie, tworzone przez myślicieli w wieżach z kości słoniowej.
                                                    Takich którzy obracają się w towarzystwie innych myślicieli i wydaje im się że
                                                    wszyscy ludzie tacy są. A potem tacy myśliciele tworzą swoje teorie mówiące jak
                                                    powinno wyglądać społeczeństwo - i przy próbie wcielenia ich w życie dochodzi do
                                                    gigantycznych zbrodni. Bo okazuje się że ludzi jednak nie interesuje poznawanie
                                                    prawdy, rozwój swojej świadomości i spełnianie wyższych potrzeb. Ludzie chcą się
                                                    nachapać jak najwięcej.
                                                  • pokrecony_oliver Re: Przez krótkie "mignięcie" 05.07.08, 12:32
                                                    > Ty jednak idziesz
                                                    > dalej - twierdzisz że istnieje wspólny "bilans" dla wszystkich i
                                                    że jesteś w
                                                    > stanie go oszacować

                                                    Oszacować tak, mniej więcej jak to robi policja szukając czy została
                                                    popełniona zbrodnia czy samobójstwo. Na koniec swojego postu sam
                                                    robisz takie oszacowanie 90% społeczeństwa.
                                                    Prawdziwy wspólny bilans robi mózg i to w obszarze podświadomości.

                                                    > Dokładnie tak. A ty oceniłbyś to według swojego "bilansu" na
                                                    minus, po prostu
                                                    > dlatego że przeciętnie ludzie nie lubią wyrywania zębów.

                                                    Naprawdę się zrozumieć nie możemy, choć nasze punkty widzenia są
                                                    bardzo podobne. Zakładam dokładnie jak ty, że 90% ludzie tak
                                                    zareaguje. Wiem doskonale, że na świecie są masochiści, ale nie wiem
                                                    czy mają orgazm u dentysty.
                                                    Nie mniej oszacowanie bilansu pójścia do dentysty w ten sposób jest
                                                    poprawne do tej dyskusji.

                                                    > Powiedz to innym kulturom. Zastanowiłeś się czemu muzułmanki w
                                                    Europie nie
                                                    > rezygnują masowo ze swojej wiary?

                                                    Proste, bo mają wyrobiony nowy system wartości plus strach przed
                                                    Allachem i zemstą mężczyzn. Wiele z nich cierpi ale te cierpienia
                                                    mają niższą dla nich rangę.
                                                    Spróbuj spojrzeć na większe ekstremum - anorektyczki, które potrafią
                                                    umrzeć z głodu byle by być szczupłą. Czemu z tego nie rezygnują, bo
                                                    im się zmienił system wartości poszczególnych potrzeb.
                                                    Wniosek, można być szczęśliwym cierpiąc, ale chodzi o dążenie do
                                                    większego szczęścia. Anorektyczce wystarczy uświadomić, że wygląda
                                                    jak kościotrup i przydało by się jej kilkanaście kilko i że brzuszek
                                                    może być seksi. Muzułmance, że daje się wykorzystywać i oszukiwać
                                                    przy użyciu księgi napisanej dawno temu przez jednego grafomana (to
                                                    wynik naukowej ekspertyzy koranu pod względem jakości tekstu a nie
                                                    treści).
                                                    Obydwa przypadki są wynikiem oszustwa, albo przez kogoś albo przez
                                                    samego siebie.

                                                    > Jakieś źródła? Potrafisz wskazać te fabryki?

                                                    Jakieś 2 tygodnie temu był o tym cały program w TVP. Wrzuć hasło
                                                    "children slavery india" i będziesz mieć masę źródeł.

                                                    > Tu
                                                    > mówimy o wpływie bogactwa na szczęście.

                                                    A co to jest bogactwo? Posiadanie więcej niż inni. W PRLu jak
                                                    miałeś malucha, kolorowy TV, własne mieszkanie w bloku i pełną
                                                    lodówkę to byłeś bogaty. Teraz sporo ludzi to posiada i są uznawani
                                                    za "gołodupców".
                                                    Generalnie są dwa typy bogaczy: 90% tacy którzy chcą mieć większe
                                                    ego i 10% ci którzy mają głowę do interesów ale kupują drogie rzeczy
                                                    tylko dlatego bo im się podobają.

                                                    > Możliwe że nie pojąłem. Bo nawet najbardziej leniwi ludzie jakich
                                                    poznałem,
                                                    > zawsze mieli jakieś ambicje.

                                                    To o czym pisze to nie wynik lenistwa, a świadoma decyzja
                                                    przytrafiająca się pracowitym jednostką.

                                                    > Proste, ale całkowicie sprzeczne z ludzką naturą.

                                                    Skoro wielka część społeczeństwa potrafi żyć korzystając z tej
                                                    zasady, to absurdem jest stwierdzenie, że jest to sprzeczne z ludzką
                                                    naturą.

                                                    > Rozejrzyj się dookoła siebie. Spójrz na 90% ludzi pracujących w
                                                    nudnych
                                                    > zawodach, pijących piwo, oglądających mecze, oglądających
                                                    telenowele i
                                                    > chodzących na dyskoteki. I powiedz mi że oni są szczęśliwi tylko
                                                    gdy "poszukują
                                                    > prawdy" i "spełniają swoje wyższe potrzeby".

                                                    Na pewno poszukują prawdy tylko na innym poziomie: chcą wiedzieć czy
                                                    mecz nie był kupiony, czy do piwa nie dolano wody i które jest
                                                    najlepsze....
                                                    Oni odpuścili sobie wyzwania ludzkiego intelektu tak jak niektórzy
                                                    odpuszczają sobie gromadzenie dóbr materialnych. Powody mogą
                                                    być dwa, albo to jest ponad ich siły albo był to świadomy wybór.
                                                    Proste życie materialne i duchowe ma swoje uroki. może to oni
                                                    mają racje.

                                                    > To wszystko są teorie, tworzone przez myślicieli w wieżach z kości
                                                    słoniowej.

                                                    Niektórzy autorzy byli największymi "gołodupcami" jakich zna świat.
                                                    Wiedzę rozpowszechniali wszystkim "burakom" z okolicy poza
                                                    "wykształciuchami".
                                                  • asteroida2 Re: Przez krótkie "mignięcie" 05.07.08, 13:04
                                                    Chyba temat tej dyskusji zaczął mi umykać.

                                                    Ty twierdzisz że generalnie na świecie jest więcej cierpienia niż szczęścia,
                                                    mimo że większość potrafi się cieszyć tym co ma, a nawet jeśli nic nie ma, to
                                                    różne obietnice tego co będzie po śmierci im to wynagradzają.

                                                    Ja twierdzę że większość ludzi jest raczej zadowolona z życia, mimo że większość
                                                    żyje w koszmarnych warunkach, urągających standardom jakie my uważamy za
                                                    oczywiste i mimo że nawet jak ktoś ma o wiele lepsze warunki, to i tak zawsze
                                                    będzie mu mało i będzie chciał więcej.

                                                    Właściwie to chyba zgadzamy się we wszystkim, w każdym razie nie widzę jakichś
                                                    opinii które można by zakwestionować...
                                                  • pokrecony_oliver Jedna mała poprawka. 05.07.08, 15:23
                                                    > Ty twierdzisz że generalnie na świecie jest więcej cierpienia niż
                                                    szczęścia,
                                                    > mimo że większość potrafi się cieszyć tym co ma, a nawet jeśli nic
                                                    nie ma, to
                                                    > różne obietnice tego co będzie po śmierci im to wynagradzają.

                                                    Nie mam pojęcia ile na świecie jest szczęścia a ile cierpienia. Już na
                                                    początku napisałem, że to gdybanie zainspirowane filmem. Mam nadzieję,
                                                    że na świecie jest o wiele więcej szczęścia niż cierpienia.

                                                    Co do reszty to rzeczywiście się zgadzamy.
              • heathen777 Re: Przez krótkie "mignięcie" 01.07.08, 10:39
                asteroida2 napisał:

                > Nie widzę żadnych obiektywnych powodów dla których Człowiek nie miałby zatrzymać swojego biologicznego starzenia(...) Może to tym się należy zająć, skoro to jedyne co stoi nam na przeszkodzie w rozprzestrzenieniu się w kosmos?

                Co ciekawe, jest jeden człowiek - Aubrey de Grey - który bardzo poważnie do tego podszedł. Uważa starzenie się za rodzaj choroby/przypadłości, która można by tak rzec jest skutkiem ubocznym "uszkodzeń" spowodowanych m.in. metabolizmem. Co interesujące według niego, jeśli zajęlibyśmy się tym tematem od zaraz, bylibyśmy w stanie już za 10 lat zacząć stosować pierwsze terapie "odmładzające". Tutaj jego krótkie wystąpienie:

                www.ted.com/index.php/talks/aubrey_de_grey_says_we_can_avoid_aging.html
                i strona internetowa: www.methuselahfoundation.org
                • asteroida2 Re: Przez krótkie "mignięcie" 01.07.08, 13:28
                  > Co ciekawe, jest jeden człowiek - Aubrey de Grey - który bardzo
                  > poważnie do tego podszedł.

                  Och, takich ludzi jest o wiele więcej:

                  pl.wikipedia.org/wiki/Transhumanizm
        • madcio Nie dosć że copy&paste... 01.07.08, 22:23
          ..to jeszcze bełkot do kwadratu bez zwiazku z tematem. Do kwadratu, ponieważ
          przecież ten nieszczęsny Herschel jest przykładem tak podobno przez toja3003
          uwielbianych misji bezzałogowych. Gdzie w głównym artykule jest cokolwiek o
          misjach załogowych?

          Wniosek jest z tego taki, że on wkleja tekst jak leci, bez patrzenia, czy to ma
          sens, czy nie, byleby pasowało do wzorca "piszą coś o kosmosie". Bleh.
          • toja3003 "bełkot do kwadratu bez zwiazku z tematem" 02.07.08, 10:22
            to argument, który mnie nie przekonuje. Wklej coś innego.
            • madcio Re: "bełkot do kwadratu bez zwiazku z tematem" 02.07.08, 19:12
              Widzę, że argumentu od opinii nie odróżnisz, choćby ta druga cię od tyłu zaszła
              i w zadek ugryzła.
              • toja3003 sam się gryziesz, a to co napisałeś 03.07.08, 10:54
                to był "argumnet" czy "opinia"? Bo dla mnie bełkot.
                • madcio Re: sam się gryziesz, a to co napisałeś 03.07.08, 18:03
                  Jeśli nie umiesz czytać i rozumieć tekstu pisanego (tak zwany analfabetyzm
                  wtórny), jest to wyłącznie twój problem.

                  Normalny człowiek nie ma problemu z rozpoznaniem, kiedy wyrażana jest opinia,
                  kiedy rzucany jest argument, kiedy ktoś pisze sarkastycznie, kiedy opowiada
                  dowcip, kiedy stosuje zwrot retoryczny i tak dalej. A ty, mam wrażenie, w
                  wszystkim upatrujesz próbę argumentowania.

                  PS: dla ułatwienia czytania tego przez toja3003 oświadczam, że cały ten post był
                  tzw. opinią.
                  • toja3003 rozumiem, dowiedziałem się, że 04.07.08, 09:06
                    jestem wtórnym analfabetą. A ty jakim jesteś? Pierwotnym?
                    Dowiedziałem się co to "normalny człowiek". To oczywiście każdy kto
                    podziela twoje opinie. Reszta to nienormalni. Pisz dalej te swoje
                    opinie i załóż jeszcze opiniotwórcze czasopismo w nakładzie jednego
                    egzemplarza i czytaj je sobie do poduszki.
                    • madcio Re: rozumiem, dowiedziałem się, że 04.07.08, 20:00
                      > jestem wtórnym analfabetą. A ty jakim jesteś? Pierwotnym?
                      > Dowiedziałem się co to "normalny człowiek". To oczywiście każdy kto
                      > podziela twoje opinie. Reszta to nienormalni. Pisz dalej te swoje
                      > opinie i załóż jeszcze opiniotwórcze czasopismo w nakładzie jednego
                      > egzemplarza i czytaj je sobie do poduszki.

                      Do listy nie rozumianych rzeczy przez toja3003 trzeba wobec tego dodać jeszcze
                      złośliwy sarkazm. :>

                      Och, ironia... zwłaszcza, że toja3003 też spróbował dokładnie tego samego. :D
                      EOT.
                      • toja3003 poza złoliwościami, 07.07.08, 16:41
                        z których jesteś dumny i dziwisz się, że inni nie traktują z
                        właściwym zrozumieniem twojego "złośliwego sarkazmu" jako argumentu
                        w dyskusji potrafisz coś powiedzieć o kwestii?
    • grzesiek1902818 Nowe oko w kosmosie 30.06.08, 19:47
      tylko 3% ? jestesmy w kraju, ktory dostal tylko miesiac, a odkryje
      chyba najwiecej... niestety taka jest prawda, Polacy potrafia bardzo
      duzo.
    • dar61 Toruń w kosmosie 01.07.08, 11:35
      [... Toruńscy naukowcy zajmą się m.in. badaniem ewolucji gwiazd i
      poszukiwaniem cząsteczek wody we Wszechświecie. - Zaprosimy też do
      współpracy naukowców z innych ośrodków ...]
      Z innych ośrodków naukowych ... Torunia.
      Czy z Wyższej Szkoły Filologii Hebrajskiej przy klasztorze
      Franciszkanów w Toruniu?
      Czy z Wyższej Rydzykowej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w
      Toruniu?

      • stary.virus Statek generacyjiny (wielu generacji) 01.07.08, 20:54
        Mozna przypuscic ze znajdziemy przez ten teleskop planete podobno do ziemi.
        Zamiast ststuk ktory bedzie lecial tam kilka tysiecy lat przy obecnej technice
        mozna wyslac statek z 10000 zamrozonych ludzi i kierowanym robortami. Po
        dotarciu na nowy Swiat ludzie lzaczeli by kolonizacje nowej planety, bez szansy
        na powrot, bo byc moze ludzkosc na Ziemi juz wyginie.

        Podobna hipoteze postawil jakis autor sf, nie pamietam nazwiska.
        • madcio Re: Statek generacyjiny (wielu generacji) 01.07.08, 22:28
          > Mozna przypuscic ze znajdziemy przez ten teleskop planete podobno
          > do ziemi.
          Przez Herschela? Nie, to nie ta bajka. Prędzej już Kepler, ale i on nie zdoła
          ustalić, czy rzeczywiście to "druga Ziemia", czy też po prostu planeta o
          podobnych najogólniejszych parametrach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka