Dodaj do ulubionych

Depresja Supermana

26.09.08, 06:03
Bardzo dobry artykuł.
Obserwuj wątek
    • em.si Depresja Supermana 26.09.08, 10:52
      wreszscie ktos o męzczynach mówi. tylko znając zycie zaraz sie oburza wszyscy psychiatrzy i psychologowie ze to banialuki. a mozna by sie nad tym zastanowić zwłaszcza, ze wskazniki samobojstw wsród mezczyzn sa porazające.
      • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 26.09.08, 13:09
        dziekuje za mile slowa. z tymi mezczyznami to jest ciekawa sprawa, bo nauka
        feministyczna postawila teze, iz wczesniej nauka bezwiednie, by default,
        przyjmowala perspektywe meska.w ten sposob rozpoczela sie cala masa badan nad
        kobietami, rowniez w wypadku nauk spolecznych medycyny. po chwili jednak okazalo
        sie, ze to uproszczenie, ze nie ma uniwersalnego meskiego opresora. ze mezczyzni
        sa rozni, kwadratowi i podluzni. no ale badania nad mezczynami byly juz mocno
        zapoznione, szczegolnie badania jakosciowe.

        a do tego wszystkiego to, ze sytuacja szczegolnie zdrowotna mezczyzn jest
        zastraszajaca. i to nie tylko chodzi o samobojstwa. jest cala masa niesamowitych
        danych, typu kobiety choruja, a mezczyzni umieraja (kobiety czesciej chodza do
        lekarza). jeden z moich ulubionych przykladow to: nigdy jeszcze nie stwierdzono,
        ze mezczyznom daje sie wiecej informacji u lekarza niz kobietom.

        patriarchat, celnie wypunktowany i wypunktowywany przez feminizm zreszta,
        dzisiaj obraca sie mocno przeciw mezczyznom.
        • em.si Re: Depresja Supermana 26.09.08, 13:27
          Rozumiem. Z tym chorowaniem/umieraniem to brzmi to strasznie. dobrze być kobietą
          zatem:)
          ale mam pytanie, bo mówi Pan o tym ze w odniesieniu do kobiet już wcześniej
          postawiono teze, że gender jest związany z tym jak chorujemy. Czy znalazło to
          przełożenie na praktykę lekarsą. zakladam, że związek męskości z depresja jest
          na tyle nowy ze takich przełozeń jeszcze nie, a z kobietami?
          • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 26.09.08, 15:10
            moge tylko powiedziec, ze nie spotkalem sie z takimi badaniami, choc mozna sie
            spotkac z postulatami w naukach spolecznych, szczegolnie tych nastawionych
            feministycznie (Janet Stoppard pisze o tym na przyklad).

            no i mozna by dodac, ze jesli dominuje w psychiatrii przekonanie ze choroba
            psychiczna to choroba mozgu, a leczy sie ja farmakologicznie, to jakby nie ma po
            co sie zastanawiac nad genderem w leczeniu. dominujaca moda sprawe zalatwia.
            • em.si Re: Depresja Supermana 27.09.08, 22:39
              no tak. zdaje sie ze psychiatria dązy do tego by być jeszcze bardziej "medyczna" wiec pewnie szansa na właczenie alternatywnych sposobów pomocy chorym jest mała. szkoda.
              • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 27.09.08, 22:45
                ja tez mysle ze szkoda. a psychiatria od lat ma problemy tozsamosciowe i chce
                byc taka jak inne dzialy medycyny. najlepiej zreszta zeby bylo badanie krwi
                ktore pokaze: F20 (schizofrenia).

                ale zanim zaczniemy wszystkim psychiatrow potepiac, to ppamietajmy ze jak sie ma
                40 pacjentow do przyjecia w 2-3 godziny w przychodni przyszpitalnej, to bardzo
                trudno wsluchiwac w to, co w duszy gra, nie? ekonomia polityczna (sluzby)
                zdrowia to fascynujaca dziedzina nauki.
                • em.si Re: Depresja Supermana 27.09.08, 22:56
                  jasne! poza tym wsłuchiwanie sie czesto jest trudne bo historie pacjentów nie sa przyjemne, a zdaje sie ze psychiatrzy nie maja wsparcia. wiec pewnie trudno sie dziwic.
                  jakas rewolucja by sie przydała!

                  no z ta ekonomią politczna o rzeczywiscie ciekawe, choć wydaje mi sie ze jest to taki niewidzilany wymiar, ktorego sobie czesto nie uświadamiamy, a jesli tak, to tylko na poziomie tzw. "koszyka świadczeń"



                  • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 27.09.08, 23:02
                    maja, ale raczej nieformalne. jednak i tak wysluchiwanie placzacych pacjetnow
                    nie widacych sesnu zycia nie jest najprzyjemniejszym zajeciem na swiecie.

                    ano wlasnie. i na przyklad wszyskie niedawne debaty na temat refundowania lekow
                    w pewnym momencie przekladaja sie na to, czy ktos bedzie mogl je kupic czy nie.
                    • em.si Re: Depresja Supermana 27.09.08, 23:09
                      no i czesto wtedy zaczyna sie dramat, bo ci ktorych nie stać na psychoterapie musza pozostac z lekami, a "refundowane" nie działają albo wywołuja takie skutki uboczne, ze pacjent nie może ich zazywac.
                      wspołczuje takim pacjentom, ale lekarzom rowniez, że musza patrzec na to, jak pomoc sie wyczeruje, a rece są związane skrzeczacą rzeczywistością.
                      • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 27.09.08, 23:19
                        problemem jest szczegolnie psychoterapia, ktora jest potwornie droga, ktora
                        jednak jakos tam dziala (polecam ksiazke Joplinga o psychoterapii jako placebo).
                        jednak jest wielu ludzi kotrych nie stac na placenie sum rzedu 100 zl. za
                        godzine rozmowy, co tydzien.

                        no to wpieprzaja leki. kiedys jeden pacjent mi opisal swoje doswiadczenie z
                        SSRI. powiedzial mi ze przestal brac leki, bo budzil sie i sobie codziennie
                        myslal 'ku..., co ja taki wesoly, skoro mi tak ku...ko zle' (tak powiedzial).
                        • em.si Re: Depresja Supermana 27.09.08, 23:29
                          niesmowita ta historia z tymi SSRI! nigdy bym nie wpadła, ze ktoś może w ten sposob pomyslec! bo wydawaloby sie ze o to chodzi ze ma byc fajnie!!!
                          a powiedział/napisał czego on by chciał, jeśli nie tej "wesołosci"?
                          • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 27.09.08, 23:33
                            nie. bo to byla rozmowa w przelocie.

                            i ja wlansie o tym mowie: ci faceci nie chcieli 'fajnie' czy 'wesolo'. to nie
                            zachodzi. w modelu meskosci mezczyzna ma sobei dac rade, a nie cieszyc sie z
                            zycia. co im po wesolosci, jak pracy nie ma?

                            tu zreszta jest cala masa literatury na temat bezrobocia wsrod mezczyzn.
                            mezczyzna bez pracy staje sie pasozytem. jest zreszta ciekawe studium zon
                            mezczyzn bezrobotnych. okazalo sie, ze ona ich nie akceptowaly. podobnie zreszta
                            wyszlo w badaniach kobiet ktorych mezowie zarabiali mniej od nich.
                            • em.si Re: Depresja Supermana 27.09.08, 23:43
                              to ja nie zazdroszcze mężczynom którzy chca/musza byc "męscy"..

                              a z tym bezrobociem to ciekawe. ciekawa jestem jak sie wtedy rozklda pozycja męza i zony w rodzinie, czy to ona staje sie tzw "glową rodziny"? bo glowa rodziny jak dla mnie to mezczyzna ktory utrzymuje rodzine. jesli to kobieta zarabia a rodzinę, to czy ona przejmuje role głowy rodziny?

                              tak na magrinesie, to mój ojciec zawsze mówi ze to on jest głowa, ale mama szyją..
                              • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 27.09.08, 23:49
                                to jest ciekawe. promowalem 2 siwetne prace mgr. jedna patrzyla na mezczyzn
                                zarabiajacych mniej, a druga na kobiety zarabaijace wiecej. o ile ci mezczyzni
                                bardzo chcieli pokazac sie jako 'glowy', o tyle kobiety nie mialy watpliwosci ze
                                nie sa (choc to bylo bardziej skomplikowane, o ile pamietam). ale byc moze cos
                                mi sie pomieszalo. to co mnie uderzylo, to narracje mezczyn pokazujace ze
                                wieksze zarobki kobiet to przypadek, wynatruzenie, bezsens. juz za chwile bedzie
                                'normalnie'.

                                • em.si Re: Depresja Supermana 27.09.08, 23:55
                                  niezłe te wyniki! naprawde.
                                  no nic, ale teraz juz sie wyłaczam i ide spac.
                                  dziekuję za miłą rozmowe.
                                  pozdrawiam
        • pies_na_teorie [...] do madcia pana !!! 30.09.08, 20:39
          W usuniętym bez śladu poście pytałem Pana Darka mniej więcej o to,
          3 używa ksywy "dalajtata".

          Jakiż to zakon tego
          forum pieprzonego został naruszony ?


          Nie wiem jak większość ale ja tam
          wolałem maskotkę bez brzytwy :)

          • darek.galasinski Re: [...] do madcia pana !!! 30.09.08, 23:20
            widze pies na teorie jest jak rotweiler na teorie. :-)

            prosze uprzejmie: nie nie uzywa.
            • pies_na_teorie Re: [...] do madcia pana !!! 30.09.08, 23:42
              darek.galasinski napisał:

              > widze pies na teorie jest jak rotweiler na teorie. :-)
              >
              > prosze uprzejmie: nie nie uzywa.
              >

              Dziękuję uprzejmie :-)

              Zinterpretowałem, że nie używa OTW.
              Tak ?
    • funstein Depresja Supermana 26.09.08, 14:10
      jak w koncu lekarze odkryja, ze depresja to nic innego jak
      katowanie mozgu nalogowa masturbacja to okaze sie, ze rynek
      lekow przecidepresyjnych skurczy sie z kilku miliardow dolarow
      dzisiaj do zera.
      Problemem jest to, ze prawda nie lezy w interesie ani medycyny, ani lekarzy ani
      farmaceutow.
      Wiec depresje leczy sie znieczulajac uklad wegetatywny i
      pozbawiajac chorych popedu plciowego i zarabiajac miliardy
      na oszukiwaniu chorych i podatnikow.

      Jak obrzezanie i higiena seksualna beda norma to depresja
      bedzie zjawiskiem niespotykanym.
    • charioteer Re: Depresja Supermana 26.09.08, 16:34
      Kiedys przypadkiem wpadl w moje rece artykul, ktorego autor twierdzil na
      podstawie studium kilku przypadkow, ze traumatyczne przezycia wywoluja zmiany w
      mozgu. Prawdopodobnie to nie jest tak, ze cos jest wylacznie sprawa mozgu lub
      wylacznie sprawa umyslu. Ta relacja mozg-umysl moze byc dwukierunkowa.
    • leszlong Depresja Supermana 26.09.08, 17:34
      Panie profesorze, jest pan zdania, że leczenie męskiej depresji powinno być
      ukierunkowane na ich powrót do pracy. Uważam, że w ten sposób mężczyźni, którzy
      wpadli w depresję z powodu istnienia jedynej akceptowanej roli społecznej czyli
      praca jako wyznacznik prawdziwości mężczyzny, powracają w utarty model męskości
      i zamyka się błędne koło. Nie lepiej byłoby wskazywać im, iż ów model
      prawdziwości faceta widzianej przez pryzmat ciężkiej pracy jest fałszywy. Że ten
      gorset jest za ciasny. Że prawdziwy mężczyzna to nie tylko ciężko harujący
      człowiek, że może sobie pozwolić na inny sposób życia i nie stracić na prawdziwości.
      • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 26.09.08, 19:27
        tak i nie.

        1. tak, bo rzeczywiscie sa inne modele meskosci dostepne mezczyznie. jednak
        nastepuje problem etyczny, na ktory mi kiedys zwrocono uwage - czy
        pscyhoterapeuta ma prawo zmieniac swiatopoglad klienta.

        2. nie, bo jest iluzja stwierdzenie, ze mozna zyc poza spoleczenstwem. a akurat
        dla naszego spoleczenstwa, gender jest jeda z najwazniejszych osi, wedle ktorych
        orietnujemy sie spolecznie.
        • leszlong Re: Depresja Supermana 28.09.08, 08:53
          Panie profesorze,

          ad.1 Skoro psychoterapeuta nie powinien zmieniać światopoglądu klienta, to
          wówczas jest niemożliwe bądź utrudnione leczenie pacjentów. Przykład: anoreksja
          czy bulimia. Pomoc psychoterapeuty bez zmiany światopoglądu pacjenta nie da
          satysfakcjonujących efektów. Ja bym powiedział, że uznaje się społecznie, że to
          mężczyznom nie powinno się zmieniać światopoglądu. Co innego kobietom, gdyż jako
          istoty podobno chwiejne są podatne na wszelkie zmiany.

          ad.2. No to jest problem. Bo rola kobiety w społeczeństwie przewiduje różne
          możliwości życia i realizacji, a męska rola już nie. Przecież nie tak dawno
          kobiety też miały jedynie słuszną rolę do spełnienia jako matki i żony w
          domowych jedynie pieleszach i zaszły głębokie zmiany w tym zakresie. Nie wierzę
          w słowa, że podobnie nie może się stać z rolą mężczyzny.
          • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 28.09.08, 10:57
            1. jest roznica pomiedzy zmiana obrazu swiata, jak na przyklad w CBT - swiat
            jest jaki jest, ale ty zle go oceniasz, a calkowitym przewartosciowaniem swiata.
            innymi slowy co innego poweidziec: tak, mezczyzna musi to i to, ale ty bierzesz
            to zbyt powaznie, a powiedziec: mezczyzna ma zupelnie inne role w zyciu. ten
            drugi wariant jest niezwykle inwazyjny, choc podnoszony w literaturze (b rzadko,
            ale sie zdarza).

            2. Oczywiscie, ze moze sie stac i mysle ze sie staje. cala idea 'new man' na
            Zachodzie Europy jest swietnym tego przykladem. choc ja lubie przyklad
            ekonomiczny. nie pamietam juz cyfr, ale przemysl kosmetyczny w iagu ostatnich
            raz zwielokrotnil podaz kosmetyukow wlasnie dla mezczyzn. jak bylem maly (nie az
            tak dawno), to mezczyzna mial smierdziec, a dezodorant byl dla kobiet. dzisiaj
            juz nie jest to takie oczywiste. tyle ze sa to powolne zmiany, jak wszystko w
            takich sytuacjach.
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Depresja Supermana 28.09.08, 11:11
              Panie profesorze,
              Przecież psychoterapeuta nie ma powiedzieć mężczyźnie:
              a) Ani: "Rola żywiciela rodziny jest jedyną rolą dla ciebie jako mężczyzny, więc
              psychoterapia cię poskłada do kupy i będziesz mógł tę z powrotem odgrywać".
              b) Ani: "Rola żywiciela rodziny jest absolutnie nie dla ciebie, musisz znaleźć
              sobie inną".
              Bo, jak pan słusznie zauważył, psychoterapeuta nie może narzucać światopoglądu
              pacjentowi.

              Natomiast psychoterapeuta jak najbardziej może pokazać pacjentowi możliwość
              zmiany światopoglądu. Decyzja zmiany należy do pacjenta, jeżeli np. dojdzie do
              wniosku, że ze starym światopoglądem zaczął źle się czuć. Psychoterapia ma
              pacjentowi pokazać, że WOLNO MU zarówno zostać przy starym światopoglądzie, jak
              i zmienić go na nowy.

              Jeżeli pan leczy pacjenta nie pokazując mu tych możliwości i tej wolności, to
              właśnie mu narzuca pan jeden światopogląd. Narzuca pan, choć nie wprost.
              • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 28.09.08, 11:20
                akceptuje to, co Pani mowi, tyle ze problem jest w wyznaczeniu granicy, o samej
                technice nie mowiac.

                do tego mozna dodac nastepujace. choc wiemy, ze psychoterapia dziala (cokowliek
                mialoby to znaczyc, jednak ludzie mowia ze im pomaga), to nie wiemy co dziala w
                psychoterapii, dlaczego dziala, jak dziala i na kogo dziala. rozczulilo mnie
                zreszta takie wyznanie Keitha DObsona na wykladzie w Krakowie. w takiej
                sytuacji, ciezko jest wyznaczac granice, nie?

                i moje prywatne, pol-naukowe zdanie to to, ze psychoterapia ma byc okazja do
                tego, zeby sie czlowiek wygadal. gadanie jest terapeutyczne.
                • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Depresja Supermana 28.09.08, 12:43
                  Zwracam uwagę, że granica - jeśli jest - to jest z dwóch stron. Jeżeli domyślnie
                  leczy pan z depresji jakiegoś maczo poprzez wciśnięcie go z powrotem do jego
                  maczystowskiego światka, to przemilcza pan istnienie innych światów (a naprawdę
                  nie trzeba lecieć na inną planetę, żeby zobaczyć, że mężczyźni mogą też żyć wg
                  innego modelu). Jeżeli np. jakiś psychoterapeuta leczy kobietę dręczoną
                  psychicznie przez męża, lecz przemilcza, że istnieje dla tej kobiety możliwość
                  rozwodu - to tak samo popełnia zaniechanie. Jeżeli z jednej strony - jak pan
                  mówi - granicą jest wciskanie pacjentowi odmiennego światopoglądu, to z drugiej
                  strony granicą jest rozmyślne przemilczanie istnienia innych światopoglądów,
                  spośród których pacjent w zasadzie mógłby wybrać.

                  Może się mylę, ale jak słyszę o "konieczności wyczucia granic", o nieetyczności
                  narzucania pacjentowi światopoglądu, to przechodzi mi przez myśl, że być może
                  jest to po prostu jakiś "dupochron" dla psychoterapeutów. Nie wiem przed czym:
                  Przed tym, żeby jakaś komisja etyki im czegoś nie zarzuciła? Czy może raczej w
                  ten sposób psychoterapeuta stara się chronić swój własny światopogląd? (Np.
                  terapeuta-katolik prywatnie deklaruje, że nie akceptuje rozwodów, ale czuje się
                  w tym przekonaniu niepewny, więc sam przed sobą musi tego stanowiska bronić.
                  Kosztem pacjenta. Albo terapeuta wychowany w tradycyjnej rodzinie nie akceptuje,
                  żeby mężczyzna odgrywał pewne role - i również musi bronić tego swojego obrazu
                  świata, aby mu się nie zachwiał.)
                  • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 28.09.08, 14:03
                    co do dupochronu to nie zgadzam sie zupelnie.

                    poza tym, ja sobie mysle, ze psychoterapia ma byc przede wszystkim okazja do
                    tego, zebym ja gadal, a nie psychoterapeuta udzielal mi dobrych rad, jak zyc. bo
                    to nie psychoterapeuta bedzie zyl moje zycie, tylko ja. co wiecej,
                    psychoterpeuta ma swoje preferencje, ulubienia, niecheci i nienawisci. jak juz
                    napisala em.si, nasze myslenie jest ideologiczne, rowniez psychoterapeuta nie
                    moze stanac obok siebie i nagle byc neutralnym.

                    i te przyklady, ktore Pani daje, sa bardzo dorbymi przykladami. i dobry
                    psychoterapeuta nie powienien narzucac swojego swiatopogladu klientowi. bo jest
                    w pozycji przewagi nad klientem. i jak dla mnie to nie chodzi o komisje etyczne,
                    ale wlasnie o to, bym to ja, klient, mogl sobie wypracowac swoj model swiata.

                    kiedys slyszalem lekarza, ktory agresywnie wrecz udowadnial, ze jedynie
                    wstrzemiezliwosc chroni przed HIV. my w UK 'wiemy' ze prezerwatywa wystarcza.
                    okazalo sie, ze lekarz jest tak bardzo wierzacym katolikiem, ze nie potrafi nim
                    przestac byc jako lekarz. nie podoba mi sie to, jednak w wypadku psychoterpeuty
                    mozna duzo krzywdy tym zrobic.
                    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Czy pan się w ogóle zna na psychoterapii? 28.09.08, 23:46
                      Panie profesorze, tak sobie z panem dyskutowałam, przez nieuwagę zakładając, że
                      skoro wypowiada się pan o depresjii i psychoterapii, to jest pan profesorem
                      psychologii. Aż doczytałam notkę na końcu artykułu i okazało się, że jest pan...
                      lingwistą. Jakie są pańskie kompetencje w doradzaniu, jak leczyć depresję i w
                      określaniu, jak powinna lub nie powinna wyglądać psychoterapia?

                      Teorie o psychoterapii wykładane przez lingwistę z natury rzeczy budzą mniejsze
                      zaufanie, niż wykładane przez psychologa.

                      Poniżej pewna socjolog zarzuca panu pewien błąd metodologiczny - wyciąga pan
                      zbyt ogólne wnioski o wszystkich mężczyznach z próbki zaledwie 30 przebadanych
                      mężczyzn, zresztą nie wiadomo w jaki sposób dobranej.

                      Ten detal (detal?) też nie budzi zaufania: Przeprowadził pan swoje badania w
                      sposób, który socjolodzy czy psycholodzy uznaliby za nienaukowy.

                      Jestem fizykiem i dyskutuję z lingwistą o psychoterapii. Kto z nas jest bardziej
                      kompetentny by napisać o niej książkę?
                      • darek.galasinski Re: Czy pan się w ogóle zna na psychoterapii? 29.09.08, 00:29
                        prosze mi wyjasnic co to znaczy znac sie na psychoterapii zatem. byc
                        psychoterapeuta?

                        ja tam o psychoterapii ksiazki pisac nie chce. mysle ze znam sie na tym lepiej
                        niz polowa psychoterapeutow. skromnie liczac. a Pani? gdybym sie jednak znal na
                        psychoterapii, to znalbym sie lepiej niz wiekszosc psychoterapeutow. bo inaczej
                        nie da sie napisac ksiazki o tym.

                        socjologowi odpowiedzialem na pytanie. a wywiad pol-ustrukturyzowany
                        (semi-structured) to jest metoda nienaukowa? no prosze, zawsze sie czegos nowego
                        mozna dowiedziec. rozumiem tez ze psychologia i socjologia jakosciowa nie
                        istnieja tak? Tacy Schutze, Garfinkel, Goffman, Cicourel, Hymes to wszystko
                        ilosciowcy (choc nie wszyscy robili wywiady)? bardzo prosze, jelsi juz Pani chce
                        mi przywalic, co chetnie przyjme na szczeke, to prosze zrobic to porzadnie.

                        i na koniec. ja nikomu nie doradzam jak leczyc depresje. to co mowie to to, ze
                        psychiatria moze skorzystac z takiego zwyklego lingwisty jak ja i sie czegos
                        dowiedziec. byc moze nie mam racji, ale to wtedy psychiatria powinna to wykazac.
                        i jak wykaze to ja posypie glowe popiolem. poki co, psychiatria ma male pojecie
                        na miedzy innymi na temat depresji (wyleczalnosc 50 proc, a jak sie poszpera
                        daelj i zobaczy statystyki nawrotow choroby, dane sa jeszcze gorsze), no to moze
                        warto by posluchac innych.

                        • mary_sio Re: Czy pan się w ogóle zna na psychoterapii? 29.09.08, 09:53
                          Szanowny Panie Profesorze, jeśli na prostą wątpiwość, wyrażoną przez
                          przedmówczynię, reaguje Pan - osoba, która teoretycznie powinna
                          wiedzieć, ile ważą słowa - nieskrywaną agresją werbalną, przestaje
                          Pan być autorytetem Nauki, samym sobą dowodząc antytezy własnych
                          poglądów.
                          • darek.galasinski Re: Czy pan się w ogóle zna na psychoterapii? 29.09.08, 10:07
                            z pokora przyjmuje te slowa, ale.....

                            1. ja nie jestem autorytetem nauki i mysle, ze sie nie kreuje nan, ba nawet nie
                            chce nim byc - ja nie chce miec patentu na racje, wole rozmawiac.
                            2. pytanie: czy pan sie w ogole zna....nie jest 'prosta watpliwoscia' tylko
                            agresywna zaczepka, szczegolnie w tym kontekscie.
                            3. mam przekonanie, ze moja riposta byla proporcjonalna
                            4. nie cierpie rozmow, w ktorych wszyscy sie zgadzaja ze soba, a to, ze sie nie
                            zgadzaja ukrywaja pod tym.
                            5. dopoty odpowiedz jest ad rem (a pytanie takie bylo, tak nawiasem), a nie ad
                            personam, agresja w debacie jest wrecz dobra, wskazuje na pasje dyskutanta.

                            bardzo by bylo mi milo, gdybym Pania przekonal, jesli mi sie nie uda, to sie nie
                            uda.
                            • mary_sio Re: Czy pan się w ogóle zna na psychoterapii? 29.09.08, 15:24
                              darek.galasinski napisał:

                              > ja nie chce miec patentu na racje, wole rozmawiac.
                              a ja lubię się czepiać :)) najczęściej zupełnie bezpodstawnie.
                              Wielkie dzięki za wyjaśnienia, bardzo przepraszam i pozdrawiam.
              • em.si Re: Depresja Supermana 28.09.08, 11:31
                ok, tylko powstaje pytanie, jakie możliwości pokazujemy pacjentowi. to co my widzimy jako alterantywe niekoniecznie musi byc jedyną możliwą droga!
                jak dla mnie, z psychoterapii robi sie w takiej sytuacji poradnictwo.
                • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 28.09.08, 11:36
                  em.si, zno pani wraca. ciesze sie.

                  dla mnie problem jest jednak inny. otoz jako ze nie ma psychoterapii w ogole,
                  tylko jest zawsze jakis system, no to owe pokazywane drogi musza byc z
                  koniecznosci w ramach systemu. systemowcy beda mowic o rodzinie, CBT o
                  postrzeganiu rzeczywistosci, a psychodnamicy o matce :-). wiem, troche
                  upraszczam, ale tylko troche.

                  • em.si Re: Depresja Supermana 28.09.08, 11:47
                    jak temat interesujący to sie wraca... :)

                    i zgadzam sie z Profesorem, pomaganie jest zawsze w ramach systemu, jednak jak dla mnie to pierwsza wrastwa, potem jest jednak to, co my akurat dostrzezemy i co uznamy za "alternatywne" w ramach owego systemu.

                    i ja wiem ze psychoterapia jest "autorska", ze jest swego rodzaju "sztuka", mysle jednak ze nalezy pamietac o tym, ze w naszych pogladach jesteśmy siłą rzeczy ideologiczni.

                    • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 28.09.08, 13:42
                      z ta ideologicznoscia, to jakbym slyszal siebie na wykladach....hm...

                      no ale nie mozna wyjsc poza system nie? psychodynamik nie moze nagle sie stac
                      kognitywny. bo to swiaty rownolegle
                  • adept_ltd1_net Re: Depresja Supermana 28.09.08, 12:01
                    to może to jest tak, że chodzi po prostu o zmianę. Chorobę można by potraktować
                    jako dojście do pewnej granicy w ramach jednej narracji (pomijam zupełnie
                    kwestię, czy prawdziwej, czy nie, raczej traktowałbym te narracje po lacanowsku
                    jako próby symbolizacji tego, czego nie da się wypowiedzieć) i funkcją terapii
                    (obojętnie jakiej) byłaby zmiana narracja, danie sposobu na opowiedzenie tego,
                    co było, w innym języku??? Myśli Pan (też wolę dystans), że można by tak to
                    określić? (choć z drugiej strony te terapie bazują na konkretnych
                    doświadczeniach i usiłują do nich - jako prawdziwych - dotrzeć...). Tak też
                    byłoby z męską depresją (w takim rozumieniu, jakie Pan proponuje)- terapia
                    mogłaby pokazywać różne wzorce męskości - mam wrażenie, że Pańscy ankietowani
                    trwali przy mocno tradycyjnym jej modelu.
                    • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 28.09.08, 13:49
                      mnie sie bardzo podoba idea psychoterapii jako zmiany w narracji. bardzo! z
                      dwoch powodow. po pierwsze dlatego, ze zalozenia psychoterapii sa niezwykle
                      problematyczne i nie maja dobrego podloza empirycznego. co zatem zmieniamy?
                      psychike? najpioerw trza by te psychike znalezc.

                      po drugie dlatego, ze ta zmiana narracji jest w rzeczywsitosci jedynym
                      mierzalnym skutkiem, przynajmniej w ramach relacji psychoterapeutczynej.

                      i na koniec, tak, ci 'moi' mezczyzni byli bardzo mocno zakorzenieni w jednym
                      modelu, ja tu bym uzyl giddensowkiego pojecia metanarracji (jako narracji
                      narracji, narracji na poziomie opisu calego swiata). przy czym ja bardzo nie
                      nawet sprawic wrazenia, ze ja to w jakis sposob oceniam, tak nie jest. ja mysle
                      nawet, ze wyjscie poza ten model jest albo sakramencko trudno, albo niemozliwe.
                      wszak musi sie znalezc jakas inna metanarracja, ktora by zastapila te
                      dominujaca. a skad je wziac, jesli nie z zasobow spolecznych, a w zasobach
                      spolecznych w Polsce, trudno o wyrazy i silny konkurenycjny model meskosci.
                      • unlord Re: Depresja Supermana 28.09.08, 14:37
                        pomysl terapii opartej na narracji bardzo mi sie podoba, ale chyba jest pewien problem. wydaje mi sie, ze taki sposob powinien byc oparty na negocjacji pomiedzy terapeuta a pacjentem, czyli na relacji partnerskiej. W rzeczywistosci to terapeuta jest postrzegany jako ten 'wazniejszy'. I wlasnie dlatego obawiam sie, ze bardziej terapia bedzie przypominac cos na ksztalt poznawczo-behawioralnej, gdzie sposob widzenia swiata jest narzucany przez terapeute, niz 'partnerska' terapie.

                        pozdrawiam
                        • adept_ltd1_net Re: Depresja Supermana 28.09.08, 16:10
                          ostatecznie nie można wykluczyć, że (jakiś) pacjent potrzebuje mocnego terapeuty...
                          Jest tu mowa na forum o ontologii (wyjątkowo przeze mnie nielubianej) i to chyba
                          zależy, czy przyjmiemy, że jakaś mocna ontologia warunkuje chorobę (i wtedy
                          chyba pozostają tylko leki), czy przyjmiemy, że warunkuje ją słabsza ontologia
                          (doświadczenie) czy jeszcze słabsza - doświadczenie kulturowe, a więc to co
                          buduje/rujnuje naszą tożsamość. W tych ostatnich przypadkach, zwłaszcza w
                          ostatnim,terapia powinna być (chyba) czymś otwartym i nieprzewidywalny, a więc
                          taką wymianą narracji czy otwieraniem narracji jako sposoby rozumienia siebie i
                          otoczenia.

                          A wracając jeszcze do wywiadu z prof. Galasińskim, ciekawe byłoby porównanie
                          męskich depresji z różnych kręgów językowych (kulturowych).
                      • kala.fior Re: Depresja Supermana 28.09.08, 19:36

                        > po drugie dlatego, ze ta zmiana narracji jest w rzeczywsitosci jedynym
                        > mierzalnym skutkiem, przynajmniej w ramach relacji psychoterapeutczynej.
                        >
                        > i na koniec, tak, ci 'moi' mezczyzni byli bardzo mocno zakorzenieni w jednym
                        > modelu, ja tu bym uzyl giddensowkiego pojecia metanarracji (jako narracji
                        > narracji, narracji na poziomie opisu calego swiata). przy czym ja bardzo nie
                        > nawet sprawic wrazenia, ze ja to w jakis sposob oceniam, tak nie jest. ja mysle
                        > nawet, ze wyjscie poza ten model jest albo sakramencko trudno, albo niemozliwe.
                        > wszak musi sie znalezc jakas inna metanarracja, ktora by zastapila te
                        > dominujaca. a skad je wziac, jesli nie z zasobow spolecznych, a w zasobach
                        > spolecznych w Polsce, trudno o wyrazy i silny konkurenycjny model meskosci.

                        Bardzo by było interesujące dowidzieć się jak ci Panowie patrzą na siebie, na
                        to co im się wydarzyło i otoczenia po wyzdrowieniu (czego im życzę z całego
                        serca). Co się zmienili bo coś napewno musiało.



    • ojapierdziu Re: Depresja Supermana 26.09.08, 17:43
      Bardzo dobry artykuł, ale na Boga...

      A silne genetyczne predyspozycje do chorób (schizofrenia występuje u 70 proc.
      bliźniąt jednojajowych)

      To chyba chodziło o ryzyko zachorowania drugiego bliźniaka gdy pierwszy choruje
      na schizofrenię ;)
      • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 26.09.08, 19:34
        no ja o depresji, a nie schi. ale...chetnie zobacze badania, w ktorych to
        stwierdzono. bo z tego co wiem, do stwierdzenia to jeszce nam daleko. poza tym
        badania tego typu obarczone sa kilkoma problemami.

        1. jesli blizniaki sa wychowywane razem, to skad wiadomo ze to geny, a nie
        srdodowisko. badania w ktorych tacy ludzie nie byli wychowywani razem, sa
        obciazone pooteznymi bledami zazwyczaj.

        2. badania pokazuja 'genetycznosc' DIAGNOZY schi, a nie samej choroby. to
        roznica kolosalna, bo jest cala biblioteka badan wskazujaca na problematycznosc
        diagnozy, jej politycznosc (np. mezczyni wyksztalceni czesciej sa diagnozowani
        na depresje,a mezczyzni niewyksztalceni na schi).

        3. zachecam do czytania Boyle, Schizophrenia: a scientific illusion. to
        najlepsza krytyka badan na schi, jaka znam.
    • timoszyk Re: Depresja Supermana 26.09.08, 18:08
      Autor tych mysli wydaje sie oddzielac "umysl" od mozgu. Nie jest jedynym. Mozna
      przeczytac wiele dziel psychiatrow, gdzie o mozgu ani slowa, tak ja gdyby mozg
      naszym "umyslem" nie sterowal.
      Nie wydaje mi sie, by ten kierunek "myslenia" mogl doprowadzic do czegos
      pozytecznego, chociaz moze poprawic nastroj wielu ludziom.

      Waclaw Timoszyk
      • charioteer Re: Depresja Supermana 26.09.08, 18:14
        Najciekawiej jest, kiedy dane behawioralne pokazuja co innego niz
        neuroobrazowanie. Artefakt?
      • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 26.09.08, 19:47
        mysle ze ciezko wykazac ze mozg STERUJE umyslem.

        ja znam rowniez cala mase prac psychiatrow, w ktorych mowi sie tylko o mozgu. i
        ten kierunek niespecjalnie prowadzi do jakichs wiekszych sukcesow w leczeniu
        psychiatrii.

        a tak w ogole, to psychoterapia to dzialanie bezposrednio na mozg, tak?
        • abel.warlord Re: Depresja Supermana 26.09.08, 20:56
          darek.galasinski napisał:

          > mysle ze ciezko wykazac ze mozg STERUJE umyslem.

          Zupełnie wystarcza, że mózgi sterują nami w naszych głupich i
          mądrych działaniach, w tym rozmowach.



          > ja znam rowniez cala mase prac psychiatrow, w ktorych mowi sie
          tylko o mozgu. i
          > ten kierunek niespecjalnie prowadzi do jakichs wiekszych sukcesow
          w leczeniu
          > psychiatrii.

          Tutaj się powiem tylko tyle, że powyżej napisane zdaje mi się być
          zaskakujące i ryzykowne. Obawiam się, że niewiele miałbgym do
          dodania.


          > a tak w ogole, to psychoterapia to dzialanie bezposrednio na mozg,
          tak?

          Poniekąd tak, w każdym razie dużo, dużo bardziej bezpośrednie niż
          pigułki w neutralnej otoczce, które dopiero rozpuszczając się w
          żołądku (czy gdziekolwiek...) wpłyną na mózg biochemicznie.

          Jeśli Pana rozważania, zresztą ciekawe i wartościowe, należy
          interpretować tak, że opowiada się Pan za nieco dalej idącą
          wstrzemięźliwością w stosowaniu leczenia farmakologicznego w
          chorobach psychicznych, to byłbym skłonny być - w granicach
          rozsądku - za, a nawet byłbym skłonny taką samą politykę zalecać dla
          chorób somatycznych.
          • moczadlo Re: Depresja Supermana 26.09.08, 23:31
            Wydaje się, że w sporach, co jest pierwsze: umysł czy mózg, należałoby się przyjrzeć bliżej paradygmatom narzucającym nam jednostronne odpowiedzi.

            Stare dualistyczne przeciwstawienie duszy i ciała kryjące się za umysłem i mózgiem, w zderzeniu z prostymi faktami oraz nauką współczesną nie wytrzymuje próby.

            Należałoby raczej zastanowić się nad drogą monistyczną, jednak - pomimo tego, że jestem filozofem - nie potrafię wskazać dokładnie w jakim modelu ontologicznym mogłaby się ona mieścić. Być może jest to potrzeba, która znajdzie swoją odpowiedź w koncepcji nowej, ale jeszcze nieopracowanej przez nikogo.

            Jednak można zgodzić się z twierdzeniem, że całkowicie materialistyczne wyjaśnienie, ani też - powiedzmy - psychologistyczne nie wystarcza i wydaje się być w tym wypadku aspektowe, ślepe na fakty wynikające z innej perspektywy. Zaznaczam, że nie dotyczy to tylko funkcjonowania nauk o człowieku jak np. psychiatrii, (gdzie ta aspektowość jest najbardziej wyraźna), ale dotyczy też dziedzin bardziej podstawowych.
            • abel.warlord Re: Depresja Supermana 27.09.08, 00:31
              Pragmatyczne potrzeby wielu różnych skądinąd nauk będą miały więcej
              wspólnego z wymogami codziennego życia niż z prawdziwością
              określonej hipotezy ontologicznej.
              Mam tu na myśli na przykład to, że historyk czy lingwista słusznie
              zignoruje stan połączeń neuronów (aż po jego aspekty kwantowe)
              danego mózgu. Próba dociekań nad zmieniającymi się w ułamkach sekund
              stanami architektury neuronalnej prezydenta Gabriela Narutowicza z
              dużym prawdopodobvieństwem pozostanie na zawsze absurdalna, a w
              każdym razie jest absurdalna na obecna chwilę.

              Czy z tej absurdalności wynika coś dla samej ontologii? Moim zdaniem
              niewiele.
              • moczadlo Re: Depresja Supermana 28.09.08, 15:06
                Zgadzam się oczywiście, że prawdziwość hipotezy ontologicznej jest sprawą
                wtórną. Problem jednak polega na tym, że pragmatyczne potrzeby nauk od ontologii
                nie są w stanie uciec. Inaczej mówiąc ontologia wciska się nawet wtedy, gdy
                uprawiający naukę sobie mogą z tego nie zdawać sprawy. Samo postawienie problemu
                zakłada określoną ontologię.

                W podanym przykładzie absurdalności sprawdzania stanów neuronalnych Narutowicza
                dla ontologii wynika przynajmniej to, że pozostawanie przy ontologicznej
                opozycji "neuron"-"myśli Narutowicza" (dualizm psychofizyczny) jest właśnie
                absurdalne i nieefektywne naukowo. Inaczej mówiąc założenie określonej ontologii
                może mieć w niektórych zagadnieniach naukowych skutek pragmatyczny. Dlatego
                warto czasem przemyśleć założenia ontologiczne stawianych w danej dziedzinie
                naukowej problemów. Nawet tych pragmatycznych.
                • europitek Re: Depresja Supermana 28.09.08, 16:23
                  Człowieku! Życiem własnym i całej rodziny ryzykujesz twierdząc, że filozofia ma jakiekolwiek związki z czymkolwiek oprócz samej siebie. Sprawdź czy masz na wyposażeniu hełm, kamizelkę kuloodporną i kapok. Mnie się zawsze po takich oświadczeniach przydają. Jeśli nie masz w/w opancerzenia, to możesz jedynie liczyć na to, że ujdziesz z życiem dzięki nieuwadze przedstawicieli "prawdziwej nauki". Czasami mam nawet wrażenie, że filozofowie powinni zejść do podziemia, a wydziały na uniwersytetach należałoby zastąpić "tajnymi kompletami", jak w czasie okupacji.

                  PS. Nie przejmuj się tym, co piszę, bo to może być przejaw (mojego) zbytniego przejęcia się tematem wątku skutkującego (tego przejęcia sie) depresyjnym przegięciem.
                  • moczadlo Re: Depresja Supermana 28.09.08, 17:34
                    To przecież oczywiste, że się odpowiednio wyposażyłem, a po napisaniu posta
                    udałem w nieznanym kierunku myląc tropy, gasząc przedtem światło i podrzuciłem
                    jeszcze parę nieprawdziwych poszlak.

                    Mimozy się zaczynają, trzeba uważać na depresję, która zdaje mi się w większym
                    stopniu chorobą sensu, niż ustawicznego smutku. Ale ja się nie znam, jestem
                    przedstawicielem tej na szczęście "nieprawdziwej" i nawet nie nauki.
                    • europitek Re: Depresja Supermana 29.09.08, 00:32
                      Z tym sensem/smutkiem to może być różnie, co wiem z naocznych obserwacji - u jednych jest smutek, a u innych brak celu (sensu). Zauważyłem też, że ten smutek jest znacznie gorszy - ciągnie się za człowiekiem przez całe życie. Netomiast brak sensu daje się wyuliminować nawet własnymi siłami. Ale to tylko obserwacje jednostkowe i w dodatku zrobione też przez "przedstawiciela".

                      Ludzie i tak nie mają tak całkiem żle. U szympansów depresja może zakończyć się śmiercią (zamartwienie się na śmierć) - zaobserwowano taki przypadek w naturze.

                      PS. Z pierwszego akapitu wnoszę, że jesteś doświadczonym "przedstawicielem".
        • timoszyk Re: Depresja Supermana 27.09.08, 20:28
          darek.galasinski napisał:

          > mysle ze ciezko wykazac ze mozg STERUJE umyslem.
          >
          > ja znam rowniez cala mase prac psychiatrow, w ktorych mowi sie tylko o mozgu. i
          > ten kierunek niespecjalnie prowadzi do jakichs wiekszych sukcesow w leczeniu
          > psychiatrii.
          >
          > a tak w ogole, to psychoterapia to dzialanie bezposrednio na mozg, tak?

          To co w takim razie steruje naszym zachowaniem? Watroba, czy trzustka? Kiedys
          myslano, ze serce.
          Mozg jest piekielnie skomplikowany i dlugo jeszcze jego badanie nei przyniesie
          oszolamiajacych rezultatow. W miedzyczasie wielu zamawiaczy zebow zrobi fortune
          na naiwnych pacjentach, a glownie na ich rodzinach.

          Waclaw Timoszyk
          • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 27.09.08, 20:44
            prosze zdefiniowac 'steruje'.

            bo wie Pan, mozna calkiem latwo dowodzic, ze steruja nami rodzice, reklamodawcy,
            religia itd itd. psychologia reklamy, wplywu spolecznego, propagandy maja sie
            calkiem niezle. i bynajmniej nie odwoluja do mozgu. a jak przegladnie Pan fora
            na GW, okaze sie jeszcze ze steruja Michnik, Rydzyk, GW, ND (niepotrzebne skreslic).

            a co do watroby prosze pana, to bol watroby czy trzustki potrafi calkiem niezle
            zawladnac czlowiekiem. podobnie jak inne bole. podobnie glod. to czy czlowiek
            oszalaly z glodyu, ktory zaczyna jesc innego, sterowany jest przez glod czy
            przez mozg? i co to tak dokladnie znaczy?

            a gdy dotykamy cos goracego i reka sie cofa zanim zdazymy pomyslec, to mozg?
            podobno refleks nastepuje bez udzialu mozgu. to co nami steruje?

            to, ze najprawdopodobniej wiekszosc informacji przetwarzana jest przez mozg, nie
            znaczy ze mozg steruje, co?
    • hammeronidiots Male shovinist pigs! 26.09.08, 19:48
      A co z depresja BIONIC WOMAN?
      film.wp.pl/id,26592,title,Bionic-Woman,film.html?ticaid=16adb
      • hammeronidiots Re: Male shovinist pigs! 26.09.08, 19:49
        Tez:
        www.imdb.com/title/tt0073965/
    • funstein Depresja Supermana 26.09.08, 20:36
      Panie profesorze - mam pytanie - dlaczego zdrowy mozg jest szaroniebieski a
      chory mozg jest szarorozowy?
      Co to za skladnik czyni mozg niebieskawym, a watrobe brazowa?
      Dlaczego jesli watroba jest stluszczona to mozg jest szarorozowy?
      Dlaczego sredni wiek kobiet zapadajacych na choroby psychiczne jest
      o 10 lat wiekszy niz u mezczyzn?

      Co takiego jest w nasieniu co jest tez w mozgu, watrobie i nerkach?

      dlaczego Biblia twierdzi, ze "Onana zabil Pan" ?

      dlaczego Odyseusz przez wiele lat sie blakal po swiecie zanim wrocil do domu?

      Dlaczego Ikar zginal a Dedal przetrwal?

      Czym Mojzesz uzdrawial ukaszonych Izraelitow?

      No i dlaczego Prometeuszowi sep _CO_RANO_ wyjadal watrobe?
      i z jakiego bogactwa slynie Kaukaz od starozytnosci.

      jak juz Pan znajdzie odpowiedzi na te pytania to bedzie Pan
      wiedzial co pisac o depresji i metodach jej leczenia.
      • charioteer Re: Depresja Supermana 26.09.08, 21:08
        funstein napisał:

        > Panie profesorze - mam pytanie - dlaczego zdrowy mozg jest szaroniebieski a
        > chory mozg jest szarorozowy?

        Zdrowy jest szarozowy, martwy jest szaroniebieski.
        • funstein Re: Depresja Supermana 26.09.08, 21:15
          zywy i zdrowy jest szaroniebieski.

          rozowy mozg jest zaglodzony - brakuje w nim pewnego niebieskiego bialka.
      • buhaj_z_rogiem No i najważniejsze pytanie: 26.09.08, 23:14
        gdzie jest Nemo?!
    • strangeday Mężczyzna w depresji przestaje być mężczyzną 26.09.08, 21:52
      Ale co chodzi ? Ten sam artykuł czytałem juz sporo wcześniej zdaje
      sie zupełnie gdzie indziej!
      • strangeday Re: Mężczyzna w depresji przestaje być mężczyzną 26.09.08, 23:12
        a, ok - jest notatka na końcu, zwracam honor! :)
    • dionizy24 Mężczyzna w depresji przestaje być mężczyzną 26.09.08, 22:04
      Platforma i depresja wykończy połowe Polaków.
      Jak można żyć za 516 zł renty,
      Jak zapłacić światło gaz i wyżywić się.
      Jak można patrzeć i słuchać o ciągłych nadużyciach, kradzieżach milionów.
      Jak można patrzeć jak leniwy poseł śpi na obradach sejmu, lub nie uczestniczy
      w obradach a bierze dietę.
      Jak można ufać Premierowi który kłamie w orędziu i cały czas.
      Jak można otwierać boiska na wsi jak dzieci mają ruch aż nadto a w brzuch im
      burczy z głodu.
      Jak można 3 razy w roku podnosić cenę gazu , prądu , leków a żywność drożeje
      co tydzień,
      Ludzie tego nie wytrzymają i kiedyś powiedzą dość.
      Co będzie wtedy, krew się poleje.
      Czy Platforma o tym nie pomyślała, czy liczą się tylko lekarze, nauczyciele,
      sądownictwo skorumpowane.
      Dlaczego Polacy wygrali wojne ? - bo byli uciśnieni.
      Inteligienci nie będą Was bronić, bieda zrobi wszystko.
      Rozpaczony.
    • senta.fa Uwaga!!! Ostrzegam, że to propaganda! 26.09.08, 22:54
      Uwaga!!! Ostrzegam, że to propaganda! I to bardzo, bardzo plugawa - kosztem chorych mężczyzn promuje się feminizm i ich pseudonaukowe teoryjki w rodzaju "płci kulturowej".

      Związek matki z dzieckiem uwarunkowany kulturowo? Przecież to trzeba mieć nie po kolei pod czapką, żeby coś takiego powiedzieć czy opublikować. Wyborcza schodzi na psy, to są już intelektualne niziny - taka jest prawda. Co ciekawe, czytelnikom wciąż się wydaje, że obcują z gazeta na poziomie.
      • darek.galasinski Re: Uwaga!!! Ostrzegam, że to propaganda! 26.09.08, 23:32
        no to raczej ja, a nie Wyborcza. prosze laskawie nie obarczac GW
        odpowiedzialnoscia za to, co ja mowie.

        a co do zwiazku matki z dzieckiem, to jasne ze jest uwarunkowany kulturowo i to
        sie da nawet udowodnic.

        natomiast, jako ze RP mamy do czynienia z pluralizmem medialnym, prosze sie
        laskawie nie katowac tym obcowaniem.
        • senta.fa Re: Uwaga!!! Ostrzegam, że to propaganda! 26.09.08, 23:55
          > no to raczej ja, a nie Wyborcza. prosze laskawie nie obarczac GW
          > odpowiedzialnoscia za to, co ja mowie.

          Ale to GW to drukuje i promuje w Internecie, nie?

          > a co do zwiazku matki z dzieckiem, to jasne ze jest uwarunkowany kulturowo i to
          > sie da nawet udowodnic.

          Wszystko się "da udowodnić" pseudonaukowych koncepcjach typu gender. Tyle że nikt jeszcze tych dowodów nie uświadczył. Zresztą stoją one w sprzeczności chociażby z antropologią fizyczną, która jest starą, poczciwą, weryfikowalną nauką. W przeciwieństwie do psychologii i tak zwanych nauk społecznych.

          > natomiast, jako ze RP mamy do czynienia z pluralizmem medialnym, prosze sie
          > laskawie nie katowac tym obcowaniem.

          Standardowy tekst. Ja po prostu ostrzegam, że to feministyczna propaganda. Zresztą jeszcze że do jakiejś gazety mam stosunek krytyczny, nie znaczy, iż mam jej nie czytać. Nawet lepiej - zmusza do myślenia. Po co czytać artykuły, z którymi człowiek się zgadza?

          Miałem tego co prawda nie robić, ale poniżę się wobec forumowiczów do zwierzeń: cierpię na depresję od 3 lat. Naprawdę gadanie o "płci kulturowej" nie rozwiązuje problemu. Nie przeczę, może coś jest na rzeczy, ale to takim jak ja nie pomaga. Zresztą... na depresję nic nie pomoże; nie ma nadziei ani ratunku. Lepiej się z tym pogodzić, zamiast się łudzić. Skoro mówimy o płci: mężczyzna nie powinien się łudzić.

          PS Pierwszy raz widzę profesora, który zdania rozpoczyna małą literą. Ja mam jedynie maturę co prawda, ale zawsze mi się wydawało, że tak się nie robi.
          • darek.galasinski Re: Uwaga!!! Ostrzegam, że to propaganda! 27.09.08, 00:06
            otoz dowody uswiadczyl, jesli laskawy Pan czyta po angielsku, chetnie podam
            odnosniki.

            a poki co, zamiast pisac o pseudonaukowosci, to zalecam odrobine pokory wobec
            nauki. bynajmniej nie mnie, ale ogromu wiedzy, ktory tworza ludzie
            nieporownywalnie madrzejsci niz Pan czy ja. i bardzo prosze zsotawic
            antropologie fizyczna, bo ona nie ma tu nic do czynienia.

            jest mi niezmiernie przykro, ze nie pasuje laskawemu Panu do obrazu profesora. z
            uczciwosci akademickiej dodam, ze mowie rowniez 'ku...', rowniez na wykladach.
            mowie Panu, ruja i porobstwo.
            • senta.fa Re: Uwaga!!! Ostrzegam, że to propaganda! 27.09.08, 00:17
              1. To fantastycznie, że mówi pan słowa na "k", również na wykładach. Jednak z profesorskiego wywyższania się coś Panu zostało - na forach internetowych nie ma zwyczaju zwracania się per "pan". Ale dobrze - niech będzie. Zapewniam, że nie warto mnie oskarżać o brak pokory wobec nauki. Problem jest inny - nie zawsze do końca jestem pewien, co jest, a co nie jest nauką. To jest problem. Skoro dożyliśmy czasów, w których weryfikowalność nie kryterium tego, czy coś jest nauką, to ja dziękuję za taką naukę.

              2. Natomiast antropologia fizyczna ma tu bardzo dużo do rzeczy, ponieważ mówi m.in. o różnicach u płci, które wynikają np. z budowy mózgu, hormonów itp. Feministki (oraz dyspozycyjni wobec nich naukowcy) to ignorują, mówiąc o "płci kulturowej".

              3. Łaskawy Pan czyta po angielsku i chętnie linki zobaczy. Nie wiem, skąd ta pogarda w stosunku do mnie. Powiem prosto z mostu: masz mnie, gościu, za debila, bo nie mam tytułu naukowego? Miło z Twojej strony.

              4. Ciekawe swoją drogą, cóż to za twór, ta "uczciwość akademicka".

              PS Skończymy już te przytyki personalne, bo to naprawdę jest cokolwiek śmieszne. I, co tu dużo gadać, w czym jak w czym, ale w tym Pan szans ze mną niestety nie ma zbyt wielkich. ;)
              • darek.galasinski Re: Uwaga!!! Ostrzegam, że to propaganda! 27.09.08, 00:31
                1. z calym szacunkiem, bede sobie mowil na forach jak mi sie podoba.
                2. zachecam do poczytania literatury, bo poki co banialuki Pan gada o plci i co
                najwyzej wskazuje Pan, ze nie ma pojecia o wspolczesnej nauce o plci.
                3. wszystko co poweidzialem to to, ze moge dac odnosniki, ale skoro to jest
                obrazliwe, chetnie przepraszam. nie wyrazilem sie zupelnie na temat Pana wiedzy,
                intelgencji i w ogole na temat Pana. co do literatury, polecam ksiazke Stearns'a
                i Harre (tinyurl.com/4galqs).

                tak, skoro nie mam szans i przegralem, to juz trabie do odwrotu. dziekuje za
                wymiane.
                • senta.fa Re: Uwaga!!! Ostrzegam, że to propaganda! 27.09.08, 00:33
                  Nie mam niestety siły pisać dalej, przykro mi. Możemy się umówić, że dwói mi Pan profesor nie wpisze do indeksu? Byłbym wdzięczny.
      • europitek Re: Uwaga!!! Ostrzegam, że to propaganda! 27.09.08, 03:42
        W Amazonii mieszka sobie takie dziwne plemię ... Mężczyzna w czasie porodu (oczywisćie rodzi kobieta) zalega w połogu na około tydzień. W tym czasie sąsiedzi nawiedzają go często i starają się podtrzymać jego słabą kondycję. Oczywiście kobieta nazajutrz po porodzie wraca do swoich codziennych obowiązków jako niezwiązana z faktem "ciężkiego porodu", jaki przeszedł jej facet.
        Prawda, że ciekawe?
    • gloomyplace .................... 26.09.08, 23:26
      Jestem mężczyzną, mam nawracające epizody depresyjne, ze wszystkich sił, które mi wtedy pozostają, staram się nie stracić pracy. Przez to nie mam już siły ani chęci na nic innego, mam cholernie obniżony nastrój i brakuje mi właśnie tej radości z życia. Prędzej czy później nie dam rady łużej udawać, że wszystko jest OK i ciągnąć tej roboty. Jestem samotny, nikt się o mnie nie zatroszczy, jeśli zostanę bezrobotnym, więc praca to dla mnie kwestia przetrwania.
      Ta historia nie ma końca, ja znalazłem się w potrzasku; coraz bardziej sam, a dookoła obce miasto...
      • darek.galasinski Re: .................... 27.09.08, 00:01
        na to mozna odpowiedziec tylko prywatnie.
    • sany666 Wszyscy lingwiści to porządne chłopy (Chomsky!) 27.09.08, 00:51
      A wszyscy psychiatrzy to wariaci.
      • syn_jana Re: Wszyscy lingwiści to porządne chłopy (Chomsky 27.09.08, 12:30
        Ja byłbym bliższy stwierdzeniu, że to Chomsky jest wariatem.
        • dalatata Re: Wszyscy lingwiści to porządne chłopy (Chomsky 27.09.08, 12:47
          jasne, przeciez to tylko najwiekszy lingwista XX wieku. no ale zlustrowany nie
          byl....
          • europitek Re: Wszyscy lingwiści to porządne chłopy (Chomsky 28.09.08, 03:45
            A komisja McCarthy'ego (czy jakoś podobnie) nie mogła się nim zająć w odpowiednim czasie?
            • charioteer Re: Wszyscy lingwiści to porządne chłopy (Chomsky 28.09.08, 12:06
              Wtedy to on byl jeszcze mlody i nie zajmowal sie polityka. Grzecznie pisal
              magisterium, a potem doktorat. Zhipisial tak kolo czterdziestki.
    • kkrolewna Depresja Supermana 27.09.08, 02:07
      Ciekawy artykul. Chociaz moze troche tak ciagle o tym samym, moze
      wystarczyloby raz powiedziec glowna teze a potem podac konkretne
      egzemplifikacje. Ale i tak ciekawy :)))
      Mialam okazje znac kilku psychiatrow (takich "teoretyzujacych", tj.
      ze swiadomoscia metodologiczna) i pan Galasinski potwierdza tylko,
      ze sa to niebanalni ludzie. Tak samo jak niebanalna jest
      psychiatria.
      Pozdrawiam.
    • wachu1979 Depresja Supermana 27.09.08, 22:18
      Panie Profesorze, wiele prawdy w tym co Pan pisze, zaiste.
      To, że zmieniając status kobiety w społeczeństwie można
      przeciwdziałać chorobie - zgadzam się jak najbardziej.
      To, że na depresję choruje dwa razy więcej kobiet niż mężczyzn -
      nie wierzę absolutnie
      To, że choroba psychiczna (szczególnie u mężczyzny) jest na samym
      dole drabiny praw - podpisuję się wszystkimi kończynami jakie
      posiadam
      Wiele jeszcze Pana opinii jest, moim skromnym zdaniem, jak
      najbardziej słusznych.
      Mam jednak pewne „ale” i pozwolę sobie o tym napisać, choć nie
      jestem ani psychiatrą, ani psychologiem (ani lingwistąJ).
      Po pierwsze strasznie upiera się Pan przy roli pracy jako sposobie
      wyjścia chorego mężczyzny z depresji. Pisze Pan, że przeprowadził
      wywiady z prawie 30 mężczyznami oraz otrzymał kilka listów mężczyzn
      w depresji i kilka listów od kobiet, które żyją lub żyły z
      mężczyznami w depresji. Dla mnie (jestem socjologiem) nie jest to na
      tyle obszerny materiał badawczy, żeby wysuwać tak daleko idące
      wnioski. Wcześniej broni się Pan przed generalizacjami, mówiąc o
      kulturowym, czy też społecznym aspekcie choroby, a następnie sam Pan
      wprowadza jakże cudną generalizację. Dajmy facetowi pracę, a
      wszystko będzie dobrze.
      Zdaję sobie sprawę, że presja bycia „prawdziwym mężczyzną” jest we
      współczesnym świecie ogromna, wierzę nawet, że dla wielu mężczyzn
      dobrze płatna praca byłaby „lekiem na całe zło”. Wydaje mi się
      jednak, że nie tędy droga.
      Będziemy leczyć mężczyzn pracą, licząc, że zaczną znów być twardzi,
      silni i odpowiedzialni. To może się udać, ale tylko w przypadku
      tych facetów, u których źródłem występowania depresji jest np. brak
      satysfakcji z pracy, praca nie pozwalająca odpowiednio zabezpieczyć
      rodziny, itp. Innymi słowy - wydaje mi się, że wyleczymy chorego na
      depresję pracą, jeśli choruje przez pracę.
      Jeżeli jednak źródło choroby leży w innym miejscu, jeżeli mężczyzna
      choruje, bo np. ma problemy ze swoją seksualnością (lub sto tysięcy
      innych możliwych powodów) , to czy praca będzie tu na pewno
      właściwym lekarstwem?
      Załóżmy, że mamy do czynienia z mężczyzną, który ma
      jakieś „udziwnione” potrzeby seksualne, ale z drugiej strony został
      tak wychowany, że jest to dal niego ogromny problem. Załóżmy także,
      że żyje w związku z kimś, kogo bardzo kocha, ale kto absolutnie nie
      akceptuje tych „udziwnień”. Czy taka osoba może zachorować na
      depresję? Czy konsekwencją depresji może być strata pracy, co
      stanowić będzie kolejne źródło frustracji. Ale czy w takiej sytuacji
      lekiem na depresję będzie praca?
      Może ja czegoś nie rozumiem, może nie doczytałam tego, co między
      wierszami.
      Jeśli jednak faktycznie uważa Pan, że lekiem na męską depresję
      będzie przede wszystkim praca, to ja się z Panem nie zgadzam.
      Podejrzewam jednak, że moja niezgoda nie ma dla Pana większego
      znaczenia.
      Mimo wszystko postanowiłam się jednak wypowiedzieć, choć tak
      naprawdę nie mam pojęcia dlaczego to zrobiłam.
      Pozdrawiam.
      Magda
      • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 27.09.08, 22:42
        1. prosze pamietac, ze przeczytal Pan wywiad,a nie ksiazke. wywiad sila rzeczy
        nie jest metodologicznie rygorystyczny.

        2. ja robilem badania jakosciowe, a nie ilosciowe - a zatem nie wypowiadam sie o
        mezczyznach w ogole, nie uzurpuje sobie prawa do tego, zeby mowic jak jest w
        ogole, ale jak jest w korpusie wywiadow, ktore zebralem.

        3. lingwisci maja jednak taki myk: ze skoro 30 facetow w tej samej sytuacji mowi
        to samo i tak samo, to mozemy postulowac (tylko postulowac), ze byc moze mamy do
        czynienia z pewna szersza praktyka.

        4. czy ja sie upieram przy pracy? nie, ja mowie ze ci faceci o tym mowili.,
        wszyscy, ciagle. i nie widze powodu, dla ktorego psychiatra wie lepiej.
        szczegolnie ze literatrua wskazuje, ze ma metne pojecie na temat tego czym jest
        depresja, jak ja leczyc itd itd.

        5. prosze mi nie przypisywac jednak stweirdzenia ze lekarstwem na depresje jest
        praca, bo ja tego nie mowie. ja mowie, ze tak sie stalo ze w grupie mezyczyn
        ktora zbadalem, to praca byla kluczem. nie ma powodu sadzic, ze bedzie tak
        zawsze i wszedzie. nie kazdy facet w derpesji nie pracuje - tak sie zlozylo, ze
        ci z ktorymi rozmawialem (poza jednym chyba), nie pracowali.

        ktos kto ma artretyzm i stawy w ogniu moze miec depresje z tego powodu, prawda?
        gej, ktory jest narazony na homofobie (dostalem takiego maila w odpowiedzi na
        moj apel), moze miec tego typu problemy z tego powodu.

        gdyby uogolnic to, co mowie to powiedzialbym: to pacjent wie lepiej na co go
        leczyc, wiec moze warto by z pacjetntem ustalac cele leczenia i jesli taksie
        sklada ze najwazniejsza jest dla pacjenta praca, to wlasnie na to go nalezy
        leczyc. tak zaprezetnowane stanowisko nie jest wcale takie kontrowersyjne w
        swiatowej literaturze.

        5. pytanie czy choruja przez prace jest niezwykle wazne i czesto odpowiedz jest
        twierdzaca. ale czy to znaczy ze praca nie jest nadal zrodlem rozwiazania?
        mezcyzna nie staje sie nagle poza spoleczenstwem i nie dotycza go spoleczne
        oczekiwania co do mezczyzn.

        6. alez oczywiscie ze Pani niezggoda ma dla mnie znaczenie, wlasnie dlatego
        odpowiadam. prosze mnie nie konstruowac jako zarozumialego palanta (pardon:
        profesora), ktory juz wszystko wie najlepiej. co wiecej, ja bym nawet chcial
        Pania przekonac do tego, co mowie. bo ja mysle, ze to jest akurat wazne.

        rowniez pania pozdrawiam.

        Darek
        • klaudiusz.koziol Re: Depresja Supermana 29.09.08, 15:49
          ciekawych rzeczy można się dowiedzieć analizując taką odpowiedź:
          autorką posta jest kobieta - a Pan odpisał mężczyźnie - czyżby uznał Pan że
          kobiety nie pisują tak inteligentnych postów, a nadają sie jedynie to niskich
          lotów flirtów (emsi)? :>
          jak na kogoś kto forsuje tezę o społecznym kontekście ról kobiecych czy męskich
          dał Pan plamę :)
          artykuł bardzo ciekawy - każdy głos w walce z biologizmem w psychiatrii jest
          ważny (bo oczywiście prawda jest po środku - a leczenie zaburzeń psychicznych
          przy pomocy tabletek to paranoja)
          pozdr
          • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 29.09.08, 16:00
            prosze przeczytac uwaznie mojego posta i zauwazy Pan, ze stwierdzenie ze
            odpisuje mezczyznie jest nieco na wyrost.

            na reszte nie chce mi sie odpowiadac, prosze myslec, co tylko Pan sobie mysli.
            • klaudiusz.koziol Re: Depresja Supermana 29.09.08, 16:49
              jeśli na wyrost jest stwierdzenie że pisząc do kogoś per "pan" zwraca się pan do
              mężczycny - to nie dziwie się że nie chce się panu odpisywac również na resztę...
              twierdzę tylko że artykuł bardzo ciekawy ale psuje sobie pan autorytet
              towarzyskimi pogaduchami czy personalnymi wycieczkami do komentujących - już
              lepiej nic nie pisać, niż w ten sposobo "bronić" swoich racji
              • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 29.09.08, 17:15
                no to jeszcze raz, gdyby przeczytal Pan moj post uwaznie, zauwazylby Pan, ze w
                ostatnim akapicie zwrocilem sie do autorki per 'Pani' i to na dodatek dwa razy.
                per 'pan' zworcilem sie raz. chetnie uslysze dowod, ze to wlasnie to dwukrotne
                'pani' jest omylka, a nie ow 'pan'. podejmie sie Pan?

                pomijam juz ze nick 'wachu' wskazuje na mezczyzne, bo podobny jest do takich
                form jak 'Wiechu', 'Krzychu', 'Zdzichu' i pewnie paru innych. pomijam, bo sprawa
                nie zachodzi, to 'pan' jest zwykla literowka.

                ja sie nie bronie, prosze pana, ja wykazuje Panu, ze jesli juz chce sie Pan
                czepiac, to niech Pan najpierw porzadnie przygotuje sie do tego. na reszte nie
                odpowiadam, bo wlasnie taka odpowiedzia zaczalbym sie bronic, a nie uznaje tego
                za stosowne.

                koncze te wymiane z Panem.

                • klaudiusz.koziol Re: Depresja Supermana 29.09.08, 21:19
                  nie dziwie się polakom że tak chetnie wyjezdżają do anglii skoro tam w pracy się
                  ma tyle wolnego czasu żeby prowadzić tego typu jałowe dysputy na forach
                  internetowych...
                  "przeczytal Pan" - to panskie slowa z dyskutowanej wypowiedzi - dwie literówki
                  obok siebie sa niemozliwością - zwlaszcza że dba pan nawet o przecinki... a więc
                  uznał pan że to mężczyzna jest autorem posta - tylko że to na dobrą sprawę
                  pierdoła bez znaczenia - no chyba że naprawdę uważa pan męzczyzn za
                  inteligentniejszych od kobiet i stąd ta nerwowa reakcja..
                  ja nie osądzam i nie potepiam - jedyne co - to zagajam do rozmowy... w celach
                  czysto poznawczych - chce poznać pański sposób na radzenie sobie z depresją -
                  widać sama praca nie wystarczy - bo ma pan tytuł profesora a jednak bawi się w
                  przekomarzanie z czytelnikami na forum - a więc są jeszcze inne czynniki które
                  trzeba wziąć pod uwagę...
                  bo szczerze mowiąc samo stwierdzenie faktu(o którym jest artykuł) jest mało
                  pozyteczne - wolalbym dowiedzieć się jak wlaczyć z tą depresją...
              • europitek Re: Depresja Supermana 29.09.08, 18:59
                klaudiusz.koziol napisał:
                > psuje sobie pan autorytet ...

                Jasne! Profesor powinien zawsze stać na katedrze ze srogą miną w towarzystwie niemodnego garnituru i dłuuugiej siwej brody. Wzrok ma mieć przenikliwie utkwiony gdzieś ponad głowami słuchaczy - najlepiej w okolicach horyzontu zdarzeń. Chód ma mieć powolny, dostojny a mówiąc ma z namaszczeniem celebrować własną profesorskość.
                • em.si Re: Depresja Supermana 29.09.08, 20:38
                  :)
                  i broń boze nie uzywa slow spoza słownika wyrazow obcych!
                  nie wypada przeciez!
                • klaudiusz.koziol Re: Depresja Supermana 29.09.08, 21:03
                  Nie mówcie mi o "ludzkiej twarzy" profesora, bo to nie dział towarzyski tylko
                  naukowy i interesuje mnie co ma dany człowiek do powiedzenia jak będe chciał sie
                  przekonać jakim jest człowiekiem - napisze mu maila albo zaproszę na wódke...
                  a akurat ten dział nauki ktory tu poruszono opiera się na wątpliwych
                  przesłankach i nic tu nie jest pewne - stąd głownym kryterium oceny prawdziwości
                  danej teorii jest autorytet osoby ją wygłaszającej...
                  jeśli dany profesor da się osmieszyć pod swoim artykułem głoszacym daną prawdę
                  to jego prawda skonczy tak jak doktryna polityczna ośmieszonego polityka...
                  a to bardzo niedobrze by było - bo artykuła zawiera naprawde sporo naprawde
                  ważnych tez - które są w światku szeroko pojmowanej psychologii marginalizowane
                  i naprawdę wolałbym, - jesli już znalazł się człowiek chcący je propagować -
                  żeby się zajął tym właśnie a nie gadaniem o pierdołach i zgrywanie się na
                  profesorka o ludzkiej twarzy... chociaż oczywiście nie chiałbym żeby przeze mnie
                  pan darek wpadł w depresję i poczuł się mniej męski jeśli nie będzie mógł się
                  zgrywać na fajnego gościa przed userką forum gazety wyborczej o nicku emsi
                  którą zapraszam na czaterię - mój nick - boski44krk
                  • em.si Re: Depresja Supermana 29.09.08, 21:22
                    klaudiusz.koziol napisał:

                    > a akurat ten dział nauki ktory tu poruszono opiera się na wątpliwych
                    > przesłankach i nic tu nie jest pewne - stąd głownym kryterium oceny prawdziwośc
                    > i
                    > danej teorii jest autorytet osoby ją wygłaszającej...

                    łał!!!!! strzeżcie sie naukowcy bez autorytetu! Niewazne co mówicie, wazne czy jesteście autorytetami!

                    > chociaż oczywiście nie chiałbym żeby przeze mni
                    > e
                    > pan darek wpadł w depresję i poczuł się mniej męski jeśli nie będzie mógł się
                    > zgrywać na fajnego gościa przed userką forum gazety wyborczej o nicku emsi
                    > którą zapraszam na czaterię - mój nick - boski44krk

                    nawet gdyby moje zycie od tego zalezalo, to dziekuje


                    Wiecej nie odpowiadam, bo przeciez to nie dyskusja naukowa, a Pan zabrania dyskusji na tematy pozanaukowe!!

              • em.si Re: Depresja Supermana 29.09.08, 20:33
                moze klaudiusz.koziol w takim razie powie o czym i jak rozmawiać, hm?

                nie bedziemy wtedy mu psuli wizji, a w szczególności prof. Galasinski
                • klaudiusz.koziol Re: Depresja Supermana 29.09.08, 20:56
                  już dawno temu odkryto że dyskusje w których obie strony się zgadzają są jałowe
                  :)...
                  i takich prowadzić nie lubię - przykładem jest choćby państwa tu rozmowa - która
                  zajmuje miejsce i czas ludzi którzy zainteresowani artykułem chca poczytać co
                  jeszcze ciekawego ma do powiedzenia autor a trafiają na flirt z czytelniczką...
                  jedyne co z tego wynika to że sam autor ma problemy ze swoją męskością i
                  potrzebuje ją udowadniać w ten jakze niewybredny sposób (taki ekshibicjonizm
                  podpada pod zachowania histeryczne - bo przecież lepiej byłoby się przenieść na
                  maila - ale wtedy brakłoby publiczności pod którą ten flircik był prowadzony)
                  Puenta - celowo postawiłem się w roli oponenta (chociaż w pełni zgadzam się z
                  artykułem) żeby dyskusja nabrała formy wymaniy argumentów a nie klepania sie po
                  zadkach
                  (-ach jakież to byłsykotliwe panie profesorze
                  -ach jakiz pan jest błyskotliwy że dostrzega pan moją błyskotliwośc)
                  -jeśli ktoś "leci" na takie komentarze a zbywa krytyczne tzn. że nie jest
                  poważnym naukowcem, a jedynie pracownikiem naukowy (czyli dla kasy i dla
                  poklasku - wolę to ustalić zanim kupię książkę)
                  • em.si Re: Depresja Supermana 29.09.08, 21:17
                    klaudiusz.koziol napisał:

                    >> jedyne co z tego wynika to że sam autor ma problemy ze swoją męskością i
                    > potrzebuje ją udowadniać w ten jakze niewybredny sposób (taki ekshibicjonizm
                    > podpada pod zachowania histeryczne - bo przecież lepiej byłoby się przenieść na
                    > maila - ale wtedy brakłoby publiczności pod którą ten flircik był prowadzony)

                    DIGNOSTA SIE ZNALZAŁ!!
                    • klaudiusz.koziol Re: Depresja Supermana 29.09.08, 21:31
                      cóż za błyskotliwa riposta...
                      o tym właśnie mówię - jak to wygląda z boku, jeśli najwięksi entuzjaści danej
                      teori, twierdzenia, światopoglądu czy człowieka, prezentują taki poziom

                      wtrąca sie pani w nieswoją rozmowę, "broni" pani faceta (trochę go tym
                      bronieniem kastrujac przy okazji) a na zkończenie zaczyna mi pani krzyczeć...
                      w dodatku pojawia sie problem - bo albo jesteści sobie obcy a wtedy pani
                      zachowanie jest trochu śmieszne - albo ze sobą mieszkacie (stąd matczyna
                      potrzeba chronienia swojego męzczyzny, przed złymi forumowiczami) ale wtedy
                      wasza dyskusja na otwartym forum (zamiast prywatnie) fatalnie świadczy o Autorze
                      (że prosi kolegów o nabijanie mu komentów pod artykułem i stwarzanie wrażenia
                      zainteresowania)
                      • babcia_eulalia Re: Depresja Supermana 30.09.08, 10:08
                        Też sie wtrącę w "nieswoją rozmowę", a co, może nie wolno? Świetnie
                        sie musi siedzieć przed monitorem, pod przybranym nickiem i obrzucać
                        błotem innych, prawda? Cudnie móc rzucać w przestrzeń różnego
                        rodzaju insynuacje domorosłego psychoanalityka, oparte o wzięte z
                        chmur przesłanki, patrzeć, czytać i napawać się celnością własnych
                        ripost, których nikt nie jest w stanie zweryfikować (czy często bije
                        pan własną żonę?..)
                        Chłopcze, wyluzuj, bardzo proszę!

                        Też mogłabym sie czepiać o różne aspekty badań pana Darka, ale na
                        pewno nie jego personalnie, to po prostu nie uchodzi!

                        Szacunek, że odważył sie osobiście brać udział w dyskusji na TYM
                        forum, gdzie od początku było wiadomo, że prędzej czy później
                        dojdzie do jakiś przegięć i nawalanek. Pasi Ci być tym, który burzy
                        zamiast budować?

                        Ciepło pozdrawiam wszystkich w ten pochmurny dzień - Eulalia
                        • klaudiusz.koziol Re: Depresja Supermana 30.09.08, 11:40
                          ups :) nick nie jest przybrany... :)
                          a po drugie - nie burze, tylko sprawdzam wytrzymałość :) na nowe mosty też
                          podobno czołgiem wjeżdżają - i co? jak się zawali to będziesz miała do nich
                          pretensje, że rozp** nowy most?:>

                          wyszła głupia kłotnia, bo autor uciekł za wczasu rzucając tylko pogróżki przez
                          ramię, za to znalazła sie jakaś amazonka co to polskich profesorów chce bronić
                          swoim krzykiem...
                          wyszło brzydko - ale tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono - też bym wolał
                          żeby okazali się ludźmi z klasą... profesor wykazał się dystansem do własnej
                          osoby i poczuciem humoru, a jego zatwardziałe czytelniczki okazały się osobami
                          inteligentnymi które cenią go i jego artykuły za treść i mądrość a nie za to że
                          mogą sobie poflirtować z kimś kto ma prof. przed nazwiskiem...
                          • babcia_eulalia Re: Depresja Supermana 30.09.08, 12:47
                            Będziesz kiedyś dobrym psychlogiem ;;DD Kiedyś, bo na razie zbyt
                            dużo w Tobie młodzieńczej czupurności, zacietrzewienia i stawiania
                            diagnoz bez wysłuchania pacjenta. Dobra rada niekoniecznie dobrej
                            babci Eulalii: porusz tylko odpowiednią strunę, a pacjent sam Ci
                            powie/napisze własne psychiczne cv, pokazując klasę, do której
                            należy.

                            Dzięki za odpowiedź na tego drugiego posta poniżej. Jesteś chyba
                            (nie stawiam żadnej diagnozy!!!) mądrym chłopcem, a na pewno mądre
                            jest Twoje pisanie i szkoda Twoich przemyśleń na zaistnienie tylko w
                            tym wątku. Mam nadzieję, że nie obrazisz się za przeklejenie ich do
                            nowego, który zaraz założę?
                          • adept_ltd1_net Re: Depresja Supermana 30.09.08, 14:45
                            no to myślę, że mało dałeś z siebie, sprawdzając kogoś z prof. przed nazwiskiem,
                            trzeba było polecieć od razu od sk... i innych, ciekawe, co by wtedy było, prawda???
                            i mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że twoją psychologię można dokładnie
                            obrócić przeciw tobie i powiedzieć o narcyzmie i tym podobnych objawach...
                            widocznych w infantylnym prowokowaniu, a nawet w nicku z priva...
                            (zanim naskoczysz na mnie - podkreślę modalność warunkową tej wypowiedzi)
                            • babcia_eulalia Re: Depresja Supermana 30.09.08, 20:09
                              prof. Adept w stanach depresyjnych? Czemu żem sie nawet nie zdziwiła?
                            • klaudiusz.koziol Re: Depresja Supermana 30.09.08, 20:33
                              kiedyś Pudzianowskiemu ktoś powiedział że takie koksy jak on mają duze miesnie
                              ale male ptaki, pudzian zareagowal na to śmiechem i zaproponował sprawdzenie tej
                              tezy - nawet jesli to tylko sztuczka - to bardzo wiarygodna - i ja idę tym samym
                              tropem, ludzie rzadko reagują nerwami na zupelnie bezpodstawne "zarzuty"
                              (oczywiscie zalezy kto i co zarzuca)
                              gdybym nazwal go sk.... a on by sie o to obraził to by oznaczalo ze jest
                              kompletnie zakompleksionym burakiem ktory przejmuje sie wyzwiskami przypadkowych
                              ludzi z internetu... - co niestety jest grzechem sporej liczby polaków (brak
                              wiary w siebie) widac to chcoiazby na tym forum - że jesli ktoś powie coś ze
                              zbyt dużym przekonaniem od razu jest atakowany i oskarzany o brak pokory... bo
                              przecież polak rodzi sie i umiera w przekonaniu że jest gorszy i nawet jesli cos
                              powie to z odpowiednim uniżeniem, żeby nikogo nie obrazić swoją pewnoscia siebie
                              (to juz oczywiscie offtop, nie ma nic wspolnego z wątkiem)

                              ps. apropo narcyzmu - nawet nie wiesz jak bardzo chcialbym go mieć :) może
                              kiedyś uda mi sie go u siebie wypracować :) może nawet robie postepy skoro juz
                              mi go przypisujesz
          • em.si Re: Depresja Supermana 29.09.08, 20:25
            Boże drogi, już nie mozna nawet normalnie porozmawiać?! czy klaudiusz.koziol mysli ze naukowcy sie z niczego nie cieszą, nie mają swoich preferencji i nienawidzą kompelmentów!
            czy my jesteśmy innymi ludzmi? wypraszam sobie!

            cenzor nam sie znalazł, kurcze!

            • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 29.09.08, 20:46
              bardzo sie ciesze ze Pani zareagowala w ten sposob. dziekuje.

              DG

              PS. ja i tak jestem ciekaw tych ech moich wykladow w tym co Pani pisala :-) ale
              juz nic nie mowie.
              • em.si Re: Depresja Supermana 29.09.08, 20:51
                no ja juz lepiej nie bede na forum pisała, bo to sie zaczeło obracać przeciwko Panu. wyjasnie Panu w mailu.
                pordrawiam
      • em.si Re: Depresja Supermana 27.09.08, 22:42
        ja zrozumialam te "prace" jako jedynie metafore alternatywnego podejścia do problemu.. moze autor sie wypowie..
        • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 27.09.08, 23:00
          autor sie wypowiedzial :-)
          • em.si Re: Depresja Supermana 27.09.08, 23:03
            :) em.si sie cieszy
            • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 27.09.08, 23:06
              radosc em-si jest moja radoscia :-)
              • em.si Re: Depresja Supermana 27.09.08, 23:13
                em-si sie peszy..
                • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 27.09.08, 23:22
                  zeby tylko nie zapeszyl(a)!
                  • em.si Re: Depresja Supermana 27.09.08, 23:32
                    em-si nie jest przesadny:)

                    i przed chwila sie wydał ze jest kobietą...
                    • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 27.09.08, 23:36
                      jak dla mnie to wydal sie wczesniej, mowiac: dobrze byc kobieta.
                      • em.si Re: Depresja Supermana 27.09.08, 23:44
                        no pewnie tak, choć mysle ze mężczyna tez móglby to powiedziec:)
                        • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 27.09.08, 23:50
                          no moglby.....ale nie powiedzialby, szczegolnie z tym usmieszkiem.
    • qupaal Mężczyzna w depresji przestaje być mężczyzną 28.09.08, 01:03
      Znakomity artykuł. Muszę dorwać całą książkę. Fascynujące jest to, w jaki sposób mężczyzna (czyli przykładowo ja :D) ocenia kontekst swojej egzystencji, jako satysfakcjonujący, bądź też "niezgodny z zamiarami/oczekiwaniami"; co ciekawe, estymacja wszystkich tych walorów życia nie może się dziać świadomie, bo świadomie każdy chętnie wprowadził by się w stan euforii, zamiast przygnębiającego łaknienia pokrzepienia/współczucia drugiej ososby. Ponadto wszystko dzieje się przez pryzmat własnych wyobrażeń (typu jabłka są zdrowe, , czyli narośli kulturowych, społecznych i wniosków empirycznych indywidualnego życia. Chyba nie tylko ja jestem krzywię się niezmiernie, jak patrzę na siebie w lustrze (często nie w swoim domu) podczas ekspresji swoich emocji - jakże niesatsysfakcjonujący jest ten dysonans rzeczywistości z wyobrażeniem. O wiele lepiej pójść na siłownie, "zdrowo" (cokolwiek to znaczy) zjeść po niej i napawać się wyobrażeniem o tym wszystkim co dobre i się mnie tyczy. Huh...

      Ciekawe, czy człowiek byłby o wiele doskonalszą istotą, gdyby umiał świadomiej, rozsądniej, formować swoje wyobrażenia i panować nad reakcjami wynikającymi z tych wyobrażeń. Z pewnością ludzie nie unosiliby bezmyślnie dumą, próbując zachować konsekwencje swych postanowień, czy nie wstydziliby się przyznać do błędu nie szukając usprawiedliwienia. Ciekawe, czy taki człowiek, nazwijmy go "ascendentnie oświeconym", miałby szanse podołać testowi przydatności w ewolucji.

      Temat pysznie ciekawy, szkoda, że nie mam z kim o tym porozmawiać, choćby dlatego, że wyszedłbym na podejrzanie nieatrakcyjnego w różnorakich miarach oceny mężczyzny.
      • qupaal Re: Mężczyzna w depresji przestaje być mężczyzną 28.09.08, 01:23
        Mam wrażenie, że jednym z podstawowych "instynktów" męskiego umysłu jest
        społeczna potrzeba pokazania się, podkreślenia swojej wartości. Mam wrażenie, że
        objawia się to praktycznie we wszystkim, co robi mężczyzna (czy to w moim
        zachowaniu, czy zachowaniu każdego mężczyzny, jakiego znam). I faktycznie, w
        zależności od modelu/wzorca pożądanych wartości jedni czują się dobrze stękając,
        że wszystko ich boli jednocześnie oczekując podziwu, że pomimo bólu dają sobie
        radę. Inni cieszą się, jak znajomi, z którymi byli w górach, się cieszą i
        opisując swoją radość przez pryzmat ich wspólnych poczynań. Jeszcze inni
        milcząco lubują się w komplementach, dostając spazmów w przypadku słów krytyki
        (niestety, chyba najbliżej mi do tego zjawiska :P).

        Ciekawe, jakie wyobrażenie powinno być "słuszne"/dobre/korzystne, warunkujące
        spokojne i radosne życie. Nie sądzę, żeby to była asceza, choć pokazywanie, jak
        to jesteśmy przepracowani, jest faktycznie czymś, co sprawia, że jesteśmy
        dojrzali, zdeterminowani i zdolni do wysiłku, bowiem praca to forma wyzwania,
        wręcz wojny dla niektórych.

        Sam osobiście czasem odczuwam tragiczną potrzebę stworzenia/skonstruowania
        "czegoś". Bardzo ciężko mi ją zaspokoić - w zasadzie nie znalazłem na nią
        sposobu. Rzadko udaje mi się ją poskromić, zaznając ulgi dopiero w
        sfinalizowaniu jakiegoś projektu czy nawet przejścia gry komputerowej.
        Najłatwiej mi trzymać swoją psychikę w ryzach silnymi schematami; czuję presję
        "założenia wyższego", któremu łatwo mi się poddać. Stąd, przykładowo, nie zasnę
        póki nie umyję zębów czy zaczynam czuć się naprawdę źle, jak brakuje mi wysiłku
        fizycznego.
        • europitek Re: Mężczyzna w depresji przestaje być mężczyzną 28.09.08, 04:15
          qupaal napisał:
          > Ciekawe, jakie wyobrażenie powinno być "słuszne"/dobre/korzystne,
          > warunkujące spokojne i radosne życie.

          Moja prywatna recepta, to chrzanić wzorce.

          > Najłatwiej mi trzymać swoją psychikę w ryzach silnymi schematami;
          > czuję presję "założenia wyższego", któremu łatwo mi się poddać.

          Wolność to uświadomiona konieczność, jak mawiał pewien znany a obecnie nielubiany filozof.
          • qupaal Re: Mężczyzna w depresji przestaje być mężczyzną 28.09.08, 13:56
            europitek napisał:

            >
            > Moja prywatna recepta, to chrzanić wzorce.
            >
            Bez tego, w niektórych kwestiach, łatwiej dokonywać przyjemnych, choć
            niekorzystnych decyzji. Co ciekawe, warunkiem powstania uzależnienia jest
            świadoma decyzja (o wiele szybciej się od czegoś uzależnisz, jak masz wybór od
            samego początku). Ja nie lubię mieć wyboru.

            Każda decyzja, którą muszę podjąć w oparciu o niekompletne dane, lub dezycja,
            będąca pewnym konsensusem, czyli czymś z założenia niedoskonałym - bardzo mnie
            frustruje i wolałbym takowych nie podejmować.
        • darek.galasinski Re: Mężczyzna w depresji przestaje być mężczyzną 28.09.08, 11:13
          nie ma pewnie odpowiedzi na to, jak jest 'dobrze'. ja te odpowiedzi wole
          zostawiac psychologom, ze tak pstrykne ich w nos. ja mysle ze dobrze jest wtedy
          kiedy mi jest dobrze. problem oczywisice powstaje wtedy kiedy moje dobrze jest w
          opozycji do regul i oczekiwan spolecznych. no ale nie jest to jakos strasznie
          odkrywcze, co teraz powiedzialem :-)
          • qupaal Re: Mężczyzna w depresji przestaje być mężczyzną 28.09.08, 14:15
            Uzyskanie komfortu psychicznego, ja mniewam z własnego doświadczenia, w pewnej
            mierze (nie wiem, jak dużej) zleży od własnej dyscypliny, pracy nad sobą i
            posiadanej wiedzy (lub pseudo wiedzy, czy innych wyobrażeń). Jednak
            uwarunkowanie społeczne/kulturowe i wychowanie to coś mocno zakorzenionego.
            Widać to najbardziej po zarozumiałych i cynicznych ludziach, którzy zaczynają
            panikować, jak przekroczą ogólnie panujące bariery moralne. Z pewnością mogę się
            cieszyć, że nie jestem zulusem i nie muszę udowadniać swojej męskości w
            rytualnym akcie zapłodnienia analnego przez węża. To... dobrze, bo nie chcę tego
            z obecnego punktu widzenia, choć być może w takim kontekście czułbym się...
            huh... Królem Węży ;)?

            Nie wiem, jaki zespół objawów można nazwać depresją, i mam tylko mierne jej
            wyobrażenie, oparte na własnych, temporalnych "zwiechach", głównie wynikających
            z przeświadczenia o "braku postępu", czy też, jak kto woli, nadmiernym
            leniuchowaniu. Jestem świadom, że wszelkie badania statystyczne pokazują
            korelację faktów, nie zaś implikacje w rozumieniu akcja-reakcja. Wydaje się to
            prawie pewne, że opisana dolegliwość, tzn. depresja, jest ściśle skorelowana z
            ogólnym niedowartościowaniem, brakiem pozytywnego bodźca z wewnętrznego systemu
            oceny. Wydaje się to rozsądne, że choć długotrwała niechęć do życia pojawia się
            wewnątrz umysłu głównie w wyniku interakcji ze środowiskiem/społeczeństwem.
            Nawet jak człowiek zyskał bezpośrednią korzyść zachowując się niekonsekwentnie,
            może spędzić kilka chwil próbując panicznie układać sobie w głowie fakty. Śmiem
            twierdzić, że czasem tego może być za dużo i mózg ma problemy z wyjściem ze
            stanu zagrożenia. Mój wykładowca powtarzał, że człowiek wiecznie zagrożony,
            zgodnie z piramidą Maslowa, będzie o wiele słabiej doszukiwał się prestiżu czy
            uznania. Jednak, do czego dąże, ciekawi mnie, jak prochy wpływają na stan
            psychiczny zmęczonego życiem mężczyzny. Może to zakłucenie balansu pomiedzy
            stymulacją układów dopaminergicznego i opioidowego jest kluczem do dobrego
            samopoczucia?

            Heh, mówcie sobie co chcecie, ale ja wierzę, że za 200 lat cywilizacja ludzka
            posiądzie wiedzę o tym, jaki model życia jest najlepszy (cokolwiek to oznacza) i
            bezkonfliktowy :)
            • klaudiusz.koziol Re: Mężczyzna w depresji przestaje być mężczyzną 29.09.08, 21:52
              cywilizaja już teraz osiagneła ten "idealny" model: popatrz na amerykanów
              wzglenie młode polskie pokolenie:
              "nie mysleć, nie zastanawiać się, planować tylko to co można bez problemu
              osiągnąć i czerpać z życia jak najwięcej przyjemności" (tej podstawowej
              fizycznej - która dzięki postepowi cywilizacji stała się ogólnodostępna i
              nielimitowana...
              czyt: mało wysiłku, stresu(związanego z dążeniem do ambitnych celów) jak
              najmniej myslenia (już niepotrzebnego bo każdą dziecinę życia opisują
              odpowiednie poradniki - a nadmiar myślenia grozi osiągnięciem stanu
              intelektualnego w którym zadamy sobie pytania PO CO ja to robie (czyt o sens
              życia) - a to jest rownoznacze z koncem wygodnej przyjemnej zwierzecej
              egzystencji...

              ps. a tak wlasciwie to tak naprawde wszystko kręci sie wokół seksu - kiedyś był
              ryzykowny i trzeba było go ograniczać i radzić sobie bez niego... nie jest
              tajemnicą że cała nauka kultura i praktycznie cywilizacja - to efekt kompensacji
              popędu... teraz jest ogólnodostepny gumki tabletki szczepionki sprawiają ze jest
              bezpieczniejszy niz palenie papierosów a jednocześnie wychowane w pełnym do
              niego dostepnie pokolenie straciło zupełnie motywacje do jakichkowliek innych
              form aktywności -
              jeszcze parę pokoleń i będziemy spoleczenstwem eloyów, a za jakikolwiek postep
              odpowiadąc będą jednostki z tak powąznymi dysfunkcjami seksualnym że już
              kompletnie nie dało sie im umożliwić "wyzycia się"
              np. niektorzy aktywisci gejowscy daja za przyklad wybitnych homoseksualnych
              naukowców - tymczasem gdyby już wtedy było rownouprawnienie - ogromne szanse że
              zamiast siedzieć nad ksiązkami i poruszac świat do przodu - poruszaliby jedynie
              swoim i kolegi zadkiem... stąd nie sposób określi co jest "dobre" "złe" czy
              własciwe - jedno jest pewne - na pewno celem istnienia jednostki nie jest jej
              "szczęści" - bo wtedy życiem idealnym byłaby kroplówka z morfiną od niemowlaka
              po grób
              • babcia_eulalia Re: Mężczyzna w depresji przestaje być mężczyzną 30.09.08, 10:19
                klaudiusz.koziol napisał:

                > cywilizaja już teraz osiagneła ten "idealny" model: popatrz na
                amerykanów
                > wzglenie młode polskie pokolenie:
                > "nie mysleć, nie zastanawiać się, planować tylko to co można bez
                problemu
                > osiągnąć i czerpać z życia jak najwięcej przyjemności" (tej
                podstawowej
                > fizycznej - która dzięki postepowi cywilizacji stała się
                ogólnodostępna i
                > nielimitowana...
                > czyt: mało wysiłku, stresu(związanego z dążeniem do ambitnych
                celów) jak
                > najmniej myslenia (już niepotrzebnego bo każdą dziecinę życia
                opisują
                > odpowiednie poradniki - a nadmiar myślenia grozi osiągnięciem stanu
                > intelektualnego w którym zadamy sobie pytania PO CO ja to robie
                (czyt o sens
                > życia) - a to jest rownoznacze z koncem wygodnej przyjemnej
                zwierzecej
                > egzystencji...

                ups... muszę Cie przeprosić za swój wcześniejszy wpis - jednak
                umiesz czasami coś z sensem zagadać, chyba że to odosobniony
                przypadek. Skąd masz te dane o celach i sensie życia obecnego,
                młodego pokolenia?? jeśli nie masz linków, spróbuj napisać więcej. I
                bez urazy bardzo proszę.
                • klaudiusz.koziol Re: Mężczyzna w depresji przestaje być mężczyzną 30.09.08, 12:07
                  parafrazując autora artykułu pod ktorym sie znajdujemy - moje dane pochodzą z
                  wywiadu :)
                  jeszcze stosunkowo młodym człowiekiem jestem... rocznik 84 - moja młodośc
                  przypadała na przełom - dzieki czemu aż nadto wyraźnie widze różnice pomiedzy
                  moim pokoleniem a ludźmi kilka lat młodszymi... bardzo łatwo zauważyć kierunek w
                  którym ida "światopoglądy" tych dzieciaków... przede wszystkim tendencja do
                  ograniczania, zawężania wszystkiego, do tego, co najprostsze i
                  najefektywniejsze... niby to bardzo mądre (pragmatyzm? :) ) ale w przypadku
                  życia ludzkiego oznacza regres... bo wszystko co ludzkie osiągnęliśmy właśnie
                  dzieki udziwnieniom i robieniu rzeczy niepraktycznych (sam nasz wielki mózg jest
                  szczytem niefunkcjonalności - i ewolucja już pracuje nad jego zmniejszaniem)...
                  honor, religia, sztuka, moralność - w świecie w ktorym wszystkiego jest pod
                  dostatkiem - a przede wszystkim, w świecie w ktorym życie jednostki jest
                  zupełnie niezagrozone - wszystkie te sztuczne (bo stworzone, funkcjonujące
                  dzieki potrzebie zapewniena sobie bezpieczeństwa (nie zabijaj - a nie zostaniesz
                  zabity)- sztuczne wartości, przestają być potrzebne, tracą rację bytu, a uwaga i
                  energia człowieka kieruje sie w strone osiągani przyjemności... ale nasz
                  organizm jest wciąż organizmem zwierzęcia i najwiekszą przyjemność sprawia nam
                  seks... żadna inna nie bedzie w stanie z nią rywalizować (na razie jeszcze
                  zdażają sie wyjątki, bo dużo zalezy od wychowania - ale postępujący liberalizm i
                  sprawi ze za kilka pokoleń ten "problem" zniknie... oczywiscie nie mówie że seks
                  jest zły - a jedynie że niekontrolowany, będzie w stanie zupełnie "zużyc" całą
                  ludzką motywację do poszukiwania szczescia i przyjemnosci - która kiedyś - przy
                  ograniczonym dostepie do seksu - zużywana była w różne twórcze sposoby
                  zapewniając "cywilizacji" postep... ale oczywiście nie sposob określi czy to
                  dobrze czy źle... może naprawde człowiek powinien w ten wlaśnie sposob osiągać
                  pełnie sowjego istenienia, a cywilizacja i sztuka to rzeczywiscie tylko
                  neurotyczne formy kompensacji... trudno powiedzieć, ale jedno jest pewne -
                  czekają nas wielkie zmiany, a wartosc ludzkiego życia dramatycznie spada
                  ("smierć tysiąca nie będzie tragednia bo na całym świecie żyć będą miliony
                  takich samych ludzi")
      • europitek Re: Mężczyzna w depresji przestaje być mężczyzną 28.09.08, 04:07
        qupaal napisał:
        > świadomie każdy chętnie wprowadził by się w stan euforii

        A spróbuj to robić np. kilkanaście razy dziennie, to przekonasz się, że euforia może się znudzić. Znacznie lepszy jest stan lekkiego zadowolenia.

        PS. Oczywiście nie mam na myśli euforii "ze wspomaganiem".
        • qupaal Re: Mężczyzna w depresji przestaje być mężczyzną 28.09.08, 14:19
          Zgadzam się całkowicie. Chyba wszystko co człowiek robi powinno mieć jakąś dozę
          ujemnego sprzężenia zwrotnego, ostudzenia czy właśnie znudzenia. Jeśli człowiek
          byłby wstanie wprowadzić się w stan nieskończonego orgazmu, to zapewne
          skończyłby jak warzywko przypięte do kroplówki ;). Jaranie szlugów daje
          bezpośrednią przyjemność, mózg zapamiętuje skojarzenie papieros-przyjemność,
          powstaje uzależnienie i bez fajek wtedy jest kiepsko.
    • mitemart Depresja Supermana 28.09.08, 19:54
      A co, jeśli pacjent ma depresję, bo chce być najlepszy, a nie jest? Albo nie
      osiąga zakładanych celów (jego wyniki nie odpowiadają jego ambicjom)? Czy
      wówczas terapia powinna dotyczyć, "sprowadzenia" ambicji pacjenta na ziemię?
      • qupaal Re: Depresja Supermana 28.09.08, 22:54
        Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ani nawet nie posiadam podstawowej
        wiedzy, ale oczywistym jest, że sprowadzenie go na ziemię jest priorytetem.
        Zapewne poprzez zaakcentowanie prostych wartości życiowych, "dostępnych" i
        kultywowanych przez większości ludzi w Polsce, przez co i zepchnięcie
        nadmiernych ambicji na drugi tor. Zapewne statystyczna większość ludzi wykazuje
        sporą dozę akceptacji do nowych warunków (asymilacji/adaptacji), choć każdy ma
        swoje granice.

        Nie mam pojęcia, jakich technik używają terapeuci, ale mam nadzieję, że to coś
        więcej niż "proszę przyjść za tydzień i powiedzieć, czy się polepszyło".
        • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 29.09.08, 00:35
          tak na czuja (bo badan na ten temat, z tego co wiem, nie ma), rowniez
          psychoterapeuci nie maja pojecia na temat stretegii, ktore stosuja. nie dlatego
          ze sa be, ale dlatego ze nikt ich tego nie uczy. ani psychiatrow, ani
          psychoterpeutow nikt nie uczy nawet podstaw refleksji nad jezykiem, ktorego oni
          uzywaja.

          i zaraz sie pojawi jakis psychoterapeuta i zada mi klam. tak, rzeczywiscie
          zwracaja co niektorzy uwage na to co mowia. z reguyly jednak n apoziomie tego co
          oczywiste, tego co zauwazalne (to sa refleksje typu: jakiego slowa nie uzywac,
          nie zadawac pytan z zalozeniem itd itp). to sa jednak banaly. gdyby zapytac
          psychoterapeuty, czy powinien zadac pytanie w formie czynnej czy z nominalizacja
          (niekoniecznie uzywajac terminow), nie bedzie umial odpowiedziec.

          dla przykladu:

          czynna forma: jak pan spi, mowi, chodzi, robi
          nominalizacja: jak u pana spanie, mowienie, robienie, chodzenie.

          pierwsze pyta o czynnosc, drugie o rzecz. wbrew pozorom to dosc wazne czy pytamy
          tak, czy inaczej.
          • qupaal Re: Depresja Supermana 29.09.08, 01:04
            To wymaga jednak wybitnej inteligencji lingwistycznej, empatii i spostrzegawczości. Jednak skoro kładzie Pan nacisk na formę dialogu, to czy dobrze rozumiem, że naturą głównego problemu jest uzyskanie od pacjenta informacji, doszukanie się u niego przyczyny niepokoju, zdiagnozowanie zaburzenia, pozyskanie zaufania? Przykładowo przytoczona przez Pana forma dialogu precyzuje punkt widzenia pacjenta na przedmiot pytania.

            Czy też może język jest tu narzędziem wywarcia wpływu bądź presji na pacjencie, zobligowania go do postanowień, zainspirowanie go, etc.? Bo może niektórzy zamiast do psychoterapeuty niektórzy potrzebują jakiegoś czarodzieja NLP lub hipnomaga, którzy by rzucił na nich zaklęcie i dodał im otuchy strumieniem gorącej influencji tryskającej z oczu i ust?
            • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 29.09.08, 01:11
              nieeeee. to wymaga kompetencji. wbrew pozorom to nie jest wszystko takie
              skomplikowane. natomiast tak, dla mnie wazne jest nie tylko co mowi pacjent, ale
              rowniez jak mowi. z tego 'jak' dowiadujemy sie rownie wiele, jesli nie wiecej.

              natomiast, my wiemy od dawna ze forma pytania jelsi nie deteminuje to, silnie
              implikuje odpowiedz. z jednej strony mamy takie oslawione pytania jak: czy
              przestal juz pan bic swoja zone? jelsi sie na to pytanie odpowie, przyznaje sie
              do bicia zony.

              przy czym, ja wcale nie chce sugerowac ze psychoterapia jest tak naiwna ze
              zadaje takie pytania. tak nie jest. jednak to jest kwestia subtelnosci, a nie
              porzadnej reflekcji nad jezykiem, ktora, jak dla mnie, jest kluczowa.

              psychiatria, psychoterapia, psychologia nie moga byc jedynymi dziedzinami nauki,
              ktore sobie ignoruja forme jezykowa, ot tak, bo tak jest latwiej i wygodniej.
    • muzyquest Depresja Supermana 29.09.08, 01:16
      Panie profesorze, konsekwentnie używał Pan słowa 'gender' zamiast 'sex/płeć' -
      A bardzo ciekawi mnie, czy np. wg popularnego psychologicznego modelu ról płciowych Sandry Bem, typ 'męski' wiaze sie z opisywana przez Pana przemilkiwaną depresja?
      szybki gugiel w ebsco przyniósł mi mnostwo wynikow potwierdzajacych Pana slowa o warunkowanej 'typowo' męską sprawczością depresji, ale takze sugestie spojrzenia na gender w depresji w sposob bardziej systemowy, po 2kroc: miedzypokoleniowej transmisji ról, oraz układu typów ról w związku/rodzinie - Np. okazuje sie, ze depresja u amerykanskich nastolatków czestsza jest wsrod dzieci latynoskich, a zwlaszcza tych, ktore zglaszaja znaczne rozbieznosci w 'sztywnosci' ról płciowych miedzy nimi a ich rodzicami. Może u polskich (w ogóle?) męzczyzn zatem to nie tylko kwestia przemian cywilizacyjnych poszerzających spoleczne funkcjonowanie kobiet, ale i miedzypokoleniowej transmisji wzorców ról płciowych?
      przypomina mi sie tez artykul sprzed paru lat z Przegladu Psychologicznego nad dopasowaniem genderów a satysfakcją ze związku - jeśli dobrze pamiętam, najgorzej bywalo, gdy 'męski' męzczyzna jest w parze z nie-'kobiecą' kobietą (tzn. androgyniczną, męską lub niezroznicowana)
      • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 29.09.08, 01:30
        uzywam slowa 'gender' a nie 'sex' bo jeszcze nikt nie wykazal wplywu plci
        bilogicznej na chorobe psychiczna. zreszta mozna argumetnowac ze nawet plec
        biologiczna jest konstruktem ideologicznym. ale za to sie intelektualnie
        krzyzuje :-)

        i teraz tak. ja nigdy nie powiezdialem (nie napisalem tez) o 'typowo meskiej'
        depresji. glownie dlatego, ze ja nie wiem, kto jest ten typowy mezyczna. jak na
        moje pieniadze, meskosci nie da sie mierzyc,miedzy innymi dlateog, ze nie ma
        jednej meskosci, a my mezczyzni, nawet jesli korzystamy z dominujacego modelu
        (choc nie wszyscy), to nie korzystamy z niego zawsze. my od czasu do czasu
        placzemy, nawet jesli od najmlodzszych lat mowiono nam: nie badz baba, nie placz.

        co do badan, ktore Pan/i cytuje to z nimi jest wiele problemow (co nie znaczy ze
        sa bezwrtosciowe). otoz badania na calych populacjach zazwyczaj posluguja sie
        prostymi narzedziami samo-diagnostycznym, typu BDI, ktore mowia nam niewiele
        wiecej niz to, jak ludzie je wypelniaja.
        • muzyquest Re: Depresja Supermana 29.09.08, 01:58
          darek.galasinski napisał:

          > uzywam slowa 'gender' a nie 'sex' bo jeszcze nikt nie wykazal wplywu plci
          > bilogicznej na chorobe psychiczna.
          > i teraz tak. ja nigdy nie powiezdialem (nie napisalem tez) o 'typowo meskiej' depresji.

          W paradygmacie androgynii, z którego pozycji pytałem, chodzi oczywiście nie o tę 'biologiczną' płeć, ale o kulturowo i językowo zapośredniczoną płeć psychologiczną (wlasnie gender).
          Z Pana opowieści wyłania sie obraz, że to nadmierne(?) przywiązanie mezczyzn do (STEREO-)typowo męskich ról wiaze sie z depresja.

          > co do badan, ktore Pan/i cytuje to z nimi jest wiele problemow (co nie znaczy ze
          > sa bezwrtosciowe). otoz badania na calych populacjach zazwyczaj posluguja sie
          > prostymi narzedziami samo-diagnostycznym, typu BDI, ktore mowia nam niewiele
          > wiecej niz to, jak ludzie je wypelniaja.

          ejże.. W pełni zrozumiałe jest, ze ma Pan przynajmniej 2 powody, by nie dowierzać kwestionariuszom - jako 'jakościowiec' oraz '(około)-klinicysta'. (Ad.1.) Wydaje mi się jednak, i chcę w to wierzyc, że wspolczesna psychometria ma satysfakcjonujące wyczulenie lingwistyczne. (ad.2) Zresztą, spojrzmy - nawet kwestionariusz Becka, w nieklinicznych i nie-przesiewowych zastosowaniach, moze byc całkiem użyteczny - chocby na tyle, aby uczciwie go poddać korelacjom z testami różnic indywidualnych. Np. takich mierzących płeć kulturową - jak BSRI (w Polsce - KPP Kuczyńskiej).
          I tutaj różnica perspektywy tylko:
          Z perspektywy psychometrycznej wlasnie tak prezentowałoby sie, sądzę, to co Pan przedstawia z perspektywy narracyjnej: jako korelacja skali 'męskości' z BSRI z objawami depresji z BDI.

          • darek.galasinski Re: Depresja Supermana 29.09.08, 02:07
            w ksiazce pisze o Becku, w najblizszym (chyba) zeszycie czasopisma Health (Sage)
            wyjdzie moj tekst o BDI. po polsku wyszla tez ksiazka Fairclougha i Duszak,
            Krytyczna Analiza Dyskursu. wspominam tam tez o BDI. mam malo watpliwosci, ze
            zmieni pan/i zdanie na temat kwestionariuszy w psychologii, a w szczeoglnosci na
            temat BDI.

            dobranoc.
    • darek.galasinski Dziekuje bardzo 29.09.08, 20:54
      wszystkim Panstwu, ktorzy zdecydowali sie ze mna porozmawiac, bardzo dziekuje.
      niniejszym koncze sluzbe wartownicza przy forum i zagladne tu dopiero za jakis
      czas i wtedy, jesli beda nowe posty, poodpowiadam na nie.

      jeszcze raz dziekuje!

      Darek Galasinski,

      a jesli ktos woli, to zakladam krawatke, rozciapane buty i poplamiona koszule,
      szybko zmywam dezodorant, patrze w horyzont i sie kresle:

      prof.dr hab. Dariusz Galasinski
      • qupaal Re: Dziekuje bardzo 30.09.08, 00:32
        Czasem zdarza mi się przeczytać artykuł, który inspiruje mnie do własnych poszukiwań, przemyśleń i wniosków. One zawsze są w pewien sposób owocne, szczególnie te, które dotyczą ludzkiej psychiki i wszystkich tych pozornie oczywistych aspektów naszych umysłów, które rządzą się swoimi prawami.

        Wywiad z Panem zalicza się do tej grupy materiałów. Dziękuję za inspirację, dzięki której lawinowo przeczytałem całą masę dokumentów traktujących o depresji, stanach lękowych, uzależnieniach i funkcjonowania mózgu.
    • myslacyszaryczlowiek1 Depresja a nikotyna 30.09.08, 03:54
      Czy są jakieś miarodajne badania w tym kierunku?
      Ja przynajmiej zauważyłem na sobie korelację między zażywaniem nikoret
      a objawami depresji. Czy jest dostępna czysta nikotyna bez żadnych dodatków w
      postaci gumy do żucia? Chętnie bym przeszedł na taką formę palenia.
      • myslacyszaryczlowiek1 Re: Depresja a nikotyna 30.09.08, 03:58
        Czy przypadkiem gwałtowny wzrost objawów depresji w ostatniej dekadzie
        nie jest wynikiem rzucania palenia.
        • qupaal Re: Depresja a nikotyna 30.09.08, 11:45
          Hmmm... interesujące. W moim przypadku złe samopoczucie powodowało uzależnienie
          od papierosów. Po kilku latach palenia zaczęło mnie to bardzo męczyć. Zmieniało
          mój sposób myślenia, wpływało na moje decyzje. Czasem frustrowałem się
          sytuacjami, w których nie mogłem zapalić, a chciałem tego. Mój umysł zaczął
          kojarzyć proces palenia z ze złym samopoczuciem i po pewnym samo patrzenie, jak
          ktoś pali, przywoływało skojarzenia łaknienia i duszności jednocześnie.

          Ponieważ samo rzucenie papierosów wiązało się u mnie z gruntownym
          przemodelowaniem sobie wyobrażeń, poprzedzone miesiącami "wkręcania" bzdur,
          czułem bardziej euforię niż depresję. Poczucie szczęścia bardzo silnie dawało mi
          wrażenie "czystości". Poza tym starałem się unikać sytuacji, przywołujących
          wspomnienia (nie wychodziłem na przerwy z kumplami idącymi na dymka), choć
          okazję do palenia miałem cały czas. Nawet paczkę papierosów nosiłem cały czas
          przy sobie (!), aby ją tylko po kilku miesiącach komuś oddać.

          Choć nie palę już dziś, uzależnienie pozostało i objawia się, jak wypiję trochę
          relaksacyjnego trunku. Piję bardzo rzadko, ale zdarza mi się wypalać paczkę
          papierosów po pijaku raz na dwa miesięce. Deprymujące jest to, że mój mózg
          będzie pamiętał tę tanią, oszukaną przyjemność.
          • kala.fior Re: Depresja a nikotyna 30.09.08, 20:24
            .. o nikotynie jest parę ciekawych informacji w wątków:

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=84138911&a=84189214
            możliwe (nie jestem specjalista) ze nikotyna maskuje wczesne objawy depresji,
            zamiast samoleczenia nikotynowy substytutem papierosów lepiej chyba porozmawiać
            z lekarzem. Jak jest wspomniane w dalszych watkach, są lepsze lekarstwa niż
            nikotyna.

            pozdrowienia

            kala
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka