maheda
20.12.07, 02:27
Zauważyłyście, że wiele dziewczyn, przerzucających się z rozmiarów dziwnych na
dobrze dobrane, narzeka na pancerność dobrze dobranych biustonoszy?
Zastanawiałam się, z czego to wynika - i już chyba wiem.
Po pierwsze (w sprawie, co świtem piszczy w trawie) - narzekają one na
zabudowanie pod pachami.
Skąd się to bierze?
Otóż - w źle dobranych stanikach miseczka zasłania często ledwie wierzchołek
piersi, i to nawet u dziewczyn z małym biustem. Pas obwodowy staników 75A,
75B, 70A itp. jest wąski, i pod pachami już go prawie nie ma.
Taka dziewczyna - gdy ubierze w końcu dobrze dobrany stanik - zauważy, że
jeśli ubierze swoją ulubioną koszulkę bez rękawów, to widać jej stanik, a
wcześniej żaden stanik jej z wycięcia nie wyglądał!
Po drugie (gdzie się ukrywa echo w lesie) - podobną rzecz zauważa dla dekoltu.
W źle dobranych zasłaniaczach (bo przecież NIE biusto-noszach) można założyć
kieckę z dowolnie prawie głębokim dekoltem - bo przecież tych miseczek prawie
nie ma na biuście.
Miseczki są albo na samych wierzchołkach piersi, albo pod spodem biustu tak,
że piersi się ze sobą stykają, robi się kreeecha i można założyć naprawdę
bardzo głęboki dekolt, bo ta kreska między piersiami ciągnie się przez metry.
Taka dziewczyna dla odmiany zakłada dobrze dobrany stanik, który podnosi jej
biust, rozdzielając przy tym piersi, mieszczące się w miseczkach o dobrym
rozmiarze - i co zauważa? Że dekolt bluzki, który wcześniej był "w sam raz",
obecnie jest ZA DUŻY, bo wystaje z niego stanik.
Do głowy jej nie przyjdzie zazwyczaj, że wystaje, bo biust jest WYŻEJ - nie.
Po prostu zaczyna rozpaczać, że te staniki są tak bardzo mało wycięte i
okropnie wysoko zabudowane :-)))
Co więcej - rozumiem trochę wszystkie te dziewczyny.
Sama jakiś czas temu zastanawiałam się, co zrobić z tym fantem i jak ubrać
tunikę bez rękawów w lecie tak, żeby nie było widać stanika.
Pomyślałam, podrapałam się konstruktywnie po głowie i co?
Kupiłam sobie staniki pasujące mi kolorem do sandałków/tenisówek, dokupiłam do
nich apaszki/chusteczki w odpowiednich kolorach na głowę - i traktuję staniki
jak pełnoprawną część odzieży, a nie jak coś, czego należy się wstydzić i co
należy chować.
Stanik - nawet jeśli jest innego koloru, niż nałożona na niego
bluzeczka/sukienka/tunika/inne - może być częścią garderoby, jeśli jest
dobrany kolorystycznie (może być na zasadzie kontrastu, byle się kolory nie
"grizzly") i mamy dobrane pod niego dodatki.
Zmieniłam sposób myślenia i patrzenia, a ubieranie stało się proste :)
Zastanawiałam się przez moment tylko, czy to nie jest jakiś zbędny
ekshibicjonizm - ale nawet moja Mama, która jest absolutnie i bezwzględnie
konserwatystką, również w kwestiach ubrań i wystawania (absolutnie nie!)
bielizny spod odzieży - stwierdziła, że wygląda to ładnie i nawet nie
zauważyła sama z siebie, że to niebieskie "cuś" wystające spod piaskowego
wdzianka to jest stanik - tak zlał się Jej z innymi punktami tego samego
koloru na mnie.
Dziewczyny, pamiętajcie o biuściastym wymiarze myślenia :)