wichrowe_wzgorza
09.10.05, 16:13
moj sen
Po raz pierwszy w życiu trzymałam w swych dłoniach tak drogocenną rzecz. Nie
miałam pojęcia, skąd ten prezent. Był to naszyjnik. Jego złote, bardzo grube
i skrzętnie połączone ogniwa poprzetykane były grubymi kamieniami rubinu.
Przyjrzałam się uważnie podarunkowi - jak dla mnie - był zbyt złoty i
przesadnie bogaty. Nie lubię złota i rzeczy krępujących, ciężkich,
przykuwających wzrok innych. Czulam zdziwienie, ze dostalam taki podarunek.
Przechodząca obok mnie kobieta zapytała, czy może go przymierzyć. Oczy
nieznajomej wyrażały zachwyt i pożądanie, więc przystałam na prośbę.
Nieznajoma pobiegła obejrzeć się w lustrze... Wróciła. Nie zamierzała zdjąć
go z szyi, zachwycała się nim, choć nie pasował do calosci.
Przez głowę przebiegła mi myśl, że czułabym się dziwnie w tak drogocennym
naszyjniku, ale miałam świadomość, że jest mój. Poczułam się dziwnie, widząc,
iż nieznajoma bez skrupułów wzięłaby prezent przeznaczony dla mnie i poczułam
lęk. Nie potrafiłam poprosić jej, żeby zdjęła mój naszyjnik ze swojej szyi.
Tymczasem ona nie miała najwyraźniej zamiaru go zdejmować, próbując mnie
przekonać, iż powinnam jej koniecznie pożyczyć - nic jej nie powiedzialam, ale
wydusilam z siebie, ze mnie zadowolilby inny naszyjnik, bardziej delikatny i
nagle obok tamtego znalazl się wlasni taki, ktory mnie zachwycił. Był inny -
na wierzchu widniało kilka, bardzo delikatnie, jak pajęczyna poprzeplatanych
ze sobą łańcuszków. Srebrnych lub z bialego zlota, mieniących się odbitym
światłem. Umocowane były do ledwo spod nich widniejącego grubego, złotego
łańcucha...
Lavio, jesli znajdziesz chwile czasu proszę o interpretację:)