nameless102
09.09.07, 18:27
Około miesiąca temu miałem pewien sen. Byłem wtedy po uszy zakochany w jednej
dziewczynie. Ukrywałem to, ponieważ wyglądało na to, że nie jest mną ani
trochę zainteresowana. Jednak raz spotkałem bardzo ładną i miłą inną
dziewczynę. Sporo o niej myślałem, aż w końcu miałem o niej sen. W tym śnie
byłem w dość ciemnym pokoju, słabo oświetlonym. Ta dziewczyna siedziała ze
mną, jednak po chwili odeszła z innym chłopakmiem (mieszka koło niego). Potem
nagle zobaczyłem mojego kolegę, którego ktoś złapał za ramię, a potem zniknął.
Na koniec przyszła do mnie ta dziewczyna, w której byłem zakochany już od
dawna, podeszła do mnie pytając "co słychać u miłości mojego życia?" i objęła
mnie. Kiedy poczułem jej dotyk obudziłem się. Może pokręciłem kolejność, bo ta
dziewczyna, w której byłem zakochany od dawna najpierw zapytała się tego
chłopaka, który zniknął podczas snu co u niego. A ten chłopak, który w moim
śnie został złapany i zniknął, po kilku dniach solidnie się rozchorował, ale
nie w śnie, a w "realu". A ostatnio miałem kolejny sen. Szedłem przed siebie,
obok swojego domu, aż spotkałem mojego sąsiada. Zapytał się mnie o moją
dziewczynę. Wiedziałem, że chodzi o tą dziewczynę, w której się kocham, ale
nie byliśmy razem. Odpowiedziałem mu, że to nie jest moja dziewczyna. A on, że
mam w koło tyle ładnych koleżanek i nie powinienen się przejmować tą jedną.
Ale ja ją naprawdę kocham. Już od półtorej roku, jak nie lepiej. Dogadujemy
się wręcz idealnie. Przepraszam za to, że moja wypowiedź jest tak chotyczna,
ale w razie czego mogę przedstawić jakąś część jaśniej. Czy mógłby ktoś
chociaż spróbować zinterpretować moje sny?