niunia-m
15.02.04, 14:39
Nie chciałabym zostac źle odebraną przez autora tego artykułu, aczkolwiek mam
kilka uwag na temat tej pracy.
Zacznę może os tego, że od kilku lat pasjonuję się kynologia i wszelkimi
związanymi z tym tematem zagadnieniami. Studiując zachowanie moich psów, psów
moich znajomych oraz wszelkich innych często natrafialam na porady dla
właścicieli w stylu " aby twoj pies Ciebie słuchal musisz mu pokazac ,kto
panuje w domu". Czytając je mówiłam "o.k.", kolejny fajny sposób, tylko czy
moje psy to zniosą??? Pewnego dnia ....
W roku 2000 przeprowadziliśmy sie z rodzicami do nowego domu , w nowej
dzielnicy. Nie planowaliśmy kupna psa tak szybko, jak to sie stalo , ponieważ
nasza posesja nie była jeszcze ogrodzona. Pewnego razu zadzwoniła do mojej
mamy jedna z jej koleżanek i zapytala ją ,czy nie chcialaby za symboliczną
kwote odkupić od niej suczki, amstaffki. Moja mama stwierdziła, że dom bez
psa ,to nie jest dom ,toteż następnego dnia pojechalismy "obejzec" pieska.
Iris(tak się wabi) leżala na swoim poslaniu, kiedy weszliśmy do
mieszkania ,nawet nie podnosła głowy, totalnie nas zlekceważyła. Mało tego,
aby zademonstrowac swoją pozycje w domu wyszla do innego pokoju i nie chciala
przyjśc naet wowczas ,gdy wabilismy ja smakołykiem( jeszcze nie wyciagajcie
wniskow, zaraz wszystko sprostuje ,zaczynam od podstaw). Spodobało nam sie
to ,ze jest taka "spokojna" , nie mialam wowaczas pojęcia o sposobach
zachowywania się psów.
Przez następne trzy lata Iris notorycznie uciekala(zawsze wracala), co było
dla mnie okropnym przeżyciem ,gdyz biegający wolno amstaff nie budzi u mnie
na osiedlu najlepszych skojarzen. Dziękuje Bogu za to ,że nikogo nie pogryzla
i nic nie zniszczyla w tym casie.Poza tym Iris ani razu nie zasczekala w
momencie ,kiedy ktos obcy zbliżl sie do domu, lekcewazyla szelkie komendy,
nie chciala jeśc(winilsmy producentów karm). Mimo to byłm bardzo przywiazana
do niej , nie gryzła mnie , pozwalala mi na wszystko.
Pol rou temu Iris ymyśliła ( tak sadzilismy) ,że bardzo łatwo jest uciec,
kiedy siatkę z ogrodzenia przegrzie się. Powstaje wtedy otwor ,którym można
wydostac się na zewnątrz. Mieliśmy tego dosyc. Postanowiam uzbierac trochę
pieniedzy i udać się na szkolenie do Związku Kynologicznego. Dzisiaj
myślę ,ze to byl błąd, etody stosowane na szkoleniu w rzaden sposób nie
motywowaly mojego psa do pracy. Nic jej się nie chcialo, pracowala"średnio",
godziny spędzone wspolnie traktowała jako przymus ,a nie jako "dobrą zabawe".
Przy nodze chodziła ładnie, nie chciala jednak przyjśc na zawoanie, ogranczaa
się do stanięcia w miejscu i poczekania ,az po nią pr5zyjde .O aportowaniu
nie było mowy. Treser Mowił ,żebyśmy wybiegali psy rzed kursem, karmili je
rano , by do popołudnia zdążyły zgłodniec.
Robiłam wszystko co moglam ,ale w dniu egzaminu na tyle się zestresowałam ,że
Iris absolutnie mnie olała. Dostałyśmy trójkę.... :-(
W międzycasie kupilam sobie psa razy labrador retriever, także suczkę.
Dwa psy w domu wymgły na mnie poszukania lepszej metody szkolenia i
znalezienia wspolnego jezyka. Ne jesem maniaczka ,kora calymi dniami
przesiaduje z psami na łace i ćwiczy z nimi rózne komendy. Daleko mi do tego.
Jak możecie się pewnie domyślic juz po paru tygodniach poszkoleniu , mimo
ciaglego powtarzania wszystkich kmend Iris zniechecila sie do jakichkolwiek
ćwiczen, miala tego po prostu dosyc. Spędzanie casu tylko ze mną przestalo ją
cieszyc. Wtedy zroumiaam ,że cos jest nie tak ,że szkolenie nie rozwiazuje
wszystkich roblemów, tym bardziej ,ze w grupie psów z mojego kursu znalazl
sie syn Iris, nie stety wykluczono go z egzaminu, kazano nosić kolczatke(o
zgrozo!!),poniewaz nie byl wogole posluszny swoim własciecielom. W
listopadzie zaczęlo mi odbijac na punkcie psow(już wcześniej planowalam
zalożenie większej hodowli), stierdzilam ,że nie nadaje się na hodowcę ,
jesli nie potrafię znaleźc wspolnego języka z moimi psami. Nie chcę mic
przeciex "taśmy produkcyjnej" , nidy nie chcialam krzywdzić zwierząt, co w
tamtej chwili zdarzalo m sie coraz częściej: krzyczalam, zakładalam moim psom
kolczatki, ni puszcalam je ,aby sie wybiegaly.
W grudniu kupilam książkę (poradników ,takich jak powyzszy artykulmiałam juz
conajmniej 10) "Zapomniany język psow"Jan Fennel(kosztuje o.k. 35 zł).
przczytalam go w jeden dzień. Drugiego dnia kupiłam cz. II tej serii. Była to
pierwsza ksiązka ,ktora w 100% wyjaśniła mi zachowanie psow, etody pracy z
nimi , wiele przykladow , historii podanych w ksiązce pomogło mi przekonac
się do metody proponowanej przez autorkę. Od nowego roku chcialam sprobowac
wszyskich nowych zasad, trudno było mi przekonać rodzine ,by robli to samo co
ja ,tymbardziej ,że moj tata sadzi ,że psy są "fałszywe". Blagałam więc
szystkich czlonkow rodziny ,y sprobowali prze dwa tygonie stosowac tą metode,
poparlam to stwierdzenem ,ze juztyle roznych rzczy probowalismy ,że
wartozrobić i to.( w glębi serca czulam ,że tym razem nam się powiedzie).
Eekty nowej metody widoczne były juz druggo dnia ,po tygoniu moje psy
przestały sikac w domu(zapomniala o tym wspomnieć) ,gonic za kotami , gryźc
się i wchodzic na kanapy.Po dwoch tygoniach Iris zaczęła byc czujna,
jednczesnie psy pozbyly się nieznośnego nawyku skakania na naszych gosci oraz
na nas w momencie wchodzena do dmu. Dzisiaj(15,02,2004) po dwoch mesiącach
żyje mi się z moimi psami o wiele lepiej. nie wszystk mam jeszcze
dopracowane. wynika to jednak z faktu ,że meska częśc rodziny nie wierzy ,że
to wlaśnie dzięki opisanemu w ksiązce sposobowi osiągamy takie sukcesy, totez
często lamią oni żelazne zasady.Psy wykorzystuja to w mgnienu oka. i kiedy
wracam do domu ze szkoły ,a na podłodze leży pogryziona karimata, talerz ze
stołu, a moje psy na mnie skaczą ,to wiem ,że moj tata musiał opełnić bląd.
Polecam wszystkim miłośnikom w.w. książkę, czekam na listy(piszcie na
niuniamensfel@poczta.fm).
Na koniec pragnę wspomniec, o tym ,ze ta metode wprowadzamy z kolezanka u
niej w domu i jej dobermanka może teraz byc spuszana ze smyczy bez obawy,ze
kogoś pogryzie.
Jest tyle neszczęśliwych psow, jeszzce wiecej nieszczęśliwych
wlaścicieli.Postarajmy sie zrozumiec nszych pupili, nie bedzie wowczas
obawy,że pewnego dnia bedziemy chcieli sie ich pozbyć.