Dodaj do ulubionych

Autorytet nauczyciela

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.04, 11:00
Oto inny problem, który mnie gnębi.
Autorytet nauczyciela, wiadomo rzecz niezbędna.Nauczycielowi,który go posiada
praca idzie łatwiej. Niektórzy próbują zastąpić go strachem.
Są jednak sytuacje które powodują,że autorytet ten może ulec zachwianiu.
Na zebraniu rodziców spotkałem się z sytuacją, gdy dyrektor szkoły przerwał
wypowiedź nauczycielowi słowami;Dobrze, skończy pan potem.
W sposób prosty pokazał,że sam jest źle wychowany, a jednocześnie że
nauczyciel niewiele znaczy w tej szkole.
Napiszcie proszę z jakimi Wy spotkaliście się sytuacjami.
Matematyk
Obserwuj wątek
    • Gość: Matematyk Re: Autorytet nauczyciela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.04, 11:58
      Nie macie problemów z utrzymaniem autorytetu, czy nie jest to istotny problem?
    • fan_gazety Autorytet... nie łatwo go mieć, a jeszcze trudniej 05.09.04, 12:28
      o tym wszystkim pisać. Bo trudno pisać o sobie jako o osobie, która ma
      autorytet. Kto o tym wie tak naprawdę? Mogę przypuszczać, że mam. Ale to może
      być ułuda... Cóż to jest w ogóle autorytet? Najlepiej byłoby gdyby o autorycie
      nauczycieli pisali uczniowie...
      W każdym razie osobiście nie spotkałem się z sytuacją, by ktoś próbował
      podważyć celowo mój autorytet, zakładając oczywiście że mam go choć trochę :-).
      Ale najłatwiej chyba samemu zniszczyć posiadany przez siebie autorytet. Nie
      potrzeba do tego osób innych...
      • Gość: poradnia Re: fana gazety IP: *.siec / 213.17.244.* 05.09.04, 15:25
        Nie czujesz tego, że masz autorytet?
        Dwa ostatnie zdania w Twoim poście są jak najbardziej prawdziwe. Na posiadanie
        autorytetu lub jego utratę pracujemy sami: swoją postawą, wiedzą, otwartością
        na drugich, obiektywizmem. Pewno to nie wszystko, ale jak się te hasła przekuje
        w konkrety - to jednak dużo.
        • fan_gazety Niezręcznie jest pisać o swoim autorytecie 05.09.04, 15:56
          przy nieobecności innych, którzy by to mogli jakoś potwierdzić. Dlatego temat
          uważam za trudny w sensie osobistym.
          • Gość: poradnia Re: Niezręcznie jest pisać o swoim autorytecie IP: *.siec / 213.17.244.* 05.09.04, 21:29
            Jasne, zapewnianie, że masz autorytet nie jest zręczne, nie jest przekonujące,
            ale o problemie autorytetu, jego znaczeniu w dydaktyce i wychowaniu pogadać
            przecież można.
            • fan_gazety Jasne :-). Tą trudnością tłumaczyłbym słaby odzew 05.09.04, 21:38
              na ważny przecież wątek.
    • Gość: poradnia Re: Autorytet nauczyciela IP: *.siec / 213.17.244.* 05.09.04, 15:18
      Autorytet - ważna rzecz.
      Nie sądzę, aby można go było stracić wskutek scenki, o której piszesz, to
      raczej dyrektor blado wypadnie, jeśli przerywa nauczycielowi mówiącemu z
      sensem.
      Pamiętaj: jeśli ktoś zechce podkopać Twój autorytet, to na ogół będzie to robił
      cichcem, za Twoimi plecami, rzadko przy Tobie.
      • Gość: myslak zgadzam się z poradnią :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.04, 18:51
        Jeśli nauczyciel cieszy się autorytetem, dyrektor takim nietaktownym
        zachowaniem ośmieszy siebie - i wyłącznie siebie.
      • Gość: presto Re: Autorytet nauczyciela IP: 213.155.191.* 10.10.04, 00:15
        Ale wtedy już to pachnie mobbingiem, zwłaszcza jezeli to jest dyrektor szkoły.
        Wtedy ofiarę osacza sie powoli, ale ze wszystkich stron.
    • Gość: Matematyk Re: Autorytet nauczyciela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 18:15
      Podciągam temat bo widzę piętro wyżej,że Olek ma problemy z autorytetem. Temat
      to niezbyt popularny wśród nauczycieli, choć wydawało mi się,że powinno być
      inaczej.
      Ostatnio znajomi przekazują mi jak wygląda wyrabianie "autorytetu" w
      warszawskich szkołach i ciarki chodzą mi po plecach.
      • amused.to.death Re: Autorytet nauczyciela 21.09.04, 18:18
        > Ostatnio znajomi przekazują mi jak wygląda wyrabianie "autorytetu" w
        > warszawskich szkołach i ciarki chodzą mi po plecach.

        a jak wygląda?
        • Gość: Matematyk Re: Autorytet nauczyciela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.04, 14:24
          Oto jeden przykład.
          Klasa jest zbyt głośna, wyjmujemy karteczki, szybkie dyktowanie zadań, czas- 5
          minut, do biegu, gotowi, start. Po pięciu minutach wyrywanie kolejno piszącym
          kartek z rąk. Jakie mogą być stopnie, gdy dłużej trwało dyktowanie zadań niż
          czas przeznaczony na ich rozwiązanie? Wiadomo, że nie są to stopnie za poziom
          wiedzy, więc za co? Za zachowanie?
          Te stopnie mówią; ja tu rządzę a wy macie kłopot by poprawić te jedynki.
          Czy ten nauczyciel będzie miał autorytet?
          • fion_a Re: Autorytet nauczyciela 27.09.04, 15:25
            A co Twoim zdaniem nauczyciel miał zrobic??Jak sądzę jestes doswiadczonym nauczycielem, wiec moze znajdą się jakies porady dla praktykantki??;)
            Często są takie własnie sytuacje,zwłaszcza, jesli nauczyciel jest mlody i poczatkujacy, ze klasa go "próbuje" na ile im pozwoli. Taki nauczyciel nie ma jeszcze "autorytetu" i nie wiem, jak mialby go zdobyc, jesli nie w taki wlasnie sposob, ze szybko "utnie" zagrywki uczniow??I będzie w tym konstekwentny??
            Jestem obecnie praktykantka (w technikum), mialam tez praktyki w gimnazjum (na szczescie tylko obserwacja)i naprawde nie mam pojecia jak mozna ujarzmic taka grupe:((
            Jesli slowa nie pomagaja, prosby o cisze rowniez, przygotowanie ciekawej lekcji rowniez, to chyba jedynie odpytanie lub kartkoweczka. Może po którejs jedynce z kolei zrozumieją co się do nich mowi??Albo, ze po prostu im sie to nie oplaca??
            Autorytetu w obecnych czasach, jak posluchac mlodziezy, to nie ma nikt, albo prawie nikt.
            A moim zdaniem nauczyciel autorytet moze zdobyc jedynie konsekwencja oraz swoja na tyle ciakwa osobowoscia, ze przyciagnie uwage. I oczywiscie wiedza. Niestety, w mojej szkolnej karierze takich nauczycieli bylo 2, wiec nie jest to latwe.

            Nalatwiej maja doswiadczeni nauczyciele, ktorzy autorytet wyrobili sobie kilka lat wstecz, i jest przekazywany przez uczniow w opiniach na temat tegoz nauczyciela. Tym bardziej, ze przez te kilka lat zdazyl nabrac dystansu do siebie, uczniow i przede wszystki zdobyl duzo wiedzy pedagogicznej...

            Natomiast jakbym ja miala zaczac pracowac nad autorytetem jako poczatkujaca nauczycielka, nie wiem. Na studiach nikt mnie tego nie nauczyl. A na praktykach
            obstawiają nas nauczyciele, więc jest wzgledny spokój.
            • kaz_dra Re: Autorytet nauczyciela 02.10.04, 15:20
              fion_a napisała:

              > A moim zdaniem nauczyciel autorytet moze zdobyc jedynie konsekwencja oraz
              swojana tyle ciakwa osobowoscia, ze przyciagnie uwage. I oczywiscie wiedza

              *** I jeszcze jedno, nie wiem czy nie najważniejsze: bądź sobą, patrz na
              siebie z przymróżeniem oka, na początku nie graj ( z czasem będzie to koniczne,
              nie bez powodu porównuje się nasz zawód z aktorstwem), przyznawaj się do swoich
              pomyłek, bądź autentyczna,nie okłamuj uczniów. To bardzo pomoże Ci
              w zdobywaniu autorytetu. Po prostu licz na siebie i swój instykt, nie myśl
              o zdobywaniu autorytetu. On przyjdzie sam i to bardzo szybko w Twoim przypadku,
              bo odbieram Cię jako osobę przebojową, myślącą, chcącą, a takich nauczycieli
              dzieci lubią, a jak lubią, to i będziesz mieć u nich autorytet.
              • fion_a Re: Autorytet nauczyciela 02.10.04, 22:54
                Po prostu licz na siebie i swój instykt, nie myśl
                > o zdobywaniu autorytetu. On przyjdzie sam i to bardzo szybko w Twoim przypadku,
                >
                > bo odbieram Cię jako osobę przebojową, myślącą, chcącą, a takich nauczycieli
                > dzieci lubią, a jak lubią, to i będziesz mieć u nich autorytet.

                Dziekuje, za mile slowa:))Ale ja sie wcale taka nie czuje, ani przebojowa, ani pewna siebie(jestem niesmiala i wstydliwa i w ogole 30 par wpatrujacych sie we mnie oczu to bylo dla mnie straszne na poczatku), a przede wszystkim wiem,ze mam braki w wiedzy (bo moge uczyc tzw. przedmiotow ogolnozawodowych, ktorych jest z 10, jak nie wiecej, a tak naprawde, zadnego nie zrobilismy na studiach na poziomie naprawde zadowalajacym i dajacym wiedze. Moim zdaniem nie mam jej wystarczajaco, itego wlasnie sie boje. Jak sama wiem, zewielu rzeczu nie umiem, w danym temacie nie czuje sie pewni, wiec nie moge prowadzi lekcji bedac pewna siebie i tego co mowie.

                A nauczycielka-opiekunka praktyk miala wiedze naprawde szeroka, uczniowie to wiedzieli i czuli(zawsze tak bylo,ze inni nauczyciele czegos nie umieli, nie umieli wytlumaczyc a Ona owszem, zawsze, nigdy nie powiedziala:nie wiem, a ja podczas praktyk kilka razy(nie z tematu, ktory prowadzilam, ale musialam powiedziec uczniom, ze czegos nie wiem i strasznie mi z tym zle:()
            • kaz_dra Re: Autorytet nauczyciela 02.10.04, 15:31
              fion_a napisała:


              > Nalatwiej maja doswiadczeni nauczyciele, ktorzy autorytet wyrobili sobie
              kilka lat wstecz, i jest przekazywany przez uczniow w opiniach na temat tegoz
              > nauczyciela. Tym bardziej, ze przez te kilka lat zdazyl nabrac dystansu do
              siebie, uczniow i przede wszystki zdobyl duzo wiedzy pedagogicznej...

              ***Racja, ale ten nauczyciel też zaczynał i taż miał takie dylematy!! :)))

              > Na studiach nikt mnie tego nie nauczyl

              ***Nikogo na studiach tego nie uczono (niestety, choć nie wiem, czy tego można
              nauczyc..:)), a jakoś wielu daje sobie radę.
              Czy na praktykach zawsze byłaś obstawiana przez nauczyciela?
              Ja właśnie dlatego czasem daję wolną rękę praktykantowi, aby mógł próbować
              znaleźć się w sytuacji. Potem on mi się "spowiada" i dalej pracujemy nad
              problemem, albo cieszymy się z sukcesu. O ile praktykant daje mi szanse, tzn.
              ma coś w sobie .
              • fion_a Re: Autorytet nauczyciela 02.10.04, 22:41
                > Czy na praktykach zawsze byłaś obstawiana przez nauczyciela?
                > Ja właśnie dlatego czasem daję wolną rękę praktykantowi, aby mógł próbować
                > znaleźć się w sytuacji.

                Przewaznie bylam obstawiana. A jak bylam, czulam sie pewnie,ze ktos mnie kontroluje, w razie czego pomoze. Jak zostawalam sama(nauczycielka wyszla np. na zaplecze), od razu klasa zaczynala rozmawiac, a ja tracilam pewnosc siebie.
                Tylko jedna klasa byla fajna, tzn. mi sie wydawalo, ze byli grzeczniejsi i pozytywnie nastawienie( byc moze wcale nie, ale ja mialam takie wrazenie) i czulam sie pewniej, lepiej mi sie z nimi rozmawialo.
    • Gość: aga Re: Autorytet nauczyciela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 23:28
      moich nauczycieli bardzo szanuję i doceniam ich pracę... ale dopiero teraz, gdy
      szkołe skończylam i juz ich wiecej nie zobaczę... głupio mi patrzec im w oczy.
    • Gość: Matematyk Re: Autorytet nauczyciela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.04, 14:01
      Jako matematyk liczę na odpowiedź, Jak ww postępowanie wpłynie na autorytet
      nauczyciela?
      • Gość: Matematyk Re: Autorytet nauczyciela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.04, 14:21
        Widzę,że nie mam na co liczyć. Własne grzechy brać nauczycielska przemilcza, bo
        nie mogę uwierzyć, że na forum pojawiają się same ideały.
        Potraficie krzyczeć jedynie gdy spotyka was w waszym mniemaniu krzywda. Wasze
        frustracje, kompleksy odbijają się na uczniach.
        • Gość: kola Re: Autorytet nauczyciela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.04, 23:15
          Wiesz, ja jestem uczniem, może raczej byłym uczniem, dlatego może napiszę o
          autorytecie nauczyciela od tej drugiej strony. Największym autorytetem był dla
          nas nauczyciel matematyki (dla wszystkich bez wyjątku, choć jak wiadomo
          matematyka nie jest przedmiotem, który wszyscy kochają). Myślę, że dlatego, że
          ten nauczyciel traktował nas poważnie. Od pierwszego dnia naszej nauki. I widać
          było, że lubi młodzież i lubi uczyć. My to czuliśmy. Powiedział, że jest dla
          nas i po to, by nas matematyki nauczyć, a nie po to, żebyśmy znienawidzili
          przedmiot, który do łatwych nie należy. On nie musiał dyscyplinować klasy
          kartkówkami, pałami itp. U niego nikt nie czuł się gorszy, każdy uczeń był
          traktowany z szacunkiem, nawet ten, który uchodził za największego chuligana w
          szkole. I u niego na lekcjach ten chuligan był normalnym, spokojnym, młodym
          człowiekiem. I zawsze wiedzieliśmy, że jego oceny są sprawiedliwe i kryteria
          tej oceny były jasne dla każdego. Nie krzyczał, potrafił rozśmieszyć klasę do
          łez i wykazywał ocean wprost cierpliwości w tłumaczeniu tajników matematyki.
          Więc myślę, że może to jest tajemnica autorytetu nauczyciela: traktowanie
          swoich uczniów z szacunkiem i umiłowanie zawodu, który się wybrało.
    • Gość: Marematyk Re: Autorytet nauczyciela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 16:21
      Nie jest więc z tym autorytetem tak różowo jak by się po pierwszych postach
      wydawało. List Fiony jest tego najlepszym przykładem. W czasach gdy włożenie
      kubła na śmieci na głowę nauczyciela zdarza się coraz częściej jak wy
      dyscyplinujecie klasę?
    • Gość: myslenie-szkodzi Re: Autorytet nauczyciela IP: *.81-161.gts.tkb.net.pl 28.09.04, 21:45
      Fajny temat, Matematyku :)

      może opowiem pokrótce o nauczycielach, którzy raczej bardziej niż mniej,
      posiadają autorytet w mojej szkole, oraz o tych, którzy nie mają nawet co o nim
      marzyć (moim zdaniem)

      Przede wszystkim nauczycielka fizyki. Kobieta z długoletnim stażem zawodowym,
      wydaje się być zcalona ze starym budynkiem szkolnym ;) Od pierwszej lekcji
      potraktowała nas bardzo poważnie. Kilkakrotnie powtórzyła, że doskonale zdaje
      sobie sprawę, że fizyka nie jest przedmiotym łatwym ani lubianym. Że na lekcji
      wymaga uwagi, skupienia. W każdej z trzyosobowej ławce zawsze sadza osoby dobre
      z przedmiotu, po bokach te słabsze. Podczas gdy ona tłumaczy, w sali panuje
      niezmącona cisza. Tłumaczy powoli, dokładnie, powtarza, zwraca uwagę na
      wszystkie elementy. Potrafi wałkować zagadnienie przez kilka lekcji, aż wszyscy
      zrozumieją (nawet jako tako, ale zrozumieją). Podczas rozwiązywania zadań
      możemy się porozumiewać między sobą, ha, nawet to zaleca, aby pomagać sobie,
      oczywiście w każdej chwili można poprosić ją o pomoc. Świetna nauczycielka,
      traktująca swoją pracę, przedmiot i przede wszystkim uczniów bardzo, ale to
      bardzo poważnie. Od kilku lat już odchodzi ze szkoły, zrobiła to w ubiegłym
      roku szkolnym w drugim półroczu.

      Na jej miejsce przyszedł młody, niedoświadczony nauczyciel. Temat opracowywał z
      podręcznikiem w ręku. Zero zadań ze zbioru. Zero prawdziwego tłumaczenia. Z
      fizyki po pół roku z nim byliśmy zieloni, hm, trudno się dziwić, skoro
      opracowywał temat praktycznie z osobą stojącą przy tablicy. Było nad 27 osób,
      więc nie sposób tą metodą dotrzeć do wszystkich. Nie reagował na nasze
      prostesty i uwagi że nie rozumiemy, był bardzo zdziwiony. Autorytetu brak,
      siedzenie na fizyce z nogami na ławce i słuchanie muzyki z walkmana to normalka.

      dalej sobie narazie daruję, bo prawdopodobnie nikomu nie będzie się chciało
      tego czytać :)

      pozdrawiam :)
      • Gość: Matematyk Re: Autorytet nauczyciela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 17:05
        Dziękuję za opinię,że to ciekawy temat, zobacz jednak jak mało popularny wśród
        nauczycieli. Zero odzewu, a pewnie każdy ma ten problem, bo ciało uczniowskie
        pyskate i miejscami chamskie.
        Ciekawe ,że ci z autorytetem to nauczyciele starsi, "zrośnięci ze
        szkołą".Przypadek?
        Może oni przekazaliby jakąś złotą receptę na autorytet? Bo stanowisko młodych
        można podsumować jednym zdaniem -szkoda czasu na głupoty, byle do przodu
        • Gość: myslenie-szkodzi Re: Autorytet nauczyciela IP: *.81-161.gts.tkb.net.pl 29.09.04, 21:00
          > Ciekawe ,że ci z autorytetem to nauczyciele starsi, "zrośnięci ze
          > szkołą".Przypadek?

          Czy ja wiem :)

          Mam polonistkę, sporo młodszy odpowiednik fizyczki, myślę, że świetnie
          radziłaby sobie nie tylko jako nauczycielka, bo swoją pracę traktuje bardzo
          serio. A że jej praca to również my, to tylko lepiej :) Jak narazie mam z nią
          lekcje od miesiąca, ale jeszcze nigdy nie miałam bdb z gramatyki :) Może
          kiedyś, ale to bardzo dawno :) Wymaga bardzo dużo, a ja leniwa jestem heheh
          więc jeszcze się pojawię na forum i będę na nią narzekać ;) Póki co irytuje
          mnie jej doskonały słuch, szeptu-szeptu z koleżanką nie wchodzi w grę ;)

          Trzymaj się ciepło Matematyku, ja już zaczynam łykać tran i witaminki :)
    • Gość: :( Re: Autorytet nauczyciela IP: *.the / *.west.biz.rr.com 29.09.04, 21:39
      oj tak....
    • almost.blue Re: Autorytet nauczyciela 29.09.04, 22:26
      Z tym autorytetem to nie taka prosta sprawa. Wiadomo, każdy chciałby go mieć, ale co zrobić, żeby go mieć?
      Ja uczę dopiero pięć lat. I cały czas uczę się jak uczyć:)
      Teraz jest już nieźle, ale pamiętam jak zaczynałam i jak bardzo byłam zagubiona. Nie wiedziałam co robić i kogo poprosić o pomoc.

      Ostatnio doszłam jednak do wniosku, że 'postępy' chyba zrobiłam, bo kiedy jakiś uczeń spotka mnie na przystanku, czy w empiku przy półce z płytami tak jak dzisiaj, to często nie tylko powie 'dzień dobry', ale i podejdzie, żeby porozmawiać.


      I żeby było śmieszniej, to moja mama właśnie jest nauczycielem. Takim z autorytetem. Nie narzeka na problemy z dyscypliną itp. Owszem, mówi, że dzieci przez ileś tam ostatnich lat się zmieniły, ale nie ma problemu 'co zrobić by mnie słuchały'. No, ostatnio tylko narzekała, że jakaś klasa jest mało aktywna, ale już się chyba rozkręcają:)))
      Czasami byli uczniowie podchodzą na ulicy, pytając czy ich pamięta...

      Kiedy zaczynałam uczyć, zastanawiałam się jak ona to robi. I w sumie nadal nie wiem. Jest całkowicie normalna i naturalna. Wiem, bo wiele wiele lat temu trafiłam kiedyś do jej klasy.
      • Gość: SAM WIESZ KTO Re: Autorytet nauczyciela IP: 217.153.143.* 30.09.04, 12:35
        Trudny temat. W szkoel ucze dopiero trzcie rok,a le z tego zo zauwazylem to
        trzeba byc soba. Uczniwoe bezblednei wyczuja kazdy falsz i wytkna bezlitosnie.
        Chyba jakis tam autorytet mam poniewaz raczej problemow z dyscyplina nie mam i
        nawet maturzysci sprzed dwoch lat mowia mi dzien dobry. Co dokladnei robei
        trudno mi powiedizec. wiem,z e jezlei sie pomyle a uczen mi to udowodni to
        odstaje piatke za aktywnosc - nigdy sie nei obrazam o wskazanie bledu. To sa
        drobiazgi ( dal niektorych byc moze glupoty),ale autorytet buduje sie powoli.
    • Gość: x Re: Autorytet nauczyciela IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 30.09.04, 14:38
      miasta.gazeta.pl/radom/1,35219,2313523.html
    • fan_gazety Powoli, powoli, a jednak się rozkręca :-) 01.10.04, 09:17
      Nie spotkałem się z żadną sytuacją, w której ktoś (np. dyrektor) chciał celowo
      podważyć mój autorytet (zakładając, powtórzę, że go mam). Wiem, że zdarza się,
      że nauczyciele nawzajem o sobie z uczniami rozmawiają. Czasem pozytywnie,
      czasem negatywnie. Sędz jednak, że ma to minimalne znaczenie w budowaniu
      autorytetu. Najważniejsza jest wg mnie
      - pasja w pracy,
      - autentyczność w tym, co sie robi,
      - fachowość i pewność swojej wiedzy, co ułatwia bycie autentycznym (np.
      czytanie na lekcji z podręcznika temu nie pomaga),
      - przyjacielskie nastawienie do uczniów,
      - otwartość na ich problemy,
      - dobry humor i dystans do samego siebie oraz do uczonego przez siebie
      przedmiotu,
      - rzetelność w pracy, czyli punktualność, słowność (terminy oddawania prac!!)
      itp.
      - sprawiedliwość,
      - konsekwencja w egzekwowaniu wymagań.

      Kolejność ww dowolna :-). Praca w szkole to nie przelewki. Mamy duży wpływ na
      to, jacy będą ci młodzi ludzie, z którymi się spotykamy w szkołach. To nie jest
      zawód dla bumelantów i osób wypalonych. I to nie jest zawód dla ludzi, którzy
      mają kłopoty ze zbudowaniem autorytetu.
      Z mojej praktyki wynika, że zbudowanie autorytetu nie jest trudne. Wystarczy
      lubić tę pracę i uczniów. Będąc uczniem, miałem szczęście spotkać się w LO z
      kilkoma nauczycielami, którzy byli dla mnie autentycznymi autorytetami, na
      czele z wychowawcą i dyrektorem szkoły. Oni nie robili żadnych nadzwyczajnych
      zabiegów by autorytet zdobyć. Oni go mieli, tak po prostu.

      • kaz_dra Re: ..tylko ta sprawiedliwosć.. 02.10.04, 12:21
        Cześć. Zupełnie jakbym sama to napisała.
        Mam tylko zawsze 1 problem. Sprawiedliwe ocenianie. Uważam, że
        najsprawiedliwszy nauczyciel nie potrafi wystawiać zawsze sprawiedliwych ocen.
        Przede wszystkim mnie osobiście brak skali ocen. Nie 10 czy 20 stopni, ale
        minusów i plusów, kropeczek itp (dla siebie mam taką skalę, ale w dzienniku nie
        wolno).
        Poza tym ocena tej samej np. pracy ucznia w jednym dniu wychodzi mi na 5, a w
        drugim,kiedy do niej powrócę na 4. Więc predyspozycje psychiczne w momencie
        oceniania?
        Ja się często przed uczniami tłumaczę sama, dlaczego taka ,a nie inna ocena.
        Zdarza się też , że zmieniam przy uczniach ocenę oczywiście motywując. "proszę
        pani, ja mam to samo co Basia, a pani dała mnie 3 a jej 4." Biorę obie prace
        i ustalam wspólną ocenę, o ile oczywiście dziecko ma rację. Staram się być
        zawsze obiektywna, ale czy potrafię świadomie całkiem uciec od subiektywności?
        Czasem Basia dostaje 4, bo Basia jest słabiutką uczennicą, a ja jestem cała w
        skowronkach, że jednak potrafiła się nauczyć. :)
        • fion_a Re: ..tylko ta sprawiedliwosć.. 02.10.04, 22:36
          Jeśli chodzi o ocenianie, to naprawde strasznie ciezko kogos sprawiedliwie ocenic,znaczy sie jego wiedze.
          Jako praktykantka mialam okazje w 2 klasach przeprowadzic krotka kartkowke z zadan. Za poprawnie roziwazane zadanko -1pkt, lacznie 12. Zaczelam sprawdzac poczatkowo tylko wyniki. Ale po chwili przemyslalam sprawe, ze przeciez mozna rozwiazac zadanko dobrze,rozumiec o co chodzi, ale pomylic sie, zwykle przeoczenie itp. Zaczelam wiec sprawdzac dokladnie metode rozwiazania, jak wystepowaly wymienione bledy,zaliczalam. Ale czy to bylo sprawiedliwe wzgledem osob, ktore obliczenia robili na innej kartce,czy olowkiem i wygumowaly, a tez mogly myslec dobrze, tylko pomylic sie przy przepuisywaniu??

          Albo punktacja??jeden punkt roznicy, a juz cala ocena w dol itp.,itd.
          Strasznie to trudne. A co dopiero z klasowkami z teorii??kazdy pisze swoimi slowami, i jak tu wychwycic, co jeszcze ma sens, a co juz jest "laniem wody" i pisanuiem na oslep??

          Albo odpowiedz ustna.
          Jeden uczen mowi wszystko swoimi slowami, moze nie zawsze super poprawnie je dobieral,ale widac bylo,ze sens zagadnienia rozumie. Drugi pieknie recytowal definicje, ktore sama mu podyktowalam, ale nie wiedzialam, czy rozumie sens wypowiadanych slow i zaganienia. Ale za to sie swietnie nauczyl. Ten pierwszy podejrzewam, ze sie nic nie uczyl, tylko pamietal z lekcji i zrozumial. I jak ich ocenic??(obaj byli z innych klas, ale materiał i pytania mieli te same)
          • fan_gazety Do fion_a: może jest sposób na te trudności? 04.10.04, 09:31
            Cierpliwie pomagac uczniom w budowaniu w sobie dystansu do ocen, bo nie jest to
            rzecz najważniejsza na świecie. Najważniejsza jest droga do celu a nie sam
            cel...
            Wiem, że to dzis nie modne, w czasach rankingów itp. klasyfikacji, ale jestem
            przekonany, że dystans uczniom jest konieczny. I ich rodzicom także :-).
            • kaz_dra Re: Do fion_a: może jest sposób na te trudności? 04.10.04, 14:54
              Właśnie. Zawsze staram się tłumaczyć , zwłaszcza gimnazjalistom, ze nie ma
              sprawiedliwych ocen, że ważne co umieją itp, a oni mają niezmienną odpowiedź:
              rodzice. No i rankingi, których podobno nie ma. :))
              • fan_gazety Re: Do fion_a: może jest sposób na te trudności? 04.10.04, 15:48
                > a oni mają niezmienną odpowiedź: rodzice.

                ** Trzeba więc przekonać do tego i rodziców, a to bywa trudne.
                • Gość: Fiona Re: Do fion_a: może jest sposób na te trudności? IP: *.pl / *.pl 04.10.04, 19:42
                  Cóż, to wcale nie jets takie latwe, bo ja tez wole dostac 5 niz 4, zwlaszcza, jesli ktos, kto dostal 5 umie i np. napisal mniej ode mnie.....
                  Podejrzewam, ze licealisci tez wola byc oceniani sprawiedliwie. A dobre oceny i dobre swiadectwo, to dzis niezbedne minimum, aby zrobic krok naprzeód.
                  Na studiach oceny tez wazne, gdyz to one daja stypendium. A na jakiej podstawie profesorowie wystawiaja oceny na ustnych egzaminach po 4 latach studiow nadal nie wiem;)
                  Ale watek o ocenianiu juz byl, i widocznie nie ma jednej, sprawiedliwej i uniwersalnej metody.

                  A jak latwo mozna kogos zniechecic do nauki niesprawiedliwymi ocenami, to doswiadczeni Nauczyciele na pewno doskonale wiedza...
                  Nie mowie, ze to jedna ocena, ale kilka moze sprawic, ze odechciewa sie wszystkiego.
                  Zreszta, skoro 4-8 lat temu umielismy kalkulowac, co sie oplaca i na co sie oplaca uczyc, a na co nie( bo np. i ten, co sie uczy i probuje ma takie samo 2 czy 3 jak ktos, kto nic nie robi), to na pewno robia to uczniowie i teraz.
                  Wiec zgadzam sie calkowicie, ze najlepiej system oceniania miec jasny i przejrzysty, byc konsekwentnym i wymagania dokladnie omowic na pierwszej lekcji, ale wiadomo,ze bywa roznie...
                  • kaz_dra Re: Do fion_a: może jest sposób na te trudności? 04.10.04, 21:24
                    Fiona, my wiemy o odczuciach uczniów w związku z ocenianiem, stąd ta dyskusja,
                    nie I i nie ostatnia. Zdajemy sobie sprawę, że nasze oceny mogą być przez
                    uczniów różnie odbierane( my też byliśmy uczniami i mieliśmy takie same
                    pretensje) i że nam trudno mimo najlepszych chęci zawsze sprawiedliwie ocenić.
                    Nie mówmy jednak o ocenach cząstkowych. Ważniejsze są oceny semestralne, czy
                    końcoworoczne. I to ratuje sytuację. Nie ma sredniej, a ja prawie zawsze wiem
                    co uczeń opanował, na ile się poprawił itd. Ocenę końcową na ogół zaokrągla się
                    na korzysć ucznia. (dość już był "gnębiony" ocenami w semestrze)
                    A wracając do ocen czastkowych, to nigdy nie jest tak , że dziecku daje się
                    tylko jedynki i zniecheca się je. Nie wolno tego robić i z tego chyba wszyscy
                    zdajemy sobie sprawę. Natomiast pamiętaj, że inaczej ocenia się w SP i gimn. a
                    inaczej w LO, gdzie chodzą uczniowie z własnego wyboru.
                    Poza tym jeżeli słaby Jasiu dostanie na zachętę dobrą ocenę, mimo, że zdolna
                    Kasia napisała wiele więcej i dostała taką samą ocenę, to nie powinno być
                    odbierane w sposób negatywny. Bo Jasiu dostał ocenę po to , aby się właśnie nie
                    zniechęcić.
                    Fiona napisała:

                    > .. latwo mozna kogos zniechecic do nauki niesprawiedliwymi ocenami., Nie >
                    mowie, ze to jedna ocena, ale kilka moze sprawic, ze odechciewa sie wszystk
                    > iego.

                    ***Masz 100% racji.

                    Wiec zgadzam sie calkowicie, ze najlepiej system oceniania miec jasny i przejrz
                    > ysty, byc konsekwentnym i wymagania dokladnie omowic na pierwszej lekcji, ale
                    > wiadomo,ze bywa roznie...

                    Też racja, tylko gdzie tu uczeń (myślę o SP i gimn.)słaby? Jak z nim
                    postępować, aby go nie zniechęcić, a inni nie odbierali tego za
                    niesprawiedliwość. Trudny problem. :)
                    • Gość: fiona Re: Do fion_a: może jest sposób na te trudności? IP: *.pl / *.pl 05.10.04, 10:54
                      Za wczesnie wyslalam:(

                      >
                      > Też racja, tylko gdzie tu uczeń (myślę o SP i gimn.)słaby? Jak z nim
                      > postępować, aby go nie zniechęcić, a inni nie odbierali tego za
                      > niesprawiedliwość. Trudny problem. :)

                      Owszem,trudny. I co gorsza, mi zupelnie obcy, gdyz ani jednego dia nie mialm praktyk w szkole podstawowej, a bardzo bym chciala zobaczyc, jak naucza sie informatyki czy techniki takie male dzieciaczki np. w 4 klasie, jak przygotowuje sie im ciekawe lekcje o budowie komputera i w ogole:))
                      Niestety, hospitowalam tylko troche w gimnazjum, ale to juz zupelnie inna bajka...
                      Owszem w LO jest sie z wlasnej woli, ale nie do konca, wszak jest obowiazek nauki do 18 roku zycia;)

                      A problemow z tymi szkolami srednimi mnostwo:((wiem, bo mialam praktyki sródroczne w technikum o zerowym poziomie - takiej "przechowalni", gdzie ani nauczycielom (w wiekszosci) ani uczniom sie nic nie chce i uwazaja,ze wszystko im wolno(uczniowie;)). Szkola mala (niz + niski poziom), wiec i pewnie dyrekcji zalezalo,zeby ja utrzymac. A z drugiej strony, cos z tymi ludzmi do 18 roku zycia trzeba zrbic, wiec trafiaja do takich szkoł. Inaczej sprawa sie miewa w technikum, w ktorym teraz mialam praktyki i poziom zawsze byl wyskoki( w koncu sama konczylam w nim LT, to wiem;)) i zarowno stawia sie ndst na koniec roku jak i wyrzuca ze szkoly. Uczylam klasy trzecie, niektore byly wlasie juz po takim "przesianiu" - zupelnie inna praca, jesli prowadzac pogadake jest odzew i z tej drugiej strony i nutka zaciekawienia.

                      a wracajac do oceniania, wlasnie, na koniec roku sie podwyzsza ocene, takze i na studiach. I to tez denerwujace, ze ktos nic nie robi, na zajeciach zaliczajacych zaliczy kolokwia i ma np. 4 jak i ten, co chodzil sumiennie i sie przygotowywal. W szkole podobnie. Moim zdaniem w ten sposob latwo zniechecic do systematycznej pracy.

                      A to,ze ktos, komu "nie idzie" dany przedmiot dostaje ocene na zachete, to tez kwestia dyskusyjna, bo w koncu nie kazdy bedzie polonista, fizykiem, matematykiem, geografem czy informatykiem. A na 2 sie nauczyc to chyba zaden problem i trzeba byc naprawde opornym, zeby zupelnych podstaw nie zapamietac. A taki opór, moim zdaniem, nalezy "nagradzac";))

                      Za to zupelnie inna rzecz mnie zdziwila, a mianowicie, ze teraz ciezko jest dostac 5, w sumie, to sie ich praktycznie nie stawia. Kiedys na 6 wymagalo sie tyle, co dzis na 5.
                      Przykład:

                      pytania wstepne przed pracownia np. elekteroniczna, jak uczen ma wykazac, ze umie stosowac wiadomosci w sytuacjach problemowych, nietypowych, skoro odpowiada na proste pytania??

                      albo takie cwiczenie oceniane, gdzie uczniowie dostaja gotowe schematy i maja za zadanie je opisac??A jak napisze wszystko, to moze dostac gora 4, bo niby syutuacja typowa, bo przeciez kilka podobnych omawiali na zajeciach??

                      >>>A wracając do ocen czastkowych, to nigdy nie jest tak , że dziecku daje się
                      > tylko jedynki i zniecheca się je. Nie wolno tego robić i z tego chyba wszyscy
                      > zdajemy sobie sprawę.

                      Wiesz,powiem Ci na wlasnym przykładzie, ze nie wszyscy. Mialam polonistke (mianowana, 8 lat temu nie do ruszenia), ktora stawiala mi zawsze 1, niezaleznie, czy umialam, czy nie. Baa, te 1 stawiala praktycznie wszystkim w klasie. Baa, raz postawila 15 jedynek pytajac z lektury, a jak sie pozniej okazalo, sama to owiedziala, ze chyba jej sie pomylilo Przedwiosnie z Granica. Ale jedynek nie skreslila. Wiec pozniej, jak mnie pytala, to naet mi sie podnosic z krzeskla nie chcialo, bo po co??od razu mowialm, ze nie umiem, po co ma mnie znow wyzywac.
                      A wyzywac to nas lubila: tepaki, ciemne masy, ze nadajemy sie do zawodowki( tylko 1 osoba na 29 nie poszla na studia tylko do studium, reszta studiuje, niektorzy nawet po angielsku), ze dziewczyny nadaja sie do seksu i rodzenia dzieci, ze na takie jak my kiedys mowilo sie kurze mozdzki, a teraz blondynki, ze chlopcy to na pewno dziecioroby albo biegaja z baseballami i napadaja staruszki i moglabym tak wymieniac bez konca....
                      Aha, i zawsze nas straszyła: bodaj bys cudze dzieci uczyl (czy jakos tak;))
                      Kazda moja 5 z klasowki podsumowywala, ze sciagalam, wypracowanie(pisane na lekcji przeciez, tez sciaga), w sumie az dziw, ze stawiala takie oceny. A co najzabawniejsze, to i tak ich nie brala pod uwage, jak wystawiala mi ocene koncowa, tylko stawiala 2;))
                      A jak zwolala raz zebranie kilku matek, to na wstepie spytala:"Macie średnie?" - chodzilo jej o wyksztalcenie!!


                      ufff, musialam sie wyzalic;))Dlatego wlasnie kwestia oceniania jest dla mnie b. waza i trudna, nie chcialabm swiadomie, czy nie, kogos skrzywdzc, zniechecic do nauki,do systematycznej pracy cz do przedmotu. Byc moze po kilku latach pracy nabiera sie wprawy i nie podchodzi do tego tak emocjonalnie (bo ja, jak sprawdzalam karkowki to 1 stawialam naprawde z ciezkim sercem,zwlaszcza, jak uczen moze i myslal dobrze, ale zle napisal i wszystko poknocil), ale jest to wazny problem.
                      • fan_gazety Nauczycielom musi zależeć na dobru uczniów 06.10.04, 07:11
                        a jesli nie jest to mozliwe, powinni odchodzić ze szkoły, lub być z nich
                        zwalniani. Dorosły sobie poradzi łatwiej, niż zdany na łaskę i niełaskę uczeń.

                        Gość portalu: fiona napisał(a):
                        > Owszem,trudny. I co gorsza, mi zupelnie obcy, gdyz ani jednego dia nie mialm
                        praktyk w szkole podstawowej, a bardzo bym chciala zobaczyc, jak naucza sie
                        informatyki czy techniki takie male dzieciaczki np. w 4 klasie, jak
                        przygotowuje sie im ciekawe lekcje o budowie komputera i w ogole:))
                        > Niestety, hospitowalam tylko troche w gimnazjum, ale to juz zupelnie inna
                        bajka... Owszem w LO jest sie z wlasnej woli, ale nie do konca, wszak jest
                        obowiazek nauki do 18 roku zycia;)
                        >
                        > A problemow z tymi szkolami srednimi mnostwo:((wiem, bo mialam praktyki
                        sródroczne w technikum o zerowym poziomie - takiej "przechowalni", gdzie ani
                        nauczycielom (w wiekszosci) ani uczniom sie nic nie chce i uwazaja,ze wszystko
                        im wolno(uczniowie;)). Szkola mala (niz + niski poziom), wiec i pewnie dyrekcji
                        zalezalo,zeby ja utrzymac. A z drugiej strony, cos z tymi ludzmi do 18 roku
                        zycia trzeba zrbic, wiec trafiaja do takich szkoł. Inaczej sprawa sie miewa w
                        technikum, w ktorym teraz mialam praktyki i poziom zawsze byl wyskoki( w koncu
                        sama konczylam w nim LT, to wiem;)) i zarowno stawia sie ndst na koniec roku
                        jak i wyrzuca ze szkoly. Uczylam klasy trzecie, niektore byly wlasie juz po
                        takim "przesianiu" - zupelnie inna praca, jesli prowadzac pogadake jest odzew i
                        z tej drugiej strony i nutka zaciekawienia.

                        ** Bardzo ważny problem. Uważam, że część edukacji jest fikcyjna, dokładnie wg
                        schematu: uczniowie udają, że się uczą, nauczyciele udają, że pracują, a
                        trzecią częścią tego zdania mogło by być: a MENiSudaje że płaci, ale po
                        ostatniej reformie, niektórzy nauczyciele zarabiaja juz całkiem nieźle.Z tym
                        wzajemnym udawaniem to jest kompletne nieporozumienie, które strasznie
                        demoralizuje wszystkie strony. I marnotrawi sie pieniądze.
                        >
                        > a wracajac do oceniania, wlasnie, na koniec roku sie podwyzsza ocene, takze i
                        na studiach. I to tez denerwujace, ze ktos nic nie robi, na zajeciach
                        zaliczajacych zaliczy kolokwia i ma np. 4 jak i ten, co chodzil sumiennie i sie
                        przygotowywal. W szkole podobnie. Moim zdaniem w ten sposob latwo zniechecic do
                        systematycznej pracy.
                        ** Właśnie dlatego jedyne wyjście do pewien dystans do ocen, no i cierpliwość
                        do samego siebie.
                        >
                        > A to,ze ktos, komu "nie idzie" dany przedmiot dostaje ocene na zachete, to
                        tez kwestia dyskusyjna, bo w koncu nie kazdy bedzie polonista, fizykiem,
                        matematykiem, geografem czy informatykiem. A na 2 sie nauczyc to chyba zaden
                        problem i trzeba byc naprawde opornym, zeby zupelnych podstaw nie zapamietac. A
                        taki opór, moim zdaniem, nalezy "nagradzac";))
                        ** Oczywiście tak, tyle e część uczniów w LO nie chce być upartym, a jesli tak
                        to w drugą stronę.
                        >
                        > Za to zupelnie inna rzecz mnie zdziwila, a mianowicie, ze teraz ciezko jest
                        dostac 5, w sumie, to sie ich praktycznie nie stawia. Kiedys na 6 wymagalo sie
                        tyle, co dzis na 5.
                        > Przykład:
                        >
                        > pytania wstepne przed pracownia np. elekteroniczna, jak uczen ma wykazac, ze
                        umie stosowac wiadomosci w sytuacjach problemowych, nietypowych, skoro odpowiada
                        > na proste pytania??
                        >
                        > albo takie cwiczenie oceniane, gdzie uczniowie dostaja gotowe schematy i maja
                        za zadanie je opisac??A jak napisze wszystko, to moze dostac gora 4, bo niby
                        syutuacja typowa, bo przeciez kilka podobnych omawiali na zajeciach??
                        ** Cos tu nie gra. Każde zadanie powinno byc moim zdaniem tak skonstruoane, by
                        można było ocenic na 6.
                        >
                        > Wiesz,powiem Ci na wlasnym przykładzie, ze nie wszyscy. Mialam polonistke
                        (mianowana, 8 lat temu nie do ruszenia), ktora stawiala mi zawsze 1,
                        niezaleznie, czy umialam, czy nie. Baa, te 1 stawiala praktycznie wszystkim w
                        klasie. Baa, raz postawila 15 jedynek pytajac z lektury, a jak sie pozniej
                        okazalo, sama to owiedziala, ze chyba jej sie pomylilo Przedwiosnie z Granica.
                        Ale jedynek nie skreslila. Wiec pozniej, jak mnie pytala, to naet mi sie
                        podnosic z krzeskla nie chcialo, bo po co??od razu mowialm, ze nie umiem, po co
                        ma mnie znow wyzywac. A wyzywac to nas lubila: tepaki, ciemne masy, ze nadajemy
                        sie do zawodowki( tylko 1 osoba na 29 nie poszla na studia tylko do studium,
                        reszta studiuje, niektorzy nawet po angielsku), ze dziewczyny nadaja sie do
                        seksu i rodzenia dzieci, ze na takie jak my kiedys mowilo sie kurze mozdzki, a
                        teraz blondynki, ze chlopcy to na pewno dziecioroby albo biegaja z baseballami
                        i napadaja staruszki i moglabym tak wymieniac bez konca....
                        > Aha, i zawsze nas straszyła: bodaj bys cudze dzieci uczyl (czy jakos tak;))
                        > Kazda moja 5 z klasowki podsumowywala, ze sciagalam, wypracowanie(pisane na
                        lekcji przeciez, tez sciaga), w sumie az dziw, ze stawiala takie oceny. A co
                        najzabawniejsze, to i tak ich nie brala pod uwage, jak wystawiala mi ocene
                        koncowa,tylko stawiala 2;))
                        > A jak zwolala raz zebranie kilku matek, to na wstepie spytala:"Macie
                        średnie?"
                        > - chodzilo jej o wyksztalcenie!!

                        ** Jesli to tak faktycznie wygladało (a nie mam powodu, by sądzić inaczej :-) )
                        m to mam pytanie: czy próbnowaliście kiedyś z nią po prostu pogadać? Że
                        czujecie sie podle w takich sytuacjach, że niesprawiedliwie, że to zniechęca
                        itp. Myślę często, że troszkę takie sytuacje dzieja się trochę za przyzwoleniem
                        wszystkich zaintersowanych. Sam uczniów namawiam ciągle do buntu przeciw
                        niegodziwościom, ale raczej nie do buntu w sensie rozrób, a do spokojnego
                        rozmawiania, rozmawiania i rozmawiania o problemach. Nie wolno nie reagować na
                        takie rzeczy. Kiedyś był duży wątek "Nauczyciele i uczniowe - raz jeszcze". Tam
                        sporo pisano o tym, że w szkole miejsca dla tego typu "nauczycieli" nie powinno
                        być miejsca.

                        >
                        >
                        > ufff, musialam sie wyzalic;))Dlatego wlasnie kwestia oceniania jest dla mnie
                        b. waza i trudna, nie chcialabm swiadomie, czy nie, kogos skrzywdzc, zniechecic
                        do nauki,do systematycznej pracy cz do przedmotu. Byc moze po kilku latach pracy
                        nabiera sie wprawy i nie podchodzi do tego tak emocjonalnie (bo ja, jak sprawd
                        zalam karkowki to 1 stawialam naprawde z ciezkim sercem,zwlaszcza, jak uczen mo
                        ze i myslal dobrze, ale zle napisal i wszystko poknocil), ale jest to wazny pro
                        blem.
                        ** Jest to ważny problem. Kluczem do powodzenia jest wg mnie to, by uczniowie
                        widzieli autentyczną życzliwość, że nauczycielom zależy: na nich, na efektach
                        nauczania (w takiej właśnie kolejności...)
                      • kaz_dra Re: Do fion_a: może jest sposób na te trudności? 10.10.04, 17:37
                        "Pardon" Cię fiona. Jakoś nie miałam okazji zareagować na opis Twojej
                        polonistki. A może podświadomie uciekałam od tego? To rzeczywiście okropna
                        nauczycielka, dziwne ,że potrzfisz pisać poprawnie po polsku. Myślę, że
                        fan_gazety ma rację. Szkoda, że nie spróbowaliście z nią po prostu spokojnie
                        porozmawiac. Może ona nie zdawała sobie sprawy jak jest przez was odbierana.
                        Trzeba jej było powiedziec o ponizeniu itd. Może okazałoby się, że nie jest
                        najgorsza lub nawet wspaniała, o ile zrozumiałaby wasze intencje i swój błąd, a
                        to duża sztuka.
                        Kiedyś powiedziałam do dziecka "ty idioto", ale nie w złości. Jednak on odebrał
                        to bardzo osobiście. Po lekcji przyszedł do mnie i poprosił, abym go nie
                        wyzywała. W pierwszej chwili, nie wiedziałam o co mu chodzi, tak to dla mnie
                        była naturalna odzywka. I to dziecko nauczyło mnie na całe zawodowe życie, że
                        trzeba uważać na słownictwo, zachowanie, sposób bycia i że trzeba w każdej
                        trudnej sytuacji rozmawiać. :-)
                        • fion_a Re: Do fion_a: może jest sposób na te trudności? 11.10.04, 13:34
                          To, ze umiem pisac w miare poprawnie po polsku to zasluga polonisti z podstawowki:))Ale niestety, wiele zasad i wiadomosci juz mi ulecialo:((

                          Byc moze faktycznie, owinnismy zdobyc sie na odwage i porozmawiac z nia, ale panicznie sie jej balismy, bo byly to czasy, kiedy mature sprawdzal nauczyciel prowadzacy, a wszycy chcielismy zdac(co prawda jednego ucznia nie dospuscila do matury,ale podparla sie nieobecnosciami. Bo wlasnie doptrowadzila do tego,ze wiekszosc klasy nie chodzila na polski). Rozmawialismy z wychowawczynia, probowala rozmawoac, ale nic to nie dalo. Dyrekcja wiedziala, proponowala wystapienie z podaniem o zmiane nauczyciela. My sie balismy o mature wlasnie.
                          Ponoc kiedys byla "normalna", miala tez wiedze. Prace pisemne oceiala spraiedliwie(jak dla mnie, mialam z nich dobre oceny, poza tym zawsze wolalam pisac niz odpowiadac, zwlaszcza opowiadac lektury czy wiersze i rozszyfrowywac, co autor mial na mysli;)). No, w koncu na maturze mialam 5 z pisemnej i 5 z ustnej, ale co podzylismy i sie stresowalismy przez te 4 lata, na zawsze gdzies tam zostanie. Ale na spotkaiach klasowych jest przynajmniej o czym pogadac;)
                          Na szczescie nie uczy juz w tej szkole, a mam cichutka nazieje, ze jest na emeryturze i nigdzie juz nie uczy:)
                          Pozdrawiam:))
        • Gość: Maruder ... IP: *.udn.pl 02.10.04, 22:39
          Przeczytałam post odnośnie nauczycieli fizyki i postanowiłam napisać o swoim.

          Lekcja fizyki:
          1.Sprawdzenie listy.

          Wariant A:
          2.Dyktuje notatke - suchą teorie.
          3.Podchodzi do tablicy, rysuje "coś" i wiele znaczków, skomplikowanych wzorów...
          4.Spod tablicy słychać: "szszzzz... siła F....szszzz... siły B...szszzz...."
          5.Pyta: "Rozumiecie?" Odpowiada mu cisza, jeszcze sie nie zdarzyło, zeby ktoś
          coś zrozumiał, ale każdy się boi. Pamietamy, gdy ktoś jeszcze w pierwzej klasie
          odpowiedział, ze nie rozumiemy. Sor: Czego nie rozumiesz? Wszystkiego. To nie
          jest odpowiedź! Koniec tematu.
          6.Na nastepna lekcje 2 zadania ze zbioru odnosnie tego tematu

          Wariant B:
          2.Pytanie: "Kto chetny do zrobienia zadania z pracy domowej?" Cisza jak makiem
          zasiał, tylko czasem z ostatnich ławek słychać: "W imię ojca..."
          3.Numer XX w takim razie.
          4.Nieszczęśnik blady jak kreda idzie do tablicy.
          5.Bierze zeszyt, bo mozna sie nim posługiwać, przepisuje zadanie, które
          wczesniej odpisał od kogoś innego.
          6.Uczeń nieskładnie zaczyna tłumaczyc zadanie, mimo, ze nic z niego nie rozumie.
          7.Niezadowolony sor zadaje wiele pytań... przeciez wczoraj o tym mówił! Tyle,
          ze jemu takie "szzzzszzz" nie wystarcza...
          8.Dopytuje z teorii.
          9."Siadaj! niedostateczny/dopuszczający"
          10. Dzwonek.

          Efekt końcoworoczny: na 35 osób było 35 ocen dopuszczających. A możecie mi
          wierzyć, ze nie jesteśmy złą klasą. A dlaczego nie było bań na koniec? Bo
          jedyne co w nim jest dobre, to to, że nikogo nie zostawia na drugi rok, tylko
          wybitnie tępym daje prace wakacyjne w postaci 202 zadań :/

          Pozdr.

          Ps. Dzięki Bogu, że to już ostatni rok mojej edukacji z fizyki...
          • amused.to.death Re: ... 02.10.04, 22:48
            oj, to pecha masz,
            bo fizyka naprawdę potrafi być ciekawa. Ja bym się tam jej baaardzooo chętnie pouczyła:)))
          • fion_a Re: ... 02.10.04, 23:00
            5.Pyta: "Rozumiecie?" Odpowiada mu cisza, jeszcze sie nie zdarzyło, zeby ktoś
            > coś zrozumiał, ale każdy się boi. Pamietamy, gdy ktoś jeszcze w pierwzej klasie
            >
            > odpowiedział, ze nie rozumiemy. Sor: Czego nie rozumiesz? Wszystkiego. To nie
            > jest odpowiedź! Koniec tematu.

            Z tym akurat sie zgodze, to nie jest odpwiedz. Kiedys cos z tej fizyki chyba rozumial??A dopiero zgubil sie w ktoryms momencie??Wszystkiego, to zadna odpowiedz, bo nauczyciel, nawet ten z wczesniejszego postu, nie jest w stanie powtorzyc wszystkiego od poczatku. a dwa, skad ma wiedziec, gdzie ten poczatek jest??
        • fan_gazety Re: ..tylko ta sprawiedliwosć.. 04.10.04, 09:25
          kaz_dra napisała:

          > Cześć. Zupełnie jakbym sama to napisała.
          ** Cześć :-).

          > Mam tylko zawsze 1 problem. Sprawiedliwe ocenianie. Uważam, że
          > najsprawiedliwszy nauczyciel nie potrafi wystawiać zawsze sprawiedliwych
          ocen.
          ** Oczywiście tak. Sposobem na złagodzenie tego jest stworzenie takiej
          atmosferym by uczniowie nie bali sie pytać o zasadność oceny. Niestety, z tym
          bywa krucho.

          > Poza tym ocena tej samej np. pracy ucznia w jednym dniu wychodzi mi na 5, a
          w
          > drugim,kiedy do niej powrócę na 4. Więc predyspozycje psychiczne w momencie
          > oceniania?
          ** Sama prawda :-(

          > Ja się często przed uczniami tłumaczę sama, dlaczego taka ,a nie inna ocena.
          > Zdarza się też , że zmieniam przy uczniach ocenę oczywiście motywując.
          ** I chwała Ci. Ten robi błędó, co nic nie robi.

          "proszę
          > pani, ja mam to samo co Basia, a pani dała mnie 3 a jej 4." Biorę obie prace
          > i ustalam wspólną ocenę, o ile oczywiście dziecko ma rację. Staram się być
          > zawsze obiektywna, ale czy potrafię świadomie całkiem uciec od subiektywności?
          > Czasem Basia dostaje 4, bo Basia jest słabiutką uczennicą, a ja jestem cała w
          > skowronkach, że jednak potrafiła się nauczyć. :)
          ** W podstawowej i gimnazjum to chyba dopuszczalne, natomiast w LO nie
          realtywizowałbym.

          Uważam, że nie ma co się zadręczac, że system nie jest idealny, bo nie ma
          takiego. Ważne by był przejrzysty dla uczniów i konsekwentnie stosowany. To dla
          nich podstawa - wiedza, "na czym sie stoi".
          • Gość: mona Re: ..tylko ta sprawiedliwosć.. IP: 192.168.* / *.internetdsl.tpnet.pl 04.10.04, 10:22
            matematyczka mojej córki w liceum zastrasza ucziów, wszyscy się trzęsą na
            lekcjach, często stawia pały. Córka lubiła matematykę, a teraz przed każdą
            lekcą okropnie się boi. Nawet za maleńki bład przy odpowiedzi od razu jest
            jedynka.Jaki jest sposób na taką nauczycielkę??? do dyrek cji szkoły nie warto
            iść - sprawdzone.
            • Gość: Matematyk Re: ..tylko ta sprawiedliwosć.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 11:14
              Mono, widocznie matematyczka wyrabia sobie autorytet. Lżej prowadzi się lekcje
              gdy klasa zastraszona i boi się oddychać. Co można zrobić?
              Nie wiem, może ktoś poradzi?
            • fan_gazety Rozmawiać, rozmawiać, próbować coś zmienić 06.10.04, 21:08
              Do dyrektora szedłbym w ostateczności, bo wierzę jednak w mozliwośc
              porozumienia się bez pośredników. Nie ma lepszego wyjścia, jak cierpliwe,
              uprzejme, ale stanowcze pokazanie, że takie traktowanie nie jest dobre, że
              rezulalt jest odwrotny. Najlepiej w takiej rozmowie nie atakować, nie oceniać,
              a raczej mówić o odczuciach dzieci i swoich, jako rodziców, o lękach, strachu,
              smutku, dobru dzieci itd. Przy takim podejściu (nie atakiem - podkreślam mocno)
              niewielu ludzi nie zechce posłuchać i pomyśleć. Jeśli to nie pomoże, czas wtedy
              na pomyślenie, co dalej.
        • Gość: Presto Re: ..tylko ta sprawiedliwosć.. IP: 213.155.191.* 10.10.04, 00:40
          Uważam, że ocenianie powinno opierac sie na jawnych i stałych zasadach. Uczeń
          musi znać wymagania i kryteria wg których jest oceniany. Oceniać nalezy różne
          aspekty aktywności. Rozważnie je wyważyć - ustalić co jest najwazniejsze, co
          tylko ważne... warto też z uczniami ustalać kryteria oceny nietypowych zadan
          (np. wymagających twórczych działań)i to zaraz po zadaniu pracy, a nie dopiero
          przed jej sprawdzeniem. Nalezy zawsze ocenę uzasadnić w odniesieniu do wymagań,
          bo wtedy uczeń zaakceptuje nawet słabe oceny (musi tylko wiedzieć, za co je
          dostał). Nalezy konsekwentnie przestrzegac ustalonych zadań.
          Budowanie przedmiotowego systemu oceniania wymaga czasu i refleksji. Jeśli się
          go już wypracuje, ocenianie stanie się łatwiejsze. Uczeń musi mieć prawo do
          odwołania się od oceny, bez obawy przed konsekwencjami. System oceniania to też
          prawo - obie strony muszą je respektować!
          I na Boga, przestańmy demonizować średnie ocen! To zadna miara osiągnięć
          uczniów! Bo czy 5 za recytację waży tyle samo co 5 za napisanie dłuższego
          wypracowania!?
    • rom50 Re: Autorytet nauczyciela 04.10.04, 12:54
      Odpowiedź jest jedna: dyrektor to skończony imbecyl, nie należy go traktować
      poważnie i przy najbliższej okazji bałwana spławić w jaki kolwiek sposób nawet
      podstępny, bo za dużo robi szkody w oświacie.
    • Gość: presto Re: Autorytet nauczyciela IP: 213.155.191.* 10.10.04, 00:54
      Widzę w uczniu człowieka! Traktuję go tak, jak sama chce byc traktowana. Z
      szacunkiem! Pamietam też, czega sama nie lubiłam w szkole. Nie obchodzi mnie,
      czy mam autorytet. Wykonuję swoja pracę najlepiej, jak umiem. I lubię ją!
      A w ogóle, co to znaczy "autorytet"?
      • Gość: Matematyk Re: Autorytet nauczyciela IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 11.10.04, 09:23
        Nauczyciel posiadający autorytet to (wg słownika)człowiek cieszący się w opini
        innych ( w tym wypadku mamy na myśli rodziców i młodzież) szczególną powagą.
        • Gość: tynka Re: Autorytet nauczyciela IP: 192.168.* / *.internetdsl.tpnet.pl 11.10.04, 15:24
          z tego wynika że nauczyciel siejący strach nie ma autorytetu
        • Gość: presto Re: Autorytet nauczyciela IP: 213.155.191.* 11.10.04, 17:07
          No własnie - w opinii innych! Skąd więc tyle autoreklamy w niektórych
          wypowiedziach? Czyzby z ewaluacji, badania jakości, czy podobnych sondaży!
    • Gość: EWA-matematyk Re: Autorytet nauczyciela IP: *.chello.pl 11.10.04, 15:46
      Generalnie miałam chyba szczęście i (oprócz jednego) trafiłam na fajnych
      dyrektorów. Na zebraniach Rodziców starałam się sygnalizować najistotniejsze
      rzeczy, nie przedłużać dysput w nieskończoność a rodziców "problemowych"
      zapraszać na indywidualne rozmowy ( niekoniecznie tego dnia, gdy odbywa się
      ogólne zebranie).
      Uważam, że strach - przed przedmiotem czy nauczycielem - jest najgorszym
      rozwiązaniem. Uczeń znacznie bardziej będzie szanował nauczyciela widząc w nim
      człowieka, który może czegoś nie wiedzieć, który może mieć wpadkę ( oczywiście
      w granicach rozsądku).
      Nigdy nie boję się przyznać do błędu - zdarza mi się popełniać błędy np.
      rachunkowe- jesli uczeń je wyłapie- plus dla niego.
      Pamiętajcie - CHWALIĆ TRZEBA GŁOSNO - tak, żeby wszyscy i uczniowie i
      nauczyciele i rodzice i kto sie da słyszeli, ganić- jak najciszej. Nigdy nie
      wolno deptać uczniowskiej godności- nawet gdy naprawdę niczego nie umie ( choc
      może 2 razy w życiu zetknęłam się z zupełnym nieuctwem). Nie wolno wywyższać
      się i poniżać np. ubogich lub niewykształconych rodziców.
      Krzyk jest wrogiem - krzycząc okazujesz słabość. Pewnie, że czasem trudno
      wytrzymać, gdy nastolatek regularnie przez 45 minut stuka ołówkiem albo huśta
      się na krześle.
      Nie wolno także pozwolic, aby ktokolwiek deptał moją godność- raz próbował to
      uczynić dyrektor pewnej szkoły prywatnej, w której rok pracowałam i by to tylko
      rok. Nie wolno podlizywać się do zamożnych rodziców ani takich, których
      nazwiska sa na pierwszych stronach gazet. Rodzice sa partnerami bez wzgledu na
      stan posiadania i pozycję społeczną.
      Nie obrażać się o bzdury, nie obruszac o drobiazgi, nie odgrywać roli innej
      osoby - uczniowie to wyczują i z autorytetu nici.
      I najważniejsze- trzeba lubić uczniow i lubic uczyć. Pamietać, że uczniowska
      porazka jest Waszą wspólną porażka, a sukces- to sukces (prawie) wyłącznie
      ucznia.
    • Gość: iptoma Re: Autorytet nauczyciela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.04, 16:45
      Zapracować na autorytet nie jest łatwo. Tu wchodzą w grę czynniki osobowe,
      wiedza i umiejętności. Stosunek do innych i sprawiedliwy osad. Myśle, że
      chociaż trudno jest zdobyć autorytet, to jest to awans dajacy wiele satysfakcji
      i odzwierciedlający własne poczucie wartosci, sprawiedliwości, umiejętnośc
      przekazywania wiedzy i określający nas, jako ludzi. Warościowych i dobrych,
      tych, którzy dali innym więcej, niż pozostali. Wyjątkowych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka