Dodaj do ulubionych

edukacja a skuteczność demokracji

30.08.06, 21:39
lepiej wykształcone społeczeństwo amerykańskie a skuteczność wiedzy
społeczeństwa w podejmowaniu decyzji w systemie demokratycznym .

w odniesieniu do wiedzy jednego człowieka sprawa jest prosta - ten posiada
większą wiedzę , kto wie więcej . w odniesieniu do grup ludzi sprawa już
wygląda inaczej - nie ta grupa ludzi posiada większą wiedzę , w której
każdy z osobna wie więcej od osobnika z drugiej grupy populacji , ale ta
grupa posiada większy zakres wiedzy , której wszyscy osobnicy wiedzą więcej
od osobników drugiej grupy . wiedza społeczeństwa demokracji USA oparta
na pluralistycznym systemie edukacyjnym jest zdecydowanie większa od wiedzy
wielu innych społeczeństw , które stosują scentralizowany systemy oświaty ,
mimo że obszar wiedzy poznania przeciętnego obywatela USA może być
znacznie mniejszy i mimo tego , że jego wiedza jest zdobywana w znacznie
łatwiejszy sposób i z dużą redukcją stresu w procesie kształcenia .


scentralizowany system oświaty w obecnym kształcie w Polsce
może stanowić platformę patologii w demokracji -
decyzje w demokracji podejmowane są w obszarze i wiedzy i niewiedzy
społeczeństwa - efektywność podejmowanych decyzji nie jest
tylko uwarunkowana tym , co przeciętny obywatel
wie , ale ważnym jest również jaki jest obszar niewiedzy całego niemalże
społeczeństwa . a ten obszar niewiedzy społeczeństwa wykształconego
w systemie scentralizowanym siłą rzeczy jest olbrzymi z powodu dużego
obciążenia wszystkich obywateli programem minium ,
jednym programem nauczania dla wszystkich szkół podstawowych i średnich ,
praktycznie brakiem wykształcenia wyższego w toku indywidualnym . to
generuje coraz to większe obszary niewiedzy społeczeństwa - coraz to większe
obszary niewiedzy , bo obszar poznania współczesnego człowieka
rośnie potęgowo . grupa społeczna oparta na scentralizowanym systemie
edukacji nie jest żadną konkurencją dla społeczeństw stosujących pluralizm w
oświacie tj. zdecydowanie większe zróżnicowanie w edukacji oparte na
zaufaniu władz do obywateli współtworzących całokształt szkoły .
Obserwuj wątek
    • ratyzbona Re: edukacja a skuteczność demokracji 30.08.06, 22:00
      Moim zdaniem wiele zalezy od tego co społeczństwo chce osiągnąć. w USA mamy do
      czynienia z niezwykle dobrze wyedukowaną elitą i masą ludzi spośród których
      dobre pare milionów wierzy że ziemia jest płaska. Z kolei w Polsce elity bardzo
      dobrze wykształcone są węższe natomiast średnia wiedza całego społeczeństwa
      jest prawdopodobnie wyższa. Problem polega na tym że system amerykański pozwala
      na znaczne obniżenie poziomu nauczania ( co w perspektywie rzeczywiście pozwala
      na rozwinięcie się części wyspecjalizowanych jednostek) gdyż wiedza a także
      stanowiska naukowe nie są w USA przedmiotem powszechnego szacunku i są stawiane
      na równi z wieloma innymi umiejętnościami. tymczasem w Polsce a także w Europie
      wiedza i stanowiska naukowe są wyznacznikiem prestiżu a ich posiadacze są
      darzeni podziwew. Innymi słowy - ucznie w amerykańskich szkołach ograniczonego
      programu na dłuższą metę jest dobre bo nikt nie będzie się śmiał z dzieciaka
      który nie wie gdzie jest Polska. Jednak w polsce będą się śmiali z dzieciaka
      który nie wie gdzie jest Ameryka . Dlatego jak na razie nie reformowanie szkoły
      nie wiele da - bo nasz system bardziej niż z ustroju czerpie z mentalności i
      obyczaju. Póki nie zmodyfikuje się sposobu myślenia póty wszelkie próby reformy
      programów szkolnych będą się spotykały ze sprzeciwem nie tylko nauczycieli ale
      i samego społeczeństwa
      • unsatisfied6 tu się tworzy koło zamkniete 30.08.06, 22:42
        ratyzbona napisała:

        > Póki nie zmodyfikuje się sposobu myślenia póty wszelkie próby reformy
        >
        > programów szkolnych będą się spotykały ze sprzeciwem nie tylko nauczycieli
        ale
        > i samego społeczeństwa

        tu się tworzy koło zamknięte - sposób myślenia i mentalność społeczeństwa
        bez doświadczania pluralizmu w oświacie same się nie mogą zmodyfikować a im
        dłużej drzewo zapuszcza korzenie , tym trudniej je przesadzić .

        próby wdrażania pomysłów na edukację o zupełnie innym systemie do naszego
        systemu to jak próba mocowania kół samochodu osobowego do traktora - wygląda
        groteskowo i nigdy nie spotka się z akceptacją bez własnych doświadczeń
        skuteczniejszego i przyjemniejszego środowiska szkoły systemu pluralistycznego .
        • ratyzbona Re: tu się tworzy koło zamkniete 30.08.06, 23:30
          Problem w tym że nawet jeśliograniczymy programy to czy zmiana mentalności
          wyjdzie nam na dobre. Chodzi mi o to, że moim zdaniem istotnie nie wszyscy
          uczniwie powinni się uczyć o ciągach na matematyce ale z drugiej strony
          poważanie jakim cieszy się wiedza i erudycja to dobry bodziec dla ludzi by
          chcieli wiedzieć jeszcze więcej. W polsce uczeń może myśleć o karierze naukowca
          jako o atrakcyjnej nie tylko intelektualnie ale i prestiżowo tymczasem w
          Ameryce nie ma to większego znaczenia. Pięknie by było połączyć szacunek do
          zdobyczy intelektualniej z wolnością wyboru kierunku kształcenia. Ale to chyba
          sfera marzeń
          • unsatisfied6 bez marzeń nie osiąga się wielkich celów . 31.08.06, 09:16
            ratyzbona napisała:

            > Problem w tym że nawet jeśliograniczymy programy to czy zmiana mentalności
            > wyjdzie nam na dobre.

            czy wyjdzie na dobre więcej uśmiechu i mniej stresu na twarzach uczniów ,
            rodziców i nauczycieli - chyba tak .

            nie chodzi o samo ograniczenie programu , bo obszar wiedzy społeczeństwa, o
            którym wspomniałem jeszcze bardziej by się zawężył . program minimum powinien
            być zredukowany ale jednocześnie powinna oferować rozszerzoną ofertę edukacyjną
            dla uczniów w postaci dodatkowych przedmiotów .

            program minimum dla ucznia powinien być znacznie ograniczony , tak by
            faktycznie oznaczał minium a szkoła powinna mieć znacznie większą swobodę
            rozszerzania tego programu minimum przedmiotami do wyboru kształtując swoją
            ofertę edukacyjną pod kątem popytu środowiska - nie każdy rodzic marzy o
            tym by jego dziecko ślęczało nad masą zadań z matematyki , inny wolałby żeby
            dziecko potrafiło upiec ciasto lub zdobywało inne umiejętności pragmatyczne
            i szacunek do pracy np w przyszkolnym ogórdku . oświata stałaby
            się siłą rzeczy bardziej efektwna angażując w wykształcenie dziecka
            kwalifikacje rodzica . lekarz przykładowo chciałby , by jego dziecko
            zdobywało większą wiedzę w kierunku medycyny , a matematyk mógłby więcej
            czasu spędzić z dzieciakiem nad matematyką , bo dzieciak nie byłby
            tak mocno zaangażowany w realizowanie obowiązującego programu nauczania .
            z pewnością zlikwidowałoby to połebkowość poznania i zredukowało stres
            wśród uczniów .

            taka reforma oczywiście nie jest wogóle możliwa przy obecnej praktyce
            kształcenia nauczycieli - to kształcenie nawiasem mówiąc nie jest efektywnym
            wykorzystaniem potencjału czynnika ludzkiego . zawód nauczyciela student
            powinien wybrać w trakcie studiowania - oczywiście wtedy nie mógłby studiować
            coś co nazywa się "matematyka nauczycielska" ale studiowałby po prostu
            matematykę i w trakcie studiów i ewentualnych praktyk powinien znaleźć swoje
            powołanie a nie przed studiami - uważam że najskuteczniej będzie uczył
            ten , który doświadczył tego nauczania praktycznie i decyduje się po
            takim wstępnym treningu na realizowanie swojej kariery w tym zawodzie .

            takie oczywiście podejście do rozwiązania wymagałoby równoczesnej reformy
            oświaty na uczelniach .


            > Ale to chyba
            > sfera marzeń

            człowiek bez marzeń nie osiąga wielkich celów ani nie czerpie radości z życia.
            • ratyzbona Re: bez marzeń nie osiąga się wielkich celów . 31.08.06, 12:12
              nadal nie jestem przekonana. Nawet jeśli zredukujemy matematyke do minimum i
              dodamy inne przedmioty to obawiam się ze w polskicj warunkach uczniowie nie
              będą uczyc się albo jednego albo drugiego ( np fizyki kosztem kursu gotowania)
              ale będą mieli więcej zajęć. Dziś w gimnazjach i liceach w ciągu roku realizuje
              się do 15 przedmiotów kiedy efektywne było by tylko uczenie pięciu. Co się
              tyczy zaangażownia rodziców to mam jeszcze większe obiekcje - moim zdaniem
              szkola powinna wystrzegac się uwzględniania p[referencji rodziców na zasadzie -
              jestem matematykiem niech moje dziecko uczy się matematyki w większym zakresie.
              To prowadzi tylko do dziedziczenia zawodów nie zaleznie od woli uczniów w końcu
              nie jeden syn matematyka poszedł na historię.
              A co się tyczy studjów to nie wiem czy wiesz ale poza kolegiami nauczycielskimi
              z języków z reszta przedmiotów jest mniej więcej tak jak mówiłaś. na historii
              którą studjuje specjalizacje pedagogiczną wybiera się spośród trzech innych
              dopiero na drugim roku więc nie ma żadnego przymusu. nie wiąże się to z innym
              programem studjów tylko z rozszerzeniem ich o elementy pedagogiki i praktyki w
              szkołach. Podobnie jest nie innych kierunkach. Tak więc przynajmniej
              teoretycznie uprawnieania do uczenia zyskuja tylko ci którzy naprawdę chcą być
              nauczycielami
              • unsatisfied6 to nie znaczny "dopiero" 31.08.06, 12:41
                ratyzbona napisała:

                > z języków z reszta przedmiotów jest mniej więcej tak jak mówiłaś. na historii
                > którą studjuje specjalizacje pedagogiczną wybiera się spośród trzech innych
                > dopiero na drugim roku więc nie ma żadnego przymusu.

                krótko teraz odniosę się do tego co napisałaś - rozszerzę później .

                na drugim roku , to nie znaczy "dopiero"- to jest po ukonczeniu zaledwie 20%
                programu studiów . student po pierwszym roku jest faktycznie skazany na
                nauczanie , czy mu się ono będzie podobać czy nie .

                w USA matematyka przykładowo znana przez nauczyciela matematyki to 100%
                studiów razem z innymi studentami matematyki , którzy niekoniecznie
                wiążą się z karierą w nauczaniu . matematyk po studiach w USA nie musi
                być nauczycielem , ale może nim być - ma szerokie perpektywy realizowania się w
                wielu innych zawodach a może też uczyć , jeżeli znajdzie w tym powołanie (albo
                nie znajdzie innych opcji oczywiście :)))
                • ratyzbona Re: to nie znaczny "dopiero" 31.08.06, 13:42
                  W POlsce też trzeba ukończyć całe studja żeby zostać nauczycielem. Mozna wybrać
                  więcej niż jedną specjalizację i zdecywoac się juz po ukończeniu studjów. Jesli
                  chodzi o zajęcia kursowe to historycy decydujący sie na specjalizację
                  nauczycielską nie realizują innego programu tylko jak już napisałam uczą się
                  dodatkowo. Nikt tu nikogo na nic nie skazuje. Tak więc pod tym względem nie
                  widze różnic.
                  • unsatisfied6 Re: to nie znaczny "dopiero" 31.08.06, 18:23
                    ratyzbona napisała:

                    > W POlsce też trzeba ukończyć całe studja żeby zostać nauczycielem. Mozna
                    wybrać
                    >
                    > więcej niż jedną specjalizację i zdecywoac się juz po ukończeniu studjów.
                    Jesli
                    >
                    > chodzi o zajęcia kursowe to historycy decydujący sie na specjalizację
                    > nauczycielską nie realizują innego programu tylko jak już napisałam uczą się
                    > dodatkowo. Nikt tu nikogo na nic nie skazuje. Tak więc pod tym względem nie
                    > widze różnic.

                    nie studiowałem historii - studiowałem matematykę i wiem , że matematyka
                    nauczycielska w Polsce to nie to samo co matematyka stosowana lub teoretyczna.
                    nikt przykładowo nie pisze pracy mgr z trójkątów na płaszczyźnie w matematyce
                    nienauczycielskiej .

                    w USA jest jedna matematyka , albo bardziej precyzyjnie masa różnych
                    przedmiotów z dziedziny matematyki ale nie ma czegoś takiego jak statystyka
                    dla nauczycieli lub lekarzy - jeżeli ktoś bierze tę statystykę w pierwszych
                    dwóch latach studiów , to ma taki sam zakres materiału jak przyszły matematyk ,
                    nauczyciel lub lekarz i nie ma specjalnych klas dla przyszłych lekarzy lub
                    matematyków -np. wszyscy ci co biorą statystykę w ramach general education nie
                    mają żadnych ulg .

                    nie istnieje po prostu wiedza w USA zdobywana na skróty np poprzez studia
                    zoaczne czy wieczorowe - owszem mozna studiować w późnijeszych godzinach
                    lub na pół etatu ale żadnych innych ulg nie ma . trzeba umieć ten przedmiot
                    jak każdy inny od którego wymaga się wiedzy z tego przedmiotu .

                    inną sprawą jest przeładowany program studiów w Polsce na studiach dziennych
                    i niesamowita połebkowość i brak pragmatyzmu chociażby w nauczaniu matematyki .

                    podam przykład analizy nauczanej w Polsce i w USA . analiza w USA to
                    1,5 roku calculus I,II,III z tysiącami przykładów pragmatycznego zastosowania ,
                    szkicami dowodów , bez niuansów ściśle teoretycznych - około 1000 stron
                    podręcznika - dla matematyków , inżynierów , lekarzy i innych co muszą
                    lub chcą wziąć ten przedmiot w ramach general education . później dopiero
                    jest advanced calculus przypominający z lekka naszą analizę ale też raczej
                    w szerszym zakresie , a następnie na studiach dopiero doktoranckich jest
                    real analysis .

                    polski student ( byłem nim ) matematyki stosowanej ma poważne kłopoty
                    pragamtycznego zastosowania teorii w praktyce - nikt go tego praktycznie
                    nie uczy i skacze z tematu na temat - często wogóle nie mając
                    odpowiedniego wcześniejszego przygotowania , robi rzeczy na wyrost .
                    staytsyka to teoria wykładana studentowi , w której rzadko padają jakieś
                    problemy numeryczne do rozwiązania . w akresie nauczani statystyki w polskich
                    uczelnia jest niemalże kompletny brak przykładów zastosowań .
                    • unsatisfied6 pomyślałem , że to następne badziewie 31.08.06, 19:39
                      unsatisfied6 napisał:

                      > polski student ( byłem nim ) matematyki stosowanej ma poważne kłopoty
                      > pragamtycznego zastosowania teorii w praktyce - nikt go tego praktycznie
                      > nie uczy i skacze z tematu na temat - często wogóle nie mając
                      > odpowiedniego wcześniejszego przygotowania , robi rzeczy na wyrost .
                      > staytsyka to teoria wykładana studentowi , w której rzadko padają jakieś
                      > problemy numeryczne do rozwiązania . w zakresie nauczania statystyki na
                      > polskich uczelnia jest niemalże kompletny brak przykładów zastosowań .
                      >
                      >
                      niegdyś zachęcony reklamą z tyłu książki kupiłem podręcznik do ekonomii .
                      myślałem , że skoro facet zna standardy za granicą , nie napisze jakiegoś
                      badziewia bez żadnych przykładów - po krótkiej lekturze byłem wściekły ,
                      pieniądze wyrzucone w błoto , książka nasiana masą teorii bez żadnych
                      przykładów .

                      wróciłem do wstępu i znalazłem wytłumacznie autora - brak przykładów
                      w książce tłumaczył brakiem dostępnych informacji w Polsce ....
                • ajala1 Re: to nie znaczny "dopiero" 01.09.06, 00:38
                  unsatisfied6 napisał:
                  matematyk po studiach w USA nie musi
                  > być nauczycielem , ale może nim być - ma szerokie perpektywy realizowania się
                  w wielu innych zawodach a może też uczyć , jeżeli znajdzie w tym powołanie (albo
                  > nie znajdzie innych opcji oczywiście :)))
                  Może też zostać np. kucharzem i liczyć kalorie, albo maszynistą i liczyć mijane
                  semafory. Matematyka ma bardzo szerokie zastosowanie nie tylko w USA:))
                  A ta uczelnia, która kończyłeś /bo nie wiem, czy skończyłeś/ to nie była w
                  Guantanamo, czy czymś w tym stylu?:))
                  No proszę i z nudnego bufona robisz się zabawnym ..... /tu każdy wpisze
                  właściwe określenie/. Szkoda, że już nie jestem studentką, pewnie bym wyjechała
                  do USA po zapoznaniu się z lansowanym przez Ciebie modelem edukacji tam i tu.
                  Ale czemu Ty tu jesteś?
              • unsatisfied6 ten argument jest mi znany ale myślenie obce 31.08.06, 18:50
                ratyzbona napisała:

                > Co się tyczy zaangażownia rodziców to mam jeszcze większe obiekcje - moim
                > zdaniem szkola powinna wystrzegac się uwzględniania p[referencji rodziców na
                > zasadzie -jestem matematykiem niech moje dziecko uczy się matematyki w
                > większym zakresie.To prowadzi tylko do dziedziczenia zawodów nie zaleznie od
                > woli uczniów w końcu nie jeden syn matematyka poszedł na historię.

                ten argument jest mi znany ale myślenie obce .

                to naturalne , że rodzice chcą pomóc swoim dzieciom i szkoła nie powinna im
                w tym przeszkadzać , bo rolą szkoły nie jest wyrównywanie szans a stworznie
                optymalnych warunków angażując wszystkie dostępne środki dla jak najlepszego
                wykształcenia każdego ucznia .

                gdy zobaczyłem twój argument długo się zastanawiałem , jak ci odpowiedzieć
                by jednocześnie nie obrazić - z podobnym argumentem już się spotkałem .
                chodziło o ocenę skuteczności programu komputerowego w kształceniu
                słuchu uczniów szkół muzycznych . jedna z wizytatorek jak pozostali
                stwierdziła , że program jest skuteczny , ale nie powinno się
                go promować wśród uczniów szkół muzycznych , gdyż na tym ucierpią
                "biedne dzieci" , które nie posiadają komutera - tym też sposobem
                do tej pory inne biedne dzieci szkół muzycznych , które posiadają
                komputer w domu nie korzystają z żadnego programu
                komputerowego wspierającego ich kształcenie muzyczne - dyktando
                do napisania po kilkunastu ćwiczeniach z programem nie stanowi
                probelmu dla ucznia szkoły podstawowej ( piątka w tym przypadu to żaden
                sukces ), bez programu tylko nieliczne talenty piszą dyktanda muzyczne nawet w
                szkole średniaj (średnia ocen trzy , to pewnie norma ) .

                mój ojciec i matka nie byli matematykami i myślę , że moje córki
                niekoniecznie zostaną matematyczkami , ale w miarę swoich możliwości
                chciałbym je czegoś pondaprogramowo nauczyć .
                • ratyzbona Re: ten argument jest mi znany ale myślenie obce 31.08.06, 20:15
                  Cóż nasza rózna optyka wniika podejżewam z faktu że studja w polsce bardzo się
                  ostatnimi czasy zmieniły. Kiedyś historia też była nauczycielska i ogólna ale
                  obecnie już takich podziałów nie ma. Z podręczników polskich autorów do
                  historii rzymu uczą się nawet włoscy studenci ( co mnie zawsze śmieszy) a
                  literatury jest co nie miara. Jednak historia nie potrzebuje tyle pieniędzy co
                  matematyka i to chyba podstawowa różnica. przy nie dofinansownym szkolnictwie
                  wyższym tylko nauki humnistyczne utrzymują wysoki poziom i nie ma się co tu z
                  tobą spierać.
                  Co do zdobywania wiedzy na skróty to także muszę się sprzeciwić - studja
                  wieczorowe są na większości wydziałów dokładnie tym samym co studia dzienne (
                  jedyny nie realizowany przedmiot to wf) tylko że płatne ( cóz moim zdaniem nie
                  jest to zbyt uczciwe ale uczelnie muszą z czegoś żyć). Co zaś się tyczy studjów
                  zaocznych - cóż dlaczego sprzeciwiać się chęci zdobywania wiedzy nawet wśród
                  ludzi którzy nie mają czasu ( ja w ten sposób studjuję z powodzeniem dwa
                  kierunki jeden w tygodniu drugi w weekendy) w końcu to nie medycyna i nikomu
                  socjolog po studiach zaoczynch krzywdy nie zrobi ( a wyższe wykształcenie dziś
                  już nie jest gwaracją pracy).
                  Co zaś się tyczy rodziców ingerujących w naukę dzieci - cóż ja jestem dobrym
                  przykładem że w ten sposób można wpłynąć bardzo na zyciowe wybory ( ojcec
                  historyk , matka socjolożka ja studjuje jedno i drugie) ale próba wpłynięcia w
                  ten sam sposób na mojego brata pewnie by go tylko unieszczęśliwiła ( bo w imię
                  czego ktoś kogo to zupełnie nie interesuje ma się uczyć więcej o historii?).
                  A co się tyczy biednych dzieci bez komputetra - cóż moim zdaniem nie można
                  ułatwiac jednym nauki tylko dlatego że stac ich na komputer. W ten sposób
                  wszyscy niezależnie od tego ile zarabiają ich rodzice dostają tróję. w
                  oprzypadku wykorzystania komputeta oceniałbyś zarobki rodziców a nie zdolności
                  ucznniów. W tym przypadku wychowanie wydaje mi się ważniejsze od dyktand
                  muzycznych
                  • unsatisfied6 tego nie wiedziałem 31.08.06, 22:17
                    ratyzbona napisała:

                    >
                    > przy nie dofinansownym szkolnictwie
                    > wyższym tylko nauki humnistyczne utrzymują wysoki poziom i nie ma się co tu z
                    > tobą spierać.

                    jesteś 100% pewna - mogłabyś podać źródło informacji ?
                    • ratyzbona Re: tego nie wiedziałem 31.08.06, 22:30
                      Źródła na papierze ci nie podam ale nie jest to moja wyssana z palca opinia.
                      Matematyka , chemia fizyka biologia informatyka wszystkie te dziedziny
                      potrzebują dużych nakładów finansowych na swoje działania podobnie jak
                      wszystkie kierunki techniczne. nauki humanistyczne zaś choć oczywiście lepiej
                      funkcjonują przy zwiększonych nakładach w większym stopniu zależą od
                      determinacji i predyspozycji naukowców. posługując się przykładem - wybitną
                      książkę historyczną zmieniającą oblicze polskiej historii najnowszej można
                      napisać przy niskich zarobkach i korzystając z bibliotek i archiwów. Natomiast
                      nie odkryje się nowego pierwiastka bez bardzo drogiego i najnowocześniejszego
                      laboratorium. dlatego polscy naukowcy tak źle wypadają w rankingach - nie z
                      powodu historyków czy filozofów którzy są świetni ( bo na to kasy nie trzeba
                      dużo) tylko nie mniej zdolnych fizyków czy chemików którzy nie mają pieniędzy
                      na swoje badania
                      • unsatisfied6 pierwszy raz słyszę 31.08.06, 22:39
                        ratyzbona napisała:

                        > Źródła na papierze ci nie podam ale nie jest to moja wyssana z palca opinia.
                        > Matematyka , chemia fizyka biologia informatyka wszystkie te dziedziny
                        > potrzebują dużych nakładów finansowych na swoje działania podobnie jak
                        > wszystkie kierunki techniczne. nauki humanistyczne zaś choć oczywiście lepiej
                        > funkcjonują przy zwiększonych nakładach w większym stopniu zależą od
                        > determinacji i predyspozycji naukowców. posługując się przykładem - wybitną
                        > książkę historyczną zmieniającą oblicze polskiej historii najnowszej można
                        > napisać przy niskich zarobkach i korzystając z bibliotek i archiwów.
                        Natomiast
                        > nie odkryje się nowego pierwiastka bez bardzo drogiego i najnowocześniejszego
                        > laboratorium. dlatego polscy naukowcy tak źle wypadają w rankingach - nie z
                        > powodu historyków czy filozofów którzy są świetni ( bo na to kasy nie trzeba
                        > dużo) tylko nie mniej zdolnych fizyków czy chemików którzy nie mają pieniędzy
                        > na swoje badania

                        że jesteśmy tacy świetni w czymkolwiek - słyszałem bajki o polskich sukcesach
                        w matematyce i o wielkich wyczynach orłów prof. Madeja , które gorzej wypadły
                        tylko dlatego , że zadania z informatyki były dla nich za proste .
                  • unsatisfied6 żartujesz sobie :)) 31.08.06, 22:25
                    ratyzbona napisała:

                    > Co zaś się tyczy studjów
                    >
                    > zaocznych - cóż dlaczego sprzeciwiać się chęci zdobywania wiedzy nawet wśród
                    > ludzi którzy nie mają czasu

                    a może by stworzyć możlwości ukończenia studiów wszystkim :)) tym co
                    nie mają czasu albo chęci . albo tym , co nie zdali matury ?:))
                    niech zdobywają "wiedzę" najlepiej wszyscy .

                    wspomniałaś o medycynie - dlaczego by nie stworzyć zaocznych studiów
                    medycznych :) są już farmacuetyczne zoaczne i stomatlogczne :)) medyczne
                    można tylko na razie skrótami zrobić wieczorowo :((
                  • unsatisfied6 przestaje mnie to już dziwić 31.08.06, 22:36
                    ratyzbona napisała:


                    > socjolog po studiach zaoczynch krzywdy nie zrobi ( a wyższe wykształcenie
                    dziś
                    > już nie jest gwaracją pracy).

                    jak można dawać gwarancję zatrudnienia zaocznym kwalifikacjom - to strata
                    pieniędzy . zresztą po co wogóle studiować dziennie - nie opłaca się .
                    można w weekendy zdybyć te same uprawnienia i w czasie studiowania zarabiać -
                    5 lat studiów dziennnych to dodatkowe koszty ( licząc po 1000 zł miesięcznie )
                    które wynoszą około 50 000 zł - studia dzienne są zatem dla frajerów , bo
                    znacznie tańsze są studia weekendowe ( to raz w miesiącu ? ) i dają
                    większe szanse awansu ( staż + 5 lat pracy ) - koszt studiów dziennych
                    jest z grubsza biorąc o 50 000 zł droższy , trzeba zancznie więcej
                    wysiłku włozyć - około 10 razy więcej i ma się te same uprawnienia .

                    trzeba być prawdziwym frajerem , by w Polsce studiować w normalnym trybie
                    dziennym .
                    • ratyzbona Re: przestaje mnie to już dziwić 31.08.06, 22:53
                      oboje wiemy że studia dzienne różnią się od zaocznych w sposób który zawsze
                      będzie przemawiał na korzyśc studiowania dziennie. nie wiem czemu uważasz że
                      ludzie którzy z roznych powodów nie mogą studiować dziennie nie powinni mieć
                      dostępu do wiedzy ( powody mogą być różne - oprócz leni na studiach zaocznych
                      są jeszcze ci którzy muszą pracować ze względu na złą sytuację materialną,
                      dorośli nadrabiający zaległości z przeszłości albo chcący zwiększyć swoje
                      kfalifikacje w końcu całkiem spora osób takich jak ja które w ten sposób
                      studiują jednocześnie dwa kierunki). Rynek znajdzie inny sposób weryfikacji i
                      selekcji - jak nie dyplom to doktorat. O to bym się akurat nie martwiła. Jeśli
                      ludzie chcą studiować niech studiują.
                      • unsatisfied6 problem jest bardziej złożony 01.09.06, 01:47
                        ratyzbona napisała:

                        > Rynek znajdzie inny sposób weryfikacji i
                        > selekcji - jak nie dyplom to doktorat. O to bym się akurat nie martwiła.
                        Jeśli
                        > ludzie chcą studiować niech studiują.



                        u nas powstała patologia oświaty - prominenci komuny dorobili studia
                        zaoczne do oświaty , by zmienić swój wizerunek w społeczeństwie po
                        ukończeniu takich studiów ,ale jednocześnie by nie być daleko w tyle za dobrze
                        wykształconym obywatelem potworzyli masę przeszkód dla studentów dziennych , by
                        ci nie zdobywali zbyt dobrego wykształcenia i raczej mało pragmatyki a
                        bynajmniej by im nie przeszkadzali swoim myśleniem . ponadto , pewnie wg
                        wytycznych USSR , która to zapewne w dalszej perpektywie widziała Polskę jako
                        przyszłą swoją republikę , wprowadzono w Polsce reformę
                        w przedmiotach humanistycznych , tak że wielu uczniów tego czasu
                        po prostu znienawidziło język polski jako przedmiot . powstał zapewne wówczas
                        nieznany np w stanach podział umysłów na ścisłe i humanistycne .wykształcenie
                        w Polsce o na tyle mogło być dobre na ile nie przeszkadzało komunie w realizacji
                        jej celów - humanistyczne ale nie ścisłe albo ścisłe ale nie humanistyczne .
                  • unsatisfied6 znowu żartujesz :)) 31.08.06, 22:43
                    ratyzbona napisała:


                    > A co się tyczy biednych dzieci bez komputetra - cóż moim zdaniem nie można
                    > ułatwiac jednym nauki tylko dlatego że stac ich na komputer. W ten sposób
                    > wszyscy niezależnie od tego ile zarabiają ich rodzice dostają tróję. w
                    > oprzypadku wykorzystania komputeta oceniałbyś zarobki rodziców a nie
                    zdolności
                    > ucznniów. W tym przypadku wychowanie wydaje mi się ważniejsze od dyktand
                    > muzycznych

                    tym tokiem myślenia idąć należałoby uczyć bez podręczników - nie wszystkie
                    dzieci na nie stać - pal licho piątki i jakikolwiek postęp , wychowanie
                    najważniejsze :))

                    może by tak oceniać uczniów szkół prywatnych o dwa stopnie niżej - to byłoby
                    sprawiedliwie - płacą za edukację , to niesprawiedliwe , że mają trochę
                    lepsze warunki do nauki :))
      • scanner2 Re: edukacja a skuteczność demokracji 31.08.06, 22:58
        nie wiem co rozumiesz przez słowo elity, w kontekście amerykańskim

        ale dla mnie to głównie potomkowie bogatych rodzin z tzw establishmentu, z dyplomami harwadu, yale, princeton, i innych "dobrych' uniwersytetów, ludzie majętni i ustosunkowani ale... tępi jak but (vide "Johnny" Walker Bush)
    • scanner2 Re: edukacja a skuteczność demokracji 31.08.06, 22:53
      wybacz, ale poziom wykształcenia przeciętnego amerykanina oscyluje wokół zera...
      sukcesy naukowe zawdzięcza ameryka w przewazającej mierze emigrantom z innych krajów bądz ich potomkom w pierwszym pokoleniu

      przykład pierwszy z brzegu: bobma atomowa - Żydzi
      przykład drugi z brzegu - "amerykańska" technologia rakietowa - opracowana w całosci przez nazistowskich naukowców pracujących nad rakietami V2.....

      przy okazji wniosek: tych nazistowskich zbrodniarzy wojennych którzy nie byli potrzebni sądzono, tych którzy mogli się przydać zabierano do ameryki i sadzano przy stołach kreslarskich...
      • ratyzbona Re: edukacja a skuteczność demokracji 31.08.06, 23:03
        Postęp proszę bardzo - niech dzieci ćwiczą na komputerach w szkole ( tu właśnie
        kuleje nasza szkoła bo nie jest tego w stanie zagwarantować)ale nie zapominaj
        że poza nauczaniem szkoła przede wszystkim jest miejscem wychowywania. Nie ma
        sprawiedliwości na świecie dlatego płatne prywatne uniwersytety w stanach
        zjednoczonych są lepsze od państwowych. Ale nie trzeba się do tego przyczyniać.
        Jeśli nie możemy w jednej szkole wszystkim dzieciom zagwarantować takich samych
        warunków do pracy to jest to nasza wina ale nie możemy jednocześnie
        powiedzieć ,, no trudno biedniejsze nadrobią talentem" bo jest to dyskryminacja
        nie mniejsza od tej gdybyśmy dzielili klasę na czarnych i białych. Rzeczywiście
        może z takim nastawieniem Polska nie stanie się międzynarodowym mocarstwem.
        Jestem w stanie to przeboleć
        • unsatisfied6 o jakim mocarstwie ty mowisz :) 31.08.06, 23:07
          ratyzbona napisała:

          > może z takim nastawieniem Polska nie stanie się międzynarodowym mocarstwem.
          > Jestem w stanie to przeboleć

          przy takim nastawieniu to my o macarstwie będziemy czytali w książakach
          i oglądali w tv a sami będziemy dziadami .
      • unsatisfied6 aby coś ocenić 31.08.06, 23:05
        scanner2 napisał:

        > wybacz, ale poziom wykształcenia przeciętnego amerykanina oscyluje wokół
        zera..
        > .
        > sukcesy naukowe zawdzięcza ameryka w przewazającej mierze emigrantom z innych
        k
        > rajów bądz ich potomkom w pierwszym pokoleniu
        >
        > przykład pierwszy z brzegu: bobma atomowa - Żydzi
        > przykład drugi z brzegu - "amerykańska" technologia rakietowa - opracowana w
        ca
        > łosci przez nazistowskich naukowców pracujących nad rakietami V2.....
        >
        > przy okazji wniosek: tych nazistowskich zbrodniarzy wojennych którzy nie byli
        p
        > otrzebni sądzono, tych którzy mogli się przydać zabierano do ameryki i
        sadzano
        > przy stołach kreslarskich...

        aby coś ocenić , musiałbyś coś wiedzieć - ty znasz tylko stolice państw ,
        wysokości gór z dokładnością do 1 cm , nazwy planet układu słonecznego i
        potrafisz przeliterować kilka słów po angielsku - to zbyt mało by
        oceniać innych ( jak poprzednio oceniłes swoją koleżankę , ale
        się jej nie pytałeś czy się bała ) .

        większość profesorów na UCSD jest pochodzenia amerykańskiego , amerykańscy
        uczniowie szkół średnich biją na łeb i szyję uczniów szkół polskich w
        międzynarodowych olimpiadach matematycznych , bombę atomową nie zrobili
        Żydzi - zresztą nie ma się czym chwalić w tym względzie .
        • unsatisfied6 o najważniejszym zapomniałem:)) 31.08.06, 23:29
          unsatisfied6 napisał:

          > aby coś ocenić , musiałbyś coś wiedzieć - ty znasz tylko stolice państw ,
          > wysokości gór z dokładnością do 1 cm , nazwy planet układu słonecznego i
          > potrafisz przeliterować kilka słów po angielsku - to zbyt mało by
          > oceniać innych ( jak poprzednio oceniłes swoją koleżankę , ale
          > się jej nie pytałeś czy się bała ) .
          >
          > większość profesorów na UCSD jest pochodzenia amerykańskiego , amerykańscy
          > uczniowie szkół średnich biją na łeb i szyję uczniów szkół polskich w
          > międzynarodowych olimpiadach matematycznych , bombę atomową nie zrobili
          > Żydzi - zresztą nie ma się czym chwalić w tym względzie .
          >
          >

          Kopernik nie było kobietą
          • scanner2 Re: o najważniejszym zapomniałem:)) 31.08.06, 23:32
            a tak w ogóle to co to ucsd? uniwersytet kalifornijski w san diego?
            • unsatisfied6 Re: o najważniejszym zapomniałem:)) 31.08.06, 23:39
              scanner2 napisał:

              > a tak w ogóle to co to ucsd? uniwersytet kalifornijski w san diego?

              jak odpowiesz na pytanie czy kopernik był kobietą to ja odpowiem na
              twoje .
              • scanner2 Re: o najważniejszym zapomniałem:)) 31.08.06, 23:43
                to było pytanie retoryczne w praktyce bo i odpowiedź mam gdzies...
                • unsatisfied6 wymijająca odpowiedź :)) 31.08.06, 23:56
                  scanner2 napisał:

                  > to było pytanie retoryczne w praktyce bo i odpowiedź mam gdzies...

                  nie wiesz jakiej płci był Kopernik - podpowiem , miał długie włosy
                  i często patrzył w gwiazdy .
        • scanner2 Re: aby coś ocenić 31.08.06, 23:31
          wpisz choćby w wikipedii hasło: "projekt manhattan", sprawdź nazwiska, a potem na kolana niedouku, na kolana przed obliczem majestatu
          • unsatisfied6 coś ci dolega ? 31.08.06, 23:37
            scanner2 napisał:

            > wpisz choćby w wikipedii hasło: "projekt manhattan", sprawdź nazwiska, a
            potem
            > na kolana niedouku, na kolana przed obliczem majestatu

            coś ci dolega ? masz jakąś manię wielkości ?
            • scanner2 Re: coś ci dolega ? 31.08.06, 23:43
              sprawdziłeś? wiec juz klęczysz :)
              • unsatisfied6 jakiś ty ...kościelny 31.08.06, 23:54
                scanner2 napisał:

                > sprawdziłeś? wiec juz klęczysz :)

                kilka nazwisk nie stanowi o dokonaniach narodu - nie robili tej
                bomby w garażu i nie zrobili jej sami . był to wspólny wysiłek
                naukowców z różnych stron świata z udziałem również amerykańskich
                naukowców .

                nie w PRL studiowali ci ludzi co skontruowali tę bombę i nie polscy profesorowi
                szkół komunistycznych ich uczyli .

                wiedza , na której się opierali to dobytek tysięcy naukowców z róznych
                stron świata .
                • scanner2 Re: jakiś ty ...kościelny 31.08.06, 23:59
                  istotnie nie w prl, byloby to o tyle utrudnione ze te studia odbywac musiałyby sie..... awansem

                  istotnie, nie tylko Żydzi w tym brali udział


                  wkład amerykanów również jest bezsprzeczny - bo to i kwiatki trzeba było podlać, i podłogę zamieść...

                  ps
                  mylisz architekta z inwestorem

                  nie pierwsza to twoja pomylka...
                  • unsatisfied6 coś ty się tak tych Żydów uczepił 01.09.06, 00:05
                    scanner2 napisał:

                    > istotnie nie w prl, byloby to o tyle utrudnione ze te studia odbywac
                    musiałyby
                    > sie..... awansem
                    >
                    > istotnie, nie tylko Żydzi w tym brali udział
                    >
                    >
                    > wkład amerykanów również jest bezsprzeczny - bo to i kwiatki trzeba było
                    podlać
                    > , i podłogę zamieść...
                    >
                    > ps
                    > mylisz architekta z inwestorem
                    >
                    > nie pierwsza to twoja pomylka...

                    inni podlewają kwiatki a Żydzi bomby atomowe robią - tak prawdę
                    mówiąc nie słyszałem , żeby E.Fermi był Żydem .
                    • scanner2 Re: coś ty się tak tych Żydów uczepił 01.09.06, 00:16
                      przeczytaj DOKŁADNIE to co napisałem, i wtedy stwierdzisz ze zostawiłem tam i dla Fermiego miejsce...

                      szwankuje u ciebie zdolność rozpoznawania koherencji tekstu.... (to tez nie pierwszy raz zauwazam)
                      • unsatisfied6 scanner2 napisał i sam nie rozumie tego co napisał 01.09.06, 00:23
                        scanner2 napisał:

                        > przeczytaj DOKŁADNIE to co napisałem, i wtedy stwierdzisz ze zostawiłem tam i
                        d
                        > la Fermiego miejsce...
                        >
                        > szwankuje u ciebie zdolność rozpoznawania koherencji tekstu.... (to tez nie
                        pie
                        > rwszy raz zauwazam)

                        scanner2 napisał:

                        > istotnie, nie tylko Żydzi w tym brali udział


                        > wkład amerykanów również jest bezsprzeczny - bo to i kwiatki trzeba było
                        podlać, i podłogę zamieść...

                        nawiasem mówiąc , nie jestem aż tak wrażliwy na literówki jak ty , ale
                        szacunek mam i do Żydów i do Amerykanów .
                        • scanner2 Re: scanner2 napisał i sam nie rozumie tego co na 01.09.06, 00:29
                          unsatisfied6 napisał:

                          > scanner2 napisał:
                          >
                          > > przeczytaj DOKŁADNIE to co napisałem, i wtedy stwierdzisz ze zostawiłem t
                          > am i
                          > d
                          > > la Fermiego miejsce...
                          > >
                          > > szwankuje u ciebie zdolność rozpoznawania koherencji tekstu.... (to tez n
                          > ie
                          > pie
                          > > rwszy raz zauwazam)
                          >
                          > scanner2 napisał:
                          >
                          > > istotnie, nie tylko Żydzi w tym brali udział
                          >
                          >
                          > > wkład amerykanów również jest bezsprzeczny - bo to i kwiatki trzeba było
                          > podlać, i podłogę zamieść...
                          >
                          > nawiasem mówiąc , nie jestem aż tak wrażliwy na literówki jak ty , ale
                          > szacunek mam i do Żydów i do Amerykanów .
                          >
                          >
                          >
                          a ja mam szacunek tylko dla Żydów, i nic na to nie poradze

                          a teraz gwoli wyjaśńienia:
                          istotnie, nie tylko Żydzi brali w tym udział = np Fermi

                          wkład amerykanów RÓWNIEŻ jest niezaprzeczalny [ironicznie] bo i kwiatki....

                          (potwierdzam więc twoja tezę ze to "równiez" dzieło amerykanów)

                          teraz jasne?
                          czy dalej tłumaczyc proste zależności jezykowe???

                          • unsatisfied6 pomyśl czasami co piszesz:)) 01.09.06, 00:34
                            drugim razem pomyśl co piszesz a nie pisz co myślisz .
                            • scanner2 Re: pomyśl czasami co piszesz:)) 01.09.06, 00:35
                              sugerowałbym raczej tobie, bys pomyslał co czytasz a nie tylko bezwiednie rejestrował literki,,,,
                              • unsatisfied6 nie tylko Żydzi brali w tym udział .. inni 01.09.06, 00:41
                                scanner2 napisał:

                                > sugerowałbym raczej tobie, bys pomyslał co czytasz a nie tylko bezwiednie
                                rejes
                                > trował literki,,,,

                                ale o czytaniu i pisaniu ze zrozumieniem .

                                powtórzę jeszcze raz co napisałeś :

                                scanner2 napisał:

                                >
                                > istotnie, nie tylko Żydzi w tym brali udział
                                >
                                >
                                > wkład amerykanów również jest bezsprzeczny - bo to i kwiatki trzeba było
                                podlać
                                > , i podłogę zamieść...

                                przemyśl ten tekst , przeczytaj go kilkukrotnie i zasatanów się co
                                napisałeś . jak nie potrafisz sam zanalizować treści , daj go do
                                przeczytania kilku osobom bardziej rozgarniętym i niech oni
                                ci wytłumaczą .
                                • scanner2 Re: nie tylko Żydzi brali w tym udział .. inni 01.09.06, 00:50
                                  rzuc okiem równiez na strukturę, a ona mówi baaardzo wiele...

                                  poza tym to co pisałem ja, stanowi odpowiedź na twoj wszesniejszy post, i tylko razem z nim nalezy to interpretowac...a teraz zacytuję z głowy: to dzieło wielu narodów (a więc: istotnie nie tylko Zydzi brali w tym udział, vide Fermi), to równiez dzieło amerykanów - i stąd: również amerykanie brali w tym udział...


                                  poza tym nawet jesli formalnie i na upartego, twoja interpretacja jest mozliwa, to moja równiez, a biorąc pod uwagę wszystkie okolicznoci (patrz wyżej) wydaje się byc duuużo bardziej prawdopodobna drogi kolego...

                                  oj zawęzasz, zawęzasz, pomijając kontekst (a w szczególności ko-tekst....)
                                  • unsatisfied6 "amerykanie zmywali podłogi" 01.09.06, 00:58
                                    scanner2 napisał:

                                    > rzuc okiem równiez na strukturę, a ona mówi baaardzo wiele...
                                    >
                                    > poza tym to co pisałem ja, stanowi odpowiedź na twoj wszesniejszy post, i
                                    tylko
                                    > razem z nim nalezy to interpretowac...a teraz zacytuję z głowy: to dzieło
                                    wiel
                                    > u narodów (a więc: istotnie nie tylko Zydzi brali w tym udział, vide Fermi),
                                    to
                                    > równiez dzieło amerykanów - i stąd: również amerykanie brali w tym udział...
                                    >
                                    >
                                    > poza tym nawet jesli formalnie i na upartego, twoja interpretacja jest
                                    mozliwa,
                                    > to moja równiez, a biorąc pod uwagę wszystkie okolicznoci (patrz wyżej)
                                    wydaj
                                    > e się byc duuużo bardziej prawdopodobna drogi kolego...
                                    >
                                    > oj zawęzasz, zawęzasz, pomijając kontekst (a w szczególności ko-tekst....)

                                    kiedy wcześniej wspomniałes o Fermi - po mojej uwadze

                                    a priori podałes tylko dwie narodowości naukowców biorących
                                    udział w manhattan project "Żydów i amerykanów" , przy czym
                                    ci drudzy byli od zmywania podłogi i podlewania kwiatków .
                                    twój brak szacunku i empatii w stosunku do innych jest widoczny w każdym
                                    niemalże poście .
                                    • scanner2 Re: "amerykanie zmywali podłogi" 01.09.06, 01:07
                                      z brakiem empatii mielibysmy do czynienia gdybym napisał ze zmywali podlogi, ale na cholere komu czyste podłogi czy podlane kwiatki, to po pierwsze

                                      po drugie wymieniłem tylko jedna nacje która tak naprawde brała w tym udział (amerykanów z tego grona wykluczyłem, gdybys nie wyczuł ironii i sarkazmu mojej wypowiedzi), co nie oznacza że pominałem inne, nawet jesli ich nie wymieniłem

                                      po trzecie, o Fermim wspomniałeś dopiero po tym gdy zasugerowałem ci zapoznanie się z listą uczestników projektu manhattan - wniosek: ja znałem ja wcześniej....

                                      i po czwarte, chyba dość oczywiste że pisząc o twórcach bomby atomowej miałem na mysli ta nację, która wykonała przy tym najwięcej roboty umysłowej...co nie wyklucza udziału innych nacji...

                                      zresztą wszystko to co pisze analizowane musi być w kontekscie tego co ty wczesniej napisałeś, o czym najwyraźniej zapominasz...no i potem mamy problem :D
      • unsatisfied6 skierować nurt dyskusji w kierunku tematu 02.09.06, 08:10
        nasza dyskusja zeszła nieco z nurtu tematu

        scanner2 napisał:

        > wybacz, ale poziom wykształcenia przeciętnego amerykanina oscyluje wokół
        zera..
        > .
        > sukcesy naukowe zawdzięcza ameryka w przewazającej mierze emigrantom z innych
        k
        > rajów bądz ich potomkom w pierwszym pokoleniu
        >

        1. nie twierdzę , że przeciętny Amerykanin wie więcej niż przeciętny Polak ,
        a postawiłem tezę , że społeczeństwo USA ma znacznie szerszy obszar wiedzy ,
        na bazie której skutecznie buduje lepsze standardy życia obywateli USA .

        2. nie kwestionuję olbrzymiej roli jaką odegrali ludzie nauki z całego
        świata na budowniu ich systemu edukacji , który w obecnym kształcie skutecznie
        służy gospodarce USA i społeczeństwu amerykańskiemu . USA budując swój system
        edukacji korzystała z doświadczeń i wiedzy wielu krajów , w tym również z
        wiedzy ludzi nauki wykształconych w Polsce - ta wiedza i "know-how" zostały
        zbudowane również kosztem polskiego społeczeństwa , które zainwestowało
        w wykształcenia tych ludzi - nasze społeczeństwo ma prawo do korzystania
        z tej wiedzy dla budowania swoich standardów . wielką rolę w budowaniu
        ich systemu edukacji odegrał Polak , Alfred Korzycki , którego prace sprzed 65
        lat stworzyły silny fundament do budowania ich współczesnych standardów
        oświaty w USA . niegdyś czerpałem z licznych źródeł informacji dotyczących
        Alfreda Korzyckiego i jego prac dostępnych na internecie - teraz okazuje się ,
        że ta wiedza , przynajmniej na intenecie , jest niedostępna dla rodaków Alfreda
        Korzyckiego .



        odnośnie naszej dyskusji , która zboczyła z tematu :

        używając na forum dużych skrótów myślowych , pewnie doszło
        między nami do nieporozumień , które z kolei doprowadziły
        do wymiany inwektyw .

        ty na wiele spraw poruszanych przeze mnie patrzysz z innego
        pktu widzenia , a w przypadku USA , podejrzewam u ciebie dużą niechęć do
        Ameryki - wydaje mi się nawet , że nienawidzisz wszystko
        co amerykańskie . ja z racji własnych doświadczeń odróżniam
        obywateli amerykańskich od zewnętrzenj polityki USA .
        przyrównywanie obywatli państwa do jego polityków to błąd , który sam przedtem
        robiłem - nie można przyrównywać Busha do Johna Smitha , jak nie można
        przyrównywać Jana Kowalskiego do L.Kaczyńskiego czy obojętnie jakiego innego
        polityka ( jeżeli takie porównanie cię razi wstaw zamiast Kaczyńskiego
        L.Wałęsę lub Kwaśniewskiego ).

        nie jestem zwolennikiem polityki amerykańskiej i sam miałem
        podobne zdanie o USA jak ty przed swoim wyjazdem do Ameryki .
        do tego stopnia było to we mnie zakodowane , że w czasie podróży,
        gdy się zdrzemnąłem , śniła mi się USA jako duży worek
        cuchnących odchodów wszelakiego rodzaju . wokół tego wora unosiła
        się gruba i gęsta para żółto-zielonkawego smrodu .

        w USA jednak doświadczyłem zupełnie czegoś innego niż oczekiwałem.
        nie było gangsterów czających się za każdym rogiem budynku , nie
        było strzelanin na ulicy , nie było narkotyków w każdej rodzinie ,
        nie było tajfunów , trzęsień ziemi ( z wyjątkiem niegroźnych ,
        o których dowiadywałem się w mediach ) , nie było kowboi chlejących
        z gwinta whiskey - wokół otaczały mnie twarze życzliwych mi
        i uśmiechniętych Amerykanów - bardziej życzliwych niż Włosi ,
        Szwajcarzy , czy Francuzi - nie czułem się jak w Angli , gdzie
        potraktowano mnie na granicy jak największego śmiecia -
        innych ćpunów i dziwaków przepuszczono przez granicę , a mnie
        potraktowano jak kryminalistę zawalając tonami pytań przez
        ponad godzinę ) .

        Amerykanie przez kilka lat wydawali mi się prostakami . mili
        uprzejmi , życzliwi , zawsze chętni mi pomóc , ale prostaccy - nie
        potrafiłem ich właściwie ocenić . owszem były incydenty , które mnie
        zaskakiwały , ale te nie zmieniły w pierwszych latach pobytu w USA mojego
        wizerunku o tępych Amerykanach . zskoczyło mnie kilku z nich z nich ale
        bez zmiany mojego wizerunku - np poznałem takich , co bez uczęszczania
        do spejalnej szkoły muzycznej nieźle grali na pianie - nie
        chwaliłem się wśród nich swoją szkołą muzyczną w Polsce , bo
        przy ich umiejętnościach było mi po prostu wstyd . grali bo
        lubieli grać i nikt ich do tego nie zmuszał - nie znałem takich
        w swojej ojczyźnie . potrafili śpiewać zwyczajne , przyjemne
        dla ucha piosenki i to bez "zachlania mordy" - praktycznie wcale
        nie pili alkoholu . nie potrzebowali tej używki dla rozluźnienia
        atmosfery i dobrej zabawy .

        inny wizerunek Amerykanina zaczął się stoniowo we mnie tworzyć
        na studiach- początkowo wcale nie różnili się niczym na zewnątrz od
        innych "prostackich" Amerykanów z wyjątkiem może lepszych
        ciuchów i samochodów ( większość z nich musiała na to zarabiać ).
        wielu z nich z drugiej strony nie miało nawet z czego zapłacić czesnego -
        płacił stan , czego wielu Polaków zapewne nie wie kupując fałszywe tezy mediów
        przkazywane między wierszami ich inforamcji o tylko i wyłącznie dobrej
        edukacji w szkole prywatnej . zaskoczył mnie ich szacunek do mojej osoby z tego
        tylko powodu , że przed pojęciem studiów pracowałem na dachu -oni
        szanowali pracę i czyjś wysiłek .

        nie od razu potrafiłem prawidłowo ocenić Amerykanów .
        był incydent , że byłem tak zbulersowany błędem swojej nauczycielki
        od angielskiego , że chciałem zrezygnować z jej klasy - w krótkim
        zadaniu popełniła błąd pisząc "throu" . później jednak przypadkowo trafiłem na
        jej prezentację poza szkołą - okazało się , że to była wyśmienitą pisarka .
        zacząłem się zastanawiać - zna znacznie więcej
        słów ode mnie , zatem łatwiej jej zrobić błąd ortograficzny niż
        mi w języku angielskim .

        widywałem na campusie jakiegoś luzaka . wydawało mie się , że
        to jeden z prostaków . okazało się , że to jakiś matematyk , bo
        był na przyjęciu zorganizowanym przez deana dla kilku profesorów
        i kilku studentów - ten luzak jakby chciał nawiązać ze mną kontakt .
        cwaniaczek , jakich znałem w Polsce , pomyślałem -
        pewnie myśli , że ja mam jakieś chody u deana . w Polsce
        rzygać mi się chciało od tego podlizywania się , ściągania i uprzywilejowanego
        traktowania studentów związkowych (SZSP ,NSZP ) .

        na wyższych latach studiów okazało się , że ten luzak to po prostu
        geniusz a oprócz tego bardzo fajny kumpel - byli studenci z różnych
        krajów , ale ten Amrykanin był nie do pobicia . zaskoczył
        mnie natomiast bardzo niski poziom myślenia abstrakcyjnego u
        Japończyków i Chińczyków - nigdy się tego przetem nie spodziewałem-dobrzy byli
        w podstawianiu do wzoru , choć ostatnio może się coś
        zmieniło , bo zajmują wysokie lokaty w międzynarodowej olimpiadzie
        matematycznej .

        studenci amerykańscy w niczym nie ustępowali innym studentom
        a najleszym z nas był Amerykanin - oprócz tego wyśmienity
        kumpel .

        chciałbym , by w Polsce była taka edukacja jak w USA - taka
        jaką doświadczyłem na UCSD - 13 na świecie uniwersytet .
        wiem , że Polacy boją się amerykańskich standardów nauczania ,
        będąc w błędnym przekonaniu , że to w większej części oznacza
        wykstałcenie prywatne - to nieprawda . UCSD jest uczelnią publiczną
        i czesne dla rezydentów Kaliforni jest bardzo niskie , a jak ktoś
        ma małe dochody , to czesne i koszt podręczników pokrywa rząd .
    • ajala1 Re: no nareszcie bomby 01.09.06, 01:03
      Jak się tak rozwijacie w temacie bomb, to może ten wątek niedługo przetrwa.
      Bardzo mylący jest temat główny i w związku z tym niejeden człowiek
      zainteresowny edukacją może się tu zapędzić. I cóż napotyka - sympatycznego,
      empatycznego "profesjonalistę", który apeluje /nie wiem czy to adekwatne słowo/
      do społeczeństwa polskiego, by po 1) nie wtrącało się do jego wywodów, po 2)
      przyjęło za dogmat, iż jest niedouczone i nie ma nadziei, że dogoni
      kiedykolwiek "demokrację" w USA, po 3) nie traciło czasu na pracę, kiedy można
      sobie postudiować, po 4) nie smiało sie z innych, tylko z innymi.
      • unsatisfied6 mam nadzieję , że zmieszczę się w temacie :) 01.09.06, 22:51
        ajala1 napisała:

        > Jak się tak rozwijacie w temacie bomb, to może ten wątek niedługo przetrwa.
        > Bardzo mylący jest temat główny i w związku z tym niejeden człowiek
        > zainteresowny edukacją może się tu zapędzić. I cóż napotyka - sympatycznego,
        > empatycznego "profesjonalistę", który apeluje /nie wiem czy to adekwatne
        słowo/
        >
        > do społeczeństwa polskiego, by po 1) nie wtrącało się do jego wywodów, po 2)
        > przyjęło za dogmat, iż jest niedouczone i nie ma nadziei, że dogoni
        > kiedykolwiek "demokrację" w USA, po 3) nie traciło czasu na pracę, kiedy
        można
        > sobie postudiować, po 4) nie smiało sie z innych, tylko z innymi.

        odeprę w w kilku punktach zarzuty dyskredytujące temat wątku
        jak i moją osobę .

        1. w temacie "bomb" wzięły udział dwie osoby - moją intencją
        była dyskusja na temata plusów i minusów naszego systemu dukacji .

        podobnie jak w przypadku twojego postu tutaj zamieszczonego ,
        a nie dotyczącego tematu , staram się sprostować argumenty swoich
        współrozmówców , którzy nie zawsze piszą na temat , na który
        chciałbym z nimi podyskutować .

        2.prośbę skierowałem do skanner2 , by nie wpisywał się do moich wątków
        ze względu na jego wcześniejszie częste zbaczanie z tematu - nie nazywałbym
        tej prośby "apelem do społeczeństwa polskiego , by nie wtrącało się
        do moich wywodów" a prośbę skierowaną do konkretnego forumowicza by
        pisał na temat poruszony w wątku .

        tak nawiasem mówiąc , twój post też nie jest na temat .

        3. starałem się krótko uzasadnić a nie obrażać forumowiczów o
        "niedouczeniu" społeczeństwa - zinterpretowałaś mój argument w
        sposób opaczny , który może obrażać wielu forumowiczów . ewidentnym jest ,
        co starałem się wytłmaczyć , że wiedza każdego z członków społeczeństwa nie
        oznacza tyle samo co wiedza wszystkich obywateli - prosta logika
        teorii mnogości może nie jest twoją mocną stroną . jakbyś miała
        pytania , co przez wiedzę każdego a wiedzę wszystkich rozumiem ,
        zapytaj a postaram się w prostszy sposób wyłmaczyć . prosiłbym
        byś nie podawała błędnych i w tym przypadku obraźliwych dla pozostałych
        forumowiczów intepretacji mojego tekstu .

        4. po to by społezceństwo "nie traciło czasu na pracę , kiedy może sobie
        postudiować"

        zapewne w tym zarzucie odpierasz moje argumetny odnoszące się
        do komunistycznej idei studiowania zaocznego . nie pisałem
        nic na temat pracy studentów w trakcie studiowania i nie
        mam nic przeciwko niej , a wręcz przeciwnie . uważam że taka
        ewentualna praca wzbogaca i ich doświadczenie i szacunek do
        pracy i fizycznej i umysłowej . studia zaoczne natomiast z pewnością
        tego szacunku do rzetelnej i uczciwej pracy umysłowej nikogo
        nie nauczą - jak można szanować kwalifikacje innych ludzi ,
        jak te same kwalifiakcje uzyskało się praktycznie bez żadnego
        wysiłku ( zakres studiów zoacznych będący około 10% tego
        co studiują studenci dzienni , to praktycznie żaden wysiłek ) .

        5. w ostatnim punkcie nie widzę powodu , by śmiać się kosztem innych lub
        wytykać na forum wady swoich uczniów . to jest bardzo złe nastawienie do
        wielu problemów społeczności szkoły , które nie może wpływać pozytywnie
        na efektywne rezultaty nauczania . zdrowiej i z zdecydowanie z większą empatią
        to śmiać się z innymi a nie śmiać się kosztem innych . potrafię zrozumieć
        brak empatii u tych którzy sami nie doświadczają takowej i nie doświadczali
        nigdy w systemie autorytarnym . ale nie rozumiem skąd taki atak w stosunku
        do osób , którzy chcieli by po prostu śmiać się z innymi a nie kosztem innych .
    • ajala1 Re: he, he he 01.09.06, 01:15
      zaśmiała się księżniczka i poszła prać skarpetki./to cytat z polskiej książki/
      Mam bardzo ambiwalentne odczucia, co do autora wątku. Z jednej strony mnie
      bawi, ale z drugiej potwornie nudzi, a momentami wręcz irytuje. Zresztą każdy
      samozwaniec budzi jakieś emocje. Nawet jeśli jego związki z tematem lub
      określonym działaniem są bardzo luźne.
      Mnie nie musisz "przeganiać" ze "swojego" wątku. Dwa razy dałam Ci szansę i
      przeczytałam te wymęczone dywagacje. Szkoda mojego czasu i wzroku. Nie mam
      zamiaru już więcej Cię niepokoić.
    • unsatisfied6 przykłady dławienia pluralizmu w oświacie 03.09.06, 20:51
      mocne wpływy czynnikiów opiniotwórczych na potrzymywaniu tez wiedzy społecznej
      odnośnie lepszej efektywności scentralizowanego systemu kształcenia pozostawię
      na razie na marginesie dyskusji - nie jest to łatwy temat do dyskusji w naszym
      społeczeństwie o tradycjach komunistyczno-partyjno-związowych przy silnym
      oddziaływaniu kościoła na podświadomość każdego z nas . w innym społeczeństwie
      natomiast , którego wiedza oparta jest na dłuższych tradycjach demokracji ,
      taka ewentualna dyskusja nie stanowi o poziomie dyskutujących jak nie stanowi o
      poziomie wiedzy teologiczenej znajomość pocieża "Ojcze nasz" .
      nie jest to żadne wielki moje odkrycie , ale proste implikacje doświadczeń z
      innych standardów życia , edukacji i dyskusji społecznej .

      1. w USA i wielu innych krajach demokratycznych nie ma żadnych ograniczeń
      uczestniczenia w procesie edukacji w ich społeczeństwach kompetencji zdobytych
      na polskich , rosyjskich czy chińskich uniwersytetach , które wynikają z samego
      faktu pochodzenia dyplomu - liczą się tylko komptencje . w Polsce natomiast
      szkoła i uczelnia wg przepisów nie może zatrudnić komptencji nabytych przez
      obywatela polskiego na Oxford , Cambridge , Harvard i innych uczelniach świata.
      Honoruje się natomiast dyplomy wszystkich zapewne krajów postkomunistycznych .
      Absolwent uczelni z kraju postkomunistycznego dostaje w ciągu dwóch tygodni
      potwierdzenie swoich kwalifikacji na równi z kwalifikacjami zdobytymi
      na polskich uczelniach , absolwent natomiast innych uczelni musi przejść
      przez wieloletni i kosztowny proces nostryfikacji , by takie kwalifikacje
      miał zatwierdzone ( z grubsza oczywiście biorąc , bo zdaje się absolwent
      uczelni zagranicznej po np języku angielskim studiujący w w kraju
      anglojęzycznym może nauczać w polskiej szkole ) .

      2.prostszym przykładem na dławienie pluralizmu w oświacie i nie
      budzącym tak wiele kontrowersji środkowiska jest fakt , że FCE nie zalicza
      matury ani nie zwalnia z zajęć języka angielskiego w szkole .
      nie wiem na ile to jest prawdą , ale podobno nie będzie można
      na maturze zdawać języka obcego , którego uczeń nie uczył się w szkole
      ( co byłoby kompletnym absurdem , bo w wielu przypadkach bez wsparcia
      poza szkolnego maturzysta tego "szkolnego" przedmiotu po prostu nie mógłby
      zdać ).

      ps. dziękuje if_ona:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka