unsatisfied6
26.12.06, 11:30
"W 1910 roku Stefan Banach stanął w obliczu matury. Nie poszła ona jednak
łatwo - młodemu człowiekowi groziło osiem (!) dwój z innych przedmiotów.
Nawet zrozpaczony nauczyciel matematyki nie przepchnąłby go chyba przez sito
egzaminu dojrzałości (mimo tłumaczenia wysokiej komisji, że mają do czynienia
z autentycznym geniuszem matematycznym), gdyby nie ksiądz, mający podówczas w
gimnazjum głos decydujący. Ksiądz ów wykazał zdumiewającą tolerancję, stając
po stronie matematyka. Banach bowiem był przewodniczącym szkolnego koła...
bezbożników i nieraz wprawiał zacnego katechetę w zakłopotanie pytaniami w
rodzaju: "czy Pan Bóg Wszechmogący mógłby stworzyć taki kamień, którego nie
mógłby unieść?". "
okazuje się , że na każdego człowieka można liczyć - nawet na księdza :)
banach.univ.gda.pl/mis1.html