Dodaj do ulubionych

Kiedy szkoła bedzie Nas uczyć sztuki życia ?!

03.01.02, 14:54
Pani Magdaleno!?
Pytanie moje jest pytaniem otwartym ,niestety niema na nie odpowiedzi i nic
niemożna zrobić aby ten problem rozwiązać...
Jestem zwykłym uczniem ,drugiej klasy liceum ogólnokształcącego w Warszawie
niestety,ani nie najlepszym ,ale ( na szczęscie)ani tez nie najgorszym....i od
pewnego czasu zadaje sobie pytanie: Kiedy szkoła zacznie Nas ( bo mysle ze
nietylko mnie nurtuje to pytanie) uczyć zycia...?
Czy naprawdę w zyciu potrzebne mi bedą wzory na wyznaczenie wierzchołka elipsy
czy tez z hiperboli z matematyki? Czy musze wiedziec dokladnie jaki ma układ
wydalniczy wirek , wrotek, rzemieniec? Czy musze znać skład ,zadania ,wymogi
date powstania druzyny medyczno sanitarnej?? Niewiem czy tysiące dat i miejsc z
historii mi sie utrwalą ,a nawet jakby sie utrwaliły to napewno pomieszane...
A najsmieszniejsze jest to ze sporo ludzi w mojej klasie nie moze podać nazwy
stolicy U.S.A czy choćby pokazać Wietnamu na mapie czy tez zdefiniować słowa
inflacja( przyznam z inflacją to czasem tez mam problemy..)!!Czy nie lepiej
uczyć Nas podstaw ,naprawde przydatnych ,nizeli wgłębiać sie w dielektryki w
próżni ,które z pewnością po ukończeniu klasy z przyjemnoscią wylecą Nam
samoczynnie z głowy..
Niestety tyle straciłem wieczorów (z pewnością nie tylko ja ), nocy na wkuwanie
bezsęsownych pojęć, dat tylko po to aby zaraz po otrzymaniu oceny zapomniec...
Zycze wszystkim Wam a także Pani nie wgłebiania sie w szczegóły katalizatorów
bo przyznam -nie ma po co..
Pozdrawiam
P.S. Ide sie pouczyć na jutrzejszą klasówkę z p.o. o Bojowych.Środkach.T
(niepamiętam)-sposoby działania , skutki, uzycie itp..zapowiada sie ciekawy
wieczorek
Obserwuj wątek
    • magdalena.wantola Re: Kiedy szkoła bedzie Nas uczyć sztuki życia ?! 04.01.02, 17:35
      Drogi Polityku, ja też skończyłam tę szkołę i też wkuwałam nikomu niepotrzebne
      wzory i informacje. życia uczę się po prostu żyjąc i doświadczając go. I chyba
      tak ma być. Ale zgadzam się z Tobą . To wkurza, tracimy czas na zbędne (wg. nas
      informacje) chociaz nigdy nie wiemy w którym momencie zycia nam sie
      przydadzą .Głowa do góry - już niedługo skończysz szkołę. Studia są trochę
      inne, jednak dalej będziesz wkuwał "niepotrzebną" wiedzę. Pozdrawiam.
      • japisze Re: Kiedy szkoła bedzie Nas uczyć sztuki życia ?! 10.05.02, 17:54
        magdalena.wantola napisał(a):
        >To wkurza, tracimy czas na zbędne (wg. nas
        > informacje) chociaz nigdy nie wiemy w którym momencie zycia nam sie
        > przydadzą .

        Okolo 75% informacji ktorych musialem sie nauczyc w szkole sredniej nie przydaly
        ni sie , i nie przydadza nigdy

        >Głowa do góry - już niedługo skończysz szkołę. Studia są trochę
        > inne, jednak dalej będziesz wkuwał "niepotrzebną" wiedzę. Pozdrawiam.

        Jestem na studiach, i niepotrzebnej wiedzy jeszcze nie wkuwalem. Niczego jeszcze
        nie wkuwalem "typowo" na pamiec, bo wiekszosc (prawie wszystko) udaje mie sie
        zrozumiec. No ale moze roznica tkwi w tym, ze ja nie siedze juz w Polsce...
        • kmir Re: Kiedy szkoła bedzie Nas uczyć sztuki życia ?! 10.05.02, 19:36
          Zgadzam się, że program polskiej szkoły jest dosyć przeładowany, ale:
          1. Warto chyba sprecyzować, że przedmiotem dyskusji jest program liceum
          OGÓLNOKSZTAŁCĄCEGO i nie sposób twierdzić, że w takiej szkole powinno się uczyć
          rzeczy wyłącznie praktycznych. Przecież jest rzeczą pewną, że to co teraz
          wygląda na praktyczne może być za kilka lat bezużyteczne - w historii świata
          takich przypadków jest bardzo dużo.
          2. Bardzo wielu uczniów nawet w II klasie licealanej nie wie jeszcze dokładnie
          jaki kierunek studiów chce podjąć, stąd bardzo duże ograniczenie programu w I i
          II klasie z jakiegoś przedmiotu może się okazać pomyłką już za dwa lata.
          3. Sytuacja na rynku pracy wymusza bardzo często dość radykalne zmiany zawodu -
          stąd wydaje się, że znaczenie szerokiego wykształcenia ogólnego rośnie.
          Pozdrawiam serdecznie.
          Krzysztof Mirowski
          dyrektor LXVII LO Warszawa
          • Gość: mp02 Re: Kiedy szkoła bedzie Nas uczyć sztuki życia ?! IP: *.fuw.edu.pl 12.05.02, 18:33
            Witam!

            kmir napisał(a):

            > Zgadzam się, że program polskiej szkoły jest dosyć przeładowany
            > ... ale ... nie sposób twierdzić, że w takiej (LO) szkole powinno się uczyć
            > rzeczy wyłącznie praktycznych.

            Mam wrażenie, że ta wypowiedź trochę wypacza proporcje i akcenty pytania.
            Jako dyrektor szkoły może Pan zrobić prosty eksperyment: wybrać losowo
            w klasach pierwszych i drugich kilka przedmiotów uczonych przez różnych
            nauczycieli i przy każdym z nich poprosić o zeszyt ucznia słynącego ze
            staranności w prowadzeniu notatek. W zebranych zeszytach (powiedzmy dziesięciu)
            odszukać notatki z ostatnich lekcji powtórzeniowych. W notatkach tych
            postrać się znaleźć jakiekolwiek odwołanie do tego, co w cytowanym liście zostało
            nazwane "rzeczami praktycznymi". Ciekaw jestem bardzo w ilu zeszytach
            znajdzie się "wyłącznie" odniesienia do "rzeczy praktycznych", w ilu tych
            odniesień będzie troszeczkę, a w ilu nie będzie ich wcale.

            > Przecież jest rzeczą pewną, że to co teraz
            > wygląda na praktyczne może być za kilka lat bezużyteczne - w historii świata
            > takich przypadków jest bardzo dużo.

            Ciekawe o jakie przykłady tu chodzi i czy o takich rzeczach myślał
            uczeń podrzucający temat? Sądzę, że mimo pryncypialnej słuszności zgłoszonej
            tezy, jest też bardzo wiele przykładów treści praktycznych i użytecznych,
            które wcale nie wyglądają na kilkumiesięczne efemerydy, a w kanonie szkolnym
            przegrywają z bezrefleksyjnie podawanymi treściami akademickimi.

            > 2. Bardzo wielu uczniów nawet w II klasie licealanej nie wie jeszcze dokładnie
            > jaki kierunek studiów chce podjąć, stąd bardzo duże ograniczenie programu w I i
            > II klasie z jakiegoś przedmiotu może się okazać pomyłką już za dwa lata.

            A może nie chodzi o "ograniczenie" lecz o to, by uczący, przekazując
            wiedzę szczegółową, miał świadomość jaka mądrość ogólna z niej płynie,
            mądrość faktycznie użyteczna (nie tylko użeteczna bardzo "praktycznie",
            ale także użyteczna do budowania pewnej wizji świata). Może chodzi o to,
            by dawał tej świadomości wyraz, dbając w ten sposób nie tylko o tych, dla których
            wiedza szczegółowa jest wstępem do dalszch studiów, ale także o statystycznie
            znacznie większą resztę, która wybierze zupełnie inne studia? Natomiast przy
            egzekwowaniu wiedzy, by część ogólna zajmowała poczesne miejsce, a część
            szczegółowa była tylko uzupełnieniem dla tych, którzy spodziewają się, że
            w tym kierunku może pójść ich dalsza edukacja.
            Sądzę, że w obecnym systemie "wykształcenie ogólne" bywa ograniczone
            do faktu, że młody człowiek wszystkiego po trochu zakuł, zdał
            i zapomniał (czasem ściągnął, rozgrzeszając się słusznie postrzeganą
            absurdalnością wymagań). Jeśli na strzępach encyklopedycznych faktów
            i akademickich umiejętnosci kiełkuje czasem jakaś ogólna, spójna wizja
            świata materialnego, człowieka i społeczeństwa, to jest to chyba raczej
            wypadek przy pracy niż nieunikniony efekt przemyślanego wysiłku
            edukacyjnego. W systemie brak jest etapów refleksyjnej syntezy.
            To rodzi potem pytania typu "a po co mi te wszystkie dielektryki w
            próżni?" (Jak jest dielektryk, to już nie próżnia, ale to na marginesie.)
            Mi nie podoba się taki model człowieka ze średnim wykształceniem.
            Ubolewam, że moje dzieci będą musiały przejść przez system, który
            nie zaoferuje im niczego więcej. Martwię się, gdy czytam, że
            funkcjonariusze systemu są z siebie i z systemu zadowoleni.

            > 3. Sytuacja na rynku pracy wymusza bardzo często dość radykalne zmiany zawodu -
            > stąd wydaje się, że znaczenie szerokiego wykształcenia ogólnego rośnie.

            Tylko czy rzeczywiście chodzi o "TO" "szerokie wykształcenie ogólne"?
            A może po prostu młody człowiek widzi (i racjonalnie się buntuje), że
            "szerokie wykształcenie ogólne" sprowadzające się do znajomości na pamięć
            wysp na morzu Jońskim czy piatej kolumny w tablicy Mendelejewa,
            nie jest tym wykształceniem, które może okazać się przydatne przy
            konkurowaniu na rynku pracy z dorosłymi, którzy trafili tam wczesniej?
            ("Racjonalną wizję świata" też to nie specjalnie buduje!) Czuje też,
            że "jego czas" powoli się zbliża, a czas obecny jest chwilami dość
            bezmyślnie marnotrawiony. Fakt, że czas mój, Pana Dyrektora czy
            Pani Rzecznik także kiedyś "zagospodarowywano mało optymalnie"
            nie ma tu nic do rzeczy, bo my nie musieliśmy wkraczać na rynek pracy z
            kilkumilionowym bezrobociem. Teraz swego miejsca będziemy bronić
            zębami i pazurami, i nie odpuścimy wcześniej jak na emeryturze!

            Pozdrawiam serdecznie.
            Marek Pawłowski,
            ojciec kilkorga uczniów,
            fizyk
            • kmir LXVII LO Warszawa 13.05.02, 23:26
              Szkoła, której jestem dyrektorem jest bardzo mała 2-3 klasy na jednym poziomie
              i jest zasadą, że w równoległych klasach tego samego przedmiotu uczy ten sam
              nauczyciel. Z wielu przedmiotów jest w całej szkole tylko jeden nauczyciel
              (chemia, fizyka, biologia, geografia, informatyka) - stąd
              przeprowadzenie "eksperymentu, o którym Pan mówi jest niemożliwe.
              Istotą programu realizowanego w LXVII LO jest połączenie wszechstronności
              wykształcenia ogólnego z profesjonalizmem wąskiej specjalizacji. Osiągamy to
              przez maksymalne upakowanie przedmiotów obowiązkowych w młodszych klasach (co
              prowadzi wprost do odciązenia w starszych). Klasy starsze to już specjalizacja
              realizowana w całym systemie zajęć międzyklasowych i fakultatywnych wybieranych
              przez uczniów (w praktyce zanika podział na klasy równoległe). Wtedy na
              przykład każdy uczeń ma do wyboru jedną z dwóch grup historii: rozszerzoną i
              podstawową (różniących się wymiarem godzin i programem). Podobnie z innych
              przedmiotów.
              Myśle, że to właśnie naszej koncepcji programowej szkoła zawdzięcza swoje
              sukcesy: wysoka skuteczność w przygotowaniu do egzaminów wstępnych na studia,
              przygotowywanie uczniów do certyfikatów językowych, sukcesy w olimpiadach,
              pozycja w rankingu, wszyscy uczniowie wybrali nową maturę...
              Wiecej informacji można znaleźć na naszej stronie internetowej:
              www.lo67.waw.ids.pl
              Pozdrawiam serdecznie
              Krzysztof Mirowski
              dyrektor LXVII LO Warszawa
              dyrmir@ids.pl

              Ps. Szczególne wyrazy szacunku dla Wydziału Fizyki UW. Sam kończyłem Wydział
              Chemii UW i przez wiele lat na nim pracowałem i zrobiłem doktorat.
              • mp02 Re: LXVII LO Warszawa 14.05.02, 14:12
                Witam!

                kmir napisał(a):

                > Szkoła, której jestem dyrektorem jest bardzo mała 2-3 klasy na jednym poziomie
                > i jest zasadą, że w równoległych klasach tego samego przedmiotu uczy ten sam
                > nauczyciel. Z wielu przedmiotów jest w całej szkole tylko jeden nauczyciel
                > (chemia, fizyka, biologia, geografia, informatyka) - stąd
                > przeprowadzenie "eksperymentu, o którym Pan mówi jest niemożliwe.

                Przyznam, że nie bardzo zgaduję, jaka reguła wnioskowania mogłaby
                z podanych założeń doprowadzić do wyrażonego wniosku (o niemożności).
                Eksperyment, o którym pisałem, można przeprowadzić w szkole jednooddziałowej,
                zatrudniającej jednego nauczyciela. Jedynie wniosek będzie mógł być
                uznany za mało uniwersalny. Czy spodziewa się Pan, że z racji, o których
                Pan pisze, w Pana szkole, w nauczaniu "przedmiotów obowiązkowych",
                mniejszy nacisk kładziony jest na wiedzę encyklopedyczną i umiejętności
                akademickie, że wiedza ta i umiejetności podawane są głównie po to,
                by na ich bazie, w odpowiednim momencie edukacyjnym, móc dokonać refleksyjnej
                syntezy, utworzyć trwałą (ponad termin klasówki) wartość, którą pewnie obaj
                pragnęlibyśmy widzieć jako "wykształcenie ogólne"? Czy rzeczywiście
                nie warto tego sprawdzić? A może po prostu zna Pan i tak odpowiedź?

                > Myśle, że to właśnie naszej koncepcji programowej szkoła zawdzięcza swoje
                > sukcesy: wysoka skuteczność w przygotowaniu do egzaminów wstępnych na studia,
                > przygotowywanie uczniów do certyfikatów językowych, sukcesy w olimpiadach,
                > pozycja w rankingu,

                A ja - nie ujmując niczego pracy kierowanego przez Pana zespołu
                (bo jej nie znam)- myślę, że nie bez znaczenia jest tu po prostu
                gęste sito naboru.

                > wszyscy uczniowie wybrali nową maturę...

                Czy z punktu widzenia ich interesów było to racjonalne?
                A może była to raczej forma demonstracji, w której
                rola uczniów była dość instrumentalna? Egzamin zewnętrzny
                miał dawać obiektywne kryterium porównawcze. Taką
                rolę mógł pełnić tylko wówczas, gdyby dotyczył znaczącej części
                młodzieży. Czy wytłumaczył Pan uczniom, że w przypadku
                poddania temu egzaminowi jedynie niewielkiego ułamka
                absolwentów, znikają racjonalne powody by nowy egzamin
                był np. podstawą do konkursowej rekrutacji na studia?

                > Sam kończyłem Wydział
                > Chemii UW i przez wiele lat na nim pracowałem i zrobiłem doktorat.

                No tośmy pogadali jak doktor z doktorem :-)
                Tylko czy rzeczywiście trzeba mieć doktorat, by dostrzec
                problemy, o których bezbłędnie potrafi napisać niemal każdy
                uczeń?

                Pozdrawiam serdecznie,
                Marek Pawłowski
                ojciec kilkorga uczniów
                fizyk
          • pijox20 Re: Kiedy szkoła bedzie Nas uczyć sztuki życia ?! 23.05.02, 08:17
            Bardzo trafne spostrzezenia szkola nie przygotowuje do tego co jest potrzebne
            większość z nas nie potrafo rozliczyc Pitu, nie rozumiemy tekstu czytanego ale
            wbija si e do głowy uczniow miliony encyklopedycznej wiedzy zbędnej po to są
            ksiązki, bibloteki zeby umieć znalezc interesujący nas temat
            Jeszcze gorzej jest z ocenianiem uczniow często oceny nie sa wykładnikiem tego
            co uczeń umie Spotkałam się z takim przypadkiem w zeszłym roku szkolnym uczen
            ktory miał same dwoje z matury dostał się na dzienne studia bez problemu a
            uczen z dobrymi ocenami nie zdał egzaminu więc jak to jest oceny wystawiane sa
            nie sprawiedliwie po uwazaniu dlatego tak wielu uczniow mowi o
            niesprawiedliwosci w szkole widza jak jedni sa faworyzowani pieszczoszki szkoły
            a inni za byle co dostaja 1 nawet za brak ksiązki znam doskonale srodowisko
            nauczycielskie wiem jak mozna załatwic ucznia ze złego zrobic dobrego i na
            odwrot sama byłam nauczycielka przez 10 lat ,lecz odeszłam z zawodu gdyz na
            takie przysłowiowe traktowanie uczni nie mogłam patrzyc normalny targ ocenami
            szczegolnie jezeli jest sie w komisji ktora decyduje o ocenach ucznia
            serdecznie pozdrawiam wszystkich maturzystow głowy do gory Iwona Makuszynska
      • szefc1 Re: Niepotrzebne wzory 22.05.02, 22:56
        Chciałem początkowo napisać dłuższy tekst ale po namyśle zrezygnowałem ponieważ
        zrozumiałem że:
        - młodemu Politykowi nie chce się uczyć i próbuje pisząc ten tekst
        usprawiedliwić się przed sobą.
        - z odpowiedzi Pani rzecznik wynika głównie wniosek, że jednak można przetrwać
        szkołę.
        Jeśli chodzi o nikomu niepotrzebne wzory i informacje to chciałbym zwrócić
        Państwu uwagę, że macie możliwość doświadczania w swoim życiu tego sposobu
        komunikacji dzięki ludziom którzy wykorzystali niepotrzebne zdaniem większości
        informacje i wzory.

        • mp02 Re: Niepotrzebne wzory 23.05.02, 10:33
          szefc1 napisał(a):

          > Jeśli chodzi o nikomu niepotrzebne wzory i informacje to chciałbym zwrócić
          > Państwu uwagę, że macie możliwość doświadczania w swoim życiu tego sposobu
          > komunikacji dzięki ludziom którzy wykorzystali niepotrzebne zdaniem większości
          > informacje i wzory.

          Czy z tego wynika, że wszyscy mamy się tych wzorów nauczyć?
          Nikt nie twierdzi, że są one niepotrzebne jako takie. Twierdzi się
          (pod czyn się podpisuję, jako osoba znająca te wzory), że nie jest
          potrzebne by Jaś Kowalski, który ma zadatki na wirtuoza skrzypiec,
          musiał się ich koniecznie nauczyc, bo inaczej nie zrobi matury
          i nie dostanie sie do wyższej szkoły muzycznej. Twierdzi się też, że
          jest mnóstwo innej wiedzy, potencjalnie znacznie bardziej przydatnej
          Jasiowi (i praktycznie, i kształtująco), której Jasiowi się
          nie oferuje.

          Pozdrawiam
          Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
          ojciec kilkorga uczniów
          fizyk
    • rada.pedagogiczna Re: Kiedy szkoła bedzie Nas uczyć sztuki życia ?! 09.06.02, 18:22

      Masz duzo racji mowiac, ze program nauki powinien byc unowoczesniony, i przede
      wszystkim uwzglednic nowe zjawiska takie jak inflacja (choc nie jestem pewien,
      czy akurat wyjasnienie mechanizmu inflacji jest nalepszym pomyslem, bo kolejna
      dawka matematyki jeszcze bardziej pognebi uczniow).

      Natomiast warto uswiadomic sobie, ze celem uczeszczania do szkoly jest glownie
      nauka MYSLENIA i otwarcie umyslu na pewne abstrakcje. Wiekszosc faktow, ktore
      pracowicie wkuwasz w liceum wywietrzeje z Twojej glowy, jesli jednak wlozy sie
      w ich zrozumienie pewien wysilek (wiekszy niz bezmyslne wkuwanie dzien przed
      klasowka), to jednak pozostaje w Twojej glowie pewna, nazwijmy to, "oglada
      intelektualna", i w gruncie rzeczy chyba o to najbardziej chodzi.

      Dla przykladu i przez analogie, piec lat studiow matematycznych nie sluzy temu,
      zeby zapamietac tysiace wzorow. Wzory nie maja znaczenia. Co ma znaczenie, to
      fakt, ze w trakcie tych pieciu lat, poprzez kontakt z zaawansowanymi obszarami
      tej dziedziny, nasiaka sie pewnym sposobem myslenia. Cale te studia sluza
      dokladnie temu. Latwo odroznic rasowego matematyka od kogos, kto tylko wstukal
      mechanicznie kilkaset wzorow. Bardzo to pozniej pomaga w zyciu, nawet jesli sie
      skieruje swoje kroki w pozornie niezwiazane obszary, jak ekonomia, informatyka
      etc. Zasadniczo szkola srednia powinna chyba sluzyc temu samemu, tj.
      sprawieniu, ze sie nasiaknie pewnymi abstrakcjami i nabierze pewnej
      wszechstronnosci.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka