negev56
29.02.12, 19:15
Dobry thriller napisać to sztuka, wiedzą o tym fani "Milczenia owiec", bo po tej powieści niezwykle trudno było znaleźć powieść, targającą każdym naszym czytelniczym nerwem. Może Karin Slaughter, albo Unni Lindell nadawała w tych rejestrach, a może się mylę. I nareszcie debiutant Bernard Minier spełnia wszystkie (no prawie) oczekiwania. To co zrobił w "Bielszym odcieniu śmierci", to czapki z głów. Nastrój, wystrój, strach i niepewność, wątki prowadzące do celu i sporo mylących. Ta powieść to regularny film z potężnym dreszczem. Oczywiście można czepić się paru rzeczy, kilku dłużyzn, ale jak na debiutanta w takiej roli, to błahostki, oby więcej pisarzy z takimi niedoróbkami. Oprócz interesującej fabuły, zwrócenie naszej uwagi na ludzi z problemami psychicznymi, zakłady psychiatryczne i co tak naprawdę się dzieje za tymi murami, wstrząsające.
Bardzo dobra powieść i polecam Waszej uwadze.