Dodaj do ulubionych

Mankell czytany po Krajewskim

19.06.06, 14:41
Niedawno skończyłem sagę o Mocku i muszę stwierdzić że Krajewski z każdą
kolejną książką coraz lepiej radził sobie z pogłębianiem osobowości bohaterów
serii. Nic to że zbrodnie mocno wydumane (chyba autorowi własnie o to
chodziło że tak mroczne zbrodnie wpłynęły również na psychke Mocka).
Mnie zachwycił przede wszystkim sposób narracji, budowa zdań i akapitów, brak
lania wody. Widać prawdziwy kuszt pod względem stylistyki - było nie było
autor jest Filologiem...

W oczekiwaniu na "Festen w Breslau" i zachęcony dobrymi recenzjami sięgnąłem
po Pana Mankella. Jako że nie władam szwedzkim, musiałem się zadowolić
przekładem polskim książki "Morderca bez twarzy". Mam niestety pewien
niedosyt po przeczytaniu tejże. Rozwój fabuły ok, wątki poboczne, problemy
rodzinne głównego bohatera. Widać że wszystko dokładnie przemyślane i
wiarygodnie podane. No może sama końcówka to takie "deus ex machina" (UWAGA
mały SPOJLER: Pamięć pracownicy banku). Pozostaje jedno ale...
Nie wiem na ile to wina tłumaczenia (bo to moje własne odczucia) ale brakuje
mi tego "czegoś" co jest u Krajewskiego. Miejscami trochę pobieżnie,
miejscami żeby się nie rozwodzić podane wszystko na tacy, żadnej przestrzeni
do własnej oceny. Poza tym ksiązka stylistycznie jest nierówna. Niektóre
akapity sprawiają wrażenie pisanych jak wypracowanie w drugiej klasie liceum.
Odniosłem wrażenie że pisana/tłumaczona była fragmentami przez dwie osoby.
W dwóch miejscach natknąłem się na "nie do końca poprawną składnie" -
prawdopodobnie zdanie zostało przetłumaczone wyraz po wyrazie i nie zostało
wygładzone uwzględniając polską składnie zdania.

Oczywiście nie wymagam żeby wszystkie książki pisane były bełkotem
psuedointelektualnym, zdaniami podwójnie podrzędnie złożonymi, ale trzeba
trzymać pewien poziom (czy to autor czy tłumacz) przez całą książkę.
Obserwuj wątek
    • aka10 Re: Mankell czytany po Krajewskim 19.06.06, 21:37
      A kto ta ksiazke tlumaczyl? Pozdrawiam.
      • biblioteczny_kurz Re: Mankell czytany po Krajewskim 20.06.06, 07:33
        tłumaczenie: Anna Marciniakówna
        • fedorczyk4 Re: Mankell czytany po Krajewskim 20.06.06, 15:46
          Zabawne, ale chyba trafne porównanie, tylko że ja wyciągnełam odwrotne wnioski.
          Dla mnie bohater Krajewskiego rozpływa się w alkoholu i wątpliwościach i juz
          boję się dalszego ciągu, bo widzę go w izbie wytrzeźwień, li bezposrednio u
          Freuda, podczs kiedy bohater Menkella ma derywatywy, czyli zycie rodzinne i
          sentymentalne(mimo że w stanie szczątkowym). Dla mnie Krajewski za bardzo upaja
          się delirką historyczno-urbanistyczno-psychedeliczną.W dodatku socjalrobotniczą
          • gatta5 Re: Mankell czytany po Krajewskim 20.06.06, 22:25
            Krajewski też ma swoje wady. Natomiast ostatni Mankell ( "O krok") na pewno Cię
            nie zawiedzie. Doskonały kryminał! Nie ma już przydługich i nudnawych watków
            rodzinnych i nawet zakończenie zniosłam, choc trochę mne wkurza, że Walander
            musi "własnymi rękami" złapać mordercęwink
            • biblioteczny_kurz Re: Mankell czytany po Krajewskim 21.06.06, 08:10
              Do Fedorczyk4:
              Broń Boże nie chce tu uchodzic za zwolennika "jedynie słusznego" autora. Po
              prostu po Krajewskim wziąłem się za Mankella i uderzyło mnie z jednej strony
              wiele podobieństw u głównych bohaterów, a z drugiej różne sposoby
              przedstawienia tego.

              > Dla mnie bohater Krajewskiego rozpływa się w alkoholu i wątpliwościach

              może przez to jest "bardziej autentyczny" smile))

              > bohater Menkella ma derywatywy, czyli zycie rodzinne i sentymentalne(mimo że
              w stanie szczątkowym).

              odniosłem wrażenie że ten "szczątkowy sentymentalizm" jest tak podany trochę na
              doczepkę bo "musi być jakieś życie" w tle głównego bohatera.

              > Dla mnie Krajewski za bardzo upaja się delirką historyczno-urbanistyczno-
              psychedeliczną.

              Może dlatego tak mi przypadł do gustu bo lubię właśnie takie klimaty.

              Mi głównie chodziło o sposób przedstawiania bohatera w książce. Można napisać
              po prostu że główny bohater to świnia, pijak i złodziej, a można zamiast
              napisać wprost opisać jak w co drugiem roizdziale bohater pije, podkłada świnię
              i zdarza mu sie zmienić właściciela wink niech czytelnik sam oceni moralność
              bohatera.

              Do Gatta5:
              > Natomiast ostatni Mankell ( "O krok") na pewno Cię nie zawiedzie.

              Ja i tak zamierzam przeczytac wszystkie jego książki o przygodach Walandera.

              > Doskonały kryminał! Nie ma już przydługich i nudnawych watków rodzinnych

              Mi one nigdy nie przeszkadzały jeśli nie są dokładane na siłę.

              > choc trochę mne wkurza, że Walander musi "własnymi rękami" złapać mordercęwink

              to jeszcze jest do przełknięcia, tylko nie lubię gdy autor przez 95% książki
              nie posuwa śledztwa do przodu a na 5-10 stronach nagle spływa pełno dowodów,
              poszlak i świadków. Nie mam nic przeciwko temu żeby dowiedzieć sie kto zabił na
              ostatniej stronie byle to wynikało z akcji i rozwoju śledztwa.

              Chcę jeszcze raz podkreślić że absolutnie nie zależy mi na
              dowodzeniu "wyższości jednego nad drugim" po prostu miałem takie spostrzeżenia
              po lekturze i chciałem się podzielić tym z innymi bo może też ktoś miał podobne
              obserwacje
              Pozdrawiam
    • kamkap Re: Mankell czytany po Krajewskim 25.06.06, 15:42
      A mnie dużo bardziej "leży" Mankell. Krajewski mnie trochę znudził.
    • nula8 Re: Mankell czytany po Krajewskim 28.06.06, 12:23
      1. Intryga kryminalna jednak lepsza u Mankella
      2. Główny bohater Krajewskiego jest szują, takim samym przestępcą jak ci,
      których ściga, tylko że po dobrej stronie muru... Kompletny brak moralności
      mnie jednak zraża. Ściganie przestępców nie jest dla niego nawet grą, robi to
      tylko dlatego "żeby nie umoczyć". Zraża mnie to. Z drugiej strony ten
      kompletnie amoralny bohater jest wielką zaletą książek - odbiega od schematów.
      3. Ciekawe, że w polskich kryminałach (nowych) alkohol jest sprzymierzeńcem
      detektywa. Chleją co popadnie i ile popadnie i tylko im to pomaga w myśleniu, w
      koordynacji i w ogóle w życiu. Kompletnie nieprawdziwe i strasznie mnie wkurza.
      Plusem Mankella jest m.in. to, że pijany bohater ma problemy z koordynacją,
      myśleniem itp.
      4. Moim zdaniem narracja "Mordercy bez twarzy", jej tempo i akcenty, mają za
      zadanie oddać tempo śledztwa i to, jakie znaczenie przywiązuje do niego
      aktualnie główny bohater. Uważam, że to bardzo dobry i dobrze przeprowadzony
      zabieg. Podoba mi się też to, że autor pozwala nam obserwować, jak może zwieść
      nawet doświadczonego policjanta na manowce: a) polityczna poprawność, która
      każe iść za złym tropem, bo jest "bardziej do przyjęcia b) wiara w to, że do
      tak okrutnego morderstwa może skłonić tylko coś ważniejszego niż pieniądze...
      Dzięki temu zakończenie nie jest po prostu zakończeniem kryminału, ale niesie
      za sobą wiele refleksji.

      Morderca... jest pierwszą i jedyną książką Mankella, jaką do tej pory czytałam
      i chociaż oceniam ją jako średni kryminał, kupię następną, bo autor mnie
      zaciekawił.
      A Krajewskiego kupuję głównie ze względu na Wrocław, bo w mojej ocenie to jest
      główny bohater jego książek. I właśnie atmosferę Wrocławia udało się autorowi
      oddać w sposób absolutnie cudowny...
    • butters77 Mankell czytany przed Krajewskim:) 18.07.06, 13:15
      Nie jestem wprawdzie po lekturze Krajewskiego, ale właśnie chciałam założyć
      wątek poświęcony powieści Mankella, więc dorzucę tutaj swoje trzy grosze.
      Zachęcona (podobnie, jak Autor wątku) pozytywnymi recenzjami, sięgnęłam po
      "Mordercę bez twarzy". Liczyłam na wciągającą fabułę, intrygujące wątki,
      tajemnicę odsłanianą krok po kroku... I zawiodłam się srodze.
      Jak napisał biblioteczny_kurz:

      > miejscami żeby się nie rozwodzić podane wszystko na tacy, żadnej przestrzeni
      > do własnej oceny.

      To właśnie rozczarowało mnie najbardziej. Niezwykle cenię w kryminałach
      możliwość snucia własnych teorii, próby samodzielnego rekonstruowania wersji
      wydarzeń - na podstawie stopniowo odkrywanych poszlak. A w "Mordercy bez twarzy"
      albo rozwiązanie zostaje rzucone kawa na ławę (zagadka zabójstwa Somalijczyka),
      albo zupełnie wyjęte z kapelusza - dopisane do całej historii bez związku z
      wcześniejszymi faktami (tajemnica morderstwa pary staruszków).
      Autor wątku wspomniał (uwaga! SPOJLER!!!) o pamięci kasjerki, która objawia się
      w książce niczym deus ex machina - doskonałe porównaniesmile Czytając fragment
      rozstrzygającej rozmowy Wallandera i kasjerki, nie mogłam uwierzyć własnym oczom
      - to było tak grubymi nićmi szytesmile Po prostu śmiałam się do książkismile

      Autor wątku nawiązał też do stylistyki książki:
      > Niektóre akapity sprawiają wrażenie pisanych
      > jak wypracowanie w drugiej klasie liceum.

      Nic dodać, nic ująćsmile Przyznam, że chwilami miałam wrażenie, jakbym czytała
      powieść jakiegoś nastoletniego autora - wielbiciela policjantów-twardzieli.
      Pojawiające się co jakiś czas "złote myśli" Wallandera (w stylu: "Mam pewne
      przeczucia. Choć wiem, ze prawdziwy glina nie powinien kierować się intuicją")
      wywoływały mój uśmiechsmile

      Słowem - ot, przeciętny kryminał - na pewno nie jednak "mistrzostwo w budowaniu
      napięcia".

      PS. Przy okazji witam wszystkich, bo jestem pierwszy raz na tym forumsmile
      • gocha1002 Do "butters77" 18.07.06, 17:47
        Z wieloma twoimi opiniami się zgadzam, choć według mnie Mankell ma klasę. A
        propos tego, co (jak piszesz) najbardziej pociąga cię w powieści kryminalnej:
        widać, że jesteś wielbicielką "wzoru klasycznego". To podobnie jak ja, ale
        współcześni autorzy chyba już nie piszą typowych klasycznych kryminałów. A
        jeżeli tak, to chętnie poproszę o jakąś wskazówkę.
        • nchyb Re: Do "butters77" 18.07.06, 18:26
          Ja nie Butters, ale co do współczesnej klasyki - może Tolkien?
          Dla mnie bomba:
          www.merlin.com.pl/frontend/towar/332897
          Simon Tolkien - Świadek ostateczny...
          • gocha1002 Do "Nchyb" 18.07.06, 21:05
            Dziękuję serdecznie, poszukam!
          • maira Re: Do "butters77" 24.07.06, 17:26
            przed chwilą kupiłam na allegro. teraz pozostaje tylko czekać. wink
        • butters77 Re: Do "butters77" 19.07.06, 18:37
          gocha1002 napisała:

          > Z wieloma twoimi opiniami się zgadzam, choć według mnie Mankell ma klasę.

          Gosiu, być może - ja przeczytałam tylko jedną jego powieść, więc nie miałam
          okazji się o tym przekonać.

          Co do polecanych książek - uwielbiam i polecam Agathę Christiesmile Choć ten
          Tolkien polecony przez Nchyb też zapowiada się ciekawie.. Chyba sobie zamówię z
          okazji najbliższej wypłatywink
    • r_mol Ojej, ojej... 21.07.06, 22:08
      Dokładnie przeciwstawne wrażenia. Mankell to solidne powieści obyczajowo-
      kryminalne. Krajewski to nieudolne literacko (gdzie ta fabuła?) czytadełka dla
      nastolatków. Autor usiłuje nas epatować makabrą (On pugajet a mnie nie
      straszno - Tołstoj o Andrejewie) i zasypuje ogromną ilością przedwojennych,
      niemieckich nazw, za którymi nie ma po prostu nic.
      • onion68 Re: Ojej, ojej... 24.07.06, 12:46
        Nie wiem, gdzie ta fabuła, ale ja od "Końca świata w Breslau" nie mogłam się
        oderwać, a ten Wrocław przedwojenny to po prostu widziałam... Na pewno kupię
        pozostałe części. Bohater trochę chandlerowski, lecz znacznie mniej poczciwy.
        Ale gdzie jest powiedziane, że policjant to musi być dobro wcielone na każdym
        froncie? To, co tu ktoś napisał, że to zbrodniarz, jak ci, których łapie to
        chyba przesada. Może Mock był już trochę zawodowo wypalony na tym etapie... A w
        pracy był skuteczny przecież, nieważne z jakich pobudek. Ja tam nie lubię takich
        jednowymiarowych postaci jak w westernie.
    • dawidu Re: Mankell czytany po Krajewskim 18.08.06, 20:00
      'FESTEN w BRESLAU' ??? wink czekamy na inna ksiazke wink ja czekam na 'festung breslau'. pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka