Żeby dziś nie robić tego co miałem robić i za co mi w sumie płacą, wpadłem na
pomysł przeremamentowania regału z kryminałami, co mu się w sumie należało od
paru lat, ale jakos nie było motywacji

I odkryłem coś dziwnego, bo jakos mnie idiotyczny pomysł naszeł, żeby
poustawiać ksiązki wedle autorów a nie wedle, gdzie spadła tam lezy. I co się
okaząło? Że wcale nie jestem miłośnikiem czarnego kryminału, ajk mi się
wydawało cąły czas. Że broń boże CzendleryHamettyŁulricze nie stanowią
głównego trzonu na tym regale. Że kryminał historyczny typu Carr, Akunin,
Taylor, Tey, Krajewski to też nie jest clou i gwóźdź programu. Że Alex Joe i
Christie Agata pospołu z innymi klasykami whodunitów, to też tylko margines i
rzecz niewarta wzmianki. Że Higsmithowa, co mi się zdawała że gros miejsca na
tym regale zajmuje, to po prostu mały pikuś w porównaniu z jednym autorem.
Autorem reprezentowanym w 29 egzemplarzach, dójęzycznie i wielowydawniczo,
autorem, którego czytam, ale który nigdy, jak mi się przynajmniej do dziś
zdawało nie robił na mnie jakiegoś mega wrażenia - ot, porządne ksiązki do
pociagu, z jakims tam pogłębionym tłem, ale w sumie nic specjalnego.
Ale dzięki temu remamentowi odkryłem i chyba musze to wyznać, że jestem
nieuleczalnym miłosnikiem, w dodatku nieświadomym, książek autorstwa ...
Johna Le Carre
P