Dodaj do ulubionych

los redaktora

27.02.07, 19:18
Tak sobie rozmyślam ostatnio nad smutnym losem redaktora. Wydawnictwo żąda
pracy na wczoraj, zbija stawki i skraca proces wydawniczy, a potem jeszcze
robi go w jajo i spóźnia się z mizernym honorarium. Autorzy i tłumacze zwykle
go nienawidzą (choć niektórzy potem dziękują), bo po co w ogóle ktoś czyta
tekst, który na kolanach należałoby zawieźć prosto do drukarni. Recenzenci
nie zauważają i nie doceniają jego pracy, chyba że zostawi błąd, przy którym
upierał się autor - wtedy jest oczywiście na redaktora. Starszych kolegów nie
ma się jak poradzić, bo już nie ma redaktorów na etatach i każdy pracuje sam.
Bardzo to ponure. Zdecydowanie przydałby się jakiś związek zawodowy,
stowarzyszenie, albo przynajmniej... osobne forum? Mają autorzy, mają
tłumacze, wydawcy też mają (mam na myśli realne stowarzyszenia), dlaczego my
nie mamy? Co myślicie, Siostry i Bracia redaktorskim znoju?
Obserwuj wątek
    • azubin Re: los redaktora 27.02.07, 19:55
      To chyba jeden z najistotniejszych aspektów upadku polskiego rynku wydawniczego
      - w książki się nie inwestuje, oszczędza się na redakcji, na korekcie. Niestety
      po części wynika to z tego, że czytelnicy w żaden sposób nie weryfikują tego
      aspektu (zresztą pewnie nie mają po temu możliwości, a wobec kiepskiej jakości
      nauczania w zakresie języka polskiego w szkołach większość nie ma też
      najmniejszych nawet kwalifikacji) i pozwalają sobie "wciskać książki całkowicie
      niedopracowane, w których przepuszczane są najbardziej oczywiste błędy

      A, i nie mogę się zgodzić z tą nienawiścią do redaktorów. Chyba żaden rozsądny
      autor nie czuje takowej (pod warunkiem, oczywiście, że redaktor jest rozsądny) -
      w końcu to istnienie takiej osoby zwalnia autora z poświęcania 90% wysiłku na
      kontrolowanie poprawności językowej i pozostawia rozkoszną świadomość, że jak
      już całkowicie ma się dość tekstu, to jest ktoś, kto się nim porządnie zajmie
      • niedzielna Re: los redaktora 27.02.07, 20:22
        Azubinie,

        Co do nienawiści, przesadzam oczywiście, ale gdybyś poczytał na tym i na innych
        forach posty Autorów, dowiedziałbyś się, że redaktor to generalnie istota
        złośliwa, niedouczona i głupawa, która z niewiadomych przyczyn zmienia cudzy
        tekst i upiera się przy swoim, powołując się na słowniki etc, choć trzech
        przyjaciół autora orzekło, że tak jest dobrze. :)) Jasne, że redaktorzy
        popełniają błędy i czasem upierają się niepotrzebnie, albo nawet nie rozumieją
        koncepcji ksiązki, ale naprawdę zwykle książki na ich pracy zyskują, a oni zbyt
        często traktowani są jak zbędna kłoda na drodze do sukcesu, a nie jak pierwszy
        fachowy i życzliwy czytelnik.

        A co do upadku, jednym z efektów nowego kształtu rynku wydawniczego jest to, że
        nie zatrudnia się redaktorów na etatach, a więc starsi nie mogą uczyć
        młodszych, na zasadzie terminowania. Kurs redakcji sprawy nie załatwi, moim
        zdaniem uczyć się można tylko długo i w stałym kontakcie z bardziej
        doświadczonymi kolegami. To jest naprawdę szczególne rzemiosło. Nie wiem, jak
        wyglądają specjalizacje edytorskie, które teraz powstały na różnych uczelniach,
        ale mam wrażenie, że to też sprawy nie załatwi.

        Jeszcze inna sprawa to recenzenci, którzy błędów nie widzą, ale to temat na
        osobny wątek.

        No i bardzo niedobre jest to, że skraca się proces wydawniczy. Przy okazji
        pytanie - ile jest etapów pracy nad ksiązką w wydawnictwach, w których
        pracujecie? Ja spotkałam się z systemem redakcja + korekta przed
        łamaniem/składem + korekta po składzie, czyli redakcja i 2 korekty, każdy etap
        robiony przez inną osobę, żeby było świeże oko. Ale spotykałam się też z
        systemem redakcja + jedna korekta po składzie, albo wręcz redakcjo-korekta
        robiona przez jedną osobę, jako jedyny etap przed drukiem. Jak to jest u Was?
        Pytam nie tylko o literaturę piękną, o wszelkie publikacje książkowe.

        Sorry za dłuuugi post. Ale my chyba przywykliśmy do długich tekstów :)
        • azubin Re: los redaktora 27.02.07, 20:41
          > Sorry za dłuuugi post. Ale my chyba przywykliśmy do długich tekstów :)

          Długi post zmniejsza ryzyko niedopowiedzeń.
          A swoją drogą, dziwi mnie Twój pogląd, moja redaktorka powiedziała np. ostatnio,
          że "oczywiście każdy redaktor woli czytać krótkie teksty, żeby się nie
          napracować" (cytuję sens, nie dokładną wypowiedź) :)

          Czasem problem wynika z kwestii komunikacyjnych. Przyznam, że sam nie jestem bez
          winy, ostatnio miałem np. taką sytuację, że strasznie się zdenerwowałem na
          redaktorkę, która poinformowała mnie (ja to tak odczytałem), że należy właściwie
          przebudować całą książkę (tydzień przed wysłaniem do drukarni...) Kiedy
          spotkałem się z Nią osobiście okazało się, że tak naprawdę chodziło jej o kilka
          zdań...

          Problem z rynkiem wydawniczym to nie temat na wątek - to temat na ogólnonarodową
          polemikę (właśnie - czemu nikt nie zajmuje się tą kwestią - naprawdę istotną -
          zamiast różnymi tematami zastępczymi? :)
          Ja co prawda nie pracuję w wydawnictwie, ale mogę opowiedzieć o etapach, które
          ja miałem za sobą - najpierw otrzymałem książkę do własnej redakcji z pewnymi
          dyrektywami (przy czym ten dodatkowy etap wynikał ze słabości mojego tekstu, nie
          jest raczej standardem), potem redakcja merytoryczno-stylistyczna, potem jeszcze
          raz ja, potem łamanie, wtedy główna redakcja (inna osoba), a potem korekta
          (aha - chodzi o literaturę piękną... choć "piękna" to jednak chyba szumne słowo ;)

          Pozdrawiam Ciebie i wszystkich redaktorów
          • skajstop Re: los redaktora 27.02.07, 21:11
            Ja doceniam redaktorów.

            U mnie to wygląda tak: 2 redakcje (w razie potrzeby mogę mieć trzecią, o ile
            uznamy z redaktorem, że jest potrzebna - wydawca pozostawia to nam do
            uzgodnienia), potem korekta na składzie zgrubnym, wreszcie korekta na składzie w
            zasadzie ostatecznym. Trzy pierwsze robię ja (trzecią niezależnie od ludzi w
            wydawnictwie, potem się oba wydruki sczytuje), ostatnią robią ludzie wydawcy,
            ale pod czujnym okiem mojego redaktora :)
            • jacek1f Niedzielna, bądź dzielną! Nie jest tak źle, choć 27.02.07, 22:15
              jest okropnie.

              Nie da rady opowiedzieć wszystkiego tutaj o redakcji, czemu tak a nie siak, o
              zmianach i powodach... niestety. Zbyt skomplikowane.

              Dla mnie standardem jest:
              autor/tłumacz - redakcja pierwsza word;
              konsultacja (jeśli taka praca...)i korekta pierwsza word;
              łamanie - redakcja druga, korekta druga;
              autor/tłumacz i konsultacja (jeśli) druga;
              redakcja (kontrola) i korekta trzecia - podpisanie lub do podpisania...





              • ratonsitoblanco Re: Niedzielna, bądź dzielną! Nie jest tak źle, c 27.02.07, 22:40
                Niedzielna napisała:
                "Mają autorzy, mają tłumacze, wydawcy też mają (mam na myśli realne
                stowarzyszenia), dlaczego my nie mamy? Co myślicie, Siostry i Bracia
                redaktorskim znoju?"

                Jak już założycie sobie stowarzyszenie Szczęśliwy Redaktor czy coś takiego, to
                służę pomocą jako duchowy przewodnik. Ja Was lepiej rozumiem niż Wasze żony,
                mężowie, matki i ojcowie.
                • niedzielna Re: Niedzielna, bądź dzielną! Nie jest tak źle, c 28.02.07, 13:22
                  ratonsitoblanco napisał:


                  >
                  > Jak już założycie sobie stowarzyszenie Szczęśliwy Redaktor czy coś takiego, to
                  > służę pomocą jako duchowy przewodnik. Ja Was lepiej rozumiem niż Wasze żony,
                  > mężowie, matki i ojcowie.

                  Mieczów ci u nas dostatek, ale i ten przyjmiemy :)
              • niedzielna Re: Niedzielna, bądź dzielną! 28.02.07, 13:16
                Ależ ja jestem bardzo dzielna, gdyby nie to, nie byłabym redaktorem :) Ale może
                lepiej, gdybym nazwała się Sobotnia, albo najlepiej: Piątkowa.

                "Word" - to znaczy, że pracujecie na wydruku wordowym, czy też na pliku?
                Większość wydawców, z którymi pracuję, robi redakcję wciąż na papierze (co ma
                duże zalety, moim zdaniem), ale są tacy co robią na pliku, z opcją wyróżniaj
                zmiany, żeby autor widział, co się dzieje. Pracujesz na papierze czy na pliku?

                Co to znaczy "druga redakcja"? Czy za nią dostajesz osobną kasę? Ja spotkałam
                się dotychczas z taką procedurą, że redaktor w ramach swojego honorarium ma
                obowiązek zrobic redakcję (stylistyczną i merytoryczną, zaproponować ewentualne
                zmiany w kompozycji, skróty, podział tekstu (śródtytuły etc), przypisy, wstępy,
                etc. Potem jak już obejrzy autor, uzgadnia z nim/negocjuje zmiany, uwzglednia
                też i dodaje propozycje ewentualnego konsultanta. Potem ogląda i akceptuje I
                korektę (tę przed łamaniem) i ewentualnie znów uzgadnia jakieś ostatnie zmiany
                z autorem. Absolutnie nie zajmuje się nanoszeniem zmian na plik, to robi ktoś
                inny. Nie robi też sam korekty. I to wszystko, chyba że wydarzy się coś na
                etapie składu. Wtedy ogląda jeszcze korektę po składzie. Czy pisząc "II
                redakcja" masz na myśli właśnie akceptację I korekty? Widzę, że zwyczaje i
                terminologia są chyba bardzo różne.

                Napisz proszę, jakie dokładnie masz obowiązki jako redaktor. I z jakimi
                stawkami się spotykasz? W Warszawie zdaje się dość typowe są widełki od 90 do
                120-150 brutto za arkusz wydawniczy, w zależności od rodzaju książki i wydawcy,
                ale obowiązki redaktora są bardzo różne. Ale może nie mam racji, bardzo jestem
                ciekawa innych głosów. Podaj proszę stawki za arkusz, żeby było porównanie.
                • ggigus kochani redaktorzy! ciesze się, że piszecie, 04.03.07, 13:58
                  bo to znaczy, że istniejecie

                  po wielu błędach, jakie ciągle i często widze w polskich książkach i prasie i po
                  opowieści znajomej tłumaczki, że redaktorów nie ma, zaczęłam wierzyć, że Was
                  zracjonalizowano!
                  • barbara7 Re: kochani redaktorzy! ciesze się, że piszecie, 04.03.07, 15:31
                    I takim słowom właśnie się dziwię. Dlatego tylu ludzi pracuje nad tekstem, że
                    każdy z nas jest omylny. Myli się autor, tłumacz, redaktor, korektor i łamacz.
                    Nie warto chyba dowodzić, kto ma prawo do błędów, a kto ich nie może robić wcale.
                    Język to jest żywy twór, nie ma ani jednego słownika, który byłby wyrocznią
                    ostateczną i żadnego człowieka, który potrafiłby oddać tekst opracowany idealnie.
                    Pracując nad książką, warto chyba mieć trochę pokory wobec tekstu i trochę
                    szacunku dla ludzi, z którymi się pracuje.
                    Nie wierzę, żeby ktokowiek z nas (tłumaczy, autorów, redaktorów) mógł rzucić
                    kamieniem.
                    • ggigus skoro tylu ludzi pracuje, powinny być efekty, a po 04.03.07, 17:25
                      nadto chętnie zacznę wątek: błędy redaktorów.
                      Swego czasu toczyłam bój z panią redaktorką GW odział Opole, która ciągle i
                      mylnie pisała o Opolanach jako o mieszkańcach Opola
                      ten przypadek zapamiętałam, wkrótce inne
                      • jacek1f jak taka chęć w Tobie, to wątek istniejący.. 04.03.07, 21:34
                        polecam
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11943&w=55670143
                        Pastw się do woli:-)
                        • ggigus czytalam, czytalam, dzieki 04.03.07, 22:10

                      • minerva_mcgonagall O! Polanie! 23.03.07, 18:56
                        ggigus napisała:

                        > nadto chętnie zacznę wątek: błędy redaktorów.
                        > Swego czasu toczyłam bój z panią redaktorką GW odział Opole, która ciągle i
                        > mylnie pisała o Opolanach jako o mieszkańcach Opola
                        > ten przypadek zapamiętałam, wkrótce inne

                        A jak powinno być?

                        Zapytałam mieszkańca województwa Opolskiego i z marszu odpowiedział "opolanin"

                        Opolczyk to był jeden - Władysław, jeśli dobrze pamiętam.

                        Skoro nie Opolanin i nie Opolczyk, to jak? (no chyba, ze chodzi o casus
                        wielka/mała litera?)
                        • hajota Re: O! Polanie! 23.03.07, 21:31
                          minerva_mcgonagall napisała:

                          > ggigus napisała:
                          >
                          > > nadto chętnie zacznę wątek: błędy redaktorów.
                          > > Swego czasu toczyłam bój z panią redaktorką GW odział Opole, która ciągle
                          > i
                          > > mylnie pisała o Opolanach jako o mieszkańcach Opola
                          > > ten przypadek zapamiętałam, wkrótce inne
                          >
                          > A jak powinno być?
                          >
                          > Zapytałam mieszkańca województwa Opolskiego i z marszu odpowiedział "opolanin"
                          >
                          > Opolczyk to był jeden - Władysław, jeśli dobrze pamiętam.
                          >
                          > Skoro nie Opolanin i nie Opolczyk, to jak? (no chyba, ze chodzi o casus
                          > wielka/mała litera?)
                          >

                          Aż z ciekawości zajrzałam do słownika.
                          opolanin - mieszkaniec Opola
                          Opolanin - mieszkaniec Opolszczyzny.
                          O to chodziło?
                  • nikosik Re: kochani redaktorzy! ciesze się, że piszecie, 04.03.07, 16:29
                    ggigus napisała:

                    > bo to znaczy, że istniejecie
                    >
                    > po wielu błędach, jakie ciągle i często widze w polskich książkach i prasie i
                    p
                    > o
                    > opowieści znajomej tłumaczki, że redaktorów nie ma, zaczęłam wierzyć, że Was
                    > zracjonalizowano!

                    a ja myślę, że to wynik naszych czasów - zatrudnia się niekompetentnych ludzi.
                    Taka prawda.
                    • hajota Re: kochani redaktorzy! ciesze się, że piszecie, 04.03.07, 22:57
                      nikosik napisał:

                      >
                      > a ja myślę, że to wynik naszych czasów - zatrudnia się niekompetentnych ludzi.
                      > Taka prawda.

                      Albo się w ogóle nie zatrudnia. Na jednym z forów dla tłumaczy (poza GW) kolega
                      wspominał, że w wydawnictwie, dla którego pracuje, w ogóle nie redaguje się
                      tekstów ani nie robi korekty (kiedyś się robiło, ale w ramach oszczędności
                      zlikwidowali). Tekst od tłumacza idzie od razu dla drukarni. Dla mnie to jakiś
                      horror, ale może jestem staromodna ;-)
                      • ggigus czyli jednak to czasem sie zdarza, a potem sie 05.03.07, 00:24
                        czyta takie rozne bledy

                        PS dla czytajacej liry - nie krepuj sie, wlacz sie do dyskusji
                        rola podgladacza to za malo!
        • noir2 Re: los redaktora 05.03.07, 00:32
          Przy okazji
          > pytanie - ile jest etapów pracy nad ksiązką w wydawnictwach, w których
          > pracujecie? Ja spotkałam się z systemem redakcja + korekta przed
          > łamaniem/składem + korekta po składzie, czyli redakcja i 2 korekty, każdy etap robiony przez inną osobę, żeby było świeże oko.

          Redakcja i korekta. Pierwsza może być na wydruku (czyli na złamanym tekście) albo w wordzie w trybie zmian. Po redakcji i potem, po ostatecznym ułożeniu tekstu, dostaje go autor, z tym że raczej się go zniechęca do przepisywania książki tuż przed drukiem. Redaktorka akceptuje redakcję, korektę autorską, korektę, sprawdza naniesienia wszystkich, czyli widzi tekst w różnych postaciach minimum pięć razy. Ale całą książkę czyta się razy dwa (koszty i czas) i bywa, że jest to za mało. Przy tłumaczeniach rolę autora przejmuje tłumacz.


          • braineater Re: los redaktora 06.03.07, 17:05
            Korekta pierwsza - moja, znaczy tłumacza/autora - word, słownik poprawnej,
            zasady interpunkcji polskiej <aka czarnamagia:)>
            Korekta druga - techniczna - czyli układ tekstu i pierdołki typu formatowania
            pliku przed oddaniem
            korekta trzecia, czwarta, piąta i ile wlezie:) - długotrwała bitwa z korektą
            językową, naczęściej zakończona jak najbardziej słusznym zwycięstwem
            korektorów:)
            korekta kolejna - merytoryczna
            korekta ostatnia o której wiem:), czyli zweryfikowanie tekstu po wszystkich
            korektach i przyznanie że zgadzam się z wszystkimi zmianami. Pisemne.
            Potem książka przechodzi jeszcze przez ogólną redakcję w wydawnictwie, znaczy
            szychy czytają i mówią, czy to da się, czy też należy ksiązkę odesłać nazad
            tłumaczowi, by jeszcze ją wygładził czy nawet w drastycznych przypadkach,
            znaleźć nowego.
            Czyli tekst generalnie przechodzi przez kilkanaście pulpitów, a błędy i tak
            pozostają niektóre.

            P:)
            • niedzielna Re: los redaktora 06.03.07, 23:11
              Strasznie tego dużo, nawet licząc bez Twojego przygotowania tekstu. Wg moich
              doświadczeń autor zwykle dostaje wstępne uwagi wydawnictwa, jeśli są jakieś
              rzeczy, nad ktorymi musi usiąść zanim usiądzie redaktor, potem oglada i
              akceptuje redakcję, i to w zasadzie wszystko, chyba że bardzo chce się wtrącać
              do kolejnych etapów, ale zwykle się go do tego zniechęca. Łącznie tekst ogląda
              4-5 osób: redaktor prowadzący lub recenzent, redaktor właściwy, plus dwóch
              korektorów. Autor ogląda raz, maksymalnie dwa. Rozrzutne to Twoje
              wydawnictwo :) To ile trwa cały proces?

              • braineater Re: los redaktora 07.03.07, 14:29
                po oddaniu skończonego tłumaczenia, jakieś dwa miesiące mam zaspamowaną
                skrzynkę mailami dotyczącymi tego tekstu:). Proces ma swoje zalety, tyle, że
                czasem można wyjśc z nerw, jak jedyną zmianą do zatwierdzenia w danej korekcie
                jest usunięcie jednego przecinka:)
                Przeliczając to na maile, to do jednego tytułu wymieniam z korektorami około 60-
                80 maili:)

                P:)
    • wessed Re: los redaktora 01.03.07, 11:43
      Czy w tym wątku zabierają głos tylko autorzy, czy też może redaktorzy?
      • jacek1f 1.tylko w plikach, od lat nie widzialem papieru... 01.03.07, 14:55
        w kazdym razie wordowego wydruku:-))

        2. redakcja wlasciwa sklada sie z dwoch waznych czesci:
        - jedna - jezykowa i merytoryczna, stylistyczna - wszytsko co mozna na etapie
        worda zrobic;
        - i druga - po wlaniu w makiete - skroty, pod-, nad-, śród- i inne tytuly,
        przelamania, przeniesienia znaczeniowe, leady, tytuly, i cale outline lay
        outowy :-) - wszystko, czego nie da sie w wordzie zrobic, a przy ramkach,
        roznych fontach, sekcjach itp, to bardzo wazne ...

        3. w ramach stawki redaktorskiej miesci sie jeszcze ostatnie oko - sprawdzenie
        przed podpisaniem. I to jest 3 etap redaktora, nie drugi.

        4. Redaktorzy pracuja najpierw w wordzie, a potem często w Quarku, i tu odbywa
        sie duza czesc pracy - pewnie to zalezy od specyfiki wydawanych ksiazek..Ale w
        beletrystyce, na ciagłym tekscie tak samo. Czyli ..nie nanosza porawek - oni je
        sami robią:-)))


        5. Tak, stawki sa od 90 zł... (Prószyńscy, Muza, AK...) przy tzw literaturze.
        Poza W-wa - w zagłębiu Bielskim;-) 90-100 to maks:-0 (Parki, Videografy itp...)
        120-150 - duze wydawnictwa i duze trudne projekty.
        U mnie.. trochę więcej - ale za większe wymagania i wszelkie te obowiązki,
        jakie opisałem...
        :-)))



        • barbara7 Re: 1.tylko w plikach, od lat nie widzialem papie 03.03.07, 20:54
          Witam, chciałabym dorzucić swoje zdanie.
          Redaguję książki popularnonaukowe. Mam stawkę wyższą od tej, którą podałeś, ale
          i obowiązków sporo:
          redakcja tekstu w Wordzie (polonistyczna i merytoryczna),
          przynajmniej dwie redakcje na wydruku, a jak trzeba, to i trzecia,
          zgodna współpraca z konsultantami, tłumaczami i autorami,
          streszczenia i notki,
          indeks i wszystkie dodatkowe spisy, tabele itp.,
          praca pod presją czasu,
          bezwględne dotrzymywanie terminów,
          znajdowanie wyjść w sytuacji bez wyjścia.

          Myślę, że wydawcy nie żałują, bo współpracuję od dłuższego czasu z tymi samymi i
          na brak zajęcia nie narzekam.

          Dodam jeszcze, co może zabrzmi banalnie, bardzo lubię tę pracę i traktuję ją
          trochę jak grę w szachy. Bawi mnie to.
          • jacek1f wszystko sie zgadza, poza indeksem, bo 03.03.07, 23:25
            indeks jest jednak u mnie do innych fachowców - a są tacy...
            Osobna praca i osobno płatna.
            :-)

            I też lubie redagowanie:-)

            pozdrawiam
          • niedzielna gatunek wymierający 06.03.07, 13:30
            Bardzo dziękuję za wszystkie posty i informacje. Wygląda na to, że obyczaje są
            bardzo różne, chyba trudno byłoby porównywać czy tworzyć jakieś standardy.

            Do nieredaktorów: Istniejemy, jak najbardziej, choć chyba jesteśmy gatunkiem
            wymierającym. Jasne, że w książkach i prasie coraz więcej błędów, i czasem to
            wina redaktorów, a czasem po prostu tego, że dla pieniędzy skraca się i
            przyspiesza cały proces opracowania tekstu tak, że o żadnej rzetelności nie
            może być mowy. A to nie jest produkcja sprężyn, tu nie można przyspieszać w
            nieskończoność. Redaktorom trudno tu coś wymuszać, bo jak się nie podoba, to
            przecież nie ma obowiązku współpracy i są inni chętni. (Młodzież oraz emeryci,
            ktorzy godzą sie na niskie stawki i różne dziwne wymagania, strasznie moim
            zdaniem psują rynek). Redaktorzy zresztą to zwykle stworzenia łagodne i są
            gotowi raczej poświęcić swój prywatny czas i pieniądze, żeby jednak tekst
            doprowadzić do ładu. Swoją drogą, Redaktorzy, zdarzało Wam się rezygnować ze
            współpracy z wydawcą właśnie ze względu na tzw etos i zasady?

            Ja też bardzo lubię tę robotę, ale czasem jak nieopatrznie przeliczę zarobki na
            godziny pracy (te wszystkie sprawdzania po bibliotekach i sieci, rozmowy z
            tłumaczami i konsultantami, czytanie korekt etc), wychodzi mi, że bardziej
            opłacałoby się mieszać cement albo
            sprzedawać kurczaki. Udaje Wam się utrzymać wyłącznie z redakcji? (Mam na myśli
            nie tylko bieżące wydatki, ale sprawy typu emerytura, doksztalcanie,
            oszczędności, dzieci, wakacje, przyjemności etc). Czy macie własne firmy (ale
            wtedy płaci się ZUSowi strasznie dużo), czy pracujecie po prostu na umowy?
            Ja nie mam firmy, ale redakcja nie jest moim głównym zajęciem.

            Pozdrawiam wiosennie wszystkich, z nadzieją na kontynuację wątku,

            Niedzielna



            • niedzielna Re: gatunek wymierający 06.03.07, 23:05
              Odpowiadam sama sobie, bo widzę że pytanie chyba zanadto niedyskretne. Ok, no
              to nie odpowiadajcie :) Ja w każdym razie nie bardzo widzę możliwość utrzymania
              się wyłącznie z redakcji. Czasem z tęsknotą myślę o czasach znanych tylko z
              opowieści, kiedy redaktorzy miewali etaty, a czasem nawet urlopy naukowe. Ech...

              No to zapytam o jeszcze jedno - jak uczyliście się redagowania? W moim
              przypadku to były warsztaty na studiach, potem rzucenie na głęboką wodę, potem
              jednak długotrwały nadzór i porady starszych i doświadczonych, trochę samouctwa
              oraz własnych prób i błędów, trochę podglądania pracy innych przy okazji pracy
              z wydawnictwie, poszłam też na kurs do PTWK, który nawet przyzwoity jest, ale
              dla mnie to już było za późno. A jak to było u Was?
              • iwona9651 Re: gatunek wymierający 10.03.07, 10:15
                niedzielna napisała:

                > Odpowiadam sama sobie, bo widzę że pytanie chyba zanadto niedyskretne. Ok, no
                > to nie odpowiadajcie :) Ja w każdym razie nie bardzo widzę możliwość utrzymania
                >
                > się wyłącznie z redakcji. Czasem z tęsknotą myślę o czasach znanych tylko z
                > opowieści, kiedy redaktorzy miewali etaty, a czasem nawet urlopy naukowe. Ech..
                > .
                >
                > No to zapytam o jeszcze jedno - jak uczyliście się redagowania? W moim
                > przypadku to były warsztaty na studiach, potem rzucenie na głęboką wodę, potem
                > jednak długotrwały nadzór i porady starszych i doświadczonych, trochę samouctwa
                >
                > oraz własnych prób i błędów, trochę podglądania pracy innych przy okazji pracy
                > z wydawnictwie, poszłam też na kurs do PTWK, który nawet przyzwoity jest, ale
                > dla mnie to już było za późno. A jak to było u Was?

                Zupełnie przypadkiem znalazłam Wasze forum.Nie śmiej się, ale redakcja tekstów
                to moja obsesja. Marzę o takim zajęciu i kompletnie nie wiem, jak się do tego
                zabrać. Czemu od razu po studiach nie wiedziałam, że to jest właśnie to? Jestem
                romanistką, tłumaczem literatury "do szuflady", a przy okazji wykończonym
                pracownikiem betonowej i bezwzględnej korporacji, która wysysa ze mnie ostatnie
                dobre soki. Chcę robić w życiu to, co mnie pociąga i interesuje (bez względu na
                to, czy da się z tego wyżyć, czy nie). Najpierw próbowałam dostać się do
                Wydawnictwa jako tłumacz (prawie się udało, to miało być tłumaczenie trochę
                nudnej opowieści o włoskiej malarce, autorstwa francuskiej miłośniczki
                Caravaggia, w skrócie: "przebił mnie" tłumacz-malarz - całkiem
                zrozumiałe).Później "odpuściłam",czytałam książki tak napisane "po polsku", że
                dostawałam bąbli na mózgu, znowu tłumaczyłam do szuflady, znowu czytałam knoty.
                W końcu zatęskniłam do zajęcia, które pozwoliłoby mi poprawiać te knoty,
                wydobywać z nich lekkość i blask. Rozmarzyłam się.
                Wiem, że są studia podyplomowe dla redaktorów-edytorów. Może to jest ważne dla
                Wydawnictw? (wiadomo jednak, że pewnych rzeczy nie mozna nauczyć się na
                studiach, ale może to jest klucz?)Przez tę moją ogłupiającą robotę mam mętlik w
                głowie i kompletnie nie wiem, jak zacząć. Wiem tylko, że muszę, SZKODA ŻYCIA.
                Masz jakąś radę?

                • niedzielna Re: gatunek wymierający 13.03.07, 22:06
                  Iwono,
                  Nie wiem, jak wyglądają studia edytorskie, bom ich nie kończyła, ale mam
                  wrażenie, że więcej się tam dowiesz o rynku wydawniczym niż o pracy nad
                  tekstem. Rady mam takie: jeśli mieszkasz w Warszawie, pójdź na kurs dla
                  redaktorów merytorycznych w PTWK (Polskim Towarzystwie Wydawców Ksiązek). Tam
                  tez uczą różnych rzeczy, ale między innymi redagowania, i są to dobre zajęcia.
                  Spróbuj także dostać się na staż do jakiegoś wydawnictwa (czasem niektóre robią
                  coś takiego), tylko nie do działu promocji, ale do działu redakcyjnego właśnie.
                  Zobaczysz od środka jak to wygląda, i może dadzą Ci coś poredagować. Albo
                  spróbuj zaprzyjaźnić się z kimś, kto się tym zajmuje, niech Ci pokaże kawałek
                  swojej pracy. Jest tez kilka ksiązek, niekoniecznie rewelacyjnych, zresztą z
                  książek się nie nauczysz: "Polszczyna na co dzień" (PWN), "Redagowanie tekstów"
                  (też chyba PWN, autor to Joe Billingham), "Dziennikarski warsztat językowy"
                  Janiny Fras, "Jak pisać" nie pamiętam czyje, oraz "Poradnik autora, tłumacza i
                  redaktora" pani chyba Osuchowskiej, taki sobie.
                  Możesz też po prostu rozesłać swoją ofertę do różnych wydawców, i może
                  zaproponują Ci coś w ciemno, albo dadzą do zrobienia jakąś próbkę.

                  Powodzenia. Ale przemyśl to jeszcze głęboko, i poczytaj wątek od początku :))
                  N.
                  • iwona9651 Re: gatunek wymierający 15.03.07, 10:47
                    Dzięki, Niedzielna (czy Ty tez urodziłaś się w niedzielę?)

                    Nie mieszkam w Warszawie, ale myślę, że w moim mieście powinnam znaleźć takie
                    kursy. Cenna wskazówka.
                    Wiem już także, od czego zacząć, gdy już wybiorę się na rozmowę do któregoś z
                    Wydawnictw.

                    Czytałam wątek parę razy, od początku, środka i końca i jeszcze bardziej wiem,
                    że muszę iść w tę stronę.

                    Wszystkiego dobrego!

                    Iwona :)
              • noir2 Re: gatunek wymierający 13.03.07, 21:16
                No to zapytam o jeszcze jedno - jak uczyliście się redagowania? W moim
                > przypadku to były warsztaty na studiach, potem rzucenie na głęboką wodę, potem
                > jednak długotrwały nadzór i porady starszych i doświadczonych, trochę samouctwa
                > oraz własnych prób i błędów, trochę podglądania pracy innych przy okazji pracy
                > z wydawnictwie, poszłam też na kurs do PTWK, który nawet przyzwoity jest, ale
                > dla mnie to już było za późno. A jak to było u Was?

                U mnie była od razu głęboka woda, na szczęście z życzliwymi osobami na brzegu, które mi bardzo pomagały. I samouctwo (bo polonistyka przygotowuje do zawodu o tyle, że daje pewne obycie, nic poza tym). Słyszałam o zamierzchłych czasach przedkapitalistycznych ;-), gdy kandydat na redaktora miesiącami lub latami terminował u bardziej doświadczonych pracowników, zaczynając od prostych zadań. Ale to było w czasach etatów i wspólnej pracy. Teraz każdy dłubie sobie w kącie, douczając się i popełniając błędy na własną rękę, a wieść gminna niesie, że przeciecież redagowac może prawie każdy, bo każdy mówi po polsku (w dodatku prozą;-)).
                • struggle_within Re: gatunek wymierający 19.03.07, 22:07
                  hmhm, czyli może być ciężko;)
                  • irmeline Re: gatunek wymierający 20.03.07, 23:32
                    Witam serdecznie! Bardzo interesujący wątek.
                    Ja swoją przygodę z redagowaniem rozpoczęłam trzy lata temu w redakcji
                    miesięcznika. Od razu na głęboką wodę, ale ze wsparciem. Byłam na etacie,
                    każdego dnia w pracy miałam się od kogo uczyć, na cotygodniowych zebraniach
                    redakcyjnych odbywały się mini-szkolenia. Zostałam też skierowana na
                    dwutygodniowy staż w zaprzyjaźnionej redakcji dziennika.
                    Pieniądze nie były wielkie, ale wystarczały na utrzymanie.
                    Moja sytuacja zmieniła się, kiedy zaszłam w ciążę, ale to już osobiste sprawy.
                    W każdym razie po urodzeniu córeczki rozpoczęłam pracę na umowę o dzieło w
                    innym wydawnictwie. Zajmuję się redakcją i korektą książek popularnonaukowych.
                    U mnie wygląda to tak: Dostaję książkę w pliku wordowskim od tłumacza. Robię
                    pierwszą redakcję (i automatycznie korektę) bezpośrednio w pliku (zmieniam -
                    nie nanoszę poprawek). Potem dostaję już złamany tekst na papierze do drugiej
                    redakcji i korekty. Nanoszę poprawki, oddaję. Potem dostaję tekst z
                    wprowadzonymi poprawkami do trzeciej, ostatecznej korekty. Na samym końcu
                    całość jest pobieżnie przeglądana przez jeszcze jedną osobę. Trochę brakuje mi
                    tego uważnego spojrzenia innej osoby na tekst - przyłapuję się na tym, że
                    popełniam te same błędy. Ta praca w samotności domowego zacisza jest też mniej
                    motywująca i na pewno nie tak pouczająca jak praca w zespole redakcyjnym na
                    etacie. Co do zarobków - stawki są niższe nieco niż te tu wymieniane i
                    niestety, gdyby nie pensja męża, raczej trudno byłoby mi z tego żyć.
                    Ciągle się uczę, z książek, które tu były wymieniane też korzystam. Zastanawiam
                    się nad jakimiś studiami podyplomowymi z edytorstwa współczesnego.
                    Szczerze lubię redagowanie :)
                    • iwona9651 Re: gatunek wymierający 21.03.07, 08:52
                      Dzień dobry, Irmeline!
                      Carpe noctem, ale jednak warto się dobrze wyspać (wstaję wcześnie rano).
                      Faktycznie jest to bardzo interesujący wątek, szczególnie dla mnie, kogoś, kto
                      dopiero chce "wejść" w świat redagowania. Znalazłam już tutaj parę cennych rad
                      i ciągle szukam nowych, żeby wiedzieć,jak rozmawiać z np. sekretarzem redakcji
                      (?), redaktorem naczelnym (?)wydawnictw, do których mam zamiar się wybrać.
                      Chciałabym wiedzieć, jak Ty szukałaś pracy.
                      Podyplomowe studia edytorskie prowadzone są na uniwersytecie poznańskim,
                      toruńskim, łódzkim, oczywiście w Warszawie i Krakowie. Swoje zdanie na temat
                      ich użyteczności wyraziła Niedzielna parę "gałązek" wcześniej.
                      Zaczynam kolejny dzień w ogłupiającej robocie. Ratunku.







                      • dlania Re: gatunek wymierający 23.03.07, 09:58
                        Po przeczytaniu powyższych postów stwierdzam, że mam dosyć komfortowe warunki
                        pracy, a może raczej - nauki...
                        Półtora roku temu wysłałam CV do wydawnictwa, zaproszono mnie na rozmowę i
                        rozpoczęłam pracę na umowę-zlecenie, cały czas pod okiem starszej redaktorki,
                        która sczytywała wszystkie moje wypociny i robiła redakcję techniczną. I
                        pokazywała mi - na moje wyraźne życzenie - wszystkie moje wpadki i
                        niedociągnięcia. Dwa miesiące temu zostałam zatrudniona na pół etatu, na próbę.
                        I zaczął sie sajgon: okazało sie, że (pół)etatowy redaktor, oprócz redakcji
                        językowej i merytorycznej tekstu, zajmuje sie odbieraniem maili i telefonów,
                        dłuuuuugimi dyskusjami telefonicznymi z autorami tekstów i grafikami; składaniem
                        ofert drukarniom, używaniem magicznych terminów "offset", "prewki", "ozalidy",
                        koordynowaniem tego wszystkiego, i... ufff. Szczerze powiedziawszy, to dużo
                        trudniejsze niż poprawianie ortografów i przestawianie przecinków. Ale
                        najważniejsze, że mam obok siebie starszą (stażem!, wiekiem to nawet nie
                        bardzo;-))koleżankę, której wiedzy nie zastąpią mi żadne podręczniki. Więc nawet
                        nie narzekam na pensje (650pln...) tylko korzystam z tej wspaniałej okazji i
                        uczę się od Niej pilnie;-)
                        Jeśli chodzi o kolejność prac w naszej redakcji, to jest tak, jak to opisał(a)
                        Noir2.
                        Pozdrawiam serdecznie wszystkich Redaktorów
                        Początkująca
                        • sonrie Re: gatunek wymierający 28.03.07, 11:02
                          Pracuję w zawodzie 11 lat - od pierwszego roku studiów. Najpierw umowy o dzieło,
                          później sześć lat na etacie redaktora prowadzącego w dużej firmie, teraz jako
                          wolny strzelec (z wyboru). Z doświadczenia wiem, że w większości wydawnictw
                          redaktor na etacie jest od... wszystkiego :) Przyjemność z pracy zaczęłam
                          czerpać dopiero po porzuceniu ciepłej posadki; teraz więcej piszę, korektą się
                          nie zajmuję (bo nie lubię), redakcyjnym pracom zleconym dokładnie się przyglądam.
                          Na etat bym już nie wróciła :)
                          Ucz się jak najwięcej od starszych - to na pewno zaprocentuje! :)
    • aaron.blumstein zapomniany redaktor techniczny 06.05.07, 11:38
      Od ładnych paru lat zajmuję się składem książek, dlatego też, jako odrębne i w dużej mierze niezależne ogniwo w procesie :) chciałbym się zapytać, jak u was wygląda tworzenie koncepcji graficznej książki? Czy jest to również w gestii redaktora? Kiedyś istniał redaktor techniczny: teraz de facto ja spełniam tę funkcję, jednocześnie projektując i wdrażając projekt layoutu, ale często, gdy współpracuję z pewnym konkretnym wydawnictwem naukowym, to właśnie redaktor prowadzący książkę proponuje przynajmniej część elementów i bardzo kreatywnie uczestniczy w procesie powstawania wersji ostatecznej.

      Pozdrawiam
      A.
    • hazaja Re: los redaktora 10.05.07, 19:36
      Kochani! Zainspirowaliście mnie :D Od zawsze chciałam się zajmować redagowaniem
      tekstów (korekta i te wszystkie rzeczy które robicie :) ). Jestem tegoroczną
      maturzystką i plany zawodowe (pierwszego wyboru) mam co prawda inne, ale
      myślałam też o studiowaniu edytorstwa na UJ. Po głębszej analizie programu
      studiów doszłam do wniosku, że straciłabym czas na tym kierunku. Teraz
      zastanawia mnie coś innego, czy myślicie, że po ukończeniu tego kursu w
      Warszawie (kursu redakcji merytorycznej) mogłabym znaleźć gdzieś zatrudnienie? A
      jeżeli nie to jakie studia powinnam ukończyć? Kolejne pytanie - czy edytorstwo
      na AP nie jest bardziej życiowe? (mniej staropolskiej edycji więcej współczesnej?)

      Kurs mnie zaintrygował bardzo. Jednak czy warto go w ogóle robić? I teraz
      pytanie stricte to was - pracujących. Czy robicie coś poza byciem redaktorem? ;)

      A może jestem za młoda na takie zajęcie? Ktoś tu jednak mówił że pracował już od
      pierwszego roku... Ratunku! Poratujcie mnie jakąś odpowiedzią dającą mi nadzieję
      na przyszłość...
      • niedzielna Re: los redaktora 14.05.07, 22:40
        Droga Hazajo,

        Kurs redakcji merytorycznej jest tylko dodatkiem: redaktor powinien poza tym
        być oczytany, mieć pojęcie o polszczyźnie, mieć sporą wiedzę ogólną i
        generalnie tzw szerokie horyzonty. Jeśli czujesz się raczej humanistką, do
        redagowania książek dobrze przygotowuje polonistyka, kulturoznawstwo, ale też
        historia, teatrologia itp., wszystkie te kierunki, gdzie masz do czynienia z
        literaturą i historią kultury. Jeśli zajmują Cię nauki ścisłe, to potem
        biologię czy matematykę można uzupełnić np. Podyplomowym Studium Wiedzy o
        Polszczyźnie, jest coś takiego na polonistyce UW. O edytorstwie wiem mało, ale
        lepiej wybierz cokolwiek innego, co Cię interesuje. Filologie obce dają
        warsztat językowy, ale moim zdaniem zanadto odcinają od polszczyzny, która w
        końcu dla redaktora jest narzędziem podstawowym. Co do zatrudnienia, kurs na
        pewno nie jest gwarancją, i w ogóle bym go nie przeceniała, ale może ułatwić
        np. dostanie się na staż albo nawiązanie współpracy. Ponieważ zwykle
        wydawnictwa nie proponują etatu, na pewno można pogodzić taką współpracę ze
        studiowaniem (co mnie się udawało mniej więcej od połowy studiów). Powodzenia.

        A w ogóle to strasznie się ucieszyłam, dawno mnie tu nie było i myślałam, że
        wątek dawno zszedł był śmiercią naturalną. Jak to miło :)) To co teraz?
        Układamy czarną (albo białą) listę wydawców? Albo ranking najbardziej
        spapranych książek? A może ponarzekamy na autorów? Redagowanie to fajna rzecz,
        ale mam z tym jeden problem: okropnie nie lubię chwili, kiedy książka się
        ukazuje i bardzo się boję zajrzeć do niej w księgarni, boję się tez recenzji.
        Też tak macie?


        Pozdrowienia dla wszystkich redaktorów (oraz redaktorów in spe),

        Niedzielna
        • hazaja Re: los redaktora 15.05.07, 00:23
          Hmm... Generalnie myślę o robieniu dwóch kierunków w tym edytorstwa. W zasadzie
          jest to typowa polonistyka, ale ma elementy pracy redaktorskiej. Z tego co
          patrzyłam na przedmioty to nie jest tego zbyt wiele (przedmiotów związanych z
          edycją), więc kurs merytoryczny mógłby być fajnym uzupełnieniem.

          Nawet nie wiecie jak wam dobrze, że macie określone już wykształcenie ;) Ja cały
          czas się waham, chociaż niby wiem co chcę robić. Nie wiem po prostu jak mi to
          się uda w praktyce...
          • irmeline A co sądzicie o podyplomówce z edytorstwa na UKSW? 16.05.07, 13:58
            Przeczytałam to, co napisała Hazaja i znowu wróciłam myślami do zarzuconego
            kiedyś tematu studiów podyplomowych z edytorstwa. Zanim urodziłam moją córę
            planowałam coś takiego. Wtedy pracowałam jako redaktor w pewnym miesięczniku i
            chciałam trochę się poduczyć. Ponieważ jednak korzystałam chętnie z rad
            starszych kolegów, nie czułam presji. Potem zaszłam w ciążę, gdy córka była
            malutka nie było za bardzo czasu... Teraz pracuję w wydawnictwie ksiażkowym na
            umowę o dzieło, nie mam kontaktu z innymi redaktorami i korektorami i czuję, że
            brakuje mi warsztatu. Przypomniałam więc sobie o tym podyplomowym studium z
            edytortwa współczesnego na UKSW w Warszawie. Kurs PTWK, o którym wspomniała tu
            Niedzielna byłby na pewno wartościowy, ale jestem z Kielc i częściej niż raz na
            dwa tygodnie nie dam rady jeździć do stolicy.
            Macie jakieś opinie na temat studium na UKSW? Będę w ogóle bardzo wdzięczna za
            wszelkie sugestie. Wiem, że w UKSW termin zgłoszeń upływa z końcem maja, mam
            więc mało czasu na zastanowienie. A żal mi odkładać to o kolejny rok...
            • barbara7 Re: A co sądzicie o podyplomówce z edytorstwa na 30.05.07, 18:49
              Nie wiem, czy to nie zbyt późno. Pewnie już zdecydowałaś. UKSW skończyłam kilka
              lat temu. Choć nie wszystko aprobowałam (zwłaszcza nie podobała mi się duża
              liczba zajęć prowadzona przez kierownika studium), to muszę przyznać, że wiele
              zajęć na prawdę mi się przydało. Myślę tu zwłaszcza o zajęciach z poprawności
              językowej. Nauczyły mnie pokory wobec tekstu, choć byłam przekonana, że właśnie
              te zajęcia nie będą mi potrzebne. Wtedy właśnie wbiłam sobie do głowy zasadę:
              Jeśli nie wiesz, sprawdź; jeśli wiesz, to sprawdź dwa razy, a wybiłam wrażenie
              nieomylności językowej.
              Brakowało mi większej liczby zajęć praktycznych na miejscu: wspólnej redakcji,
              dokładniejszego omawiania błędów, pracy przy komputerze (nie było w ogóle). No,
              i liczba uczestników zawrotna: 70 osób bez podziału na grupy. Mimo to warto było.
        • malwinka_usenet Re: los redaktora 25.05.07, 14:13
          niedzielna napisała:

          >Redagowanie to fajna rzecz,
          > ale mam z tym jeden problem: okropnie nie lubię chwili, kiedy książka się
          > ukazuje i bardzo się boję zajrzeć do niej w księgarni, boję się tez recenzji.
          > Też tak macie?

          Przy redagowaniu nie, ale gdy pracowałam jako korektorka, zawsze na widok jeszcze ciepłych numerów
          "moich" czasopism zlewaly mnie zimne poty ;-) Odchorowywałam każdą literówkę, więc cieszę się, że
          nie robię już korekt.
          • barbara7 Re: los redaktora 30.05.07, 18:37
            Mam dokładnie ten sam syndrom. Cieszę się z każdej nowej książki, ale piekielnie
            się boję do niej zajrzeć. Czekam dwa lata (wcześniej oglądam tylko obrazki, nie
            patrząc na tekst:))), a rodzina i znajomi, którym udostępniam moje egzemplarze
            do przeczytania, mają zakaz wskazywania błędów, nawet jeśli je znajdą.
    • tsun_am Re: los redaktora 13.06.07, 18:21
      o, jaki fajny wont. To ja dołożę swoje trzy grosze. W gruncie rzeczy
      przemyślenia mam podobne. Po pierwsze książki traktuje się merkantylnie, nie jak
      dzieła, tylko produkt, który ma się sprzedać. W okreslonym terminie, więc tempo,
      tempo. Współpraca z autorami - różna, w zależności od chęci do współpacy, są
      tacy, co sa gotowi pozwać za zmianę jednego przecinka. Jednym z
      najzabawniejszych aspektów pracy jest wysłuchiwanie powodów opóżnienia oddania
      materiału. Potem dochodzi jeszcze współpraca ze składem, korektą. Za całość,
      jakikolwiek błąd - odpowiada redaktor, który tłumaczy się przed: autorem,
      szefem, czytelnikiem. A że ponoć nie ma książki bez błędu, ja również nie
      cierpię gdy książka wjeżdża na moje biurko:-)
    • thalia80 kierownik redakcji 21.06.07, 16:11
      witam wszytskich:)

      ja teoretycznie jestem redaktorem (według umowy), ale tak naprawde to
      kierownikiem redakcji, gdyż odpowiadam głównie za organizację pracy -
      wszytskich - tłumaczy, autorów, grafików, redaktorów, korektorów itd.

      Czytając Wasze wypowiedzi muszę z przykrością stwierdzic, że u mnie nie ma aż
      tylu etapów przygotowania książki (nad czym ubolewam). Powód banalny: pieniądze!
      Po przetłumaczeniu danej książki jest zaledwie jedna redakcja i max 2 korekty.
      Plus ewentualna konsultacja naukowa (merytoryczna).

      Stawki są bardzo różne - w zalezności od terminu, osoby, zakresu prac, ale i
      tak potem trudno regulować w terminie nawet te niższe kwoty. A wydawnictwo
      często chce na już, czyli szybko.

      Bardzo cenię sobie swoją prace i ludzi, z którymi współpracuję. Czasami tylko
      śmieję się sama do siebie, gdy wpływa do nas CV osoby, ktora chce zostać
      korektorem, a już w pierwszy zdaniu robi widoczny błąd. Co jak co, ale do
      wysyłając CV do wydawnictwa i to jeszcze na takie stanowisko, należaloby
      bardziej przyjrzeć się dokumentom. Bywa naprawdę zabawnie... albo tłumacz,
      który jak nie zna słówek to zostawia np. po niemiecku i nawet nie próbuje
      znaleźć polskiego odpowiednika... i ta spada wszytsko na redaktora i na mnie:)
      oh, ale praca może być rozwijająca...

      pozdrawiam serdecznie
      • jacek1f ...uciekaj stamtąd... i to szybko. n/t 21.06.07, 19:41

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka