kol.3
26.12.11, 11:44
Witam, sytuacja przedstawia się tak.
Półtora roku temu w pewnym serwisie/sklepie komputerowym postanowiliśmy złożyć komputer. Dosyć silny zestaw. Po 3-4 miesiącach pracy pojawił się problem, który notorycznie powtarza się do dziś. Przy intensywnej pracy komputera (wymagająca gra) system postanawia się zawiesić, zamarznąć i zresetować. Okazjonalnie wyskakiwał bsod (ostatnio już nie). Przy próbach ponownego włączenia komputerka wyskakiwał biały napisik "Błąd odczytu dysku". Dysku twardego w biosie komputer nie widzi. Bywa i tak, że wyskakuje jakiś napis mówiący mi, że trwa bootowanie, po czym uznaje że się nie da. Bywały też narzędzia do naprawy systemu. Po około 20 próbach udawało się włączyć system, po czym mógł chodzić 10 miut, 10 dni a nawet i 10 tygodni po czym z radością ponownie się wysypywał z jakiegoś nieznanego powodu.
W serwisie przez te półtora roku byłem jakieś 10 razy (jeśli nie więcej). Zmieniłem Windows z XP na 7, co dało efekt taki, że ponownie komputer działał miesiąc, dwa a następnie problem się pojawiał ponownie. W miarę jak moja cierpliwość się kończyła, serwisant pozostawał coraz bardziej bezradny. Kilka razy wracałem do domu z kwitkiem, bo twierdził, że u niego komputer chodził dwa dni i nic nie było. Pewnie, że nie, bo wymaga to jakiegoś wykorzystania pamięci czy czegoś żeby to wyszło na jaw, a facet w pracy w GTA nie pogra raczej.
Półtora miesiąca temu serwisant wpadł na pomysł sprawdzania po kolei co nie działa, dawania do testowania nowych podzespołów. Zaczął od pamięci, niestety system się wysypał już na instalacji GTA. Ponad miesiąc temu serwisman zrezygnował ze swojej metody, stracił cierpliwość i wysłał komputer do Intela do Holandii. Po niespełna dwóch tygodniach komputer wrócił z nową płytą główną i notką, że Intel po sprawdzeniu wszystkiego oprócz zasilacza (których nigdy nie sprawdzają) uznał, że usterek nie znalazł. Płytę dali nową, bo zawsze dają jak się do nich wysyła. Przyniosłem komputer do domu, 2 dni, to samo. Zaniosłem komputer 2 tygodnie temu, facet dał nowy zasilacz, żeby zobaczyć czy to to (no skoro Intel tylko tego nie sprawdzał to jakież inne wyjście). Komputer chodził idealnie...do dziś. Rano po prostu system się wysypał na przeglądaniu internetu, na najprostszej rzeczy. I od godzin porannych system się zawiesza, gaśnie i resetuje przy włączaniu gier itp.
Teraz pytanie co robić dalej. Ewidentnie coś jest nie tak, ja mam już dość serwisanta i noszenia kompa w tą i z powrotem. Gość mówił, że może być problem z napięciem w gniazdkach...więc nie wiem...wołać elektryka?
Moja teoria od początku była związana z dyskiem (seagate barracuda). Słyszałem jak zmienia się głośność jego pracy, jak znienacka zaczyna "popierdywać". Gość mówi, że dysk przeszedł wszystkie testy i jeszcze się nie spotkał, żeby zepsuty dysk przeszedł wszystkie testy.
Jakieś rady co robić dalej? Bo chwilowo mam ochotę gościowi wsadzić ów komputer głęboko w d*pę.