szwager_z_laband
10.01.10, 10:12
"U progu minionego roku zbulwersowały nas wyniki badań
socjologicznych - 90 proc. śląskiej młodzieży ze szkół
ponadpodstawowych nie ma zielonego pojęcia o historii własnego
regionu, nie potrafi wymienić choćby jednego ważnego zdarzenia z
dziejów tej ziemi, nie zna ani jednej znaczącej postaci z jej
przeszłości lub współczesności.
Co się stało przez rok? Nic! Władze oświatowe wszystkich szczebli
przeszły nad tym do porządku dziennego (psy szczekają, karawana
jedzie dalej). Krzewienie wiedzy o regionie pozostaje domeną
topniejącego grona nauczycieli entuzjastów, z których większość już
się poddała i zajęła wypełnianiem odgórnych dyspozycji. Podczas
jesiennej konferencji dla regionalistów sala świeciła pustkami, na
placu boju pozostali tylko najbardziej zdeterminowani.
Dręczony ciekawością sprawdziłem, jaką wiedzą szkoły starały się
przez ten rok zainteresować uczniów w ramach niezliczonych
konkursów, turniejów czy olimpiad. Było w czym wybierać: Unia
Europejska, Powstanie Warszawskie, nieśmiertelna ekologia, był nawet
konkurs wiedzy o Harrym Potterze. Jednak najbardziej prestiżowe w
śląskiej oświacie są turnieje wiedzy o... Kresach Wschodnich. Można
się wykazać znajomością historii Lwowa, biografiami postaci
spoczywających na Cmentarzu Łyczakowskim, opowiedzieć o ofiarach
rzezi wołyńskiej, można zabłysnąć poznaniem literatury, jest nawet
konkurs recytatorski poezji opiewającej Kresy. W środowisku
nauczycielskim wiadomo, że sukcesy uczniów w tej materii są najwyżej
premiowane przy ocenie nauczyciela, więc mowy nie ma, aby nie
wystawić w nich silnej drużyny. W nagrodę zwycięzcy wyjeżdżają do
Lwowa, zwiedzają tamtejsze zabytki, spotykają się ze środowiskiem
polskiej mniejszości.
Aby nikt nie miał wątpliwości i nie przypisywał mi nieprawdziwych
intencji - nie mam nic przeciwko wiedzy o Kresach, niech takie
konkursy sobie istnieją w niekończącym się ciągu uczniowskich
olimpiad. Kto lubi, ten wybiera. Pod jednym wszakże warunkiem - że
najpierw uczniowie wykażą się wiedzą o własnym regionie, o jego
historii, geografii, gospodarce, o ludziach i kulturze. A takiej
wiedzy po staremu nikt nie premiuje. Ostatni znaczący turniej
regionalny przeznaczony dla szkół z całego województwa zorganizowała
w 2006 roku... "Gazeta Wyborcza". Od tego czasu było kilka
lokalnych, mało znaczących i po amatorsku zorganizowanych
konkursików nagradzanych dyplomem uznania i uściskiem dyrektorskiej
dłoni. Ani jednej zorganizowanej z rozmachem imprezy na najwyższym
poziomie, z cennymi nagrodami i premiami przy rekrutacji na studia.
Nawet olimpiady przedmiotowe, w tym historyczna, niczym nie
odbiegają od ustalonej sztampy, zgodnie z którą historia Śląska
kończy się w XIII wieku i zaczyna ponownie w wieku XX.
W stołecznym metropolitalnym mieście Katowice jedyny konkurs wiedzy
o Śląsku zorganizował w tym czasie... Zespół Szkół Specjalnych. I
niech mnie ręka Boska broni, bym ten fakt deprecjonował, jest to
dzieło chwalebne, a miejscowi nauczyciele powinni zostać zań sowicie
wynagrodzeni. Ale zarazem jest w tym coś symbolicznego, gdy wiedzę o
własnej ziemi zostawia się dzieciom upośledzonym, zaś
dla "normalnych" rezerwuje się studiowanie bohaterstwa Orląt
Lwowskich.
Oświata nie od dziś jest siedliskiem oportunizmu, w którym toną
zwłaszcza dyrektorzy szkół. Dla wielu z nich nie liczy się
posłannictwo, lecz mianowanie na kolejną kadencję. Dlatego w
śląskich szkołach nie ma szans na zmiany, dalej wiedza o Śląsku
ograniczać się będzie do spotkania z górnikiem przed Barbórką. Dalej
patronami śląskich szkół będą egzotyczni bohaterowie w stylu Marii
Konopnickiej. Dalej szkolne wycieczki będą zwiedzać Kraków, Oświęcim
i Jasną Górę. I Lwów za dobre sprawowanie."
katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,7436060,M__Smolorz__Wiedza_o_Slasku_to_gornik_przed_Barborka.html