Dodaj do ulubionych

Mutter Schläsing, deene Usingern

19.08.06, 00:18
czyli kilka uwag o Mundarcie i śląskości


1.
Kiedy wraz z końcem drugiej wojny światowej miliony niemieckich Ślązaków
musiały opu-ścić polskie już terytorium Śląska, rozpoczął się powolny proces
zanikania tej grupy etnicz-nej, zaliczanej zwykle do kręgu plemion
wschodnioniemieckich. Niemieccy Ślązacy bowiem roztapiają się zwolna w masie
Niemców, tracąc swoją lokalną differentia specifica.

Przeciw tej arbitralnej nieco tezie można, owszem, podnieść takie fakty, jak
żywotność niemiecko-śląskich ruchów regionalnych, typu Landsmannschaft
Schlesien (Ziomkostwo Śląskie) i wszystkich afiliowanych przy nim (bądź nie)
śląskich grup kulturalnych, folklory-stycznych, politycznych, które liczy się
w Niemczech nie na setki, ale na tysiące. W istocie, jest to środowisko o
niebagatelnej prężności i znaczeniu, wszakże – wraz z wymieraniem Ślązaków
urodzonych na Śląsku – jego autoidentyfikacja w coraz mniejszym stopniu
opiera się na naturalnej, wrodzonej specyfice obyczajowej, kulturowej czy
językowej, odcinającej tę grupę wyraźnie od reszty Niemców, natomiast punkt
ciężkości przesuwa się ku świadomemu podtrzymywaniu pewnych aspektów owej
specyfiki. Działania takie, będące udziałem wąskiej elity świadomych swoich
korzeni młodych ludzi, urodzonych już w Niemczech, noszą pewne cechy zabiegów
zgoła muzealnych. Nie da się już bowiem odtworzyć w pełni bogactwa ślą-skiego
dialektu niemczyzny czy oryginalnej obyczajowości niemieckich Ślązaków – te
istnieją tylko w naturalnym związku z krajobrazem, z konkretną przestrzenią –
geograficzną, ale i kulturową, w związku, którego po 1945 roku zabrakło.

Nie znaczy to oczywiście, iżby działania kultywujące nie przynosiły
wymiernych efektów. Wydaje się jednak, że ogólna tendencja jest
nieodwracalna, można najwyżej wyhamować jej impet. Warto przyglądać się,
sekundować, wysiłkom niemieckich Ślązaków około konserwowania np. własnego
dialektu, tzw. Mundartu, pamiętając, że śląski dialekt języka polskiego (o
wiele uboższy od niemieckiego i ograniczony niemal wyłącznie do Górnego
Śląska) bez odpowiednich zabiegów kultywujących również skazany jest na
szybkie wygaśnięcie wskutek bezwzględnej presji polszczyzny „wysokiej”. Już
obecnie gwara śląska coraz częściej ogranicza się do odrębnej intonacji i
barwy głosu, owego „mówienia grubszym głosem jakby przez zaciśnięte gardło”,
natomiast wyparowuje z jej obrębu wielość leksykalnych odrębności. Czeka też
zapewne polsko-śląski dialekt los podobny do dialektu niemieckiego – los
szacownego zabytku etnograficznego, sztucznie utrzymywanego przy życiu
szeregiem reanimacyjnych posunięć, typu edycje słowników gwarowych czy
książek pisanych już z tymiż słownikami w garści. Przecież autentyczną,
tętniącą obfitością oryginalnego słownictwa gwarą posługują się obecnie na
Górnym Śląsku już tylko nieliczni, starzejący się ludzie. Kto z ludzi,
urodzonych, powiedzmy, w latach 70. czy 80. będzie np. w 2020 r. pamiętał, co
to są hawerfloki, haszpelman, bryjtka, sztrajhycel, bormaszina, by przytoczyć
tylko kilka słów niemieckiej proweniencji, dość zresztą rozpowszechnionych
(trudniejszych nie mogę sobie przypomnieć). Wypada tylko mieć nadzieję, że
powyższe uwagi grzeszą nadmiernym pesymizmem.

2.
Barbara Suchner, autorka jednego z licznych słowników niemiecko-śląskich gwar
(owego Mundartu, czyli niejako „języka mówionego”), zauważa: Najpóźniej w
drugim dziesięcioleciu XXI w. zamkną swoje oczy – i usta – Ślązacy, którzy
nauczyli się mówić jeszcze przed wypędzeniem, w ojczyźnie (Heimat). Dlatego
chciałam opublikować ten mały słownik śląski, aby pobudzić żyjących jeszcze
Ślązaków do zachowywania i przekazywania potomkom tego, co śląskie. Jej
wydany w 1990 r. Schlesisches Wörterbuch. Kleines mundartliches Lexikon,
uświadamia czytelnikowi bogactwo śląsko-niemieckiego dialektu. Oto bowiem
okazuje się, iż liczący osiem tysięcy pojęć, zbiór słów, wyrażeń,
powiedzonek, ogranicza się tylko do wybranych regionów na ogół Dolnego
Śląska: Wrocław i powiat trzebnicki (skąd pochodzili przodkowie matki
autorki), okolice Wałbrzycha (strony rodzinne ojca i jego antenatów) i nieco
ze wschodniego Górnego Śląska (tj. regionu przemysłowego), skąd wywodzi się
mąż autorki. Praca Barbary Suchner jest wydawnictwem popularnym, Mundart
doczekał się jednak i fachowych, naukowych opracowań. Pomnikowym dziełem tego
typu jest trzytomowy Schlesisches Wörterbuch, zredagowany przez Walthera
Mitzkę i opublikowany w latach 1963-1965 w Berlinie. Rzecz jasna, dialekt
śląski przyciągał uwagę badaczy i przed Vertreibungiem (wypędzeniem), by
przypomnieć Karla Rothera Die schlesischen Sprichwörter und Redensarten
(Wrocław 1928). W ogóle na Śląsku twórczość literacka w gwarze rozwijała się
na dość rozległą skalę i to bynajmniej nie wyłącznie na obszarze twórczości
ludowej. Autorem, który niewątpliwie mocno się przyczynił do rozpropagowania
Mundartu, co więcej, który Mundart odkrył dla literatury, był wrocławianin
Karl Eduard von Holtei. Ten rówieśnik Mickiewicza (ur. 1798 r.), debiutujący
niemal w tym samym czasie (1819 r.), związany był przede wszystkim z
niemiecką sceną (był aktorem, a później m.in. dyrektorował Deutsches Theater
w Rydze, potem we Wrocławiu), włóczył się wiele po Europie i Niemczech,
jednak ostatnie 15 lat życia spędził w rodzinnym Wrocławiu (zm. 1880 r.).
Inaczej niż Mickiewicz, który mimo używania wielu regionalizmów nigdy nie
zdecydował się pisać dialektem (mogłoby to mieć fatalne skutki dla zdrowia
Kajetana Koźmiana), von Holtei publikował obficie wiersze pisane gwarą,
kreując modę na posługiwanie się dialektem. Mała próbka von Holteia, niezbyt
poważny wierszyk


Mei Madel:

Wer ock mei Madel sitt,
Där find se scheene;
Se ist harlard’ und flink,
gar a bewuschbert Ding;
Ock a wing kleene...


Hmm, jak to przełożyć? Najodpowiedniejszym ekwiwalentem językowym byłby
zapewne polski dialekt górnośląski, ale wiadomo, że to nie to. Spróbujmy, już
na wstępie rezygnując z gęstego sześciozgłoskowca. Najpierw tytuł:


Moja dziołcha:

Wto ino moja dziołcha dojrzi,
Tymu sie łona piykno zdo;
Gryfno i śwarne luki mo,
A jak łobrotne, robotne to!
Ino trocha mało: s tym je gorzi...


Bez obecności Holteia w literaturze niemieckiej, może Gerhart Hauptmann
(pochodzący notabene ze Szczawna Zdroju), czołowa postać literatury
niemieckiej początku XX w., nie poważyłby się napisać słynnych „Tkaczy” po
śląsku. Hauptmann, który powiadał, że pisze, aby przywrócić dialektowi jego
utraconą godność. Dziś niemiecka twórczość gwarowa ciągle jest żywa i obecna,
choć brakuje z pewnością równie utalentowanych autorów co von Holtei czy
Hauptmann.

Gdy mowa o polskim dialekcie górnośląskim wspomina się zwykle mnogie
zapożyczenia z języka niemieckiego. Jak wygląda ta sprawa w drugą stronę?
Otóż przeglądając 240-stronicową książkę Suchner niewiele znajdujemy słów
zaczerpniętych z polszczyzny, czego przyczyną jest zapewne wspomniane
pochodzenie większości materiału leksykalnego z Dolnego Śląska, gdzie
polszczyzna de facto nie istniała. O wiele więcej przejęć z gwar polskich
zawierają gwary górnośląskie niemieckiego dialektu śląskiego. Przypomina się
tutaj znakomity poemat Horsta Bienka Gleiwitzer Kindheit (ta niemiecka wersja
Jechać do Lwowa Adama Zagajewskiego, choć zważywszy, że Gliwickie dzieciństwo
powstało w 1966 r., zatem 14 lat przed poematem Zagajewskiego, należałoby to
zdanie raczej odwrócić ...), gdzie znajdujemy nie tylko bezpośrednie cytaty z
polszczyzny, jakkolwiek lekko zdeformowane (muj Bosche kochana), ale i
przykłady jej obecności w obrębie gwary niemieckiej. Podmiot liryczny wiersza
przywołuje obraz chłopców – jest rok 1944, wkrótce, w styczniu 1945, nadejdą
Sowieci – stojących na brzegu gliwickiej rzeki – Kłodnicy
Obserwuj wątek
    • sloneczko1 Re: Mutter Schläsing, deene Usingern 19.08.06, 00:21
      Podmiot liryczny wiersza przywołuje obraz chłopców – jest rok 1944, wkrótce, w
      styczniu 1945, nadejdą Sowieci – stojących na brzegu gliwickiej rzeki –
      Kłodnicy i odlewających się w trzciny. Osoba mówiąca w wierszu konstatuje: ich
      waiss noch där Hoppeck hatte/ den grejssten Pullock/ du Dupa ich chab die
      Hedel... (poprawnie powinno to być zapisane ich weiss, der Hoppeck hatte den
      größten Pullock, du Dupa ich habe die Hedel). Jak widać, polska śląszczyzna
      wdarła się w gwarę niemiecką nie tylko w materii ksywek (sympatyczny Hoppeck),
      ale i na polu dość specyficznej terminologii. Sławetną nośność polskich (tu:
      śląskich) wulgaryzmów w obrębie niemczyzny potwierdza jeszcze Bienek, wywołując
      ze swojej pamięci tak bardzo śląskie Pjerunnie, słowo, które awansowało do
      rangi nazwy osobowej, określano nim bowiem często Górnoślązaków. Zmęczeni
      inwalidzi górniczy w omawianym poemacie to invalide Grubjosche. Tu już mamy do
      czynienia z doprawdy perwersyjnym figlem językowym: oto z niemieckiego die
      Grube, kopalnia, powstaje śląskie określenie górników, grubiorze, by powrócić
      jako niemieckie, choć regionalne, słówko w niemieckim poemacie niemieckiego
      poety. Warto zauważyć, że górnośląska gwara niemiecka musiała stanowić duży
      problem dla mieszkańców głębi Niemiec. W trzeciej części swojego poematu
      (Bergwerkstraße) pisze Bienek: Żołnierze przyszli/prostą drogą/z mitu/wielkiej
      Rzeszy/uczyli się żmudnie naszego języka/śpiewali pieśni o Zachodnim
      Lesie/sylabizowali <pierona>/i w lasach bzykali dziewczyny.

      Słowniczek Barbary Suchner zawiera zapożyczeń z polskiej śląszczyzny czy też z
      polszczyzny, jak wspomniano, niewiele. Przytoczmy te, które wydają się być
      takowymi przejęciami.

      Babe – ciasto, zwykle drożdżowe, także nudna kobieta
      Babuschen – pantofle
      Babuschka – babcia, niania, starsza kobiecina
      Brinza, Brinse – owczy ser
      Britschke – otwarty powóz
      Dulke – zagłębienie
      Dupp, Duppa, Dupps – wiadomo: siedzenie, także niezdecydowany człowiek
      Galoschen – stare buty
      glupsch, glubsch – złośliwy, zapiekły (może też pochodzić od glauben), także
      klupsch, klubsch – fanatyczny itp.
      Gratsch – zła praca, niezdarny człowiek
      Gratsche – zła praca
      Gratschka, Gratschkala – płaczliwe dziecko
      gratschen – źle pracować
      Gratschker, Gratschkopp – niezdara (podobnie Gratschlich – od gracać, choć może
      od niem. grätschen, stawać w rozkroku?)
      hallazen – hałasować
      Hoppek – chłopak
      Hops, hopsen – skok, skakać
      Kalasche, Kalesche, kalaschen – baty, dostawać baty
      Kanapee – sofa, kanapa
      Karbatsche – bicz z powiązanymi rzemieniami
      Klabatschke, Klabatschker – próżna gadanina
      klabatschkern – wiele gadać
      Klitsche – mały sklep, domek
      Krupnick – kaszanka (krupniok)
      Kujon - tyran
      kullen, kullern – toczyć się (kulać się po śląsku)
      Kulle – okrągła rzecz, koło
      Kuleike – cała sprawa
      Kutz, Kuz, Kuze – kaszel
      Kutzen – kaszleć (śl. kucać)
      Leschake – leń
      Lulatsch, Lullatsch – powolny, niezaradny człowiek
      Lur(r)e, Lurke – cienka kawa (też: Plurre)
      Ninnei – łóżko, łóżeczko dziecięce
      ninnei machen – zasypiać, iść spać (śl. nynać)
      Pachulke – grubiański, szorstki człowiek
      Pennunse, Penunse – pieniądze (też: Pinunse)
      Pieron, Pierunje – Górnoślązak
      Pojatz – klaun, osoba lubiąca się wygłupiać
      Rabatz – hałas
      rabatzen, rabatzern – robić, pracować, trudzić się

      Jak widać, słówek tych niewiele (jak na ośmiotysięczny zbiór), a i niejeden
      może mieć wątpliwości (ja też je mam), czy istotnie wszystko to polskie
      (śląskie) zapożyczenia. Trzeba by tutaj rozstrzygnięć ze strony językoznawców.

      3.
      Jak wspomniano, w słowniczku Barbary Suchner dominują słówka, zwroty, wyrażenia
      proweniencji dolnośląskiej. Jakkolwiek w danym przypadku może to mieć swoje
      przyczyny, by tak rzec, familijnej natury (rodzina autorki z Dolnego Śląska),
      to jednak fakt takiej, a nie innej reprezentacji leksykalnej odsyła do pewnego
      żywego wśród Ślązaków niemieckich zagadnienia. Hugo Hartung, aktor, dramaturg i
      radiowiec, autor znakomitych wspomnień z Śląska lat 1944/45, zmarły w 1972 r. w
      Monachium, opowiadał, że pracując nad książką Deutschland, deine Schlesier
      (Hamburg 1970) ...kiedy rozmawiałem o planie tej książki z pewnym inteligentnym
      Dolnoślązakiem, powiedział mi <Ale chyba nie zajmie się Pan tutaj
      Górnoślązakami! Przecież to nie są prawdziwi Ślązacy!> W istocie, na
      Górnoślązaków patrzono czasem jako na „niepewnych”, na jakichś Wasserpollacken,
      przechylających się raz na polską, raz na niemiecką stronę. Jak widać, Niemcy
      mają z Górnoślązakami ten sam problem co Polacy. Rzecz jasna, w ekumenie
      dzisiejszym niemieckich Ślązaków dominuje przekonanie, iż wasserpolacy to też
      porządni Ślązacy. Jak mówi powiedzonko: Gott verlässt einen Oberschlesier
      nicht/ auch wenn er etwas polnisch spricht! (Górnoślązaka nie opuszczaj
      Boże/nawet gdy coś po polsku czasem powie). Owo „bycie poza ojczyzną
      (Heimatem)”, bycie „na wygnaniu”, działa integrująco, scalająco. Niedawno
      honorowy przewodniczący Landsmannschaft Schlesien, Herbert Hupka (pamiętamy go
      z słynnego serialu „Dziennik Telewizyjny” gdzie wespół z osławionym Czają był
      odpowiednikiem Brunnera z innego produktu peerelowskiej telewizji) zauważył z
      satysfakcją: W Landsmannschafcie postrzegamy się jako po prostu Ślązaków,
      Ogólno-Ślązaków, nie rozróżniając na Górno- i Dolnoślązaków. Istnieje zatem
      wyraźny ekumenizm śląski wśród niemieckich Ślązaków, ekumenizm tak szeroki, że
      Hajo Knebel (skądinąd rodzony w Bolesławcu, a właściwie – w Bunzlau...), w
      swojej popularnej książeczce Typisch schlesisch, jednym tchem zalicza do
      śląskiego Mundartu (pozwolę sobie na cytat nietłumaczony) gwary: ...das
      Neiderländische, das Gebirgsschlesische, das Wendische, das Tschechische, das
      Böhmische, das Polnische, das Schlesische der Nieder- und Oberlausitz, das
      harte Oberschlesische, das Wasserpolnische, das Schlesische der Zillertaler,
      das des Riesen- oder Isergebirges, des Waldenburger Berglands, des Glatzer
      Schneegebirges, das Breslauische aus der Weißgerberohle... Tak więc od zabiegów
      ekskluzywnych wokół definicji śląskości i śląskiego dialektu przeszliśmy śmiało
      do stanowiska niemal imperialnego.

      I to bogactwo typów Mundartu, dialektu śląskiego, bogactwo dziś w dużej mierze
      historyczne, choć jakoś tam ciągle jeszcze żywe, tyleż w Niemczech, co i na
      Górnym Śląsku, wydaje się w pewien sposób korespondować z charakterystyczną
      cechą Śląska, opisywaną, dostrzeganą bodaj tylko przez Niemców – mianowicie
      obfitością twórczości, pisarstwa, ale i zwykłej pisaniny, jaka z tej ziemi
      wypłynęła. Tego aspektu śląskości dotyczyła słynna, fakt, że nieco ironiczna,
      uwaga Detleva von Liliencrona o Śląsku jako krainie 666 poetów (nigdy nie
      mogłem dociec, dlaczego akurat ta sataniczna cyfra została przez Liliencrona
      użyta). Tego aspektu śląskości zapewne niewielu Polaków, kojarzących często to,
      co śląskie z sobotą w Bytkowie, spodziewa się znaleźć w przeszłości Śląska.

      4.
      Wielości Mundartów towarzyszy leksykalne bogactwo. By nie pozostać gołosłownym,
      zo-baczmy, jak można w niemiecko-śląskim dialekcie powiedzieć do
      kobiety/dziewczyny czy też o kobiecie/dziewczynie:

      Aale, Aasmädel, Achtl, Aloster, Argerscheit, ale Baabe, Babe, ale Babke,
      Babuschka, ales Band, Battelliese, ale Batze, Baust, langer Besen, ale Bichs,
      Bisgurn, Bisse, Blutt, Bohnenstange, Brummarschen, Brummeisen, Brüsel, ale
      Büchs, Bule, Bumme, Buttel, Donnerbesen, ale Dorre, Doargel, Drachscheit,
      Dragoner (albo Küchendragoner), Dreckbasem, Dreckbüchs, Dreckbuste,
      Drechselluder, Drolle, Drotsel, Droxel, Drulle, ale Drussel, Eeschichtige,
      Facke, Fettschwupp
      • sloneczko1 Re: Mutter Schläsing, deene Usingern 19.08.06, 00:22
        Fettschwuppe, Fetzpopel, Finke, Flamme, Flap(p)se, Flaume, Flederwisch,
        Fluutschliese (Flunschliese), ale Frele, Fröle, Frotzen Frovolk (Fruvolk), ale
        Fuchtel, Fummel, Fürtula, Futze, Gake** , Gansla, Gebäcke, ales Gefitze, Gekla,
        ales Geniste, ales Gerecke, Gescheeche, Gestecke, Gezoke, Gezoika, ale Glapa,
        Gockerliese, ale Grachel, Gräfin Rotz auf der Gießkanne, Gratsche, Greh,
        Griebsch, Grietschel, Grula, Grußel, Gummel, ale Gundel, Gunk, Gunke, Gunkla,
        Gurke, ale Gurre, Haderkatze, Hanschkla, ale Heckel, ale Heeke, Hefeklößel,
        Heimchen, Heimerle, Henne, Herzenspinkel, Herzepinkel, Herzepünkerle,
        Heulliese, Heulmemme, Heulsuse, Heultitte, Heultrine, Hexe, ale Hippe,
        Hofetrampel, Hopfenstange, Hummel, Huttruse, Hutzelweibel, Jammerjette, Jette,
        ale Jettel, Juchtel, Jule, Jumfer, al. Kaak, Kanone, Ka(r)line, Karpfe, Karpe,
        Korpe, Keife, Keifze, Klackerweib, Klaffke, Klatsche, Klauster, Kleinmagd,
        Kluck, Klunkerliese, Kohkotze, Krabbe, Krachscheit, ale Kracke, ale Krah,
        Kratze, Kratzbürste, Kricke, Kroke, Krucke, ale Kruste, Kuth, Laberlies,
        Labertitte, Landpomeranze, Laster, Latsche, Luma, Lyze, Madla, Mahrplänte,
        Mardel, Maschine, Mäste, Meine, Meste, faule Metze, ales Mistgewitter,
        Misthenne, Mistsau, Mohbabe, Mohmulle, Mohtüte, Morchel, Motte, Muhme, alte
        Murschel, Musche, Muschel, Neßla, Neuschierla, Nissel, Notsche, Nuchel, Nudel,
        Pauerntrampel, Pauerpflaume, Pauersche, Pauerschikse, Pimperliese, Plader,
        Plane, ale Plärre, ale Platsche, Plaudertoasche, tumme Plente, Pinze, Pluchs,
        Pulderzjnte, ale Plutsche, Potsche, Priesla, Prise, Prootzel, Prutsch, ale
        Puscheil, Putla, Putzla, Quasselstrippe, Quatschliese, Quatschtisk,
        Quotschmeste, ales Raaf, Ramme, Ritschka, alde Rochel, Rose, Rumme, Rumpe,
        Rumpel, Saatkrähe, Sch(a)brake, Schachter, ale Schalaster, Schar(t)eke, Schatz,
        Scheke, Schikse, Schlabaster, Schlammfang, Schlampe, Schlauder, Schlorpe,
        Schlumpe, Schlunze, ale Schlurre, Schmarrn, Schmuddelliese, Schneppe, Schnepfe,
        Schniegake, junge Schnirch, Scholaster, Schöndoos, ale Schorre, Schranze, ale
        Schrulle, alde Schrump, Schucke, Schusermeste, ale Schute, Schwopp, Seine, ale
        Spille, Spinatwachtel, Spindel, Staatsweib, Stabete, Stadtsfrele, Stadtsgake,
        Steppel, junger Schwopp, Stelze, junge Stiesel, Stompe, Strickliesel, Strun(t)
        ze, Sumsel, Taperline, Taperliese, Tausendtalerpferd, ale Teele, al Tees,
        Tekla, Teufelsweib, Tiesterla, Timpelkröte, Timpelkrobe, Tinnel,
        Tippelschickse, alte Titte, Tocke, ale Tole, Tolke, Tomsterlom, ales Toocht,
        ale Tordel, Traam, Trampel, Trantalan, Tranfuntze, Tratsche, Triene, Truchter,
        Trull(e), Trulla, Trumms, alte Trunte, Trutsch, Tuffe, Tunte, Tute, Tüte,
        Tuttersuse, Unding, ale Unke, ale Urschel, Vettel, Wachtel, Weibsen,
        Widerhuppe, Wischader, Winsel, Wampe, Wampa, ales Wurschtgewitter,
        Wuschwiberle, Zauchtel, Zauck, Zauke, Zaunse, Zaunsel, Zelooter, Zenkla, Ziege,
        Ziegla, ale Zibbe, Zicke, Zigonnka, Zille, Zimmerlinde, Zimperliese,
        Zimpertriene, Zimtzicke, Zimtziege, Zinne, Zospel, Zuchtel, Zulker, ale Zumpe,
        Zumpelliese, Zuttelbock, Zweistöckige.

        Wyborowi temu daleko oczywiście do przytoczenia pełni nazewnictwa z domeny
        Frovolku. Nie są tu obecne wyłącznie neutralne określenia: znajdujemy i
        pieszczotliwe sformułowania (jak Sumsel, coś a la pszczółko), ale także słówka,
        które mogłyby stać się zarzewiem feministycznej krucjaty (sporo przykładów...),
        terminy ogólne, określające kobietę, jak i takie, odnoszone do specyficznego
        typu niewiast, np. dziewczyna lubiąca często się śmiać to Gockerliese, zaś
        często płacząca – Fluutschliese. Chude dziewczę to Gestecke, a „kościste” – np.
        rubasznie Tausentalerpferd lub poczciwie Trulla. Jeśli zaś dziewczyna jest i
        gruba, i niska – wtedy mamy do czynienia z tzw. Droxel. Pominięto określenia
        kobiet, parających się konkretnymi zajęciami, typu, np. Dienstbolzen (służąca),
        Klomuttel (babcia klozetowa, wiele wariantów) czy Bordsteinschwalbe, tj.
        prostytutka. Niektóre słówka wprowadzą znających język niemiecki w błąd. Choćby
        Aasmädel – das Aas to inaczej ścierwo, padlina, myliłby się jednak ten, który
        by uważał, że ma do czynienia z jakąś obelgą – Aasmädel to bowiem wyrafinowana,
        zachwycająca dziewczyna.

        5.
        Wertując słowniczek Mundartu Barbary Suchner, przypominają się słowa Wilhelma
        von Humboldta, które autorka umieściła jako motto: Prawdziwą ojczyzną (Heimat)
        jest język (...) i wykorzenienie z tego, co ojczyste (Heimische) postępuję
        najłatwiej i najszybciej, nawet gdy najciszej, właśnie poprzez język.

        Sebastian Rosenbaum

        * - Mutter Schläsing to potoczne wśród niemieckich Ślązaków określenie Śląska
        (Matka Śląsk), zaś Usinger, Schlesinger – oznacza Ślązaków.
        ** - Ale już nie ale Gake – tak określano górę Śnieżkę.
        • sloneczko1 Re: Mutter Schläsing, deene Usingern 19.08.06, 00:23
          zakorzenianie.most.org.pl/za13/index.htm
          • sloneczko1 Re: Mutter Schläsing, deene Usingern 20.08.06, 17:08
            Na Górnym Śląsku się tego nie używało.
            Granica południowa tej mowy rozciągała się od Opawy,poprzez Baborów,
            (pisze o tym Steuer-"w niymim Baborowie")Prudnik.Dalej na wschód
            z biegiem Nysy Kłodzkiej i dalej do Rosenberg'u,dzisiejszego Olesna.
            Granica ta do 1958 roku prawie dokładnie pokrywała się z granicą intesywnego
            zasiedlania przez Zabużan.
      • szwager_z_laband Re: Mutter Schläsing, deene Usingern 20.08.06, 20:08
        suownik tyj autorki je przeca suownikym godki dolnoslonskyj - co niyzmiynio
        faktu ze natrefic idzie we tyj godce i mocka wyrazow kere som i we naszyj godce
        ze Oberschlesien.

        ps

        "Chopek" tak godali najmodszymu bracikowi od mojyj mamy:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka