27.08.06, 11:18
Niemcy uprzedzali o manewrach Kriegsmarine?
bart, Berlin, akr, Szczecin
2006-08-26, ostatnia aktualizacja 2006-08-25 18:03
Zachodniopomorski LPR oskarża Berlin, że ćwiczenia niemieckiej marynarki naraziły życie polskich pasażerów promów.
O sprawie pisaliśmy wczoraj. 16 sierpnia wieczorem trzy polskie promy wracające ze Szwecji natknęły się w pobliżu Świnoujścia, 30 km od brzegu, na niemiecki okręt wojenny.



Niemcy poprosili, by statki zmieniły kurs, bo właśnie odbywały się ćwiczenia. Według informacji "Gazety" brał w nich udział także bezzałogowy okręt cel.

Kapitanowie promów zmienili kurs i bez przeszkód dotarli do portu, gdzie zameldowali o sprawie w Urzędzie Morskim. Okazało się, że urzędu nikt o niemieckich ćwiczeniach nie powiadomił, choć wymagają tego przepisy bezpieczeństwa.

Według informacji "Gazety", gdy sprawa trafiła na biurko ministra gospodarki morskiej Rafała Wiecheckiego z LPR, ten zażądał, by odpowiednie kroki podjęła polska dyplomacja. MSZ wystosował do Berlina ustną notę protestacyjną.

Zachodniopomorskie LPR złapało wiatr w żagle. Szef partii w regionie i europarlamentarzysta Sylwester Chruszcz oskarżył wczoraj Niemców o to, że narazili życie i zdrowie pasażerów polskich promów.

Polscy armatorzy podkreślają, że zmiana kursu nikogo na niebezpieczeństwo nie naraziła. - Kapitan naszego promu "Wawel" zmienił kurs, ale to nie oznaczało, że nie wiedział, gdzie płynie i jak jest głęboko - mówi Jan Warchoł, prezes PŻB.

Chruszcz nie poprzestał jednak na tych oskarżeniach (w których zresztą zaznacza, że Niemcy wpłynęli na nasze wody terytorialne, co też jest nieprawdą). W oświadczeniu podkreślił, że incydent miał miejsce kilkanaście dni przed kolejną rocznicą wybuchu II wojny światowej.

„Zważywszy na okoliczność, że rozpoczęła się ona od wystrzałów niemieckiego pancernika »Schleswig-Holstein «, zdarzenie nie pozostanie niezauważone w polskim społeczeństwie” - napisał Chruszcz. Stwierdził też, że trzeba teraz „zastanowić się nad dalszą koncepcją polsko-niemieckiej współpracy transgranicznej”.

Tymczasem niemiecki MON potwierdził wczorajsze informacje "Gazety" o tym, że Niemcy jednak informowali Warszawę o manewrach. - Przed rozpoczęciem ćwiczeń ostrzega się i sygnalizuje na różne sposoby. Według naszej wiedzy, tak było i w tym przypadku - poinformował PAP Thomas Raabe, rzecznik niemieckiego MON.

Raabe dodał, że jego resort bada sprawę, ale na razie nie znaleziono dowodów, które by potwierdzały polską wersję wypadków.

Do zamknięcia tego numeru "Gazety" nie otrzymaliśmy odpowiedzi z biura prasowego polskiego MON.




A więc podane niesprawdzone informacje w 1TVP głównych wiadomościach okazały się nieprawdziwe.Nieważne czy to prawda czy nie.Informacja "poszła"Czemu to służy, propagowaniu nienawiści,podsycaniu i pielęgnowaniu złości, niechęci do sąsiadów?Po co,na co?
Czy należy póżniej dziwic się zwykłemu Kowalskiemu że ma taki czy inny stosunek do Niemców?
Obecny sposób przekazywania informacji przez środki masowego przekazu w Polsce opanowane przez "władzę" niczym nie ustepują czasom nie tak dawnym,-komunistycznym.
Obserwuj wątek
    • sloneczko1 Re: Manewry. 27.08.06, 11:31
      ktoś to dostoł,wsadzioł do szuflodki i pojechoł na ulop;)
      • pauulek Re: Manewry. 27.08.06, 12:30
        od kiedy niymce zas majom kriegsmarine?
        • ballest Re: Manewry. 27.08.06, 13:14
          W FAZ byl wczoraj caly artykul na ten temat, w ktorym Konrad Schuller autor
          artykulu twierdzi, ze ta nagonka jest tylko zwiazana z jakimis wyborami
          komunalnymi w Polsce, bo ten co wiecej nienawisci do Niemcow sieje. ten w
          wyborach wiekszy plon zbiera.
          (Czyzby ten Schuller moje wypowiedzi na temat polskiego nacjonalizmu czytal) ;)
          ---
          Notabene wedlug FAZ manewry te odbywaja sie na tym wlasnie terenie , co roku o
          tej samej porze ;) , co roku bedzie MON o nich informowany i co roku Promy sa
          informowane, zeby omijac to miejsce.
          Slowem nic innnego jak KOLEJNA POLSKA PROWOKACJA, ktora ma komue glosy w
          wyborach przyniesc.
          • szwager_z_laband Re: Manewry. 27.08.06, 14:02
            a jo juz myslou ze bydzie szczylanie do "kaczek"

            ;)
            • dede99 Re: Manewry. 27.08.06, 17:34
              te Kaczki mi juz pomalu bokym wychodza;)
              • ballest Re: Manewry. 27.08.06, 20:11
                Niy to jest puukanie kartofelkow ;)
                • socer-schlesier Re: Manewry. 28.08.06, 10:11
                  Jaki jest problem.
                  Bardzo,bardzo dużo "WIELKICH" ludzi jak po jednej stronie tak i po drugiej stronie granicy dużo swojego wysiłku wkładają na rzecz (wreszcie) pojednania pomiędzy Niemcami a Polakami, a takie lpr w sekundzie potrafi to wszystko zniweczyć.
                  Jest faktem że niepotwierdzone ,obwiniające Niemców informacje podaje się w czasie największej oglądalności.
                  • ballest Re: Manewry. 28.08.06, 11:21
                    Czym wieksze klamstwo, tym bardzi Poloki wierza, kiedys wierzyli, ze Niemcy z
                    ludzkiego tuszczu mydlo robiyli i nawet te podobno "ludzkie" mydlo chowali,
                    takom nienawisciom palom Poloki do Niemcow.
                    • stix Mydło mogło być z trupów. 28.08.06, 17:12
                      www.gazeta.olawa.pl/2000/historia/2004/10h1.htm
                      W 1944 Niemcy aresztowali Stanisława Kobusa i jego żonę. Żona trafiła do obozu
                      w Ravensbrück, a on do Gross-Rosen. Przyjechał tam Niemiec z fabryki Kruppa w
                      Jelczu. Pięciu mężczyzn zabrano do Fünfteichen. Wśród nich był Stanisław Kobus.
                      On jeden żyje.
                      Pamięta, że w dniu wyprowadzania więźniów z obozu był 25-stopniowy mróz. On
                      leżał w izbie chorych, zwanej “rewirem”. Obóz opuściło prawie 6000 więźniów.
                      Szli w kierunku Ratowic, przez Odrę. Wielu rozstrzelano. Kobus został w obozie.
                      Rano następnego dnia wkroczyli żołnierze Armi Radzieckiej. Chory Kobus leżał z
                      innymi chorymi. Wieczorem stękali i jęczeli z bólu. Rano wielu z nich już nie
                      żyło. On wyszedł z obozu. Doszedł do pierwszych domów w Miłoszycach, a potem do
                      Laskowic, do majątku, w którym teraz znajduje się Urząd Miasta i Gminy. Pod
                      nadzorem ruskich żołnierzy pracował przy krowach. Potem rozpoczął nowe,
                      powojenne życie.

                      Przedtem walczył ze śmiercią, głodem i wszami w obozie Fünfteichen. Najpierw
                      mieszkał w baraku nr 3. Pamięta, że blokowym był Czech, który pewnego dnia
                      pobił kolegę, za to, że zbierał do kieszeni okruchy chleba. Zaczął go bić,
                      kopać. Było to tuż przed apelem. Pobity więzień długo dochodził do siebie.

                      Opowiada, że wstawali o godz. 4.00 rano. O 5.00 jedli śniadanie. Zapamiętał
                      zupę z ziemniaków tłuczonych z łupinami, jak dla świń. Do tego kawałek chleba,
                      czasami marmolada. O 6.00 więźniowie wychodzili na apel. Potem zbiórka i
                      wyjście do fabryki.

                      Stanisław Kobus robił kliny zamka do dział zwykłych i przeciwlotniczych. Przy
                      maszynie pracował z Rosjaninem. Pracowali od 7.00 do 19.00. Raz pracował na
                      zmianę dzienną, a potem - na nocną. - Nocki były najgorsze - opowiada Kobus. -
                      Gdy przychodziliśmy z pierwszej zmiany, w obozie byliśmy o 20.00. Sprzątaliśmy
                      wokół baraków, myliśmy ławy aż do godz. 24.00. Potem przerwa i za cztery
                      godziny znów wychodziliśmy do fabryki. To było najgorsze. Gdybym nie trafił na
                      Ruskich w Laskowicach, to mogłem się wykończyć. Miałem odmrożne nogi, ledwo
                      chodziłem, byłem bardzo osłabiony. Nie mogłem unieść pół wiadra wody. Obozowe
                      pasiaki były cienkie, mrozy ciężkie, a w barakach zimno.

                      Na łóżkach spali po dwóch, a z nimi wszy. - Trupy odwozili do Gross-Rosen -
                      mówi Kobus. - Mieliśmy w obozie małe kwadratowe mydełka i prawdopodobnie były z
                      tych trupów.

                      - Cudem uniknąłem śmierci. Podpadłem trzy razy i byłem chory, a takich Niemcy
                      likwidowali. Widziałem, jak niemiecki lekarz dał staremu Żydowi zastrzyk z
                      fenolem. Niemcy byli najbardziej agresywni, gdy w Warszawie wybuchło powstanie.

                      Stanisław Kobus opowiada, jak rozmawiając z innymi więźniami nie zauważył
                      esesmana i powiedział o Niemcach ”żeby ich piorun strzelił”. Młody esesman
                      odpowiedział mu “żeby was nie zastrzelił”. Za jakiś czas spytał go “i co,
                      strzelił piorun? Gdybyś trafił na kogoś innego, już byś nie żył”. Został
                      przeniesiony do innego baraku nr 16. Nigdy nie zapomni, jak esesmani zabierali
                      w nocy po kilku więźniów, a potem słychać było strzały od strony Ratowic.

                      Nie zna Jana Masłowskiego. Cieszy się, że żyje. Nie mógł pracować w zakładach
                      samochodowych w Jelczu, bo gdy wchodził do fabryki, wracały wspomnienia.

                      • ballest Re: Mydło mogło być z trupów. 28.08.06, 18:14
                        ;) to widac stix, ze ty nawet jednej szarej komoreczki nie posiadasz, caly
                        swiat smieje sie z Polakow co cos takiego bez jednego najmniejszego dowodu
                        powtarzajom, ja zawsze wiedzialem, ze to tylko polska ciemnota cos takiego
                        powtarza, a ty stix nalezysz do elity tej polskiej ciemnoty!

                        www.history.ucsb.edu/faculty/marcuse/dachau/legends/NeanderSoap049.htm
                        • ballest Re: Mydło mogło być z trupów. 28.08.06, 18:25
                          Nawet Poloki sie z tego smiejom:

                          "Kilka lat temu polską opinię publiczną wzburzyła podana w mediach informacja,
                          że pewien jegomość oferował bezdusznym kolekcjonerom kostki mydła produkowane z
                          ludzkiego tłuszczu. Chodziło, oczywiście, o "Rein Juedisches Fett",
                          czyli "żydowskie mydło", wyrabiane rzekomo przez zimnokrwistych i praktycznych
                          Teutonów podczas II wojny światowej.

                          Rzecz charakterystyczna: "aferę" natychmiast wyciszono, przywalono nagrobnym
                          głazem. Publicyści, historycy i wszelkiego autoramentu propagandyści wiedzieli,
                          co czynią. Przecież pod koniec XX wieku "naukowa" teza o istnieniu "ludzkiego
                          mydła" była już nie do obrony. Owszem, wierzyli i nadal w nią wierzą zwykli
                          zjadacze chleba. Nic dziwnego! Przecież przez dziesiątki lat po zakończeniu
                          wojny wbijano im w głowę tę niesamowitą historię, która eksponowała (obok innej
                          kwestii nie poruszanej w tym artykule) wyjątkowość holokaustu wobec innych
                          wojennych tragedii. Przychodziło to tym łatwiej, że Niemcy – strona przegrana,
                          czyli osądzona – rzeczywiście popełnili podczas ostatniej wojny ciężkie
                          zbrodnie. Mydła z ludzkiego tłuszczu jednak nie produkowali, gdyż nie byli
                          idiotami... Omówmy zatem pokrótce historię "kłamstwa mydlanego",
                          zracjonalizujmy to, co od samego początku dla logicznie myślącego człowieka
                          było propagandowym fałszerstwem.
                          Wojenne plotki, że hitlerowcy produkowali mydło z ciał zamordowanych ludzi
                          (wyłącznie Żydów) opierały się po części na mniemaniu, iż rozdzielane przez
                          Niemców w żydowskich gettach i obozach kostki mydła nosiły inicjały "RIF" –
                          rzekomy skrót od "Rein Juedisches Fett" ("Czysty Żydowski Tłuszcz"). W tym
                          miejscu krótka uwaga wstępna (sprawę wyjaśnię poniżej): w takim razie skrót ten
                          winien brzmieć "RJF"! ....;)"
                          • szwager_z_laband Re: Mydło mogło być z trupów. 29.08.06, 07:49
                            www.ipn.gov.pl/a_210504_konf_wawa_schulz.html
              • szwager_z_laband Re: Manewry. 28.08.06, 12:48
                no to na zrelaksowanie proponuja festiwal imiynia Kiepury(chuopaka ze
                Sosnowca) - prowadzi to tysz jedyn na "K" ;)
                • ballest Re: Manewry. 28.08.06, 16:35
                  ano ;)
                  • socer-schlesier Re: Manewry. 28.08.06, 19:19
                    Stix- dzisiaj mamy 28.08.2006.
                    • sloneczko1 Stix 28.08.06, 22:42
                      słuchaj dzieweczko,ona nie słucha--to dzień biały,to miasteczko,przy Tobie nie
                      ma żywego ducha--ona nie słucha.....
                      • bonbon1 Re: Stix 28.08.06, 23:53
                        Sluchaj dzieweczko! Ona nie slucha,
                        zar z rozgrzanego jej brzucha bucha...

                        :)))
                        • ballest Re: Stix 29.08.06, 05:59
                          email.dowcipy.pl/index.php/sluchaj_dzieweczko__ona_nie_slucha_4703
                          • szwager_z_laband Re: Stix 29.08.06, 07:51
                            tyn nasz Stix to je richtik chyba jakis prowokator pansstwowy!

                            ;)
                            • ballest Re: Stix 29.08.06, 11:21
                              Uoni by tak wszyscy chcieli zeby to boua prouwda z tym RIFem ;)
                • szwager_z_laband Re: Manewry. 29.08.06, 09:25
                  boguslaw-kaczynski.pl/index.php?kat=6
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka