Dodaj do ulubionych

nowy mit sie konczy

27.10.06, 11:06
tak twierdzom te co pojyncia niy majom:

Odnaleziono domniemaną agentkę gestapo
Piotr Płatek, Józef Krzyk2006-10-27, ostatnia aktualizacja 2006-10-27 10:26
Helena Mathea, zwana Matejanką, domniemana agentka gestapo, przez którą mieli
zginąć dowódcy antyhitlerowskiego podziemia na Śląsku, żyje w Londynie. Od
kilkudziesięciu lat jest poszukiwana przez polski wymiar sprawiedliwości, a
odnalazł ją dziennikarz "Gazety"

Powojenne zdjęcie Heleny Matejanki
ZOBACZ TAKŻE
Mówią o Helenie Mathei: (27-10-06, 00:16)
Mathea obok Salomona Morela (byłego komendanta komunistycznych obozów) i
stalinowskiej prokurator Heleny Wolińskiej jest osobą najdłużej poszukiwaną
przez polskich prokuratorów.

W 1941 roku była łączniczką i najbliższą współpracownicą Karola Kornasa,
szefa Sztabu Okręgu Śląskiego Związku Walki Zbrojnej (poprzedniczki Armii
Krajowej). Wraz z nim i kilkuset innymi wpadła w ręce gestapo. Większość
pozostałych została przez hitlerowców osadzona w obozach koncentracyjnych i
zgładzona, ale ona wyszła na wolność. Dla wielu osób już w czasie wojny był
to wystarczający dowód, żeby oskarżyć ją o zdradę. "Krwawą Julką" (od jej
konspiracyjnego pseudonimu) miał ją podobno nazwać w przemyconym z więzienia
liście sam Kornas.

Wyrok śmierci na nią wydał Wojskowy Sąd Specjalny Śląskiego Okręgu ZWZ, ale
nie zdołano go wykonać. Wyjechała do Lipska, a potem do Wiednia, gdzie jako
wolny słuchacz studiowała medycynę, zaś po zakończeniu wojny przez prawie rok
pracowała w szpitalu w Katowicach, zanim przez Austrię wyjechała do Wielkiej
Brytanii. Polska wystąpiła w 1949 roku o jej ekstradycję, ale spotkała się z
odmową. W 2001 roku śledztwo w sprawie Mathei podjęła Okręgowa Komisja
Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach, ale po czterech
latach postępowanie zawiesiła, gdyż nie udało się jej ustalić adresu
podejrzanej kobiety.

Przez kilkadziesiąt lat nazwisko Mathei było symbolem zdrady. Dom jej
krewnych w dzielnicy Katowic Ligocie swego czasu ktoś wymalował swastykami i
niemieckimi obraźliwymi napisami. Nasi rozmówcy na hasło Matejanka podnoszą
głos, niektórzy jakby szykowali się do plunięcia czy przeklinania. Czarna
legenda Heleny cały czas obrasta dodatkowymi historiami - ktoś zaklina się,
że "Krwawa Julka" współpracowała z Niemcami jeszcze przed wojną, ktoś inny
jest przekonany, że dziewczyna nie jest bratanicą księdza kanonika, ale
jego... córką! Niektórzy dają głowę, że pracowała dla Niemców jako szpieg w
Hiszpanii i Portugalii. A przy tym są przekonani, że Helena jest winna
śmierci nie kilku zarzucanych jej przez prokuratora osób, ale kilkuset
członków Sił Zbrojnych Polski! Są i tacy, którzy widzieli, jak paradowała w
niemieckim mundurze wśród więźniów. W kilku gazetach określono ją
mianem "diabła w ludzkiej skórze".

O przeszłość kobiety spierali się historycy i prawnicy, film o jej losach -
"Na straży swej stać będę" - nakręcił Kazimierz Kutz.

Po latach starań do mieszkającej w Londynie 85-letniej Mathei dotarł Piotr
Płatek, dziennikarz katowickiej "Gazety Wyborczej". Przekonał też ją do
rozmowy. Tylko przez telefon, pod warunkiem że nie podamy jej obecnego
nazwiska. Kobieta mówi piękną polszczyzną, mimo że od 60 lat mieszka za
granicą. Zapewnia, że jest niewinna, ale nie ma zamiaru przyjeżdżać do Polski.

- Wcale się nie ukrywam. W pewnym momencie otrzymałam wezwanie do komisariatu
policji. Oficer śledczy wypytywał mnie o zdarzenia z okresu wojny,
najwidoczniej to był efekt działań polskiego sądu. Wszystko opowiedziałam, na
koniec dodałam, że albo mogą mi wierzyć, albo nie. Dobrze zapamiętałam zdanie
angielskiego policjanta: My pani wierzymy! - mówi "Gazecie" Mathea.

Prokurator Ewa Koj, szefowa pionu śledczego Okręgowej Komisji Badania Zbrodni
przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach: - Mam nadzieję, że "Gazeta" ujawni
nam adres Heleny Matejanki. Dopiero wtedy będziemy mogli podjąć następne
kroki. Dziś nie przesądzam, że będzie to wniosek o ekstradycję. Wpierw może
postaramy się ją przesłuchać, ale na to też potrzebujemy zgody strony
brytyjskiej - mówi.


Obserwuj wątek
    • szwager_z_laband ps 27.10.06, 11:07
      Mówią o Helenie Mathei:
      red2006-10-27, ostatnia aktualizacja 2006-10-27 00:16
      ZOBACZ TAKŻE
      Po latach odnaleziono agentkę gestapo ze Śląska (27-10-06, 00:15)
      Ks. prof. Jerzy Myszor, historyk z Uniwersytetu Śląskiego

      Nie wykluczałbym hipotezy, że czarna legenda Matejanki została dorobiona. Jej
      stryj, ksiądz kanonik Karol Mathea, miał bogatą przeszłość polityczną. Były
      przypadki, że komuniści próbowali zwerbować ludzi do współpracy poprzez
      preparowanie takich historii, a potem szantażowanie. Ale to tylko hipoteza, bo
      oskarżenia wobec Matejanki są poważne.

      Iwona Świętochowska-Kutz, aktorka, która zagrała rolę Matejanki w filmie
      Kazimierza Kutza

      Nigdy nie wierzyłam w winę Heleny. Ona była ofiarą tragicznego zbiegu
      okoliczności, nie katem. Jestem przekonana, że nikogo nie zdradziła. Jej dramat
      polega na tym, że do końca życia nie udowodni swej niewinności.

      Prokurator Juliusz Niekrasz (z powojennego listu Niekrasza do historyka
      Mieczysława Starczewskiego)

      Kur... tą będę musiał zająć się osobiście, tak jak w swoim czasie zająłem się
      Grolikiem, Kampertem i Ulczokiem [trio agentów gestapo sądzonych przez
      Niekrasza - przyp. red.]. Przepraszam za brzydkie słowo, ale Mathea nawet na
      takie nie zasłużyła, z każdego palca kapie jej krew polskich harcerzy.
    • szwager_z_laband film Kutza 27.10.06, 11:39
      „Na straży swej stać będę” to czwarty w kolejności „śląski” film Kazimierza
      Kutza. Nakręcony w 1982 roku obraz rzadko bywa jednak łączony ze słynnym
      tryptykiem, na który składają się „Sól ziemi czarnej”, „Perła w koronie”
      i „Paciorki jednego różańca”. Zrealizowany w poetyce realizmu, mroczny i
      posępny w nastroju, „Na straży swej stać będę” rzeczywiście odbiega od
      balladowej rodzajowości trzech poprzednich. Sam reżyser uważa jednak ten film
      za czwarty rozdział swojej filmowej historii Śląska.

      – Wiedziałem, że poruszam trudny temat – mówi Kazimierz Kutz – nieobecny
      wówczas nie tylko w polskiej kinematografii, ale i w polskiej świadomości
      historycznej. Przez długie lata PRL pokutowało przekonanie, że w pierwszych
      dniach II wojny nie było na Śląsku jakiegokolwiek zbrojnego antyniemieckiego
      oporu. Ba, kliszą powszechnie powielaną był obraz triumfalnie wkraczających do
      miasta oddziałów wehrmachtu i niemieckich mieszkańców Katowic, witających
      żołnierzy kwiatami. Tymczasem w tamtych tygodniach nic nie było proste ani
      oczywiste, a przynależność narodowa wcale nie oznaczała konkretnej strony
      barykady. I z całą pewnością – są na to dokumenty – polskie podziemie
      przystąpiło do konspiracji praktycznie natychmiast po wybuchu wojny. Tragedia
      polegała na tym, że ideały jego członków gruchotała rzeczywistość, brak spójnej
      organizacji i kolosalna trudność w rozeznaniu kto jest wrogiem, a komu można
      zaufać.

      Bohaterami filmu „Na straży swej stać będę” są przede wszystkim młodzi ludzie,
      synowie i wnuki byłych powstańców śląskich, często pierwsi w rodzinie
      inteligenci, wykształceni w polskich gimnazjach. Romantyczna wizja walki za
      ojczyznę, jaką wynieśli z literatury i z rodzinnych domów, dramatycznie
      kontrastowała z brakiem doświadczenia i rozbiciem środowiska, którego nie
      potrafili zjednoczyć także byli powstańcy. Młodzi chcą kontynuować dzieło
      rodziców i dziadków, nie są jednak w żaden sposób przygotowani na zdradę i
      udrękę, która stanie się ich udziałem. „Na straży swej stać będę” to film
      gorzki i na swój sposób ciemny, także w sposobie obrazowania i scenografii.



      --------------------------------------------------------------------------------


      Katowice w kadrze
      Film „Na straży swej stać będę” niemal w całości kręcony był w Katowicach. Na
      ekranie pojawia się wiele charakterystycznych ulic i budynków miasta: wieżowiec
      przy ul. Żwirki i Wigury, stary dworzec, kawiarnia Europejska, a bogatą
      dzielnicę niemiecką zagrały charakterystyczne wille i gmachy w okolicach ulicy
      Jordana. Realizatorom udało się też znaleźć w centrum miasta scenograficzny
      rarytas – stary, liczący prawie 300 lat drewniany dom przy ul. Gliwickiej.

      Ksiądz patriota i śląska Czarna Julka
      Kazimierz Kutz nie portretował w swoim filmie konkretnych ludzi i organizacji,
      niektóre osoby miały jednak swoje pierwowzory w rzeczywistości. Filmowy ksiądz
      Henryk Wyglenda naprawdę nazywał się Jan Macha i był jedną z najbardziej
      tragicznych postaci śląskiego podziemia antyniemieckiego w czasie II wojny
      światowej. Ksiądz Macha kierował organizacją podziemną w Rudzie Śląskiej, a po
      aresztowaniu na katowickim dworcu, został przez Niemców skazany na karę śmierci
      i zgilotynowany.

      Do dziś nie jest natomiast wyjaśniona rola, jaką odegrała w zdradzie
      organizacji słynna „Matejanka” czyli Helena Mathea, pochodząca z bardzo zacnej
      rodziny bojowników o polskość Śląska. Do jej konspiracyjnego pseudonimu „Julka”
      dodano po wojnie epitet „Czarna”, powszechnie uważano bowiem, że Helena ocaliła
      swoje życie wydając gestapo kolegów z oddziału. Nigdy jednak jej tego nie
      udowodniono, a Matejanka milczała jak zaklęta do końca życia; szybko zresztą z
      Polski wyjechała. W filmie „Na straży swej stać będę” wzorowana na niej postać
      nazywa się Maria (Maja) Madeja i nosi pseudonim „Lotka”.

      O filmie
      Po klęsce kampanii wrześniowej na Śląsk, do domu rodziców wraca Janek Klimza.
      Nawiązuje kontakt ze swoim przyjacielem Darkiem i jego siostrą, piękną Mają,
      zwierzając się im z zamiaru stworzenia Polskiej Organizacji Zbrojnej. Mimo
      rozmaitych trudności, antyniemiecka organizacja rzeczywiście powstaje, choć w
      Katowicach niepodzielnie panują już okupanci. Nakłaniają oni Ślązaków do
      podpisywania listy lojalności wobec Rzeszy. Janek odmawia, ale jednocześnie
      szybko orientuje się że jest śledzony przez gestapo. Mimo niebezpieczeństwa
      działa dalej, pozyskując nowych sojuszników i członków. Nie układają się
      natomiast jego relacje uczuciowe z Mają, którą Janek niemal dosłownie od siebie
      odpycha, nie szczędząc dziewczynie upokorzenia. Po wielkiej wsypie organizacji,
      gdy wolność odzyskuje tylko Maja, konspiratorzy zaczynają podejrzewać ją o
      zdradę. W wyniku dramatycznego splotu okoliczności to młody Klimza zastanie ją
      w łóżku niemieckiego oficera. Wyrok śmierci wykona jednak tylko na mężczyźnie.
      Dziewczyny zabić nie potrafi, nie chce lub po prostu nie może.

      Po tragicznych wydarzeniach ci, co ocaleli z fali aresztowań, postanawiają
      jednak Organizację odbudować. Za hasło posłuży im biblijny cytat: „Na straży
      swej stać będę”.



      --------------------------------------------------------------------------------


      Rozmowa z Iwoną Świętochowską-Kutz, odtwórczynią roli Mai Madej

      Dziennik Zachodni: W założeniu reżysera „Na straży swej stać będę” to miał miał
      być ostry, męski film, w którym motyw współpracy pięknej Mai z Niemcami, służyć
      powinien tylko wyolbrzymieniu dramatu głównego bohatera. Tymczasem zagrała pani
      tę rolę z taką siłą i tak niejednoznacznie, że wątek trudnej miłości trudno
      uznać za drugoplanowy, a zdrada – mimo wszystko – nie jest aż tak oczywista.

      Iwona Świętochowska-Kutz: Bo też ja nigdy nie uwierzyłam, że Maja dopuściła się
      wielkiej zdrady, a jej współpraca z gestapo była wyspekulowana i świadoma. Zbyt
      wiele faktów z życia prawdziwej Marii nigdy nie zostało wyjaśnionych i nie
      wiemy na pewno, czy – paradoksalnie – wiemy wszystko! W niej była jakaś
      tajemnica, nie mam najmniejszej wątpliwości. Być może zbyt głęboka i zbyt
      intymna, by Maria zdecydowała się wyciągnąć ją na światło dzienne. Nawet w
      obronie własnej.

      Dziennik Zachodni: Pani interesowała się tą postacią przed rozpoczęciem zdjęć?
      IŚ-K: Oczywiście, podobnie jak historią pierwszych miesięcy II wojny na Śląsku.
      To była bardzo skomplikowana sytuacja; mieszały się ideologie, rozchwianiu
      ulegały hierarchie wartości. Do tego dochodziły nieprawdopodobne emocje, którym
      Maja na pewno ulegała; znalazła się przecież w samym środku zdarzeń i być może
      straciła zdolność kierowania swoim losem. Może komuś zbytnio zaufała, może
      pomyliła się w wyborze, może zbyt boleśnie odczuła odtrącenie, a może ktoś ją
      zwyczajnie skrzywdził... Co by się nie mówiło, kobiety naprawdę różnią się w
      swoich reakcjach od mężczyzn – jesteśmy daleko bardziej od nich otwarte,
      szczere, a jeśli się poświęcamy, to do końca.

      Dziennik Zachodni: Ale w filmie Maję wiąże z wrogiem stosunek fizyczny.
      IŚ-K: Zdrada fizyczna nie musi być prawdziwym sprzeniewierzeniem uczuć; w nią
      zaangażowane jest tylko ciało. Prawdziwa zdrada to psychiczne odejście od
      partnera, kompletne zobojętnienie na jego potrzeby i emocje.

      Dziennik Zachodni: Co było dla pani najtrudniejsze w budowaniu tej postaci.
      IŚ-K: Rzecz niby banalna, a dla mnie katorga – mówienie po niemiecku. Mam jakąś
      organiczną skazę, która sprawia, że język niemiecki sprawia mi niebywałą
      trudność.

      Dziennik Zachodni: Skąd brała się ta determinacja, z jaką grała pani Maję.
      Zebrała pani zresztą za tę rolę mnóstwo pochwał od recenzentów.
      IŚ-K: To był ważny czas w moim życiu – byłam wtedy w pierwszej ciąży i nie było
      dl
      • szwager_z_laband Re: film Kutza 27.10.06, 11:40
        Dziennik Zachodni: Skąd brała się ta determinacja, z jaką grała pani Maję.
        Zebrała pani zresztą za tę rolę mnóstwo pochwał od recenzentów.
        IŚ-K: To był ważny czas w moim życiu – byłam wtedy w pierwszej ciąży i nie było
        dla mnie nic ważniejszego niż chronienie dziecka. Ciąża gruntownie zmieniła
        moją psychikę; zaczęłam się zastanawiać nad istotą związku między dwojgiem
        ludzi, nad odpowiedzialnością, nad własną przyszłością. I nie byłam łatwym
        partnerem dla reszty ekipy – wsłuchana w siebie, często głucha na uwagi i
        polecenia, czasem ponad miarę niespokojna. Z drugiej strony ten stan napięcia
        dodał chyba życia i wiarygodności mojej bohaterce, choć do dziś oglądam „Na
        straży swej stać będę” bardziej jak dokumentalny zapis własnych emocji niż film
        fabularny. I myślę o Wiktorii, która jeszcze się nie urodziła, a już przecież
        była.

        • szwager_z_laband z jednego forum 27.10.06, 11:46
          PiotrKatowice



          Dołączył: 08-Wrz-2006
          Posty: 5

          Wysłany: 08 Wrz 2006 - 14:32

          --------------------------------------------------------------------------------
          Mam wielka prosbe do uzytkownikow forum, ktorzy sa wytrawnymi i doswiadczonymi
          genealogami i poszukiwaczami. Jestem dziennikarzem, pisze tekst o pani, ktora
          zaginela po wojnie (zaginela umyslnie). Jest poszukiwana listem gonczym, bo w
          czasie wijny najprawdopodobniej mogla dopuscic sie licznych przestepstw.
          Najprawdopodobniej zamieszkala w Londynie i po mezu nazwala sie Helena
          Służewski. Maż Andrzej Służewski, to wielka postac w okresie wojny, Szczur
          Tobruku, uczestnik kampanii wrzesniowej, a po wojnie inzynier architekt w
          Londynie. Nie zyje od 40 lat. Moze ma ktos pomysl jak szukac sladow po tej
          kobiecie? To raczej nie do zrobienia, ale moze akurat jakis wytrawny
          poszukiwacz z tego forum mi cos podpowie...
          Dzieki i pozdrawiam serdecznie,
          Piotr Płatek




          Claire



          Dołączył: 12-Mar-2004
          Posty: 435
          Skąd: Warszawa
          Wysłany: 08 Wrz 2006 - 14:43

          --------------------------------------------------------------------------------
          Piotrze,

          ale czy możesz sprecyzować swoje pytanie ? Jakich konkretnie śladów
          poszukujesz ? Żywej osoby (która nie wiadomo, czy żyje), czy też czegokolwiek
          co się z nią wiąże ?

          Aneta Kaczmarek

          _________________
          korzenie@gazeta.pl



          PiotrKatowice



          Dołączył: 08-Wrz-2006
          Posty: 5

          Wysłany: 08 Wrz 2006 - 15:21

          --------------------------------------------------------------------------------
          Aneto,
          Dzieki za zainteresowanie. No więc szukam wszystkiego o tej osobie. Kazdej
          informacji o jej losach, kazdej informacji, która pomogłaby ustalić jej
          ewentualne miejsce zamieszkania i wszystkich ludzi, którzy ją znali czy znają.
          W czasie wojny i od urodzenia ta pani nazywala się MATHEA.
          Raz jeszcze dziękuję,

          Piotr




          Claire



          Dołączył: 12-Mar-2004
          Posty: 435
          Skąd: Warszawa
          Wysłany: 08 Wrz 2006 - 15:32

          --------------------------------------------------------------------------------
          Czy to o Czarną Julkę chodzi ?

          katowice.naszemiasto.pl/inne/specjalna_artykul/534043.html

          Claire

          _________________
          korzenie@gazeta.pl



          grazynaanna



          Dołączył: 06-Mar-2004
          Posty: 35
          Skąd: Legionowo
          Wysłany: 08 Wrz 2006 - 16:01

          --------------------------------------------------------------------------------
          Teczka osobowa na nazwisko Helena Mathea znajduje się w toruńskim
          zbiorze "Archiwum Wojennej Służby Kobiet", pod numerem 218/WSK.
          www.um.torun.pl/~archAK/zbiory/wsk/wsk-teczki.htm
          pozdrawiam
          Grażyna Feltynowska




          PiotrKatowice



          Dołączył: 08-Wrz-2006
          Posty: 5

          Wysłany: 08 Wrz 2006 - 21:09

          --------------------------------------------------------------------------------
          Dzieki bardzo za pomoc obu Paniom. Szukam glownie powojennych wiesci, ale to
          tez bedzie przydatne. Miala przydomek Krwawa Julka - nadany przez wrogow, ale
          nie byla to postac jednoznaczna.
          Raz jeszcze dzieki i czekam na ewentualne dalsze pomocne wypowiedzi.
          Bardzo dziekuje Drogim Internautom-Genealogom,

          Piotr




          plesser



          Dołączył: 21-Sie-2005
          Posty: 36
          Skąd: Frankfurt nad Odrą
          Wysłany: 10 Wrz 2006 - 17:57

          --------------------------------------------------------------------------------
          Witam Piotrze,
          gdybym sam mial dotrzec do informacji o tej osobie (a zdarzalo mi sie juz
          poszukiwac osob ukrywajacych sie, choc w innych okolicznosciach) poszedlbym
          sladem sluzby meza w PSZ. Sprobuj dotrzec moze do jego akt osobowych u
          Brytyjczykow. Nie wiem, na ile uwzgledniaja one powojenne losy zolnierza i nie
          wiem, czy jako dziennikarz otrzymasz informacje:

          MINISTRY OF DEFENCE
          APC POLISH ENQUIRIES
          Building 28 B, RAF Northolt
          West End Road
          Ruislip
          Middlesex HA4 6NG

          Telephone: 020 8833 8603 Fax: 020 8833 8866
          e-mail: polishdisoff@northolt.raf.mod.uk

          Jesli mozesz dotrzec do rodziny meza albo rodziny Mathea, zrob to. Oni z
          pewnoscia beda wiedzieli, jakie byly jej losy po wojnie, nawet jesli malzenstwo
          rozpadlo sie.

          Kiedy nastapil powojenny wyjazd z Polski?
          Pozdrawiam,
          Plesser




          PiotrKatowice



          Dołączył: 08-Wrz-2006
          Posty: 5

          Wysłany: 10 Wrz 2006 - 21:03

          --------------------------------------------------------------------------------
          Bardzo dzieki za porady. Bede probowal skorzystac z tego angielskiego sladu
          dotyczącego rodziny męża. Co do polskiej czesci to bylby z tym problem, bo
          rodzina w Katowicach to bardzo sympatyczni ludzie, ale niestety nie chca pomoc
          jej odnalezc. Najprawdopodobniej oni sami wiedzą wszystko.. Szkoda, ze
          Matejanka mimo 60 lat po wojnie sama nie chce sie wypowiedziec (o ile zyje) i
          bronic swoich racji. Bo niestety glos mają wyłącznie ludzie, ktorzy
          przedstawiają ją tylko w złym świetle. a moim zdaniem prawda była bardziej
          skomplikowana...

          raz jeszcze dzięki,

          Piotr




          PiotrKatowice



          Dołączył: 08-Wrz-2006
          Posty: 5

          Wysłany: 10 Wrz 2006 - 21:16

          --------------------------------------------------------------------------------
          Zapomnialem odpowiedziec na pytanie: Mathea opuściła Polskę w listopadzie 1945
          roku. Wyjechała z transportem Czerwonego Krzyza jako pielegniarka. Wszystko co
          bylo potem jest zagadką. ale najpewniej dojechała tym transportem do Austrii,
          potem byla we Włoszech, by w końcu wylądować w Anglii.


          • szwager_z_laband CICHOCIYMNY 27.10.06, 12:07
            pacz pozycja 49 Wlohy

            www.cichociemni.ovh.org/lista.html
            • ballest Re: CICHOCIYMNY 27.10.06, 12:16
              Laband, tys tysz je detektyw,
              - ale jou nie wierzam w jeji wina!
              • szwager_z_laband Re: CICHOCIYMNY 27.10.06, 12:18
                kozdo familia mo swoja tajymnica i tych rzeczy sie niy godo - to muszom te
                dziynnikarze uszanowac
    • szwager_z_laband teoriow ciong dalszy 27.10.06, 12:45
      Tajemnica Czarnej Julki
      Piotr Płatek2006-10-27, ostatnia aktualizacja 2006-10-27 10:40
      To jedna z najbardziej fascynujących i tajemniczych zagadek śląskiej historii
      minionego wieku. Helena Matejanka była diabłem w ludzkiej skórze czy ofiarą
      zbiegów okoliczności i ludzkiej zawiści?

      fot. materiały prasowe
      Kadr z filmu ''Na straży swej stać będę''. Iwona Świętochowska (Maja, której
      pierwowzorem była Helena Mathea) i Krzysztof Kolberger (Janek)
      ZOBACZ TAKŻE
      Odnaleziono domniemaną agentkę gestapo (27-10-06, 00:15)
      Wszystko zaczęło się od pewnego zdjęcia. Przeglądałem stare roczniki śląskich
      gazet. Szukałem potrzebnych do jakiegoś sportowego tekstu materiałów
      archiwalnych. Wtedy właśnie zobaczyłem tę fotografię.

      Duże zdjęcie na pierwszej stronie, tuż obok winiety. Piękna kobieta z
      niesamowitym uśmiechem, ślicznymi blond włosami i pełnymi ciepła oczami. Jasne
      było, że musiało chodzić o aktualnie wybraną Miss Polski albo jakąś kandydatkę
      do tego tytułu. Przecież po wojnie też wybierano najpiękniejsze Polki -
      pomyślałem. Zaciekawiony zerknąłem jeszcze na podpis pod zdjęciem: Ta piękność
      iście filmowa to jedna z najpotworniejszych zbrodniarek, agentka Gestapo,
      sprawczyni śmierci kilkuset ludzi.

      Tak się zaczęły moje poszukiwania prawdziwej historii Heleny Matheanki, pięknej
      katowiczanki, o której na Śląsku nie mówi się inaczej jak "Krwawa Julka".
      Bohaterki filmu Kazimierza Kutza "Na straży swej stać będę".

      Koleżanka: miała wredny charakter

      Helena Mathea urodziła się 25 stycznia 1922 roku w Ligocie, dzielnicy Katowic.
      Dwa lata wcześniej miał tam miejsce strajk szkolny polskich dzieci
      sprzeciwiających się niemieckim represjom. Podczas plebiscytu w 1921 r. aż
      ponad 70 proc. obywateli tej gminy wiejskiej opowiedziało się za tym, by Ligota
      należała do Polski. W czasie III powstania śląskiego, w nocy 3 maja 1921 r., na
      tym terenie zgrupowano oddziały powstańców śląskich Walentego Fojkisa, które
      zaatakowały i zdobyły Katowice. Ligota została uroczyście przejęta przez polską
      administrację 20 czerwca 1922 roku.

      Helena była bratanicą ks. Karola Mathei, słynnego działacza narodowego, w
      okresie międzywojennym posła Sejmu Śląskiego. Pełna energii harcerka w Miejskim
      Gimnazjum Żeńskim w Katowicach przy placu Wolności należała do najlepszych
      uczennic. Teraz jednak niektóre koleżanki z klasy mówią: - Była dumna i
      zarozumiała. Miała wredny charakter. - Nie chciała podpowiadać innym
      dziewczynom - wspomina Irys Chowaniec, uczennica ze szkolnej ławki obok.

      Inna koleżanka zapamiętała jednak Helę zupełnie inaczej. - Miła, uczynna i
      zawsze otoczona wianuszkiem adoratorów. Słabiej radziła sobie z polskim, ja jej
      pomagałam z tym przedmiotem, za to ona dawała mi lekcje z matematyki -
      przypominała w rozmowie ze mną Barbara Gromadzińska, w tamtym okresie znana pod
      panieńskim nazwiskiem Łabędzka.

      Kurierka z podziemia

      Kiedy wybucha wojna, Helena ma 17 lat. Trafia do konspiracji i jako była
      harcerka zostaje przydzielona do lokalnego oddziału Sił Zbrojnych Polski.
      Szefem oddziału w Ligocie jest porucznik Karol Kornas, a Helena w szybkim
      czasie zostaje jego osobistą kurierką. Dostaje pseudonim "Julka". Ta współpraca
      trwa niecały rok. W październiku 1940 roku Kornas zostaje aresztowany przez
      gestapo. W tym czasie potężna fala aresztowań praktycznie rozbija struktury
      organizacji na Śląsku. Niemcy zatrzymują ponad 450 osób związanych z SZP.
      Podejrzenie zdrady pada na Matejankę. Dlaczego? Bo mimo że była najbliższą
      współpracowniczką Kornasa, miała kontakty wewnątrz organizacji, pozostała
      nieoczekiwanie na wolności.

      Rudolf Mildner był przebiegłym szefem katowickiego gestapo. W jednym ze
      sprawozdań, które się zachowały, wspomniał, że pozostawieni na wolności
      konspiratorzy byli obserwowani, by doprowadzić Niemców do wyżej postawionych
      figur.

      Zakochany gestapowiec

      Kluczowym momentem dla historii Matheanki jest wiosna 1941 roku. Zaczęło się od
      przypadkowo poznanego na katowickim dworcu niejakiego Pawła Ulczoka, z którym
      Helena wdaje się w rozmowę. Nieznajomy przedstawia się jako członek jednej z
      rozbitych grup SZP. Imponuje dziewczynie konspiracyjnymi znajomościami. Potem
      spotykają się coraz częściej. W maju Ulczok nieoczekiwanie zawiadamia Helenę o
      grożącym jej aresztowaniu, zabiera dziewczynę do swojego domu, a tam... godzinę
      później pojawiają się gestapowcy.

      Dziewczyna trafia do więzienia przy ulicy Mikołowskiej, gestapowcy przesłuchują
      ją przez ponad dwa tygodnie. W przeciwieństwie do większości
      konspiratorów "Julka" opuściła jednak mury osławionej katowickiej katowni. Jak
      relacjonowała potem rodzina, wróciła załamana psychicznie, zamknięta w sobie.
      Trzy miesiące później następuje kolejna fala aresztowań. Tym razem gestapo
      uderza celnie w kluczowe postacie podziemnego państwa na Śląsku. Niemcy
      zatrzymują porucznika Józefa Skrzeka, szefa Inspektoratu Katowickiego ZWZ, oraz
      księdza Jana Macha, aktywnego orędownika polskości, członka ruchu oporu o
      pseudonimie "Konwalia". Obaj byli przez kilka miesięcy brutalnie
      przesłuchiwani. Skrzek zostanie potem powieszony na rynku w rodzinnych
      Michałkowicach, a Macha zgilotynowany w katowickim więzieniu. Padają pytania.

      Jak to możliwe, by gestapo ją wypuściło? Kto jak nie "Julka" wsypał Macha i
      Skrzeka? - zadają dziś pytanie zwolennicy teorii o zbrodniach Matheanki.

      W historii pojawia się wątek romantyczny, który częściowo może wyjaśnić
      przebieg wydarzeń. Helenie w wyjściu na wolność pomaga gestapowiec Paul
      Breuche. Sekretarz kryminalny Referatu Czwartego zakochał się w pięknej
      katowiczance. Za jego namową Helena zgodziła się podobno podpisać wszelkie
      możliwe papiery, by tylko opuścić katownię. Pomógł jej spotkać się ze znajomym
      księdzem, wymyślił alibi dla zwolnienia. Rodzice mieli jedynie podpisać
      dokument, że był to występek młodej i nieodpowiedzialnej jeszcze dziewczyny. To
      wystarczyło dla opuszczenia więzienia. Tę wersję potwierdził katowicki ksiądz
      Franciszek Jerominek, któremu Breuche pomógł przy jeszcze jednej sprawie i
      który rozmawiał z Heleną dzięki pomocy gestapowca.

      Die schoene Bubi

      W tej historii pojawia się jeszcze jedna postać. Chodzi o tajemniczą kobietę, o
      której istnieniu zeznawali potem różni świadkowie. Podobno była to Niemka...
      łudząco podobna do Heleny Matejanki. Tajemnicza blondynka była podobno w domu
      Ulczoka w momencie aresztowania Heleny, potem ktoś widział ją w Rybniku, a
      innym razem w niemieckim mundurze w mysłowickim więzieniu.

      Katowiczanin dr Juliusz Szaflik działał wtedy w strukturach podziemia i tak
      wspomina tę sprawę: - Rozpoczęliśmy szukanie pięknej blondynki. W końcu
      stwierdzono, że w okolicach Rybnika Paruszowca mieszka pracująca na rzecz
      gestapo blondynka zwana "die schoene Bubi". W październiku zlikwidowano
      kobietę, na miejscu zostają dwie łuski z czerwoną obwódką. Gestapo nie podjęło
      śledztwa.

      W sprawie zdrady przez lata polemizowali historycy i prawnicy, którzy zajmowali
      się sprawą Matejanki. Pułkownik Mieczysław Starczewski, historyk, nie ma
      wątpliwości, że "Julka" zdradziła: - Jej wina jest niepodważalna, Helena była
      agentką gestapo i potwierdzają to świadkowie i dokumenty, do których dotarłem.
      Matheanki broni Paweł Lisiewicz, który prowadził tę sprawę z ramienia Okręgowej
      Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich: - Taka młoda dziewczyna mogła mieć
      dostęp do kilku osób. Nie jest możliwe, żeby zdradziła kilkadziesiąt czy
      kilkaset członków podziemnego państwa. W tej sprawie jest bardzo dużo znaków
      zapytania i wątpliwości.

      Murem za Heleną stoi jej rodzina. - Niemcy wysiedlili nas na poddasze. Czy to
      możliwe, by robili tak z rodziną swojej agentki? - dziwi się młodszy brat
      Heleny Czesław Mathea.
      • szwager_z_laband Re: teoriow ciong dalszy 27.10.06, 12:46
        Ks. prof. Jerzy Myszor, historyk z Uniwersytetu Śląskiego: - Nie wykluczałbym
        hipotezy, że czarna legenda Matheanki została dorobiona. Jej stryj, ksiądz
        kanonik Karol Mathea, miał bogatą przeszłość polityczną. Były przypadki, że
        komuniści próbowali zwerbować ludzi do współpracy poprzez preparowanie takich
        historii, a potem szantażowanie. Ale to tylko hipoteza, bo oskarżenia wobec
        Matheanki są poważne.

        Strzały nie trafiają

        Dla wielu ludzi w podziemiu Helena stała się zdrajczynią. Wkrótce po
        wspomnianych aresztowaniach Skrzeka i księdza Macha szef sztabu okręgu ZWZ
        kapitan Józef Słaboszewski nakazuje Matheę natychmiast zastrzelić. Sam
        przypadkowo spotyka ją na placu Andrzeja i próbuje wykonać wyrok. Strzela, ale
        w ciemnościach chybia, a dziewczyna w tym czasie ucieka. Matheanka dzięki
        pomocy stryja księdza opuszcza niebezpieczny dla niej Śląsk. Przez rok uczy się
        w szkole w Lipsku, potem na pewien czas wraca, pracuje w firmach w Rudach
        Raciborskich i Gliwicach. Jesienią 1943 roku wyjeżdża do Wiednia, gdzie jako
        wolny słuchacz uczy się medycyny. Mówi pułkownik Starczewski: - Te wyjazdy to
        argument za winą Matheanki. Warunki takie mogły mieć jedynie osoby, które
        szczególnie zasłużyły się dla władz okupacyjnych.

        Jednak Czesław Mathea replikuje: - Nauka w Lipsku w prywatnej Bachschule języka
        angielskiego odbyła się na koszt jej ojca, który jako znany filatelista
        sprzedał część swojego zbioru. Ponadto w czasie wojny każdy, kto miał
        niemieckie papiery, a to prawie każdy na Śląsku, mógł poruszać się w obrębie
        Rzeszy Niemieckiej.

        Tuż przed końcem wojny Helena wraca w rodzinne strony. Długo jednak miejsca nie
        zagrzewa. Ktoś ją rozpoznaje na dworcu, kolejowi strażnicy aresztują
        dziewczynę. Pomaga interwencja stryja Karola i Helena jest na wolności. To
        właśnie stryj decyduje, że bratanica powinna zniknąć z kraju. Tu grozi jej
        areszt, sąd i pewna śmierć. W listopadzie Matheanka przebrana za pielęgniarkę
        opuszcza Polskę transportem Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Nigdy więcej
        już tu nie wróci.

        Czarna legenda

        Sześćdziesiąt lat po wojnie "sprawa Matheanki" nadal budzi wielkie emocje i
        kontrowersje. Dom jej krewnych w Katowicach Ligocie swego czasu ktoś wymalował
        swastykami i niemieckimi obraźliwymi napisami. Moi rozmówcy na hasło Matheanka
        podnoszą głos, niektórzy jakby szykowali się do plunięcia czy przeklinania.
        Czarna legenda Heleny cały czas obrasta dodatkowymi historiami - ktoś zaklina
        się, że "Krwawa Julka" współpracowała z Niemcami jeszcze przed wojną, ktoś inny
        jest przekonany, że dziewczyna nie jest bratanicą księdza kanonika, ale jego...
        córką! Niektórzy dają głowę, że pracowała dla Niemców jako szpieg w Hiszpanii i
        Portugalii. A przy tym są przekonani, że Helena jest winna śmierci nie kilku
        zarzucanych jej przez prokuratora osób, ale kilkuset członków Sił Zbrojnych
        Polski! Są i tacy, którzy widzieli, jak paradowała w niemieckim mundurze wśród
        więźniów... W kilku gazetach określono ja mianem "diabła w ludzkiej skórze".

        W katowickim domu brata Heleny panuje strach przed podnoszeniem tego tematu.
        Rodzina boi się, że ludzie mogą uprzykrzyć życie wnukom. Nie ma się co dziwić
        tym obawom, nie tak dawno ktoś wymalował na ich rodzinnym domu swastyki i
        obraźliwe hasła. Większość rozmówców odradzała mi pisanie na ten temat, jedni
        nie chcieli mieć problemów, inni byli źli, gdy słyszeli, że interesują mnie też
        pozytywne rzeczy z życia dziewczyny. Na Śląsku do Matheanki przylgnął
        przydomek "Krwawa Julka" i wiele osób nie wyobraża sobie, że o kimś takim można
        napisać cokolwiek dobrego. Ktoś zapyta, czemu Helena uciekła, skoro była
        niewinna?

        Warto w tym miejscu przedstawić cytat z wypowiedzi prokuratora Juliusza
        Niekrasza, który zaraz po wojnie zajmował się sprawą Matheanki. Tak napisał w
        liście do pułkownika Starczewskiego: "Kur... tą będę musiał zająć się
        osobiście, tak jak w swoim czasie zająłem się Grolikiem, Kampertem i Ulczokiem
        [trio agentów gestapo sądzonych przez Niekrasza - przyp. red.]. Przepraszam za
        brzydkie słowo, ale Mathea nawet na takie nie zasłużyła, z każdego palca kapie
        jej krew polskich harcerzy". Przy takim nastawieniu chyba każdy bałby się
        zaryzykować bezstronny proces.

        Czesław Mathea: - Między stryjem kanonikiem Karolem Mathea a prokuratorem
        Niekraszem istniała zdecydowana wrogość. To mógł być jeden z powodów, że
        Niekrasz tak uwziął się na moją siostrę!

        Epilog z pytaniami

        Historia Heleny Mathei urywa się na 1945 roku i jej wyjeździe do Austrii. W
        bogatych kilkutomowych aktach w Instytucie Pamięci Narodowej trudno o jakieś
        szczegóły z dalszego życia katowiczanki.

        Nam udało się ustalić jej dalszą historię. Transportem Czerwonego Krzyża
        dotarła do Wiednia w grudniu 1945 roku. Tu historia się urywa, a zaczynają
        domysły. Na Zachodzie dziewczyna najprawdopodobniej pracowała na potrzeby
        wywiadu brytyjskiego. Zajmowała się przerzucaniem ludzi ze Wschodu na tereny
        zajęte przez wojska alianckie. W Wiedniu spotkała polskiego żołnierza.
        Przystojny oficer to wojenny bohater, uczestnik kampanii wrześniowej,
        spadochroniarz, kawaler Krzyża Walecznych. Z polskimi wojskami bronił Tobruku,
        a potem walczył we Włoszech. Ślub wzięli w Austrii. Helena nie miała zbyt
        szczęśliwego życia. Musiała się opiekować córką oraz dodatkowo chorym mężem.
        Kapitan miał nowotwór i w styczniu 1964 roku w wieku ledwie 45 lat zmarł. To
        jednak działo się już w Londynie, gdzie rodzina przeniosła się z Wiednia. List
        gończy wydany przez polskie władze życia jej nie ułatwiał.

        Jest wrzesień 2006 roku. Helena Mathea nadal żyje. Ma 84 lata. Miewa zaniki
        pamięci, ale trzyma się całkiem nieźle. Mieszka w Londynie. Zastanawia się, czy
        zgodzić się na rozmowę ze mną. Z niecierpliwością czekałem, że dowiem się, co
        myśli o oskarżeniach, zarzutach i tamtych wojennych wydarzeniach. To przecież
        wielka okazja, by na koniec życia oczyścić z zarzutów nie tylko siebie, ale i
        rodzinę w Polsce, która czasami musi przeżywać niezasłużone przykrości. Po
        przeczytaniu romowy z Matejanką, ocena należy do Czytelników. Komu wierzyć w
        jej sprawie. Nie wiadomo.

        Jeden ze świadków powiedział mi: "Nawet jeśli była winna, odpokutowała już za
        swoje grzechy. 60 lat na wygnaniu, w ukryciu, to przecież dostatecznie duża
        kara".

        PS Na prośbę Heleny Mathei nie podaję jej obecnego nazwiska ani personaliów jej
        męża.
        • szwager_z_laband Re: teoriow ciong dalszy 27.10.06, 12:46
          Matejanka: jestem niewinna
          Rozmawiał Piotr Płatek2006-10-27, ostatnia aktualizacja 2006-10-27 10:24
          Boję się robienia z mojej sprawy sensacji, ale zdecydowałam się przerwać
          milczenie. Chcę skończyć tę sprawę, pomoc sobie i rodzinie, która cierpi na
          całym tym zamieszaniu - mówi Helena Matejanka. 85-letnia kobieta, która od 60
          lat mieszka za granicą, zgodziła się na rozmowę z "Gazetą"

          Po Helenie Matejance zostały na Śląsku stare zdjęcie i...

          Artykuły prasowe (na zdjęciu artykuł z Dziennika Zachodniego) zarzucały Mathei
          kolaborację z gestapo.
          ZOBACZ TAKŻE
          Odnaleziono domniemaną agentkę gestapo (27-10-06, 00:15)
          Poszukiwania Heleny Matejanki zajęły mi trzy lata. W końcu udało się ją
          odnaleźć i namówić na ponadgodzinną rozmowę telefoniczną. Głos miała pewny,
          ledwo wyczuwalny akcent i trudno było mi uwierzyć, że rozmawiam z kimś, kto od
          ponad pół wieku nie był w Polsce. Piękna polszczyzna, starannie budowane
          zdania, wyważony, spokojny głos. Na początku moja rozmówczyni była lekko spięta

          Co się z Panią działo po wyjeździe z Polski?

          HELENA MATEJANKA: Dość długo byłam w Wiedniu i w Grazu. Tam poznałam swojego
          przyszłego męża, kapitana WP i wspaniałego żołnierza. W listopadzie 1945
          dotarłam do Austrii i tam wstąpiłam do polskiego wojska. Byłam w stopniu
          podporucznika. Pomagałam przy przerzucaniu rodzin ze strefy rosyjskiej do
          angielskiej, ponadto opiekowałam się Polakami w Wiedniu, stworzyłam stołówkę
          dla nich. Potem wraz z mężem wyjechałam do Londynu. Tam zrobiłam kurs
          stenotypistki, chodziłam na lekcje angielskiego. Pracowałam najpierw jako
          stenotypistka, a w końcu znalazłam zatrudnienie w znanej firmie produkującej
          żywność. Mam córkę, która mieszka we Francji, i wnuka. Teraz żyję w spokojnej
          londyńskiej dzielnicy. Brakuje mi kontaktu z moją polską rodziną.

          Ukrywa się Pani od 60 lat.

          - Wcale się nie ukrywam. Zaraz po wojnie przez blisko rok pracowałam w szpitalu
          w Bogucicach, następnie wyjechałam do Wiednia, gdzie również rok pracowałam pod
          moim panieńskim nazwiskiem. Teraz jestem zameldowana w Londynie pod nazwiskiem
          męża. O żadnym ukrywaniu nie ma mowy.

          Polska jednak zabiegała o Pani ekstradycję.

          - Gdy już mieszkałam w Londynie, otrzymałam wezwanie do miejscowego komisariatu
          policji. Były wtedy dwa przesłuchania, w jednym uczestniczyłam wspólnie z
          mężem, a w drugim już sama. Śledczy oficer wypytywał mnie wtedy o zdarzenia z
          okresu wojny, najwidoczniej to był efekt działań polskiego sądu. Wszystko
          opowiedziałam, na koniec dodałam, że albo mogą mi wierzyć, albo nie. Dobrze
          zapamiętałam zdanie angielskiego policjanta: "My pani wierzymy!".

          Do Polski jednak nie miała Pani odwagi przyjechać. Przecież wystarczyło poddać
          się sprawiedliwemu sądowi i być może ta gehenna by się dawno skończyła?

          - Miałam kilka powodów, by nie wracać. Po pierwsze, proces wcale nie musiałby
          być sprawiedliwy, a wiadomo, kto w czasach komunizmu sterował sądami. Atakowano
          przecież mojego stryja, księdza kanonika z Katowic! Właśnie przez spreparowane
          oskarżenia rzucane wobec mnie tuż po wojnie. Moją rodzinę obrzucano błotem. Nie
          chciałam im tego robić.

          Teraz jednak zdecydowała się Pani przerwać milczenie.

          - Na początku panu nie ufałam, bałam się, że trafię na dziennikarza, który goni
          za sensacją i pieniędzmi. Taki niesprawiedliwy artykuł zniszczyłby moje życie w
          Londynie i być może pozbawiłby mnie przyjaciół, których mam w Anglii. Po kilku
          latach nalegań postanowiłam jednak zaufać i przekazać swoją wiedzę w tej
          sprawie.

          Najważniejsze pytanie w Pani sprawie dotyczy chyba przełomu maja i czerwca 1941
          roku. Wtedy gestapo Panią aresztowało, ale w przeciwieństwie do wielu innych
          członków ruchu oporu, Panią wypuszczono. Proszę opowiedzieć o tych trzech
          tygodniach. Co się działo?

          - Aresztowano mnie w mieszkaniu Pawła Ulczoka, którego wcześniej poznałam.
          Wyglądało to na sfingowaną sprawę, bo sam Ulczok i kobieta, która też tam
          przebywała, chwilę wcześniej jakby zapadli się pod ziemię. Przewieziono mnie do
          więzienia w Katowicach przy ulicy Mikołowskiej, stamtąd doprowadzano na
          przesłuchania. Byłam przerażona. Oni wszystko o nas wiedzieli. Znali nazwiska,
          adresy, kontakty.

          Dlaczego zatem Panią wypuścili?

          - Nie jestem pewna. Na pewno wszystko to zawdzięczam komisarzowi kryminalnemu
          Paulowi Breuche. Był dla mnie dobry, pomagał, pozwolił skontaktować się z
          rodziną, a w końcu pomógł w zwolnieniu.

          Pani przeciwnicy powoływali się na fakt, że mogła Pani wyjechać na studia do
          Wiednia, czy do szkoły w Lipsku. Przecież Ślązacy w czasach wojny nie mogli
          sobie pozwolić na takie wojaże.

          - To też zawdzięczam między innymi Breuchemu. Breuche zachowywał się wobec mnie
          bardzo dobrze, sama nie wiem, czemu to zawdzięczać.

          Podobno się w Pani zakochał...

          - Może tak było, nie wiem. Wiele na to wskazuje, ale ja mu się niczym nie
          odwdzięczałam. Niektórzy powtarzają, że byłam jego kochanką. Bzdury. Byłam
          niewinna, moim pierwszym narzeczonym był mój mąż Andrzej. A to było już po
          wojnie. Niemiec Breuche lubił mnie, ale spotkaliśmy się ledwie kilka razy.
          Wiele mu zawdzięczam, ponieważ zlikwidował moje akta.
          • szwager_z_laband Re: teoriow ciong dalszy 27.10.06, 12:47
            Zarzuty wobec Pani są bardzo poważne. W akcie oskarżenia mówi się o
            przyczynieniu się do śmierci kilku osób. Jak Pani odpowie na takie oskarżenia?

            - To wszystko nie ma sensu. Ja nie znałam większości tych ludzi, spotykałam
            niektórych może raz, innych chyba wcale na oczy nie widziałam. Miałam
            siedemnaście lat, byłam młodziutką kurierką, znałam w całej organizacji ledwie
            kilka osób, nie miałam żadnego dostępu do tych najważniejszych postaci. To jest
            nielogiczne, by mi to wszystko zarzucać.

            Znajduje Pani jakieś żelazne argumenty na swoją obronę?

            - Profesor Alojzy Targ, mój nauczyciel z gimnazjum, a potem znany działacz
            ruchu podziemnego. Miałam kontakt z nim, przez pewien czas kontaktowałam się z
            jego ludźmi. Nikomu nic się nie stało, a wiem, że Targ był bardzo poszukiwany
            przez gestapo.

            Kto zatem wsypał wszystkich z Pani organizacji?

            - Kiedy byłam przesłuchiwana w gmachu gestapo, w pewnym momencie otworzyły się
            drzwi i pojawił się Ulczok. W niemieckim mundurze. Byłam przestraszona i
            zdezorientowana, ale on chyba równie bardzo, bo szybko wybiegł. Breuche
            powiedział mi wtedy, że Ulczok dla nich pracuje. Wiele z tych aresztowań
            musiało być jego robotą.

            Gdyby można było cofnąć czas, czy zmieniłaby Pani coś w swoim życiu?

            - Na pewno. Nie zrezygnowałabym z konspiracji, ale zachowałabym się inaczej.
            Gdy wstępowałam do ruchu oporu, ani słowa nie zdradziłam na ten temat ojcu.
            Teraz wiem, że to był błąd. On był powstańcem śląskim i też wtedy działał w
            konspiracji. Teraz, gdyby można było cofnąć czas, na pewno wszystko robiłabym
            za jego radą.

            Nie chce Pani wrócić na starość do Polski?

            - Jestem już 85-letnią kobietą, ostatnio nęka mnie choroba. Bardzo tęsknię, ale
            wątpię, by dane mi było jeszcze zobaczyć Katowice...

            Czuje się Pani niewinna?

            - Tak, zdecydowanie czuję się niewinna. Czuję - to złe słowo. Ja po prostu
            jestem niewinna.


            • szwager_z_laband Re: teoriow ciong dalszy 27.10.06, 12:50
              bi.gazeta.pl/im/8/3706/z3706508X.jpg
              bi.gazeta.pl/im/9/3706/z3706509X.jpg
              bi.gazeta.pl/im/3/3706/z3706103X.jpg
              • szwager_z_laband a dalyj 27.10.06, 13:02
                mysla ze sie odezwie K.Karwat ...
                • ballest Re: a dalyj 27.10.06, 13:18
                  Laband, ona jest niewinna, wierzam ji na 100%
                  • szwager_z_laband Re: a dalyj 27.10.06, 13:23
                    Ballest jo ta geszichta znom juz od bajtla:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka