annak12
30.11.06, 09:19
Warszawa nie chce oddać śląskiego lwa
Tomasz Malkowski
2006-11-29, ostatnia aktualizacja 2006-11-29 21:33
Władze stolicy nie zamierzają zwrócić rzeźby lwa, która przed laty zniknęła z
Bytomia.
O śpiącym lwie - rzeźbie, którą zaprojektował wybitny górnośląski artysta
Theodor Erdmann Kalide - pisaliśmy wiele razy. W 1873 roku postument pojawił
się na bytomskim rynku. Najpierw zdobił pomnik ofiar wojny prusko-francuskiej,
potem został przeniesiony do parku miejskiego, w okolice palmiarni. Na
przełomie lat 50. i 60 dzieło zniknęło. Rok temu bytomscy historycy Zdzisław
Jedynak i Przemysław Nadolski odnaleźli dzieło Kalidego przy bocznym wejściu
do warszawskiego zoo. Od tego czasu miasto stara się o odzyskanie lwa.
Wiosną tego roku władze stolicy zgodziły się oddanie rzeźby, pod warunkiem że
potwierdzą się informacje o jej pochodzeniu. Nadolski przygotował szczegółową
ekspertyzę dotyczącą lwa. W archiwach znalazł m.in. koszty budowy, listy
darczyńców, którzy ofiarowali w sumie 1799 talarów na stworzenie monumentu
(6786 talarów pochodziło z budżetu powiatu).
- Bezsprzecznymi dowodami pochodzenia rzeźby jest umieszczona na niej data i
miejsce jej odlania: 1873 rok, Gladenbeck w Berlinie. Obie te informacje
przemawiają na korzyść Bytomia. Co więcej, w tamtej odlewni tylko raz wykonano
dzieło Kalidego - argumentuje Nadolski.
Dokumentację wysłano do Warszawy, ale nie przekonała ona tamtejszych
urzędników, którzy domagają się bardziej jednoznacznych dowodów.
- Rzeźba jest u nas od 1956 roku. Gdyby pojawiła się w latach 40., można by
podejrzewać szabrownictwo, ale później musiała trafić tu legalnie. Podobno w
latach 60. lew stał jeszcze w Bytomiu, więc nie ma pewności, że to ta sama
figura - mówi Włodzimierz Konrad, zastępca dyrektora warszawskiego zoo.
Barbara Klajmon, bytomski miejski konserwator zabytków: - Nie wiemy, kiedy lew
zniknął, dlatego apelujemy do mieszkańców - jeśli mają jakieś zdjęcia albo
pamiętają ostatnie lata rzeźby, prosimy, by się z nami skontaktowali. Warszawa
jest ostrożna, bo oddanie rzeźby byłoby precedensem. W stolicy jest wiele
zabytków pochodzących z innych miast, może urzędnicy boją się fali żądań
dotyczących ich zwrotu.
Do akcji odzyskania lwa od początku włączył się Ruch Autonomii Śląska. - W
odzyskanie zagrabionej figury powinni zaangażować się ludzie, którym leży na
sercu sprawa dziedzictwa kulturowego naszego regionu. Dlatego apelujemy o
wysyłanie do władz Warszawy protestów - mówi Jerzy Gorzelik, historyk sztuki i
przewodniczący RAŚ.
Formularz z treścią protestu można znaleźć na www.raslaska.org.
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,3763604.html
Wa-wa wszystko legalnie zabierała!:(