Dodaj do ulubionych

MITY, LEGENDY, CIEKAWOSTKI

20.09.07, 14:04
www.bornesulinowo.pl/Turystyka/Ciekawostki/ciekawostki.htm
Borne Sulinowo zawsze owiane było tajemnicą, czemu zresztą trudno się dziwić
biorąc pod uwagę historię miasta. Dwóm wielkim armiom, które władały tu
poprzednio, zupełnie nie zależało na reklamie swoich poczynań. Cała struktura
miasta zbudowana została dla potrzeb Wehrmachtu od podstaw, co daje duże
możliwości techniczne stworzenia pod ziemią "części niejawnej" miasta. Równie
tajemnicze co cały okres pobytu było nagłe opuszczenie miasta przez żołnierzy
niemieckich. W trakcie walk o Wał Pomorski, którego ówczesny Gross Born był
ważną częścią składową, wojska niemieckie po prostu wyszły z miasta
pozostawiając je w stanie nienaruszonym.

Równie (jeśli nie bardziej) tajemniczy był "okres radziecki" w dziejach
miasta, kiedy to Borne Sulinowo było najpilniej strzeżoną bazą Północnej Grupy
Wojsk. Choć wojska te oficjalnie nie posiadały w Polsce rakiet strategicznych
z głowicami atomowymi, to w pobliżu poligonu pozostały po nich potężne silosy
rakietowe, w których najprawdopodobniej było to "nie istniejące" uzbrojenie.

To i wiele innych faktów powoduje, że atmosfera tajemniczości towarzyszącą
miastu nie przemija i co jakiś czas wraca z nową siłą.

1. Miasto – widmo, czyli jak ukryć 18.000 hektarów



Oficjalnie Borne Sulinowo „nie istniało”. Nie było zaznaczone na mapach, w
atlasach samochodowych, a wiodące do miasta drogi „urywały się” gdzieś w
okolicach Krągów czy Starowic. Nawet, jeżeli się nie urywały, to i tak
„prowadziły” tylko nad jezioro Pile, ewentualnie do punkcika na mapie (wieś?
kolonia ?) o nazwie „Sulinowo” (takie mapy, odsłaniające rąbek tajemnicy,
zaczęły się pojawiać dopiero w latach 70-tych). Zresztą nie miało to większego
znaczenia, bo i tak droga każdego niezorientowanego kierowcy kończyła się tuż
za Krągami, przed szlabanem, wokół którego stali uzbrojeni czerwonoarmiści i
składali kierowcy propozycję nie odrzucenia: „zawracajcie”.

Jeżeli ktoś próbował szczęścia, jadąc od strony Nadarzyc, napotykał podobny
szlaban przy rozjeździe na wysokości Starowic. Natomiast jadący trzecią
możliwą drogą, z Łubowa, otrzymywali propozycje nie do odrzucenia na mostku w
Liszkowie.

W przewodniku dla turystów-kajakarzy brzeg jeziora Pile określono jako
„niedostępny, nie nadający się do biwakowania”. Z kolei 18.000 hektarów
poligonu było opisane w ewidencji gruntów jako „tereny leśne”.

2. Podziemia



Najbogatsza i wzbudzająca najwięcej emocji legenda dotycząca Bornego Sulinowa,
czekająca na swoje wyjaśnienie. W tym akurat przypadku wydaje się to
stosunkowo łatwe, wystarczy po prostu znaleźć podziemną część (zakładając
oczywiście że istnieje) naszego miasta. Gdyby było to takie łatwe jak się
wydaje, dzisiaj podziemiami spacerowałyby wycieczki. Niestety, nie spacerują.

Badania radiestezyjne przeprowadzone przez inż. Jana Kasińskiego wykazały, że
pod miastem zlokalizowane są m.in. kolej wąskotorowa, zakład produkcyjny,
podziemny magazyn oraz szereg ciągów komunikacyjnych. Poza tym istnieć miałyby
kompleksy schronów, tuneli i wiele innych pomieszczeń.

Nie ma bezpośredniego dowodu że powyższe obiekty istnieją, choć z drugiej
strony trudno uwierzyć żeby militarne miasto, w którym mieszkało kilkanaście
tysięcy żołnierzy nie miało choćby jednego schronu przeciwlotniczego, a tych
właśnie w mieście po prostu nie ma. Nawet przy wybujałej fantazji, trudno
wyobrazić sobie sytuację kiedy na dźwięk syreny alarmującej o nalocie, tysiące
żołnierzy Wehrmachtu z oficerami i ich rodzinami na czele, rozbiega się w
popłochu po okolicznych lasach, aby po minięciu zagrożenia wrócić do miasta.
Dodatkowym argumentem przemawiającym "za", może być fakt iż w bardzo
podobnym, można powiedzieć siostrzanym mieście Winsdorf (leżącym na terenie
Niemiec) jest rozległa, podziemna część.

Czy rosyjskie wojska korzystały z podziemi i na ile skutecznie je zamaskowali,
czy jak twierdzą niektórzy - zasypali ? Podobno w ostatnich miesiącach pobytu
Rosjanie zwozili do miasta duże ilości materiałów budowlanych, z których ...
niczego nie zbudowano. Jak powszechnie wiadomo, na każdej budowie część
materiałów ulega "odparowaniu", lecz żeby aż 100 % ? Czyżby użyto ich do
zamurowania wejść do podziemi ? W całej tej sprawie jest oczywiście miażdżąca
przewaga pytań nad odpowiedziami. Czy te proporcje ulegną kiedyś zmianie -
czas pokaże.

3. "Podwodny las"



Jeśli porównać mapy topograficzne z lat 30-tych ze współczesnymi, to wyraźnie
widać dużą różnicę kształtu wyspy na jeziorze Pile. Wyspa leżąca u
południowego brzegu jeziora, w pobliżu miasta, nosząca przed II wojną nazwę
Rodberg, jest obecnie zdecydowanie mniejsza. Brakująca, całkiem pokaźna część
wyspy jest obecnie na dnie jeziora, na głębokości ok. 18 m. W związku z tym,
że najprawdopodobniej (podobnie jak dzisiaj) całą wyspę porastał gęsty las,
mamy w jeziorze Pile podwodną wersję lasu sosnowego.

Narosłe wokół tego faktu legendy mówiły między innymi o tym że na wyspie była
baza niemiecka baza miniaturowych łodzi podwodnych - wysadzona pod koniec II
wojny, oraz że aktualny kształt wyspy to efekt potężnej eksplozji
przeprowadzonej przez Rosjan. Po wojnie mieli zebrać wszelkie niewypały i
niewybuchy aby zdetonować je na wyspie.

Prawda, być może jest bardziej prozaiczna. Badania przeprowadzone przez nurków
z pisma "Odkrywca" wykazały, że "podwodny las" to efekt naturalnych procesów
geologicznych. Zapadła się grota wapienna istniejąca pod powierzchnią wyspy.
Czy to ostatnia hipoteza ? Trudno o jednoznaczną odpowiedź.
Obserwuj wątek
    • hanys_hans Re: MITY, LEGENDY, CIEKAWOSTKI 22.09.07, 18:46
      www.sciaga.pl/tekst/746-1-mity_i_prawdy_o_narodzie_polskim
      Mity i prawdy o narodzie polskim.

      Sarmatyzm to pogląd o szczególnym pochodzeniu szlachty polskiej. Opierając się
      na XVI - wiecznych historykach twierdzono, że szlachta polska wywodzi się od
      Sarmatów, starożytnego plemie-nia, zamieszkującego przed wiekami ziemie polskie.
      Sarmatom przypisywano wiele wspaniałych cech charakteru, jak np. wrodzoną dumę,
      waleczność, odwagę, męstwo, wierność, itp.. Szlachcie taka koncep-cja własnego
      pochodzenia i własnych przodków bardzo przypadła do gustu - zaczęto więc
      poszukiwać własnych korzeni, tworzyć rodowody oparte na sarmackim pochodzeniu,
      powstał właściwie jeden ogromny sarmacki mit szlachecki.

      Dopiero w późniejszym okresie czasu określenie to zaczęło wiązać się z
      negatywnymi cechami szlachty: lękiem przed wszystkim, co obce, nacjonalizmem,
      nietolerancją religijną, awanturnictwem, skłonnościami do bijatyk, umiłowaniem
      zbytku, ciasnymi horyzontami myślowymi i dewocyjną poboż-nością. Sarmatyzm to
      również pewna niechęć do nauki - za wystarczające wiadomości Sarmaci uznawali te
      wyniesione z kolegiów jezuickich. Pod koniec Baroku najjaskrawiej chyba
      uwidocznił się zanik ducha obywatelskiego i brak troski o losy ojczyzny.
      Sarmatyzm stał się synonimem rozpadu i zaniku kultury dawnego rycerstwa polskiego.

      Pierwsze słowa krytyki na temat szlachty polskiej pojawiają się już w epoce
      Renesansu. Mikołaj Rej w "Krótkiej rozprawie między trzema osobami Panem, Wójtem
      i Plebanem" krytykuje szlachtę za przekupstwo panujące w sejmach, w których
      pomyślność wyroku uzależniona jest od wysokości łapówki. Jeszcze bardziej boli
      Mikołaja Reja brak troski o losy kraju i prywata oraz niezgoda panująca w
      polskim sejmie.

      "Każdy na swe skrzydło goni (…)
      Pewnie Pospolitej rzeczy
      Żadny tam nie ma na pieczy".

      Także najwybitniejszy poeta polskiego Renesansu nie szczędzi słów krytyki pod
      adresem szlachty. W pieśni "O spustoszeniu Podola" stwierdza, że Polacy okryli
      się wieczną hańbą, dopuszczając do najazdu Tatarów na Podole. Pozwolili się
      zawojować narodowi dzikiemu, koczowniczemu, który nie umie nawet zbudować wsi
      ani miast. Kochanowski zarzuca też polskiej szlachcie krótkowzroczność i
      lekkomyślność. Nie umieją oni skutecznie odeprzeć ataku Tatarów, a przecież
      rośnie w oczach nowa po-tęga - Turcja, która już ingeruje w sprawy wewnętrzne
      Polski, próbując wpłynąć na wybór króla. Poeta przestrzega też tak mało
      odpowiedzialnych Polaków, żeby porzucili wystawne życie, przetopili talerze na
      talary i pomyśleli o obronie.

      W "Odprawie posłów greckich" Jan Kochanowski krytykuje społeczeństwo trojańskie
      przekup-ne, pozbawione troski o losy kraju. Czytelnik jednak doskonale orientuje
      się, że poecie chodzi o społe-czeństwo polskie. Świadczą o tym takie szczegóły
      jak marszałek obrad z laską, głosowanie przez rozstą-pienie się itp.
      Społeczeństwo to pozbawione jest silnego rządu, brak w nim poszanowania prawa i
      spra-wiedliwości, wszystko zaś "złotem kupić trzeba". Także słowa skierowane pod
      adresem młodzieży tro-jańskiej, dotyczą młodzieży polskiej. Lenistwo, obżarstwo,
      pijaństwo doprowadziło do tego, że ledwo zdołają się oni poruszać w lekkich
      jedwabiach, a cóż dopiero mówić o ciężkiej zbroi. Śpią, wylegują się do
      południa, nie potrafią więc stanąć na warcie. Są zupełnie nieprzydatni do obrony
      ojczyzny.

      Podobnie problem ten dostrzega poeta Baroku, Wacław Potocki we fraszce
      "Pospolite ruszenie". Ta formacja polskiej szlachty zwoływana tylko na wypadek
      wojny również była całkowicie nieprzydatna do obrony granic. Świadczy o tym
      przedstawiony przez poetę epizod rozgrywający się w obozie. Rot-mistrz przed
      spodziewanym, nocnym atakiem wroga rozkazuje szlachcie, aby zajęła wcześniej
      wyzna-czone stanowiska. Szlachta jednak obrażona jest zuchwalstwem rotmistrza,
      który odważył się przerwać im pierwszy, najbardziej błogi sen.

      Wacław Potocki krytykuje także niezwykłe zamiłowanie polskiej szlachty do
      przepychu, bo-gactwa i życia ponad stan w satyrze pod tytułem "Zbytki polskie":

      "O czymże Polska myśli i we dnie, i w nocy?
      Żeby sześć zaprzęgano koni do karocy,
      Żeby srebrem pachołków od głowy do stopy,
      Sługi odziać koralem, burkatelą stopy;
      Żeby na paniej perły albo dyjamenty,
      A po służbach złociste świeciły się sprzęty".

      Dziwi go też niepomiernie niezwykła niefrasobliwość polskiej szlachty, która nie
      chce zrozu-mieć, że jeśli polska utraci niepodległość, wówczas przepadną
      wszystkie jej bogactwa. Natomiast w jed-nym z fragmentów "Wojny chocimskiej"
      Wacław Potocki ubolewa nad upadkiem ducha rycerskiego. To właśnie zamiłowanie do
      wystawnego życia i zbyt wyszukanego, obfitego jedzenia doprowadziło szlachtę
      niegdyś odważną, pełną wigoru i gotową do obrony ojczyzny do całkowitej zmiany
      postawy:

      "Patrzmy też, co za ludzi miały tamte wieki,
      Którzy nam tę ojczyznę dali do opieki! (…)
      Przebóg! cóż nas w tak drobne przerobiło mrówki?
      Zbytkami nieszczęsnymi, łakomymi garły
      Samiśmy się w pigmejów postrzygli i w karły".

      Wszechstronną krytykę polskiej szlachty przynosi dydaktyczna literatura wieku
      Oświecenia, któ-rej głównym celem stało się pouczanie społeczeństwa poprzez
      wyszydzanie i piętnowanie jego wad.

      Krasicki często zajmuje się krytyką zachowań szlachty; najwyraźniej widać to w
      jego satyrach krytykuje wiele aspektów sprawy: marnotrawstwo, lenistwo, hazard,
      lekkomyślność, zachwycenie cudzo-ziemszczyzną, konserwatyzm szlachecki (w tym
      sarmatyzm), no i oczywiście zachowania takie jak pijań-stwo.

      "Żona modna" krytykuje wzorce zachodnie, modę i zepsucie. Jest to satyra o
      formie dialogu. Mąż żony modnej opowiada o niej swojemu znajomemu. On, wychowany
      według tradycyjnych zasad moralnych, oburza się na widok tego, co wyrabia jego
      żona: jest rozrzutna, strasznie dba o to, aby być jak najbardziej w zgodzie z
      francuską modą, na wieś jedzie więc w angielskiej karecie na resorach, do której
      żona ładuje całe zapasy różnych dziwnych przedmiotów, które zajmują tyle
      miejsca, że pan Piotr nie mo-że znaleźć tegoż dla siebie. Także skrytykowała
      starą oddaną służbę. Skrytykowała wystrój skromnego szlacheckiego dworku i
      wprowadziła natychmiast w życie co wymyśliła i dworek zamienił się w pałac z
      wręcz groteskowym wyposażeniem; na balach organizowanych przez żonę pan Piotr
      musi harować jakby był służbą, po fajerwerkach sam musi gasić płonącą stodołę;
      jednak nie szkoda nam go, gdyż ożenił się tylko z powodu owych czterech wsi w
      posagu, które i tak nie wystarczają na pokrycie zachcianek żony. Przysłowie -
      próżny żal po szkodzie.

      Satyra "Do króla" jest bezpośrednio krytyką króla z punktu widzenia ciemnej masy
      szlachty, a w rzeczywistości pochwałą króla, jego zalet i krytyką ciemnoty
      szlachty. Z tych zaleto-wad Krasiński wy-mienia: polskie pochodzenie króla,
      opiekę nad artystami, nowe metody rządzenia, jego poglądy, wiek itp.

      "Świat zepsuty" jest jakby szybkim zasygnalizowaniem ogólnej tematyki satyr,
      bowiem wymie-nia w nich autor wiele ujemnych cech szlachty obok siebie:
      bezprawie, zajmowanie się pomnażaniem własnych majątków za wszelką cenę, egoizm
      szlachecki, no i oczywiście brak troski o losy Polski. Na koniec poeta
      przywołuje znany już motyw Polski jako tonącego okrętu, który każdy musi ratować
      lub zginąć razem z nim.

      Komedia doby stanisławowskiej także walczyła z wadami i przywarami szlachty.
      Julian Ursyn Niemcewicz w utworze "Powrót Posła" przedstawia patriotyczny obóz,
      reprezentowany przez Podkomo-rzego i jego rodzinę. Popierają oni wszystkie
      postępowe projekty reform politycznych takich jak zniesie-nie liberum veto,
      wolnej elekcji i wprowadzenie dziedziczności tronu, wzmocnienie władzy królewskiej.

      Natomiast obóz konserwatywny został przez poetę ośmieszony i skrytykowany.
      Starosta Gadul-ski jest człowiekiem pozbawionym wszelkich uczuć patriotycznych.
      Tęskni za saskimi czasami anarchii, ki
      • hanys_hans Re: MITY, LEGENDY, CIEKAWOSTKI 22.09.07, 18:48
        Natomiast obóz konserwatywny został przez poetę ośmieszony i skrytykowany.
        Starosta Gadul-ski jest człowiekiem pozbawionym wszelkich uczuć patriotycznych.
        Tęskni za saskimi czasami anarchii, kiedy to "robiono co chciano".
        Niefrasobliwie też przyznaje, że "wcale nie czyta lub przynajmniej mało". Broni
        też z uporem szkodliwych dla Rzeczypospolitej starych przywilejów szlacheckich.
        Majątek swój pomnożył różnymi, często nielegalnymi sposobami. Jest także
        starosta człowiekiem odpychającym w życiu prywatnym. Wciąż gada dużo i bez
        sensu, jest chciwy, gotów jest poświęcić szczęście swej jedynej córki Teresy i
        wydać ją za mąż, za takiego kawalera, który nie będzie żądał posagu.

        W dzisiejszych czasach również niektóre osoby przejawiają postawę sarmacką.
        Współcześni "szlachcice" różnią się bardzo od tych sprzed setek lat, jednakże
        podłoże ich postępowania jest bardzo podobne. Ludzie tego pokroju są bardzo
        często są zapatrzeni w swoje sprawy i rzeczy "jak w obrazek", i nie ma
        możliwości aby coś co do nich należy było gorsze od innych lub słabe, zaś sami
        ludzie są po pro-stu doskonali. Postawa taka pochodzi często ze stanu
        majątkowego ludzi, którzy tak uważają. Przedstawi-ciele najbogatszych warstw
        społecznych uważają, że są nietykalni i na wszystko mogą sobie pozwolić,
        wyolbrzymiają swoje problemy, które dla przeciętnych ludzi są bardzo proste i
        przyziemne. Najbogatsi zapominają o pozostałych ludziach, a często nawet o
        członkach najbliżej rodziny co sprawia ból. Ich po-stępowanie sprowadza się
        tylko do zachwalania własnych zalet i do ukrywania wad, których często jest
        bardzo dużo. Rzadkością wśród dzisiejszych Sarmatów jest zajmowanie się
        przyziemnymi sprawami, uważają, że są stworzeni do wyższych celów, i często są w
        wielkim błędzie.

        Moim zdaniem takie postępowanie powinno być negowane prze całe społeczeństwo,
        może wte-dy współcześni Sarmaci zmieniliby się. Osobiście z przykrością
        stwierdzam, że jest więcej ludzi tego typu i wszystko wskazuje, że ilość ich
        jeszcze wzrośnie. Jest to bardzo niepokojące ponieważ niedługo ludzie zapomną o
        wszystkim i wszystkich i będą jedynie zapatrzeni w siebie. Uważam, że można a
        nawet należy pomagać takim ludziom by nasze społeczeństwo stało się jednym
        narodem a nie "zbieraniną" osób które sądzą że są "naj".
        • hanys_hans Re: MITY, LEGENDY, CIEKAWOSTKI 22.09.07, 18:59
          www.wsp.krakow.pl/konspekt/22/chrobaczynski.html
          • hanys_hans Re: MITY, LEGENDY, CIEKAWOSTKI 22.09.07, 19:15
            poland.indymedia.org/pl/2005/08/15536.shtml
            • hanys_hans Re: MITY, LEGENDY, CIEKAWOSTKI 22.09.07, 19:48
              wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=8755
              Fałszywa historia Polski

              Ilość fałszu na temat ojczystej historii, jakim faszeruje się nas przez całe
              życie, jest przeogromna. Nie chodzi tu o żadne stereotypy czy mity narodowe, ale
              o zwyczajne kłamstwa, które kładzie się do głowy ludziom młodym i starym, bez
              różnicy.
              dalej »



              Bitwy i batalie

              Wydawać by się mogło, że po upadku komunizmu skończy się to lanie wody i
              "wmawianie dziecka w brzuch", ale gdzie tam. Tak jak dawniej bitwa pod Lenino,
              gdzie tysiące uratowanych od Sybiru nieszczęśników poległo w szczerym polu bez
              wsparcia radzieckich armat, uchodziła za zwycięstwo i była jądrem mitu o "wojsku
              ludowem", tak i dzisiaj straszą nas różne historyczne potworki z lat dawnych i
              nowych. Ot, choćby początek II wojny światowej. Wszyscy wiedzą, że rozpoczęła
              się od strzałów na Westerplatte. A to nieprawda, bo zaczęła się od bombardowania
              Wielunia, który dzielni chłopcy z Luftwaffe zmietli z powierzchni ziemi w
              krótkim czasie. Co prawda ostatnio władza przypomniała sobie o tym i oddała
              wielunianom sprawiedliwość, organizując u nich rocznicowe obchody (dwa albo trzy
              lata temu), ale potem wszystko wróciło do normy. Znów świętujemy na Westerplatte.

              Z dawniejszych półprawd najbardziej lubię bitwę pod Ostrołęką, która we
              wszystkich podręcznikach opiewana była jako sukces polskiego oręża. Z sukcesem
              miało to tyle wspólnego, że w porę udało się uciec z tego całkowicie źle
              rokującego miejsca. To prawda, zabłysła tam gwiazda generała Bema, to właśnie on
              i jego żołnierze zamienili sytuację beznadziejną na złą i takie to było
              "zwycięstwo". Podobnie, choć nieco lepiej było z bitwą pod Płowcami. "Pierwsze
              zwycięstwo Polaków nad zakonem" to były dwie bitwy jednego dnia. Pierwszą
              Łokietek wygrał, a drugą przegrał. Gwiazda wielkiego, bez dwóch zdań, monarchy
              zaczęła blednąć, kiedy na wojsko polskie ruszyły główne siły zakonu. Jaki realny
              wymiar miał ten sukces? Podaję za Wikipedią: Krzyżacy zaczęli się liczyć z
              Polakami na ich własnym terytorium. Innymi słowy: kurczę, nie mogę już bezkarnie
              sam okradać mu domu i spać z jego żoną, kiedy on ogląda telewizję, muszę sobie
              wziąć kogoś do pomocy, bo gotów jeszcze uderzyć mnie w twarz.

              Gdybyż można było pisać jedynie o tym, że wyolbrzymia się triumfy i zataja
              klęski, ale nie, nie można, bo w Polsce zachowujemy się tak, jakby istniały
              tylko dwie możliwości "obcowania" z odbiornikiem radiowym: radio wyłączone albo
              radio włączone na cały regulator. Żadna skala zjawisk, a co za tym idzie, realna
              ocena nie istnieje. Prócz dziejowych brązowników istnieją jeszcze zawodowi
              krytycy. Ci zwykli oceniać bitwy tak, jakby sukces polskiej armii wtedy tylko
              był ważny i pełnowartościowy, kiedy armia ta stanęłaby wobec wroga naga i bosa i
              bitwę wygrała. Nic taniej. Wszelkie "szczęśliwe okoliczności" towarzyszące
              sukcesom militarnym postrzegane są przez krytyków jak materiał obciążający, a
              nie powód do radości. Z jakąż satysfakcją odmawia się Piłsudskiemu autorstwa
              sukcesu w Bitwie Warszawskiej, jak podkreśla się nieudolność bolszewickich
              dowódców oraz braki Armii Czerwonej.

              Podobnie jest z polityką, która wypełnia w Polsce całą przestrzeń publiczną i
              którą ocenia się według kryteriów rodem z pensjonarskiej powieści. Wszelkie
              makiawelizmy są z miejsca potępiane, za to wariaci skazujący naród na cierpienia
              i śmierć wynoszeni są pod niebiosa. W kwietniu 1939 roku wszyscy w Polsce
              słuchali przemówienia Becka na temat guzików i innych elementów garderoby. Mowa
              była piękna, ale jej skutki opłakane. Cztery miesiące później tysiące rzewnych i
              wzruszonych słuchaczy pana ministra pojechało na Syberię. Tymczasem dziś jeszcze
              słychać głosy, że Beck wielkim politykiem był. Krytykuje się za to z lubością
              Piłsudskiego za Brześć i Berezę, bo to "pogrzeb demokracji i parlamentaryzmu".
              Och, czemuż ten pogrzeb nie nastąpił 20 lat wcześniej, a Dziad nie pożył jeszcze
              z 10! Na pewno byłoby piękniej.



              Przywódcy i królowie

              Wielką atencją darzy się w Polsce Romana Dmowskiego, określa się go zwykle
              terminem "realista polityczny". Nie wiem, jak można nazywać realistą człowieka,
              który wszystkie swoje rachuby polityczne wyliczył źle i źle przewidział
              przyszłość. Jak można nazywać realistą człowieka, który nie licząc się z faktami
              i najpewniej w ogóle nie myśląc o nich, lansował model państwa jednolitego
              narodowo i postulował polonizację mniejszości. Jak naród po 122-letniej niewoli,
              bez własnych silnych instytucji kulturalnych i politycznych, zmagający się z
              tysiącznymi trudnościami, rozwarstwiony ekonomicznie i etnicznie miał
              kogokolwiek spolonizować i do "polskości" w ogóle zachęcić? Na to pytanie nie ma
              odpowiedzi.



              Mało kto pamięta również, że Grabski (endek), podpisując traktat w Rydze, oddał
              Rosjanom znacznie więcej, niż się spodziewali. Oddał im na przykład całą
              Mińszczyznę, gdzie mieszkało dziesiątki tysięcy Polaków, którzy zostali
              wymordowani lub wywiezieni na Syberię. Fakty te nie spędzały snu z powiek
              polonizatorom z Narodowej Demokracji, a tamtą tragedię przysłoniły późniejsze,
              znacznie większe.









              Cofnijmy się nieco w przeszłość. Daleki jestem od gloryfikowania ostatniego
              króla Polski. Dobrze by było jednak przyjrzeć się kilku faktom i postaciom z
              epoką stanisławowską i samym królem związanym. Dlaczego Stanisław August nie
              został pochowany na Wawelu, jak inni władcy Polski? A chowano go nie tak dawno
              przecież, prochy króla przeniesiono z Wołczyna do Warszawy w latach 90. XX
              wieku. Po cichu mówiono, że prymas Glemp się nie zgodził, bo to był mason. Tak
              jakby nie było biskupów masonów. Oczywiście Stanisław August był rosyjskim
              mianowańcem, ale na Wawelu leżą te dwie swołocze August II i jego syn August III
              i co? Grom z jasnego nieba jakoś nie uderzył?

              Jeśli już przypominamy sobie tę piękną epokę ( II połowa XVIII wieku), kołacze
              się nam w głowie nieszczęsne hasło "za króla Stasia"... Dobry Boże, dlaczego nie
              dałeś temu krajowi Szekspira. Za króla Stasia żyła cała plejada postaci, przy
              których Otello, Jago, Hamlet i Juliusz Cezar to mydłki bez charakteru i krzty
              wyobraźni. Pierwszy z brzegu - Hugo Kołłątaj, ksiądz podkanclerzy, klecha i
              jakobin w jednym, krwawy Hugo, szczery patriota, który w godzinie próby pierwszy
              błagał króla, by podpisał akces do konfederacji targowickiej (jeszcze jeden
              polityczny realista). Józef Poniatowski, bratanek króla, ledwo mówiący po polsku
              austriacki pułkownik, książę. Znany jako ten, który nie dopuścił do dowodzenia w
              wojnie 1792 roku "genialnego stratega" Kościuszki, bo ten był "nisko urodzony".
              Postępki wspomnianego Kościuszki we wspomnianej wojnie i później dowodzą, że
              dobrze zrobił. Może i był młody Poniatowski narwany, może i marzyła mu się
              sława, ale opędzał się Rosjanom tak, jak tego wymagały okoliczności, a
              okoliczności jak zwykle nam nie sprzyjały. Odsądzany od czci i wiary, bo czasem,
              zamiast dowodzić wojskiem, zdarzało mu się pić wino w towarzystwie "dziewek
              przedajnych".

              Jan Henryk Dąbrowski - generał Maczek tamtej epoki - najbardziej niezrozumiany
              człowiek w historii Polski, zawsze wygrywał (prawie, raz przegrał z Suworowem we
              Włoszech), wiecznie posądzany o to, że broni Polski, bo mu płacą. Zaciągnął się
              do polskiego wojska, zostawiając dom w Dreźnie i posadę oficera w wojsku saskim
              (rzeczywiście, zrobił interes życia!). Ledwo mówił po polsku, w czasie
              insurekcji kościuszkowskiej jako jedyny odnosił poważne sukcesy, całkowicie
              zapomniane. Jakobin i mason. Czekam, kiedy Giertych zażąda zmiany hymnu, bo
              piosenka jest wszak o bezbożnym masonie. Kiedy dowodził Legionami Polskimi we
              Włoszech i 3 maja 1798 wkroczył do Rzymu, posadził tam republikańskie drzewo
              wolności (zgroza, przed Bazyliką św. Piotra!). Jemu jedynemu po upadku
              Rzeczpospolitej Suworow zaproponował posadę generała w rosyjskiej armii.
              Dąbrowski tego nie wziął. Ciekawe, co by na jego miejscu zrobił Ko
              • hanys_hans Re: MITY, LEGENDY, CIEKAWOSTKI 22.09.07, 19:50
                wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=8755
                Dąbrowski tego nie wziął. Ciekawe, co by na jego miejscu zrobił Kołłątaj, gdyby
                oczywiście był żołnierzem.

                Popatrzmy jeszcze dalej w przeszłość. Ulubiony władca połowy uświadomionych
                historycznie Polaków - Kazimierz Wielki. Kiedy był jeszcze młody, uciekł z pola
                bitwy pod Płowcami. Kazał utopić księdza Baryczkę, który przeciwstawiał się jego
                romansom z różnymi damami. Owe romanse wyobrażają sobie ludzie zwykle jako
                festiwal rycerskiej dworności, którego finałem jest jakaś sympatyczna orgietka.
                Tymczasem król potrafił przy współudziale własnej siostry zwabiać do komnat
                dziewczęta, zamykać się z nimi sam na sam i zwyczajnie gwałcić, a następnie
                grozić im i ich rodzinom śmiercią i kalectwem. Ksiądz Baryczka się tym praktykom
                przeciwstawiał, więc kazał go król Kazimierz utopić. Był Kazimierz ojcem
                ogromnej liczby nieślubnych dzieci nie potrafiącym dać krajowi legalnego
                potomka. Według dzisiejszych kanonów uznany byłby za przestępcę politycznego.
                Dobrowolnie zrzekł się Pomorza i Śląska. W swoim testamencie podzielił kraj
                między Ludwika Węgierskiego i księcia Kaźka Słupskiego. Niesłusznie wynoszony na
                piedestał polityczny niewydarzeniec niedorastający do pięt swojemu znakomitemu ojcu.

                Symbole

                Niech sobie ta kolumna Zygmunta stoi tam, gdzie stoi, ale na litość, nie
                wmawiajcie turystom, że ten człowiek był coś wart. Religijny fanatyk opętany
                myślą o nawróceniu Rusi, którą zamierzał przekazać we władanie swemu synowi.
                Autor szeregu obłędnych koncepcji politycznych pchający kraj do wojny ze
                Szwecją, która ani była potrzebna, ani sensowna. W imię czego? W imię tego, że
                roiło mu się królowanie po obu brzegach Bałtyku. Myślę czasem o tym, jak dalece
                nieuświadomiony alkoholizm wpływał na politykę w dawnych wiekach. Dziś, kiedy
                mamy samoloty, promy i łączność satelitarną, autor takiej koncepcji wysłany
                byłby do wariatkowa. Zygmunt był człowiekiem, u którego proces decyzyjny
                przebiegał wolniej, niż poruszają się czułki winniczka, nie myślał i nie chciał
                myśleć o faktach (kolejny realista), pochłaniały go koncepcje. Mitoman, który na
                nasze nieszczęście żył za długo.

                Niech dzieci dalej czytają Sienkiewicza, ale niech ktoś im wytłumaczy, że to
                tylko powieść, że to nie historia, że mit stworzony przez Sienkiewicza jest
                urokliwy i wciąż uwodzicielski, ale buduje niebezpieczne złudzenia. Takie
                mianowicie, że historia jest piękną bajką dla dorastających chłopców. Otóż nie
                jest i obyśmy się o tym nie przekonali po raz kolejny. Nie patrzmy na przeszłość
                przez pryzmat "Trylogii", bo zobaczymy potworka. Nie uczmy historii XVII wieku
                poprzez XIX-wieczną powieść. To błąd prosty, ale nagminny.

                Powstania - tym, którzy negują sens powstań narodowych, rzec mogę tyle, że bez
                nich nie byłoby żadnej Polski - ani przedwojennej, ani obecnej. Co jakiś czas
                ktoś tworzy konstrukcję, gdzie po jednej stronie znajdują się "romantyczni
                powstańcy", a po drugiej "twardo chodzący po ziemi kapitaliści". Wspomniana
                konstrukcja tyle ma wspólnego z prawdą, co bitwa pod Ostrołęką ze zwycięstwem.
                Przypominam: Leopold Kronenberg dawał pieniądze na powstanie styczniowe. Inna
                sprawa, dlaczego to robił i czy były to jego pieniądze.

                Doradzałbym trochę inne spojrzenie na powstania, mniej emocjonalne. Oto mamy
                1792 rok, Polska przegrywa wojnę w obronie Konstytucji 3 maja, przegrywa decyzją
                polityczną króla, który decyduje się przystąpić do targowicy. Zostaje armia -
                około 60 tysięcy ludzi rozlokowanych po całym kraju. Następuje II rozbiór. Dwa
                lata później rządząca kadłubkiem Polski targowica przekazuje ludowi rozkaz
                najjaśniejszej imperatorowej: zredukować armię do 12 tysięcy. 48 tysięcy
                zdrowych, uzbrojonych i zaprawionych w walce mężczyzn zostaje bez środków do
                życia, bez perspektyw. Mogą co najwyżej zaciągnąć się do armii rosyjskiej lub
                emigrować. Aktywna politycznie emigracja waha się, czy rozpocząć walkę. Jeden z
                dowódców nie wytrzymuje - brygadier Antoni Madaliński wsadza swoją stacjonującą
                w Ostrołęce (znowu Ostrołęka) brygadę na konie i rusza na południe, mordując po
                drodze wszystko, co nie nosi polskiego munduru (jakże słusznie). Powstanie -
                bunt zdesperowanych żołnierzy. Klasyczne. Dlaczego o tym nie ma filmu?

                Michał Radoryski
                • hanys_hans Re: MITY, LEGENDY, CIEKAWOSTKI 23.09.07, 08:47
                  www.poema.art.pl/site/sub_8017.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka