Dodaj do ulubionych

Początki związku

16.04.02, 23:00
Jestem z mężczyzną od miesiąca... codziennie dzwonił, spotykaliśmy się
regularnie. Trzy dni temu poszliśmy na całość... dziś umówiliśmy się na obiad i
było... jakoś inaczej. To znaczy dobrze, bez tego dreszczyku... A dziś po raz
pierwszy zapowiedział, że zostanie z kolegami w pubie dłużej (wiem z kim i
gdzie, bo to stały rytuał, który znam). Tylko że wcześniej wychodził, by do
mnie zadzwonić, a teraz wolał zostać z kolegami...
Od razu mówię, że nie jest to typ podrywacza i łamacza serc niewieścich. Nic
nie obiecywał i nie wyznawał. To poważny facet, który się do mnie przymierza.
Tylko po prostu nie wiem, jak tłumaczyć to jego zachowanie. Czy jest to oznaka,
że się zniechęcił albo zwątpił, czy to jest naturalne? Przyznam się, że sama
nie jestem pewna swoich uczuć i nie umiem powiedzieć, co do niego czuję. Jestem
przy nim spokojna i daje mi poczucie pewności. Umówiliśmy się znowu,
oczywiście, planujemy wspólną majówkę. tylko ten dzisiejszy brak telefonu jakoś
mnie wybił z rytmu... czy aby nie przesadzam?
Obserwuj wątek
    • Gość: pchla Re: Początki związku IP: *.kalisz.sdi.tpnet.pl 16.04.02, 23:25
      wiesz ja sama nie wiem czy przesadzasz ale ja tez bym pewnie sie zastanawila
      nad tym na twoim miejscu i tez bym sie martwila ale ja wiem czemu bo ja nie
      ufam facecikom ale nie warto mowie ci ufaj mu i moze nie zazwonil bo jeszcze
      nie wrocil albo myslal ze juz spisz nie wiem w kazdym razie nie rob mu wymowek
      jutro pozdrawiam papatki
      • nie_wiem Re: Początki związku 16.04.02, 23:29
        Dał znak smsem, ze dłużej posiedzi w pubie i życzył dobranoc... Był taki jak
        zawsze, tylko że... Wiem, znam teorię z gumką i tak dalej... ale nie wiem, czy
        przypadkiem to, co tak pieknie się rozwijało nie więdnie...
        • Gość: izis Re: Początki związku IP: 213.25.158.* 17.04.02, 00:34
          Uff...nie doradzę Ci nic, jestem staroświecka w tych sprawach...
          Myslę jednak, abyś zaufała trochę swemu mężczyźnie. W koncu do tej pory
          nie dał Ci nic złego do zrozumienia. Niestey , mężczyźi tacy są.
    • Gość: remy Re: Początki związku IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.04.02, 06:37
      Nie martw się na zapas. Czasami trzeba dać mężczyźnie trochę "odskoczyć", żeby
      mógł potem jeszcze bardziej ochoczo wrócić. Nie myślę tu, rzecz jasna, o
      żadnych skokach w bok, tylko o takim niewielkim luzie, chwili oddechu. To jest
      każdemu potrzebne.
      • kusy666 Re: Początki związku 17.04.02, 07:52
        Popieram,facec potrzebuje troche wolnosci, ale to tez moze byc proba na ile on
        moze sobie juz teraz pozwolic.
        Moja propozycja jezeli to sie bedzie czesciej zdarzalo to zrob tak samo jak on
    • Gość: charlie Re: Początki związku IP: 217.11.133.* 17.04.02, 10:13
      Wydaje mi sie że jesteś troszke przewrażliwona. Powinnaś mu powiedzieć o swoich
      obawach, a napewno wyjaśniswoje zachowanie. Jest oczywiście taka mozliwość
      że "po pójsciu na całość" coś go zniechęciło w Tobie, a może tak jak TY nie był
      pewien czegoś , a teraz nie wie jak CI o tym poiwedizeć?? Skoro i TY nie jestes
      pewna co do Niego czujesz to powinnaś konicznie z nim usiąść i pogadać... po co
      pchać się w coś dalej z narastającymi wątpliwościami....

      pozdrawiam serdecznie
    • Gość: j Re: Początki związku IP: 10.0.50.* 17.04.02, 10:42
      poprzednia rada - o zastanowiniu sie czy chcesz tego zwiazku wydaje mi sie
      bardzo dobra. Ale kiedy juz dojdziesz do wniosku, ze chcesz i ze mu ufasz,
      powiedsz mu po prostu - bylo mi przykro, ze nie zadzwoniles albo - dziwnie sie
      czulam wczoraj bez telefonu od Ciebie. Z moim facetem ta metoda zwasze sie
      idealnie sprawdza. Jest mu przykro, ze bylam/jestem smutna i stara sie nie
      robic tego wiecej.
      Ostatecznie skoro juz pierwsza noc za wami mozesz sie troche odslonic.
      Zakladajac, ze mu na Tobie zalezy, bedzie sie staral o Ciebie dbac. Moj
      przynajmniej zawsze promienieje, gdy widzi, ze sprawia, ze jestem szczesliwa.
      Tez jestesmy na poczatku - ale bardziej zaawansowanym.
      Powodzenia
    • Gość: pak Re: Początki związku IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.4.* 17.04.02, 11:21
      nie_wiem napisał(a):

      > Jestem z mężczyzną od miesiąca... codziennie dzwonił, spotykaliśmy się
      > regularnie. Trzy dni temu poszliśmy na całość... dziś umówiliśmy się na obiad i
      >
      > było... jakoś inaczej. To znaczy dobrze, bez tego dreszczyku... A dziś po raz
      > pierwszy zapowiedział, że zostanie z kolegami w pubie dłużej (wiem z kim i
      > gdzie, bo to stały rytuał, który znam). Tylko że wcześniej wychodził, by do
      > mnie zadzwonić, a teraz wolał zostać z kolegami...
      > Od razu mówię, że nie jest to typ podrywacza i łamacza serc niewieścich. Nic
      > nie obiecywał i nie wyznawał. To poważny facet, który się do mnie przymierza.
      > Tylko po prostu nie wiem, jak tłumaczyć to jego zachowanie. Czy jest to oznaka,
      >
      > że się zniechęcił albo zwątpił, czy to jest naturalne? Przyznam się, że sama
      > nie jestem pewna swoich uczuć i nie umiem powiedzieć, co do niego czuję. Jestem
      >
      > przy nim spokojna i daje mi poczucie pewności. Umówiliśmy się znowu,
      > oczywiście, planujemy wspólną majówkę. tylko ten dzisiejszy brak telefonu jakoś
      >
      > mnie wybił z rytmu... czy aby nie przesadzam?

      Idz do biblioteki i przeczytaj sobie ksiazke "Kobiety sa z Wenus a mezczyzni z
      Marsa".
      Wydaje mi sie, ze nie masz sie czym martwic. Najwazniejsza jest jednak rozmowa.
      Wiem z autopsji, ze czlowiek moze zaczac interpretowac fakty i zachowania w
      zupelnie inny sposob niz powinien. Potem dochodzi sie do blednych wnioskow i
      zgubnych decyzji.

      Zycze ciekawej rozmowy i powodzenia
    • Gość: magda Re: Początki związku IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 17.04.02, 12:44
      Nie przejmuj sie, tak to juz jest z Tymi facetami :)) jemu sie wydaje, ze nie
      zrobil nic zlego, Ty sie zadreczasz i rozmyslasz a on nie wie o co chodzi.Sama
      podchodze emocjonalnie (za emocjonalnie) do wszytskiego co dziej sie w moim
      zwiazku i czasami zamartwiam sie dwa lub trzy dni i wkoncu wybucham a on nie
      zdawal sobie sprawy z tego ze sprawil mi przykrosc. Pamietam jak spedzalismy
      kazda chwilke ze soba i jaka bylam zszokowana gdy namawial mnie do wyjscia z
      kolezankami - od razu myslalam dlaczego :))), tysiac mysli na minute moze cos
      sie zmienilo, dreszczyk niepenosci gdy sam poszedl na piwo :)) teraz gdy to
      wspominam usmiecham sie ale wtedy bylo to dla mnie przerazajaco. Wiec u Ciebie
      zapewne bedzie tak samo. Pozdrawiam i zycze powodzenia
    • nie_wiem Re: Początki związku 17.04.02, 18:36
      Dzięki serdeczne wszystkim, którzy się wpisali... Naprawdę to pomogło.:) Nie
      jestem młodą, niedoświadczoną dziewczynką i znam reakcje i męskie zachowania.
      Marsjanów i Wenusjanki też znam.:) Ale jak widać, teoria swoje a życie swoje.
      Może dzięki takiej wiedzy lepiej się to znosi, bardziej świadomie, ale na pewno
      nie bezboleśnie!
      W każdym razie faktem jest, że wiele we mnie niepewności i obaw. O uczucia jego
      i swoje. On mi nic nie mówi... jest czuły, przytulamy się bez przerwy jak
      jesteśmy razem, wiele od niego dostaje, dba o moje samopoczucie itd... ale
      wiem, że nie odczuwa potrzeby bycia ze mną cżęściej. Może dlatego, że to
      początek i nie oswoiliśmy się ze sobą do końca.
      Jestem niecierpliwa, ktoś napisał, że przewrażliwiona... i pewnie ma rację.
      Tylko że już bym chciała wiedzieć, czy to zakwitnie w pełni, czy umrze gdzieś
      po drodze, rozmyje się... zaspokojenie pierwszego głodu czułości, seks... a
      potem tylko spotkania raz, dwa razy w tygodniu. Tego się boję.
      Rozmawiamy o tym ze sobą. On zna moje obawy, zapewnia jednak, że wszystko się
      pięknie rozwija... tylko wszystko ma swoją kolej i etap. Sama nie wiem... jutro
      się z nim zobaczę i powiem mu, co czuję...
      • nie_wiem Re: Początki związku 17.04.02, 18:38
        Nie "Marsjanów" a "Marsjan" :))) Przepraszam!:)))
    • Gość: grogreg Re: Początki związku IP: *.univ.szczecin.pl 17.04.02, 18:39
      Przesadzasz.
      On tylko sprawdza jak dluga jest smycz.
      • nie_wiem Re: Początki związku 17.04.02, 19:27
        Nie ma smyczy.
        Ale jak za daleko pobiegnie to jak wróci to może mnie nie zastać...
        • zlakobieta Na prawde sie nie zamartwiaj 17.04.02, 19:57
          ja w takiej sytuacji w ogole bym nie wspomniala facetowi o swoich "obawach".
          Pierwszy raz sie kochaliscie i to zmienia wszystko.
          Jest to krok dalej - duzy krok dla waszego zwiazku (szczegolnie jesli mezczyzna
          traktuje Cie powaznie), ale jednoczesnie jest to dopiero etap poznawania siebie
          nawzajem i na tym etapie za wczesnie jest urzadzac wspolne mieszkanie i
          planowac imiona dla dzieci.
          Czesto mezczyzna zaczyna podswiadomie obawiac sie, ze w tym momencie kobieta
          zacznie sobie takie rzeczy wyobrazac i jakby odruchowo "sprawdza dlugosc
          smyczy" (tak juz ktos tu napisal) to znaczy, ze sprawdza czy nagle nie
          zaczniesz go ograniczac roszczac wieksze prawa do jego osoby.
          Prawda jest taka, ze Ty nie mozesz go ograniczac ani wymagac!
          To on ma chciec byc z Toba.
          Jemu ma brakowac Twoich wymagan.
          On ma sie zastanawiac czy Tobie przeszkadza, ze spedza czas z kolegami (bo moze
          Tobie wcale az tak nie zalezy;)
          Nie wiem czy zrozumialas co mam na mysli.
          Facet, ktory zostanie zasypany na drugi dzien po spotkaniu z kolegami pytaniami
          w stylu: "dlaczego nie zadzwoniles?' "dlaczego tylko krotki SMS?" "dlaczego
          wolales isc z nimi?" "moze juz Ci na mnie nie zalezy?" itp...
          albo uslyszy zwierzenia w stylu "tak sie zaniepokoilam, ze poszedles z
          kolegami, a do mnie nie zadzwoniles... wyjasnij mi prosze co do mnie tak
          naprawde czujesz?" Taki facet po prostu pomysli "rany, skoro taki problem
          pojawil sie na poczatku, to co bedzie potem? Moze kiedys bede chcial pojechac z
          kumplami na ryby, a ona bedzie mi ryczec w domu, ze jej nie zabralem".

          powtarzam jeszcze raz - jemu na Tobie zalezy i dlatego przyslal SMSa, a jezeli
          sie myle - moze byc tak jak napisal Charlie, ze jemu cos nie pasuje, to tez
          okaze sie w najblizszym czasie, bo jesli nie bedziesz dramatyzowac ani zmuszac
          go do "powaznych rozmow", to bedzie mial szanse zakonczyc ten zwiazek "z
          twarza', a i Ty nie bedziesz miec dyskomfortu, ze zrobilas z siebie narzucajaca
          sie neurotyczke.

          Rozpisalam sie strasznie i chyba troche chaotycznie ale moze to cos pomoze.
          pozdrawiam bardzo serdecznie i powodzenia.
          • nie_wiem Re: Na prawde sie nie zamartwiaj 17.04.02, 20:13
            Zła-dobra Kobieto, jesteś aniołem.:))) Naprawdę.:))) Wszystko zrozumiałam i
            przyznaję rację w 100%:)))
            Wiesz, dzięki Tobie od wczoraj poczyłam sie świetnie, tak naprawdę.:)))))
            Duży buziak.:))))
            • nie_wiem Re: Na prawde sie nie zamartwiaj 17.04.02, 20:20
              Aha. Myślę, że Mu raczej pasuję... Dziś się zaesemesował na amen i
              zapowiedział, że zadzwoni wieczorem.:)
          • Gość: grogreg Re: Na prawde sie nie zamartwiaj IP: 212.160.165.* 18.04.02, 08:41
            Wiesz co, Ty naprawde zla kobieta jestes.
            • nie_wiem Re: Na prawde sie nie zamartwiaj 18.04.02, 09:55
              Wcale tak nie uważam. Zła Kobieta jest po prostu życiowa, mądra i nie chce
              nikogo skrzywdzić. Dlaczego zła? Bo chce, by meżczyzna żył w małej niepewności,
              czy jego kobieta na pewno jest jak ten przysłowiowy wierny pies? Kobiety i tak
              ciągle na Was czekają... w domu, w pracy, myślą w Was, chcą z wami spędzać jak
              najwięcej czasu. Wy potrzebujecie oddechu od nas... co jakiś czas. Ten czas
              jest Wasz, bez wątpienia. Co nie znaczy, że kobieta ma wtedy zgryzać poduszke i
              przywiązać sobie telefon do nogi! Ma prawo NIE CZEKAĆ. Czy dlatego Zła kobieta
              jest zła, bo tak uważa? Że mężczyźnie należy się trochę tej niepewności, która
              kobiety wiecznie ogarnia?
              • Gość: grogreg Re: Na prawde sie nie zamartwiaj IP: 212.160.165.* 18.04.02, 13:14
                Dlaczego zła? Bo chce, by meżczyzna żył w małej niepewności

                Malej niepewnosci?!!!!
                Nie ma gorszej tortury.

                A jak Tobie sluzy owa mala niepewnosc co?

                > czy jego kobieta na pewno jest jak ten przysłowiowy wierny pies? Kobiety i tak
                > ciągle na Was czekają... w domu, w pracy, myślą w Was, chcą z wami spędzać jak
                > najwięcej czasu.

                Uhahahah! Uwazaj bo uwierze.

                > Wy potrzebujecie oddechu od nas... co jakiś czas. Ten czas
                > jest Wasz, bez wątpienia. Co nie znaczy, że kobieta ma wtedy zgryzać poduszke i
                >
                > przywiązać sobie telefon do nogi! Ma prawo NIE CZEKAĆ.

                Ten oddech ma byc oddechm, a nie pieklem na ziemi. Jesli chcialasby spedzic urlop
                bez swojego faceta to chcialabys miec pewnosc, ze nie bedzie sie szlajal i inna
                prawda?

                > Czy dlatego Zła kobieta
                > jest zła, bo tak uważa? Że mężczyźnie należy się trochę tej niepewności, która
                > kobiety wiecznie ogarnia?

                A czym wy sie od nas roznicie? Ze niby my jestesmy6 czegos pewni? A moze my nie
                czujemy bolu co?

                Mozesz mi wierzyc co dotyka was dotyka i nas. Wplyw plci na osobowosc jest
                naprawde niewielki.
            • zlakobieta To nie do konca tak... 18.04.02, 10:17
              ...piszac to wszystko mialam na mysli "niepewnosc" w takim pozytywnym-
              inspirujacym znaczeniu.
              Ten rodzaj niepewnosci nie polega na tym, zeby mezczyzne trzymac w szachu, czy
              nie okazywac mu swoich uczuc. Chodzi o to, zeby nie zadusic go swoimi
              uczuciami.
              Mezczyzna w zwiazku ma prawo do swobody i kobieta nie ma prawa ograniczac mu
              jej wberw jego woli. Jezeli on nie pojedzie na ryby tylko zostanie ze mna, to
              ja jestem w siodmym niebie i on natychmiast to czuje ale czuje tez, ze ta
              decyzja byla JEGO decyzja i nie uslyszalby z mojej strony zadnych wyrzutow
              gdyby pojechal.
              Niewykluczone, ze ja podobnie jak nie_wiem siedzialabym w domu smutna i
              zastanawiala sie czy on mnie kocha ale na pewno nie zadreczylabym go pytaniami
              o to po powrocie.
              Chyba mnie zle po prostu zrozumiales. Takie postepowanie nie ma w sobie nic z
              falszu, czy ukrywania swoich uczuc. Po prostu pewne uczucia, a raczej odczucia
              sa tak typowo kobiece i niezrozumiale dla mezczyzny, ze przestaja byc
              obiektywnie racjonalne, kiedy sie je wyartykuluje. Dlatego facet nie musi o
              nich wiedziec. Wazne jest, ze obojgu na sobie zalezy i ze sie kochaja.
              Najgorsze co moze zrobic kobieta, to rozbic na czynniki pierwsze kazdy postepek
              mezczyzny, a nastepnie bezpodstawnie zadreczac tym siebie i jego. Facet doznaje
              szoku uslyszawszy potem wynik takiej analizy, bo nie zdawal sobie nawet sprawy
              z przypisywanych mu intencji ;)

              PS:Wynik takiego postepowania moze byc rozny. moze sie na przyklad okazac, ze
              nie jestesmy dla siebie i facet bedzie po prostu coraz czesciej wybieral umowne
              ryby zamiast mnie i wtedy wszystko jasne - jest rozstanie, ale moze byc tez
              inaczej :)
              Mezczyzni, z ktorymi do tej pory w ten sposob postepowalam (tylko dwoch, a wiec
              nie wiem czy to miarodajne ;) doceniali to po prostu i bylo/jest nam razem
              cudownie, czego zycze Wam wszystkim (oczywiscie nie razem we trojke tylko z tym
              aktualnym obecnie, a z ex - wczesniej hi hi hi...).
              Pozdrawiam i buziaczki.
              • Gość: grogreg Re: To nie do konca tak... IP: 212.160.165.* 18.04.02, 13:26
                zlakobieta napisał(a):

                > ...piszac to wszystko mialam na mysli "niepewnosc" w takim pozytywnym-
                > inspirujacym znaczeniu.

                niepewnosc nie ma pozytywnego charakteru

                > Ten rodzaj niepewnosci nie polega na tym, zeby mezczyzne trzymac w szachu, czy
                > nie okazywac mu swoich uczuc. Chodzi o to, zeby nie zadusic go swoimi
                > uczuciami.

                Albo zupelnie sie nie rozumiemy, albo rozumiemy sie bardzi dobrze.

                Oczywiscie ze nie wolno trzymac bliskiej osoby w szachu. Jest to forma dominacji,
                a dominacja jednej strony to praktycznie koniec udanego zwiazku. To samo
                dotyczy "duszenia uczuciami"

                > Mezczyzna w zwiazku ma prawo do swobody i kobieta nie ma prawa ograniczac mu
                > jej wberw jego woli.

                i na odwrot

                > Jezeli on nie pojedzie na ryby tylko zostanie ze mna, to
                > ja jestem w siodmym niebie i on natychmiast to czuje ale czuje tez, ze ta
                > decyzja byla JEGO decyzja i nie uslyszalby z mojej strony zadnych wyrzutow
                > gdyby pojechal.

                Racja, po stokroc racja.

                > Niewykluczone, ze ja podobnie jak nie_wiem siedzialabym w domu smutna i
                > zastanawiala sie czy on mnie kocha ale na pewno nie zadreczylabym go pytaniami
                > o to po powrocie.

                Nie kocha bo poszedla na ryby? Daj spokoj.

                > Chyba mnie zle po prostu zrozumiales. Takie postepowanie nie ma w sobie nic z
                > falszu, czy ukrywania swoich uczuc. Po prostu pewne uczucia, a raczej odczucia
                > sa tak typowo kobiece i niezrozumiale dla mezczyzny, ze przestaja byc
                > obiektywnie racjonalne, kiedy sie je wyartykuluje. Dlatego facet nie musi o
                > nich wiedziec.

                Moze i nie musi, ale wie. My tez jestesmy empatami.

                > Wazne jest, ze obojgu na sobie zalezy i ze sie kochaja.
                > Najgorsze co moze zrobic kobieta, to rozbic na czynniki pierwsze kazdy postepek
                > mezczyzny, a nastepnie bezpodstawnie zadreczac tym siebie i jego. Facet doznaje
                > szoku uslyszawszy potem wynik takiej analizy, bo nie zdawal sobie nawet sprawy
                > z przypisywanych mu intencji ;)

                Ty naprawde masz nas za idiotow.



                • zlakobieta To nadal nie do konca tak... 18.04.02, 14:15
                  Gość portalu: grogreg napisał(a):

                  > niepewnosc nie ma pozytywnego charakteru

                  Tak naprawde to nigdy nie mozemy byc na 100% pewni uczuc drugiej osoby (przeciez
                  nia nie jestesmy). Jezeli ktos mysli na poczatku zwiazku (bo o tym stadium
                  piszemy) "ona/on mnie kocha na zaboj i co bym nie zrobil/a, to i tak bedzie
                  dobrze" to znaczy, ze jest po prostu delikatnie mowiac niemadry. Z drugiej strony
                  czujac te lekka, naturalna niepewnosc staramy sie spelnic oczekiwania osoby, na
                  ktorej nam zalezy i to wlasnie jest pozytywny efekt tej niepewnosci.
                  Dziala to w obie strony.
                  Opisalam sytuacje z punktu widzenia kobiety, bo to kobieta zalozyla ten watek.
                  Przyklad w obie strony wyglada tak:
                  On mysli:
                  Pojde z kolegami na piwko jak zwykle, bo przeciez mam prawo i nie musze sie
                  wyrzekac wszystkich moich przyjemnosci z czasow zanim ja poznalem ale zadzwonie
                  do niej, zeby wiedziala, ze pamietam i ze mi na niej zalezy, a nastepnym razem
                  nie pojade tylko spedzimy ten czas razem i ona na pewno to doceni."
                  Ona mysli:
                  On chce isc z kolegami na piwo. Bardzo bym chciala, zeby spedzil ten czas ze mna
                  ale przeciez nie moge tego wymagac, wiec usmiechne sie i niech idzie. Moze to
                  doceni i nastepnym razem bedzie wolal zostac ze mna."

                  Potem ona sie zastanawia tak jak zalozycielka watku - nie_wiem, czy on moze nie
                  jest przekonany do niej i juz zaczyna sie oddalac, czy tylko powtarza swoj
                  odwieczny rytual (zawsze jezdzil na ryby).
                  On z kolei zastanawia sie czy ona rzeczywiscie tak bardzo za nim szaleje, skoro
                  nie nalegala zeby zostal z nia.
                  To normalne.

                  Nie powiesz mi, ze rozpoczynajac jakis zwiazek nie zastanawiasz sie nad motywami
                  kierujacymi partnerka, nad tym czy jest z Toba szczera, czy jej na Tobie zalezy
                  tak jak Tobie na niej...
                  Co robisz Grogreg w przypadku, kiedy szalejesz za jakas dziewczyna, po kilku
                  randkach okazuje sie, ze ona za toba mniej, albo wrecz wolalaby zakonczyc
                  znajomosc. Chyba nie powiesz mi, ze idziesz na zywiol i np. wyznajesz milosc oraz
                  chwytasz ja za kostki, zeby nie odeszla.
                  Albo odwrotnie - spotykales sie z kobieta ale po kilku randkach stwierdziles, ze
                  to nie to wiec powoli sie oddalasz, zeby jej nie ranic, a ona robi Ci gwaltowne
                  sceny, bo sie zakochala po 6 spotkaniach (sic!). To dopiero dramat.
                  Taka mysl (z dramatyczna scena) moze komus w desperacji przyjsc do glowy ale
                  przeciez nikt (prawie) jej nie realizuje. Dlaczego tego nie robia? Bo to glupie.
                  Nie sa ze soba od 15 lat, a tylko dopiero probowali czy do siebie pasuja.

                  Niepewnosc, o ktorej pisalam nie ma zadnego zwiazku z dominacja ktorejkolwiek ze
                  stron. Uwierz mi, bo wiem z doswiadczenia, ze zwiazek w ktorym ktoras ze stron
                  probuje dominowac lub dominuje jest calkowicie przegrany.

                  >
                  > Nie kocha bo poszedla na ryby? Daj spokoj.

                  Widzisz?! Mowiles o empatii, a nie wiesz, ze wielu kobietom takie mysli chodza po
                  glowie. Wiem, ze tak jest, bo czesto kolezanki zwierzaja mi sie z takich rzeczy.
                  Na poczatku nie wierzylam wlasnym uszom ale tak juz jest. W dodatku jedne sobie
                  przetlumacza, ze to faktycznie glupota, a drugie robia afere bez sensu.


                  > > Wazne jest, ze obojgu na sobie zalezy i ze sie kochaja.
                  > > Najgorsze co moze zrobic kobieta, to rozbic na czynniki pierwsze kazdy
                  postepek
                  > > mezczyzny, a nastepnie bezpodstawnie zadreczac tym siebie i jego. Facet
                  doznaje
                  > > szoku uslyszawszy potem wynik takiej analizy, bo nie zdawal sobie nawet
                  sprawy
                  > > z przypisywanych mu intencji ;)
                  >
                  > Ty naprawde masz nas za idiotow.
                  >
                  Nie mam mezczyzn za idiotow ale mam racje w kwestii, o ktorej pisze.
                  Sam powiedziales kilka wierszy wyzej "nie kocha, bo poszedl na ryby? - daj
                  spokoj". Wiec gdyby kobieta zarzucila Ci taka intencje bylbys zaskoczony.
                  Co ja poradze, ze tak jest i takie mysli przychodza kobietom do glowy, a Ty mi
                  nie wierzysz. To, ze dla ciebie taka mysl jest bezsensowna nie oznacza, ze jestes
                  idiota. Oznacza, ze Ty jestes inny i tak bys nie pomyslal (wiekszosc mezczyzn by
                  tak nie pomyslala) i w tym sensie napisalam, ze glupota ZE STRONY KOBIETY jest
                  opowiadac mezczyznie o takich odczuciach.

                  Sie nawyjasnialam ;)

                  I tak uwazam, ze myslisz podobnie jak ja, tylko pewnie nie potrafie jasno
                  wytlumaczyc swojego stanowiska i stad nieporozumienie.
                  Pozdrawiam.

                  • Gość: fafa *_* IP: 213.134.156.* 18.04.02, 15:54
                    "Miłość u mężczyzn jest tylko poczuciem błogości, zadowolenia i szczęścia,
                    które im przynosi. Przeciwnie się dzieje u kobiet. Ich miłość poczyna się
                    jakimś straszliwym niepokojem, niewysłowioną obawą i trwogą. I słusznie
                    Albowiem dla nich miłość jest tylko bramą do nieskończonych cierpień i bólów,
                    droga do ustawicznych poświęceń zdrowia i życia, czasem się staje rzutem w
                    objęcia śmierci - szczęścia z niej mają tylko tyle, ile go może dać poświęcenie
                    się dla szczęścia drugiego, ile go daje świadomość, że uszczęśliwiły tego,
                    którego ukochało ich serce."
                    Z. Kaczkowski

                  • Gość: grogreg Re: To nadal nie do konca tak... IP: 212.160.165.* 19.04.02, 11:36

                    >> niepewnosc nie ma pozytywnego charakteru
                    >
                    > Tak naprawde to nigdy nie mozemy byc na 100% pewni uczuc drugiej osoby (przecie
                    > z
                    > nia nie jestesmy). Jezeli ktos mysli na poczatku zwiazku (bo o tym stadium
                    > piszemy)

                    Jasne, ze nie jestesmy. Co nie znaczy, ze niepewnosc jest przyjemna i nalezy z
                    premedytacja dozowac ja partnerowi.

                    > Z drugiej stro
                    > ny
                    > czujac te lekka, naturalna niepewnosc staramy sie spelnic oczekiwania osoby,
                    na
                    > ktorej nam zalezy i to wlasnie jest pozytywny efekt tej niepewnosci.

                    Ehe. I dajemy kogos kims nie jestesmy. W konsekwencji oszukujemy druga osobe.


                    > Dziala to w obie strony.
                    > Opisalam sytuacje z punktu widzenia kobiety, bo to kobieta zalozyla ten watek.
                    > Przyklad w obie strony wyglada tak:
                    > On mysli:
                    > Pojde z kolegami na piwko jak zwykle, bo przeciez mam prawo i nie musze sie
                    > wyrzekac wszystkich moich przyjemnosci z czasow zanim ja poznalem ale zadzwonie
                    >
                    > do niej, zeby wiedziala, ze pamietam i ze mi na niej zalezy, a nastepnym razem
                    > nie pojade tylko spedzimy ten czas razem i ona na pewno to doceni."
                    > Ona mysli:
                    > On chce isc z kolegami na piwo. Bardzo bym chciala, zeby spedzil ten czas ze mn
                    > a
                    > ale przeciez nie moge tego wymagac, wiec usmiechne sie i niech idzie. Moze to
                    > doceni i nastepnym razem bedzie wolal zostac ze mna."

                    Sytuacja idealna i pewnie nieosiagalna. Co zreszta jest geneza watku.


                    > Potem ona sie zastanawia tak jak zalozycielka watku - nie_wiem, czy on moze nie
                    >
                    > jest przekonany do niej i juz zaczyna sie oddalac, czy tylko powtarza swoj
                    > odwieczny rytual (zawsze jezdzil na ryby).
                    > On z kolei zastanawia sie czy ona rzeczywiscie tak bardzo za nim szaleje, skoro
                    >
                    > nie nalegala zeby zostal z nia.
                    > To normalne.
                    >
                    > Nie powiesz mi, ze rozpoczynajac jakis zwiazek nie zastanawiasz sie nad motywam
                    > i
                    > kierujacymi partnerka, nad tym czy jest z Toba szczera, czy jej na Tobie zalezy

                    Oczywiscie, ze sie zastanawiam. I to jak.

                    > Co robisz Grogreg w przypadku, kiedy szalejesz za jakas dziewczyna, po kilku
                    > randkach okazuje sie, ze ona za toba mniej, albo wrecz wolalaby zakonczyc
                    > znajomosc. Chyba nie powiesz mi, ze idziesz na zywiol i np. wyznajesz milosc or
                    > az
                    > chwytasz ja za kostki, zeby nie odeszla.

                    Ehe, Jeszcze by tego brakowalo.
                    Ze niby jak mam szalec za kims kogo nie znam? Kilka randek to jeszcze nie powod
                    aby za kims szalec. Na to trzeba miesiecy, jesli nie lat.


                    > Albo odwrotnie - spotykales sie z kobieta ale po kilku randkach stwierdziles, z
                    > e
                    > to nie to wiec powoli sie oddalasz, zeby jej nie ranic, a ona robi Ci gwaltowne
                    >
                    > sceny, bo sie zakochala po 6 spotkaniach (sic!). To dopiero dramat.

                    Nie naleze do facetow za ktorym kobiety "szaleja". Powyzsze mnie nie dotyczy.

                    > Taka mysl (z dramatyczna scena) moze komus w desperacji przyjsc do glowy ale
                    > przeciez nikt (prawie) jej nie realizuje. Dlaczego tego nie robia? Bo to glupie
                    > .

                    To kwestia emocji, nie rozumu. Nie kazdy panuje nad soba w takich chwilach.
                    Dlatego nie twierdze ze to glupie. To ludzkie ot, co.


                    > Nie sa ze soba od 15 lat, a tylko dopiero probowali czy do siebie pasuja.

                    Otoz to.

                    > Niepewnosc, o ktorej pisalam nie ma zadnego zwiazku z dominacja ktorejkolwiek z
                    > e
                    > stron. Uwierz mi, bo wiem z doswiadczenia, ze zwiazek w ktorym ktoras ze stron
                    > probuje dominowac lub dominuje jest calkowicie przegrany.
                    >

                    Racja, racja, po stokroc racja.

                    > > Nie kocha bo poszedla na ryby? Daj spokoj.
                    >
                    > Widzisz?! Mowiles o empatii, a nie wiesz, ze wielu kobietom takie mysli chodza
                    > po
                    > glowie. Wiem, ze tak jest, bo czesto kolezanki zwierzaja mi sie z takich rzeczy
                    > .

                    Partner co do ktorego mozna miec pewnosc idac "na ryby" nie daje powodow do
                    zazdrosci czy niepewnosci. Z drugiej strony nie mozna sobie rezerwowac calosci
                    praw do danej osoby po kilku tygodniach czy miesiacach znajomosci.


                    > > Ty naprawde masz nas za idiotow.
                    > >
                    > Nie mam mezczyzn za idiotow ale mam racje w kwestii, o ktorej pisze.
                    > Sam powiedziales kilka wierszy wyzej "nie kocha, bo poszedl na ryby? - daj
                    > spokoj". Wiec gdyby kobieta zarzucila Ci taka intencje bylbys zaskoczony.

                    Popelniasz pewien blad. Wrzucasz wszystkie kobiety do jednego worka i karzesz im
                    postepowac stereotypowo. Pewnie niektore by tak myslaly. Co do wiekszosci watpie.

                    > Co ja poradze, ze tak jest i takie mysli przychodza kobietom do glowy, a Ty mi
                    > nie wierzysz. To, ze dla ciebie taka mysl jest bezsensowna nie oznacza, ze jest
                    > es
                    > idiota.

                    Bezsensowna z punktu widzenia faceta? Doprawdy? A taka sytuacja. Ona idzie na
                    ryby a on sie zadrecza jewst wedlug Ciebie niemozliwa?

                    Oznacza, ze Ty jestes inny i tak bys nie pomyslal (wiekszosc mezczyzn b
                    > y
                    > tak nie pomyslala) i w tym sensie napisalam, ze glupota ZE STRONY KOBIETY jest
                    > opowiadac mezczyznie o takich odczuciach.
                    >
                    Oj nieufasz nam, nieufasz.

                    > Sie nawyjasnialam ;)
                    >
                    > I tak uwazam, ze myslisz podobnie jak ja, tylko pewnie nie potrafie jasno
                    > wytlumaczyc swojego stanowiska i stad nieporozumienie.
                    > Pozdrawiam.
                    >
                    Sa jednak pewne roznice.
                    Ty - niepewnosc, w rozsadnych dawkach, jest naturalna i pozyteczna.
                    ja - niepewnosc jest czesto i chetnie stosowana jako srodek wywierania presjina
                    druga strone, co jest okrutne i ohydne.
                    Ty - Kobiety i mezczyzni rozumuja biegunowo odmiennie i maja rozny stopien
                    uwrazliwienia (z przewaga u kobiet).
                    ja - Nie ma takich roznic.
                    Ty - Nie ma sensu mowic facetowi o swoich uczuciach bo i tak nie zrozumie, co
                    najwyzej pomysli ze jego kobietka to histeryczka i paranoiczka.
                    ja - Szczerosc to podstawa. Jesli z kims jestesmy to akceptujemy go takim jakim
                    jest. Jego uczucia tez.

                    • zlakobieta Re: To nadal nie do konca tak... 19.04.02, 12:33
                      Gość portalu: grogreg napisał(a):


                      ) ) Z drugiej stro
                      ) ) ny
                      ) ) czujac te lekka, naturalna niepewnosc staramy sie spelnic oczekiwania osoby,
                      ) na ktorej nam zalezy i to wlasnie jest pozytywny efekt tej niepewnosci.
                      )
                      ) Ehe. I dajemy kogos kims nie jestesmy. W konsekwencji oszukujemy druga osobe.
                      )
                      Tego nie napisalam! Nie chodzi o udawanie ale raczej o chec uszczesliwienia.
                      Myslimy bardziej o jej/jego potrzebach, a mniej o swoich. Byc moze dla Ciebie to
                      udawanie, a ja tak mam jak kocham. Jak mi na kims zalezy, to takie zachowanie
                      jest naturalne i niewymuszone. Moze faktycznie, to co napisalam o postepowaniu
                      praktycznym w takiej sytuacji moze wydawac sie sztuczna kalkulacja ale ja musze
                      troche zmusic sie do kalkulowania, bo mam taka nature, ze gdy sie zaangazuje, to
                      calkowicie zapominam o sobie i swoich potrzebach w celu uszczesliwienia
                      ukochanego (moje malzenstwo zakonczylo sie fiaskiem, bo moj maz tak sie
                      przyzwyczail do brania, ze calkowicie przestal sie liczyc z moimi potrzebami).
                      Popadlam w skarajnosc i nie wyszlo, dlatego teraz zmuszam sie do lekkiego
                      racjonalizmu.
                      Sorry, moze faktycznie to zle ale przynajmniej nigdy nie oszukalam nikogo, ze go
                      kocham.

                      ) ) Dziala to w obie strony.
                      ) ) Opisalam sytuacje z punktu widzenia kobiety, bo to kobieta zalozyla ten wa
                      ) tek.
                      ) ) Przyklad w obie strony wyglada tak:
                      ) ) On mysli:
                      ) ) Pojde z kolegami na piwko jak zwykle, bo przeciez mam prawo i nie musze si
                      ) e
                      ) ) wyrzekac wszystkich moich przyjemnosci z czasow zanim ja poznalem ale zadz
                      ) wonie
                      ) )
                      ) ) do niej, zeby wiedziala, ze pamietam i ze mi na niej zalezy, a nastepnym r
                      ) azem
                      ) ) nie pojade tylko spedzimy ten czas razem i ona na pewno to doceni."
                      ) ) Ona mysli:
                      ) ) On chce isc z kolegami na piwo. Bardzo bym chciala, zeby spedzil ten czas
                      ) ze mn
                      ) ) a
                      ) ) ale przeciez nie moge tego wymagac, wiec usmiechne sie i niech idzie. Moze
                      ) to
                      ) ) doceni i nastepnym razem bedzie wolal zostac ze mna."
                      )
                      ) Sytuacja idealna i pewnie nieosiagalna. Co zreszta jest geneza watku.

                      Dalczego mowisz, ze nieosiagalna? Jako kobieta wlasnie tak robie ale oczywiscie
                      nie mam pewnosci czy moj mezczyzna rozumuje dokladnie tak. Moge przypuszczac, bo
                      rzeczywiscie im dluzej jestesmy razem, tym wiecej czasu SAM CHCE ze mna spedzac,
                      a ja mam satysfakcje, ze do niczego go nie zmuszalam, chociaz z natury jestem
                      bardzo zaborcza.
                      Nie wiem czy takie zachowanie, to walka ze soba-swoja zaborczoscia, czy po prostu
                      rodzaj fortelu, ktory ma mojego ukochanego do mnie przyciagnac. Myslalam o tym
                      duzo ale nie wiem. Kazdy to moze zrozumiec inaczej, ale faktu, ze kocham naprawde
                      nie zmieni nikt.
                      )
                      ) aby za kims szalec. Na to trzeba miesiecy, jesli nie lat.
                      )
                      Podpisuje sie obiema rekami - trzeba duuuzo czasu!
                      Sa jednak ludzie bardzo egzaltowani, ktorzy zaraz na poczatku odczuwaja
                      intensywnie i czesto myla silne zauroczenie z miloscia. Im takie mysli przychodza
                      do glowy (znam przyklady).

                      ) ) Albo odwrotnie - spotykales sie z kobieta ale po kilku randkach stwierdzil
                      ) es, z
                      ) ) e
                      ) ) to nie to wiec powoli sie oddalasz, zeby jej nie ranic, a ona robi Ci gwal
                      ) towne
                      ) )
                      ) ) sceny, bo sie zakochala po 6 spotkaniach (sic!). To dopiero dramat.
                      )
                      ) Nie naleze do facetow za ktorym kobiety "szaleja". Powyzsze mnie nie dotyczy.

                      Co Ty mozesz o tym wiedziec ;)
                      Po prostu jeszcze nie spotkales wlasciwej kobiety i tyle. Na jakiej podstawie
                      uwazasz, ze nie nalezysz do tej grupy? Inteligencje posiadasz, zdolnoscia empatii
                      tez sie chwaliles, wiec czego Ci brakuje? (Blagam tylko nie pisz, ze jestes za
                      malo przystojny, bo sie zalamie).
                      )
                      ) ) Taka mysl (z dramatyczna scena) moze komus w desperacji przyjsc do glowy ale
                      ) ) przeciez nikt (prawie) jej nie realizuje. Dlaczego tego nie robia? Bo to
                      glupie.
                      )
                      ) To kwestia emocji, nie rozumu. Nie kazdy panuje nad soba w takich chwilach.
                      ) Dlatego nie twierdze ze to glupie. To ludzkie ot, co.

                      OK sorry za "glupie".
                      Chodzi o to, ze nie jest to najpopularniejszy sposob zachowania i taka sytuacja
                      jest bardzo przykra dla obu stron i chocbym nie wiem jak chciala byc szczera, to
                      zawsze najpierw zastanawiam sie czy nie zranie drugiej osoby albo czy nie zrobie
                      jej przykrosci, bo nie lubie. Jest mi wtedy glupio i tyle. Moze robie blad. Na
                      pewno czesto sama na tym cierpie ale jakos nie potrafie tego zmienic.
                      )
                      )
                      )
                      ) ) ) Nie kocha bo poszedla na ryby? Daj spokoj.
                      ) )
                      ) ) Widzisz?! Mowiles o empatii, a nie wiesz, ze wielu kobietom takie mysli
                      )chodza
                      ) ) po
                      ) ) glowie. Wiem, ze tak jest, bo czesto kolezanki zwierzaja mi sie z takich r
                      ) zeczy.
                      )
                      ) Partner co do ktorego mozna miec pewnosc idac "na ryby" nie daje powodow do
                      ) zazdrosci czy niepewnosci. Z drugiej strony nie mozna sobie rezerwowac calosci
                      ) praw do danej osoby po kilku tygodniach czy miesiacach znajomosci.
                      )
                      Racja ale pamietaj, ze piszemy o poczatkach zwiazku, kiedy nie masz jeszcze
                      pewnosci, co do uczuc partnera, bo go jeszcze dobrze nie znasz. Stad pojawiaja
                      sie te watpliwosci
                      Jezeli chodzi o prawa do danej osoby, to masz je tylko w granicach, w jakich
                      on/ona Ci je przyzna.

                      ) ) ) Ty naprawde masz nas za idiotow.
                      ) ) )
                      ) ) Nie mam mezczyzn za idiotow ale mam racje w kwestii, o ktorej pisze.
                      ) ) Sam powiedziales kilka wierszy wyzej "nie kocha, bo poszedl na ryby? - daj
                      )
                      ) ) spokoj". Wiec gdyby kobieta zarzucila Ci taka intencje bylbys zaskoczony.
                      )
                      ) Popelniasz pewien blad. Wrzucasz wszystkie kobiety do jednego worka i karzesz i
                      ) m
                      ) postepowac stereotypowo. Pewnie niektore by tak myslaly. Co do wiekszosci watpi
                      ) e.

                      Pewnie, ze to stereotyp, a czym innym mam operowac?
                      Moge swoim przykladem:
                      Ja moglabym tak pomyslec, ale zaraz popukalabym sie w glowe i postarala nie
                      zadreczac, a takze nie powiedzialabym o tym partnerowi (chyba, ze w ramach zartu).


                      ) Bezsensowna z punktu widzenia faceta? Doprawdy? A taka sytuacja. Ona idzie na
                      ) ryby a on sie zadrecza jewst wedlug Ciebie niemozliwa?

                      Mysle, ze taka sytuacja jest nawet dosyc popularna (chociaz samo pojscie na ryby
                      przez kobiete jest troche mniej popularne hy hy hy...).
                      Mam wielu kolegow i wiem, ze miewaja podobne problemy. Ponadto wydaje mi sie, ze
                      mezczyzni, jesli juz cos takiego zaczynaja odczuwac, to maja o wiele wieksza
                      sklonnosc do ujawniania swoich obaw publicznie lub bezposrednio zainteresowanej
                      kobiecie ;) Przy czym kobieta raczej nie jest zaskoczona w tej sytuacji, a bywa
                      nawet dumna, ze on jest taki zazdrosny i o niej mysli ;)

                      ) Oj nieufasz nam, nieufasz.

                      Oj ufam ufam ;) Niektorzy wrecz zarzucaja mi naiwnosc i mowia, ze za malo w tzw.
                      dupe dostalam.

                      ) Sa jednak pewne roznice.
                      ) Ty - niepewnosc, w rozsadnych dawkach, jest naturalna i pozyteczna.
                      ) ja - niepewnosc jest czesto i chetnie stosowana jako srodek wywierania presjina

                      ) druga strone, co jest okrutne i ohydne.
                      Nie pisalam o czyms takim. Nie zgadzam sie z zadnym wywieraniem presji !!!!!!

                      ) Ty - Kobiety i mezczyzni rozumuja biegunowo odmiennie i maja rozny stopien
                      ) uwrazliwienia (z przewaga u kobiet).
                      ) ja - Nie ma takich roznic.
                      Uwazam, ze sa roznice (moze nie biegunowe ale sa).

                      ) Ty - Nie ma sensu mowic facetowi o swoich uczuciach bo i tak nie zrozumie, co
                      ) najwyzej pomysli ze jego kobietka to histeryczka i paranoiczka.
                      ) ja - Szczerosc to podstawa. Jesli z kims jestesmy to akceptujemy go takim jakim

                      ) jest. Jego uczucia tez.
                      Nigdzie nie napisalam, ze nie ma sensu mowic facetowi o swoich uczuciach. Sama
                      bez przerwy to robie. Trzeba mowic o uczuciach, ktore maja znaczenie dla zwiazku
                      i takich, ktorych jestes pewny, a nie o ulotnych niepokojach, ktore za chwile
                      same mina i tak naprawde nie maja znaczenia.
                      Przypuscmy, ze masz gorszy dzien, zly humor i przyjdzie ci do glowy mysl, ze
                      Twoja ukochana za malo czasu Ci poswieca. Na drugi dzien zly nastroj mija i sam
                      sie smiejesz ze swoich mysli, a gdybys w miedzyczasie poi
                      • zlakobieta CD. do Grogrega 19.04.02, 18:13
                        ...gdybys w miedzyczasie poinformowal ja o swoich "przemysleniach", to ona na
                        pewno przejelaby sie nimi i nie pomoglyby wyjasnienia na drugi dzien -
                        "Kochanie tak naprawde, to ja wcale tak nie mysle". Na pewno w jej glowie
                        pozostalby niepokoj i przy kazdej okazji myslalby sobie jak to jest naprawde,
                        bo moze Tobie jednak naprawde cos nie pasuje.
                        Szczerosc nie polega na tym, zeby w kazdej chwili zdawac relacje z mysli, ktore
                        sie w czyjejs glowie kolacza, a raczej na przekazywaniu informacji o uczuciach,
                        ktore sa rzeczywiste i znaczace, a ich wage trzeba najpierw samemu ocenic i
                        zastanowic sie czy warto (czasem mozna niepotrzebnie zranic ukochana osobe).
                        Pzdrw.
                        • Gość: grogreg Re: CD. do Grogrega IP: 212.160.165.* 22.04.02, 10:50
                          Znowu sie zgadzamy. Trza byc pewnym tego co sie mowi.
    • nie_wiem Re: Początki związku...ciąg dalszy. 19.04.02, 17:13
      I znowu mam dylemat... już mi głupio wręcz prosić kogokolwiek, by mi
      wytłumaczył, co się dzieje i dlaczego! Podskórnie czuję wszystko... ale
      chciałabym sie upewnić.
      Wczoraj spędziliśmy ze sobą u niego wieczór i cudowną noc... nad ranem,
      obudziłam się i poczułam jakoś nieswojo. Pryzznałam mu się, co czuję. On
      powiedział, że czuje się podobnie... spał odwrócony do mnie, nie głaskał mnie
      jak zawsze. Było jakoś dziwnie... dzień powszedni, oboje do pracy. Rano bez
      zbytnich czułości, prysznic, lekkie śniadanie. Kiedy siedziałam przy stole
      miałam wręcz ochotę, by wezwać taksówkę i żeby on mnie już nie odwoził. Odwiózł
      mnie jednak, wysiadłam jak oparzona z samochodu i ... poczułam bezbrzeżny
      smutek... :( Zrozumiałam, że nie jesteśmy sobie tak bliscy jak myśleliśmy.
      Gdybym wiedziała, że tak będzie wyglądał ranek, nie zgodziłabym się zostać u
      niego, a i on pewnie by mi tego nie proponował.
      Napisałam mu smsa i że nie wiem dlaczego tak jest. Czuje dokładnie to samo co
      ja. Chce przeczekać... Odpowiedziałam, że tak będzie najlepiej. I żeby nie
      dzwonił, chyba że poczuje, że naprawdę chce ze mna porozmawiać.

      Gdzie był błąd w tym wszystkim???? Czy nie za mocno wkroczyliśmy w swoje światy
      a teraz robimy odwrót? Czy może po prostu bliskość fizyczna to wszystko, co nas
      czeka? Bardzo bym tego nie chciała... ale jeszcze nikt nikogo nie zmusił do
      uczuć.
      Tak mi strasznie smutno i żal...
      • zxc1973 Re: Początki związku...ciąg dalszy. 19.04.02, 18:03
        Na poczatku nie pisalem, aby Ci nie robic przykrosci,
        ale jako konserwatysta w pewnych sprawach, zapytam,
        czy nie wydaje Ci sie, ze to wszysko dzialo sie za
        szybko?
        :-?
        • nie_wiem Re: Początki związku...ciąg dalszy. 19.04.02, 18:28
          Dokładnie tak! Tak właśnie myślałam... a teraz jestem tego pewna! Zrobiłam
          błąd, wiem... Mówiłam Mu o swoich obawach... żeby nasz związek nie był oparty
          wyłącznie na fizyczności... On powiedział, że rozumie moje obawy, ale nie
          wydaje mu się, by było to wszystko za szybko. Że ta fascynacja i zachłyśnięcie
          się sobą jest normalne. I że przyjdzie czas i na inne spędzanie czasu. Ale
          chyba oboje się przeliczyliśmy... Tak wszystko dzieje się za szybko!
          Nie wiem, czy dobrze zrobię, jeśli nawet jak zaczniemy się znowu spotykać,
          jeśli powiedziem Mu o tym, że chce przystopować... Chciałabym z Nim chodzić na
          spacery, rozmawiać (wcześniej też rozmawialiśmy dużo), jeździć na wycieczki
          rowerowe... zaprzyjaźnić się, po prostu. Ale żeby seks odłożyć na potem. Tak
          czuję... Nie chcę przeżywać takich poranków jak dziś ani pośpiesznie wymykać
          się wieczorem świadoma, że jesli zostanę to historia się powtórzy. Strasznie mi
          źle z tym wszystkim... :(

          Nie zrobiłbyć mi żadnej przykrości... wolę szczerość niż krygowanie się. Lepiej
          walnąć kogoś młotkiem w łeb czasami, przynajmniej mi pomaga. Byle rąbał ktoś
          mądry i miał dobre intencje!
          • zlakobieta Jako dyzurna tego watku... 19.04.02, 18:56
            ...czuje sie w obowiazku cos napisac.
            Nie_wiem, przykro mi, ze tak sie stalo. Uwazam tak, jak moj przedmowca (i
            zreszta Ty sama), ze to szybkie tempo zaszkodzilo.
            Nie pisalam wczesniej na ten temat nie dlatego, ze nie chcialam Cie urazic albo
            cos, tylko po prostu nie mam doswiadczenia, bo w kazdym z moich zwiazkow seks
            pojawil sie po bardzo dlugim czasie. W pierwszym po 1,5 roku (bylam bardzo
            mloda), a w drugim dopiero po 10 miesiacah (+5 lat znajomosci).
            Nie uwazam, ze po miesiacu to za szybko, bo to zalezy od partnerow. Czytalam
            nawet gdzies na forum wypowiedzi ludzi, ktorzy posli ze soba do lozka na
            pierwszej randce i potem zyli razem dlugo i szczesliwie i maja dzieci...
            Reguly nie ma i nie ma co oceniac. Jednak Ty sama zauwazylas, ze moze
            popelnilas blad. Nie wiem czy w tej sytuacji da sie przystopowac i zaczac
            troche wolniej. Nie wiem i przykro mi, ze nie potrafie nic madrego Ci doradzic.
            Mysle jednak, ze jesli miedzy Wami tli sie prawdziwe uczucie i nawet jesli to
            dopiero mala iskierka, to moze mimo tego falstartu da sie ja jeszcze rozpalic.
            W milosci wierze w przeznaczenie. Jesli on jest Twoja drugo polowka, to
            przetrwacie te probe i tyle.
            Nie martw sie i uszy do gory. Jest wiosna, wiec bedziecie jezdzic na rowerach,
            urzadzac majowki, spacerowac po lesie i rozmawiac, a moze nastepną wspolną noc
            spedzicie na łące w srodku lasu i ranek po tej nocy bedzie cuuuudowny i nie
            taki jak ten ostatni. Mysl pozytywnie i uszy do gory! :)
            • nie_wiem Re: Jako dyzurna tego watku... 19.04.02, 19:38
              Dziękuję Zła-dobra Kobieto. Czuję się fatalnie i ryczeć mi się chce.:( Gdybym
              miała świadomość, że to będzie taki falstart, to bym nawet przez chwilę nie
              myślała, by zbliżyć się do niego fizycznie aż tak... Ciężko mi uporządkować
              uczucia... jemu pewnie też. Umiemy ze sobą żartować, śmiać się do łez. I tak
              było tej nocy. Ale ranek wszystko popsuł...:( Zaprosił mnie wcześniej na
              wspólną majówkę, mieliśmy razem wyjechać. W tej sytuacji nie wiem, czy nie
              lepiej się wycofać.
              Czasem tak mi przykro i wstyd...:(
              • zlakobieta Re: Jako dyzurna tego watku... 19.04.02, 20:26
                Moze nie powinnas z niczego rezygnowac. Moze taka majowka pomoze sytuacje
                wyprostowac. Moze to uczucie z poranka to tylko taka chwilowa panika...
                W kazdym razie napisz co dalej.
                Pozdrawiam.
                • nie_wiem Re: Jako dyzurna tego watku... 19.04.02, 20:38
                  Na pewno napiszę. :) I naprawdę Ci dziękuję.
                • Gość: nie_wiem Re: Jako dyzurna tego watku... IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 20.04.02, 19:30
                  Wczoraj wieczorem się jednak odezwał... miał megachandrę, jak ja... majówka
                  aktualna, choć bał się, że się wycofam... Dziś wszystko wróciło do normy, tak
                  myślę.
                  Ale jestem czujna.:) I na pewno będę ostrożniejsza, on pewnie też!
                  Ale o jednym się przekonałam. Obojgu nam na sobie zależy iprzekonaliśmy się o
                  tym teraz chyba po raz pierwszy.
                  • zlakobieta Trzymaj tak dalej 21.04.02, 15:01
                    Co ma wisiec nie utonie jak mowia...
                    Ciesze sie bardzo, ze cos pozytywnego juz sie wydarzylo. Sadze, ze jest tak jak
                    pisalam wczesniej - tempo troche was zaskoczylo ale to tylko takie chwilowe
                    zawiriwanie. Niech wszystko idzie swoim tokiem i w swoim tempie bez
                    przyspieszania i nic "na sile". Macie jakies doswiadczenie i teraz kazde z Was
                    bedzie moze bardziej ostrozne i wiecej bedziecie myslec o Waszym zwiazku, ktory
                    ma przed soba ufam swietlana przyszlosc..
                    Buziaczki.
                    • kusy666 Re: Trzymaj tak dalej 22.04.02, 11:35
                      I doprowadzi to do pieknej skarpy,a potem jak huknie to nie bedzie co zbierac.
                      Pa
                      • ona12 Re: Trzymaj tak dalej 22.04.02, 15:48
                        no tak, krater wulkanu, już niedługo go zwiedzę.
    • nie_wiem Re: Początki związku 26.04.02, 15:31
      Odgrzebałam ten wątek, bo historia ma dalszy ciąg... może ktoś będzie ciekawy...
      Otóż wszystko chyba układa sie tak jak powinno. Po tym "zgrzycie" nie
      widzieliśmy sie parę dni, ja miałam natłok zajęć, on nie nalegał. Nie
      dzwoniliśmy do siebie, były tylko sms-y w ciągu dnia ale bardzo miłe.
      Zobaczyliśmy się przedwczoraj i było wspaniale. Nie zostałam na noc, choć on
      prosił, żebym choć zasnęła przy nim... Porozmawialiśmy o tym, co się stało
      ostatnio i z niepewną mina przyjął do wiadomości, że na seks będzie pewna
      reglamentacja.:)))
      Wczoraj nieoczekiwanie przyjechał po mnie i zabrał do siebie... zostałam do
      rana. Cóż, i tym razem nic nie zwojował.:))) Za to ranek był kapitalny.:) On
      był naturalny, bardziej swobodny, śpiewał w kuchni i robił nam śniadanie.:)
      W sobotę mamy znowu się spotkać... nie wiem, jak długo powinnam tak się
      zachowywać...
      • zlakobieta Re: Początki związku 27.04.02, 13:29
        Bardzo sie ciesze, ze napisalas dalszy ciag. Najbardziej ciesze sie, ze sie
        uklada :)
        Nie wiem jak dlugo masz sie (hi hi hi...) reglamentowac. Na to nie ma reguly.
        Sama poczujesz. Zrob jak Ci serce dyktuje.
        Buziaki.
      • Gość: grogreg Re: Początki związku IP: *.univ.szczecin.pl 28.04.02, 18:34
        Jak to kos madry powiedzial "chlop jest jak pies, jesc daj, za uchem podrap, w
        nocy z lancucha spusc i bedzie szczesliwy".


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka