Gość: gloksy
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
21.10.05, 19:48
Chciałabym poruszyć temat, który wydaje mi się "znakiem" szczególnym
współczesnych czasów. Jestem kobieta dojrzałą i mającą kontakt z rzeszą ludzi
młodych w pracy.
Napiszę co wynika z moich subiektywnych obserwacji.
Pierwsze i najważniejsze - zauważam zanik lub istnienie w formie szczątkowej
przyjaźni, a jednocześnie głębokie łaknienie, tęsknotę za nią, za bliskością
drugiej osoby.
Bardzo młodzi ludzie często zaczynają znajomość od seksu i na tej
płaszczyźnie próbują zawiązać nić przyjaźni czy niłości. Wszystko od końca,
jak w filmie! Najpierw idą ze sobą do łóżka, potem wstają i wstydzą się
swojej cieleśności, momo, że wcześniej odważnie używali swych ciał - owijają
się ręcznikiem, chyłkiem znikają w łazience, prysznic, torebka i... do domu.
Jeśli on lub ona po trzeciej randce nie zadeklarują miłości to juz powód do
tragedii. Łzy, rozpacz, zawiedzione nadzieje.
Nie rozumiem, nie potrafię pojąć dlaczego ta drogą ludzie młodzi sami sobie
urządzają piekło na ziemi. Dlaczego odwracaja bieg zdarzeń, cierpią i nie
wiedzą dlaczego. Czy rzeczywiście takie trudne jest zrozumienie, że uczucia
(przyjaźń, miłość) buduje się miesiącami i latami?
Wiem, że nieco uogólniam, bo wiem, że są młodzi, którzy doskonale rozumieją
sferę własnych uczuć i realizują je w zdrowy sposób. Momo to zapytuje:
dlaczego tak wielu młodych ludzi miast cieszyć się życiem, przeżywa trudne
chwile w skutek przestawienia kolejności rozwoju zdarzeń?