gravell
08.03.03, 22:56
No i nadchodzi noc. Różnie to bywa, ale akurat ta noc koi nieco moje
poszarpane nerwy. Otula przyjemnym ciepłem. Mogę siąść i zagłębić się na
spokojnie w swoich myślach. Przeszywający dotyk samotności i beznadziejności
nieco zelżał. Odstąpił nieco, popuścił swoje kleszcze z zewnątrz, zobojętnił
kwas żrący wewnątrz. Zbiera siły do następnego ataku. Atak nastąpi za kilka
godzin, może za godzinę, może wśród ludzi wydawałoby się bliskich a tak
dalekich. Wiem już - nie da się go odeprzeć samemu, trzeba uciekać. Szybko
uciekać, bo czasu już może niewiele. Uciekać mądrze, nie na oślep. Wiedzieć
dokąd i wierzyć, że tam odnajdzie się ukojenie.