Dodaj do ulubionych

Uciekłam z domu do ... zakonu

IP: 89.174.8.* 13.10.07, 12:43
Moja stara, brązowa walizka... Wlaściwie to już o niej zapomniałam.
Kiedy ostatni raz pakowalam do niej swoje ciuchy ? No tak, tamtego
pamiętnego dnia, po tym, jak matka przełożona zrobiła nade mną
sąd... A miałam zostac zakonnicą. Chciałam nią być, odkąd tylko
podrosłam na tyle, żeby zrozumieć, jakie życie ma moja matka. Tata
zmarl, gdy byłam małą dziewczynką, mama powtórnie wyszła za mąż.
Ojczym był dobrym majstrem na budowie, ale to, co zarobił, od razu
przepijał. Bił mamę, gdy nie chciała dać mu pieniędzy na wódkę,
wynosił z domu co wartościowsze rzeczy... Moje dzieciństwo nie było
takie, jak dzieciństwo innych dzieci. Po podstawówce poszłam do
zawodówki z internatem, w mieście. Mama wolała, żegym znikła
ojczymowi z oczu, tak było dla mnie lepiej... To przez niego, przez
mojego ojczyma zdecydowałam się nigdy nie mieć rodziny. Bałam się,
że gdy wyjdę za mąż, podzielę los mamy. Że będę bita,
poniewierana... Myślałam, że tak jest w każdym domu, że wszyscy
mężczyżni są tacy sami... I dlatego wszystkie swoje uczucia
zwróciłam w stronę Boga, jemu postanowiłam się poświęcić. Moja
klasztorna wyprawa była skromna, ale mama starała się, jak mogła,
żeby mnie godziwie wyposażyć. Za ostatnie dosłownie pieniądze kupiła
mi rzeczy do użytku codziennego.- Żebyś porządnie wyglądała -
mówiła, pakując mnie i popłakując.Rozpoczęłam swój nowicjat razem z
kilkoma innymi dziewczynami. Nie było łatwo,o nie. Pobudka wczesnie
rano, a właściwie jeszcze w nocy, potem całe godziny spędzane na
klęczkach. I praca, ciągła praca: sprzątanie, obowiązki w ogrodzie,
w kuchni. Byłam w klasztorze, tak, jak o tym marzyłam od lat. Ale
nie przynosiło mi to radości. Niekończące się modlitwy drażniły mnie
i nudziły, bolały mnie kolana od ciągłego klęczenia, schudłam,
zbrzydłam...(...) Nigdy nie zapomne dnia, w którym miałam opuścić
klasztor. Zaraz z rana zaczęłam pakować rzeczy do swojej walizki.
Nie wiedziałam,co dalej zrobię, ojczym zakazał mi powrotu do domu.
Moje wystąpienie z nowicjatu było dla niego zbyt wielką hańbą... Nie
mogłam wracać na wieś. Pomogła mi wtedy moja kuzynka,
Ania,pozwalając zatrzymać się u niej w domu.Mąż Ani znalazł mi pracę
w sklepie,pomógł wynająć pokój u swoich znajomych. Zaczęłam niby
normalne życie.
Obserwuj wątek
    • Gość: krolewna z drewna Re: Uciekłam z domu do ... zakonu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.07, 13:24
      Ja jestem o krok od tego, choc wiem, ze tego nie zrobie.
      Zwariowalabym tam.. bez muzyki, bez wszystkiego.. ciagle moglac
      sie....
      • quickly Co Ty zrobilas "Wiatr"!? 14.10.07, 01:22
        Trzeba bylo isc do wojska.
        W Armii to jest klawe zycie.
        Mowie Ci...
        Co prawda tez trzeba rano wstawac, ale pozniej to juz jest sama
        poezja.
        Po kilku latach sluzby nie mozna juz bez Armii zyc, staje sie twoim
        tlenem, twoja woda i kochanka/kochankiem, miejscem gdzie czujesz sie
        bezpiecznie...
        O rany! Co za bzdety zaczynam tu wypisywac! Nie jest tak rozowo,
        czasami jest wrecz do du-py murzyna, ale da sie jakos zyc...

        Niezla w niej, tak naprawde, to jest tylko kasa, no moze do tego
        dwie-trzy kawy dziennie, no i jeszcze wlasny pokoj, dwa komputery,
        sporej wielkosci drukarka, stol na plany i rysunki, i jeszcze wiele
        fajnych rzeczy...

        Od czasu do czasu Armia organizuje darmowe wycieczki do cieplych
        krajow. W pakiecie jest przelot luksusowymi samolotami "Herkules",
        zakwaterowanie, wyzywienie... A wiesz, ze nawet za takie wycieczki
        dostaje sie pozniej niezla kase (bez podatku)... Tylko trzeba wrocic
        zywym.
        • quickly Moze to ta sama osoba? 14.10.07, 01:50
          Tak zaczęło się opętanie.
          (Artykul z Super Expressu)

          Wyrachowana betanka wyprała dziewczynie mózg.

          Zbuntowana betanka Barbara Stelmach porzuciła rodzinę i założyła
          habit. Przyjęła imię Rozalia.

          Gdy pięć lat temu Basia Stelmach ze wsi Karczmiska (woj. lubelskie)
          oznajmiła swojej rodzinie, że chce iść do klasztoru, rodziców
          ogarnęła wielka złość.

          Mieli wobec swej córki inne plany. Właśnie skończyła zawodówkę,
          zdobyła zawód kucharza. Myśleli, że pójdzie do pracy i ulży
          rodzinie. Ale nawet w najczarniejszych snach nie spodziewali się, że
          duszą ich córki zawładnie betanka Jadwiga Ligocka, że ich ukochana
          Basia zatraci się dla sekty.

          - W Kazimierzu pracy szukaj, a nie w religię uciekaj! - tłumaczyła
          córce matka. Podczas kolejnej wymiany zdań krzyknęła zrezygnowana: -
          Rób co chcesz i módl się do tego swojego Boga! Zawstydzona
          przyznaje, że nerwy brały się z tego, że nie miała nawet 200 zł,
          żeby wyprawić córkę do zakonu. Dziewczyna poszła tam pięć lat temu i
          z tygodnia na tydzień coraz bardziej ulegała magii siostry
          Ligockiej.

          Luksus uderzył jej do głowy
          Basia była młoda, skromna i prosta. Nic dziwnego, że stała się
          łatwym celem dla wyrachowanej i sprytnej zakonnicy, która skutecznie
          wyprała jej mózg. Bardzo szybko młodej dziewczynie, ale także jej
          bliskim, zaimponowała religijna, podniosła atmosfera, zapach
          kadzidła i luksusy, które zakon zapewniał. Tak, tak. Dla ubogiej
          dziewczyny klasztorne pokoje i regularne posiłki były prawdziwym
          luksusem.

          Matka jak nawiedzona
          Gdy rozmawiamy z matką byłej zakonnicy, po podwórku chodzą gęsi.
          Niedawno kilka z nich zabiła, a z ich puchu zrobiła pierzynę.
          Zawiozła ją potem do Kazimierza, córce do zakonu. Bywała tam
          wielokrotnie. Ona także uległa zauroczeniu siostrą Ligocką i
          jej "objawieniom". - U betanek czułam się jak w wielkiej, kochającej
          się rodzinie - opowiada pani Władysława. Manipulacje Ligockiej i
          byłego zakonnika Romana Komaryczki były tak potężne, że ta
          przestraszona kobieta nawet teraz, gdy utraciła córkę, nie chce o
          nich źle mówić.

          Gdy Władysława Stelmach mówi o siostrze Jadwidze Ligockiej, oczy jej
          błyszczą jak u osoby nawiedzonej. Opowiada o niej prawie jak o
          świętej, zapominając, że przez jej nieposłuszeństwo wobec Kościoła
          wiele zakonnic pobłądziło i teraz jest bliskich obłąkania.

          To nowa sekta
          Na ziemię stara się sprowadzić strapioną matkę, brat byłej betanki -
          Jerzy.

          - Dla wielu zakonnic ich nowy dom zakonny to były luksusy w
          porównaniu z chatkami, gdzie dorastały. Zachowywały się tam tak,
          jakby założyły różowe okulary. Poddane praniu mózgu nie wiedziały,
          co ta wiedźma z nimi robi! - złości się pan Jerzy. On nie ma
          wątpliwości. Powstała nowa sekta.

          • quickly Jak to dobrze, ze ja nigdy nie zostalem zakonnica! 14.10.07, 01:56
            Kolejny artykul, tym razem z Gazety Lubuskiej.

            GŁOGÓW
            13 października 2007 - 22:24

            Uciekła od betanek po czterech miesiącach.

            Młoda mieszkanka podgłogowskiej miejscowości była w Zgromadzeniu
            Sióstr Rodziny Betańskiej w Kazimierzu Dolnym przez cztery miesiące.


            W środę z klasztoru w Kazimierzu Dolnym eksmitowano 62 osoby. Co się
            działo za klasztornymi kratami w ostatnich latach?

            Justyna codziennie z uwagą ogląda Wiadomości. Denerwuje się,
            przeżywa. Współczuje tamtym dziewczynom. - Chciałam nawet tam
            pojechać, żeby jakoś im pomóc, porozmawiać - mówi. - Powiedzieć im,
            że tu można normalnie żyć. Mam wyrzuty, że nie pojechałam do nich
            przez trzy lata, ale bałam się, że jeśli wrócę, to już tam zostanę.

            Z otwartymi ramionami

            To się zdarzyło zanim zaczęło być głośno o zbuntowanych betankach.
            Ale Justyna przyznaje, że nie zapomni, co przeżyła w zgromadzeniu,
            że już na zawsze przesiąknęła tamtym duchem. Ma wyrzuty. Czuje się
            tak, jakby zawiodła, opuściła rodzinę. Ale podjęła decyzję: studia,
            zwyczajne życie.

            Adres do sióstr dostała od kolegi. Z opowiadań wiedziała, że tam
            jest wspaniale, że mają wyjątkowo dużo powołań. Napisała list. - Po
            jakimś czasie dostałam odpowiedź od matki przełożonej, zapraszała
            mnie na weekend - opowiada.

            Na stacji w Puławach czekały na nią trzy siostry, w tym przełożona
            generalna Jadwiga Ligocka, oraz ksiądz spowiednik.

            Justyna mówi: - Byłam zachwycona przyjęciem i tym, co zastałam.
            Wszyscy czekali na mnie z otwartymi ramionami, miałam wrażenie, że
            znam ich od lat, że to moja rodzina. Była tam masa młodych
            dziewczyn, takich jak ja, wspaniała radosna atmosfera. Siostry były
            ciepłe, pozytywnie nastawione, bardzo miłe, uśmiechnięte. Same
            pozytywy. Wyczułam, że bije od nich energia.

            Co Jezus powiedział?

            W pierwszym dniu miała rozmowę z "mamą”, czyli siostrą przełożoną. -
            Powiedziała mi, że jak rzucę studia, to zostanę przyjęta do
            zgromadzenia - wspomina dziewczyna. - Opowiedziała też, że przed
            moim przyjazdem modliła się za mnie dużo. Pytała Jezusa. I Jezus jej
            powiedział, że chce mnie mieć w "Betanii”.

            Domowo, swojsko, ciepło - tak Justyna opisuje panującą w
            zgromadzeniu atmosferę. - Coś mnie tam ciągnęło - przyznaje. -
            Napisałam do siostry Ligockiej, czy mogę przyjechać. Kazała wysłać
            podanie o przyjęcie do zgromadzenia.

            Na początku czerwca dostała odpowiedź: została przyjęta.
            - Rodzicom nie powiedziałam, że chcę tam zostać. Myśleli, że jadę na
            wakacje - opowiada.

            Pierwszy dzień, dzień skupienia. Na drugi dzień była msza i
            modlitwa, na której uroczyście przyjęto ją do postulatu. A potem już
            normalne życie zakonne. O siódmej rano msza święta, śniadanie. Potem
            każda szła na swój dyżur. Jedne sprzątały, inne prały, gotowały,
            pracowały w ogrodzie, przy zwierzętach. O 12.00 modlitwa, o 16.00
            różaniec. W międzyczasie obiad, znów praca i chwila na rekreację -
            czyli spotkanie przy gitarze, śpiewy i rozmowy. Wieczorem adoracja
            Przenajświętszego Sakramentu.

            Justyna opowiada, że to było najbardziej spektakularne spotkanie.
            Dużo muzyki, śpiewu, siostry tańczyły. Modliły się w taki wyjątkowo
            radosny sposób. O 19.00 była kolacja, modlitwy wieczorne albo
            medytacja: Czytały fragmenty Pisma Świętego i każda mówiła, co
            czuje.

            - Po tygodniu pobytu zadzwoniłam do rodziców, że to jest to, co chcę
            robić w życiu. Odesłałam im klucze do domu - opowiada Justyna.

            To "wiosna kościoła”

            - Takie charyzmatyczne zachowanie w trakcie modlitwy to nic takiego -
            uważa Justyna. Nie czuła, że to działa jak w sektach. Już wcześniej
            to widziała w innych zgromadzeniach. Siostra Ligocka zaczęła coraz
            częściej mówić o swoich objawieniach, o misji, o tym, że rozpoczyna
            się "wiosna Kościoła”.

            - Nie było to dla mnie dziwne - twierdzi dziewczyna. - Słyszałam już
            wcześniej to określenie. Chodziło o to, by odnowić Kościół. "Mama”
            faworyzowała młode dziewczyny. Uważała, że trzeba wnieść więcej
            radości i życia, zacieśnić więzi między siostrami. No i to się
            działo. Za jej kadencji zaczęło być coraz więcej powołań. Wcześniej
            klasztor podupadał, a ona znalazła sponsorów, odnowiła go i z naszą
            pomocą doprowadziła do świetności.

            We wrześniu przyjechała po nią mama, namawiała, żeby wróciła do
            domu. - Poprosiłam o dwudniowy urlop, żebym mogła uporządkować swoje
            sprawy na uczelni. Siostry nie chciały mnie puścić - opowiada. -
            Wykańczało mnie to psychicznie. Ciężka praca sprawiła, że źle się
            czułam także fizycznie. Zaczęłam nawet myśleć, żeby uciec.

            Skończyła postulat, miała przejść do nowicjatu. A przed nowicjatem
            zwyczajowo dostaje się trzy dni urlopu, na pożegnanie z rodziną.
            Pojechała do domu. Już nie wróciła. Po jakimś czasie siostry
            odesłały jej jedynie paszport i książeczkę zdrowia.

            Przełożona telefonowała. Namawiała do powrotu. A do jej mamy dzwonił
            nawet ojciec Roman Komaryczko. Ten sam, którego policjanci
            wyprowadzili w minioną środę w kajdankach, podczas eksmisji betanek
            z klasztoru.

            PS. Imię bohaterki artykułu zostało na jej prośbę zmienione.
            • Gość: krolewna z drewna Ja tez sie ciesze :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.07, 15:58
              Po tym co przeczytalam tutaj, po calej akcji z Betankami, ciesze
              sie, ze nie zdecydowalam sie na ten krok :) Zawsze wiedzialam, ze to
              nie dla mnie, ale sa takie chwile, kiedy rozne mysli do glowy
              przychodza.
              • osv Re: Ja tez sie ciesze :) 14.10.07, 16:31
                Ja rowniez sie ciesze, bo jakby drewniana krolewna wygladala
                w habicie ?? ; )) To jest po prostu niemozliwe!
                Rozumiem zamiane z drewnianej krolewny, na olowianego zolnierzyka...
                choc nie wiem, czy krolewna pasowalaby w armii rowniez...zwlaszcza z
                cyny...
                tam sie sni wiersze "z glowa na karabinie" i slucha rozkazow!
                Znowu temat rzeka...

                I czy krolewna PINOKIA umie obchodzic sie z bronia? ; ))

                pl.youtube.com/watch?v=GXdklT3CRvc
                • Gość: krolewna z drewna Re: Ja tez sie ciesze :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.07, 19:58
                  Jak? Zwyczajnie chyba:) Tylko te sluchawki na uszach ...:)
                  Nie! To niemozliwe! Zakon nie dla mnie, armia predzej:) ale z
                  drugiej strony ...krolewna i ...kalashnikov??
                  pl.youtube.com/watch?v=CYryevHIZGw
                  • osv In The Army... 15.10.07, 21:11
                    uk.youtube.com/watch?v=S53CTKWsaxc
                    uk.youtube.com/watch?v=eCLc8cZdhLI
                    uk.youtube.com/watch?v=WVBvExJc8Mg
                    • Gość: krolewna z drewna Re: In The Army... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.07, 22:12
                      Armia ...'Zabawa' dla twardzieli ...Wiem o tym doskonale .
                      Na wojnie cierpia zolnierze, ale przede wszystkim niewinni cywile .
                      Zawsze Ktos cierpi ...

                      PS. Tony Jaa ! Niesamowity ! :o
                  • osv Re: Ja tez sie ciesze :) 17.10.07, 10:55
                    Te zabki, ten glosik, ta mina z tym wywalonym ozorkiem, ta
                    " malpia zlosliwosc i wrednowatosc"... i ten kontrast wobec
                    pierwowzoru... jest dla mnie tak komiczna, ze za kazdym razem
                    rozbawia mnie ten ludzik! : D

                    Choc oczywiscie uprasza sie o nieksperymentowanie w tym stylu ! : ))
                    • Gość: krolewna z drewna Re: Ja tez sie ciesze :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.07, 13:29
                      :) Oryginalny Pinokio i Ten ...Dr Jekyll & Mr Hyde ...:)
                      Przeraza nieco na poczatku, a im dalej tym wiekszy smiech wzbudza .
                      Nie zagralabym z nim w rosyjska ruletke ...mimo ze tez z drewna
                      jestem:))

    • white.falcon Re: Uciekłam z domu do ... zakonu 14.10.07, 15:28
      I na tym właśnie, moim zdaniem, polega pomyłka. Gdzieś czytałam
      wypowiedź zakonnika, który powiedział, że ludzie, idąc do zakonu,
      często uważają, że bycie w zakonie da im (niejako odgórnie) sens
      życia, rozwiąże jakieś ich problemy. Nic takiego nie następuje i
      wtedy takie osoby czują się rozczarowane wcześniej, czy później
      zakonem i życiem w jego ramach, bo okazuje się, że od problemów nie
      ucieknie się, sensu życia nikt na gwizdnięcie nie da. Człowiek swoje
      problemy musi rozwiązywać tam, gdzie jest i szukać sensu życia na
      własną rękę, nie licząc na to, że mu to ktoś odgórnie naprawi i da
      sprawdzoną receptę na udane zycie. Podobnie rzecz się ma z
      poprawianiem strony bytowej egzystencji. Nie za duża cena - nie
      będąc przekonanym do takiej formy spędzania życia spędzać je w
      zakonie tylko za zapewnione "amciu"? Samemu można postarać się
      ekonomiczną stronę życia sobie naprawić.

      Czytałam o powołaniach do życia zakonnego. Zapewne coś takiego
      istnieje i ludzie, którzy to odczuwają i idą do zakonu, są
      szczęśliwi. Nie znam się na tym, więc nie oceniam, ale skoro
      twierdzą, że to im odpowiada - ich prawo. Natomiast wybranie zakonu
      z innych pobudek, jak uważam, wcześniej, czy później skończy się
      wystąpieniem z tegoż i wtedy dużo trudniej będzie znaleźć się w
      laickim świecie, niż przedtem.

      Historycznie kiedyś oddawano "nadmiar" córek lub synów do zakonu,
      ale to było podytktowane innymi względami, nie mającymi miejsca w
      świecie współczesnym. No i tacy - oddani - pozostawali w zakonie w
      dużej mierze dlatego, że wystąpienie groziło poważnymi
      konsekwencjami, odrzuceniem społecznym i skazaniem na żebractwo,
      łacznie z wykluczeniem z rodziny. Ale teraz nie o to chodzi, więc
      moim zdaniem, szukanie recepty na życie w zakonie, nie mając do tego
      powołania, jest zwyczajną pomyłką.
      • polam5 Re: Uciekłam z domu do ... zakonu 15.10.07, 23:35
        Oj Falcon....tak czytam i nie moge sie oprzec myslom ze tu z tefo forum to moznaby niezly zakon zrobic....nawet jak nie ma ochtonikow to moze na przymus co niektorych? Az mnie jezor swierzbi zeby nazwac kandydatow ale nie .......zajme sie praca.......hahahaha

        Memento mori
        • white.falcon A jak za jęzorek pociągnę? ;-) 15.10.07, 23:39
          Nio powiedz, co? ;-D Może jakiś ranking (jakaś chyba złośliwa
          jestem)? ;-)
        • osv Re: Uciekłam z domu do ... zakonu 17.10.07, 11:01
          " Nie moge sie oprzec myslom... "
          Ty musisz, taka juz jest rola PRYMUSA !!

          ; ))
    • ala.l Re: Uciekłam z domu do ... zakonu 15.10.07, 23:46
      dlaczego "niby"normalne?
      • osv Re: Uciekłam z domu do ... zakonu 17.10.07, 10:45

        " Indie, Quickly, wolę oglądać w bardziej sprawdzonym towarzystwie,
        bo jeszcze wykończysz się na liczne choroby, które Cię zwykły
        nękać. :-) "

        Skorpiony maja paskudny charakter ; ))
        ...no, ale WF lata juz bez ogona since-fiction ... sa wiec postepy !

        ; )



        • flegellum Re: Uciekłam z domu do ... zakonu 17.10.07, 10:50
          Znów Osv zaczynasz? Może dosyć kłótni? Ty Falconkę prowokujesz.:(
          • osv Re: Uciekłam z domu do ... zakonu 17.10.07, 10:58
            Uwielbiam prowokowac : ))
            Flegumina: " Wolnoc Tomku w swoim...kompie! " ; ))

            Tak poza tym mam mily nastroj, wiec klocic sie nie zamierzam!
            ; ))
            • flegellum Re: Uciekłam z domu do ... zakonu 17.10.07, 11:57
              W kompie tak ale forum jest publiczne, a nie twoje prywatne. A
              Falconka to chyba już z tobą rozmawiać nigdy nie będzie po tym jak o
              niej gadałaś bzdury i pomawiałaś. I nawet nie przeprosiłaś.:(
              • fanka.turystyki Re: Uciekłam z domu do ... zakonu 18.10.07, 08:31
                A widzisz, bo Osv nie ma obowiązku nikogo przepraszać -ona jest ponad wszystkim
                i ponad wszystkimi... i jej wolno... we własnym kompie...

                We własnym kompie... to ja proponuję Osv pasjansa poukładać: zajęcie niegroźne,
                nieszkodliwe, ćwiczy spostrzegawczość i inteligencję, uspokaja nerwy... Same
                plusy tej zabawy :-)))
                • flegellum Re: Uciekłam z domu do ... zakonu 18.10.07, 11:17
                  Zauważtłam to u Osv. I jeszcze parę niemiłych rzeczy ale mówić o
                  nich nie będę bo je widać i tak.:(
                  • asleep_alien Dla jasności - osv 18.10.07, 12:30
                    Osv jest osobą nieprzeciętną. I jak każdy taki człowiek ma też swoje różne takie
                    tam. Tak uważam.

                    Jej teksty, które odgrzebałem z maja 2007, wpłynęły na moją psychikę.
                    Pozytywnie. I za to ją szanuję. I tego nie zapomnę. Dla mnie jest WIELKA. Wiem,
                    że pod tymi tekstami kryje się traumatyczne doświadczenie - ale one są
                    ponadczasowe i są pomocą dla zagubionych. Jak chcecie wiedzieć, byłem u
                    psychologa ze swoim problemem - nic mi nie pomógł - zarekomendował wizytę u
                    psychiatry i psychotropy. Żona się nie zgodziła - posłuchałem Jej, przemęczyłem
                    się, ale teraz nie żałuję. Osv mi pomogła, radząc komuś zupełnie innemu. Ale
                    dlatego właśnie złapałem perspektywę.

                    Zupełnie inną sprawą jest to, co osv myśli na mój temat. Kim jest asleep?
                    Kolejna prośba do osv, żeby zrozumiała, że asleep jest dla niej NIKIM. Osv ma
                    swoje demony i teorie spiskowe, asleep ma swoje demony i teorie spiskowe - ale:
                    część wspólna tych zbiorów jest PUSTA. Powtórzę: PUSTA. Osv! Zrozum to.

                    Szanujcie osv.

                    a.a.
                    • flegellum Re: Dla jasności - osv 18.10.07, 12:52
                      Nawet nieprzeciętni ludzie nie mają prawa obrażać i pomawiać kogoś.
                      A jeśli pomylili się w ocenie to powinni przeprosić. Nieprzeciętność
                      nie znaczy ,że takiemu wolno innymi pomiatać.
                      • fanka.turystyki Re: Dla jasności - osv 18.10.07, 13:07
                        Nieprzeciętność -puste słowo. Każdy z nas jest w jakiś sposób nieprzeciętny i
                        przyznawanie jednej osobie miana nieprzeciętnej a uznawanie reszty za
                        przeciętnych -krzywdzi tę resztę w jakiś sposób, jest objawem zamknięcia się na
                        nieprzeciętność i indywidualność innych ludzi.

                        Można czuć wdzięczność do drugiego człowieka, wdzięczność ponieważ ta osoba
                        świadomie lub nieświadomie wpłynęła na nasze życie, ale nie można uznawać innych
                        za gorszych lub bardziej przeciętnych, bo wpływu na nasze życie nie mieli.
                        Czasem to wina nas samych, tego że my nie pozwalamy wpływać innym pozytywnie na
                        nas.

                        Nie chcę tu wałkować osobistych doświadczeń Aliena, ale w wypowiedziach niemal
                        każdej osoby na forum można znaleźć coś wartościowego i wykorzystać to we
                        własnym życiu. Trzeba tylko dobrze poczytać :-)
                        • asleep_alien Nieprzeciętność 18.10.07, 16:26
                          Zgadzam się Fanko, masz rację. Każdy jest nieprzeciętny.

                          Ale takie moje pieprzone prawo, że uważam osv za osobę wielkiego formatu, bo JEJ
                          słowa DOTARŁY tam, gdzie powinny - w MOIM przypadku.
                          Wiesz, ile rad wcześniej wysłuchałem? Wiesz, jaką breję miałem w mózgu i ile
                          czasu? Wiesz, ile w internecie przeczytałem wiedzy na wiadomy temat? Bardzo
                          dużo. To nie było tak, że tkwiłem zamknięty w jakiejś piwnicy, czekając, aż
                          słowa osv spadną mi z nieba. Ale jakoś - akurat jej słowa nacisnęły właściwy
                          przycisk.

                          Ja się jej nie podlizuję ani nie jestem wobec niej złośliwy.
                          Wyrażam swoje zdanie. Mam do tego prawo.
                          Niezależnie, co ona uważa na mój temat. Nie jestem jej przyjacielem ani ona moim.

                          Pozdrawiam :)
                          a.a.
                      • Gość: Aa Re: Dla jasności - osv IP: *.centertel.pl 18.10.07, 13:14
                        Dam Ci przyklad - jezeli ja i moj P. zaczelibysmy sie zastanawiac kto kogo i za co ma przeprosic, niewazne czy dzialoby sie to w realu czy w wirtualu, to by byla po prostu RZEZNIA, z ktorej nic by nie wyniklo.
                        Moze w Waszej sytuacji jest podobnie? Ze tu nie ma czarnych i bialych? Pamietasz, co wczoraj z falcon radzilyscie mi - i slusznie - to dobre i cenne rady.
                        • flegellum Re: Dla jasności - osv 18.10.07, 14:06
                          Ja tam do Osv nic nie mam. Nie podoba mi się osobiście to że
                          występuje jako arbiter, a potem okazuje się że nie ma pojęcia o czym
                          mówi i przeinacza fakty. Rad warto słuchać ale swój rozum też trzeba
                          mieć.
                          • Gość: Aa Re: Dla jasności - osv IP: *.centertel.pl 18.10.07, 14:21
                            Ok
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka