Gość: Wiatr
IP: 89.174.8.*
13.10.07, 12:43
Moja stara, brązowa walizka... Wlaściwie to już o niej zapomniałam.
Kiedy ostatni raz pakowalam do niej swoje ciuchy ? No tak, tamtego
pamiętnego dnia, po tym, jak matka przełożona zrobiła nade mną
sąd... A miałam zostac zakonnicą. Chciałam nią być, odkąd tylko
podrosłam na tyle, żeby zrozumieć, jakie życie ma moja matka. Tata
zmarl, gdy byłam małą dziewczynką, mama powtórnie wyszła za mąż.
Ojczym był dobrym majstrem na budowie, ale to, co zarobił, od razu
przepijał. Bił mamę, gdy nie chciała dać mu pieniędzy na wódkę,
wynosił z domu co wartościowsze rzeczy... Moje dzieciństwo nie było
takie, jak dzieciństwo innych dzieci. Po podstawówce poszłam do
zawodówki z internatem, w mieście. Mama wolała, żegym znikła
ojczymowi z oczu, tak było dla mnie lepiej... To przez niego, przez
mojego ojczyma zdecydowałam się nigdy nie mieć rodziny. Bałam się,
że gdy wyjdę za mąż, podzielę los mamy. Że będę bita,
poniewierana... Myślałam, że tak jest w każdym domu, że wszyscy
mężczyżni są tacy sami... I dlatego wszystkie swoje uczucia
zwróciłam w stronę Boga, jemu postanowiłam się poświęcić. Moja
klasztorna wyprawa była skromna, ale mama starała się, jak mogła,
żeby mnie godziwie wyposażyć. Za ostatnie dosłownie pieniądze kupiła
mi rzeczy do użytku codziennego.- Żebyś porządnie wyglądała -
mówiła, pakując mnie i popłakując.Rozpoczęłam swój nowicjat razem z
kilkoma innymi dziewczynami. Nie było łatwo,o nie. Pobudka wczesnie
rano, a właściwie jeszcze w nocy, potem całe godziny spędzane na
klęczkach. I praca, ciągła praca: sprzątanie, obowiązki w ogrodzie,
w kuchni. Byłam w klasztorze, tak, jak o tym marzyłam od lat. Ale
nie przynosiło mi to radości. Niekończące się modlitwy drażniły mnie
i nudziły, bolały mnie kolana od ciągłego klęczenia, schudłam,
zbrzydłam...(...) Nigdy nie zapomne dnia, w którym miałam opuścić
klasztor. Zaraz z rana zaczęłam pakować rzeczy do swojej walizki.
Nie wiedziałam,co dalej zrobię, ojczym zakazał mi powrotu do domu.
Moje wystąpienie z nowicjatu było dla niego zbyt wielką hańbą... Nie
mogłam wracać na wieś. Pomogła mi wtedy moja kuzynka,
Ania,pozwalając zatrzymać się u niej w domu.Mąż Ani znalazł mi pracę
w sklepie,pomógł wynająć pokój u swoich znajomych. Zaczęłam niby
normalne życie.