skuter44
03.10.13, 05:50
Niemiła to dla banku wykładnia sądu.
samcik.blox.pl/2013/10/Precedens-Sad-uznal-ze-kredyt-jest-zrodlem.html
....'Otóż - jak pisze Ania Kołakowska, moja redakcyjna koleżanka z łódzkiego oddziału "Gazety Wyborczej" - Sąd Apelacyjny uznał, że umowa, jaką zawarła pani Urszula z bankiem, w ogóle... nie była umową o kredyt. Czym więc była? Ano, jak uznał sąd, była to umowa o pożyczkę. Tę wykładnię sąd oparł na tezie, że kredyt "Alicja" nie ma określonego terminu spłaty. Po prostu w czasie wysokich stóp procentowych dług rośnie, a w czasie niskich stóp - topnieje. W całym czasie spłaty rata zmienia się tylko w niewielkim stopniu. Pani Urszula płaciła przez cały czas 375-400 zł miesięcznie. A dług przeważnie rósł, zamiast spadać. Zdaniem sądu "w zmieniających się warunkach ekonomicznych" ta sytuacja (czyli brak określenia kiedy kredyt będzie spłacony - za pięć lat, czy za pięćdziesiąt) stała się źródłem "nadmiernego zysku" dla banku. A to jest niezgodne z zasadami współżycia społecznego. "Bank jest profesjonalistą, musiał przewidzieć skutki (...). Jako instytucja szczególnego zaufania społecznego powinien zaproponować klientce wyjście z sytuacji" - uznał sąd. To drugi znany mi, prawomocny wyrok sądowy, z którego wynika, że [b]bank PKO BP powinien wziąć przynajmniej część odpowiedzialności za to, że zaoferował klientom kredyt o niemożliwych do przewidzenia parametrach."[/b]