Widzieliśmy ostatnio ze znajomymi naszą byłą przyjaciółkę - zupełnie przez
przypadek.
I naszła mnie smutna refleksja.
Była przyjaciólka... taaaak. Wszyscy jej ufali jak siostrze. A ona nagle
zaczęła kłamać, donosić, knuc intrygi, a na koniec kilka osób okradła i
próbowała szantażu. Od pól roku jej nie widzieliśmy i...
Kiedyś, gdy była nasza przyjaciólką - moją! - wyglądała na fajną, ładną
babkę. Naprawdę była ładna.
A teraz... zbrzydła. Przefarbowała wspaniałe, rude włosy na czarno, zmieniła
fryzurę na zupełnie nietwarzową, ubrana była hmmm... czarne kozaki na szpilce
i mini... eeeech...

Nie, nie zrozumcie mnie źle, piszę o tym, co zobaczyłam.
Ale najgorzej wyglądała na twarzy. Szara, zmęczona.
Postarzała się w pół roku o 10 lat.
I stąd moja refleksja. To chyba tak jest, że jak ktoś staje sie łajdakiem, to
po prostu po nim to widać.
Sorry, że ja tak przed Świętami, no ale aż mi sie jej żal zrobiło.