lajton
30.03.06, 17:29
bo moze ja jestem glupia i mi sie tylko wydaje, ze jest niesprawiedliwosc na
swiecie.
Zaczelam 2,5 m-ca prace w nowej firmie. Przez 1,5 m-ca w pewna tam rzecz
wciagalam sie i nie umialam jeszcze samodzielnie jej robic. W marcu -
wykonalam juz wiekszosc rzeczy sama, choc czasami prosilam o rade (nigdy o
wyreczenie mnie!). Dzisiaj przychodzi do rozliczen, ktorymi zajmuje sie moj
bardziej doswiadczony i dluzej pracujacy wspolpracownik i okazuje sie, ze to,
iz zrobilam prawie 100% sama tych wszystkich rzeczy to i tak nalezy mi sie za
nie zaplata w wysokosci 30%, bo jestem nowa, krocej pracuje, i gdybym
potrzebowala pomocy, to przyszlabym do niego, a jeszcze nie daj bog moze sie
zdarzyc tak, ze bedzie musial cos po mnie poprawiac. On zgarnia 70%, bo tak!
Bo tak se ustalil. Qrwa, albo ja jestem nienormalna i czepiam sie, a tak jest
bylo i zawsze bedzie wszedzie, w kazdej robocie, albo mam do czynienia ze
starym chujowym wyga.
Szlag mnie trafia gdy pomysle, ze palcem prawie nie kiwnal a zgarnia 70%.
Zaproponowalam mu 50% (moja dobra wola) - zasmial sie. Powiedzialam, ze mi
przykro, ze mnie tak traktuje - odparl, ze ma to gdzies.
Zle mi z tym. Jutro mam rozmowe w sprawie podpisania umowy na stale i co -
mam to wygranac prezesowi? Mam taki zamiar, ale czy rozjatrzac?
Pomozta mi, bo nie wiem, czy robic jakies hece.
He, wpieniona jestem do granic mozliwosci i zrobie, ale powiedzta mi - czy
mam tutaj racje ja, czy ten dziad?