reniatoja
28.09.06, 11:00
Oglądałam wczoraj kawałek filmu o himalaistce, Dobrusi Miłowicz (czy jakoś
tak niestey nie pamiętam nazwiska) Pokazano ją praktycznie jako świętą, która
pozostawała do samej smierci z towarzyszami wspinaczki na K2, gdy umierali
robiła im groby, każdy ruch, który dla nich robiła to było odebranie sobie
samej kawałeczka szansy na przeżycie, w końcu gdy umarł ostatni z jej
towarzyszy zabrała ze sobą trzy cukierki, ale na trasie znowu z kimś sie
podzieliła nimi, ostatecznie sama zginęła. Gdyby nie zajmowała sie tyle i tak
długo swoimi kolegami, moze by przeżyła. Wszystko pięknie. Po prostu świeta.
Równocześnie pokazano tych towarzyszy jako jakies raktycznie bestie - jeden
zabrał oddziez kolezance, gdy jeszcze żyła, mało, ze nie zrobił nic, żeby ją
uratowac, to zabrał jej ciepły skafander i spiwór i uciekł w nadziei, ze sam
przeżyje. Władował się do nie swojego namiotu, tak ze Dobrusia nie miała juz
w nim miejsca, chociaż to był, zdaje się jej namiot - wywalił ja z niego, a
ona w podziece jeszcze dawała mu wrzątek gdy umierał. Jednym słowem pokazano
w tym filmie Dobrusię jako dobra samarytanke, która oddaje życie za
przyjaciół swoich, zaś pozostałych uczestników wyprawy jako jakieś potwory,
które walczą tylko o siebie. I zasanawiam sie nad dwoma sprawami - czy w tak
ekstremalnych warunkach to faktycznie jest karygodne, ze człowiek robi
wszystko, żeby się ratowac, nawet kosztem drugiego człowieka - moim zdaniem
nie, to działaja pierwotne instynkty i trudno mieć tak do końca pretensje do
tych ludzi, że za wszelka cene próbują przeżyc. Ale po drugie - czy człowiek
w ogóle powinien narażać sie na takie niebezpieczeństwo? NAstępnie oczekiwać
od innych, ze będą go ratować kosztem własnego życia? Miec pretensję, ze nie
ratowali, gdy sami ledwo żyli... A potem robic z niej jakiegoś anioła, bo
wyszła na 8 tysiecy i zamiast kombinować jak przeżyc, to pomagała umierać
innym. Nie wiem, dla mnie to jest niezrozumiałe i nie widze w tym wielkiego
heroizmu, raczej głupotę, nie widzę też specjalnego bestialstwa, raczej
rozumiem tych ludzi (że sie ratowali, natomiast nie rozumiem , zę tam
wyleźli). Jeśli ktoś chce spełniać swoją pasję za cene własnego życia, to ok,
niech to robi, ale roztkliwiać się potem nad tym, że się ta tak humanitarnie
zachowała, a tamci tak nieludzko Mam mieszane uczucia, z pewnościa ona
postapiła szlachetnie, ale rozumiem też tamtych. Nie każdy jest bohaterem...