www.gazetawyborcza.pl/1,75480,3695723.html
Nie znam innych miast, sytuacja przedstawiona w powyzszym artykule jest
prawdziwa. Tak wyglada zycie na familokach. Lepiej wieczorem tam nie
chodzic...
Nieraz bylam na Kaufhausie i szybko stamtad uciekalam. Sama jazda tramwajem
przez te dzielnice napawala mnie strachem - nigdy nie bylo, by nie wsiadl tam
jakis zul. To samo na Bobrku i Nowym Bytomiu,a o Lipinach to juz nie wspomne.
Moj znajomy - kolejarz- wracal kiedys z pracy - z Nowego Bytomia przez
Kaufhaus. Do domu wrocil bez zebow - doslownie - napadli go i wyrabali zeby

Nie moge powiedziec, ze mieszkaja tam same zule i chooje. Kumpela z liceum
wraz z mama i siostra mieszkala w mojej dzielnicy, ale cianko mieli, czynszu
nie placili i wyladowali na Kaufhausie - teraz maja okna plastiki, codziennie
obiad, ale brak spokoju i pewnosci, no i gniota sie w jednym duzym pokoju...
Zal mi tych ludzi...
A dzieci? dzieci sa chamskie, agresywne, nie mysla, co robia. Rodzice sie
nimi nie opiekuja, sa pozostawione same sobie. Dla starych wazna jest flacha
jabola i tyle...
Ech, jakos smutno mi sie zrobilo

(((((((((((((((