muzulmanski rozaniec

28.07.04, 17:37
hej, moja kolezanka wlasnie wrocila z podrozy po syrii, jordanii, libanie.
przywiozla mi w prezencie takie cos, co nazwala 'muzulmanski rozaniec' i
mowila, ze mezczyzni chodza po ulicach i cos z tym robia (modla sie przy
tym). wiedzony ciekawoscia, chcialbym sie dowiedziec, co robia, dlaczego sa
trzy czesci po jedenascie koralikow, czy to jest naprawde "rozaniec" (a
przynajmniej jak sie to oficjalnie nazywa) no i przede wszystkim jak
muzulmanie tego uzywaja

bardzo prosze o pomoc, bo jestem strasznie ciekawy, pisze tutaj, bo wsrod
wegetarian sa swiatli ludzie ciekawi swiata i moze akurat wiedza
    • headline Re: muzulmanski rozaniec 28.07.04, 20:00
      www.republika.pl/jerzybg/muslimros.html
    • headline Re: muzulmanski rozaniec 28.07.04, 20:01
      www.republika.pl/jerzybg/tworos99.html
    • headline Re: muzulmanski rozaniec 28.07.04, 20:03
      "Muzułmański różaniec ma 99 paciorków, które pozwalają z pamięci recytować
      listę 99 najpiękniejszych imion Boga." :)
    • headline Re: muzulmanski rozaniec 28.07.04, 20:07
      "Bóg muzułmański nie jest antropomorfizowany, istnieje poza światem ludzkich
      doznań, percepcji, możliwości zrozumienia, jest całkowicie transcendentny. Nie
      można przypisać mu żadnych fizycznych cech. Jest w pewnym sensie abstrakcyjny i
      teoretyczny. W islamie nosi 99 najpiękniejszych imion (al-asma al-husna),
      oznaczających jego transcendentne i psychologiczne cechy.

      Wymienianie imion Boga ma w islamie charakter rytualny. Służy do tego specjalny
      różaniec zwany misbahą, którego kolejne paciorki odpowiadają 99 Boskim imionom.
      Recytacje tego typu litanii są szczególnie rozpowszechnione wśród sufich, gdzie
      noszą nazwę zikru, czyli wspominania imienia Boga. Wymawiając je jednostajnie
      wprowadzają się w trans, któremu często towarzyszą tańce. Stąd popularny i u
      nas obraz "wirującego derwisza" nie jest niczym innym jak ekstatycznym tańcem
      jednoczącego się z Bogiem muzułmańskiego mistyka."
Pełna wersja