vegge
27.08.02, 21:28
moze ten watek byl juz poruszany, ale jestem od niedawna, wiec sie spytam.
jak to jest ze miesozercy zachwycaja sie malymi kurczaczkami, prosiaczkami i
cielaczkami a jednoczesnie nie przeszkadza im to zabijac je i zjadac? ja
otrzymywalam odpowiedzi typu: no, ale musimy cos jest, tak juz jest swiat
urzadzony lub cos w tym stylu. ewentualnie: jakbym znal ta swinie to pewnie
bym jej nie zabil. moja siostra, gdy ja pytalam, czy nie przeszkadza jej, ze
jedzac ryby przyczynia sie do smierci delfinow, ktore tak lubi odpowiadala:
no tak jest mi przykro, ale ja nic nie zmienie. dlaczego tak wielu ludzi tak
mysli? czy wegetarinaie to ludzie z wieksza "ponadgatunkowa" empatia czy jak?
ja nie rozumiem tego, dla mnie oczywiste jest "nie zabijac". jest to dla mnie
tak przykre, ze ostatnio nie moge nawet siedziec z ludzmi jedzacymi mieso
przy stole bo chce mi sie plakac :-(
pozdrow. Anka
PS nie trafiaja do mnie argumenty ze czlowiek jest najwazniejszy i moze robic
co chce.