basha79
05.06.10, 23:25
Witam,
Niestety nas również spotkało to nieszczęście! 2.06.2010 nasza 14-miesięczna
córeczka poparzyła sobie rączkę gorącą herbatą. Na oddziale ratunkowym
określono je na IIA <1% ciała. Nałożono maść Argosulfan, gaziki i bandaż.
Wtedy rączka była "jedynie" zaczerwieniona z widocznym pomarszczonym
naskórkiem. Tego samego dnia wieczorem byłam zmuszona zmienić opatrunek,
ponieważ mała zwymiotowała akurat na tę rączkę. Moim oczom ukazał się ogromny
pęcherz. Tej samej nocy znowu zmieniałam opatrunek ponieważ pęcherz popękał i
rączka cała zamokła. W dniu wczorajszym (trzecia doba) poszłyśmy do kontroli
do szpitala. Lekarz szybkim rzutem oka ocenił oparzenie jako "powierzchowne" i
kazał kontynuować opatrunki z Argosulfanu. Rana była przykryta przebitym
pęcherzem, w jednym odkrytym miejscu sączyła. Tego wieczoru przy myciu martwy
naskórek z pęcherza się odmoczył i ukazała się rana właściwa. I tutaj pojawiły
się moje wątpliwości. Rana ma kształt sporego "kleksa" obejmującego część
ramienia, łokieć i część przedramienia (na grzbiecie ręki, nie obejmuje
wewnętrznej części ręki ani zgięcia łokcia). Na brzegach są jeszcze
pozostałości pęcherza (kolor brązowy), potem mocno przekrwione różowe pole,
które w centrum ma takie bledsze wysepki z widocznymi czerwonymi punkcikami
(wygląda to jak taka siateczka... kolor tych pól jest różowy, ale jaśniejszy
niż ta przekrwiona reszta dookoła). Dzisiaj na kolejnej wizycie kontrolnej na
moje pytanie o te bledsze pola lekarz stwierdził, że to nowy naskórek się tak
tworzy... Ale ja jakoś nie jestem przekonana i boję się, że te pola to jednak
głębsze uszkodzenia. Szczególnie, że znajdują się w centrum rany, czyli na
logikę pewnie tam gdzie herbata chlapnęła bezpośrednio. Dodatkowo zastanawia
mnie fakt, że córka nie wykazuje żadnych oznak bolesności i nawet przy zmianie
opatrunku nie płacze. Dzisiaj pierwszy raz rozpłakała się przy odkażaniu rany
jakimś roztworem (w domu stosowałam tylko mycie letnią wodą z mydłem).
Dostaliśmy tym razem opatrunek z Atrauman Ag i gazików nasączonych solą
fizjologiczną oraz wskazanie stosowania ich przez kolejne trzy dni bez żadnej
maści, a następnie opatrunki z Bactigrasu. Sama już nie wiem co o tym myśleć.
Bo jeśli te bledsze pola to jednak IIB, to czy leczenie powinno w tych
miejscach wyglądać inaczej? I czy w ogóle ten schemat leczenia jest dobry...?
Dodam, że nie konsultował nas specjalista od oparzeń, jedynie lekarz dyżurny
na oddziale ratunkowym (z tego co wiem w trakcie specjalizacji chirurgicznej).
Przeszukałam całe forum wzdłuż i wszerz i mam już mętlik w głowie. Chciałabym
zrobić wszystko co w mojej mocy i zareagować jak najszybciej kiedy jest
jeszcze czas na wdrożenie skutecznego leczenia. Bardzo proszę o odpowiedź
eksperta i wszystkich doświadczonych w temacie. Wiem, że nie da się postawić
diagnozy przez internet, ale może coś z mojego opisu da się wywnioskować...
Podsumowując: 1. Czy bledsze "nakrapiane" pola na mokrej przekrwionej ranie to
gojenie czy martwica? 2. Czy rana goi się od centrum czy od brzegów (jeśli
oczywiście jest jakiś standard...)? 3. Czy schemat 3 dni Argosulfan, 3 dni
Atrauman Ag, kolejne dni Bactigras to sensowna terapia przy IIA (IIB)? 4. Na
własną rękę wprowadziłam dzisiaj dodatkowo Scaldex (pochodzę z podkarpacia i
wiele ludzi z mojego otoczenia potwierdza zbawienne działanie kuracji
dr.Owoca, więc uczepiłam się jej jak ostatniej deski ratunku!) - czy podawanie
tej maści pod Atrauman, a potem pod Bactrigras ma sens tzn. czy działanie tych
specyfików w jakiś sposób się nie kłóci/wyklucza?
Jeszcze raz bardzo proszę o pomoc!