Dodaj do ulubionych

UZDROWIENIE

11.08.09, 11:26
Cześć

Przejrzałam się w jego oczach. Dawniej sama raniłam, dziś zraniona
zostałam przez niego/siebie z przesłości.

Bo cóż to BDP? To nazwa, pod którą kryje się pewien etap życia, w
którym przeżywa się lęki, niepewność co do jutra, co do siebie
samego, innych...Chaos myśli. Przeżywałam ten czas aż dotarłam do
etapu kiedy go spotkałam. Zakochałam się będąc już świadoma, że to
konkretna osoba, która już jest jakaś, i że to ja mam się nastawić
pozytywnie na rzeczywistość, którą będę w nim widziała. Skupiałam
się na zaletach, nie wadach. Bałam się, że pojawi się znowu
złudzenie,które uniemożliwi mi pokochanie go na zawsze. Prosiłam
Boga, bym tylko go pokochała. I stało się. Powoli odkrywałam jego
osobę. Nic mnie nie zrażało. Ucieszyłam się bardzo że wreszcie
przyszedł czas dla mnie na MIŁOŚĆ.
Cha, nie wiedziałam,że osoba w której się zakochuje,to taka ja-
dawniej, z rogami diabła!
Powpoli przychodziła prawda o mnie z przeszłości. Szokujące.
Tłumaczyłam mu pewne rzeczy, ale już wiedziałam, że to na
nic….zadawał ciosy coraz częściej, był nieczuły, obojętny. A ja
wrażliwa jak nigdy dotąd, dopiero teraz zrozumiałam co znaczy
WRAŻLIWOŚĆ, CZUŁOŚĆ, MIŁOŚĆ. I ta bezradność wzgędem siebie samej z
przeszłości – tortury. Wiedziałam już,co czuła dawniej moja mama,
gdy niesprawiedliwie oskarżałam ją o to czy owo (z zazdrości o
brata), co czuł chłopak, którego z zimną postawą potraktowałam po
ponad 2-letnim związku. Boże, jaka ja byłam okrutna!!!

Kochałam go do końca i przyznawałam się do końca. Cierpiałam do
końca. Nadstawiałam policzek do końca. Rzucił mnie, choć chciał
jednocześnie utrzymywać kontakt w ramach przyjaźni. Ja w tym czasie
byłam w piekle. Ale nie takim już jak dawniej z nerwami na innych,
dziś byłam już aniołkiem, niewinnym dzieckiem, z czystym
serduszkiem, które znalazło się nagle, przypadkowo w piekle.
Widziałam tylko czarną otchłań. Czułam dreszcze i brak wyjścia.
Przyszedł czas na PRZEBACZENIE. Którejś nocy, gdy lezałam przed
zaśnięciem (sama rzecz jasna) w duchu mu wybaczyłam. I wtedy też
pomyślałam o Bogu kierując do Niego modlitwę, by wziął mnie w swoje
ręce. I nagle owładnął mną spokój!
Przeszłam jakby ze starego do nowego świata (w duchu, w odczuwaniu,
w rozumieniu). Zrozumiałam,że to co przeżyłam to była moja śmierć na
Krzyżu. Za miłość, za otwarte serce,które czuło całą głębią, dałam
się uśmiercić. I Bóg to widział i mi pomógł. Doznałam wybawienia.

Kto tego nie przeżył-nie zrozumie. Może jedynie ufać.

Chciałam przekazać, że tam, gdzie najgorsze cierpienia, czy to z
powodu zranionych uczuć, czy innych, tam gdzie dotyka
niesprawiedliwość ze strony drugiego człowieka – tam zawsze stoi
Bóg, który czeka, by wybawić od lęku.

Ale Bóg jest przy każdym człowieku. I przy mnie był dawniej, gdy
miotały mną emocje, gdy tyranizowałam rodzinę. Odzywał się w
sumieniu,w pragnieniu bycia lepszym. Ja nie chodziłam na terapie, bo
nikt nie proponował, sama nie pomyślałam nawet.Pokonywałam własne
obawy lęki, głupie wyobrażenia na temat własny. Miałam wiele
kompleksów. Byłam głupia (choć z drugiej strony myślałam,że jestem
dość inteligentna), za gruba (choć raczej normalnej budowy) i in.
Wiedziałam,że to one mi przeszkadzają w kontaktach z ludźmi. Zawsze
gdzieś myślałam o Bogu, prosiłam by mi pomagał. Najgorsze prace,
najbardziej stresujące -wykonywałam. Chciałam czasem uciec, ale
jednak nie robiłam tego. Mówiłam sobie, że robie to dla siebie.
Pokonywałam wewnętrzny strach. Bóg widział-pomagał.
I każdemu pomaga, kto tylko ma nadzieję i wiarę, że on też tu
przyszedł na świat ku jakiemuś wyższemu celowi – ku prawdziwemu
kochaniu, ku byciu prawdziwym przyjacielem....

Pozdrawiam








Obserwuj wątek
    • real-jacek Re: UZDROWIENIE 12.08.09, 11:45

      Ja jestem pewny że gdyby mi udało się przełamać bariere mojego
      ograniczenia,gdyby udało mi się bezganicznie zaufać,gdybym tylko
      chciał to moje życie stałoby się dobre.Gdzieś w głębi mnie jestem o
      tym przekonany ,tylko nie potrafię zrobić czegoś w tym kierunku.
      Mam wrażenie że ja się boje zmienić ,że jestem przesiąknięty
      cierpieniem i już nie umię inaczej.Największym moim problemem jest
      to żeby mi się zachciało chcieć.Czy możesz napisać coś więcej?
      Przepraszam ale nawet nie wiem co tak dokładnie bym chciał wiedzieć.

      Wszystkiego dobrego
      • przyznalam_sie_do_siebie Re: UZDROWIENIE 13.08.09, 09:41
        Witaj

        No właśnie, najtrudniej jest, by się zachciało...
        Ale jeśli uzmysłowimy sobie, że gdy nie podejmiemy walki z
        wewnętrznymi uprzedzeniami, własnym egoizmem, niechęcią do innych,
        naszym lenistwem (co masz zrobić teraz zrób TERAZ!) to po prostu nie
        wiemy co tracimy. Bo to nie tak,że BDP mija w wieku 40 lat i kropka.
        Każdy ma swój idywidualny czas i chrzanić statystyki, chrzanić
        liczby, wiek. Mamy być TU i TERAZ z ludźmi, którzy są blisko. Oni są
        także ważni. My wcale nie jesteśmy Bóg wie kim. Nie miejmy złudnych
        wyobrażeń o sobie.
        Kto wierzy w Boga, temu łatwiej to znosić. Warto uczepić się myśli,
        że Bóg ma dla każdego ten sam wymiar szczęścia, ma dla każdego
        WOLNOŚĆ, a drugi człowiek jest tak samo ważny dla Boga jak my sami.
        Warto uczyć się pokory. Gdy nas ktoś wkurza w pracy-szef, kolega -
        odpuśćmy, prośmy Siły Wyższe, by pomogły przezwyciężyć w nas
        niechęć, agresję i zło. Prośmy o Miłość. Takie modlitwy, które są
        zgodne z wolą Boga zawsze zostają wysłuchane. Prędzej czy później
        nastąpi rozczulenie w naszych sercach. Bo Bóg działa poza naszą
        kontrolą. Gdyby wszystko zależało od nas, to czy nie dalibyśmy sobie
        szczęścia na pstryknięcie palcy? Nie mamy takiej władzy! Więc mżemy
        tylko uzbroić się w cierpliwość, nadzieję i głęboką wiarę, że i nas
        kiedyś dosięgnie szczęście w uczuciu wewnętrznego pokoju.

        Afirmacje- są pomocne uważam, ja w myśli mówiłam do siebie,że jestem
        odważna, nie boję się i lubię ludzi. Przy tym wyobrażałam sobie, że
        mówię to przed zgromadzoną pulicznością (największy stres w szkole,
        na uczelni to wystąpienia przed całą klasą- refaraty itp.).

        Generalnie też na siłę nic się nie da. Jakby świadomość rośnie w
        swoim czasie, w wyniku zbierania kolejnych doświadczeń. Ważne by nie
        uciekać! Ważne by doświadczać, i zawszre gdy jest jakaś porażka, to
        mówić sobie, że to tylko próba moich sił, że to nic, że obawy, lęk
        są nieuzasadnione, i że to one są przeszkodą do tego by zobaczyć co
        jest dalej.

        A dalej jest coraz bezpieczniej. Dalej widzi się nie własne
        wyobrażenia o złym świecie. Dalej widzi się najmniejsze
        piękno,którego dziś nie zauważamy skupiając uwagę na sobie.
        Dalej są już ludzie, których widzimy jako cierpiących z tych powodów
        jakie mamy my sami.
        I nie ma nudnych ludzi!! Są tylko ludzie jacy my sami jesteśmy!!

        I teraz mały apel do osób, które "kochają"- rzucają, "kochają"-
        rzucają itd..
        Szukasz miłości? Najpierw musisz sam siebie "naprawić" by móc
        wymagać od innych niewiadomo czego!!!
        Rzucasz kolejną osobę? Nie wiesz nawet kogo rzucasz!! Nie łudź się,
        że inni są gorsi od Ciebie!! To tylko Twoje zgubne wyobrażenie!

        Nie wiem o czy mogłabym jeszcze napisać.
        Że kocham Go wciąż i będę kochać. Bo prawdziwa MIŁOŚĆ jest wierną
        miłością, innych miłości nie ma!!! jest tylko jedna, taka na dobre i
        złe. Podobnie jest z przyjaźnią.

        Jacku, piszę jak widzisz nie tylko do Ciebie,ogólnie do wszystkic.
        Jak macie konkretniejsze pytania to zapraszam. Może uda mi się
        konkretniej odpowiedzieć :)

        Serdecznie pozdrawiam!









        • real-jacek Re: UZDROWIENIE 14.08.09, 02:28
          W tym co napisałaś wyczuwam dużo pewności,niestety mnie od jakiegoś
          czsu tej pewności brak.Był dłuższy okres w którym czułem się lepiej.
          Porównywałem swoje zachowanie i myślenie z przed paru lat i
          zauważyłem pozytywne zmiany.Byłem bardziej spokojny i wydaje mi się
          że bardziej na luzie przyjmowałem informacje które do mnie docierały.
          Ale od jakiś trzech miesięcy jestem cały czas przygnębiony a teraz
          doszło zmęczenie tym wszystkim.Są momenty gdzie czuje się lepiej ale
          to raczej są nerwowe próby wyrwania się z marazmu w jakim się
          obecnie znajduje.Wiem że to przejdzie,tylko kiedy?Chwilami naprawdę
          już nie daje rady.Wiem tylko że to bardzo dobrze że piszesz coś
          optymistycznego i oczywiście zdaje sobie sprawę że jest to
          adresowane do wszystkich którzy to czytają.Konkretne pytania na
          temat wiary są dosyć trudne ,przynajmniej dla mnie.W okresie mojego
          dojrzewania zawiodłem się na wielu dorosłych osobach jak i na tych
          którzy mieli nieść posłanie duchowe.Tego tematu nie chce rozwijać.
          Z tego co piszesz rozumiem że teraz dość głęboko w to wierzysz.Ale
          czy możesz napisać jakie było Twoje nastawienie na początku?
          Powiem Ci że był okres w którym modliłem się systematycznie i
          szczerze i przyniosło to dobry efekt.Ale jestem przecież człowiekiem
          i w dalszym ciągu mam wątpliwości .Dlaczego nie mogę się przełamać?
          To ostatnie pytanie raczej kierowałem do siebie.
          Napisz o emocjach i uczuciach jakie teraz odczuwasz.


          Szczerze Pozdrawiam
          • przyznalam_sie_do_siebie Re: UZDROWIENIE 20.08.09, 10:06
            Hej! Dopiero zajrzałam.

            Temat wiary owszem jest trudny do podjęcia/pojęcia. Ja mogę mówić,
            że jest pięknie, kolorowo, bez stresów itd...bo uwierzyłam w Boga.
            Ale czy to sprawi, że Ty uwierzysz czy inni? Nie. Każdy sam na swój
            sposób przeżywa to życie. Każdy z osobna podejmuje trudy, walczy z
            samym sobą i właśnie tak ma być. To czas próby, w którym każdy
            podejmuje decyzje: chce lub nie chce. Chce zmagać się ze swoją
            niechęcią lub nie. Jeżeli sobie odpuszczamy bo nie wytrzymujemy to
            zstępujemy na drogę zła, lęku, niepewności i nieświadomości, że jest
            inna lepsza droga, na którą się nie zdecydowaliśmy. Jeżeli jednak
            podejmujemy wyzwanie jakim jest nasze życie, jeżeli trwamy z
            nadzieją, że coś tam za rogiem jest innego, lepszego, że to co teraz
            widzimy jest w pewnym sensie ułudą, ale za chwile (w wyniku jakiegoś
            doświadczenia,które otwiera oczy) może stać się wyzwalającą prawdą,
            to taka postawa (postawa wiary, że jest coś dalej-Miłość, Bóg,
            Wolność, Pokój, Mądrość...)musi zaowocować przemianą duchową. Kiedy?
            To już wie sam Bóg (inaczej jakaś Siła Absolutna). My nie decydujemy
            o czasie naszej wewnętrznej przemiany, to naprawdę dzieje się bez
            naszej kontroli, czasem niespodziewanie. Każdy ma swój indywidualny
            czas. Każdy ma swój obecny stan duchowy też po coś! Np. po to by dać
            komuś innemu do myślenia o swoim zachowaniu. Czyż nie obserwujemy
            innych? Nie zastanawiamy się przy tym nad ich zachowaniami? Owszem,
            tak czynią niemal wszyscy! Często krytykujemy siebie nawzajem. Ale
            ten zwycięża, kto zaprzestaje krytykować innych a zauważa w sobie
            błędy i stara się je najpierw wyprzeć. Bo żeby móc kogoś uczyć
            samemu trzeba być mistrzem. :)

            Jacku, pytasz siebie dlaczego nie możesz się przełamać. Cierpliwość
            jest tu konieczna także i ta pokora. Można sobie samemu powiedzieć:
            zrobiłem/am to źle, tamto, inni przeze mnie cierpieli, to teraz
            muszę pocierpieć ja. Skoro każdy cierpi na swiecie to dlaczego ja
            mam nie pocierpieć. Kim ja jestem? przecież nie samym Bogiem.
            (to tak z przymróżeniem oka, ale powiem, że ja często siebie
            strofowałam w ten sposób patrząc jakby z perspektywy
            sprawiedliwości, taka dobra samokryryka jest b. ważna).
            Z drugiej strony warto przełamywać swój strach, boję się -to co. Idę
            tam gdzie się boję. Najwyżej mnie wyśmieją (bo lubią się
            dowartościowywać na czyjejś porażce np.). Robię to dla samego
            siebie, by pokonywać wewnętrzne bariery i nieuzasadniony lęk, bo...
            życie w spokoju i miłości istnieje!

            Pytasz co odczuwam. Harmonię, spokój. Dlaczego? Bo ujrzałam
            rzeczywistość i prawdę o ludziach. Bo widzę, że nikt nie jest lepszy
            ani gorszy. Każdy jest tak samo ważny na tym świecie. Nikt nie ma
            nad nikim władzy. Kto pragnie przejąć nad kimś władzę sam jest
            zniewolony. Niewolę mamy w sobie i wolność mamy w sobie.
            Jeżeli stajemy się wolni wewnętrznie, stajemy się jednocześnie
            dobrzy dla innych i wreszcie sprawiedliwi. I w tym jest właściwa
            władza.

            Nie wiem,może nazbyt filozoficznie podeszłam do tematu. Ale bez
            filozofii nie da się rozwijać.

            Jakby co, zawsze odpiszę, czasem tylko z opóźnieniem.

            Pozdrowienia! :)












Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka