mk_2
23.11.07, 18:30
Komputerową. Można ją nazwa: Białołecką cywilizacją.
Tylko ja się na tym nie znam, więc mnie poprawcie w razie co.
Niech rzecz się dzieje na Białołece. Budujemy domy w polu. Nie mamy
nic i w perspetywie 30 lat nie będziemy mieć nic, ponieważ nie mamy
kredytów. Możemy pisać pisma, od momentu gdy wyślemy pierwsze pismo
to nam się liczy czas do wybudowania czegoś np. chodnika.
Gdzieś jest urząd, ale nie mamy drogi do niego, jak go odkryjemy to
zyskamy tylko trochę.
Największą wartością są Stwoarzyszenia i grupy ludzi, które ze soba
rozmawiają - bo to sa już twory świadome. Te grupy mogą:
przeprowadzać akcje, lobbować, zbierać podpisy. One przyśpieszają
nasz chodnik o parę lat.
Obok nas są deweloperzy. To takie twory bardzo świadome i
nastatwione na to aby nam jak najwięcej postawić domów. Nie mają
żadnych zasad. Np. nie ma wpływu, że jak oni wybudują miasto to nam
się droga poszerzy.
Tylko dobrze by było, abyśmy mieli jakieś szanse aby misato
spełniało nasze potrzeby. Czy jest to możliwe? I co by się musiało
stać w tej grze, na jakich warunkach, aby to było? Jakie zasady tu
wprowadzić do tej gry?