olecky
05.04.04, 11:31
Sobota
elita elit elit (elita^3 ;-) zdobyła Pułtusk. Wbrew czarnym przepowiedniom
niektórych forumowiczów nie uświadczyliśmy ani szczególnie parszywej pogody,
ani dróg krajowych bez poboczy (poza 1 km w Borowej Górze i mostem w Wierzbicy
- chyba żeby wliczyć jeszcze kawałek pod Jachranką, ale tam to po horyzont
samochodu ani widu ani słychu). Fakt, wiało mocno i trochę nam ten wiatr dał
w kość podczas powrotu, ale "twardym trzeba być, nie miętkim". Zabłądziliśmy
tylko raz, w Instytucie Ziemniaka. Wynik: niezła opalenizna i 127 km na
liczniku . Dorota przejechała więcej; Zuza zrobiła wersję skróconą, ale
też się nieco zmachała (tak to jest, jak ktoś w zimie malo jeździ ;-).
Niedziela
...za to minęła pod znakiem tenisu stołowego na wysokim poziomie, z krótkim
przerwami na przemieszczanie się od kuchni do kuchni (najlepsze było chyba
pesto w Habdzinie). Ale i tak, ziarnko do ziarnka, 124 km się uzbierały.
W kulminacyjnym punkcie wycieczki (okolice Czerska) było nas 11 osób - widać,
że idzie wiosna. Sensację na drodze do Góry Kalwarii i z powrotem budził
biegnący razem z nami oswojony wrotkarz (btw, jak nogi dzisiaj?)
to jak, jedziemy gdzies przed / po wielkiejnocy?